I.

Obóz tętni życiem i żaden z czarno odzianych wojowników zdaje się nie zauważać, że na wiecznie bezchmurnym niebie pojawił się już księżyc. Ona sama od kilkudziesięciu godzin nie odróżnia dnia od nocy, bo za dużo jest do zrobienia, by tracić czas na sen. Za nieco ponad 3 dni może się dla nich wszystkich skończyć świat. Ona jednak czuje się teraz tak żywa, jak nigdy dotąd. Nie ma najmniejszej ochoty na umieranie, nie ma też zamiaru pozwolić umierać innym. Dlatego zostały jej jeszcze 3 dni i jedna noc, by doprowadzić swoje umiejętności do takiego stanu, by jej chęć przeciwstawienia się śmierci przestała być tylko gołosłowną deklaracją.

Przy namiocie dowództwa zgromadził się już spory tłum oficerów, zaczynają się pojawiać kapitanowie, w większości w towarzystwie swoich wice. Wygląda na to, że tym razem spotkanie odbędzie się w jeszcze bardziej poszerzonym gronie, więc zapewne dostaną jakieś szczegółowe rozkazy dla swoich oddziałów. Chce zostawić przy sobie jeszcze chwilę Shirō Ashige, by pośrednio umożliwić mu dostęp do danych ze sztabu, bo jest pewna, że będzie on bardziej wiedział co z nimi zrobić, niż większość wyższych od niego oficerów. Z drugiej strony nie chce się za bardzo rządzić, nieregulaminowo pomijając rangi w oddziale. Teraz żałuje, że od razu nie zrobiła z niego 10. oficera. Łapie się na tym, że nie jest względem niego obiektywna. Postanawia go jednak odesłać do koszar, ale słyszy głos swojego kapitana, który woła ją po nazwisku.

Shinji Hirako, stojący jakieś dziesięć kroków od niej, badawczo przygląda się swojej oficer i towarzyszącej jej obstawie. Prawdopodobnie dziwi go, że w ogóle widzi ją w towarzystwie innych ludzi. Znacząco podnosi brew, gdy jego wzrok zatrzymuje się na Nelliel, wyglądającej zdecydowanie inaczej, niż kilka godzin temu, gdy wychodziła z nią na wydmy. Kapitan uśmiecha się nieznacznie, a Shigeko zaczyna przeczuwać, że nie spodoba jej się to, co za chwilę od niego usłyszy.

- Zmiana planów. Jednak nie dołączysz do nas na spotkaniu. Pewnie zarwiemy pół nocy, a ciebie będę bardziej potrzebował gdzie indziej.

No pięknie. Czuje się, jakby oberwała klapkiem w twarz. Jej dowódca wyłącza ją z narady sztabu, a rano pewnie zaaranżuje jej przeniesienie gdzie indziej. Przeczuwa, że podjął taką decyzję przed chwilą, nie ma tylko pojęcia dlaczego. Chyba ma to związek z ich niedawnym treningiem, ale nadal nie widzi powodu, dla którego mogłaby być za to ukarana. Nie miała rozkazu zameldować się w IBiRS, a wyraźnie powiedziano, że całe Gotei ma być w stanie pełnej gotowości. Chyba przez to należy rozumieć doszkalanie. Jest lekko spanikowana, zwłaszcza, że Hirako zostawił ją na zewnątrz, a sam wszedł do namiotu. Ale nie dostała pozwolenia, by się odmeldować, więc musi tu czekać, choćby do rana. Nie czeka tak długo, po chwili kapitan wraca w towarzystwie Zastępczego, którego mina prawdopodobnie bardzo przypomina jej własną.

- Soichi, dostajesz zadanie specjalne. Jeśli chodzi o naradę sztabu, udzielam ci prawa łaski. Wystarczy, że jedno z nas będzie musiało tam ślęczeć do rana. Ty, jak widzę, odkryłaś ostatnio, że nauczanie jest twoim dotąd nieujawnionym talentem. Więc tym będziesz się zajmować dzisiejszej nocy, a jutro się zobaczy.

Mówiąc to, kapitan popycha w jej stronę lekko zagubionego Kurosakiego. Jeśli to miał być dowcip, jeszcze go nie zrozumiała.

- 9. oficerze. Wszystko, czego się dowiesz, a dotyczy Ichigo Kurosakiego, zachowaj dla siebie. Nie jest członkiem Gotei, więc teoretycznie Gotei nie powinno się interesować jego sprawami. Ale jest Shinigamim Daikō, który zdjął nam z głowy Aizena. Z tego względu nie możemy udawać, że pewne informacje nie będą miały, przynajmniej pośrednio, wpływu na nastrój w 13 Oddziałach. A sprawy mają się tak, że Kurosaki stracił swój Zanpakutō i dopóki czegoś z tym nie zrobi, bardzo dobrze byłoby, gdyby nauczył się jakiegoś przydatnego Hadō.

II.

Tak źle jeszcze nie było. Stara się od siebie odpychać tę myśl, ale ona wciąż powraca, a jego zaczyna od tego trafiać szlag. No, może było podobnie, gdy leżał na dachu, a przez miecz wbity w jego pierś przepływały do Kūgo Ginjō ostatnie ślady jego fullbringu, zostawiając go bezsilnym, z czarną pustką w duszy. To mniej więcej ten sam poziom. Znowu wszystko się schrzaniło. Ichigo ma kompletny chaos w głowie. Rozmowa z ojcem sprawiła, że wokół minionych zdarzeń narosło tylko niejasności. Chyba rzeczywiście może się jeszcze kilka godzin obejść bez szczegółowych odpowiedzi na resztę swoich pytań. Musi przetrawić to, czego już się dowiedział. Gdy schodzili na temat jego mamy i jej powiązań z Quincy, dołączył do nich Urahara. A za nim reszta kapitanów, w większości z niewyraźnymi minami. Ichigo pomyślał, że nie mogą sobie wybaczyć, że coś takiego im umknęło, zwłaszcza, że mieli Ichigo pod nosem przez dwa lata. Teraz na niego też patrzyli inaczej, po trosze rozumiał, dlaczego. Przebiegło mu przez myśl, że wreszcie Byakuya przystopuje z tytułowaniem go „tylko człowiekiem" i „chłopakiem", ale przypomniał sobie, że Kuchiki długo jeszcze do nikogo się nie odezwie.

Ichigo powiedział sam sobie, że nie musi znać wszystkich szczegółów, bo sam wybiera, kim chce być. Tak było zawsze, nawet zanim poznał Rukię Kuchiki, a jej Zanpakutō jednym pchnięciem odmienił jego świat. Dokonał niemożliwego przemierzając Sereitei, wychodząc żywym z kolejnych walk i ostatecznie ratując Rukię, a potem idąc za Inoue do Hueco Mundo. Sam dobrowolnie odrzucił moc Shinigami dla cienia szansy na pokonanie Aizena. Podjął decyzję, kim chce być, walcząc z Ginjō i zabierając z powrotem ze sobą Odznakę. W każdym przypadku mógł sobie odpuścić i zdecydować inaczej. Ale nie jest facetem, który sobie odpuszcza i jego życiem nie kieruje ani przypadek, ani przeznaczenie. Aizen kiedyś stwierdził, że to on miał kontrolę nad losem Ichigo od momentu jego narodzin. Tyle, że teraz Sōsuke leży zabetonowany gdzieś pod Sereitei i nie ma wpływu na niczyje przeznaczenie, nawet swoje własne.

