I.
Nie znalazł się w grupie szczęśliwców, albo pechowców – zależy jak na to patrzeć, którzy dostali „zadania specjalne". Z drugiej strony byłoby przejawem pychy oczekiwać, że zostanie uznany przez kapitanów za nadzwyczaj przydatnego w planowanej operacji. Miał swój moment w czasie Inwazji, który dał mu rangę 16. oficera 5. Oddziału i było to więcej, niż jeszcze wczoraj oczekiwał od przyszłości. Z tym, że wczoraj miał swoje łóżko w kwaterach Akademii Shinō, w którym co prawda rzadko nocował, ale za to jego życie było mniej skomplikowane. Dzisiaj ma spać na piachu i właśnie dowiedział się, że ma 5 dni na doprowadzenie się do najwyższej formy, a po tym, czego doświadczył dziś rano dotykając mocy swojego miecza, wątpi w to, czy opanuje go za tysiąc lat. Musi coś szybko wymyślić i ma wrażenie, że potrzebuje cudu.
Akurat na tej pustyni znalazłby kilka osób, które dokonały lub doświadczyły cudów, ale wszystkie mają ważniejsze rzeczy na głowie niż praca nad jego Shikai. W końcu, dzięki odwołaniu się do zaległych przysług, udaje mu się dostać do Akona, a przez niego do Kisuke Urahary. Dzięki metodzie tego faceta, jak głosi plotka, Zastępczy osiągnął Bankai w 3 dni. Shirō dałby sobie rękę uciąć, że w odzyskaniu przez Kurosakiego mocy, utraconych po klęsce Aizena, też maczał palce. Co to dla niego głupi Shikai. Oczywiście 16. oficer nie ma złudzeń, że Urahara poświęci mu czas, zamiast zająć się „planem pięciodniowym". Liczy po prostu na jakąś wskazówkę, cudowne urządzenie wymuszające szybszy trening, cokolwiek. Co prawda słyszał, że Urahara miewa specyficzne metody, ale Shirō nie może teraz wybrzydzać. Chociaż, kiedy jako partnera treningu proponuje mu arrancarską dziewczynkę, Shirō Ashige bierze go za kompletnego czubka.
Po pierwsze, nie ma zamiaru spuścić łomotu jakiemuś dziecku i nie widzi, jakby to mogło mu pomóc. Po drugie, nadal ma poważne obiekcje co do aktywnej współpracy z Arrancarami. Co innego zaakceptować czasowe zawieszenie broni i trzymać się na dystans, a co innego otwierać się przed jednym z nich i dzielić najbardziej osobistymi doświadczeniami oraz informacjami o swojej mocy. Po trzecie, potrzebuje pomocy albo rady Shinigami, czyli kogoś, kto ma ten etap za sobą. Rozmawiał już z Taku Hayato, ale ten stwierdził, że nie może mu za bardzo pomóc. Zasugerował po wysłuchaniu jego opowieści, że jeśli Zanpakutō Ashige posiada jakieś właściwości Kidō, to katana Shinigami z "jedenastki" jest mieczem typowym do walki w zwarciu, równie nieskomplikowanym jak właściciel, dodał Hayato śmiejąc się. Podobnie ma większość chłopaków z 11. Oddziału i dlatego też raczej mu nie pomogą. A poza tym, podsumował przyjaciel, ten etap każdy musi przejść sam, bo z mieczem komunikować może się tylko właściciel. To Shirō doskonale wie, ale podświadomie czuje, że w jego wypadku będzie to wymagało jakiejś pomocy, chociaż sam nie wie w jakiej formie. Nieśmiało, by go nie urazić, przedstawia swoje obiekcje Uraharze, na co tamten się po swojemu uśmiecha, niepokojąco podobnie do kapitana 5. Oddziału.
- Twoja katana przejawia właściwości demonicznej magii. Bodźcem, którego potrzebowała do ujawnienia swojej prawdziwej natury, było zetknięcie z obcą, wrogą mocą Quincy. Shirō Ashige, to proste… Skoro od lat zbierasz na treningach baty od innych kadetów i nawet nie wiedziałeś, jakiego typu jest twój miecz, to pomoc innego Shinigami w zrozumieniu twojego Zanpakutō przysporzy ci tylko nowych siniaków. Potrzebujesz oberwać mocą, którą twoje zmysły Shinigami zakwalifikują jako wrogą, i wyzwolą moc miecza. Jakieś pytania?
