V. Tajemnica.
- Niesamowite! - wykrzyczał Tenshinhan.
- Co miałeś na myśli? Nic nie widzę! - powiedziałam. Wkurzało mnie to, że nie miałam dostępu do krawędzi skały. Nie mogłam przez to oglądać całej tej akcji na dole.
- Chodź tu bliżej, to zobaczysz. - zaproponował Yamcha. Wspięłam się wyżej i zajęłam miejsce obok niego. No super, czuję się jak sardynka w puszce. Teraz widziałam już wszystko.
- To nie Songo. To ktoś inny, ale kto? Nie mam pojęcia.- stwierdził Tenshinhan.
- Jak wy możecie to wszystko widzieć? Ja ledwo zauważam statek. - powiedziałam.
- Racja, ten ktoś jest bardzo młody. - zauważył Krilan.
- Co się tam dzieje? - zapytałam. Nagle przypomniałam sobie, że mam w kieszeni kapsułkę z podręczną lornetką. Wyciągnęłam ją i rzuciłam na ziemię. Po chwili wyskoczyło z niej to, co potrzebowałam. Podniosłam lornetkę i przyłożyłam do oczu. Wspaniale, teraz wszystko widzę idealnie.
- Ten chłopak rozmawia z Freezerem. Ciekawe co z tego wyniknie. - odpowiedział Szatan Serduszko.
- Zapewne nic dobrego. Zapowiada się na wyczerpującą walkę. - stwierdził Yamcha. Miał rację, może i nie wyczuwałam energii Ki tak jak reszta, ale patrząc na tego młodzieńca, możnabyło stwierdzić, że jest silny. Promieniowała od niego niezwykła aura.
- Aaa... - krzyknęłam zaraz po tym jak jakiś pocisk uderzył niedaleko nas. Dlaczego atakują bezbronną kobietę?
- Ten młody odbił to z niesamowitą lekkością. - stwierdził Vegeta. Odezwał się po dłuższym czasie. Prawie zapomniałam, że w ogóle tu jest.
- Znowu rozmawiają. - powiedział Krilan.
- Ooo...- powiedzieli wszyscy. O co chodzi? Powoli zaczęło do mnie dochodzić co się dzieje. Ziemia zaczęła się trząść. Jeszcze tego brakuje! Zginę przygnieciona przez kamienie.
- On zamienia się w super wojownika! - krzyknął Songokan.
- Niemożliwe! - odpowiedział Vegeta. Spojrzałam na niego i zobaczyłam przerażenie w jego oczach. Po chwili trzęsienie ziemi ustało. Chwyciłam lornetkę i spojrzałam w dół. Nieznajomego chłopca otaczała niezwykle piękna powłoka. Była złota. Niesamowite. Super wojownik jak się patrzy.
- Hurra! - wrzasnęłam.- Jesteśmy uratowani!
- Nie ciesz się tak szybko. Co jeżeli załatwi Freezera, a potem przyjdzie po nas? - wysyczał Vegeta.
- To nas obronisz. Jesteś przecież najsilniejszy. - powiedziałam oschle. Chyba spodobało mu się to, co powiedziałam, bo uśmiechnął się na chwilę. Yamcha wysłał mi groźne spojrzenie. Nienawidził, kiedy opiekowałam się Vegetą. Nie znosił, kiedy mówiłam o nim, jak o przyjacielu, a nie jak o wrogu. Może i Vegeta był bezwzględny i zły, ale ja wiedziałam, że w głębi duszy jest kimś innym. Wszyscy zamilkli, a wyrazy ich twarzy były jednakowe. Byli przerażeni. Sparaliżowało ich. Postanowiłam dowiedzieć się, co się stało. Spojrzałam w dół i już wiedziałam. Freezer stworzył ogromną kulę ognia. Po chwili posłał ją w stronę chłopca. Jedno było pewne. Zniszczy ziemię. To oznacza, że i my zginiemy.
- Nie mam ochoty umierać.- szepnął do siebie Yamcha. - Dopiero co odzyskałem życie. Ogarnął mną smutek. To prawda. Niedawno zebraliśmy smocze kule i wskrzesiliśmy Yamchę, Tenshinhana i Chaoza. Pamiętam, jak rozpaczałam po śmierci Yamchy. Zabił go jeden z potrworków Vegety.
- Ooo... - usłyszałam kolejne jęki, ale tym razem zadowolenia. Ponownie skupiłam się na oglądaniu walki. Nieznajomy złapał kulę jedną ręką i szedł z nią w stronę Freezera. Tyran posłał jeszcze jeden pocisk w stronę chłopca i kula wybuchła. Wszystko na chwilę pojaśniało, zerwał się wiatr, a kawałki skał latały w powietrzu. Schowaliśmy się wszyscy i czekaliśmy na dalszy rozwój wydarzeń. Po chwili było już po wszystkim.
- O nie! - wrzasnął Krilan. Chłopca nigdzie nie było. Czyżby umarł? Było to bardzo możliwe. Wokół były tylko wielkie kłęby kurzu. Zaksztusiłam się dymem. Zasłoniłam ręką usta. Po chwili wszystko wróciło do normy. To pewne, chłopiec nie żyje. Spojrzałam na Vegetę. Był dziwnie spokojny. Może ulżyło mu, że nadal jest jedynym kosmicznym wojownikiem na ziemi? Patrzył w górę. Zaciekawiło mnie to, co on tam widzi. Przyłączyłam się i zobaczyłam owego chłopca z wyciągniętym mieczem.
