IV. Śmierć Freezera.

- Kim jesteś? - usłyszałem pytanie zaraz po tym, jak zlikwidowałem kilku żołnierzy Freezera. Musiałem to zrobić. Kazał im polecieć do najbliższej wioski i wybić wszystkich ludzi w niej mieszkających.

- Nie pozwolę Ci zniszczyć świata. - powiedziałem ze spokojem. Był on jednak udawany, bo w głębi duszy bardzo przeżywałem tę straszną tragedię. Muszę się jak najszybciej z nim rozprawić.

- Powtórz, co powiedziałeś. - rozkazał ten większy. Mama mówiła, że to ojciec tego tyrana. Wyglądał ochydnie. Poza tym, że był wielki jak dąb miał także dwa rogi na głowie, taki sam pancerz jak kosmiczni wojownicy i trzy palce u stóp.

- Wszystkich was zlikwiduję bez wyjątku. - odpowiedziałem.

- Ach tak? Jesteś bardzo odważny, ale chyba nie wiesz, z kim masz do czynienia. - oznajmił Freezer. Heh, właśnie, że wiem. Nie spodziewał się jaką wiedzę posiadam. To go zgubi.

- Wiem kim jesteś. Tyran Freezer. Wiem o tobie wszystko.

- Pochlebiasz mi. - uśmiechnął się.

- Mam za zadanie zlikwidować cię. - powiedziałem. Jak narazie nie mogę pokazać mu swojej siły. Niech myśli, że ma nade mną przewagę.

- Grr... Nie dorastasz mi do pięt. Zajmijcie się nim. - zezłościłem go. Kazał żołnierzom mnie zlikwidować. Nic z tego.

- Już ja się z nim rozprawię. - powiedział jeden z wojowników.

- Zostaw go mnie, poradzę sobie z nim. - oznajmił drugi, równie pewny siebie i swoich umiejętności. Nacisnął guzik od detektora i zmierzył nim moją siłę. Są śmieszni. Nie mają pojęcia, że mogę ją ukrywać.

- Heheh, - zaśmiał się obrzydliwie.- wskazuje tylko pięć jednostek. Zaraz zginiesz. I to szybko! - powiedział i wycelował we mnie bronią laserową. Łatwizna. Odbiłem pocisk ręką. Wylądował gdzieś za wzgórzem i wybuchł. Odgarnąłem kosmyk z czoła. Mogłem posłuchać matki i ściąć włosy.

- Ooo... - powiedział Freezer.

- Ja się nim zajmę! - wykrzyczał następny żołnierz. Skinął na innych tym samym dając znak do ataku. Ruszyli na mnie. Wyciągnąłem miecz i w szaleńczym tańcu sprzedawałem im cios za ciosem. Ostrze przecinało wszystko na co się natknęło z niewiarygodną lekkością. Uwielbiałem moją broń nie tylko za to, że była praktycznie niezniszczalna, ale dlatego, że zrobiła go dla mnie mama. Kiedy skończyłem, wylądowałem przed nimi. Domykając miecz do końca w pokrowcu sprawiłem, że wszyscy upadli. Koniec tego przedstawienia. Już nie mogę się doczekać, żeby go zgładzić. Jeden z sługusów Freezera stał jako jedyny jak otępiały. Jego jednego zostawiłem. Jako ostrzeżenie, pociąłem mu tylko zbroję. Była cała w kawałkach. Usłyszałem trzask. Detektor jednego z żołnierzy pękł porażony wielkością mojej siły.

- Nieźle sobie radzisz chłopcze. - odparł Freezer. Zupełnie nie poruszyło go to, że zabiłem dwunastu jego żołnierzy.

- Świetnie się bronisz jak na ziemianina. - powiedział ten większy.

