I.

Nigdy już nie odważy się pomyśleć, że podróż przez Senkaimon i Gargantę jest niekomfortowa. Teraz czuje, że każda komórka jej duchowego ciała jest rozkładana na pojedyncze atomy i modli się, by po drugiej stronie każdy z nich znalazł się na swoim miejscu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie odważyłby się nawet zaproponować takiego rozwiązania, ale mówimy o Mayurim Kurotsuchim. Nawet on potrzebował czterech dni, by zebrać z obszaru całego Seireitei dane, przeanalizować je i zaadaptować do możliwości technicznych IBiRS. Niewiele z tego rozumie, ale czuje, że jakiś rodzaj nieznanego jej Kidō, bardzo możliwe, że mocno zakazanego, właśnie teleportuje 22 Shinigami do miejsca, o którym nic nie wiadomo, którego współrzędne nie są pewne, a w dodatku całe przedsięwzięcie kapitan 12. Oddziału rozmarzonym głosem określił „eksperymentem". Jeśli za ułamek sekundy to się nie skończy, to straci świadomość, a nie chce nawet wiedzieć, jak znoszą to niżsi oficerowie i szeregowi. Nagle w ogóle przestaje myśleć. Przestaje być.

Wszystko do niej wraca na moment przed tym, nim uderza o lodową taflę, pokrywającą wszystko wokoło. Zmaterializowali się jakieś trzy metry nad powierzchnią ziemi. Boi się myśleć, co by było, gdyby współrzędne wyznaczono w punkcie położonym pięć metrów niżej. Wszyscy są cali. Oficerowie z „dwunastki" automatycznie ukrywają ich Reiatsu, inkantując Bakudō 26. poziomu, Kyokko. Dzielą się na dwie grupy, jedną pod jej dowództwem, drugą dowodzoną przez 5. oficera 12. Oddziału, tak jak zakładał plan. Naukowcy z „dwunastki" mają za zadanie zebrać próbki, zrobić skany, zmierzyć poziom mocy duchowej, ustalić wszystko, co może pomóc poznać wroga i ewakuować się w cholerę, zanim ktoś się zorientuje, że w ogóle tu są. Pomysł z założenia genialny, ale za długo jest w wojsku, by naiwnie wierzyć, że wszystko przebiegnie bez komplikacji. Tylko idiota, pozbawiony instynktu samozachowawczego, założyłby, że ma nad wszystkim kontrolę. A ona wie już co to strach i dzięki temu odkryciu stała się silniejsza, bo ma dobre powody, by wrócić. Jeden z powodów stoi za jej plecami, a za nim jej 9 pozostałych ludzi.

Dotyka stopami zmarzliny, wiatr targa jej ubraniem i unosząc drobinki lodu, ogranicza widoczność do jakichś 20 metrów, ale Shigeko w ogóle nie czuje zimna. W tym dziwnym wymiarze wszystkie jej zmysły zdają się być przytępione. Bo gdzieś przed nimi, ukryta przed ich wzrokiem w burzy śniegowej, stoi skuta lodem siedziba Vandenreich, a Soichi w ogóle nie czuje obecności błękitnej energii. Jakby cały ten wymiar był sztucznym tworem, niedającym zbadać się zmysłami. Jakby nie podlegał prawom natury. Druga grupa znika im z oczu, pozostają jednak z zasięgu głosu. Po minach dwóch Shinigami z IBiRS, których mają osłaniać jej ludzie, widzi, że nie tego się spodziewali, jednak wytrwale skanują otoczenie zaklęciami Kidō i upychają próbki do pojemników, które ze sobą przytargali. Jeszcze kilka minut i będą mogli się stąd zabierać. Gdyby tylko sekundę później błękitny pocisk nie utworzył sporego krateru trzy metry od niej, w miejscu, gdzie chwilę temu stali oficerowie kapitana Mayuriego. Nie zostaje po nich ślad, jakby wyparowali, podobnie, jak dwójka jej ludzi.

Nim z mgły wyłania się dwóch tutejszych, Shigeko ma czas przesłać sygnał alarmowy do drugiej grupy, polecając naukowcom z 12., którzy jeszcze zostali przy życiu, natychmiast otworzyć przejście. Gdy już widzi zbliżających się napastników, każe 4 wciąż żywym szeregowym, do niedawna rekrutom, dołączyć do niezaatakowanej jeszcze grupy, by wzmocnić ochronę oficerów z „dwunastki", bo bez nich nigdzie się stąd nie ruszą. Chce nakazać to samo Shirō, ale wie, że całkowicie oleje taki rozkaz. Więc zostaje ich troje, licząc także 11. oficera Yukiego Sato, by związać walką dwóch Quincych, którzy w mgnieniu oka wybili 1/3 jej grupy. Chciałaby teraz przywołać z pamięci chwilę, w której wdepnęła w głębsze szambo, ale jakoś nic nie przychodzi jej do głowy.

Shinigami, ustawiając się po jej bokach, automatycznie uwalniają swoje Zanpakutō. Ona waha się, bo prawdopodobnie o wiele sensowniej byłoby walczyć na dystans, używając Kidō. Ale nie może pozwolić, za cenę życia, by wrogowie zorientowali się, że z jej mocą Shinigami jest zespojona odrobina błękitnej energii Quincy. Używając demonicznej magii odsłania się, tak jak przed Ashige w trakcie treningu. A Vandenreich nie mogą wiedzieć, do jakich informacji ma dostęp Gotei. Przydzieleni im ludzie z IBiRS potrzebują około minuty, by w pełni aktywować Kidō, konieczne do otworzenia przejścia do Soul Society. Shigeko jest przekonana, że we trójkę dadzą chłopakom z „dwunastki" potrzebną minutę. Na razie nie wybiega myślami poza te 60 sekund, przesuwa palcem po tsubie swojego Zanpakutō, po czym mocno chwyta go za rękojeść.

- Kega, Saisho no Kiri.

II.

Gdy wyraźnie widzi już sylwetki zbliżających się wrogów, szybko zdaje sobie sprawę, że chociaż mężczyzna, idący za wysokim Stern Ritterem, także ubrany jest w biały uniform, to na pewno nie jest on Quincy. Po mieczu i masce, częściowo ukrytej pod naciągniętym na głowę kapturem, Shirō dedukuje, że na tym lodowym zadupiu trafili na Arrancara. Wszędzie ich ostatnio pełno. Ale to zmienia postać rzeczy. Nigdy nie walczył z żadnym z nich i nie ma nawet pojęcia, na jakim poziomie sklasyfikować siłę takiego przeciwnika. Fujinhikō na pewno mu to powie, ale zostaje jeszcze Quincy, zdecydowanie wyglądający na Stern Rittera, a nie żadnego szeregowego Soldat. Nie jest dobrze.

Patrzy na Soichi i od razu wie, że nie odważy się użyć Kidō, chociaż mogłaby zyskać na starcie przewagę. On sam, na jej miejscu, też nie zaryzykowałby ujawnienia sekretu, płonącego w niej błękitnym blaskiem. Jeśli wrogów jest dwóch i są na porównywalnym poziomie do tych, z którymi walczyli w Karakurze, to Shinigami są już jedna nogą w Seireitei. Jeśli są silniejsi, albo podąża za nimi wsparcie, to mają przesrane. Nawet, jeśli mieliby tu zginąć, nie wypełniając zadania i nie dostarczając żadnych nowych danych IBiRS, to nie wolno im choćby zasygnalizować, ile Gotei wie, jak tu trafili, kim są… Vandenreich nie mogą wziąć ich żywcem. Dlatego Ashige wie, że Shigeko nie użyje Kidō, ale będzie się bardzo starała zająć walką przeciwników, by dać czas na otworzenie przejścia. Chyba jest już świadoma, że jeśli nie pokonają zbliżających się mężczyzn w ciągu niecałej minuty, to nawet jeśli ktoś zmaterializuje się na placu przed Instytutem, nie będzie to nikt z ich trojga.

Nie ma czasu na układanie czarnych scenariuszy. Shirō trzyma już w dłoni uwolniony Zanpakutō. Kątem oka obserwuje, jak Yuki Sato rzuca się w kierunku Quincy z uniesioną włócznią o ząbkowanym ostrzu. Jeśli dosięgnie celu, z przeciwnika zostanie krwawa miazga. Sato na chwilę znika Ashige z oczu. Jego Shunpo jest naprawdę niezłe, jednak byłoby to zbyt proste. Biały wojownik też natychmiast się przemieszcza, ale zamiast zablokować cios, albo zranić nacierającego Shinigamiego, unika go, a Shirō jest prawie pewien, że mijając Sato, dotyka na chwilę jego włóczni. Po chwili pojawia się obok równie zaskoczonej Soichi i muska dłonią jej ostrze. Pewny siebie Vandenreich bez wątpienia używa Hirenkyaku i jest diabelnie szybki, a Shirō czuje się bezradny jak dziecko, kiedy przeciwnik chwyta jego Fujinhikō, jakby chciał wyrwać je gołą ręką z dłoni Shinigami. Ashige automatycznie robi unik, wyrywając miecz i lekko raniąc palce Stern Rittera. Ale ten tylko się uśmiecha, jakby dopiero się rozkręcał.

I wtedy dzieje się coś, czego Ashige nie jest w stanie objąć swoim rozumem. Fujinhikō zaczyna palić mu skórę po wewnętrznej stronie dłoni. Słyszy zdławiony okrzyk Shigeko i widzi, że ona też walczy ze sobą, by nie odrzucić własnego miecza. Yuki Sato reaguje tak samo, a Shirō przenosi przerażony wzrok z niego na Stern Rittera i orientuje się, że w jakiś sposób wszystko to wywołał biało odziany Quincy, uśmiechający się sadystycznie, podchodzący z wolna z wysuniętym z pochwy mieczem. Miecz. Ten skurwiel ma Zanpakutō, a niewidzialny ogień, trawiący tkankę jego dłoni, jest mocą miecza. Shirō nie jest w stanie znieść więcej, bo jeszcze chwila, a Quincy nawet nie będzie musiał go dobijać. Wypuszcza z ręki Fujinhikō, gardząc sobą i nienawidząc się za to w duchu.

- Kto się tu zabłąkał? Chyba dostanę awans za coś takiego… Leż i żryj ziemię, Bogu Śmierci od siedmiu boleści.

To ostatnie było do Sato, który także wypuścił Zanpakutō, ale najwyraźniej próbował użyć Kidō. Jakby był w stanie wyprostować spalone palce. Szkoda, że kretyn wcześniej nie wpadł na strzelenie jakimś Hadō. Shirō przyznaje jednak przed sobą, że 11. oficer zaimponował mu próbą ataku. On sam nie jest w stanie zapalić przy pomocy Kidō głupiej świeczki, a teraz umrze rozpaczliwie bezradny, nie trzymając nawet miecza. Ale zanim któryś z przeciwników go dobije, słyszy jeszcze krzyki, dochodzące z lewej, gdzie teoretycznie powinna znajdować się bezpiecznie reszta ich grupy. Czyli wszyscy mają oficjalnie przerąbane. Ashige, klęcząc na zmarzniętej ziemi, obserwuje, jak Stern Ritter powoli podchodzi do Yukiego Sato.

