Sobota

3:25

- Lewą. Tę drugą lewą, w której nie trzymasz miecza. No dobra, nie ruszaj, bo się nie mogę połapać.

- Łaskocze.

- Jaki ty delikatny. No już, mam. Pogratulować linii życia, chyba jesteś nieśmiertelny.

- To może jest tam coś, czego nie wiem? Co jest następne?

- Chwila, gazeta mi się zamknęła. Nie szarp, jak podrzesz, to odkupisz Yuzu. No już. Linia głowy… bla… bla… O, odpowiada za zdolności intelektualne. A u ciebie… Moje kondolencje Grimmjow, nie posiadasz takowej. Linii serca nawet nie szukam. Za to twój… Pierścień Wenus mówi, że jednak jesteś inteligentny, ale nie wykorzystujesz potencjału. No, nie pomyślałbym...Auć…! Już odpuszczam, ale bez rękoczynów i oddawaj gazetę! O, niepohamowany temperament, a miało być coś, o czym nie wiemy. Dalej… Wzgórek Marsa… Sorry Grimmjow, nie dam rady. Zaraz się zakrztuszę ze śmiechu. Kto wymyślił takie nazwy? No dobra… Wzgórek Słońca… pod Palcem Apolla… Heh… ja wysiadam.

- To dawaj swoją rękę.

- Mowy nie ma. Nie znoszę wróżb, horoskopów i całej tej ściemy.

- Zajebiście. Nudziarz jesteś, taki akuratny. Nie umiesz się bawić.

- Bo wróżenie z ręki to taka szalona, męska rozrywka. Zrobienie tatuażu, to byłoby szalone.

- Ja już mam, jak zwykle jestem do przodu, Kurosaki.

- Ej, to jest myśl. Zawsze chciałem mieć tatuaż.

- Wydziergać ci?

- Jaaaasne. Ty to w ogóle kiedyś robiłeś?

- Jeszcze nie, ale idę o zakład, że w tym też jestem mistrzem. To jak?

- Ty tak poważnie? A dasz radę… motylka?

- Chyba cię posrało. Motylka..?! Może jeszcze jebnę ci na plecach anielskie skrzydła? Ale z ciebie cipa, Kurosaki.

- Cholera, Grimmjow! Miało być bez inwektyw.

- Luz, przyzwyczajenie. Mam, walnę ci truskawkę. Nie rozdziawiaj japy, trzeba mieć do siebie dystans, Truskawa.

- No żesz kurwa, „Ichigo" to od „chronić", a nie od „truska…"

- Sraty, taty. To co, łydka czy łopatka?

05:42

- Grimmjow…?

- No?

- Czemu nadal siedzisz w Karakurze?

- Cholera jasna, zmień płytę.

- Ale ta mi się podoba, lubię stare kawałki. Poważnie, co się dzieje?

Arrancar dąsa się chwilę i Ichigo oczekuje, że mu się kąśliwie odszczeknie. Ale nic z tych rzeczy. Kiedy wreszcie Grimmjow postanawia otworzyć usta, mówi mało dla siebie charakterystycznym głosem, pozbawionym kpiny i zadziorności.

- W Hueco Mundo jest jeszcze jeden Espada. A chuj, może i sam Aizen.

- Co…?!

Ichigo momentalnie odzyskuje jasność myślenia.

- I co masz zamiar z tym zrobić?

- Dobre pytanie, Wasza Wysokość.

W oknie pojawia się niespodziewany gość. Rudowłosy skądś go kojarzy, ale, psiakrew, nie ma pamięci do twarzy. Za to Arrancar reaguje na pojawienie się przybysza bardziej żywo. Zrywa się z podłogi i chwyta za Panterę.

- Do chuja, Kerr! Zajebię cię, tym razem skutecznie.

- Spokój Grimmjow, dziś jesteśmy mili dla reszty świata, umowa była. Kto to?

- Aidenell Kurwa-Jego-Mać Kerr. Coś ty, skurwielu, nawywijał? Jesteś trupem.

- Ej, za poprzedni raz nie chowam urazy, ale teraz nie podłożę ci się pod twój miecz. Ogarnij się, Grimmjow. Co JA nawywijałem? Wracam sobie z podróży służbowej, a tu mnie jakiś pokurcz Cero częstuje na dzień dobry, Arrancarzy w Resurrección nawalają się w sali tronowej i ktoś puszcza na całe piętro nieśmiertelną Shazę. I co zastanawiające – wszyscy oni znów łażą w starych łachach, co chyba ma symbolizować wypowiedzenie posłuszeństwa dotychczasowej władzy. Idioci, a już zaczynałem zapominać, jacy Arrancarzy są durni.