Dlatego, o dziwo, sprawę domieszki błękitnej mocy w swoich żyłach zostawia na potem. Bardziej przybija go to, jak czuje się bezsilny w związku z utratą Zanpakutō. W chwili, gdy ten cholerny jasnowłosy Quincy złamał Tensę Zangetsu, Ichigo miał wrażenie, że i w nim coś pęka. Ale kiedy dowiedział się od Urahary i Akona, że ten stan może okazać się permanentny, chłopak poczuł się trwale okaleczonym. Nieważne, czego uczą wcześniejsze doświadczenia, on znajdzie sposób, by odzyskać Zangetsu. A zasadniczo zawsze dotrzymuje słowa.

Skoro wracamy do obietnic, to wisi ich nad nim kilka, a ciężar jednej z nich ostatnio staje się nie do zniesienia. Jest jeszcze jedna osoba, która mocno boleje nad złamaniem jego miecza i jest to niezwykle z siebie zadowolony, samozwańczy król Hueco Mundo. W końcu wisi Grimmjowowi rewanż. Dziś rano, wpadając na niego w namiocie dowództwa, chyba dziesiąty raz przeklinał się w duchu, że skubańca nie utłukł na tej samej pustyni prawie dwa lata temu. Cóż, był dwa lata młodszy i głupszy, a teraz musi panować nad sobą, żeby nie ukatrupić szczerzącego zęby sukinsyna gołymi rękami.

Nieliczni, w większości kapitanowie, znają prawdziwą przyczynę dobrego nastroju Arrancara. Tak się składa, że Grimmjow ma dobre powody, by zachowywać się tu jak gospodarz udzielający Shinigami gościny. Bo zanim ich tu zaprosił, odbył z Uraharą dłuższą rozmowę, odrobinę stresującą dla byłego kapitana, biorąc pod uwagę ostrze przytknięte do jego szyi w jej trakcie. Niemniej obaj ustalili, że także w interesie Hueco Mundo będzie chwilowe zawieszenie broni, a nawet porozumienie z Soul Society. Po czym były 6. Espada, aktualnie niepodzielny władca tutejszych pustkowi, zrobił porządek z tym, co zostało z ekspedycji Vandenreich, sprawnie wykorzystując Arrancarów, do niedawna jeszcze pod dowództwem Tier Harribel. Gdy Ichigo pojawił się tu po zakończeniu spraw w Sereitei, było już po zabawie. Tyle, jeśli chodzi o czyny wojenne Zastępczego w Hueco Mundo, o których od wczoraj urosły już legendy, szeptane z ucha do ucha przez członków Gotei. No, a czekającego na niego z uwolnionym mieczem Grimmjowa, spotkał niespodziewany zawód, gdy się zorientował, że Kurosaki nie dzierży swojego Zanpakutō.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobi po odzyskaniu miecza, będzie usadzenie tego popaprańca. Ale teraz nie może przestać myśleć o Renjim i Rukii, zwłaszcza o niej, których nieprzytomne twarze ledwie widział spod bandaży. Byakuya Kuchiki, regenerowany dzięki technologii Instytutu, na tę chwilę ledwo przypomina żywą istotę. Niewiele lepiej jest z Kenpachim. Dziadek Yama dał się zabić, połowa kapitanów straciła Bankaie. A on nic nie może z tym zrobić i to go dobija. Bez Zangetsu nie jest w stanie nikogo ochronić. Do cholery… nie może się nawet bronić! Jest w podłym nastroju. Tak naprawdę od wczoraj nachodzi go myśl, mocno niepokojąca, by zadać komuś bolesną śmierć. Dlatego cieszy się, że nie uczestnicząc w naradzie może się trzymać z dala od niebieskowłosego Arrancara.

III.

Jego sytuacja w Gotei 13 zawsze była niejasna. Najpierw był Ryoka, chodzącym dowodem zbrodni Rukii Kuchiki z 13. Oddziału. Potem walczył u boku Shinigami. Wszechkapitan nigdy nie wydawał mu bezpośrednich rozkazów, a po zapieczętowaniu Aizena i utracie mocy Shinigami przestali – przynajmniej oficjalnie – nim się interesować. Z tego, co wykrzyczał mu w twarz Ginjō w czasie ich pojedynku wywnioskował, że jeszcze niedawno jego nazwisko było w Soul Society zapisane na liście do odstrzału, tuż pod nazwiskiem pierwszego Shinigami Daikō. Jednak zamiast wysłać go do piachu, Gotei podzieliło się z nim mocą. Parafrazując wszechkapitana Yamamoto, jego pojawienie się dużo namieszało w Soul Society i skorygowało skostniałe poglądy na wiele spraw.

A teraz jest Shinigami bez Zanpakutō, bez przydziału do jakiejkolwiek dywizji, z zerową znajomością Kidō, mogącym sięgnąć w razie spotkania z wrogiem do swojego niezłego Shunpo, po to tylko, by wiać, gdzie go nogi poniosą. Chwilowo trafia pod skrzydła 5. Oddziału, ale po minie 9. oficer z niepokojąco zielonymi oczami wie, że jego osoba nie będzie dla nich żadnym wsparciem, a raczej sam będzie potrzebował z ich strony ochrony. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Do tego nie ma za plecami, jak dotychczas, ani Rukii, ani Renjiego, odrzucił też, może nawet zbyt stanowczo, pomoc Inoue i Chada, nic im nie wyjaśniając i odsyłając w niewiedzy do Karakury. Nawet myśl o ewentualnym byciu niańczonym przez Ishidę jakoś go teraz nie bawi. Tak czy inaczej, nie pozwoli, by przyjaciele nadstawiali za niego tyłki. Ma kogo i co chronić. Musi jak najszybciej wymyślić, jak poskładać swój miecz, a w międzyczasie może nauczy się jakiegoś ataku czy wiązania przy pomocy demonicznej magii.

IV.

Ichigo Kurosaki jest w tym do kitu. Jakby jego naturalne moce więziła jakaś wewnętrzna blokada. Po godzinach ćwiczeń chłopak jest w stanie co najwyżej użyć Shō, Hadō 1. poziomu, ale tym nikomu nie zrobi krzywdy. Większy potencjał widziała u sceptycznego, opornego Hayato, większe nadzieje wiąże z niedouczonym i niezdyscyplinowanym Shirō. Shigeko milczy i uparcie skupia się na poprawieniu kosmyka, który uwolnił się spomiędzy zebranych z tyłu włosów. Nie ma pojęcia, jak delikatnie przekazać taką informację Shinigami, który pokonał Aizena Sōsuke. Chłopak ją w tym wyręcza.

- Nie oszczędzaj mnie. Jestem skończonym beztalenciem.

- Ehm… Nie zrobię z ciebie eksperta Kidō w jedną noc. Poza tym nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w nauczaniu. Może po prostu nie umiem cię właściwie pokierować.

- Co nie zmienia faktu, że jestem do kitu. I nie jesteś taką kiepską nauczycielką, Rukia 5 godzin rozrysowywałaby mi to na króliczkach. A ja przez ten czas nauczyłem się chociaż jednej inkantacji.

- Uwierz mi, nie jesteś jedynym przypadkiem, który do mnie trafił i sprawiał wrażenie beznadziejnego.

- Słyszę, że chyba o mnie mowa. Mogę dołączyć? Właściwie to dostałem taki rozkaz od kapitana Hirako, kiedy wyszedł z narady rozprostować nogi. Chyba nie skończą do rana.

Z mroku wyłania się Shirō z kataną w dłoni. Pewnie przysłuchiwał się im już chwilę. Może nawet dobrze się składa. Kurosakiego powinno podnieść na duchu to, że w Gotei są oficerowie, szkoleni w Kidō latami, którzy są w tym od niego niewiele lepsi. A Zastępczy powiedział jej na wstępie, że najszybciej uczy się na własnej skórze. I tak jest na przegranej pozycji, więc Shigeko decyduje, że on zacznie i każe mu zaatakować 16. oficera Ashige.

