Środa
06:58
- Grimmjow…? Muszę się zbierać… Żyjesz? No odszczeknij się chociaż, Grimmjow?! A to sobie tam siedź, proszę bardzo. Cholera jasna, primadonna…
Chociaż nie miał na to czasu, ani najmniejszej ochoty, siedział w korytarzu i od dobrych kilkunastu minut konwersował z zatrzaśniętymi drzwiami. W nocy powycierał kurze, wypolerował podłogę w kuchni, odkurzył dywany, wyszorował na błysk wszystkie gary i pewnie wziąłby się za mycie okien, gdyby tylko nie było tak ciemno. Albo za pranie, gdyby tylko dostał się do łazienki. Skoro nie mógł spać, przelał swoją frustrację w pożyteczne działanie. A teraz gadał do drzwi, bez nadziei, że te mu odpowiedzą. Ale Grimmjow się zaparł, a Ichigo znał go na tyle, aby mieć pewność, że za wszelką cenę postawi na swoim. Dotarło do chłopaka dopiero po niewczasie, że feralny pomysł z uwięzieniem rannego Arrancara w towarzystwie wanny, sedesu, pralki i szczoteczek do zębów był zamachem na jego dumę. A teraz nie bardzo wiedział, jak to wyprostować. Lekko przybity podniósł się w końcu z twardej podłogi, spojrzał na nieruchome drzwi, zgarnął torbę z książkami i bez entuzjazmu ruszył na cholerne zajęcia wyrównawcze. Ciało, które od trzech dni nie widziało wody, zaczynało go swędzieć. Zakładał, że po powrocie nie zastanie już Grimmjowa i na tę myśl robiło mu się lepiej, ale z drugiej strony czuł się jak ostatni kretyn i nie miałby nic przeciwko, gdyby błękitnowłosy się na niego zwyczajnie wydarł, co oczyściłoby atmosferę i pozwoliło wrócić sprawom na swoje miejsce. A może po prostu był zły na samego siebie, że zaczyna w nim wzrastać poczucie winy. Tak jak powiedział w poniedziałek Ishida, Ichigo był zwyczajnie głupi.
15:20
W szkole siedział jak na szpilkach. Był zmęczony, nieświeży i głodny, bo ostatnim, co miał w ustach, była szklanka osłodzonego miodem mleka. Rano jakoś brakowało mu apetytu i nie pofatygował się, żeby zaopatrzyć torbę w drugie śniadanie. I był zły, chociaż nie wiedział dokładnie dlaczego. Albo wiedział, ale myślenie o tym jakoś mu nie pomagało. Miał tylko nadzieję, że mu przejdzie, kiedy wróci do domu, zmyje z siebie trzydniowy brud i odpocznie od tego… wszystkiego. A po drodze wstąpi po pizzę.
Kiedy otworzył nogą drzwi do pokoju, stanął jak wryty. Metr od siebie zobaczył pochylone do przodu ciało Grimmjowa, który – z Panterą w prawej dłoni – zastygł w pozycji bojowej. Po drugiej stronie, przy otwartym oknie stało dwóch Shinigami z nagimi mieczami, podobnie gotowych do ataku. Tylko tego brakowało.
- Ikkaku, Yumichika, a wy tu czego?
- My? Akurat spaliła nam się miejscówka w mieście i wpadliśmy w odwiedziny. Lepiej powiedz, co TO tu robi.
- TO?! Ja ci, kurwa, dam TO!
- No to dawaj, od trzech dni nie miałem Hollowa pod mieczem.
- Ho… Hollowa?! Jesteś. Kurwa. Martwy.
Nieee. Trzeba to było powstrzymać, zanim mu zdemolują pokój. Albo zanim sam ich wszystkich powybija. A myślał jeszcze chwilę temu, że nie może być gorzej.
- Chłopaki… Opuścić mi to żelastwo, jakby ktoś nie zauważył to mój dom. Jak się komuś nie podoba, to za okno.
- Ichigo, poważnie – co ten… Arrancar tutaj robi?
- Yyy… pomieszkuje?