- Yhyy… I w jaki sposób ma mi w tym pomóc mała dziewczynka?
- Nelliel wcale nie jest taka bezbronna i niezupełnie jest dziewczynką. Za jej lojalność ręczyć może choćby Zastępczy, a poza tym jako Arrancar wie dobrze czym jest Zanpakutō i na czym polega uwolnienie miecza, chociaż u niej wygląda to inaczej. Heh, kiedy dojdziecie do tego etapu, twój miecz z pewnością zorientuje się, że najwyższa pora się obudzić. Zresztą sama też potrzebuje pomocy, bo się trochę pogubiła. A…i tak przy okazji jest byłą 3. Espadą.
II.
Założenia może i nie były takie głupie, ale kompletnie nie wyobraża sobie, jak to wyjdzie w praktyce. Przynajmniej miejsca do treningu jest pod dostatkiem, jak okiem sięgnąć. Wyszedł na tyle daleko za obóz, by mieć pewność, że ani nikt jemu, ani on nikomu nie będzie przeszkadzał. Każdy zresztą ma dużo do zrobienia przez najbliższe 5 dni, więc Shirō nie liczy na tłumy ciekawskich. Obok niego drepcze zielonowłosa dziewczynka, o której jakoś nie potrafi myśleć jak o naturalnym wrogu. Lepiej, żeby jego miecz miał na ten temat inne myśli.
- No dobla. To telaz skontaktuj się ze swoim miecem, bo lacej powinno ci się spiesyć.
- Yyy… Może jakaś rada? Podobno po to tu jesteś.
- To twój miec, niby jak ja mam z nim lozmawiać?
No pięknie. Od założeń do praktyki. Po co ja ją w ogóle ze sobą wlokłem, myśli teraz. Nie był w swoim wewnętrznym świecie od 3 lat, od dnia, w którym poznał imię katany. Zupełnie nie pamięta, skąd się wziął w zaciemnionej sali, która sprawiała wrażenie tak rozległej, jakby nie miała ścian. Miała za to wysoki sufit i całe mnóstwo, rzędy filarów podtrzymujących go. Zza jednego z nich wyszła postać, ale miał wrażenie, że wtapia się w otoczenie, jakby nie do końca się z niego wyodrębniła. Nie miał pojęcia jak dokładnie wygląda, ale był pewien, że znał jej imię. Wypowiedział je, oraz komendę uwalniającą, która automatycznie pojawiła się w jego umyśle. I tyle, znów siedział na trawie z kataną na kolanach. Próbował wrócić, ale nigdy mu się to nie udało. A teraz jest w sytuacji podbramkowej i nadal nie ma pojęcia, jak się za to zabrać. A przydzielony pomocnik, siedzący beztrosko tuż obok, okazuje się niezbyt pomocny. Trochę bez nadziei też siada na piasku, kładzie katanę na kolanach i zamyka oczy.
Zastanawia się, jak zmusić Zanpakutō do wpuszczenia go do przyciemnionej sali. Chyba powinien znać cel, dla którego chce tam trafić. Myśli nad tym chwilę. Nie chce więcej mocy dla niej samej, nawet po to, by rozwalić w pył Vandenreich. Musi przyznać, ze nie chce też tylko dowiedzieć się więcej o swoim mieczu. Shirō uzmysławia sobie, że chce panować nad mocą miecza, skoro z jakiegoś powodu uzyskał do niej dostęp. Chce stać się kimś, kim według przeznaczenia powinien być. Przypomina sobie wrażenie odzyskania części duszy, jakie miał dziś rano łącząc się z siłą katany. Skoro miecz jest kawałkiem jego samego, to potrzebuje go, by po prostu być sobą. Wciąga powietrze i bezgłośnie szepcze.
- Tobikomi*, Fuchihikō**.
III.
Wrażenie jest oszałamiające. Bo nie jest pewien, czy trafił pod dobry adres. Jest w rozległej sali, z niekończącymi się rzędami kolumn. Ale to nie jest „jego" sala. W tej jest jaśniej, jakby bardziej przestrzennie i przede wszystkim wszystko jest z mlecznego szkła. Tak mu się wydaje, bo nie robi kroku, by dotknąć najbliższego filaru i się upewnić. Boi się, że naprawdę źle trafił, ale zza kolumny wychodzi znajoma postać.