Kurosaki jest lekko zagubiony, ale gdyby mógł ciskać w przeciwnika determinacją, to Shirō rozsmarowałby się na pobliskich filarach. Bo jeśli chodzi o Kidō, to Zastępczy wymusza jedynie na Ashige uwolnienie jego miecza, by zasłonić się przed Shō. W końcu Shirō uczył się tylko niskopoziomowego Hadō, a jego Bakudō jest na poziomie godnym pożałowania. Więc przechodzi w Shikai i robi dokładnie to, czym kilka godzin temu skompromitował Hayato. Jakby czytał myśli przeciwnika i się do niego dopasowywał, zbliża się do Kurosakiego, gotowy przyłożyć mu ostrze do szyi. Ale także Ichigo znika jej na chwile z oczu, po czym pojawia się za plecami Shirō i chwyta jego miecz, który oficer „piątki" nadal trzyma uniesiony. Ale tym razem Zanpakutō, które właściciel wciąż dzierży za rękojeść, wędruje do szyi Shirō, a Kurosaki stoi za nim i trzyma miecz jedną ręką, tuż nad dłońmi przeciwnika, utrzymując ostrze w bezpiecznej odległości od skóry Ashige. Shigeko stoi jak wryta, jej oficera też zamurowało.

- Widać Shunpo przydaje się nie tylko do ewakuacji. Przywróciło mi to trochę godności.

Kurosaki wreszcie sprawia wrażenie odrobinę usatysfakcjonowanego. Ale to jego Shunpo… Poziom co najmniej kapitański, może nawet kilku z nich przewyższający. I chociaż nie miał w rękach Zanpakutō, Shigeko od razu wie, że ten chłopak urodził się, by walczyć z mieczem w dłoni i to może być jedna z przyczyn, dla których tak opornie idzie mu z demoniczną magią.

Shirō wraca do siebie, ale zamiast komplementować lub zwymyślać niedawnego przeciwnika zwraca się do niej.

- No dobra. A teraz powiedz mi, Shigeko Soichi, po jaką cholerę zmarnowałaś z nim ostatnie 5 godzin na naukę jednego kiepskiego Hadō? Sugeruję przespacerować się do IBiRS i zmienić uzbrojenie na jakiś łuk i strzały.

Oboje z Kurosakim patrzą na niego, jak na nieszkodliwego wariata. A on przestaje ukrywać, że zaczyna być coraz bardziej wkurzony.

- Kurosaki walnął we mnie zaklęciem, które co najwyżej posłałoby mnie metr do tyłu, nawet nie osmalając ubrania. Mogłem nie ruszać się z miejsca. Zareagowałem odruchowo, a raczej zareagował mój miecz, bo pod tym słabym atakiem wyczuł pokłady energii, którą zakwalifikował jako wrogą. Za pierwszym razem, gdy się z nią zetknąłem, z posługującego się tą mocą kolesia została mokra plama. Ale za drugim razem byłem tak wytrącony z równowagi, że sam otarłem się o poważne kalectwo, a teraz kompletnie nie wiem co myśleć. Kurosaki, nie zrozum mnie źle, otrzymałem rozkaz trzymać język za zębami, ale bardzo chciałbym wiedzieć, dlaczego właśnie walnąłeś mnie błękitną mocą Quincy?

V.

Cóż… Rano nic nie zapowiadało, że to będzie dzień wielkich niespodzianek. Z drugiej strony powinna zaakceptować, że będzie robiło się coraz dziwniej, skoro stacjonują w Hueco Mundo, obok niej stoi nieświadomie miłość jej poprzedniego życia, a ona uczy Zastępczego Shinigami. Po minie Kurosakiego widzi, że Shirō się nie pomylił. A skoro rozpoznał błękitną aurę Ichigo, to zapewne wcześniej widział ją też w Hadō, którym go prawie zabiła. Nie ma już powodu, by przed nimi zachowywać tajemnicę.

- Ashige ma rację. Ale widząc, co potrafisz robić z mieczem, Ichigo, chyba poprosimy Akona, by wygrzebał ze zbiorów kapitana Mayuriego jakiś Seele Schneider. Spokojnie, są znacznie starsze niż myślisz, Mayuri zapewne od lat ma kilka w kolekcji. Według zapisków mojego ojca, Seele Schneider znajdował się, obok Krzyża Quincy, w ekwipunku statystycznego średniowiecznego Niszczyciela.

Teraz na nią patrzą jak wryci. Więc siada na piasku i zaczyna streszczać, co wie o Niszczycielach oraz skąd nadal posiada tę wiedzę. Masa suchych informacji o znaczeniu strategicznym. Obserwuje kątem oka swojego oficera i widzi, że rewelacje o jej błękitnych korzeniach dotykają go głęboko, ale nie okazuje, by zmieniły jego nastawienie do niej. Kiedy kończy, sama dowiaduje się, że Kurosaki jakieś pół godziny po niej, w dniu inwazji, usłyszał od lidera Vandenreich o swoim dziedzictwie Quincy, chociaż nie widzi, by przebudzona moc w jakikolwiek sposób na niego wpływała. Nie potrafi w żaden sposób jej przywołać czy użyć, nie był nawet świadom, że inni mogą ją w nim wyczuć. Po prostu, gdy miecz tego Juhabacha prawie go uśmiercił, coś co tamten nazwał Blut uratowało mu życie. I tyle. Kurosaki posiada jako taką, ogólną wiedzę o uzbrojeniu Quincych, więc wie przynajmniej, o czym ona do niego mówi. Shigeko wywnioskowuje, że pewnie dowiedział się o tym wszystkim od tego chłopaka Quincy, który wdarł się z nim do Sereitei 2 lata temu, by ratować Kuchiki. Teraz nie widziała go obok rudowłosej dziewczyny z maślanymi oczami i wielkiego bruneta.

Shigeko Soichi podnosi się z piasku i odwraca w stronę obozu, gotowa od ręki odwiedzić namiot IBiRS. Ale coś jej nie pasuje w ogólnym krajobrazie. Na przykład to, że w miejscu, gdzie w oddali powinna widzieć, wyłaniające się już z rozpraszających się ciemności, tymczasowe konstrukcje i rzesze wojowników w czarnych mundurach, widzi pustą przestrzeń.

Po 3 sekundach wpada jej do głowy, co się stało. Iluzja. Obóz staraniem 12. Oddziału, z wykorzystaniem siły duchowej na poziomie kapitańskim, może stać się nieuchwytny dla niepożądanych oczu na kilkanaście minut. Taki wariant przewidziano w planie awaryjnym, na wypadek wykrycia w Hueco Mundo wroga, by Gotei sprawnie, w niewiele ponad kwadrans, przegrupowało się do lokalizacji znanej tylko kapitanom. Nie mogą sobie pozwolić na walkę z zaskoczenia, na straconej pozycji, a ich plan taktyczny do realizacji potrzebuje jeszcze 3 dni i wyleczenia z ran sporej części Shinigami. Zaraz. Jeśli na obóz nałożono iluzję, to za chwilę ruszy ewakuacja. Ona jest odpowiedzialna za 5. Oddział, sztab prawdopodobnie został zaskoczony wiadomością w czasie zebrania, więc nie może liczyć tylko na kapitana Hirako. Musi być w obozie w mgnieniu oka. Nawet nie wie, kiedy zaczyna biec, nic nie mówi, ale słyszy obok siebie szybkie kroki obydwu młodych mężczyzn, więc oni też w lot zorientowali się w sytuacji. Biegnie najszybciej w życiu, a jej stopy ledwo muskają nie rozgrzany jeszcze słońcem piasek.