- Nawet nie wiesz, co się dzieje. Nie możesz znieść, że twój miecz cię odrzuca. Bo zmienił swojego pana i już jest mój. Ot, tak – wziąłem go sobie, bo mogłem… Podobno kulturalnie jest się przedstawić, zanim się kogoś zabije. Arnstahl Löwe, „The Theft". Szkoda, że nikomu tego nie powtórzysz.

Quincy pochyla się nad 11. oficerem i Shirō bezsilnie obserwuje, jak ostrze, powoli zagłębia się w ciało Yukiego. Cholerny, sadystyczny Stern Ritter robi to nieśpiesznie, cały czas obserwując twarz leżącego, z której powoli, w miarę powiększania się kałuży krwi na śnieżnej pokrywie, znikają oznaki życia. W końcu Arnstahl wyciąga klingę z nieruchomego ciała, które po chwili zaczyna tracić kontury i po kilku sekundach jedynym śladem wcześniejszej obecności Yukiego Sato na lodowej pustyni jest lepka kałuża krwi. Znów słychać odgłosy z lewej, ale tym razem nie są to krzyki, a przynajmniej nie krzyki przerażenia. Po wybuchu Kidō Shirō orientuje się, że chłopaki z „dwunastego" otworzyli przejście. Czuje też użycie zaklęcia demonicznej magii obok siebie. Szybko odwraca się do Soichi, leżącej kilka kroków dalej, z rękami poparzonymi dotkliwiej, niż jego własne. I widzi w jej oczach rozdzierającą rozpacz, a jej usta powtarzają bezgłośnie jedno słowo. „Przepraszam". Ashige od razu wie, co się za chwilę stanie. Shigeko wysłała za pomocą Kidō rozkaz, by reszta natychmiast się ewakuowała. Ponowny wybuch z lewej upewnia go, że przejście zostało zamknięte. Misja wykonana. Tak jakby.

III.

Słyszy jeszcze jednego nadbiegającego żołnierza, wydzierającego się z daleka, co jest już całkowitą katastrofą. Na razie przynajmniej Arrancar nie włączył się do walki, ale o walce nawet nie było mowy. Shirō nie zawraca sobie nim głowy, całą uwagę skupiając na Arnstahlu. Przecież nie położy się tu i nie umrze, żeby sprawić przyjemność tym popaprańcom. Przynajmniej jednego, może dwóch weźmie ze sobą. Koncentruje się na przeciwniku i boleśnie odczuwa brak miecza. Miecz! Jeśli dobrze kombinuje, to ten ubrany na biało kretyn przed chwilą zdradził im swój atrybut. „The Theft" – kradzież. Quincy zapanował nad ich Zanpakutō z chwilą, kiedy dotknął ich kling. Shinigami zmusza wszystkie szare komórki do wysiłku. Teoretycznie, każdy ma słaby punkt. A Ashige nie ma czasu na eksperymentowanie. Pomysł nie jest zły, szczególnie, że nie ma innych, lepszych. Uśmiecha się w duchu. Pieprzony Quincy ustrzeliłby ich, zanim by się zorientowali, skąd lecą strzały. Ale on koniecznie chciał użyć miecza. Skończony kretyn.

Czeka, aż Stern Ritter zbliży się na tyle, by jego teoretyczne założenia miały szansę realizacji. Arnstahl prawie stawia nogę na jego Zanpakutō. Wystarczająco blisko. Shirō rzuca się w kierunku miecza. Ale nie swojego. Słyszał niepotwierdzone plotki, a w takich bywa więcej prawdy niż w oficjalnych, zatwierdzonych podręcznikach, o tym, w jaki sposób Kenpachi Zaraki uwolnił się spod Bankai Kaname Tōsena. I jak Gin Ichimaru wyzwolił się spod władzy Kyōka Suigetsu. Wystarczy dotknąć miecza.

Quincy spodziewał się czegoś zupełnie innego, bo zamiast cofnąć dłoń trzymającą klingę, kieruje ją bliżej Ashige. A ten lewą ręką chwyta ostrze Arnstahla, głęboko kalecząc sobie przy tym palce, a prawą swój własny Zanpakutō. Czuje w dłoni przyjemny, znajomy ciężar. I tyle. Żadnego bólu, raniącego nerwy do kości. Więc miał rację. Ułamek sekundy później jego Fujinhikō przebija pierś Stern Rittera, a Shirō asekuracyjnie nadal nie wypuszcza z ociekających krwią palców anonimowego miecza Arnstahla. Z przyjemnością poświęciłby skurwielowi więcej czasu, ale swoje przetrwanie ceni wyżej, niż bezsensowną zemstę, żeby nie wiadomo jak była słodka. Zanim jeszcze wyszarpuje katanę z ciała Arnstahla, puszczając jednocześnie jego Zanpakutō, ocenia, który za dwóch pozostałych przy życiu przeciwników pierwszy pójdzie do piachu. Groźniejszy wydaje się Arrancar, ale wygląda jakby… miał to wszystko w dupie. Więc najpierw nadbiegający Quincy, ledwie Soldat. Łatwizna, gdyby nie strzała zmierzająca w kierunku pewnego siebie Shinigami. Ale to też nic, z czym nie poradziłaby sobie Fujinhikō. Gdyby miała okazję. Bo nim Ashige jest w stanie odpowiednio zareagować, na drodze strzały z Reishi staje Shigeko Soichi, która desperacko, resztkami sił wypuszcza przed siebie pocisk Kidō, wymieszanego z błękitną energią, czym wprawia w osłupienie Quincy, trzymającego łuk. Atak typowo ofensywny, któremu daleko do tarczy, która mogłaby uchronić ją przed wypuszczoną strzałą.

Shirō w zwolnionym tempie obserwuje, jak dziewczyna osuwa się na ziemię, znów odsłaniając mu widok stojącego naprzeciw, skołowanego żołnierza, niewyróżniającego się na tle lodowego pustkowia w białym mundurze. Działa odruchowo, w zasadzie tylko porusza ręką, a Fujinhikō jest przedłużeniem jego ramienia i urzeczywistnieniem jego pragnień. Z szeregowego Soldat nie zostaje nic, co nadawałoby się do identyfikacji, nawet IBiRS miałby z tym duże problemy. Shirō po prostu, przy pomocy białej katany, maluje czerwoną posoką zupełnie mu obcego żołnierza nieregularne wzory na śniegu, dopóki krew nie przestaje płynąć. Wtedy odwraca się do Soichi. Wisi mu, co zrobi Arrancar.

- Ty cholerna idiotko, coś ty odstawiła?! Soichi… Nie waż się mi tu umierać. Jak mnie tu zostawisz… Lepiej mnie tu nie zostawiaj. Masz mnie za skończoną łajzę? Nie dałbym się im wszystkim nawet skaleczyć. Shigeko… tylko nie odpływaj. Słyszysz… nie ruszaj się. Coś ty sobie myślała…

Shirō nie wie wiele o medycynie, ale strzała w środku klatki piersiowej nie wróży dobrze, a Soichi wyraźnie słabnie, chociaż bardzo próbuje coś powiedzieć. Nie jest dobry w takich sytuacjach, prawdę mówiąc, jest w tym beznadziejny i boi się, że zaraz zrobi coś głupiego, czym ją jeszcze bardziej wystraszy, zamiast uspokoić. Coś do niego szepcze, ale nie jest w stanie zrozumieć jej słów. Czuje, że Shigeko ściska go za rękę. Cholera jasna, pierwszy raz naprawdę żałuje, że nie ma umiejętności kolegów z „czwórki". Zaraz… Jak na umieranie, to trwa stanowczo za długo, nie przy takiej ranie. Silny uścisk jej dłoni też nie wskazuje na pogarszanie się jej stanu. Widział chwilę temu, że Yuki Sato zdematerializował się w mgnieniu oka. A ona nadal tu jest. I wreszcie zaczyna słyszeć, co tak usilnie próbuje mu przekazać.

- Dziewiętnaście milimetrów… na prawo… od serca…

I wybucha śmiechem, ale grymas, który pojawia się na jej twarzy i płytki oddech świadczą o tym, że zdecydowanie nie wszystko z nią w porządku. Chociaż definitywnie nie zbiera jej się na pożegnanie z życiem. Soichi przestaje reagować na jego głos, ale po jej równym oddechu Ashige wnioskuje, że straciła tylko przytomność. Czuje, jak schodzi z niego napięcie. Nie pamięta kiedy się tak bał, jak przez ostatnie pięć minut, klęcząc obok niej na śniegu. Na pewno nie chwilę wcześniej, walcząc z Arnstahlem Löwe, nie w dniu Inwazji. Pierwszy raz był przerażony i nie miało to nic wspólnego z jego własnym bezpieczeństwem. I wtedy przychodzi mu do głowy, że nie może się rozluźniać. Za jego plecami taktownie czeka przeciwnik, którego on sam na wstępie ocenił jako potencjalnie silniejszego. Shirō od rana wiedział, że to nie będzie, psia mać, dobry dzień.

IV.

- Szczurza padlina.

Trąca czubkiem buta na zwłoki leżącego Stern Rittera i pierwszy raz od dekad ma naprawdę dobry humor. Nie, żeby tkwił na tym odludziu tak długo, ale przebywanie wśród swoich też nie przysparzało mu radosnych uniesień. I kiedy już prawie stracił nadzieję, że jego egzystencja w jakikolwiek sposób się zmieni, oczywiście nie wliczając w to jej skrócenia, na rutynowym patrolu nawinęła im się pod rękę grupa Shinigami. Wnioskując po wydarzeniach z ostatnich minut, chyba nie wszystko wygląda tak, jak to Quincy przedstawiają. Zwłaszcza, że na wczoraj planowano ostateczne rozwiązanie kwestii Bogów Śmierci, a dziś mieli mieć bankiet na salonach w Pałacu Jego Królewskiej Mości. Wszystko było ponoć zaplanowane od stuleci, ale po Inwazji Gotei zachowało się zupełnie nieobliczalnie. Zamiast wezwać „zerowy", Oddziały wsiąkły gdzieś na 4 dni. I wszechwładne Vandenreich nie potrafiło znaleźć nawet śladu, po blisko tysiącu Shinigami, za to wydaje się, ze sami zostali odnalezieni. Dziękuje swojej wcześniejszej przezorności, która kazała mu zaszyć się na długie miesiące, gdy w Hueco Mundo rozporządzał Aizen. Za cholerę nie miał ochoty służyć mu za mięso armatnie, rzucone Soul Society, a teraz ma potwierdzenie, że instynkt go nie mylił.