- Wieczność nie czekałam, ale i tak nieszczególnie ci się spieszyło, Ashige.
No dobra, teraz jest już nieźle zdezorientowany. Przede wszystkim nie do końca był świadomy, że jego miecz w wewnętrznym świecie będzie popielatowłosą dziewczyną. Zawsze myślał o Zanpakutō jako o „nim". Znał imię, Fuchihikō, ale ostatnio postać się do niego nie odezwała, nie był pewien, czy dostrzegł jej rysy twarzy. Myśli teraz, że jest skończonym kretynem, skoro nie zastanawiał się nad tym przez ostatnie 3 lata. Nic dziwnego, że niczego go nie nauczyła. I za chwilę wpada mu do głowy, że jego Zanpakutō wygląda jak… urażona kobieta. Która zwróciła się do niego po nazwisku.
- Widzę, że już zdążyłeś poskładać kilka rzeczy do siebie. Do kobiet zwracamy się z należnym szacunkiem, a nie liczymy, że chociaż znamy je tylko z widzenia, to będą na każde skinienie. A gdy wykrzykujemy imię w potrzebie, upewniamy się, że wykrzykujemy to właściwe.
Tak, zdecydowanie jest skończonym kretynem. Ciekawe, ilu Shinigami nie zapamiętuje imienia własnego miecza? Teraz patrzy z niepokojem na popielatowłosą, która z kredowobiałą, niemal przezroczystą skórą i ciemnymi oczami niezupełnie przypomina ludzką dziewczynę. Ta obserwuje go i po chwili, w końcu wymawia słowo, o które sam boi się zapytać.
- Fujinhikō***. Trzeci raz nie powtórzę.
A on tym razem przysięga sobie, że wypali to imię w swojej pamięci drukowanymi literami.
- Fujinhikō, dziękuję, że dziś tak czy inaczej, dla odmiany zareagowałaś na moje nieudolne wezwania. Inaczej żadnego z nas by tu nie było. Ani gdziekolwiek.
- Pozwoliłabym ci zginąć, jeśli chcesz o to zapytać. Gdybyś wywrzeszczał imię jak zawsze. Ale dziś dla odmiany walczyłeś, by wygrać, a nie by po prostu walczyć.
- Walczyłem, by przeżyć.
- To dobry powód na początek. Każdy powód jest dobry, jeśli naprawdę zależy ci na wygranej. Jeśli masz cel, co do którego wartości jesteś przekonany, dla którego zrobisz wszystko. Użyczę ci mocy zawsze, kiedy będziesz pewien, po co walczysz i że chcesz wygrać.
- Przerażająca deklaracja. Podejrzewam, że korzystając z twojej mądrości mógłbym posiąść niemałą siłę. Mógłbym różnie ją wykorzystać, wciąż posiadając wolę zwyciężania.
- Dlatego mogę tylko mieć nadzieję, że będziesz wybierał dobrze, Ashige.
Mówi to tak poważnym tonem, całkowicie innym, niż poprzednio, że Shirō traci pewność siebie. Ale ma wiele pytań i przysięga sobie, że za nic się stąd nie ruszy, dopóki nie uzyska chociaż części odpowiedzi. Kobieta przed nim wybucha śmiechem, a on od razu wie, że przejrzała jego myśli. W końcu zna go, pewnie bardziej niż by chciał. Odzywa się, rozbawiona.
- Niestety, możesz tu siedzieć pięć dni, możesz mnie zmusić do siedzenia tu z tobą, ale niczego się ode mnie więcej nie dowiesz. Nie powiem ci, jak zabiłeś Quincy. Gdybym ci powiedziała, niczego byś się nie nauczył. Ułatwiając, zrobiłabym ci krzywdę, bo chociaż we krwi masz do tego tendencję, nie wszystko da się robić na skróty.
- Żeby cię… Nie najlepszy wybrałaś moment na strojenie fochów. Muszę wiedzieć, co to było za Kidō, a jeśli mnie tak dobrze znasz, to wiesz, że sam do tego w tym życiu nie dojdę.
- Wysil się trochę, pomyśl, nie umrzesz od tego, Ashige.
- Udało mi się tu wreszcie trafić, więc wiesz, że naprawdę jestem już w połowie drogi i potrzebuję odrobiny pomocy.