- Freezer! - usłyszałam. Kto to krzyczał? To ten nieznajomy. Miał piękny męski głos. Następnie usłyszałam tylko dzwięk cięcia. Przeciął Freezera na pół. Na początku nie mogłam w to uwierzyć. Freezer pokonany. Songo może i był w stanie zabić go wtedy na Nameck, ale wolał darować mu życie. Ten za to, postanowił się zemścić. Według mnie chore myślenie. Ktoś daruje ci życie, a ty go za to nienawidzisz? Zapomniałam, że wojownicy tak mają. Wolą zginąć z ręki przeciwnika zatrzymując przy tym swój honor. Songo w pewnien sposób znieważył wtedy Freezera. Teraz go nie ma.
- Dlaczego się nie cieszycie? - zapytałam. Nikt mi nie odpowiedział. Wciąż mieli przerażone twarze. Po chwili Krilan się obudził z tego transu i zdołał mi odpowiedzieć.
- Sam nie wiem co o tym myśleć. Zabił Freezera, ale to tylko dowodzi o tym, że jest o wiele od nas silniejszy. - odparł. Bał się tego uroczego chłopca? Miał może z osiemnaście lat. Niemożliwe, żeby był zły. Jestem przekonana o tym, że przyleciał tu nas ocalić. Z resztą, wygląda całkiem znajomo. Nie wiem dlaczego, ale jest trochę podobny do Vegety. Niemożliwe. Czyżby jakaś jego rodzina? Wspomniałby o tym.
- Patrzcie! - zawołał Chaoz.
- Zabił tego drugiego. - powiedział Songokan. Spojrzałam przez lornetkę. Tak to prawda. W tym momencie tajemniczy chłopiec spojrzał w naszą stronę. Uniósł się w górę i leciał wprost na nas. Ze strachu upuściłam lornetkę.
- On tu leci. - zawiadomił Yamcha.
- Nie wyczuwam złej energii. - powiedział Krilan. Po chwili chłopiec znalazł się obok nas.
- Czekacie na Songa? Jego kapsuła wyląduje kilometr z tąd. Lećcie za mną! - powiedział, po czym poleciał na wskazane miejsce. Nie dochodziło do nas to co mówił. Pierwszy postanowił mu zaufać Songokan. Wzniósł się w górę. Już miał podążyć za nieznajomym, ale Yamcha złapał go za rękaw.
- Nie leć za nim! Co jeśli to pułapka? - ostrzegł.
- On zna mojego tatę! Poza tym pokonał Freezera. - odpowiedział Songokan. Wyrwał się Yamchy i odleciał.
- Lećmy za małym. Musimy mieć go na oku. - powiedział Krilan. Wszyscy oprócz Yamchy zgodzili się.
- Dlaczego nie lecimy? - zapytałam.
- Nie wiem. On ma takie dziwne oczy. Kogoś mi przypominają, ale nie wiem kogo.
- Chodźmy tam, nie chcę tu zostawać. - zaproponowałam. Yamcha przyznał mi rację. Po chwili lecieliśmy już na umówione miejsce.
- Jesteśmy. - powiedział. Dołączyliśmy do reszty. Chłopiec wyjął kapsułkę z kieszeni i rzucił nią o ziemię. Pojawiła się tam mała lodówka. Trochę mnie to zdziwiło ale postanowiłam poczekać na dalszy rozwój wydarzeń.
- Tu są napoje chłodzące, proszę się częstować. - powiedział z uśmiechem nieznajomy. Pierwszą puszkę wział Songokan.
- Stój! Co jeśli to trucizna? - ostrzegł Krilan.
- To oranżada. Songo będzie tu za trzy godziny. Myślę, że warto byłoby się schłodzić. - powiedział chłopiec. Krilan wziął następną.
- Dobre! - powiedział. - weźcie sobie.
- Hmm... - chciałam wstać i podejść do lodówki, ale Yamcha złapał mnie za rękę.
- Co ty masz dzisiaj z tym ostrzeganiem? - zapytałam lustrując go groźnym wzrokiem. Machnął ręką zrezygnowany. Otworzyłam drzwiczki i wzięłam jeden napój. Smakował całkiem w porządku.
- Jak masz na imię? - zapytałam nieznajomego. Ten zaczerwienił się i odpowiedział.
- Nie mogę tego zdradzić.
- W takim razie skąd pochodzisz?
- Z tąd. Mieszkam w mieście. - niesamowita informacja. Dlaczego prędzej go nie poznałam?
- Skąd znasz Songa?
- Bulma, przestań go wypytywać. - powiedział Yamcha. Zignorowałam go. Ostatnio często działał mi na nerwy.
- Nie mogę tego powiedzieć.
- A skąd wiedziałeś, że tutaj wyląduje?
- Tego także nie mogę wyjawić. - oznajmił, po czym jeszcze bardziej się zaczerwienił.
- A możesz przynajmniej powiedzieć ile masz lat? - nie dawałam za wygraną. Musiałam dowiedzieć się czegoś o tym tajemniczym chłopcu.
- To mogę powiedzieć. Mam siedemnaście lat.
- Hmm... Wyglądasz znajomo. - wymsknęło mi się. Chłopiec jednak nie zareagował.