W połowie drogi dostrzega przed sobą Piekielnego Motyla. Nie zwalniając wyciąga dłoń, a Motyl siada na jej palcu. W momencie jego zetknięcia się z skórą dziewczyny do głowy Shigeko dociera wyraźny komunikat. „Vandenreich pojawili się w Ludzkim Świecie. Nie wykryto ich obecności w Hueco Mundo i nałożenie iluzji jest tylko środkiem prewencyjnym. Nie zarządza się ewakuacji." Wie, że za chwilę dostanie drugi komunikat. Standardowo, poprzedni został rozesłany do wszystkich wyższych oficerów, kolejny zaś zawiera szczegółowe wytyczne dla poszczególnych oddziałów. „Oddziały 5. i 6., w pełnym składzie, mają rozkaz udać się do Karakury, współrzędne przejścia przekaże IBiRS. Garganta zostanie otwarta poza obozem, przy południowo-wschodnim krańcu za 4 minuty." Cały przekaz trwa mniej niż sekundę.

Ma zamiar powtórzyć to biegnącym przy jej boku chłopakom. W sumie Kurosaki tymczasowo trafił do „piątki". Czuje podświadomie, że Zastępczy nie odpuści sobie podróży do Karakury. Jednak Motyl sam zrywa się do lotu i przenosi się na dłoń Ichigo. Jego twarz momentalnie nabiera agresywności. Shirō z kolei o nic nie pyta, po prostu biegnie, a ona wie, że nawet bez słowa wyjaśnienia, zawsze będzie mogła liczyć na swojego 16. oficera.

VI.

Shirō nie jest pewien, co dokładnie się dzieje, ale jak każdy oficer wie o planie awaryjnym. Więc jest przekonany, że się ewakuują, dopóki nie słyszy od mijanych Shinigami jednego słowa. Karakura. Dobiegają do południowo-wschodniej części obozu, gdzie z kapitanem Hirako czeka na baczność reszta oddziału, wśród nich spanikowani niedawni rekruci. Wygląda na to, że dołączą do nich Yoruichi i Urahara, zapewne by zabrać coś z jego Sklepu. Za to Kurosaki się od nich odłącza. Shirō wie, że nie ma szansy, żeby etatowy obrońca Karakury odpuścił sobie wyprawę. Ciekawi go, po co chce wstąpić do namiotu IBiRS, który widać z miejsca, gdzie za niecałe 2 minuty otworzy się dla nich Garganta. Obok siedziby 12. Oddziału rozbił szpital polowy 4. Oddział. Shirō odlicza uciekające sekundy, obserwując wejścia do namiotów. Jeszcze 58, 57, 56... Z IBiRS wybiega Zastępczy. Ze złamanym mieczem w ręku. A tuż za nim, z namiotu obok, Shinigami z opaską wicekapitana na ramieniu, w pośpiechu zrywający z głowy bandaże i jednocześnie mocno krzywiący przy tym twarz. 41, 40, 39…

- Uff… No to idziemy. Co do jasnej… Ledwo trzymasz się na nogach, wczoraj bardziej przypominałeś trupa. Renji, to nie jest dobry…

- Stul pysk. Nie puszczę oddziału bez dowódcy, za kogo ty mnie masz. Nie pokazałbym się na oczy kapitanowi Kuchiki. Jestem wicekapitanem Gotei 13 nie po to, żeby paradować z upierdliwymi insygniami na ramieniu.

- Hmm… Ogólnie rzecz biorąc, tymczasowo ja decyduję, kto w 6. Oddziale jest w stanie fizycznym umożliwiającym walkę. Skoro się upierasz… Tylko nie waż się nawet próbować uwalniać Bankai, bo w twoim stanie na próbach się skończy. Nie musimy podsyłać wrogom dodatkowych danych o naszych mocach. Zrób to, a nie będziesz miał okazji stawać przed kapitanem Kuchiki. Sam cię odeślę w wielką pustkę za głupotę, która może być zaraźliwa dla reszty oddziału. Zakaz korzystania z pełnego uwolnienia obowiązuje wszystkich, chociaż może ty, Hirako, powtórz to mojemu synowi. Ostatnio wybił mi zęba zanim otworzyłem usta, a nie mogę pozwolić, by na oczach Gotei okładał kapitana.

Mówi to tonem niedopuszczającym sprzeciwu i jednocześnie lekko gawędziarskim. Kolejny osobnik z pokręconą osobowością, myśli Shirō. Ichigo wygląda na wyraźnie zaskoczonego objęciem przez jego ojca 6. Oddziału. Chociaż nie tak zaskoczonego, jak wicekapitan „szóstki". W sumie obydwaj opuścili dziś naradę, dotyczącą nowej organizacji Gotei. Kapitan Hirako nie reaguje. Patrzy za to wymownie na rękę, w której Ichigo trzyma złamanego Tensę Zangetsu. Nie tylko on jeden. Porucznik Abarai wpatruje się w miecz i po chwili jakby doznaje olśnienia. Wypowiada tylko imię i nazwisko, a Kurosaki potwierdzająco kiwa głową.

- Orihime Inoue.

Garganta się otwiera i członkowie dwóch oddziałów wchodzą w ciemną otchłań, prowadzeni przez kapitanów, obecnych i byłych. On zanurza się w czarną pustkę tuż przed Kurosakim i Abaraiem, którzy zamykają pochód. Cóż, to będzie jego pierwsza misja, powinien się wyciszyć i myśleć, jak efektywnie wykorzystać swój Zanpakutō. Ale zamiast tego, jak ma w zwyczaju chłonie i porządkuje zdobyte informacje. Daje się ponieść ekscytacji.

Jest oficerem w 5. Oddziale, o czym bał się marzyć kilka dni temu. Bierze udział w specjalnej misji. Za chwilę będzie walczył ramię w ramię z Zastępczym, obok Abaraia Renjiego, jednego z niewielu Shinigami, których darzył zbyt dużym szacunkiem, by pić z nim czy grać przy jednym stole w kości. Służy pod kapitanem Shinjim Hirako, od 2 dni także jego osobistym bogiem. Jest z nim Shigeko Soichi, którą zaczyna mocniej rozumieć i czuć z nią dziwne do wyjaśnienia pokrewieństwo dusz. O drugim kapitanie, aktualnie dowódcy „szóstki", nie wie nic, poza tym, że jest bardzo pewny siebie, co nie zawsze idzie w parze z realnymi przymiotami, ale haori nie dostaje się za ładne oczy. Jest też ojcem Zastępczego i umie panować nad ludźmi jak rasowy taichō. Dalej stoi 12 oferm, którym uratował życie, by teraz mogli chronić nieświadome niebezpieczeństwa dusze w Świecie Ludzi. W takich chwilach Shirō Ashige dziękuje w duchu niebiosom, że zdecydowały dać mu dostateczną moc, by mógł władać Zanpakutō i walczyć jako Shinigami z potworami z ludzkich koszmarów.

VII.

Droga przez Gargantę wlecze się niemiłosiernie. Shigeko miała podobne odczucia w związku z przechodzeniem przez Dangai. Czas płynie tu nieprzyjemnie inaczej i nawet jeśli po wyjściu nie czuje się jego upływu tak, jak będąc jeszcze w Świecie Przepaści czy w tej czarnej pustce, to i tak jakoś to wpływa na każdego. Dlatego Shinigami nie korzystają z Senkaimonu, o ile okoliczności tego nie wymagają, a przeniesienie do placówki w Świecie Ludzi, uchodzi zazwyczaj za zdegradowanie problematycznych osobników pod przykrywką „koniecznego zdobywania doświadczenia". Inni też są wyraźnie zniecierpliwieni. Grobową ciszę przerywa świeżo upieczony kapitan 6. Oddziału, który wyraźnie stara się rozluźnić atmosferę.

