Wtorek
00:03
Już prawie udało mu się zasnąć, kiedy po raz nasty z półsnu wyrwał do mocny kopniak w drzwi szafy, o którą opierał głowę. Grimmjow się zawziął i naprawdę miał zamiar zapewnić mu bezsenną noc. Przez jakiś czas Ichigo czatował na łóżku, pilnując okna. Ale Arrancar zorientował się, że po przeciwległej stronie pokoju ma niekryte wyjście ewakuacyjne i nawet zdołał złapać za klamkę, nim rudowłosy przemierzył odległość od parapetu do progu. Potem przez kilka godzin błękitnowłosy na zmianę szturmował okno i drzwi, aż Kurosaki, znudzony bieganiem w te i z powrotem, po prostu owinął się kołdrą i oparł o szafę, ograniczając desperatowi pole manewru. Wnerwiony, uwięziony Grimmjow postanowił dotrzymać obietnicy i co kilka minut, kiedy Ichigo już prawie zasypiał, skutecznie wybudzał go kopniakiem w przesuwane drzwi, które ich dzieliły.
To z kolei nakręciło rudowłosego i nawet, jeśli był już skłonny odpuścić kilka godzin temu, teraz zaparł się i postanowił za wszelką cenę nie dać ex „szóstemu" satysfakcji. Może wreszcie tamtemu się znudzi i pójdzie spać? W końcu musi być wykończony.
5:40
Grimmjowowi się nie znudziło. Ichigo był wkurzony – pierwsza od tygodnia noc bez wizyty Hollowa w mieście, a on, zamiast się rozkoszować nieprzerwanym odpoczynkiem, spędził osiem godzin na twardej podłodze, nękany przez ledwo żywego, temperamentnego skubańca. Teraz, kiedy już świtało, musiał wykombinować, co z nim zrobić, bo za niedługo trzeba się będzie zbierać do szkoły. Miał ochotę podrzucić go Ishidzie, ale przypomniał sobie, że ten też ma na głowie letni kurs. Mógłby dać za wygraną i mu odpuścić, ostatecznie ktoś, kto jest na siłach tłuc w szafę całą noc, jest też wystarczająco wytrzymały, by go nie niańczyć. „Ale nadal nie na tyle silny, by wywalczyć drogę do wyjścia", pomyślał złośliwie. Postanowił się trochę zemścić za bezsenną noc.
Szybkim ruchem otworzył świeżo znienawidzony mebel i wywlekł stamtąd Grimmjowa z lekko zdezorientowaną miną. To, że mógł nim rzucać o ściany, jak lalką, upewniło go, że błękitnowłosy nadal potrzebował niezakłóconej rekonwalescencji, więc mu ją zapewni. Zanim tamten zorientował się, co się dzieje, Ichigo pchnął go przez korytarz i zatrzasnął mu przed nosem drzwi łazienki, po czym zabarykadował je szafą z przedpokoju. Drzwi łazienki otwierają się na zewnątrz, a samo pomieszczenie pozbawione jest okna. Z satysfakcją przyjął, przytłumiony przez grube ściany, potok przekleństw, wykrzykiwanych przez Arrancara, który wreszcie też sobie uświadomił, że jest uziemiony. Kurosaki – Grimmjow, 1:0.
Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że zapomniał o prysznicu. Lekko zirytowany, z grubsza ochlapał się przy kuchennym zlewie. Weźmie prysznic po powrocie.
15:47
Wreszcie przyznał sam przed sobą, że trochę przegiął. Wychodząc ze szkoły utwierdził się w przekonaniu, że pora z tym skończyć. Nawet, jeśli z początku kierowały nim wyrzuty sumienia, to dziś rano był po prostu wredny. Nie mogą obaj w nieskończoność przekraczać granic swojej cierpliwości i ktoś musi odpuścić. Ichigo wiedział z doświadczenia, że tym kimś nie będzie Grimmjow. A że cała sytuacja odbijała się na jego własnym życiu i to jemu rozbijała poukładaną rzeczywistość, więc nie miał nic przeciwko wyciągnięciu ręki jako pierwszy. O ile pozbędzie się Arrancara i wszystko wróci do normalności, może poświęcić dumę. Nie ubędzie go.