- Nie mów mi, że palców w tym nie maczałeś?!

- Jeśli to jest Aizen, to za cholerę nie mam z tym nic wspólnego i dobrze wiesz, dlaczego. Gołymi rękami uwolniłbym świat od tego kłamliwego popaprańca. O co chodzi z kolejnym Espadą? Pewien jesteś? Kto?

- Nie wiem kto, bo jakbym wiedział, to już gryzłby piach. Jeden z tych arrancarskich niedojebów zaaplikował mi Caja Negación. Jeśli to nie było twoje, ani Tu Odelschwanck, to mi to inaczej wytłumacz, panie przemyślny.

- Zaraz, co to jest Caja Negación?

- Aleś ty doinformowany, Kurosaki. Taka zabawka, co wysyła Arrancara w pizdu, do innego wymiaru. Ja moje zużyłem na Ulquiorrę, jak Ruda składała cię do kupy. Mieliśmy to od Aizena, każdy Espada. Jeśli to nie było Caja Negación innego Espady, to może Aizen miał na zapas. I jest coś jeszcze. Wróciłem po jakimś kwadransie, a się pieprzeni konspiratorzy zdziwili. Położyłem trupem chyba z pięciu, ale oberwałem wysokopoziomowym Kidō.

- Kidō…?!

- Tak Kurosaki, takie coś, w czym też jesteś do bani. I tylko dlatego udało ci się mnie prawie dobić pieprzoną Getsugą Tenshō, że miałem ciężki poranek. Inaczej nawet byś mnie tym nie połaskotał.

- Ale Kidō… Czyli Aizen, albo jakiś inny Shinigami? Jaki Shinigami urządzałby przewrót w Hueco Mundo?

- A chuj ci do tego, moje Hueco Mundo, moje problemy. No i się wkurwiłem. Choć, ponapieprzamy w jakąś strzelankę.

- Chyba sobie żartujesz, Grimmjow?! Tak nie można tego zostawić.

- Aleś ty wyrywny, Kurosaki. Gotei nic do tego i jak się jakiś Shinigami nieproszony pojawi pod Las Noches, to utłukę. Soul Society wara od Hueco Mundo. Tam się załatwia sprawy po arrancarsku.

- Nie jestem z Soul Society, Grimmjow.

Ichigo patrzy wyzywająco w kobaltowe oczy. Czeka na wybuch, gotowy postawić się Arrancarowi. A jeszcze chwilę temu wszystko było takie dobre, wesołe i iskrzące. Dobry nastrój poszedł się paść. Błękitnowłosy w końcu wycedza słowa przez zęby.

- Taa, Kurosaki. Pierdolony unikat z ciebie.

- To może wrócimy do tematu, jak już skończyliście. Aizen, Hueco Mundo?

- Z tobą nawet nie zacząłem, Kerr. Gdzie cię na cały tydzień poniosło?

- Zbierałem informacje, na Kamczatce. O, patrz, jak nie wierzysz.

Aidenell Kerr rozchyla lekko kosodei i oczom dwóch pozostałych ukazuje się świeża rana kłuta, tuż poniżej linii żeber.

- Ashige był trochę nie w humorze, ale – koniec końców – dowiedziałem się, że tam jest podobnie i zaczęło się nawet wcześniej, niż w Japonii. Wszędzie się zrobił wysyp Hollowów, prawdziwy najazd na Świat Ludzi. A raczej masowa emigracja z Hueco Mundo. Grimmjow, słabsze Hollowy dają nogę z Lasu Menosów, a my tego nie zauważyliśmy, bo nikt z Arrancarów nie zagląda pod powierzchnię pustyni. Jeśli Hollowy przed czymś uciekają z Hueco Mundo, to mamy naglący problem wewnętrzny, że tak to ujmę.

- Tego to się sam domyśliłem, bo Kurosaki cały tydzień skakał po dachach jak opętany. Dlatego tu siedzę, jakbyś nadal chciał wiedzieć, Shinigami. Myślę, co z tym zrobić.

Ichigo wybałusza oczy, ale także Kerr nie kryje zdziwienia. Grimmjow myśli. O cholera. To zaraz pewnie coś powie, i może nawet z sensem.

- Robimy wjazd do Hueco Mundo, od piwnicy. Nawet nie otwieraj jadaczki, Kurosaki. Żadnego Gotei na mojej pustyni. Ale ty czuj się zaproszony. A teraz do wyra.

Ichigo i Aidenell patrzą na Grimmjowa, jakby mu się z głową pogorszyło.