- Dajcie spokój… Po oddziale Byakuyi Kuchiki mogłem się spodziewać ponuractwa, ale dajcie kapitanowi Shibie tydzień, a wyjmie wam kije z tyłków. Za to kiedyś „piątka" uchodziła za jeden z bardziej rozrywkowych oddziałów. Pamiętasz Hirako swoje zamiłowanie do jazzu? O ile się nie mylę twój porucznik miał inne gusta muzyczne.

- Taa… Po tym powinienem uzyskać pewność, że coś z nim nie tak. Ciekawe, czy stary Yama-jii podzieliłby moje obawy, poparte takimi niepodważalnymi dowodami. Myślisz, „kapitanie Shiba"?

- Centrala z miejsca posłałaby cię na spotkanie Sōkyoku. Tak mi podpowiadają doświadczenia moje, Urahary, Yoruichi, Tessaia... No, i nie dorobiłbyś się tej gustownej maski. A nie. Zapomniałem. Przecież ciebie i resztę ekipy ratunkowej zaoczny wyrok Centrali posłał na spotkanie Sōkyoku.

Yyy. Shigeko nie wie, jak się ma zachowywać. Tylne szeregi pewnie nie słyszą nic z tej wymiany myśli, ale ona i z 10 innych postronnych osób chce, czy nie chce, słyszy luźną pogadankę kapitanów na tematy jak najmniej błahe. Kapitanowie też ludzie, widocznie potrzebują, jak każdy, odrobiny rozluźnienia w tym napiętym czasie. Więc stroją sobie żarty z Aizena, władz Soul Society i świętej pamięci wszechkapitana Yamamoto. Do rozmowy włącza się Urahara, pojednawczym tonem próbując zmienić temat.

- Zrobiłeś się strasznie zrzędliwy, Kurosaki. Czy teraz wolisz - Shiba? Nie wszystko było w Gotei takie złe. A zwyczaj wydawania oficjalnych kolacji z okazji promowania na kapitana? Swojej w ogóle nie pamiętam. Wspaniała tradycja, obecnie w zaniku.

- Tak, Urahara. Coś mi mówi, że zanikła po wymianie stołka w 6. Oddziale. Dobra, dobra, już odpuszczam. Ale fakt, najlepiej wspominam ucztę w rezydencji Shihōin, po awansie Yoruichi. Mistrzynią ceremonii parzenia herbaty była chyba twoja młodsza siostra, prawda Yoruichi? Jak jej było na imię… Sayako? Midori? Może Bakura?

- Nie, chociaż Bakura też ładnie. Miyorō. Znamy się od stuleci, Yoruichi, a ty nigdy nie chciałaś mi jej oficjalnie przedstawić.

- Kisuke, nie bierz tego do siebie, ale poznanie ciebie mogłoby być najgorszą rzeczą w jej życiu. Bogowie strzeżcie, jeszcze byście się pobrali, bo była w takim wieku, że rzuciłaby się na pierwszego lepszego, który nosił spodnie. Skończyłoby się katastrofą i prawdopodobnie byłabym zobowiązana cię zabić. A tak ona mogła wieść szczęśliwe i spokojne życie w Sereitei, a my nadal jesteśmy przyjaciółmi.

Dalszej wymiany zakamuflowanych uszczypliwości Shigeko nie słyszy, bo skupia całą uwagę na swoim mieczu. Oczywiście nie uwalnia go tutaj, ale zawsze czuła się pewniej, kiedy nawiązywała z nim łączność przed walką. A teraz wsparcie ze strony Zanpakutō bardzo jej się przyda, bo nie wie, co czeka ich po drugiej stronie Garganty.

VIII.

Zanim kilkudziesięciu Shinigami opuszcza Gargantę, każdy dostaje konkretny przydział i wyraźne wytyczne na temat celu misji. Przede wszystkim mają za zadanie wybić do nogi wszystkich Soldat, zbierając wcześniej tyle informacji, ile tylko się da. Otrzymali z IBiRS potwierdzone dane na temat ogromnej ilości Hollowów, które zniknęły z radarów w materialnym świecie. Ale Vandenreich zaatakowało także ludzi. Tym razem ci popaprańcy przegięli.

Shirō trafia do jednej z 3 grup, na które podzielono jego oddział. Pierwszą dowodzi kapitan. Drugą, do której należy on i Kurosaki, kieruje Shigeko Soichi. Trzecia grupa, złożona w większości z nowicjuszy pod dowództwem 11. oficera, zostaje w odwodzie. Zadaniem ludzi Soichi jest jak najszybsze zlokalizowanie i dotarcie do Orihime Inoue. Przez chwilę wydaje mu się to głupie, ale przypomina sobie, że to o niej w Gargancie mówił porucznik Abarai. Shirō wie co nieco o jej zdolnościach i od razu zdaje sobie sprawę, jak potężną bronią mogłaby się stać. Pamięta, że w czasie wojny z Aizenem, wszechkapitan wysłał za nią i grupą Kurosakiego poruczników i 4 kapitanów.

Garganta otwiera się w okolicach parku miejskiego, skąd natychmiast przemieszczają się do wieżowców, gdzie mieszka dziewczyna. Tyle, że sam nie jest w stanie wyczuć żadnej mocy duchowej na tyle silnej, by móc przypisać ją Inoue. Po zmarszczonych brwiach Kurosakiego widzi, że on też nie wyczuwa rudowłosej. Za to jakieś 2 kilometry w stronę, z której przybyli, w okolicy parku, pojawiają się silne wyładowania mocy. Bez słowa cała grupa, podążając za dowódcą, udaje się w tamtym kierunku.

Na wybrukowanym placyku, na lewo od fontanny, widzą kilkunastu biało odzianych żołnierzy. Walczą z kimś, ale Shirō, z powodu odległości i ciągłego ruchu postaci na dole, nie jest w stanie ustalić, kogo obrali ze cel. Może się tego tylko domyślać. Tuż obok ma Kurosakiego, z którego aż kipi wściekłość, zwłaszcza, że jest tu bardziej dla towarzystwa, niż po to, by ich realnie wesprzeć. Jego jedyną bronią jest złamany Zanpakutō. Ashige trochę mu współczuje. Nagle koło nich przelatuje wiązka silnego Hadō i uderza w mały tłum przy fontannie. Shirō wie, że to sygnał od Soichi do przywołania Shikai i włączenia się do walki. Shirō, wciąż przemieszczając się bliżej wroga, wyciąga z pochwy swój Zanpakutō, unosi przed siebie mocno chwytając rękojeść, lewą ręką dotyka ostrza i woła po imieniu.

- Tobikomi, Fujinhikō.

Prawie jednocześnie, za swoimi plecami słyszy głos Shigeko Soichi.

- Kega*, Saisho no Kiri**.

Odwraca się do 9. oficer i obserwuje, jak jej katana się zmienia, przybierając kształt, jakiego nie widział u żadnego miecza. Nie jest pewien, czy to jeszcze jest miecz. Broń, którą trzyma Soichi, nie ma w ogóle tsuby, a nawet rękojeści. Dziewczyna trzyma w ręku nagie ostrze, a Shirō ma wrażenie, że metal wibruje, jakby wciąż zmieniał swoją postać, dopasowując się do myśli właścicielki. Trwa to ułamek sekundy. Po chwili rzeczywiście przestaje być po prostu kawałkiem idealnie wykutego żelaza i staje się kataną z ząbkowanym ostrzem. Shirō śmieje się w duchu ze swoich przywidzeń, to pewnie przez adrenalinę. Soichi wymija go, wyłamuje się przed szereg podkomendnych i atakuje pierwszego z brzegu, zdaje się, że Stern Rittera, skracając go o głowę ząbkowaną klingą. Shirō rzuca się za nią, bo wie, że dziewczyna nie zdąży podnieść długiego miecza, wykonać półobrotu i ciąć od dołu drugiego napastnika, który właśnie stanął za jej plecami. Chłopak korzysta ze zdolności Fujinhikō, by wybrać odpowiednie miejsce na wciśnięcie się między Quincy a Shigeko, by zablokować cios. Ale kiedy doskakuje do dwójki, jego przełożona wyciąga już z rany w podbrzuszu biało odzianego mężczyzny długi sztylet, a tamten, śmiertelnie ranny, upada na bruk.