- Szykuj się, teraz twoja kolej. - najwyższy czas, żeby go pokonać. Songo nie sprawdził wtedy na Nameck, czy wróg jeszcze żyje. To był jego największy błąd. Gdyby nie to, nie musiałbym przybywać z przyszłości i tego wszystkiego naprawiać.

- Hahaha, myśli, że cię wykończy! Niezły z ciebie żartowniś. - zaśmiał się ojciec Freezera. Za chwilę nie będzie mu tak wesoło, kiedy zabiję jego syna.

- Pomieszało mu się w głowie. Powiem ci coś, mały głupcze. Dysponując doskonałą techniką jak ja, można wyeliminować przeciwnika już w drugiej rundzie.

- Masz na myśli siebie? - zripostowałem. Mam nadzieję, że celnie. - Praktycznie nie żyłeś. Trzebabyło cię odrestaurować, żebyś mógł funkcjonować. Teraz zginiesz na dobre.

- Jak śmiesz mnie denerwować?- zapytał. - Ojcze, powinniśmy mu dać nauczkę. - odpowiedział. Będzie bronił się ojcem? Nie dziwię się. Większość jego ciała to kupa żelastwa.

- Dłużej nie zniosę takiego poniżenia. Będzie przykładnie ukarany. - stwierdził ojciec.

- Słusznie, osobiście się nim zajmę. - jednak będzie walczył sam? Robi się ciekawie.

- Mógłbym cię załatwić w kilka minut, uwierz mi. - oznajmiłem.

- Co ty nie powiesz? Jesteś bardzo arogancki.

- Powinieneś użyć wobec mnie całej swej mocy. Jestem bowiem o wiele silniejszy od Songa. - w tym momencie Freezer stanął jak wryty. Wiem, że boi się Songa, a tamta walka na Nameck, którą przegrał jest jego największym koszmarem.

- O kim on mówi? - zapytał ojciec. Freezer jednak nie był jeszcze w stanie mu odpowiedzieć. Wyglądał, jakby sobie coś przypominał. Po chwili otrząsnął się ze wspomnień i się odezwał.

- Wspominałem ci ojcze o tym superwojowniku kosmicznym, z którym miałem przyjemność walczyć. - Żałosne. Jaka to była przyjemność? Songo napewno się przy tym bawił jak nigdy, ale nie on.

- Jesteście przyjaciółmi? - zapytał Freeza.

- Właściwie nigdy go nie spotkałem, ale znam jego imię. - Songo to prawdziwy bohater. Szkoda, że nie miałem możliwości go spotkać.

- Znasz tylko jego imię? - zdziwił się tyran. Czego on tu nie rozumie?

- Wiem co zamierzasz. Nie zrealizujesz jednak swoich planów. Chcesz zabić wszystkich ziemian przed przybyciem tego superwojownika.

- Rzeczywiście, mamy taki zamiar. Zlikwidowałeś dwóch moich najlepszych żołnierzy, więc musisz zginąć wraz z nimi. - zabiłem ich tak wielu, a jemu szkoda tylko dwóch? Prawdziwy potwór.

- Hmm... Obawiam się, że to niemożliwe. - oznajmiłem pewny siebie.

- Ziemianie to słabeusze. Wymiotę ich w krótkim czasie.

- Nie byłbym tego taki pewien. - powiedziałem, po czym zacząłem koncentrować w sobie całą swą siłę. Może i nie byłoby mi jej tyle potrzeba do zgładzenia Freezera, ale chciałem pokazać mu na co mnie stać. Przypomniałem sobie, jak mama opowiadała mi nieszczęścia spowodowane przez tego potwora. To dodało mi sił. Ziemia zaczęła się trząść pod wpływem fal mojej Ki. Poczułem w sobie znajome pulsowanie. Po chwili wokół mnie rozjaśniała złota aura, a włosy zmieniły kolor na blond. Tak, jestem super wojownikiem i jestem z tego dumny. Zauważyłem przerażoną twarz Freezera. Jego ojciec przyglądał się tylko z zaciekawieniem. Nie wiedział bowiem do czego zdolny jest wojownik mojego pokroju. Ten tchórz Freeza zaczął się cofać w kierunku statku. Chciał uciec? Żałosne.