Nie jest do końca pewien, co zrobi, ale wreszcie, pierwszy raz, ma jakieś opcje. Psiakrew, może wreszcie się wydostanie z tego dziwacznego, nienaturalnego wymiaru. Ma dość machania ogonem przed pokręconymi Quincy i prawdopodobnie, nawet jeśli nie dziś, to niedługo zrobiłby coś głupiego, by to się skończyło. Dlatego biernie, ale z zainteresowaniem obserwował wydarzenia, licząc, że „The Theft" nie zmusi go do wyciągnięci miecza. I tak nie jest pewien, przeciwko komu podniósł by swój Zanpakutō. Od razu zwrócił uwagę na ciemnowłosego z białą kataną, może ze względu na jej niecodzienny wygląd. A może dlatego, że sprawiał wrażenie, jakby myślał, w odróżnieniu od kolegi, który na własne życzenie odszedł w pustkę. I dobrze obstawił, widocznie instynkt do niego wraca, bo jego ostatnie wybory, po odejściu Aizena, to pasmo klęsk, które sprowadziły go na to zadupie. Czuje dreszcz emocji, bo naprawdę nie wie, co zrobi z tymi Shinigami.

-Namyślaj się, czy masz zamiar wbić mi miecz w plecy, czy się przedstawisz. Bo my dwoje zaraz będziemy się stąd zbierać.

Uśmiecha się w duchu. Ciemnowłosy ma charakter, bo mało kto w jego sytuacji i stanie fizycznym byłby tak pewny siebie. Zdecydowanie się dogadają.

- Aidenell Kerr. Może być też po prostu „Arrancar". Po Aizenie i Vandenreich nie zostało nas aż tylu, by używanie samej nazwy wprowadzało jakieś nieporozumienia.

- Polemizowałbym. 16. oficer 5. Oddziału, Shirō Ashige.

16. oficer. Albo Shinigami ściemnia, ukrywając swoją tożsamość, albo Vandenreich mocno zaniżyli wartość bojową wroga. W świetle tego, co widzi na własne oczy, skłania się ku temu drugiemu.

- Chyba wypadałoby postawić sprawy jasno. To ja jestem tutaj drapieżnikiem. Mogę wykrwawić ciebie i tę twoją, ledwie żywą podwładną i zameldować się w Lodowym Pałacu. Ale nie bardzo mam na to ochotę, mówię o tym drugim. Wyglądasz na dostatecznie zorientowanego, żeby skojarzyć, że Arrancarzy nie współpracują z Quincy, bo bardzo ich lubią. Z drugiej strony, mniej prawdopodobne, że mogliby współpracować z Shinigami, więc nie wiem, jak wyjdziemy z tej sytuacji.

Twarz 16. oficera się zmienia i… zaczyna się śmiać. Aidenell orientuje się, że nie wie o czymś ważnym, zapewne ominęło go wiele nowin, a nie lubi być niedoinformowany. W ogóle to zaczyna przypominać negocjacje, a miał zamiar zaledwie okazać łaskę. Chyba polubi tego skubańca. Albo poczuje dyskomfort, jeśli jednak będzie go musiał zabić. Tak czy inaczej – ma przewagę i obaj to wiedzą, więc to Shinigami będzie zmuszony się płaszczyć. Pozwala mu na to, sugestywnie milcząc.

- Co do niemożliwości współpracy Soul Society i Hueco Mundo też bym polemizował. Ale skoro nadal oddycham, to naprawdę nie masz zamiaru powrócić do Vandenreich. My planujemy się stąd wydostać i tylko dlatego jeszcze ze mną gadasz, prawda? A do tego potrzebuję Soichi, bo tylko ona potrafi otworzyć przejście, więc nawet nie patrz na nią takim niepokojącym wzrokiem, tylko wygląda tak bezbronnie. I właściwie jest moją przełożoną, a dziś ma gorszy dzień… kaca leczy. Idziemy stąd we trójkę, albo wcale. I raczej w zorganizowanym pośpiechu, zanim Vandenreich wyczują nasze Reiatsu.

Taaak. Chyba jednak nie jest tu jedynym drapieżnikiem. Trafił na bardzo szczególnych Shinigami. Zwłaszcza, że dziewczyna powinna już nie żyć. Aidenell ma dzisiaj dobry dzień, o ile sam dożyje do zmroku.

- Niczego nie wyczują. Pozostaje jeden mały problem. Nie ukrywam, że tutaj wiodłem niespokojne życie, ale wątpię, by Soul Society zapewniło mi spokojniejszą egzystencję.

Shinigami się nad czymś zastanawia i w końcu odpowiada.

- Nie posiadam odpowiedniej rangi, by składać oficjalnie tego rodzaju deklaracje, ale Gotei raczej nie tknie cię palcem. Jesteśmy w tymczasowym sojuszu z Hueco Mundo i za zgodą Grimmjowa Jaegerjaqueza chwilowo stacjonujemy pod Las Noches. I z różnych powodów mamy zakaz wykańczania się nawzajem.

To go zamurowało i nieszczęśliwie daje po sobie poznać, jak jest zaskoczony. Do głowy wpada mu tysiąc myśli. I w końcu zaczyna się z siebie samego śmiać, co z kolei widocznie niepokoi Shinigami, który zasłania sobą tę drugą, leżącą na śniegu. Wygląda na to, że Aidanell wyłonił się z piasków Hueco Mundo pod nieszczęśliwą gwiazdą i gdzie się nie obróci, robi się coraz gorzej. Ale skoro tu już i tak jest spalony…

- Taaak. W takim razie za Hueco Mundo podziękuję. Jak dobry macie w Soul Society program ochrony świadków?

V.

Chciała się wykazać heroicznym poświęceniem, a wyszło jak zwykle. Po raz kolejny nie doceniła swojego 16. oficera, a powinna się przyzwyczajać, że ma on tendencję do przekraczania oczekiwań, jakie się w nim pokłada. A ona miała szczęście, nie wie nawet który raz dostała szansę jedną na tysiąc i wyszła z tego cało. Albo raczej w jednym kawałku, bo czuje teraz, jak fala niebieskiej mocy rozchodzi się po jej ciele i towarzyszy temu nieumiejscowiony ból fizyczny. Nie ma on jednak nic wspólnego z tym, który rozrywał jej serce, kiedy wydawała rozkaz zamknięcia portalu, praktycznie zabijając tym samym siebie i Shirō. Nadal żyją, ale o ile nikt po nich nie wróci, co nie wchodzi w grę, to wykończy ich kolejny Quincy, który wyjdzie ze śnieżnej zawieruchy.

Nagle pulsujący ból ustaje, ale ona nie do końca czuje się sobą. Bo teraz naprawdę potrafi zlokalizować w swoim ciele, obok mocy Shinigami, także błękitną energię Quincy. Dziewiętnaście milimetrów na prawo od serca, nawet wcześniej nie pomyślałaby, że to możliwe. Przyznaje jednak przed sobą, że właściwie… nie czuje się, dzięki obecności mocy jej przodków, w żadnym razie pełniejsza, a myślała, że tak będzie. Z ulgą odkrywa, że nie była ona wcale brakującym elementem jej duszy Shinigami. Zwłaszcza, że w obecnej sytuacji i tak raczej nowe umiejętności się jej nie przydadzą w wydostaniu się z lodowego wymiaru. Ktoś ją delikatnie szturcha, więc mocno koncentruje się na powrocie do rzeczywistości.

- Soichi, jesteś tam? Wiem, że czujesz się jak wrak, ale potrzebuję twojej pomocy. I to szybko.

Głos Shirō całkowicie ją otrzeźwia. Więc nadal są w jednym kawałku, chociaż nie wie, co stało się z Arrancarem. Jeśli Ashige pozbył się także jego, to jest jej osobistym bogiem wojny. Kiedy podnosi się na kolana widzi jednak stojącego z boku mężczyznę w kapturze. Co do licha jest grane?!

- Soichi, potrzebuję ciebie do otwarcia przejścia. Z przeniesieniem 22 osób poradziło sobie dwóch jajogłowych, więc twoje Kidō z pewnością wystarczy dla nas… trojga.

- Ashige. Jeszcze raz. Nas trojga? Ja… teoretycznie mogłabym… ale nigdy nawet nie słyszałam o tym rodzaju demonicznej magii. Pierwszy raz to widziałam, jestem tak zielona, jak ty.

Chłopak chwilę milczy, jakby coś kalkulował. W końcu chyba podejmuje jakąś decyzję, a ona zaczyna wierzyć, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych.

- No dobra. To może nie wypalić, ale będziemy improwizować. Muszę wiedzieć, czego potrzebujesz, by aktywować Kidō. Mogę ci dać inkantację, ale sam kompletnie się na tym nie znam, więc nie wyjaśnię ci, jak to zaklęcie działa.

- Ty znasz inkantację?! Nie zapamiętałam nawet połowy, to minuta recytowania na dwoje, w tym przypadku dwie minuty, a i tak nie jestem pewna, czy jedna osoba jest w stanie poprawnie użyć zaklęcia. Nawet jeśli… musze wiedzieć, co znaczą słowa, jak mają zadziałać, jaki wywołać skutek. Bez tego po prostu wyrecytuję wierszyk.

- Czy wystarczyłoby ci… gdybyś zobaczyła jak ktoś używa takiego Kidō?

- Jak to zobaczyła?

Shinigami wstaje i wyciąga przed siebie swój Zanpakutō, cały czas w Shikai.

- Dotknij ostrza Fujinhikō.

Nie ma pojęcia co wymyślił sobie Ashige, ani w jaki sposób miałby to im pomóc. Ale skoro nie mają wielu opcji, to przynajmniej zaspokoi swoją ciekawość. Kładzie dłoń na lśniącej, kredowobiałej katanie. Shirō, trzymając klingę, szepcze.

- Kage ga ni fureru.

Wrażenie jest niesamowite, jakby na chwile oddzieliła się od ciała i… przeniosła w przeszłość? Trwa to ułamek sekundy, ale ona czuje, że musiała w jakiś sposób być tam dłużej, bo dokładnie zapamiętuje ułożenie odcisków ich stóp na zaśnieżonej ziemi, które już przecież pokryły padające białe płatki. Nie tylko to. Wie, co do centymetra, gdzie znajduje Arrancar i ile czasu zajęłoby mu znalezienie się za ich plecami. I patrzy na siebie, stojącą dwa kroki od Ashige, jakby… patrzyła na siebie jego oczami. I po chwili znowu jest tu i teraz. To było fascynujące, ale chyba niezupełnie było tym, co zakładał właściciel Fujinhikō. Nadal nic nie wie o Kidō, od którego zależy ich przetrwanie.

- Daj mi chwilę. Do tej pory udawało mi się sięgnąć na dwie sekundy wstecz, ale skoro Fujinhikō podała mi nazwę techniki, to mogę sięgnąć głębiej. Daj mi się skupić, ale sama czekaj gotowa.

Sama bardzo potrzebuje skupienia, bo w głowie kłębi jej się tysiąc myśli. A więc to jest zdolność jego miecza. O cholera. Zastanowi się nad tym później, bo jeśli przegapi odpowiedni moment, to ta nowa wiedza i tak na nic się jej nie przyda. Shirō jest zupełnie nieobecny, jakby już wszedł do innej rzeczywistości. Po chwili Shigeko czuje, jak ciągnie ją za sobą. Część jej świadomości znowu jest na placu przed IBiRS. Bardzo stara się zapamiętać inkantację, ale przede wszystkim analizuje powiązanie wypowiadanych słów z tym, jak kształtują zaklęcie, tworząc nienazwany rodzaj Kidō. Chyba będzie w stanie to odtworzyć. O ile nie pomyli dwuminutowej inkantacji.