- Kurosaki, tydzień nie spałeś, możesz mi zdechnąć z wycieńczenia. A ja nigdzie się nie ruszam, dopóki to kurewstwo całkiem z nas wyjdzie. Cholera, jakiś ty niekumaty… Na haju nie czuliśmy nawet Reiatsu pieprzonego Hollowa dwie ulice dalej. Idziemy w kimę.

Kerr z zaciekawieniem szerzej otwiera oczy i dopiero teraz Ichigo zauważa, że jego tęczówki są jasnopomarańczowe. Niepokojące. Dwaj ex Sexto są zupełnie różni i ciężko uwierzyć, biorąc pod uwagę ich arrancarską naturę, że jeszcze się nie pozabijali. A tak, poprawka. Może dlatego, że to już mają za sobą, teraz najwyraźniej jakoś koegzystują, nie wchodząc sobie w drogę i ograniczając się do werbalnej wymiany ciosów. Nikomu nie życzyłby mieć z nimi na pieńku. Szczerze mówiąc, w żółtawych oczach Kerra jest coś wywołującego nawet głębszy, nieumiejscowiony lęk, niż drapieżny, sadystyczny uśmiech Grimmjowa. A może po prostu z błękitnowłosym już się Kurosaki oswoił?

- Grimmjow, co wyście robili przez ten tydzień, kiedy ja odmrażałem sobie tyłek na Kamczatce?

Ichigo jest pewien, że tamten zignoruje pytanie, ale – o dziwo – odpowiada. Może dlatego, że nadal jest na haju.

- Kurosaki mnie prawie utłukł, niechcący, dwa razy – taki zdolny. A ja wywróciłem mu chałupę na lewą stronę, wkurwiałem ile wlezie i zepsułem schadzkę… O, to było dobre. Był rozbierany poker, noc karaoke i zatruta gorzała. A wczoraj się dla odmiany naćpaliśmy i było zajebiście. No, ale ty się musiałeś napatoczyć i po zabawie, a chciałem Kurosakiego jeszcze raz bagnetem zaciukać.

Fakt, ze swojej strony Ichigo nie bawił się tak dobrze od… zbyt dawna i nie potrafi się nie uśmiechnąć na wspomnienie roziskrzonych, lekko rozmytych ostatnich kilku godzin. Kerr bada ich obydwu wzrokiem i nie ukrywa swojego zaintrygowania. Chłopak w sumie wiele o nim nie wie, tyle co usłyszał od Ashige o jego wcześniejszych dokonaniach i ostatnio od Rukii o kradzieży aizenowej dokumentacji. Espada, który żyje, by zabić Aizena. Który kolejno potrafił się uwolnić spod buta pana Hōgyoku, Vandenreich i Gotei, a nawet wrócił zza grobu. Już na pierwszy rzut oka Shinigami ma pewność, że pierwszy „szósty" pasuje do ich porąbanego towarzystwa. Heh, to będzie ciekawa wycieczka.

- A teraz truskawkowych snów. A ty gdzie, Kerr? Waruj.

Nie wygląda na to, by Grimmjow był w nastroju do wysłuchiwania obiekcji. Rudowłosego rzeczywiście, z ulatywaniem z organizmu podejrzanej substancji, zaczyna dopadać zmęczenie, jakiego w życiu nie czuł. Niemal doczołguje się do łóżka, ale Grimmjow najwyraźniej ma zamiar zająć tę samą miejscówkę. Yyy?

- Od ściany czy od brzegu, Kurosaki? Pierdolę spać w szafie. Bez strachu, nie zgwałcę cię, jak już kiedyś wepchnę ci coś w dupę, to będzie metalowe, ostre i nie będzie ci się podobać. To od ściany, czy od brzegu?

20:44

Przewraca się na drugi bok i z błogą lubością przeciąga się na łóżku. W którym jest jakoś zaskakująco ciasno i to, przyzwyczajonego do posiadania całego materaca dla siebie, nieco go dziwi, ale równy oddech śpiącej obok drobnej Shinigami pozwala mu się zorientować w sytuacji. Dobrze, że to był tylko sen, bo gdyby jednak Rukia obraziła się za Grimmjowa w szafie, to raczej nie dzieliłaby z nim teraz materaca. W półmroku odwraca się w jej stronę i zamiera z przerażeniem. Natychmiast odruchowo odsuwa się od śpiącego obok ciała i uderza o ścianę. To się nie dzieje naprawdę, to się nie dzieje napraw…

- Kurwa, nie wierć się, Kurosaki. Albo wypad z wyra.