- Niedowiary! To nie może być możliwe! - krzyknął.

- Jeśli dobrze zrozumiałem, jesteś super wojownikiem. - stwierdził większy.

- To chłodne spojrzenie! - wykrzykiwał nadal Freezer. Nie ma co, przestraszyłem go jak nigdy dotąd. Pożałuje wszystkich swych zbrodni.

- Na co czekasz atakuj! - rozkazałem.

- Proszę bardzo miernoto! Haaaaaaaaa! - stworzył promień laserowy i wycelował we mnie. Chyba nie myśli, że tak łatwo mnie pokona. Odparłem atak, a kula ognia uderzyła w pobliskie skały. Wybuch namieszał trochę w krajobrazie i wzniecił kurz. Zasłonił wszystko. Przeniosłem się niedaleko na wzniesienie.

- Myślę, że błędem byłoby zniszczenie tej planety. Songo nie będzie miał gdzie wylądować. - usłyszałem jak mówił ten większy.

- Słusznie. Trochę ich postraszę. - odpowiedział. Kurz opadł, a Freezer dostrzegł mnie na wzgórzu.

- To niemożliwe! - krzyknął. Za szybko zaczął się cieszyć. Nawet mnie nie drasnął, a on myślał, że nie żyję.

- Źle robisz nie doceniając mnie. Twoj koniec jest już bliski.- oznajmiłem.

- Ty nędzniku! Milcz! Idź do diabła! - utworzył następną kulę ognia i wycelował we mnie. Nie trafił. Wzniecił tylko następne kłęby kurzu.

- Brawo, walczysz jak sam diabeł. - uśmiechnął się ojciec. Freezer rzucił mu tylko szybkie i groźne spojrzenie. Następnie zwrócił swoją uwagę na mnie.

- Tracisz rozum. - stwierdziłem.- Zaślepia cię rządza władzy i to cię zgubi. Myślisz, że jesteś taki silny?

- Rzeczywiście, pora cię załatwić. - powiedział, a potem stworzył ogromną kulę ognia. Była wielka i pulsowała złowrogą energią. Wiem co chce zrobić. Nie uda mu się zniszczyć ziemi. Nie pozwolę na to.

- Co ty robisz? Chcesz roztrzaskać planetę? - zapytał ojciec.

- Trudno, poszukam Songa w kosmosie! - krzyknął i rzucił we mnie pocisk. Udało mi się ją pochwycić jedną ręką.

- Co to? - zapytał Freezer.

- Nie wierzę własnym oczom! - powiedział ojciec.

- Jak widzisz. Na co czekasz? - wciąż trzymałem w ręce pocisk od Freezera.

- Nie uda ci się, słyszysz? - wrzasnął i wystrzelił kolejnym promieniem. Trafił w kulę ognia, która po chwili wybuchła. Przeniosłem się szybko w inne miejsce. Pocisk zabłysł niesamowitym światłem. Po chwili było już po wszystkim.

- Gratulacje, byłem pewny, że ta miernota ci nie dorówna.

- Wracajmy do statku ojcze. Teraz na pewno już się go pozbyłem.

- Freezer !- zawołałem.

- Hę? - zapytał w niemym krzyku. Zauważył mnie. - Nigdy mnie nie pokonasz! To się okaże, pomyślałem. Przeniosłem się bliżej niego i przeciąłem go mieczem. Cięcie wykonałem idealnie. Rozszczepił się na dwie połowy. Nadal miał na twarzy ten sam okrzyk zdziwienia. Następnie pociąłem go na mniejsze kawałki i spaliłem Kikohą.

- Teraz kolej na ciebie. - zawołałem w kierunku przerażonego ojca.