- Pomieszkuje, kurwa? Pomieszkuje?! Ja tu jestem, jasny szlag, więzio… A chuj, niech będzie, że pomieszkuje.
Ichigo słowa Grimmjowa zwyczajnie rozbroiły i sprawiły, że się wyraźnie rozluźnił. Ubawiła go także myśl, jak dobrze już zna Arrancara, bo nawet jeśli czasem nadal zdarzało mu się źle oczytać jakieś zachowania tamtego, to teraz wiedział dokładnie, dlaczego Grimmjow nie wybuchł. Pan Hueco Mundo za żadne skarby nie przyznałby głośno, że został do czegokolwiek zmuszony i gdziekolwiek zatrzymany siłą. Dumny skurczybyk. Emocje zaczęły stopniowo opadać i chociaż na twarzach Shinigami nadal gościła podejrzliwość, opuścili Zanpakutō. Wszyscy czterej, jeszcze przez dłuższą chwilę, ciskali w siebie spojrzenia nie mniej ostre niż ich miecze, a od stężonego testosteronu powietrze zrobiło się gęstsze. Ikkaku skupił wzrok na dłoni rudowłosego.
- Yumichika, widzisz to, co ja? Pizza!
No to militarny kryzys został zażegnany. Ogolony Shinigami prawie wyrwał pudełko ze stygnącą margerittą z ręki gospodarza i po chwili razem z Yumichiką rozsiedli się na podłodze, obserwując, jak podwójny ser rozciąga się przy odrywaniu kawałków pizzy od siebie. Grimmjow chwilę postał jeszcze w kącie, okazując niezadowolenie nie wiadomo komu, ale – zupełnie zignorowany – wsunął wreszcie swój Zanpakutō za pas. Ichigo chwilę zastanawiał się, co Arrancar jeszcze tu robi, skoro mógł się ewakuować chwilę po tym, jak on sam wyszedł rano do szkoły. Ale teraz też nie wykazywał chęci opuszczenia znienawidzonego lokum. Zapewne chciał Kurosakiemu wygarnąć, ale bez świadków. Jeśli chłopak myślał, że ex Espada ponownie zabarykaduje się w pokoju kąpielowym, to się pomylił. Grimmjow minął go, ostentacyjnie ignorując jego wzrok, na chwilę zatrzymał się przy pudełku z pizzą i oderwał kawałek, po czym wskoczył na łóżko i odwrócił się do reszty bokiem. Rudowłosy z lekkim niedowierzaniem śledził jego ruchy, kiedy błękitnowłosy zatapiał zęby w jeszcze ciepławej zdobyczy i połykał kolejne kęsy, nic sobie nie robiąc z zaskoczonych spojrzeń.
Piiik… piiik… piiiik…
Zastępczy sięgnął do wewnętrznej kieszeni torby i wyciągnął piszczącą Odznakę, na chwilę ściągając uwagę obecnych. Na chwilę, bo chociaż drewniany pięciobok nadal wydawał jednostajny dźwięk, pozostała trójka wróciła do konsumowania stygnącego posiłku.
- Taaa, nie przeszkadzajcie sobie. To chyba pójdę… zapolować…
- W porządku, Ichigo. Baw się dobrze. Możesz po drodze wziąć jeszcze jedną? Podwójny ser?
Obrzucił Ikkaku lekko zirytowanym wzrokiem i na chwilę zerknął na tekturowe pudełko, z którego Yumichika wyciągał ostatni kawałek margeritty. To tyle, jeśli chodzi o obiad. Dotknął ciała Odznaką i, już w formie Shinigami, ostatni raz ogarnął spojrzeniem pokój. „Cóż za obowiązkowość, waleczni oficerowie Gotei 13". Powstrzymał się od głośnego komentarza i przeskoczył przez parapet.