Zastał zabarykadowaną z zewnątrz łazienkę, tak jak ją zostawił. Jego ojciec siedział w Soul Society, wykorzystując nieobecność bliźniaczek, które z kolei były na letnich koloniach. Inaczej nie miał pojęcia, jak by wytłumaczył obecność pod ich dachem psychodelicznego, poturbowanego znajomego z dziurą poniżej klatki piersiowej. I nie pozwoliłby, żeby ta idiotyczna sytuacja zaszła tak daleko. Ale cóż, teraz można sobie gdybać.
Odsunął ciężką, dębową szafę i chwycił za klamkę. I nic. Grimmjow zabarykadował się od środka i pozostawał głuchy na prośby, groźby i próby przekupstwa. No to pięknie. Z prysznica nici.
21:32
Piik… piik… pilik…
Ichigo trzeci raz tego wieczoru, a teraz właściwie tej nocy, sięgnął po Odznakę i uwolnił się z ciała. Chyba da sobie spokój z powracaniem do niego, kiedy skończy w tym Hollowem, bo zapowiada się pracowita noc. Po prostu rzuci się na łóżko w czarnym kimonie i wreszcie zmruży oko. Chociaż Grimmjow, nadal zamknięty od środka w łazience, dziś dla odmiany nie zakłóca mu spokoju, to licho musiało przynieść całą armię Hollowów. Niby w Karakurze jest stała ekipa patrolowa, ale ze względu na dzisiejszą nadzwyczajną ich aktywność, jakoś nie chce zostawiać wszystkiego w rękach Shinigami, którzy w Świecie Ludzi czują się jak na zesłaniu.
Ten akurat Hollow nie był szczególnie silny i rudowłosy znalazł się z powrotem w swoim pokoju po niecałym kwadransie. Chociaż zarzekał się, że nie będzie sobie głowy zawracał powrotem do materialnego ciała, dla dwóch Ichigo to łóżko było za wąskie. Naciągnął na lekko zziębnięte plecy koszulkę i rozmasował obolałe, sztywne mięśnie, nim zagrzebał się wreszcie w pościel. Spokój, wreszcie mógł się zregenerować. Jak miło i przyjemnie. Chwilę zachwycał się idealną ciszą. Dłuższą chwilę. Tak ze dwa… trzy kwadranse. Wreszcie wpadł na pomysł, że przewietrzenie pokoju na pewno dobrze mu zrobi. Na błogi, mocny sen. Nie ma jak świeże powietrze. Porządne dotlenienie… Dał za wygraną, kiedy dostał gęsiej skórki. Brrr. Teraz naszła go ochota na coś ciepłego, by wreszcie przestał szczękać zębami. Kiedy mijał łazienkę, na chwilę zatrzymał się przy zamkniętych drzwiach.
- Grimmjow…?
- Spierdalaj.
To było lepsze, niż wkurzająca, dzwoniąca w uszach cisza. No to przynajmniej się odezwał, a to już jakiś postęp. W kuchni Ichigo podgrzał sobie szklankę mleka z miodem, bo gdzieś kiedyś słyszał, że to pomaga na dobre sny. Do dziś nigdy nie było mu to potrzebne. Potrafił zasnąć w każdych warunkach, nawet na stojąco. Lubił spać. Potrzebował snu, by normalnie funkcjonować. Wracając zrezygnowany na górę, postanowił podjąć kolejną próbę.
- Grimmjow, wrzuć na luz. Ej, masz zamiar kimać w wannie? Grimmjow…?
- Nie dotarło za pierwszym razem? Spierdalaj!
Opadł na materac i zamknął oczy. Minuta, dwie, dziesięć… I nic. Był przytomny, jakby trzy małe czarne popił Red Bullem. Mleko z miodem, jaaasne... Zwinął się pod kołdrą bez nadziei. Spokój. Migające lampy za oknem. Cykady. Skrzypienie furtki u sąsiadów. Szczekający pies ulicę dalej. Odgłosy nocy, przerywane ciszą dzwoniącą w uszach, odbijającą się od ścian korytarza.
Pieprzony Arrancar i jego pieprzone humory.