- Nie wiesz, czego potrzebujesz. Gwarantuję, że bardziej docenisz moją pomoc, kiedy tu wrócisz z konkretnymi pytaniami. Mam nadzieję, że nie za sto lat. Do zobaczenia.
Zwyczajnie odwraca się i idzie w kierunku nieistniejącej ściany. Mógłby ją zmusić do pozostania, jak sama powiedziała, w końcu są w jego wewnętrznym świecie. Ale wie, że to bezcelowe, bo mogą się tak droczyć w nieskończoność. Dziś nie ma czasu zaspokajać próżności urażonych kobiet. No tak, a na pustyni czeka na niego zielonowłosa mała kobietka. I lepiej, żeby teraz była bardziej użyteczna.
IV.
- Wlóciłeś.
Otwiera oczy, ale nie uderza go blask słoneczny. Zaczęło się już ściemniać i po tym, jak również po łamaniu w kościach i zdrętwiałym karku, zorientował się, że minęło jakieś 6 godzin. A miał wrażenie, że był tam kwadrans. Wygląda na to, że Nelliel nigdzie się nie ruszała, bo siedziała w tym samym miejscu.
- Dziękuję, że zostałaś, ale chyba dziś już za późno na kontynuowanie. Przepraszam, że mi tyle zeszło.
- Nel nie jest zmęcona. I tes ma duzo do zlobienia.
Shirō przychodzi do głowy, że może to nienaturalne, ale coraz bardziej lubi tę małą osóbkę. Więc skupiają się na konkretach. Dowiaduje się, że Nelliel o tyle będzie pomocna, o ile on w nią najpierw czymś uderzy. A przez „coś" należy rozumieć atak najbardziej zbliżony do Cero. Czyli musi w nią walnąć zaklęciem Hadō. No i jesteśmy w kropce, myśli. Jakbym strzelał Kidō na prawo i lewo, to by mi nie było potrzebne szkolenie. Chociaż… Z tego co mu powiedziała mała Arrancar, jej technika polega na odbiciu ataku i domieszaniu swojego Cero. Można zacząć od niskopoziomowych Hadō. Skoro nie ma innych opcji, to trzeba improwizować.
Zaczynają od Byakurai, zaklęcia 4. poziomu. Shirō jest z siebie dumny, bo z tym nie ma najmniejszych kłopotów, ale jest za słabe i całkowicie bezużyteczne. Podejmują kilka prób odbicia ataku, w większości nieudanych. Shirō stara się eliminować popełniane błędy, szukać własnego podejścia do inkantacji kolejnych zaklęć. Ze zdziwieniem stwierdza nawet, że „rozpracowywanie" kolejnych niskopoziomowych Hadō, którymi zasadniczo 16. oficer ma obowiązek poprawnie władać, i przechodzenie z Nelliel na coraz wyższe poziomy zaczyna sprawiać mu swoistą przyjemność. Przez całą naukę w Akademii nie poświęcił tyle uwagi Kidō, co przez te kilka godzin prób. W końcu po jakichś 8 czy 10 godzinach pierwszy raz w życiu udaje mu się całkiem udanie, za 9 razem, zainkantować Sōkatsui, Hadō 33. poziomu. Wreszcie podejmują próbę na poważnie. Nelliel pochłania wystrzeloną w nią wiązkę energii i po chwili uwalnia odbite Kidō z domieszką swojego Cero w kierunku Shinigami. To pierwsza satysfakcjonująca próba. Shirō ma wrażenie, że w Nelliel też się coś zmieniło, ale nie jest w stanie skupiać się na kilku rzeczach. Atak jest słabszy, niż spodziewał się tego po byłej Espadzie, ale wystarczająco silny, by jego miecz, na którym skupia całą swoją świadomość, zareagował.
Robi to odruchowo. Chociaż na dobrą sprawę (tak jak poprzednio) nie wie, co się dokładnie dzieje. Po prostu w jednej chwili stoi, czekając na atak przeciwniczki, ale za chwilę wszystko jakby przystopowuje. A raczej on sam ma wrażenie, że swoimi oczami ogląda siebie sprzed chwili. Śledzi ruchy Nelliel, które już przecież wykonała i obserwuje tor odbitej wiązki mocy, którą już przed chwilą widział. I po chwili wszystko wraca na miejsce. Z tym, że Shirō odskakuje w odpowiednim momencie, bo po dokładnej analizie wie, gdzie uderzy odbita energia. Nelliel jest wyraźnie zdziwiona, że tak automatycznie wiedział, jak uniknąć jej ataku. A jemu nie mieści się to w głowie, ale wszystko wskazuje na to, że przed chwilą, na jakieś 2 sekundy, był w swojej przeszłości.