Shirō patrzy zaskoczony na jej prawą dłoń, teraz dzierżącą poręczniejszą i krótszą broń. Kontury sztyletu zacierają się i po chwili znów jest kataną, ale o idealnie gładkim ostrzu. Dziewczyna rzuca mu rozbawione spojrzenie i uderza na następnego przeciwnika. Ashige słyszy jej śmiech, który zaczyna się echem odbijać od pobliskich drzew. Obserwuje ją, a ona porusza się tak zwinnie i lekko, że nawet jeden kosmyk nie wysuwa się z jej wysoko upiętych, czarnych włosów. Nie może oderwać od niej wzroku, jej cięcia są idealne, kroki dobrze odmierzone, ruchy doskonale dopasowane. Jakby, pomimo fizycznego rozdzielenia, była jednością ze swoim Zanpakutō. Nie porusza się z zawrotną prędkością, jaką widział u Kurosakiego, ale nie jest jej to potrzebne, bo ofiary, których w tym ścisku pełno, same kierują się pod jej klingę. Po prostu jest wspaniała na tym zbryzganym krwią placyku przy fontannie, tańcząc z żelazem w ręku i mordując w ciemności ogłupiałych Soldat. A ostrze, jakby czytało jej myśli, ponownie zagłębia się w miękkie ciało anonimowego wroga, po czym kieruje się ku kolejnemu Quincy, znów przeobrażając się zgodnie z wolą swojej pani.

IX.

Patrzy jak zahipnotyzowany na Shigeko Soichi i jeszcze dotkliwiej czuje stratę Tensy Zangetsu. Robi mu się głupio, że jeszcze parę minut temu, z całej grupy to o nią najbardziej się niepokoił. W ogóle nie rozumie, po co jej Kidō, skoro potrafi robić ze swoim mieczem takie rzeczy. A on tylko może stać i patrzeć, powoli pogrążając się w rozpaczy, że jeśli sprawy nie pójdą po jego myśli, będzie się tak czuł do końca życia.

Shinigami z „piątki" robią zaskakująco szybko, bez strat własnych, porządek z kilkunastoma przeciwnikami, z których może 3 trzyma się jeszcze na nogach. Nie byli wcale tak silni, jak się obawiano, no i nie spodziewali się natknąć w Karakurze na opór. To małe zwycięstwo bardzo dobrze wpłynie na morale, bo Ichigo już teraz widzi, jak podbudowało stojących dookoła. Cieszy się z nimi, ale pamięta, że są tu w innym celu.

W głębi alejki, przysłoniętej cieniem rzucanym przez fontannę, ktoś nadal walczy. I na pewno nie jest to nikt ze świeżo przybyłych. Zawsze był kiepski w badaniu mocy duchowej, dodatkowo jego wewnętrzne zmysły stępiła utrata Zangetsu, a przy wszystkich śladach Kidō i odblaskach mocy Quincy, nie jest w stanie ustalić, kto znajduję się za fontanną. Po chwili słyszy odgłos ciała upadającego na ziemię, poprzedzony rozbłyskiem błękitnej energii, któremu towarzyszy głośne przekleństwo.

- O żesz ty, skurwysynu.

Ichigo dębieje. Zna bardzo dobrze ten głos, chociaż nie słyszał, by jego właściciel kiedykolwiek wyrażał tak dobitnie i emocjonalnie swoje spostrzeżenia. No i jest to głos osoby, z którą, jak z nikim innym oprócz ojca, od 2 dni bardzo chciał porozmawiać, jednocześnie bojąc się tego spotkania. Ichigo wysuwa się do przodu, głębiej wchodząc w alejkę i powstrzymując dłonią resztę grupy. A tam widzi ciemnowłosego, wysokiego chłopaka w okularach, z mocno krwawiącą raną na lewym ramieniu, ściskającego w dłoni Seele Schneider i zasłaniającego sobą ludzki kształt leżący kilka kroków za nim, który jest prawdopodobnie nieprzytomną Orihime Inoue.

- Wielkie dzięki, Kurosaki. Podobno powiedziałeś jednemu z tych ścierw, że jestem niedoszkolony i słaby, stąd wysłali oddział żółtodziobów. Powinienem pewnie czuć się urażony, ale są inne sprawy, za które ty powinieneś oberwać w twarz.

Ichigo spokojnie czeka, aż Uryū Ishida się do niego zbliży, ponownie podnosząc uspokajająco rękę w stronę Shinigami, by nie interweniowali. Quincy, który ledwo trzyma się na nogach z powodu upływy krwi, podchodzi do niego i wymierza mu mocnego sierpowego, prawie tracąc przy tym równowagę. Ichigo jest na to przygotowany i nie ma zamiaru się bronić. Zasłużył sobie, pewnie na wiele sposobów, ale obaj wiedzą, że głównym powodem wzburzenia Ishidy jest leżąca na trawie dziewczyna.

X.

- Kurosaki, ty skończony kretynie… Jak mogłeś ją w takich okolicznościach odesłać? Ją! Chad potrafi o siebie zadbać, nie chciałeś gadać ze mną, w porządku. Ale nie możesz sobie tak z nią pogrywać, nawet ty powinieneś się domyślić. Zdecyduj coś. Kiedy tylko mi powiedziała o twoim Zanpakutō, wiedziałem, że za nią przyleziesz, tylko po to, by skorzystać z jej mocy. Chociaż i tak jestem zdziwiony, że nie załapałeś tego dopiero po miesiącu. Ty niedomyślny…

Shigeko patrzy na całą scenę zdezorientowana. Przed chwilą ten Quincy przywalił na oczach jej oddziału Zastępczemu Shinigami. Chyba powinna jakoś zareagować, ale Kurosaki wyraźnie sobie nie życzy, by ktokolwiek się wtrącał. Mieli za zadanie znalezienie Inoue i ją znaleźli, więc może przymknąć oko na prywatne sprawy Kurosakiego. Zwłaszcza, że naprawdę nie wie, co innego mogłaby w tej sytuacji zrobić. Omija czarnowłosego chłopaka, wciąż w pasji wyrzucającego z siebie słowa, szerokim łukiem i upewnia się, czy dziewczyna nie jest ranna, a przede wszystkim, czy w ogóle oddycha. Soichi pochyla się nad Inoue i stwierdza, że tamta zdecydowanie ma czym oddychać. Właściwie, to zawartość jej opiętego sweterka z powodzeniem wypełniłaby ze trzy mniejsze, w rozmiarze Soichi. Raczej nie polubi tego dziewczęcia. Inoue chyba zaczyna odzyskiwać przytomność. Widząc to, Quincy przestaje wrzeszczeć na Zastępczego. Rudowłosa wraca do rzeczywistości, trzepocze długimi rzęsami i przybiera minę, jakby to ona była winna całemu złu tego świata. Patrzy swoimi maślanymi oczami na Ichigo. Shigeko stwierdza w duchu, że z tą panną jest zdecydowanie coś nie tak.

- Kurosaki- kun… Przepraszam.

Taaak. Ta dziewczyna jest zwyczajnie szurnięta.

- Inoue. To ja przepraszam. Powinienem ci wyjaśnić… Jestem pieprzonym egoistą.

- Kuro..sa… Ichigo, wiem, jaki jesteś i daleko ci do egoisty. Po prostu nie jestem twoim światem, tak jak ty jesteś moim. Nie masz za co przepraszać. Daj mi swój miecz.