Wracają do teraźniejszości. Shirō wygląda, jakby miał za chwilę stracić przytomność, a ona wie, jak dużo mocy kosztowało go podtrzymanie czegoś takiego. Teraz jej kolej. Skupia się i zaczyna recytować, przywołując demoniczną magię. Po jakichś trzydziestu słowach ogarnia ją przerażenie. Nie wie, co było dalej.

I nagle czuje, jak klęczący obok jej nóg Shinigami chwyta jej rękę powyżej nadgarstka i szepcze słowa inkantacji, które zna, chociaż nic dla niego samego nie znaczą. Natychmiast zaczyna za nim powtarzać i przypomina sobie resztę. Gdy wypowiada ostatnią głoskę, wybuch energii informuje ją, że się udało. Ashige dźwiga się na nogi, a Arrancar już stoi obok nich, z zafascynowaniem patrząc przed siebie, na migoczący złociście portal. Wystarczy zrobić krok i będą w domu. Nagle zaczyna się bać, że Shirō w takim stanie nie zniesie drogi powrotnej, bo pamięta, jak przerażającym doświadczeniem było to dla niej za pierwszym razem. Spogląda na niego, a on mocniej ściska ją za nadgarstek, sygnalizując, że zaszli za daleko, żeby tego nie dokończyć. Więc wchodzą w migoczące przejście, a ponowny wybuch, którego już nie słyszą, oznajmia zaśnieżonym pustkowiom, że troje desperatów opuściło to miejsce, a śnieg szybko przykrywa ostatnie po nich ślady.

VI.

Materializują się trzy metry nad placem, z którego wraz z 20 innymi osobami wyruszyli na misje specjalną. Widocznie trzy metry to bufor bezpieczeństwa, by nienazwane Kidō nie rozwaliło wszystkiego wokół. Dlatego potrzebowali otwartej przestrzeni. Shirō dziwi się sobie, że akurat o tym właśnie myśli, zamiast chociażby zamortyzować upadek na kamienny bruk. Ale całkowicie mu to wisi, kilka siniaków go nie zabije, nie po tym, co właśnie przeszedł. Chwilę temu nie był pewien, czy nie przestanie istnieć. Soichi chyba wytworzyła wokół niego jakąś tarczę, która utrzymała go przy życiu. Nie ma pojęcia, jak była w stanie to zrobić, jednocześnie kontrolując ich przejście. W ogóle nie czuje uderzenia o ziemię, co nie jest najlepszym znakiem. Taku Hayato zawsze powtarzał mu, że dopóki boli, to wiesz, że nie jesteś martwy.

Z całej trójki w najlepszym stanie jest Arrancar, który upada na ziemię na ugiętych nogach. Shigeko Soichi leży obok nieprzytomna, zupełnie nie przypominając osoby, którą była chwilę temu, gdy panowała nad Kidō o zabójczej mocy. To było coś wspanialszego, niż jej widok z uwolnionym Zanpakutō, który wrył mu się w pamięć. Z dzisiejszego dnia, który już teraz wydaje się nierzeczywisty, to ją zapamięta do końca życia.

Ich pojawienie się znikąd wywołało na placu spore zamieszanie. Podbiega do nich oficer i kilku szeregowych Shinigami z „dwunastki".

- O w mordę, to chyba ci z „piątki"! Jiro, ruchy do kapitana Kurotsuchiego i po ludzi z „czwórki". W Instytucie miał się dziś pojawić ktoś z 5. Oddziału, chyba 16. oficer, niech da znać swojemu kapitanowi. Jeszcze tu stoisz?!

16. oficer? Shirō znowu czuje, że żyje i jest zdrowo wkurwiony. No pięknie, szybko ich pochowali. Cholerne trepy. Nie spodziewał się, że ktoś po nich wróci, ale żeby po kilku godzinach desygnować na ich miejsce następców? Niech ich teraz cholera weźmie z 4. Oddziałem. Samodzielnie podnosi się na kolana i z satysfakcją obserwuje zmieszane twarze, patrzące na Arrancara, który wzrokiem lustruje sobie placyk i okoliczną architekturę. Ciekawe, co te dupy wołowe zrobią z takim nieoczekiwanym gościem.

- Hmm… Oficerze Ashige, może byś powiedział kolegom, żeby niechcący mnie nie utłukli. Wiem, że w wojsku zwykle najpierw się strzela, a potem zadaje pytania. A tak w ogóle… mogę dostać celę po Sōsuke Aizenie?

Shirō nie wytrzymuje. Zaczyna się śmiać, zachodzi się ze śmiechu i znowu upada na ziemię. Pewnie to jeszcze adrenalina we krwi, ale w sumie ma powody do radości. Gdyby leżąca obok Soichi była mniej nieprzytomna, pewnie by ją pocałował, ale nie chce się narażać na dyscyplinarkę za molestowanie seksualne. W końcu zaczyna czuć ból w klatce piersiowej, pewnie pęknięte żebro, i trochę się uspokaja. Słyszy wreszcie jakiś znajomy głos.

- O kurwa. Ashige, ty jesteś nieśmiertelny.

- Obaj jesteśmy nieśmiertelni, zapomniałeś Taku? Chyba ty mnie jeszcze nie pogrzebałeś, bo mój oddział znalazł sobie szybko nowego 16. oficera.

- Ashige… Jakim cudem się tu w ogóle dostaliście? Naprawdę, nie mam pojęcia, jak przeżyliście tyle czasu, bo to, co słyszeliśmy o tamtym miejscu… Tak w ogóle to kim jest ten Arrancar w mundurze Vandenreich?

- Taku, poznaj Aidenella… coś tam… Mojego osobistego jeńca wojennego, który ma zamiar wystąpić o azyl polityczny, czy coś w ten deseń. Długa historia… Co masz na myśli, mówiąc „tyle czasu". Nie było nas kilka godzin, może pół doby.

- Yyyy. Ashige, 5. Oddział ma nowego 16. oficera od zeszłego tygodnia, to jeden z chłopaków, którzy wrócili z 5. oficerem 12. Oddziału z tej nieszczęsnej misji. Dwadzieścia trzy dni temu.

Shirō czuje, jak robi mu się nieprzyjemnie zimno. W jaki sposób umknęło im 22 dni? Kiedy teraz patrzy dokładniej, nie widzi gruzu na ulicach, na których jest z kolei pełno Shinigami. Budynek Instytutu też nosi ślady generalnego remontu.

- Taku. Powiedz mi wszystko. O grupie, która wróciła przed nami, o Gotei. Co z planem pięciodniowym? Bo Oddziały nie wyglądają, jakby były w rozsypce, ale chyba nie wybiliśmy też Vandenreich do nogi. Zresztą, gdzie mogę znaleźć kapitana Hirako?

- Spokojnie. Z waszej grupy po jakiejś godzinie wróciło osiem osób, w tym sześciu szeregowych z „piątki". Teraz wszyscy są niższymi oficerami. Ponoć trafili na kilku Soldat i utłukli trzech, zanim Soichi kazała im się ewakuować. Co do końca świata, chyba odsunął się w czasie, bo Quincy nie robią nic. No prócz pojawiania się w Świecie Ludzi czas od czasu, ale mamy nad tym kontrolę. Zresztą, gadasz z oficerem „jedenastki", nam nikt nic nie mówi, a prawie nie widujemy kapitana Zarakiego. Nie uwierzysz… Kenpachi pracuje nad Bankai. A tak w ogóle, to jeśli możesz chodzić, powinieneś się chyba pojawić w kwaterze „jedynki". Shinji Hirako i reszta przesiadują tam całymi dniami z wszechem. Wszechkapitanem Kyōraku.

Słucha uważnie przyjaciela, chociaż ma wrażenie, że się nie obudził, a to wszystko tylko mu się przyśniło. Kyōraku… bardzo logiczne. Informacja o Zarakim też całkiem pocieszająca. I tak w ogóle… nie ma żadnego końca świata! W takim razie chyba zacznie robić plany na dzisiejszy wieczór, ale to później. Teraz postara się o własnych siłach doczołgać do kwatery 1. Oddziału.

VII.

Daje temu dzieciakowi z „czwórki" jeszcze pięć minut i jeśli przez ten czas nie doprowadzi go do jako takiego stanu, to jakoś przejdzie przez te drzwi ze złamanym żebrem i poparzonymi rękami, skoro dotarł już do kwatery 1. Oddziału. W środku, tak jak mówił Hayato, trwa spotkanie kapitanów i nikt nie ośmielił się go przerwać. Ale Ashige chce jak najszybciej się wyspać, a warunkiem poprzedzającym ułożenie się w miękkiej pościeli jest zdanie raportu, bo Soichi nadal jest nieprzytomna, zresztą nic nie wie o jego umowie z Aidenellem. Jeśli będzie się musiał włamać do biura wszechkapitana, to trudno, przeżyje ochrzan, o ile dostanie potem materac i jakieś dwanaście godzin snu. Drzwi się jednak otwierają i do środka wślizguje się porucznik Ise, która po chwili wraca i wzywa go ze sobą. Sala chyba zmieniła wystrój, bo nie jest pustym pomieszczeniem, o którym słyszał od nielicznych, którzy mieli okazję widzieć jej wnętrze. Teraz środek zajmuje stół, a na niskich szafkach i stojakach pod ścianami leżą stosy map i dokumentów, które zapewne chwilę temu zaścielały długi blat. Nie wgląda to na gabinet dowódcy 1. Oddziału, ale raczej sztab dowodzenia Gotei. Obecnych jest większość kapitanów, ale jego obchodzi głównie Kyōraku oraz Hirako i na nich skupia uwagę. Odzywa się jego dowódca.

- Ashige, zawsze miałem nosa do ludzi. Wnioskuję, że Soichi też jest w jednym kawałku. Podobno na placu przed IBiRS spaceruje jakiś Arrancar, a „dwunastka" nie wie, co z nim zrobić. Od tego zacznij.

- To Arrancar, który był ze Stern Ritterem, Arnstahlem Löwe. Aidenell… coś tam… Aidenell Kerr. Ma zamiar wystąpić do Soul Society o… ochronę. Uznałem, że może być dla Gotei przydatny, więc zagwarantowałem mu bezpieczeństwo, chociaż nie miałem do tego uprawnień. Musiałem improwizować.

Twarze kapitanów odbijają wiele z ich ukrytych myśli, w większości widać jednak na nich zaskoczenie i ciekawość. Wtrąca się wszechkapitan.

- Jeśli dobrze rozumiem, ten Arrancar ma status… jeńca wojennego? Po prostu go sobie pojmałeś? Co ze Stern Ritterem, o którym mówiłeś?