V.
Kończą na dzisiaj, chociaż właściwie zbliża się już poranek. Zaczyna czuć wyrzuty sumienia, widząc, że dziewczynka wygląda na wyczerpaną. Podejrzewa, że pewnie nigdy by mu się nie przyznała, że ma dość. Postanawia sobie, że zrobi wszystko co w jego mocy, by jej się zrewanżować. Ale sam nie ma zamiaru spać. Teraz rzeczywiście ma konkretne pytania i z pewnością więcej zrozumie z wyjaśnień Fujinhikō. Jego Zanpakutō doskonale wiedziała, co mówi. A jego skręca, bo będzie jej musiał oficjalnie przyznać rację. Kiedy Nelliel znika mu z oczu Shirō ponownie siada na piasku i, trzymając miecz, skupia myśli na szklanej sali. Fujinhikō na niego czeka i wygląda na zadowoloną.
- Niecałe dwanaście godzin, gdybyś się przykładał na zajęciach, byłoby połowę szybciej. Wygląda na to, że wiesz już o co pytać.
- Czy zdolnością Fujinhikō jest przenoszenie w czasie?
Wie, że zadał to pytanie w możliwie najgłupszy sposób, ale nadal czuje się za bardzo skołowany, by skupiać się na szczegółach. Nawet nie drażni go to, że dziewczyna wybucha śmiechem.
- Nie. To nie jest… jak to ująłeś „przenoszenie w czasie". Nie masz dostępu do tego, co się wydarzy. Możesz tylko przeglądać to, co już miało miejsce. To, co już widziałeś.
- Czyli mam dostęp do przeszłości? W jakim zakresie?
- Nie masz dostępu w sposób, w jaki o tym myślisz. Słuchaj mnie. Możesz spojrzeć w przeszłość i tylko swoją własną. Możesz powrócić do zdarzeń i ponownie zobaczyć je swoimi oczami. Sięgasz do przeszłości świadomością i w przeszłości czas płynie dla ciebie inaczej. Ale jesteś tu i teraz, nigdzie się fizycznie nie przenosisz i nie masz władzy zatrzymać czasu, ani dla siebie, ani dla innych. Ale kiedy tutaj mija dla ciebie chwila, jednocześnie w przeszłości możesz latami ponownie analizować ruchy przeciwnika i odpowiednio dobierać własne reakcje. Z jednej strony niewiele. Ale pomyśl, czym jest w walce wiedza i możliwość analizy każdego zadanego przez przeciwnika ciosu. Oczywiście, o ile cios nie osiągnął jeszcze celu. Nie wolno ci manipulować zdarzeniami, które już miały miejsce. Ale przypomnij sobie, co zrobiłeś Quincy, działając całkowicie nieświadomie. Nie mogłeś przewidzieć jego działań, nie mogłeś cofnąć jego ataku, ale analizując powtórnie bieg wydarzeń potrafiłeś zareagować na to, co już się zdarzyło. Uważaj, to potężna władza, Ashige.
- Jakie jeszcze są ograniczenia? I jak w ogóle to robię? To wybitnie jakiś rodzaj Kidō… Ale nie wypowiadam przecież inkantacji…
Fujinhikō poważnieje, po poprzedniej wesołości nie zostaje nawet ślad.
- I jak daleko wstecz potrafiłeś sięgnąć? Jak długo tam pozostałeś? Wydaje ci się, że znasz kogoś z widzenia i wiesz o nim wszystko. Dotkniesz ledwie odblasku mocy swojego miecza, a miecz ma ci zdradzić wszystkie swoje tajemnice. Czerpiesz z niezwykłego rodzaju demonicznej magii. Jest niebezpieczna. Dzisiaj zanurzyłeś się w niej po szyję, być może za głęboko. Być może potrzebujesz wyjść i spojrzeć na wodę z jej brzegu.
Powiało chłodem. Shirō nie jest pewien, jak zareagować. Jest świadomy, że w jakimś stopniu Fujinhikō ma rację. Z tym, że on nie ma zamiaru poprzestać na suchych informacjach. Bo ma 4 dni, a potem być może nie będzie miał już nigdy okazji skorzystania z unikalnej mocy swojej katany. Dlatego nie da się zbyć.
