Rozdział Drugi: Żryj burgera
„Ał, ał, ał ał!" pomyślała Pat „Te podróże między wymiarami mnie kiedyś wykończą… tyyyy nawet tutaj mięciutko. Czekaj, czekaj… gdzie ja jestem?"
Dziewczyna otworzyła oczy. Definitywnie znajdowała się w jakimś ciemnym pokoju… poczuła, że coś z jej prawej strony się porusza. Znieruchomiała czekała na rozwój wydarzeń.
Najpierw usłyszała jakieś mruknięcie. Potem czyjaś ręka spoczęła na jej piersi…
- Italia… - ktoś jęknął. – Znów ukradłeś stanik Ukrainie? Wiesz, że Rosja cię za to zgnoi… - ktoś z jej lewej strony, kto położył się jej na drugiej piersi (i definitywnie ślinił…) wymamrotał:
-Ale Doitsu… dzisiaj nic nikomu nie ukradłem… ba! Nawet nikomu nie uciekałem. Swoją drogą powinieneś przystopować z tymi wurstami, coś mięciutki się zrobiłeś~~
Oczy Pat były większe od włoskich pizz. „Doitsu…" myślała najarana „ Wursty? OH MAH GAD!"
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA~~~~~~~ - rzuciła się na prawą stronę łóżka, patrzyła teraz na przerażonego blondyna z góry. – DOITSU! NIE WIERZĘ! TRAFIŁYŚMY DO HETALII~~
-Ach? Doitsu? W końcu poznałeś jakąś dziewczynę? Ty psie na baby~~ muszę zadzwonić do Twojego brata~~
-Felicjano! Kochany~~~~! Naprawdę tu jestem~~
-Tak, ładna brunetko. Skąd przybywasz? – zapytał się dziewczyny jak gdyby nigdy nic Italia. Ona również mając gdzieś, że Ludwig chce się spod niej wydostać odpowiedziała:
-Przybywam z alternatywnego świata. Coś jak tutaj, tylko że u mnie jesteście postaciami z mangi.
-Mangi? Nihon robi świetne mangi! Veee~~
-No wiem! Ja- Pat spadła na łóżko a Ludwig zrobił unik a la ninja i sięgnął po swój bat. Pat patrzyła się na niego ze sparklem w oczach powiedziała:
-Ukaraj mnie, Doitsu~~~~~~ (serduszko ;*).
Tymczasem u drugiej siostry…
Eve otworzyła szare oczęta i rozejrzała się dookoła. Przez okno w suficie padał wąski strumień światła, padając na jej blond włosy. Naokoło znajdowały się jakieś przerażające, ruszające się rzeczy, Dopiero po chwili zrozumiała, że to stare, żyjące własnym życiem jedzenie. Z kawałków starej pizzy wydzierały się szare grzyby i tony kurzu. Z garnka wylazły małe, białe robaczki, które podążały w jej kierunku.
- AAAAAAAAAA! – wrzasnęła przerażona odpychając jakimś znalezionym nieopodal kijkiem armię owadów. – O nie, nie mówcie mi, że znów próbowałam coś ugotować! – zamachnęła się kijem, a z niego wyleciał jakiś snop światła, od którego owady wybuchły. Ich czerwona krew poczęła ściekać po ścianach…
- Gdzie ja do cholery kurna jestem? – krzyknęła myśląc „O nie… Zaczynam zachowywać się jak Pat i Romano…" – Zaraz… Co to… Higurashi? Death Note? Kucyki Pony? – zaczęła się zastanawiać. Wtem drzwi (których wcześniej nie dostrzegła) otworzyły się, zalewając pomieszczenie jasnym światłem. Pojawił się ciemny zarys jakiejś postaci. Oczy Eve rozszerzyły się, gdyż stwierdziła, że przybył jej rycerz na białym koniu… A jeżeli to jakiś zbok to obroni się tym sparklujacym kijkiem (wsadzi w dupę albo co…). Przyjrzała się bliżej postaci w drzwiach i ujrzała…
Nieogarniętego Arthura, który jedną ręką masował sobie brzuch, a drugą drapał po głowie. Miał na sobie rozpiętą, białą koszulę oraz bokserki z flagą Ameryki (Eve: What the the what the the what?). Jego rozczochrane blond włosy sterczały we wszystkie strony. W tej chwili oczy miał przymknięte i ze swoim wrodzonym sarkazmem i ironią rzekł:
- Ameryka no baka, bucu, znowu grzebiesz mi po szafkach? – po czym otworzył zielone oczęta i ujrzał śliniącą się Eve, która szeptała:
-Jaram się^^
- Ko-ko-ko- KOBIETA! – wrzasnął zdziwiony Arthurek podskakując w miejscu, po czym wydobył zza pleców jego magiczną księgę i unosząc ręce do góry.
- Nie kurwa kebab – powiedziała Eve z opadającymi rękoma. Po chwili usłyszała jakieś takie jakby pełzanie dobiegające zza pleców, po czym podbiegła wystraszona do Igirisu i wskoczyła mu w ramiona z krzykiem:
- AAA WYNIEŚ MNIE STĄD, WYNIEŚ MNIE STĄD, GDZIE MY JESTEŚMY? W WIĘZIENIU U ROSJI?