Ichigo musi przyznać, że to jednak nie sen, ani urojenie. W omamy wzrokowe mógłby jeszcze uwierzyć, ale zaspany, chrapliwy głos Arrancara nie może być wytworem jego wyobraźni. I nagle do rudowłosego wraca wszystko. Pięć dni przepychanek z Grimmjowem, ale nie tylko to. Palenie dziwnie smakujących skrętów na dachu, poczucie oderwania i niewytłumaczalnej radości, rozlewające się po jego ciele przez kilkanaście godzin. Konsola, pizza, włóczenie się po Karakurze, karaoke, cygańskie wróżby i… O kurwa. Ichigo zrywa się z materaca, przeskakuje na podłogę, zdziera z siebie koszulkę i podwija spodnie, z desperacją badając wzrokiem każdy fragment ciała. Z przerażeniem i paniką natrafia poniżej obojczyka na truskawkę, odwzorowaną na skórze siną barwą. Ma ochotę rozbić głowę o kant ściany. Bez nadziei przeciera naznaczone amatorskim tatuażem miejsce, niemal zdzierając naskórek i… O niebiosa! Flamaster. Ściera się, zwykły flamaster…. Wreszcie oddycha swobodniej i kiedy schodzą z niego emocje, opada na dywan. Cholera, co za noc.

Po jakichś dwóch minutach przestaje mu się podobać na twardej podłodze. Nie miałby nic przeciwko ukradnięciu jeszcze godzinki snu. Staje nad Grimmjowem i nie bardzo wie, jak władować się z powrotem w pościel. W ciemności dostrzega błysk turkusowych tęczówek.

- Właź i mnie nie wkurwiaj. Nie mogę zasnąć, jak ktoś się na mnie gapi. A lubię spać prawie tak bardzo, jak się bić. Jeśli nie masz zamiaru wyciągać Zangetsu, to ładuj tyłek na łóżko i dobranoc, kurwa.

Rudowłosy uśmiecha się do siebie i posłusznie, starając się nie nadepnąć na wtulonego w kołdrę Arrancara, zajmuje wolną przestrzeń bliżej ściany. Na chwilę uzmysławia sobie, że nie wie nawet, kiedy to wszystko przestało mu się wydawać dziwaczne i jakoś ta myśl mu nie przeszkadza. Całe jego życie nie jest normalne, a jego codzienność zapełniają indywidua. Dobrze, że to leżące obok podziela uwielbienie dla snu, który Ichigo kocha prawie tak bardzo, jak trzymanie w dłoni swojego Zanpakutō. A po chwili, gdy zamyka oczy, z jego głowy uciekają wszystkie myśli i zanurza się w puchu, pełnym ciepła i światła.

23:10

- I powodem, dla którego mam otworzyć Gargantę do Lasu Menosów dla Shinigami i dwóch Arrancarów, jest…?

- Nie twój zasrany interes, Shinigami. Tylko ruchy, nie mamy całego dnia.

- Grimmjow… może się zamknij?

- Czego, Kurosaki? Przecież się wnoszę na szczyty pierdolonego dobrego wychowania.

Ichigo, nie mając pod ręką biurka, o które mógłby uderzyć czołem, zalicza facepalm. Trzeba było zostawić Grimmjowa za drzwiami. On sam nie bardzo ma pomysł, czym przekonać Uraharę, a nadpobudliwy ex Espada wcale nie pomaga. Z kolei bez pomocy kapelusznika sobie nie poradzą, bo Gargantę co prawda może otworzyć każdy Arrancar, ale pod warunkiem, że zna miejsce, do którego ma ona prowadzić. Las Menosów jest czarną plamą na mapie Hueco Mundo. Którykolwiek z dwóch Arrancarów otworzyłby przejście i bez problemu mogliby zwyczajnie wyskoczyć na piasku pod Las Noches, a nawet w białej sali tronowej, ale bezcelowe jest wdawanie się w walkę z całymi zastępami zbuntowanych Arrancarów, bo nie o to idzie. Problem i tak leży pod powierzchnią pustyni, bo stamtąd uciekają nawet Hollowy i to tam coś się kroi. No, ale jak namówić Uraharę, by oddał im przysługę i nie postawił na nogi całego Gotei? Wtedy dopiero zrobiło by się nieciekawie i Grimmjow nie ograniczyłby się do wyrażenia niezadowolenia werbalnie.

- Ehh, przepraszam za Jego Wysokość, miał ciężki tydzień. Kisuke Urahara, w Hueco Mundo chyba ja jestem od public relations. Może… pohandlujemy?