- Wiesz, że nie przyszedłem do ciebie po twoją moc, żeby się dowartościować. Inaczej byś mnie nie wpuściła. Przyszedłem, bo poczułem, że jesteś utraconym kawałkiem mojej duszy. Przyszedłem… bo potrzebuję ciebie i twojej mocy, by być kompletnym sobą.
- Nie wpuściłam cię, by dać ci to, po co przyszedłeś. Dzisiaj już nic ode mnie nie dostaniesz. Przemyśl, co ci powiedziałam. Naucz się wreszcie jakiegoś przydatnego Hadō. Wtedy wróć.
Nie otwiera nawet do niej ust i nie próbuje się dalej tłumaczyć. Po prostu zostawia ją w szklanej sali. Po chwili znów jest na pustyni. Z trudem się podnosi, bolą go wszystkie kości i czuje, że cały jest poobijany. Wie, że w takim stanie nie może dłużej funkcjonować. Wraca w stronę namiotu, służącego za koszary „piątki". Potrzebuje kilku godzin snu. A za kilka godzin na poważnie bierze się za naukę jakiegoś przydatnego Hadō.
VI.
Prawdopodobnie trafi do grupy Shinigami z „zadaniami specjalnymi". Chociaż dołączy do niej jako wolontariuszka. Czekała niecierpliwie, aż kapitanowie wezwą do siebie swoich poruczników, a w przypadku kilku osłabionych dywizji – zastępujących ich oficerów, i przekażą im szczegółowe instrukcje na nadchodzące dni. Nie mogła ustać w miejscu i obawiała się, że od razu, pomijając regulaminowe zachowania, zasypie kapitana 5. Oddziału masą nieskładnych informacji. Ale zaniemówiła, kiedy jej dowódca przyszedł na spotkanie ze swoim 9. oficerem, pełniącym czasowo obowiązki wicekapitana, w towarzystwie Kisuke Urahary.
Nigdy nie odważyłaby się skłamać Shinjiemu Hirako. Nigdy też nie zaryzykowałaby zgadywać, o czym myśli jej kapitan. Szybko zorientowała się, nawet zanim dostała rangę oficerską, że jest on wysoce wyspecjalizowany w nieszablonowym myśleniu, dopasowywaniu pozornie niezwiązanych ze sobą elementów i wyciąganiu właściwych wniosków. Teraz znowu myśli o tym wszystkim, bo jest już pewna, że kapitan ją przejrzał, nie wie tylko w jakim stopniu. Uspokaja samą siebie, że przecież ma zamiar podzielić się całą swoją wiedzą. Z tym, że teraz nie wie, gdzie zacząć, bo możliwe, że już domyślili się wszystkiego sami. Po chwili pierwszy odzywa się Urahara.
- Shigeko Soichi, kapitan Hirako odniósł wrażenie, że koniecznie chcesz z nim porozmawiać o czymś… nietypowym. Stwierdził, że mogę być tu przydatny. Żeby poszło szybciej i żeby twoja 9. oficer miała czas ochłonąć może zaczniesz, Shinji?
- Cóż… Soichi, kiedy weszłaś do mojego biura od razu wyczułem w tobie coś… niecodziennego. Jakby na twoim Reiatsu zostawiła odcisk inna siła. Powiedzmy, że moja hollowowa strona osobowości jest na takie osobliwości wyczulona. W pierwszej chwili wyciągnąłem mylne wnioski, ze po prostu stoczyłaś walkę i odblask energii Quincy jest pozostałością po ataku przeciwnika. Nie mieliśmy do tej pory wielu danych na temat wroga i jego technik, stąd moja pomyłka. Nie byłaś ranna, więc naturalnym było założenie, że wygrałaś swój pojedynek. Ale się nie zachowywałaś jak zwycięzca. I wtedy zdałem sobie sprawę, że odrobina błękitnej mocy nie jest smugą na twoim mlecznobiałym Reiatsu, ale jest w jakiś sposób z nim zespojona. Stąd moja pewność, że wydarzyło się coś nietypowego. W moim oddziale nie ma kompletnych kretynów, więc się domyśliłaś, że nie mogliśmy o tym rozmawiać w Soul Society. Więc teraz czekam na raport, począwszy od tego, co się do cholery stało z moją grupą przydzieloną do 19. strefy Sereitei, 9. oficerze.