Ichigo jest tak skołowany słowami Inoue, że automatycznie podaje Tensę Zangetsu, nawet się nad tym nie zastanawiając. Shigeko ma wrażenie, że przed chwilą coś się bardzo mocno zmieniło, ale nie zna jeszcze na tyle Ichigo i jego przeszłości, by wszystko zrozumieć. Jako kobieta wie za to, że dziewczyna siedząca na trawie została odtrącona i przyjęła to do wiadomości. Nawet, jeśli rudowłosa jest trochę stuknięta i wygląda jak z rozkładówki gazet, które poniewierają się pod materacami jej kolegów, Shigeko ma ochotę (w ramach babskiej solidarności) przywalić Ichigo z drugiej strony, bo w upokarzającej scenie wzięło udział kilkanaście całkowicie obcych osób, w większości półmózgich mężczyzn.

Orihime Inoue, bardzo udając, że nic się nie stało, kładzie złamany miecz przed sobą, skupia się i przywołuje odpowiednie słowa. Shigeko nie jest pewna, czy dobrze dosłyszała. Nad pękniętym ostrzem pojawia się coś na kształt owalnej bariery, izolującej przestrzeń zamkniętą wewnątrz od reszty otoczenia. Soichi dużo wie o Kidō, ale to coś zupełnie innego. Po jakimś czasie, sama nie jest w stanie ustalić jakim, mieniąca się bariera znika. Na trawie leży Zangetsu w formie Shikai, bez śladu zarysowania na ostrzu. Shigeko nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Inoue może być upośledzona emocjonalnie, ale to, co przed chwilą pokazała, jest mocą niemal boską. To coś jak…odrzucanie skutków minionych zdarzeń. Przywracanie do stanu pierwotnego. Coś, czego nie osiągnęli nawet praktykanci zakazanego Kidō. Coś, czego podobno nie potrafił uzyskać z pomocą Hōgyoku Kisuke Urahara, gdy usiłował odwrócić proces Hollowfikacji.

Inoue wstaje z ziemi, podaje miecz Kurosakiemu, ale zostaje u boku czarnowłosego, Uryū Ishidy (jak sobie przypomina Shigeko), który z kolei wygląda, jakby zaraz miał stracić przytomność. Inoue powtarza wyraźniej te same słowa. „Sōten Kisshun, odrzucam". Migocząca bariera otacza głęboko skaleczone ramię Ishidy, a Shigeko widzi, jak przecięta skóra niemal natychmiast zaczyna się regenerować. Zastępczy oświadcza, że do punktu zbiórki idą razem z dwójką ludzi, bo ma do pogadania z rannym Quincy. A potem się zobaczy.

Shigeko nie protestuje. Jej pierwsza samodzielna misja jako dowódcy zakończyła się całkowitym sukcesem, bez strat własnych. Nie, żeby nie wierzyła we własne siły, ale w Gargancie układała już asekuracyjnie swój jisei, a że do poezji zawsze miała stosunek ambiwalentny, jej wiersz śmierci był tak beznadziejny, że pewnie gdzieś postanowiono podarować Soichi i pozostałym trochę więcej życia, by miała okazję wymyślić lepszy. Więc wracają w komplecie i w tych okolicznościach nikt jej nie ochrzani za odeskortowanie jednego nadprogramowego Quincy. A potem… A potem się zobaczy.

- No to do Sklepu Urahary.

XI.

Uwadze Ichigo nie uszło, że Ishida wyraził się o biało odzianych żołnierzach per ścierwa. Dobry punkt zaczepienia, ale rozmowę i tak ktoś musi zacząć, a niedługo dotrą do Sklepu Urahary i trzeba będzie coś zdecydować. Naprawdę nie ma zamiaru zostawiać Ishidy po tej stronie Garganty, ale w takim razie muszą ustalić jakieś zasady. Cokolwiek.

- Ishida, ja…

- Daruj sobie wstępy. Nadal jestem wkurzony za Inoue, więc nie miałem zamiaru odezwać się pierwszy. Co chcesz, żebym w obecnej sytuacji zrobił?

- Szczerze, nie wiem. Zdziwiłbyś się, jak się pokomplikowało.

- Co ty nie powiesz, Kurosaki. Kiedy ostatnio się widzieliśmy, żadni zmutowani Quincy nie próbowali doprowadzić do końca świata. Trochę się pokomplikowało. Więc nie bądź zdziwiony, że mogę być bardziej poruszony niż zazwyczaj. Przed chwilą z dziurą w klatce piersiowej posłałem do Soul Society, albo nawet nie wiem gdzie, kilku… jak im tam… Stern Ritterów… Soldat… którzy nazwali siebie moimi krewnymi. Ścierwa, które atakują ludzi i zakłócają równowagę światów, a nie Quincy.

- Ishida, w takim razie o co chcesz, żebym cię poprosił? Nie chcę wymagać, żebyś polował na Quincy. Nie wymagałem, żebyś poszedł ze mną ratować Arrancara. Ale tu nie chodzi o sprawy między Soul Society i Niszczycielami. Oni chcą… chyba chcą zniszczyć świat. Wszystkie światy. Shigeko mówiła… Zresztą o tym później, zależnie co zdecydujesz.

- Mówiłem już, to nie są Quincy. Korzystają z tej samej mocy, zmodyfikowali nasze techniki, ale nie są nami. Nie jestem pewien, czy to są w ogóle ludzie. Pojawili się u mnie i zaproponowali współpracę, jednocześnie ględząc o obalaniu dotychczasowego porządku rzeczy. Taka oferta nie do odrzucenia, ale nie będzie komu zanieść decyzji odmownej.

- Heh, Ishida. No to jesteś w elitarnym gronie, Aizen dostał podobną propozycję.

Ichigo przestaje się uśmiechać. Kończy ściszonym głosem.

- W zasadzie to ja też. Może mieć to coś wspólnego z moją mamą i jej krwią Quincy, płynącą w moich żyłach.

Wreszcie Uryū Ishida jest bliski uzewnętrznienia innych emocji poza nieukierunkowaną złością, która aż z niego kipi, nie mogąc znaleźć ujścia. Teraz jest dodatkowo tak zaskoczony, że przestaje być sarkastyczny.

- Jak..? Kurosaki, ja bym to widział, nawet jeśli Shinigami… Ja powinienem to wychwycić pierwszego dnia, przy tym Menosie w parku, kiedy stabilizowałem twoje Reiatsu. O jasna cholera, ty to rzeczywiście masz, słabo wyczuwalny błękit. Ale przy takim niskim poziomie mocy nie aktywujesz jednej strzały. Nawet nie skupisz Reishi w jednym punkcie. Ale… To jest w ogóle niemożliwe, czy twój ojciec nie jest Shinigami?

- Sam do końca wszystkiego nie ogarniam. Nie ma rzeczy niemożliwych, przekonasz się, jak bliżej poznasz Shigeko Soichi. A mój ojciec… Ostatnio ciężko go złapać i zmusić do wyjaśnień, wziął sobie do kapitanowania oddział Byakuyi i właśnie przeczesuje drugą stronę miasta. Nie pytaj, nie chce mi się o tym gadać. A tak, o tym chyba mogę ci powiedzieć, pewnie wiesz już od Inoue. Yama-jii nie żyje. Byakuya prawie zginął, nie jestem pewien, czy i tak nie umrze, Rukia leży nadal nieprzytomna, Renji jest z oddziałem, ale przy życiu trzyma go tylko to, że jest cholernie uparty. Nawet z Kenpachiego została miazga, chociaż on pewnie się wyliże. Ishida, śmiej się do woli, ale nie pozwolę, żebyś czekał sam, aż drugi raz ci ludzie po ciebie przyjdą.