- A czym mogę handlować z niedawnymi, aczkolwiek już byłymi sojusznikami? Zwracam uwagę na czas przeszły. Powadzę cukierkowy biznes i raczej Hueco Mundo nie jest dla mnie kandydatem na nowego dostawcę.

Słowa Kerra, rzucone niedbałym tonem, kontrastują z jego drapieżnym spojrzeniem, w którym – pomimo ciepłej, miodowej barwy oczu – jest lód. Rudowłosemu robi się bardzo nieswojo. Zagadnięty Shinigami skupia przenikliwy wzrok na Arrancarze, a i Ichigo z Grimmjowem, nieco zdziwieni nagłym włączeniem się do rozmowy Kerra, baczniej mu się przypatrują. Długowłosy były „szósty" z nonszalancją robi krok do przodu, opiera się o sklepową ladę i wytrzymuje spojrzenie, przysłoniętych niesfornymi kosmykami, szarych oczu właściciela tego przybytku. I czeka. Najwyraźniej ta rozmowa odbywa się bez słów i Ichigo, a widocznie także poirytowany Grimmjow, nic z niej nie rozumieją. Kerr i Urahara w końcu jednocześnie się uśmiechają i nie ma w ich uśmiechach nic wesołego. Robi się nieco… psychodelicznie. Rudowłosego aż skręca, w oczekiwaniu na wtajemniczenie tych mniej kumatych obecnych.

- Shinigami, nasza konwersacja byłaby zapewne zajmująca, ale z żalem musze przypomnieć, że czas nas goni. Kserokopie?

- Oryginały.*

- Jestem zdruzgotany, ryzykowałem dla tego skórę i ostro sobie nagrabiłem, zwłaszcza w 5. Oddziale. Bądź poważny, Shinigami.

- Cóż, utworzenie międzywymiarowego przejścia od ręki wymaga sporego wysiłku i… motywacji. Kserokopie, tak? W tej sytuacji nie jestem w stanie zagwarantować, że moja Garganta nie otworzy się na dziedzińcu przed biurem Shinjiego Hirako, w centrum Seireitei.

- Chyba jestem w kropce, niech będzie. Oryginały, ale bez poezji. Podchodzę sentymentalnie do rękopisów o motylkach, ptaszkach i reszcie fauny i flory, opiewanych trzynastozgłoskowcem. Nie ma tam żadnych informacji o znaczeniu taktycznym. Słowo honoru, jak pragnę śmierci Aizena. Może dorzucisz na pocieszenie skrzynkę Earl Grey?

- W porządku. Mam nadzieję, że nie zawiodę się na twojej legendarnej słowności, Kerr-san.

- Nie jestem samobójcą i nawet mi w głowie nie postało, by robić sobie prywatnego wroga z Kisuke Urahary. Podrzucę wszystko na dniach, ale zrób dużo miejsca, Shinigami, jest tego kontener.

- W takim razie zapraszam na dół, uwaga na głowy. Kurosaki-san, znasz drogę. Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.

Ichigo bardzo chciałby móc odpowiedzieć twierdząco. Miewał już głupie i nieprzemyślane pomysły, ale to wyląduje na szczycie listy. Dlaczego to robi? Sam chciałby wiedzieć, ale nawet przez chwilę nie pomyślał, że mógłby sobie odpuścić. Od kilku tygodni nic się nie działo, może potrzebuje mocniejszych wrażeń? Chyba po akcji z Lodowym Wymiarem, mówiąc językiem Grimmjowa, do reszty go posrało.


*Dla niewtajemniczonych – oczywiście chodzi o „archiwum Aizena", które w noc po tym, jak został wzięty do niewoli przez 5. Oddział i umieszczony w areszcie „piątki", Kerr buchnął z gabinetu Shinjiego Hirako, po czym spektakularnie dał nogę z Soul Society. Za nieupilnowanie więźnia Shirō Ashige, 9. oficer 5. Oddziału i „ulubiony" Shinigami Kerra, został zesłany na Kamczatkę, by „zdobywać doświadczenie w terenie". Odsyłam do „Końca świata". Nic nie poradzę, że moi OC cisną mi się do fabuły.

Wszystkie scenki (w tym planowanie zbrojnej interwencji), opisane w rozdziale tym i poprzednim, miały miejsce na przestrzeni 5 lat w akademikach X, Y i Z uczelni ABC, a ich uczestnikami byli przedstawiciele płci brzydszej. Aż się łezka w oku kręci ;)

No i miało być po prostu z przymrużeniem oka, ale we wszystko wmieszała mi się fabuła. No, skoro już się pojawiła, to chyba wypada coś z nią zrobić?