- To nie tak. Kerr mógł nas tam bez problemu zabić, ale tego nie zrobił. Nie pomógł nam też, kiedy Arnstahl wykańczał 11. oficera. Ale z drugiej strony nie zareagował, kiedy ja wykończyłem Arnstahla. Nie wiem o co dokładnie chodzi temu Arrancarowi, ale pozwolił nam żyć, pod warunkiem uzyskania azylu w Soul Society. Rozumiem, dlaczego chciał się wydostać stamtąd, ale widocznie ma powody, by nie wracać do Hueco Mundo. Jeśli mogę wyrazić opinię, Aidenell Kerr może być bardzo użyteczny, posiada sporą wiedzę o znaczeniu strategicznym i mocno dba o swój tyłek, więc można tego użyć jako motywacji. I ma poczucie humoru, prosił o celę Aizena.

- Interesujące. Później się nad tym zastanowimy. Teraz zdaj raport z tego, co się wydarzyło od chwili, gdy opuściliście plac przed IBiRS 23 dni temu.

Ashige szczegółowo relacjonuje wydarzenia, zaczynając od tego, że dla niego minęło kilka, może kilkanaście godzin i nie ma pojęcia, gdzie podziały się brakujące 3 tygodnie. Ale o dziwo kapitanowie bardziej się ożywiają, kiedy opisuje swoje odczucia, związane z tym dziwnym, nienaturalnym wymiarem, niż na wiadomość, że sprowadził cenne źródło informacji. Potem się nad tym zastanowi. Teraz mówi o natknięciu się na Arnstahla i Aidenella, o Yukim Sato, rozkazie ewakuacji wydanym przez Soichi. A potem o tym, jak poradził sobie ze Stern Ritterem, nie zagłębiając się w technikalia dotyczące umiejętności Fujinhikō, chociaż widzi, że jest to dla kapitanów intrygujące. Kiedy dochodzi do strzały i tego, co się stało z Soichi, kapitan Hirako powstrzymuje go wzrokiem przed wgłębianiem się w konkrety. Kończy na przybliżeniu szczegółów umowy z Arrancarem i znalezieniu sposobu na powrót. Mayuri Kurostuchi bardzo ma ochotę dokładnie go wypytać, ale wszechkapitan powstrzymuje go ruchem ręki.

- To będzie na tyle, Shirō Ashige. Jesteś do dyspozycji swojego kapitana, a jeśli nie ma nic do ciebie, to idź się wyśpij.

- Dziękuję, wszechkapitanie.

Patrzy na Shinjiego Hirako, ale ten chyba się rozmyśla i skinieniem pozwala mu odejść. Podekscytowanie obecnością całego sztabu Gotei znika, gdy tylko wychodzi na korytarz. Ma teraz wszystko w dupie i zgodnie z rozkazem idzie się wyspać.

VIII.

Gdy obudziła się w budynku 4. Oddziału nastrój wcale jej się nie poprawił. Od kilku dni na zmianę traci i odzyskuje przytomność, a to zaczyna ją już wkurzać. I wtedy uzmysłowiła sobie, że żyje, jest w Soul Society, które jak widać nadal ma się dobrze i udało jej się dokonać przejścia. Szybko dowiedziała się, że z Shirō wszystko porządku i w tej chwili składa raport w siedzibie 1. Oddziału. Z nią, o dziwo, też nie było najgorzej, ale poskładanie jej do kupy zajęło ludziom z „czwórki" dodatkową godzinę. W międzyczasie wyciągnęła od nich mnóstwo informacji i część z nich mocno ją zaniepokoiła. Jak ta, że minęło 23 dni od chwili, gdy jej grupa wyruszyła do lodowego wymiaru.

Teraz, idąc przez Sereitei do kwatery „piątki", zupełnie ignorując denerwujące spojrzenia wszystkich wokoło, dochodzi do wniosku, że utrata ponad trzech tygodni to jej wina. Nie do końca zapanowała nad Kidō, które ich przeniosło z powrotem. Istnieje też możliwość, że do udanego przejścia potrzebowali pomocy z Soul Society, ale tutaj wszyscy z IBiRS mieli ich już za martwych, bazując na danych od grupy, której kazała się ewakuować. Może to być też wpływ tego dziwnego, nienaturalnego, lodowego wymiaru. Tysiąc możliwości, ale teraz ma inne rzeczy na głowie. Powinna pojawić się u swojego dowódcy, nawet, jeśli otrzymał już raport od 16. oficera. W korytarzu, przed biurem oddziału, ludzie reagują, jakby widzieli widmo, chociaż na pewno już wiedzą, że Soichi i Ashige wrócili, przyprowadzając ze sobą nadprogramowego Arrancara. Nawet Shinigami z innych dywizji pokazywali ją sobie palcami na ulicy. Wkurza ją to, więc jak najszybciej chwyta za klamkę i wchodzi do gabinetu Shinjiego Hirako.

- Siadaj Soichi. Kapitan Kurotsuchi wystąpił o twoje przeniesienie do 12. Oddziału na stanowisko 4. oficera. Odmówiłem, jeśli nie masz nic przeciwko.

- Dziękuję kapitanie Hirako. Chciałabym zostać w „piątce".

- Moja dziewczyna. Ale co do jednego ma rację, dostajesz u mnie rangę 3. oficera. Kanesuke, twój poprzednik, stracił w zeszłym tygodniu w Karakurze prawie całą swoją grupę, jedenastu Shinigami i nie był w stanie mi powiedzieć, jak to się w ogóle stało. Widocznie jego awans był przedwczesny, zwłaszcza, że chłopak teraz bardziej nadaje się do psychiatryka, niż do dowodzenia ludźmi. Biorąc pod uwagę twoje ostatnie dokonania, potrafisz zachować zimną krew. Ashige dostaje 9. rangę. Nawet, jeśli ma ambicje zostać kapitanem, to tydzień temu nie potrafił używać własnego Zanpakutō. Szansa na awans raczej go nie minie, chociaż ostatnio awansujemy najczęściej pośmiertnie, a do tego nikomu się nie spieszy. Jutro skontaktujesz się z wicekapitan Hinamori, kiedy wróci ze Świata Ludzi. Dokładnie wprowadzi cię w nowe obowiązki. Na dzisiaj masz chyba dość. Idź na kwaterę, zmyj to coś z twarzy, walnij sobie coś na rozluźnienie, rób co się podoba.

- Rozumiem. Dziękuję.

Wstaje i odwraca się do drzwi, ale słyszy za swoimi plecami głos Shinjiego Hirako.

- Bardzo się cieszę, że mam cię tu z powrotem, Shigeko Soichi.

- I z wzajemnością, kapitanie.

W ciągu dwóch minut jest już przed wejściem do swojego nowego lokum. Nie wie, co ma na twarzy, ale po stanie swojego ubrania wnioskuje, że musi wyglądać nieciekawie. Odsuwa shōji i ostrożnie wślizguje się do środka, uważając, by się o coś nie potknąć. Jest już ciemno, a ona pierwszy raz gości w kwaterze 3. oficera, więc nie zna rozkładu pomieszczenia, a nie ma ochoty zbierać się z podłogi. Na szafce przy wejściu standardowo stoi świeca, więc Shigeko zapala ją i odwraca się w stronę wnętrza pokoju. I przez chwilę nie jest pewna, czy nie zabłądziła, bo na materacu przy przeciwległej ścianie ktoś śpi. Albo przed chwilą spał, bo blask płomienia widocznie przebudził intruza, który odwraca w jej stronę twarz. Shigeko nie wie, jak to wszystko zinterpretować.

- Czy ty przypadkiem nie zabłądziłeś, Ashige?

Hamuje się, żeby nie wybuchnąć śmiechem, bo nigdy nie widziała u Shirō takiego wyrazu twarzy. Jest rozchwiana emocjonalnie i wyczerpana, ale widocznie nie tylko na. Chłopak patrzy na nią wzrokiem, odbijającym jego… zmieszanie i zakłopotanie.

- Przepraszam Soichi. Poszedłem do koszar, ale ludzie za cholerę nie dawali mi spokoju. Zupełnie pomijam, że wszystkim odbiło i traktowali mnie jak eksponat z tajnego składziku Kurotsuchiego. Nie było mowy, żebym spokojnie się zdrzemnął. Więc przyszedłem tutaj posiedzieć i ciebie nie zastałem. Zobaczyłem tę białą, mięciutką pościel i nie mogłem się powstrzymać… A ja umrę, jeśli się nie wyśpię. Soichi… mogę zostać na noc?

IX.

- Oczywiście mogę spać na podłodze, w szafie, gdziekolwiek. Naprawdę nie mam ochoty widzieć dzisiaj innych ludzi. Przyniosłem nawet ze sobą coś, żeby cię przekupić.

Shirō sięga za głowę i Shigeko widzi, jak bierze do ręki pękatą butelkę. O nieee… Nie ma mowy.

- Ashige, możesz zostać, nie będę w nocy korzystać z tej podłogi, ale za sake dziękuję.

- Spokojnie. I nie niszcz na wstępie mojego misternego planu. Nie miałbym nic przeciwko, gdybyśmy zaczęli mówić sobie po imieniu, a do tego potrzebna jest butelka.

Shinigami podnosi rzeczony przedmiot, i wlewa sobie do ust odrobinę jego zawartości, po czym podaje do niej.

- Shirō, miło mi.

Dziewczyna podchodzi i siada na brzegu materaca. Bierze od niego butelkę i ostrożnie napełnia usta płynem, po czym przełyka ze zdziwieniem.

- Shigeko. Czy to jest… melisa?

- Mówiłem, że muszę się wyspać, ale najpierw potrzebowałem się uspokoić, bo wszyscy zaczęli działać mi na nerwy. Poza tym, kiedy postanowiłem tu przyjść, pomyślałem, że wywar z melisy bardzo mi się przyda, żeby trzymać łapy przy sobie, spędzając z tobą noc w jednym pomieszczeniu.

Soichi czuje, jak robi się czerwona na twarzy. On tu naprawdę przyszedł się wyspać? To będzie interesujący wieczór. I noc. Shirō patrzy na nią, przechylając głowę, i cicho się śmieje.

- Widzę, że różne myśli chodzą ci po głowie, Shigeko. Ale naprawdę jestem zbyt zmęczony, żeby chociaż oczarować cię jak należy. Nie mam siły bawić się w podchody, ani być szarmancki. Wiem, że czujesz się cała poobijana i ledwo utrzymujesz się w pionie, jak ja. Możemy po prostu… pooddychać tym samym powietrzem?

Nie wie, dlaczego do tej pory bywała w jego towarzystwie spięta i czemu nie przyszło jej do głowy, że przy nim wszystko wydaje się takie naturalne. Teraz nie zastanawia się i nie kalkuluje, jak zazwyczaj, ale po prostu kładzie jego głowę na swoich kolanach, opierając się plecami o ścianę, a on w żaden sposób nie okazuje, by mu to przeszkadzało. I nie ruszając się, milczą. Dziewczyna jest już przekonana, że zasnął i zaczyna gładzić jego włosy, kiedy Shirō się do niej cicho odzywa.

- Chyba bym nie przeżył, gdybyś się cudem nie wyratowała. Wiesz… chodzi mi o strzałę. Tak w ogóle co to było? Masz teraz błękitną moc, silniejszą niż wcześniej. Wyczułem, gdy dotknęłaś Fujinhikō.