Oddycha głęboko. Czyli przynajmniej nie musi zaczynać od początku. Albo raczej powinna wrócić do chwili sprzed inwazji, ale relacjonowanie przebiegu walki jej grupy, dowodzonej przez świętej pamięci 11. oficera, nie sprawia jej żadnej trudności. Dochodzi do momentu pojawienia się na placu Stern Rittera i stara się sucho przedstawić fakty. Opowiada o tym, jak zanim sama zdołała wyprowadzić atak, została uderzona błękitną mocą biało odzianego żołnierza. Po czym chwilę później odzyskała przytomność na pustym placu, ale po śladach walki wywnioskowała, że jej grupa zginęła. A ona zdała sobie sprawę, że posiada wszystkie swoje wspomnienia, których posiadać nie miała prawa. I że jest przekonana, że przetrwała atak Stern Rittera, bo przed swoją śmiercią była Quincy.
- Tak… Zaiste nietypowe, zgodzisz się, Shinji?
Jej dowódca nie odpowiada, ale wygląda na zamyślonego. Nie spuszcza z niej wzroku i nie sprawia wcale wrażenia, jakby go to wszystko zaskoczyło. W sumie żaden z nich nie wygląda na szczególnie poruszonego, za to obaj przetwarzają w umysłach otrzymane informacje. W końcu odzywa się kapitan Hirako.
- Z taką ilością mocy zapewne nie jesteś w stanie korzystać z żadnej techniki Quincy. Podejrzewam, że najwyżej pozwalałaby ci wyczuwać istoty duchowe, ale to robią i tak twoje zmysły Shinigami. Na pewno to sprawdziłaś, mówiłem już, że nie mam w oddziale kretynów. Ale to nie wszystko. Masz nadal dostęp do swoich wspomnień Quincy?
- Tak, kapitanie. Pamiętam wszystko, czego się nauczyłam, chociaż to prawie wyłącznie teoria. Byłam… niezbyt biegła w praktyce. Prawdopodobnie część tej wiedzy to dla IBiRS nic nowego, informacje o artefaktach i przestarzałym uzbrojeniu są niezaktualizowane. Ale myślę, że wiedza o samym procesie zadawania ataków, o technikach kontrolowania mocy Quincy, o sposobach jej wzmacniania… Może okazać się przydatna. I… wiem też co nieco… chociaż nawet dla większości Quincy to tylko bajki… Słyszałam o poszukiwaniu sposobu na kradzież Bankai.
VII.
No, teraz wreszcie ma wrażenie, że odrobinę wyprowadziła ich z równowagi. Tylko odrobinę. Po chwili już planują, jak jej wiedzę wykorzystać. Prawdopodobnie spędzi najbliższe dni zamknięta w laboratorium polowym z Uraharą albo Akonem, o ile Mayuri się nie pojawi, dyktując im wszystko, co wyda się przydatne. Jej przewidywania potwierdza kapitan Hirako, który stwierdza, że musi jednak ściągnąć porucznik Hinamori spod respiratora albo znaleźć kogoś, kto ogarnie jego oddział w najbliższych dniach. Nagle uśmiecha się, jakby wpadł na nie całkiem rozsądny pomysł, i mówi jej, by przysłała do niego Shirō Ashige. Jest za bardzo zaskoczona, by coś powiedzieć, ale do rozmowy wtrąca się Kisuke Urahara. Proponuje, by dowódca dał swojemu 16. oficerowi dzień wolnego, a bardzo prawdopodobne, że jutro będzie miał z niego dużo więcej pożytku. Również uśmiecha się przy tym tajemniczo, ale Shigeko nie próbuje nawet nadążać za siedzącymi przed nią mężczyznami. Jeśli dwie godziny temu przepełniało ją poczucie beznadziei, to teraz wpada jej do głowy, że dopóki o posunięciach Gotei 13 będą współdecydowali ludzie pokroju Urahary i Hirako, wszystko będzie dobrze.
