Sny w głowie Harry'ego zmieniały się z częstotliwością strzałów z karabinu maszynowego. Jednak nie były to jak co noc koszmary o śmierci Syriusza tylko sny o pewnej rudej dziewczynie z którą miał spędzić resztę wakacji. Po chwili sen zmienił się nie do poznania.

Stał na skraju ciemnego lasu wysokich drzew, które rosły tak gęsto, że nie było nic w odległości większej niż trzy metry w głąb. Po lewej stronie rozpościerał się widok na jezioro z czystą, wręcz krystaliczną wodą, po prawej stał dom z kamienia, w okrągłych oknach widniały złote zasłony, a z komina wydobywał się dym.

Harry czuł jak jakaś nieznana mu siła zaprasza go, aby wszedł do posiadłości. Gdy chciał zapukać, drzwi otworzyły się na oścież. Skorzystał z tego niemego zaproszenia i wszedł do korytarza, rozglądając się po nim z ciekawością. Na ścianach w odcieniu błękitu wisiały stare portrety na których widnieli ludzie w strojach typowych dla czarodziei, jednak chłopak nie rozpoznał żadnej postaci. Pomieszczenie było umeblowane skromnie ale z gustem. Podłogę przykrywał granatowy dywan, na którym stały dębowe meble. Przeszedł przez pomieszczenie do pokoju naprzeciwko, który okazał się salonem. Pokój pokrywała ciemnozielona farba, podłoga wykonana była z ciemnych paneli, pod ściana stała sofa z brązową tapicerką, naprzeciwko wejścia znajdował się kominek, na środku stał okrągły stół, przy nim stały cztery krzesła. Jedno z nich było zajęte przez wiekowego mężczyznę, który był ubrany w złotą szatę. Jego broda była o połowę większa od tej którą posiadał Dyrektor Hogwartu, na twarzy widniał uśmiech wesołego, acz doświadczonego przez życie człowieka, na jego twarzy widniały zmarszczki, lecz to co najbardziej zdziwiło to jego oczy. Oczy koloru smoły, identyczne jak u znienawidzonego przez uczniów nauczyciela eliksirów.

-Usiądź Harry. Czekałem na nasze spotkanie bardzo długo. O wiele za długo.
-Kim pan jest?
Harry zadał pierwsze pytanie jakie wpadło mu do głowy.
-Ludzie nadają mi różne imiona. Jedni nazywają mnie pierwszym, inni najpotężniejszym, jednak Ty chłopcze znasz mnie jako Merlin .
-Czemu, a przede wszystkim czemu tutaj jestem? Ciekawość zawładnęła całkowicie jego umysłem, przez co na usta cisnęło mu się wiele pytań które chciał zadać.
-Znajdujemy się w moim domu, gdzie on się znajduję? Sam chciałbym to wiedzieć. Jesteś tutaj z powodu przepowiedni, a jakże inaczej.
-Czyli to prawda że albo zabiję, albo zginę?
Przez umysł nastolatka przebiegło kilka wspomnień z jego życia. We wszystkich widział postać o wężowej twarzy i czerwonych oczach.
-Nie o tej przepowiedni, ale odpowiadając na twoje pytanie tak będzie. Jednak zanim mi przerwiesz, powiem Ci o jeszcze jednej przepowiedni. Wygłosiła ją wieszczka w czasach, gdy Hogwart był ledwo skończony, a Godryk i Salazar byli przyjaciółmi.
„Gdy światem zawładnie kolejny Czarny Pan,
U drugiego milenium schyłku,
Wybierze on jednego z dwóch,
Jeden przyniesie mu cierpienie,
Kolejny wieczne władanie,
Jeżeli wybierze na swoją niekorzyść,
Za błąd zapłaci ciała stratą,
Dostanie jeszcze jedną szansę,
Aby żyć wiecznie w chwale,
Za napastnikiem staną słudzy,
Za ofiarą przyjaciele,
W miejscu które traktują jak dom,
Staną do walki na śmierć i życie"

Harry nie był na to gotowy. Jego uczucia zerwały się ze smyczy, na jakiej były trzymane od śmierci jego ojca chrzestnego.
-Od takiego czasu było wiadomo co się stanie ze mną i Voldemortem, a nikt nie był na tyle miły by mi to powiedzieć?!
Gdy chłopak zerwał się z krzesła stało się wiele dziwnych rzeczy na raz. Kominek zgasł, Szyby roztrzaskały się na drobny mak, a wokół Harry'ego powstała świetlista poświata. Jak szybko wszystko się zaczęło, tak szybko się skończyło. Zielonooki młodzieniec usiadł ciężko na krzesło, zasłaniając twarz rękoma.
-Co się ze mną stało? Czemu czuję się jakby magia miała mnie rozerwać od środka?
-Widzisz Harry, to był jeden z wybuchów magii. Czarodzieje w okresie dojrzewania często wyzwalają magię w niekontrolowany sposób, zazwyczaj gdy odczuwają silne emocje. Nie zdarzają się one bardzo rzadko. W tym stuleciu takie wybuchy miała tylko jedna osoba.
-Czyli znowu jestem wspaniałym wybrańcem, który wyróżnia się wszystkim? Da się to jakoś kontrolować? Kto był tym drugim szczęściarzem?
Pytania płynęły z ust młodzieńca potokiem i pewnie byłoby ich o wiele więcej gdyby nie jego rozmówca, który przerwał tą lawine podniesieniem ręki.
-Był to człowiek, którego znasz jako Lord Voldemort. Pierwsze trzy wybuchy są niekontrolowane, później zależy od mocy jaką otrzymasz po trzecim wybuchu. Uważaj jednak, aby podczas wybuchu nie było przy tobie nikogo, bo może się to źle skończyć.
-Znowu ten Lordzina! Czy wszystko co dotyczy mnie musi dotyczyć też jego?!
Harry zaczął głęboko oddychać co pomogło mu się uspokoić i spokojnie pomyśleć.
Czyli moja moc się powiększy. To dobrze, może nie dam Voldkowi powodu do zbyt długiego śmiechu gdy mnie zabije. Jednak coś nie dawało mu spokoju i musiał o to zapytać.
-To dla tego on jest taki silny? To te wybuchy mocy dały mu taką moc magiczną?
-Zgadza się. Ale pamiętaj że nie ważne jak potężną siłą magiczną dysponujesz. Magia nie bierze się z siły, lecz z serca.
Nagle rozległ się dźwięk gwizdka. Starszy mężczyzna uśmiechną się smutno i pokiwał głową.
-Musimy się pożegnać Harry, twoja wizyta dobiegła już końca.
-Zobaczymy się jeszcze?
-Być może Harry Potterze, być może.

-