- W teorii ugodzenie strzałą z Reishi, dziewiętnaście milimetrów od serca, przy wcześniejszym doprowadzeniu się do granic możliwości, jest jedynym sposobem na odzyskanie mocy Quincy. Całkiem o tym wcześniej zapomniałam.

Chłopak podnosi głowę i patrzy na nią chwilę szarymi oczami, po czym wraca na jej kolana.

- Jesteś skończoną idiotką. Nigdy więcej nie powtarzaj czegoś takiego. Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś się przeze mnie zabiła. Coś ty sobie myślała?

Shigeko milczy i po dłuższej chwili odpowiada szeptem.

- Nie umiałabym drugi raz oglądać twojej śmierci.

Wie dobrze, że tego ostatniego nie słyszał, bo rejestruje jego równy oddech, świadczący o tym, że zapadł w głęboki sen. Nie ma zamiaru go budzić, tylko delikatnie zsuwa jego głowę na posłanie i sama układa się obok, przysuwając się do niego. Bardzo żałuje, że oboje są w tak opłakanym fizycznym stanie, bo nachodzą ją wspomnienia, od których robi jej się ciepło w dole brzucha. Chyba sama musi sobie łyknąć melisy na wstrzymanie.

Budzą ją odgłosy na zewnątrz, jakby ktoś się dobijał do drzwi. Potrzebuje kilku sekund, by oderwać się od śpiącego obok Shirō i zorientować się w sytuacji. Wygląda na to, że dochodzi południe. Patrzy na zagrzebanego w pościel, nieruchomego chłopaka i wpada na żenujący pomysł, ale nic innego nie jest w stanie wykombinować. Szturcha go, ponaglając półgłosem.

- Pobudka Shirō. Wstawaj, ale migiem… Właź do szafy!

- Co…? Chyba sobie robisz…

- 9. oficerze Ashige, do szafy! Ale już!

Shirō wybucha śmiechem, a ona rzuca się, by zakryć mu usta. Albo jest jeszcze nierozbudzony, albo nie zdaje sobie sprawy, czym to się może skończyć. Jak go tu ktoś teraz znajdzie, to będzie zmuszona przenieść swojego 9. oficera do innego oddziału. I całe Gotei będzie miało ubaw przez pół roku. Oboje zamierają, bo słyszą na zewnątrz znajomy głos.

- Ekhm. Soichi, przepraszam że niepokoję, ale potrzebuję Ashige. W zasadzie potrzebuje go wszechkapitan i jeśli ja go nie przyprowadzę, to zacznie go szukać 13 Oddziałów.

Shigeko rzuca się do wejścia, odsuwa shōji i wciąga Taku Hayato do środka. Oficer z „jedenastki" wyraźnie dobrze się bawi, swoją drogą jej oficer także. Bezmyślni faceci. Taku uśmiecha się i nie może podarować sobie komentarza.

- To będzie lepsze niż Zastępczy i Kuchiki, chociaż myślałem, że ich nic nie przebije. Aaa... ominęła was tamta akcja. Otóż chwile po waszym wyruszeniu na misję specjalną, za Kurosakim do Soul Society przeszła przez Gargantę Rukia Kuchiki, którą nieudolnie starał się powstrzymywać Renji Abarai, wiec jemu też się dostało rykoszetem. Kuchiki dorwała Kurosakiego na placu, w towarzystwie kapitanów z „zerowego", i normalnie go pobiła, wyzywając od egoistycznych kretynów. Jak się uspokoiła, po jakichś 10 minutach, oświadczyła, że nigdzie się bez niej nie ruszy. Dodała słowo „nigdy" czy „do końca życia". Po czym oboje, Kuchiki nadal dygocząc z emocji, a Kurosaki kuśtykając i rozcierając świeże siniaki, odeszli w stronę słońca, to znaczy do Pałacu Króla. Oddziały mają z tego polewkę od trzech tygodni, są nawet zakłady, jak zachowa się kapitan Kuchiki, kiedy się dowie. Postawiłem kupę kasy na to, że okaleczy Kurosakiego. Jeśli przegram, znów się u ciebie zadłużę, Ashige, bo już wtopiłem miesięczny żołd podobnie obstawiając zachowanie kapitana Shiby. A ten stwierdził tylko, że z matką naturą nie można wygrać. Ale może odkuję się dzięki wam…

- Hayato, to nie jest śmieszne. Nikt się nie może dowiedzieć, że go tu znalazłeś, bo bardzo utrudni nam to życie. Zwłaszcza, że wszyscy wyciągną mylne wnioski.

- Wiem Soichi. Widziałem, w jakim stanie był wczoraj Ashige, chociaż ja bym podołał...heh…

Z twarzy Hayato na chwilę znika kpiarski uśmiech, kiedy Shirō wali przyjaciela w tył głowy tak mocno, że tamten traci równowagę.

- Dobra, pośmialiśmy się. Shigeko ma rację, morda w kubeł, Taku. A teraz, o co chodzi z wszechem?

- Mają małe problemy z twoim Arrancarem, coś o niewłaściwej motywacji. Skubaniec chce rozmawiać tylko z tobą. U Yamamoto by to nie przeszło, ale Kyōraku wyglądał na rozbawionego. Jeśli nie chcesz niewygodnych pytań, powinniśmy już być w połowie drogi do budynków „jedynki".

X.

Jest do tego stopnia zafascynowany obrotem spraw, że nawet nie drażni go siedzenie od kilku godzin na tym twardym krześle. Herbaty też nie zaproponowali, ale w sumie nie widzi w tym problemu – Aizen był koneserem i może całe Soul Society ma teraz uraz. Materac był całkiem wygodny, za to strażnicy niezbyt rozmowni, ale wiele można się dowiedzieć z samej obserwacji, a ku temu ma od wczoraj idealne warunki. Nawet teraz, siedząc przy oknie i obserwując rozmowę na zewnątrz, nie słysząc ani słowa, bardzo dobrze się bawi. Shinigami w haori, prawdopodobnie Visored (bo nawet stąd wyczuwa jego wewnętrznego Hollowa), instruuje oficera, który wczoraj go tu sprowadził. Ciemnowłosy wyraźnie jest zaskoczony słowami kapitana i Aidenell wiele by dał, by poznać treść rozmowy. Po kilku minutach Ashige, o ile dobrze pamięta nazwisko, kieruje się wreszcie do wejścia, otwiera drzwi i siada naprzeciwko. Arrancar bardzo stara się nie okazywać podekscytowania.

- No, myślałem, że się już nie doczekam, 16. oficerze. Niech twoi przełożeni nie traktują tego personalnie, ale nie chce mi się gadać z takimi tępakami, jak ci wczoraj na placu.

- Chyba nie tak się umawialiśmy. I 9. oficerze, dostałem za ciebie awans. Wisi mi, czego chcesz i dlaczego jesteś spalony w Hueco Mundo. Ale wydostałeś się z wymiaru Quincych i jesteś w Soul Society. Co w ogóle masz zamiar tutaj robić, jeśli odechciało ci się współpracować? Wybacz, ale to jest tak dziwne, że nawet mi się nie chce nad tym zastanawiać.

Arrancar czuje się w całej tej sytuacji na tyle dobrze, że postanawia być szczery, do pewnego stopnia.

- W Hueco Mundo… źle ulokowałem sympatie polityczne. Moja królowa jest teraz przykuta do jakiejś ściany w podziemiach Lodowej Siedziby, a w Las Noches rządzi Grimmjow, więc bezpieczniej było mi tam, gdzie mnie spotkałeś.

- Od kiedy dla Arrancarów polityka ma takie znaczenie? Tylko się między sobą tłuczecie, wycinając konkurencję. Gdyby nie Aizen, Espada wymordowałaby się nawzajem w jeden wieczór.

- Szlag z Sōsuke Aizenem. Skubaniec zniszczył wolne, spokojne Hueco Mundo i zwrócił na nas uwagę wszystkich niebezpiecznych istot, jakie istnieją we wszystkich wymiarach. Nie macie właściwego spojrzenia na Arrancarów. Czym my jesteśmy dla was, jeśli nie nędznymi Hollowami? Co jest idiotyczne, bo zacznijmy od tego, że Arrancarzy w ogóle nie potrzebują do przeżycia pochłaniania zwykłych ludzkich dusz. Czerpiemy siłę z zabijania się między sobą. I nawet nie chodzi o przechodzenie na wyższy poziom, bo zwyczajnie wykańczamy silniejszych, zanim oni wykończą nas. Instynkt samozachowawczy. Nie cofniemy się w rozwoju, nawet jeśli przestaniemy zabijać, co czeka choćby Vasto Lorde. I nie jesteśmy społecznością, jak Shinigami. Arrancarzy są samotnikami, a przynajmniej byli, dopóki nie napatoczył się Aizen, ze swoimi imperialistycznymi zapędami. Sprowadził ze sobą politykę, co było początkiem końca sielskiego Hueco Mundo.

- Aidenell, rozumiem, że nie jesteś sympatykiem Sōsuke Aizena? Bo niby co innego mógłbyś powiedzieć w swojej obecnej sytuacji.

- Z całej Espady może jedyna Tier Haribel realnie popierała tego popaprańca. I popatrz, jak na tym wyszła. Aizen zaludnił Hueco Mundo rzeszami Arrancarów i poszedł w cholerę, zostawiając cały ten bajzel w stanie bezkrólewia. Ustabilizowanie sił kosztowało nas przez ostatni rok więcej trupów, niż cała wojna z Soul Society. Ja poparłem Haribel, bo myślałem, że przynajmniej da to względny spokój, czego nie można było oczekiwać po Grimmjowie. A największym osiągnięciem panowania tej idiotki było dać się zawlec do lochów Vandenreich. Za to porąbany, sadystyczny ex 6. Espada potrafił stworzyć sojusz z najbardziej znaczącą siłą militarną tej wojny. Jaki ten świat dziwny.

- I masz o sobie tak duże mniemanie, że Grimmjow będzie ze wszystkich Arrancarów polował akurat na ciebie?

- To moja osobista sprawa i Gotei powinno wisieć, na czyjej liście do ostrzału jestem. Ale siedzi przed tobą Arrancar, który grzecznie przeczekał panowanie Aizena, nie wychylając nosa i nie dając znaku, że w ogóle istnieje. W dupie miałem jego Hōgyoku i plany zniszczenia wymiaru królewskiego. Nie jestem prostym, bezrozumnym Hollowem i odkąd uzyskałem samoświadomość, mam bardziej złożone potrzeby, niż tylko zabijanie. Albo inaczej – nie liczy się ilość trupów, ale okoliczności i jakość stoczonej walki. Oczywiście, wszystko kręci się wokół przetrwania, dlatego nie dałem się rozwalić za moją królową i niepodległość Hueco Mundo. Dlatego lizałem buty Vandenreich. Ale z drugiej strony bardzo mnie obchodzi, w dłuższej perspektywie, jak to przetrwanie będzie wyglądać. W sumie może tylko jeden inny Arrancar byłby w stanie mnie zrozumieć. Ale przechodząc do sedna, zawsze uważałem Soul Society za praktycznie niezniszczalne. I dodatkowo, Shinigami muszą istnieć, by istniały Hollowy i Arrancarzy, więc wojna z wami to dla nas strzelanie sobie w stopę. Quincy, a raczej Vandenreich to inna historia. Oni są niebezpieczni, bo chociaż wątpię, by rzeczywiście chcieli doprowadzić do apokalipsy, to są nieobliczalni. W Hueco Mundo zawsze chodziło o siłę i nawet jeśli Espada nie kochała Aizena, to dał im okazję poszaleć, więc byli względnie grzeczni. O motywacji Gotei nie muszę ci opowiadać, Shirō Ashige. Ale Vandenreich są zwyczajnie popaprani. I zdesperowani, pod ścianą powiedziałbym. Widziałeś tamten wymiar, czułeś to w powietrzu, a właściwie nie czułeś. Widziałeś Arnstahla, więc wiesz o czy mówię.