- H-hej, spokojnie, to tylko moja kuchnia…
- O… - rzekła rozglądając się dookoła (i nie omieszkając się pomacać go po włosach). – No tak, Rosja by miał czyściej… Poza tym kranu tu nie ma… Hej, tu jest prawie jak w moim pokoju…
Anglia zdziwiony zapytał:
- Kim ty tak w ogóle jesteś?
- Jestem Eve. Miło poznać – po czym wyszczerzyła twarz w uśmiechu. – Arthurze Kirklandzie, lat 23, urodzony 23 lipca, zwany też Anglią (albo UK, lub Igirisu), wychowujący Amerykę o 175 centymetrach wzrostu i *** centymetrach w gaciach. A teraz wynieś mnie stąd z łaski swojej!
Zielonooki spojrzał nią ze zdegustowaną miną, po czym rzekł:
- Nie wiem, kim jesteś, ale get the fuck off z mojej kuchni!
- Dobra, to zanieś mnie do swojej sypialni! – krzyknęła wieszając się mu na ramionach. – Albo powiem wszystkim ile masz centymetrów w spodniach~~~
Może i nie była to mała liczba, ale wolał ale żeby Alf… inni nie znali jej dokładnie.
- To… This is a szantaż! – krzyknął Arthur.
- Aha~~ Szantaże to moja specjalność^^ Poczekaj… Byli już Roy Mustang, Edward Elric, Ty… - zaczęła wyliczać. – O! I nawet sam Pride!
Anglia pożałował, że nie ma przy sobie magicznej różdżki, a nawet nie spostrzegł, kiedy wypowiedział to na głos.
- Różdżki? Mówisz o tym badylu? – powiedziała Eve wyjmując ją z tylnej kieszeni spodni. – Patrz jak ona zajebiście sparkluje^^ - po czym machnęła kijkiem i uderzyła w brwi Anglii, które zrobiły się znacznie cieńsze… Normalne takie po prostu.
- DZIĘKUJĘ! – wrzasnął Arthur łapiąc się na brwi. – A teraz get the fuck out!
Obrażona i nafochana Eve znowu machnęła różdżką, a brwi Anglii zrobiły się jeszcze bardziej krzaczaste niż wcześniej.
„WHYYYY?" wrzeszczał w myślach Igirisu.
- Arthur, co ty tam robisz? Mam nadzieję, że nie śniadanie… - powiedział jakiś męski głos, a jego właściciel wyszedł z sypialni Anglii. Miał blond włosy i antenkę na czubku głowy, a w tym momencie zakładał okulary. W oczy rzucała się pidżama z symbolem Supermana. Widząc Anglię trzymającego jakąś blondynkę w ramionach bardzo się zdziwił.
- A-A-A-ARTHUR? TO TY JESTEŚ HETERO? O ty, zdradzałeś mnie! Żryj burgera!- krzyknął delikatnie mówiąc wyprowadzony z równowagi Alfred aka Ameryka i rzucił w przyjaciela (nie wiadomo skąd, chyba z dupy wyciągniętym) hamburgerem. Arthur (którego bolała głowa) wrzasnął: To nie tak jak myślisz!
W oczach Ameryki pojawiły się łzy, a on sam odwrócił się na pięcie i pobiegł w głąb domu.
- ALFRED! ZACZEKAJ! – krzyknął Anglia, przerzucił Eve przez ramię, po czym pobiegł za Ameryką, z blondynką uwieszoną mu na ramieniu.
- Ve~~ Ale Pat by się jarała~~ Szkoda, że jej tu nie ma~~ - rozmyślała urzeczona całą tą sytuacją blondynka. Po chwili zdała sobie z czegoś sprawę:
- PAAAAAT! GDZIE JESTEŚ? DOKO DAAAAAA-
Wrzeszczała, na co zziajany Arthur krzyknął, by Alfred go usłyszał:
- WEŹ MI Z NIĄ TU POMÓŻ! BO NAS FUCKING SĄSIEDZI PRZEKLNĄ! NO WEŹ, BĘDZIESZ MOIM BOHATEREM!
Po tych słowach maraton się zakończył, a Ameryka odwrócił się i rzekł:
- RYLI? O_O Będę bohaterem? TWOIM bohaterem?
- Tak, nie tylko moim, ale też naszych sąsiadów! Tylko ucisz to babsko!
Alfred odwrócił się i podszedł do ryczącej wniebogłosy Eve, po czym wyjął (skądś…) kolejnego burgera i zaczął mówić:
- Chciałabyś burgerka? No chciałabyś, no powiedz wujkowi Alfredowi, nio! - zaczął jej machać przekąską pod nosem. Eve uspokoiła się i spojrzała wielkimi, okrągłymi jak u pieska oczętami i powiedziała:
- Nienawidzę ich, ale od ciebie zawsze, Amerysia-san! – po czym przyjęła ten zacny prezent i ze smakiem spałaszowała.
A/N: Tak, tak. Teraz postanowiłyśmy mindfuckować fanów Hetalii~~