20:21
Po załatwieniu Hollowa jakoś nie spieszyło mu się z powrotem. Swoją drogą zaczął się poważnie zastanawiać, skąd ostatnio takie ich zatrzęsienie. Może odbijają sobie te cztery dni po zniszczeniu Lodowego Wymiaru, kiedy Hueco Mundo było odcięte? Nieważne, miał teraz pilniejsze sprawy na głowie, ale i do nich nie chciał wracać, dopóki się jako tako nie uspokoi. Od trzech dni był kłębkiem nerwów i gdyby w obecnym stanie przyszło mu pogadać z wkurwionym Gimmjowem, chyba doszłoby do rękoczynów i Arrancar musiałby zostać dłużej, by doleczać nowe obrażenia. Na to Ichigo nie mógł pozwolić.
Wreszcie, po naprawdę długim spacerze dotarł do domu i zastał swój pokój, podobnie jak resztę pomieszczeń, pogrążony w słodkiej ciszy. A także zupełnie opróżnioną lodówkę, bo widać mała pizza na trzech nie nasyciła apetytów. Grimmjowa nie było w łazience, ale to, co tam zastał prawie doprowadziło go do łez. Pocięte z drobny mak ręczniki i ubrania, które nieszczęśliwie leżały w koszu do prania, to był tylko ułamek zniszczeń. Najlepiej przedstawiała się wanna, ale chyba tylko dlatego, że Arrancar najwyraźniej w niej nocował. Za to na podłodze walały się, wymieszane ze ścinakami odzieży, kawałki szkła, a płytki lepiły się od płynu do kąpieli i całej masy specyfików, które wściekły błękitnowłosy znalazł w szafce pod lustrem, zanim ją też rozwalił w drzazgi. Pralka wyglądała na całą, ale tylko z wierzchu, bo kiedy podpiął ją do kontaktu, z programatora poszedł dym i głośne trzaski poinformowały go, że z oszczędnościami, odkładanymi na nowego laptopa, może się pożegnać. Odpływ umywalki , wypełnionej zmętniałą wodą, był przytkany i chyba stąd całe pomieszczenie, pozbawione okna, wypełniał zapach zgnilizny i niedrożnej kanalizacji. No, w takim syfie nie zamierzał brać kąpieli. Przypomniał sobie o ręcznikach w swojej komodzie i – nie mając lepszych pomysłów – postanowił przy ich pomocy zgarnąć z podłogi efekty furii Grimmjowa.
Kiedy pochylał się nad szufladą, usłyszał za plecami odgłos małych stópek, uderzających o parapet. Od razu zrobiło mu się lepiej, kiedy drobna dłoń dotknęła jego pleców, a zręczne palce wsunęły się pod ubranie, badając, centymetr po centymetrze, jego skórę poniżej obojczyka. Pozwolił uwolnić się z nie pachnącej świeżością koszulki i sam wziął się za rozdziewanie z czarnego Shihakushō drobnej wicekapitan 13. Oddziału. Zachichotała, gdy przejechał opuszkami palców wokół wąskiej talii. Nadal nie mógł zrozumieć, jak zazwyczaj zdystansowana i niekiedy szorstka, żeby nie powiedzieć wkurzająca swoją poprawnością Shinigami, pod jego dotykiem stawała się rozchichotaną dziewczyną o figlarnym spojrzeniu. Zsunął z jej ramion białą shitagi, którą miała pod mundurową kosode, od kilku chwil leżącą już na dywanie. Zatopił twarz w ciemnych, miękkich włosach i przebiegł go znajomy dreszcz w dole brzucha.
- Rukia, nawet nie wiesz, jak mi to było potrzebne.
- Do usług. Swoją drogą wyglądasz nie za ciekawie. Stało się coś, Ichigo?
- Nie chce mi się o tym gadać. Proszę, nie gadajmy do rana. Wargi mają tyle ciekawszych zastosowań…
Znów się uśmiechnęła, ale zanim zdążył odpowiedzieć tym samym, sięgnęła do jego ust , a on uniósł ją, by nie musiała napinać mięśni. Zderzyli się z łóżkiem i zatopili w pościeli. Rukia usiadła na nim okrakiem i zaczęła metodycznie dobierać się do jego spodni, a on przesuwał dłonią po idealnie gładkich, nagich plecach.
- Jesteś nieziemska.