- Przechodzimy do rzeczy. Co wiesz o Vandenreich, ich technikach, uzbrojeniu, planach?

- I teraz zrobi się kłopotliwie. Otóż nie wiem w zasadzie nic. Arrancarzy służą im za króliki doświadczalne albo mięso armatnie, jak Ebern. Z nami się nie gada, nam się rozkazuje. Dlatego postanowiłem skorzystać z okazji i się stamtąd zwinąć. Jedynym Stern Ritterem, jakiego widywałem był Arnstahl Löwe. Wiedziałem, że pierwotny plan zakładał najazd na Soul Society i Pałac Króla 3 dni po pierwszej Inwazji. Ale Gotei zniknęło, zaskakując takim posunięciem Vandenreich, a ci, nie mając pewności, co się kroi i kto będzie na nich czekał, zrezygnowali z tego planu. Coś nie tak poszło też w Karakurze, bo grupy wysłane po jakichś Quincy, wybito do nogi. A to było prawie miesiąc temu, więc moje dane są już bardzo nieaktualne. Kapitanowie zapewne doskonale zdają sobie z tego sprawę.

- Aidenell Kerr, chyba sobie, kurwa, żartujesz. I podaj mi powód, dla którego mam cię nie wepchnąć do Garganty, albo nie rozwiązać problemu na miejscu. Za sprowadzenie takiego informatora całe Gotei będzie ze mnie ziało przez tygodnie.

No, nareszcie. Jego rozmówca wygląda na zirytowanego. Aidenell decyduje, że trochę bardziej go wkurzy, z sympatii. Nie myślał, że kiedykolwiek będzie mu się chciało gadać z jakimkolwiek Bogiem Śmierci. Przez dekady miał stereotypowe wyobrażenie o Shinigamich, ale ten tutaj zmienił jego punkt widzenia o 180 stopni. Na tyle, że Kerr wpadł na oryginalny pomysł.

- 9. oficerze, jestem Arrancarem, który ceni bezpieczeństwo swojego tyłka, czego ty się do cholery spodziewałeś? Na twoje szczęście przez noc sobie wiele rzeczy poukładałem, rozważając obecną sytuację polityczną. Kilku kapitanów Gotei dzieli duszę z Pustymi, ten cały Kurosaki to nawet nie wiem, czym jest, Soul Society podpisało traktat o nieagresji z Hueco Mundo, z Quincy ze Świata Ludzi zapewne też szukacie porozumienia. Nie wiem, o co chodzi z tą Shinigami, która nas przeprowadziła przez portal, ale też jest kimś więcej. Co powiedzieliby twoi przełożeni, gdybym w tych okolicznościach zgłosił chęć dołączenia do Gotei 13?

Tamten wyraźnie się tego nie spodziewał. I w chwili, kiedy robi się najciekawiej, za oknem i w korytarzu słychać podniesione głosy, a do ich pokoiku wpada jakiś Shinigami.

- Ashige, sprawa jest. Wicekapitan Hinamori miała jakieś przejścia w Karakurze, mamy kontakt przez 6. oficera, więc może być mocno ranna. Kapitan Hirako jest niedostępny i Soichi organizuje grupę wsparcia, więc pomyślałem, że chcesz wiedzieć…

- Taku, musisz coś dla mnie zrobić. Weź pogadaj z Ikkaku Madarame i pchnijcie chłopaków z „jedenastki" na pomoc „piątce". Soichi nie może iść do Karakury.

- Nie rozumiem… I co z twoim Arrancarem?

- Srać na Arrancara, przecież nigdzie sobie nie pójdzie. Niech dadzą mu herbaty i ma siedzieć na tyłku. To jest ważniejsze. Wyjaśnię po drodze…

Aidenell widzi tylko plecy znikających Shinigami. I mocno zastanawia się co jest grane, jeśli to coś poważniejszego, niż Arrancar, chcący zasilić szeregi Gotei.

XI.

Shirō przetwarza wiadomość od przyjaciela, biegnąc do koszar „piątki". W świetle tego, co usłyszał od Shinjiego Hirako, jest gotowy przedsięwziąć szczególne środki, nawet jeśli poważnie mu się za to oberwie. Wie, że może liczyć na Taku, a 11. Oddział to jedyne, co przychodzi mu do głowy. Jako 9. oficer tylko tak może coś zdziałać. Obecnie Kenpachiego ciężko złapać, więc panuje tam bezkrólewie, a chłopaki rwą się do bitki. Dobrze im zrobi, jak się przewietrzą, zwłaszcza, że to tylko akcja ratunkowa. Nawet „jedenastka" nie powinna tego schrzanić. Gorzej będzie na szybko przekonać Soichi, ale i tak musi z nią porozmawiać. Kapitan pewnie go za to rozgrzeszy, a nawet jeśli nie – chłopak jest zdecydowany zaryzykować. Wpada do budynku „piątki" i wyłapuje wzrokiem młodszego oficera.

- Kageshi, łap chłopaków i spadajcie z Seireitei. Gdziekolwiek, do południowego Rukongai na przykład. Macie tam manewry. Od wczesnych godzin porannych do zmierzchu. Na moją odpowiedzialność.

- Yyy. Ale… zaraz ruszamy do Karakury. 3. oficer postawiła już nas w stan gotowości i…

- Ogłuchłeś. Nie ma was. Wszystkich. Może zostać straż przy bramie i konieczny personel biurowy. Biorę to na siebie. Soichi też biorę na siebie. Jakby ktoś pytał, cały dzień macie zaplanowane manewry. Tylko bocznymi ulicami i tak, żeby nie wzbudzać zainteresowania.

Zdezorientowany Kageshi nie dyskutuje, bo Shirō nie sprawia wrażenia, że ma ochotę na sprzeciw. Zresztą, to jego człowiek, jeden z byłych rekrutów, aktualny 16. oficer. Po chwili koszary pustoszeją i kiedy 3 minuty później pojawia się Shigeko Soichi, ostro wnerwiona, są już sami.

- Gdzie jest mój oddział?! Co ty sobie wyobrażasz? Ashige, to już przegięcie, powinniśmy wesprzeć grupę wicekapitan Hinamori. Jak się kapitan dowie…

- Weź się zamknij na chwilę i daj mi coś powiedzieć.

Shigeko jest wyraźnie zaskoczona. I się zamyka na chwilę.

- Jako wsparcie pójdzie grupa z 11. Oddziału, już są w drodze. Kapitan nie będzie miał nic przeciwko. Po pierwsze – „piątka" ma już spore problemy kadrowe, nie możemy sobie pozwolić na wybicie oddziału do nogi. Nie mogą wziąć udziału w akcji, bo mają ćwiczenia terenowe. W Gotei jest dwanaście innych, niech się wykazują. Popatrz na to raz jak dowódca odpowiedzialny za swoich ludzi, a nie bohater wojenny. Żołnierze traktowani jak mięso armatnie tracą morale i przydatność w walce. I jest druga sprawa. Gdybyś tam poszła, to pewnie wróciłabyś w worku, a raczej nic po tobie by się zostało.

- Wielkie dzięki za zaufanie w moje zdolności bojowe. Zapominasz się, 9. oficerze.

- Nie mam twojego doświadczenia i ledwo ogarniam własne umiejętności, ale wiem, że nie byłbym w stanie uwolnić miecza, może przez tygodnie nie będę mógł sięgnąć do mocy Fujinhikō. To co zrobiliśmy wczoraj, walka, Arnstahl i przejście, wyczerpało nas oboje. Bądź realistką, oberwałaś strzałą w pierś i byłaś rozkładana na czynniki pierwsze. Dwa razy. Może skaleczenia wygoili nam ludzie z „czwórki", ale Reiatsu będzie się regenerować co najmniej dniami. A ty… Kapitan ma teorię, że możesz mieć problem ze swoimi mocami Shinigami po odzyskaniu mocy Quincy. Nie patrz na mnie jak na wariata. On wie, co mówi, zapewne godzenie ze sobą umiejętności Shinigami i Hollowa do najłatwiejszych nie należy. Zacznij wreszcie myśleć szerzej, bo twoja nieodpowiedzialność odbija się na innych. Byłabyś skończoną idiotką, jeśli zabrałabyś do Karakury ludzi w obustronnym przekonaniu, że możesz wszystko. I co by było, gdybyś nie była w stanie nawet ustawić tarczy?

Ashige widzi, że Soichi jest wstrząśnięta. Oczywiście, że o tym nie pomyślała. Są cholernymi bohaterami i wszyscy mają ich za nieśmiertelnych. Ale każdy ma swoje limity i wymiganie się od walki nie zaszkodzi bardziej, niż krwawa jatka i uszczuplenie oddziału o połowę. On sam nie wie, jak takie heroiczne podejście Shigeko może jednocześnie go pociągać i wnerwiać do granic wytrzymałości. Ale być może przegiął w doborze słownictwa, bo widzi, że w oczach dziewczyny pojawiają się łzy. No i teraz czuje się jak kretyn. Podziałało, ale aż za bardzo. Jego przełożona zwraca się do niego chłodnym tonem, z lodem w szmaragdowym spojrzeniu.

- Wystarczy Ashige. Zrozumiałam. Chyba dołączę do moich ludzi na manewrach. Jakby ktoś pytał, jestem tam od świtu. Poradzę sobie bez twojego życiowego doświadczenia do wieczora. Zresztą ktoś musi to ogarnąć, kiedy wrócą ranni z Karakury. Wymyślisz coś na poczekaniu.

- Shigeko, przepra…

- Możesz się odmeldować.

Dziewczyna wychodzi, a powietrze w pomieszczeniu jest tak ciężkie, że Shirō zaczyna się od niego dusić. Bezradnie opada na krzesło. W swoim stylu wszystko przykładnie schrzanił.

Cały dzień czatuje w koszarach i kiedy „jedenastka" wraca z rannymi, a mało który jest w stanie stać o własnych siłach, szybko zapanowuje nad sytuacją. Po odesłaniu Shinigami do budynku „czwórki" znów robi się cicho. Raporty będą składać jutro i na pewno nie jemu. Robi się ciemno i do tej pory nikt nie przysłał mu żądania wyjaśnień, ani oficjalnego wezwania przed sąd wojskowy, ale jeśli coś zaprząta mu od godzin głowę, to na pewno nie to. O wiele później słyszy głosy powracających z manewrów członków 5. Oddziału. Od rozmowy z Soichi ma podły nastrój i wraca do życia, kiedy widzi ją w drzwiach.