Resztę dnia i połowę nocy spędza z ludźmi z 12. Oddziału. Ku swojemu niezadowoleniu jej pamięć nie jest tak dokładna, jak się jej wydawało. Na razie stara się nie wypełniać brakujących luk, mając nadzieję, że wróci do nich później. Skupia się na informacjach dotyczących mocy Quincy, bo na podstawie aktualnych danych, zdaje sobie sprawę, że nie wie prawie nic o uzbrojeniu Vandenreich. Za to gromadzona od setek lat wiedza IBiRS zdecydowanie przekracza jej przewidywania. Teraz wie, że jej informacje okażą się całkiem przydatne, w wielu sprawach potwierdzą założenia teoretyczne, ale nie mają znaczenia tak wielkiego, jak początkowo sądziła. Co nie zmienia faktu, że jako źródło informacji okazuje się dużo bardziej przydatna, niż jako oficer Gotei. Naprawdę, gdy tylko stąd wyjdzie, musi się wziąć w garść i wkupić w łaski swojego oddziału. Bo na razie zna z imienia i nazwiska tylko swojego dowódcę i 16. oficera.
Najciekawszą częścią jej relacji są informacje dotyczące przejmowania Bankai. Tyle, że to nawet nie są informacje. Raczej masa domysłów, garść niczym nie popartych teorii i jeszcze więcej gdybań. Nikt do tej pory naprawdę nie wierzył, że to możliwe. Żaden Quincy nigdy nie zbliżył się nawet do stworzenia przedmiotu, odpowiedniego do „przechowywania" Bankai. Bo jedno, czego była pewna, to że „kradnący" nie może posługiwać się mocą przechwyconego Bankai, jakby sam był jego właścicielem. Potrzebuje artefaktu, by bezpiecznie zapieczętować w nim skradzioną moc i odpieczętować, gdy zechce jej użyć. Bankai nie zmienia pana. Nawet jeśli można go odebrać Shinigami, to nie można podporządkować go swojej woli. To skończyłoby się uśmierceniem „złodzieja" przez ukradzione Bankai.
Chociaż do tej pory twierdzono, że medaliony są niezbędne, bo żadne ciało, duchowe czy nie duchowe, nie jest w stanie utrzymać jednocześnie mocy Shinigami i Quincy. To akurat okazało się bujdą, co potwierdza jej przypadek. Nawet, jeśli nie ma w sobie dość błękitnej energii, by nią zaatakować, to i tak ją ma. Na dodatek ponoć połączoną z jej mocą Boga Śmierci. Dlatego sceptycznie podchodzi do wszystkich swoich rewelacji związanych z Bankai i medalionami.
Noc ma się ku końcowi, gdy do polowego laboratorium zagląda jej kapitan i informuje ją, że w południe ma się pojawić, jako delegowana z 5. Oddziału, na spotkaniu wicekapitanów. Shigeko od wielu godzin ma go ochotę o coś zapytać, a skoro jest tak jakby jego porucznikiem, to wreszcie się na to zdobywa.
- Kapitanie Hirako, skoro zorientowałeś się, że emanuje ode mnie moc Quincy, to dlaczego bez żadnych wyjaśnień z mojej strony, z miejsca zrobiłeś mnie 9. oficerem i dałeś władzę nad oddziałem? Moja motywacja po odzyskaniu wspomnień mogła się zmienić. Byłam 17. oficerem, znałeś mnie z widzenia. Nie powiedziałam niczego, co mogłoby świadczyć o mojej lojalności.
- Głupia, ludzie nigdy nie trafiają pod moją komendę z przypadku. Nie ważne, czy są porucznikiem, czy 17. oficerem, z jakiegoś powodu chcę ich mieć u siebie. Kiedy mnie poprawiłaś, podając swoje właściwe imię, wiedziałem, że pierwszy raz jesteś ze mną całkowicie szczera. A biorąc pod uwagę, że zacząłem mieć już pewne pomysły co do tego, czym się stałaś, byłbym idiotą nie mając cię na oku.
Patrzy na nią trochę jak na niedorozwiniętą i uśmiechając się po swojemu, wychodzi. A ona dalej recytuje z pamięci stare zapiski. Wszystko, co powiedziała Shinigami w białych kitlach, może się okazać bardzo przydatne albo całkowicie mylące. Ale ocena należy do badaczy z IBiRS, a ona przekazuje co wie, dopóki godzinę później nie jest tak zmęczona, że zasypia w połowie zdania.
* tobikomi (飛び込み, skocz)
** Fuchihikō (ふち飛行, Krawędź Lotu)
*** Fujinhikō (婦人飛行, Pani Lotu)