- Dokładnie, zupełnie nie z tego świata. Mieliśmy chyba nie zagłębiać się w rozmowy?
- Zawsze, kiedy cię taką widzę… Nie wiesz nawet, jak na mnie działa twoje…
- …nieosłonięte przyodziewkiem białogłowe ciało, wywołując poruszenie między mymi lędźwiami. Azaliż, będziem się chędożyć…? Ehh, bo się porzygam.
Oboje zamarli na dźwięk lekko gardłowego głosu, wydobywającego się z niedomkniętej szafy. Po sekundzie w mroku błysnęły kobaltowe oczy, a twarz cichego obserwatora wykrzywiła się w niewesołym uśmiechu, pełnym zdegustowania. Rukia wrzasnęła i wyrwała spod pleców rudowłosego kołdrę, by nią okryć górną część ciała. A chłopak skamieniał i dopiero po chwili dotarło do niego wykrzyczane pytanie czarnowłosej Shinigami.
- Co… co on tutaj robi?!
- Pomieszkuję, mała. A Kurosakiego na twoim miejscu bym kijem nie tykał, od pół tygodnia nie widział mydła, a cholera wie, gdzie się szlajał. Możesz od niego francę załapać.
Teraz, jak nigdy wcześniej, naprawdę miał ochotę zabić Grimmjowa. Co, do jasnej cholery, błękitnowłosy nadal robił w jego domu?! W jego szafie? No tak, nie przyszło mu do głowy sprawdzić szafy. Był tak wytrącony z równowagi, że nawet nie skupił się dostatecznie, by wyczuć jego Reiatsu, które swoją drogą nadal było kijowe.
Zorientował się po chwili, że Rukia już zbierała górę swojego munduru z dywanu i naprędce narzuciła shitagi na gołe ciało. Jej wzrok mówił, że będzie się musiał obejść fantazjami co najmniej przez tydzień. A może raczej miesiąc. Nie odzywał się, chociaż zapewne powinien, ale z jego szczęściem tylko by sobie dodatkowo nagrabił. Wreszcie, kiedy wkurzona dziewczyna była już przy oknie, Ichigo zebrał się na odwagę, nadal nie wiedząc, jak z tego wybrnąć.
- Rukia, przepraszam… Myślałem, że już go nie ma. Naprawdę, ja…
- Trzymasz Espadę w szafie i zapomniałeś o tym wspomnieć?!
- No tak jakoś… nie pomyślałem, bo… ostatnio siedział w łazience.
- Ugh.
I już jej nie było. Został w pokoju z wyszczerzonym Arrancarem, który – trzeba to było mu przyznać – wreszcie przypominał siebie. Jego wrednawy uśmieszek pogłębił się jeszcze bardziej, kiedy zażenowany Ichigo zaczął niezgrabnie naciągać na tyłek obsunięte do kolan jeansy.
- Nie podupczymy dzisiaj, Kurosaki?
- A żeby cię cholera. Co tu jeszcze robisz, Grimmjow?
- Pomieszkuję.
Błękitnowłosy jeszcze raz obdarzył go uśmiechem, ukazując ostre zęby drapieżnika, po czym… zasunął za sobą drzwi szafy. Ichigo, zatopiony w nieciekawych rozważaniach, nawet nie wiedział, kiedy przytłumiony oddech wyrównał się i Arrancar zasnął w najlepsze. Pieprzony gnojek. No to przynajmniej jeden z nich się wyśpi, a rudowłosy był już pewien, że po czymś takim kolejną noc z rzędu oka nie zmruży, bo nadal był niezdrowo pobudzony i miał w spodniach ciasno, zaś myślenie o tym, co stracił, pogłębiało ból niemal fizyczny.
Nie mam nic przeciwko yaoi, osobiście lubię gatunek, ale tak wiele już napisano tego o Ichigo i Grimmjowie, że sama nawet nie porywałam się na stworzenie czegoś oryginalnego. Dla mnie coś bardziej naturalnego i poniekąd ciekawszego jest (czy może być) w ich nieromansowej relacji. Więc jakby co - na razie slasha nie planuję.