- W nocy raczej nic się nie wydarzy, możesz iść spać.

- Nie mam najmniejszej ochoty. Shigeko, naprawdę mi przykro za sposób, w jaki ci to powiedziałem.

Patrzy na niego chwilę, milcząc. Nie jest wkurzona, ani też smutna. Nie ma pojęcia, co może jej chodzić po głowie.

- Jeśli nie zamierzasz spać, to jest parę rzeczy, o których chciałabym pogadać.

XII.

Wyraźnie powiedziała mu, że chce porozmawiać, ale kiedy idą przez skąpany w świetle księżyca dziedziniec, sąsiadujący z jej kwaterą, nie ma ochoty zmuszać się, by ubierać myśli w słowa. Zaczyna padać delikatny deszcz, ale ledwo to rejestruje. Chce dzisiaj powiedzieć tak jak on, co jej leży na sercu. Bardzo prawdopodobne, że okaże się to katastrofą. Wchodzi pierwsza do środka i klęka na tatami. Shirō w milczeniu robi to samo. Cisza wyczuwalnie zaczyna być męcząca, więc dziewczyna zbiera się na odwagę i zaczyna.

- Powiedziałeś, że przepraszasz za formę twojej wypowiedzi, ale nie przeprosiłeś za jej treść. Uważasz, że zachowuję się nieodpowiedzialnie i nieasertywnie, zgadza się? Boisz się, że zawsze mogę odwalić coś bohaterskiego i skończenie głupiego.

- Ta rozmowa źle się zaczyna. Ale niech będzie. Shigeko Soichi, masz tendencję to głupich wyskoków. To co zrobiłaś, biorąc na siebie strzałę, było objawem utraty rozumu, ale dzisiaj zrobiłabyś znowu coś w tym rodzaju, gdybym cię nie powstrzymał. Skoro chcesz szczerości.

- Dlaczego w ogóle cię to obchodzi? Nie jesteś typem opiekuna dla ułomnych. Co ci do tego, czy się dam zabić na własne życzenie?

- Jesteś 3. oficerem i z różnych względów stanowisz dla Gotei niezwykły potencjał, dlatego pomagam utrzymać ci się przy życiu. Dowodzisz Shinigami, którzy są moimi kolegami i nawet jeśli uważasz inaczej, bardzo mnie obchodzi, by nie robiło się nas mniej w takim tempie, jak ostatnio. Jesteś wspaniałym wojownikiem, ale każdy ma limity. Dlatego ktoś musi cię stopować, kiedy zaczyna ci odwalać, a reszta oddziału trzęsie przed tobą swoimi hakamami, więc padło na mnie. Możesz się wściekać, przestać odzywać, próbować mnie przenieść, ale mam nadzieję, że cokolwiek z tego do ciebie dotrze. Jesteś na tyle uparta, że się doigrasz, jeśli nie zmienisz nastawienia. Poza tym… interpretuj to jak chcesz, ale będzie mi ciebie brakowało, kiedy w końcu twoja skrajna nieodpowiedzialność wpędzi cię do grobu.

Miała nadzieję, że usłyszy coś takiego. Właśnie została zjechana drugi raz dzisiaj, ale to uporządkowało jej w głowie wiele rzeczy. Więc przechodzi do sedna.

- Większość dzisiejszego dnia próbowałam dojść do ładu z Saisho no Kiri. Czuję go, ale rzeczywiście nie reaguje na moje wezwanie tak, jak zazwyczaj. Nie byłam w stanie odpowiednio się skupić, bo cały czas myślałam o czymś innym. Muszę uporządkować kilka rzeczy, żeby złapać odpowiednią perspektywę. Muszę ułożyć sprawy z tobą.

- No dobra. To teraz mi powiedz, co moja skromna osoba ma do twojej mocy i twojego Zanpakutō? Bo nie jestem na tyle głupi, żeby się nie zorientować, że twoje rzucenie się przed lecącą strzałę nie było próbą ataku. Narażałaś przejście przez portal całej trójki, żeby utrzymywać wokół mnie barierę, bo inaczej chyba bym się rozpadł. Od początku ciągle czuję na sobie twój wzrok, pozwalasz mi na wiele więcej, niż masz w zwyczaju pozwalać niższym oficerom. Oświeć mnie.

- Bo… ja cię znałam wcześniej. Pamiętam cię z mojego ludzkiego życia.

Nie wie, czego się spodziewał, ale raczej czegoś innego. Powiedziała prawdę i wszystko może szlag trafić. Bilet w jedną stronę. Nie mogła jednak dalej udawać, że jest dla niej jednym z wielu oficerów. Nawet, jeśli teraz jeszcze na to nie wpadł, to na pewno zechce sięgnąć mocą Fujinhikō do swojej przeszłości i jeśli sam się tego dowie, będzie jeszcze gorzej, bo poczuje się oszukany. Teraz Soichi wiele dałaby za jego myśli.

- Shigeko, wiem co dla ciebie oznacza twoja przeszłość. Ale dla mnie nie ma, nie może mieć żadnego znaczenia to, kim byłem, zanim przeprowadził mnie Piekielny Motyl. Nie chcę wiedzieć o wcześniejszym Shirō, bo go nie znam i nigdy nim nie będę.

- Shirō, ale dla mnie ma to cholerne znaczenie. I zdolność twojego miecza pozwala ci poznać swoją przeszłość. Nie zechcesz wiedzieć?!

- Nie rozumiesz chyba, czym jest moc Fujinhikō. Mogę sięgnąć do przeszłości i ją przeglądać, jak książkę. Nie wiem nawet, czy dotyczy to mojego ludzkiego życia, ale jeśli nawet… Będę widział obrazy miejsc i ludzi, które nic dla mnie nie znaczą, z którymi nie wiążą się dla mnie żadne emocje. Nie mogę sobie „przypomnieć" uczuć. Będę przeglądał urywki z życia kolesia, który jest mi obcy. To będzie mocno niepokojące i chore. Fujunhikō mnie ostrzegała, że jej zdolność może być dla mnie niebezpieczna i myślę, że to właśnie miała na myśli. Nie istnieje już człowiek, którym byłem. Tracimy wspomnienia, by nie czuć się związanymi ze światem, do którego nigdy już nie będziemy należeć. Przykro mi, ale bez względu na to, kim dla ciebie byłem w poprzednim życiu, nigdy nie będziesz mnie miała takim z powrotem. Nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że to niemożliwe. To by było… nieuczciwe. Jestem Shinigami, Shigeko ze Świata Ludzi zawsze będzie mi obca i nie obdarzę jej uczuciami, jakimi mógłbym obdarzyć ciebie.

Zamurowało ją. Powinna wiedzieć, na podstawie dotychczasowych doświadczeń z Shirō Ashige, że potrafi ją zaskoczyć. Potrzebuje chwili na ułożenie tego w całość i on także siedzi w milczeniu. Po chwili podnosi się z maty i powoli, bez słowa odwraca w kierunku wyjścia. Nie ma mowy, żeby mu na to pozwoliła.

- Nie ruszysz się stąd. Jesteś dużym chłopcem, nie chcesz wiedzieć, twoja sprawa. Musiałam ci powiedzieć, bo mnie to zżerało od środka, ale skoro tak stawiasz sprawę, to niech będzie. Nie potrzebuję Shirō Kahei, chcę Shirō Ashige. I to tu i teraz.

Twarz chłopaka odbija wiele emocji, ale najmocniej widać na niej niepewność i zdezorientowanie. To ją rozbawia.

- Yyy… tu i teraz?

- Na podłodze, na stole, ale najchętniej na materacu, w miękkiej pościeli. Nadal jestem trochę poobijana.

Przygotowuje sobie w głowie coś błyskotliwego do powiedzenia, na wypadek, gdyby chłopak był zbyt skołowany, żeby od razu wyłapać sens jej słów. Ale Shirō nie pozwala jej wykazać się elokwencją, dając niecierpliwym wargom i językowi inne zajęcie. Gdzieś po drodze z tatami na materac zrzucają z siebie lekko zmoczone deszczem kimona. Czarne włosy Shigeko, uwolnione z prostego upięcia, rozsypują się, okrywając jej nagie plecy. Czuje się tak podkręcona, że automatycznie uwalnia się ze swojej hakamy i zaczyna się dobierać do odzienia Shirō, wprawiając go w wyraźnie lepszy humor. Oboje wybuchają głośnym śmiechem, a Shigeko odruchowo próbuje uciszyć chłopaka, kładąc mu dłoń na ustach, ale szybko daje za wygraną, podążając przymglonym wzrokiem za jego wargami, które przenoszą się na nadgarstek i wyżej, na jej przedramię. W jego szarych oczach jest ogień, a ona, obezwładniona tym płomieniem, poddaje się mu bezwiednie. Ma gdzieś, że całe Seireitei ich usłyszy. Jak tak dalej pójdzie, pewnie rozniosą jej pokój, a przynajmniej zdemolują okolice łóżka. Przestaje myśleć o takich detalach, kiedy czuje na sobie ciepło jego skóry. Gorąco rozlewa się w jej wnętrzu, ogrzewając każdą komórkę ciała, a ją zadziwia, jak do teraz były one zimne i martwe. Zatraca się w nim, zanurza się z nim w szaleństwie, a rozchwiane zmysły nie pozwalają jej nawet zorientować się, kiedy ekstatyczny krzyk otula pokój, wypełniając ciasne cztery ściany perfekcyjnym szczęściem.

Dużo później, kiedy Shirō wreszcie zasypia, wplatając palce w jej włosy, Shigeko od niechcenia obejmuje wzrokiem wnętrze swojej kwatery. Będzie potrzebowała nowego stołu, chociaż wyglądał na solidny, chyba trochę ich poniosło. Zwłaszcza za drugim razem. Z lekkim zawstydzeniem przypomina sobie wyraz jego twarzy, kiedy to ona zaciągnęła chłopaka na nielakierowany blat. Chyba przypadkiem odkryła swój nieujawniony fetysz. Uśmiecha się figlarnie, wciskając twarz w poduszkę. Resztę sprzętów da się odratować. Pomyśli o tym rano. Rano wszystko będzie inne. Takie… błyszczące. Może daje się ponieść chwili i to mąci jej osąd. Do tej pory była przekonana, że niedojrzałe uczucie nastolatki, jakim darzyła Shirō Kahei, było miłością, ale teraz jest obezwładniona i pewna, że nigdy nie czuła czegoś takiego. Nie chodzi o pożądanie czy fascynację. Ten chłopak ją rozumie, widzi ją prawdziwą, a ona czuje się przy nim bezpieczna i wreszcie jest sobą. Mówią, że dusza może stać się Shinigami, kiedy jest gotowa dotknąć doskonałości i poznać prawdziwy cel, dla którego przechodziła kolejne inkarnacje. Ona widocznie została powołana do istnienia, by ostatecznie spotkać śpiącego obok mężczyznę, którego przenikliwe oczy, gdy spojrzy w nie rano, będą odbijały jej duszę.