- Wcale nie jest mi do śmiechu. Muszę najpierw porozmawiać z Ryūkenem… z moim ojcem.

Ichigo dopiero teraz orientuje się, że ta rozmowa nie przypomina żadnej z ich poprzednich. Czarnowłosy Quincy nie jest dziś tak powściągliwy, jak zwykle i Kurosaki też jest otwarty, jak nigdy. Naprawdę, dużo się pozmieniało, widocznie nie wszystko na gorsze. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak przez te 2 lata dobrze poznał Uryū Ishidę, jak zawsze podświadomie liczył się z jego sugestiami, jak przyzwyczaił się do jego dziwactw. Nie pozwoli, by Ishida został teraz w Karakurze, nawet, jeśli będzie to oznaczało kłócenie się w tej sprawie z każdym kapitanem z osobna.

Pozostaje kwestia rudowłosej dziewczyny, na którą stara się nie patrzeć, odkąd opuścili park, by nie trafić na spojrzenie jej smutnych oczu. Nie wie, jak wyprostować z nią sprawy, ale nie może, nie chce mieć jej obok siebie, dla jej własnego dobra. Kiedy zobaczył Rukię, całą w bandażach, nawet wcześniej, kiedy zamknięty w klatce z Reishi czuł, że Rukia zostaje ciężko ranna, wreszcie zobaczył kilka rzeczy jaśniej. Nawet Shinigami nie są nieśmiertelni, w obecnych czasach nie może liczyć, że mają przed sobą nieskończenie wiele czasu. Nie jest dzieciakiem, którym był 2 lata temu. Zniknęła z jego życia na 17 miesięcy i nie wyobraża sobie, by drugi raz mógł to przeżyć. Dorósł na tyle, by wreszcie zobaczyć, jak sprawy się mają z perspektywy Inoue. Jeśli o niego chodzi, zawsze będzie się o nią troszczył i chciał jej dobra, ale nie jest to taka bezwarunkowa i głęboka potrzeba, jak w przypadku Rukii. Nie wie, co dokładnie zrobi, ale Inoue co do jednego miała rację. Jego światem jest Rukia Kuchiki.

XII.

Przybywają pod Sklep Urahary przed ustalonym czasem, ale pozostali już na nich czekają. Widocznie inne grupy też nie miały najmniejszych trudności. Nie zdziwiłby się, gdyby inicjatorem wyprawy był jego ojciec. Isshin zostawił wczoraj pod opieką Tessaia Yuzu i Karin, ale to było zanim Vandenreich całkiem odbiło i obrócili się też przeciw ludziom. Ojciec przybył do Karakury upewnić się o bezpieczeństwie swoich córek, a przy okazji miał sposobność sprawdzić skuteczność bojową swojego nowego oddziału. Ichigo widzi także Chada, którego miała zgarnąć grupa Shinjiego Hirako. Oraz Ryūkena, który prawdopodobnie się tu sam wprosił, ale akurat dobrze się składa. Białowłosy Quincy patrzy teraz sceptycznie na syna, a Ichigo zastanawia się, jakiej decyzji ojciec spodziewa się po Uryū.

- Łazisz za Shinigami od dwóch lat, dlaczego miałoby być inaczej w obliczu globalnej katastrofy, w której pierwsze skrzypce grają Quincy.

- To nie są Quincy. Musiałem porozmawiać z Kurosakim, a teraz potrzebuję od ciebie kilku informacji, zanim coś zdecyduję, Ryūken… eee… tato.

- Patrz Ishida, jacy ostatnio pyskaci i żądni wyjaśnień zrobili się nasi synowie…

- To twój syn wciągnął mojego w całe to bagno, Kurosaki, więc dla własnego dobra, weź się zamknij.

Isshin robi niewinną minę, a Ryūken zwraca się bezpośrednio do swojego jedynaka.

- Pewnie chcesz wiedzieć, ile o tym wszystkim wiedziałem. Oczywiście, że miałem świadomość zagrożenia ze strony Vandenreich. Niby dlaczego kazałem ci się nie wychylać i trzymać z daleka od Soul Society? Dla Vandenreich nie jesteś przeciętnym Niszczycielem, ale o tym nie musisz na razie więcej wiedzieć. Nie przerywaj. Masz rację, to nie są Quincy, jakich znasz. Quincy od stuleci trzymają się od nich z daleka, bo Vandenreich jest prawie tak stare, jak odległe są korzenie Niszczycieli i Bogów Śmierci. Chociaż nie od zawsze używali tej szumnej nazwy. Dziwne, że mój ojciec ci nic nie wyjaśnił, skoro już wciągnął cię w to szaleństwo. Quincy nie mogli nic z nimi zrobić, bo nigdy nie dysponowali odpowiednią siłą, by wyplenić odszczepieńców. Właściwie, ukrywanie ich istnienia przed Shinigami, Quincy przypłacili prawie całkowitą zagładą. Naprawdę wydawało ci się, że to my zaczęliśmy wojnę z Soul Society? Ale nasi pradziadkowie byli zbyt dumni, by przyznać, że ten wewnętrzny problem ich przerósł. A Shinigami też nie byli całkiem nieświadomi zagrożenia, ale chyba liczyli, że wszystko rozejdzie się po kościach. Jak widać teraz wewnętrzny problem przerodził się w potencjalny Armagedon.

Nikt nie waży się nawet drgnąć i wszyscy wchłaniają słowa Ishidy. Ichigo nie spodziewał się, że będą mieli szansę zasięgnąć informacji z tak cennego źródła. Ale Ryūken milknie. I badawczo obserwuje syna, który z kolei odwraca się do Ichigo, ale nie patrzy mu w oczy.

- Kurosaki, nie idę z tobą do Hueco Mundo.

- Odbiło ci?! Czyś ty ogłuchł? Ishida… Jakimś cudem pierwszy raz interesy Shinigami i Quincy się pokrywają, a ty znów coś odwalasz…

Uryū podnosi głowę i uderza Ichigo takim spojrzeniem, że tamten przerywa w połowie zdania.

- Nie idę do Hueco Mundo, zostaję tutaj, bo mam do nadrobienia zaległości z historii Quincy. No i podobno jestem niedoszkolony i słaby. Co twoim zdaniem miałbym robić na pustkowiach pod Las Noches, oprócz poprawiania twojego samopoczucia?

Ichigo dochodzi szybko do wniosku, że to ma sens. Zresztą plany Gotei na razie nie wykraczają poza pojutrze. Przez te 3 dni mogą się zastanowić co dalej. Po chwili obok czarnowłosego staje Chad.

- Ichigo, ja też zostaję w Karakurze. Myślę, że Inoue także. Pomyśl. Zostają tu nasi przyjaciele. Nie możemy pozostawić spraw swojemu biegowi i liczyć, że nic złego ich nie spotka. Inoue nie zostawi Arisawy. Tak, jak ty nie porzucisz rodziny, ani przyjaciół z Gotei. My nie jesteśmy Shinigami i zostajemy w domu.

Zastępczy Shinigami czuje na sobie wzrok Renjiego, prawdopodobnie wszyscy oni patrzą na niego. Całkowicie rozumie Chada, odkąd pamięta łączyła ich nić porozumienia. Poza tym, to nie na zawsze, mówi sobie w duchu.

- Rozumiem, Sado. Pilnuj Inoue. Kontaktujcie się, w razie czegokolwiek, przez Tessaia. Ciebie to też dotyczy, Ishida.

- A ty co zrobisz?

- Ja wracam z 5. Oddziałem do Hueco Mundo, do Gotei.

Do mojego świata, myśli w duchu.


*Kega (怪我, kalecz)

**Saisho no Kiri (最初 キリ, Pierwsze Ostrze)