Macie na start 2 rozdziały ode mnie. Jeżeli chcecie żebym wstawiał kolejne rozdziały piszcie w komentarzach, bo nie ma sensu żebym pisał coś, czego i tak nikt czyta. Pozdrowienia i zapraszam do czytania i komentowania.
Harry zerwał się z łóżka, co spowodowało zawroty głowy. Usiadł na łóżku i zaczął gorączkowo myśleć.
Wydawało mu się że to był jedynie sen, jednak odczuwał dodatkowe pokłady magii uwolnione podczas wybuchu w chatce Merlina.
Czyli to nie był sen. Raczej kolejna wizja, a to oznacza że przepowiednia jest prawdziwa. Voldemort wybrał mnie, przez co stracił ciało. Co to za miejsce, które obydwoje uważamy za do i o co chodzi z zjednoczeniem cztery w jedno?
Budzik na szafce nocnej pokazywał godzinę szóstą, wiedział że nie będzie w stanie zasnąć, więc spakował swój kufer sprawdzając dwa razy czy spakował wszystkie ubrania, książki i pomoce naukowe. O godzinie ósmej zszedł do kuchni gdzie, Dursley'owie jedli śniadanie. Dostał swoją porcję grejpfruta i pomarańczy, jako ze Dudley dalej był na diecie. Nie wyglądał już jak wieloryb, raczej jak młoda orka. Dzięki treningom boksu schudł i nabrał mięśni, jednak wciąż był na diecie, co nie podobało się nikomu.
Harry myślał jak powiedzieć wujkowi o przybyciu gości, gdy odezwała się ciotka Petunia.
-Chłopcze jedziemy dzisiaj z Dudziaczkiem na zawody, więc będziesz musiał zostać sam w domu. Nie dotykaj telewizora, komputera ani niczego innego należy do nas i nic nie zepsuj.
-Dobrze ciociu, będę grzeczny. Wybraniec nie wierzył w swoje szczęście. Nie dość że nie będę musiał znosić ich towarzystwa przez cały dzień to jeszcze uniknę ich gadania o sprowadzania ludzi z mojego świata do domu.
Po szybko zjedzonym śniadaniu poszedł do swojego pokoju dalej zastanawiając się nad słowami starego czarodzieja. Rozmyślania zajęły mu tyle czasu, że podskoczył, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Podbiegł do nich i otworzył je.
Na progu stały trzy rude osoby. Harry zarejestrował tylko ten fakt, bo po chwili jego oczy zasłonił żywy ogień. Nos wypełnił kwiatowy zapach, a jego na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech. Po chwili osoba ta odskoczyła jak poparzona, gdy zdała sobie sprawę co właśnie zrobiła.
-Cześć Harry.
-Cześć Ginny.
Na twarzy najmłodszej z rodu Weasley'ów pojawił się rodzinny rumieniec, co chłopak skwitował jedynie odwróceniem oczu.
-Witaj kochany, jak się czujesz? Ci mugole skrzywdzili Cię w jakiś sposób?
Teraz chłopiec który przeżył był miażdżony w potężnym uścisku Molly. Gdy ta cofnęła się o krok, musiał rozprostować wszystkie kości i zapamiętać, aby po powrocie do Hogwartu zapytać się pani Pomfrey o stan jego żeber.
-Dobrze pani Weasley, rodzina nawet gdyby chciała, to nie miała czasu mnie skrzywdzić.
Starsza kobieta skwitowała to szerokim uśmiechem. Widocznie utwierdziła się w tym, żeby zabrać go do Nory.
-Dzień dobry Harry, piękną dzisiaj mamy pogodę, idealną na podróż.
Mężczyzna z lekko siwiejącymi, rudymi włosami wyciągną rękę, którą młodzieniec uścisną.
-Jestem już gotowy, pójdę tylko po swoje rzeczy i możemy iść.
-A gdzie są twoi mugole, chciałbym z nimi porozmawiać czy nie mają nic przeciwko.
-Nie ma ich w domu. Wrócą pewnie późnym wieczorem. Zostawiłem im list z wyjaśnieniami, na pewno się ucieszą, że nie muszą mnie znosić przez te wakacje.
-No dobrze chłopcze, skoro tak twierdzisz, to idź po swój kufer. Poczekamy tutaj.
Harry sprawdził jeszcze raz czy jest całkowicie spakowany, po czym zszedł na dół i razem z Weasley'ami wyszedł przed dom. Wiedział że te wakacje będą wspaniałe i to nie tylko dla tego że nie ma ich spędzić ze swoją rodziną. Miał już na nie plan i czuł że ten plan wypali.
Po podróży Błędnym Rycerzem, znaleźli się przed Norą. Harry wszedł do środka i został przywitany uściskami dwóch osób. Był zdziwiony , myślał że przywita go tylko Ron, ale na miejscu była też Hermiona.
-Od kiedy tutaj jesteś Miona?
-Przyjechałam godzinę temu. Rodzice chcieli żebym spędziła te wakacje z nimi, ale uważam że lepiej będzie jak będę tutaj. Jej smutna mina mówiła to czego nie wypowiedziały usta. Nie chciała ściągać na swoich rodziców niebezpieczeństwa.
-Nie martw się wszystko się ułoży. Twoim rodzicom nic się nie stanie. Ron zadziwił wszystkich tym zdaniem. Hermiona uśmiechnęła się do niego, a on objął ją ramieniem.
-Harry idź do pokoju Rona i rozpakuj się, ja w tym czasie zrobię kolację. Harry wykonał polecenie głowy domu.
Gdy Harry wszedł do kuchni zajął miejsce naprzeciwko Rona. Po chwili rozmowy na temat planów na resztę wakacji i debacie na temat następnego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią, Hermiona zadała pytanie, które chciał zadać też kruczoczarny.
-A gdzie jest Ginny? Nie widziałem jej odkąd wróciła z Privet Drive.
-Pewnie znowu pisze list do kolejnego chłopaka. Podobno pod koniec roku moja ukochana siostrzyczka zaczęła chodzić z jakimś Puchonem.
Harry poczuł jakbyw żołądku wykluł się smok i chciał zionąć ogniem na każdego w zasięgu wzroku. Nie wiedział czemu tak się działo, ale musiał się dowiedzieć. W końcu smok w żołądku połączony z wybuchem magii nie byłby niczym dobrym dla ludzi w zasięgu kilometra.
-Dla twojej wiadomości Ronaldzie nie umawiam się obecnie z nikim, a nawet jeżeli bym się umawiała to nie powinno Cię to nic obchodzić. Harry stwierdził że drzwiach stoi anioł. Anioł o rudych włosach i czekoladowych oczach ubrany był w czerwoną sukienkę, a na jej twarzy było widać lekki ślad makijażu. Anioł stał wyprostowany, z rękoma na talii i spoglądał gniewnie na jego przyjaciela.
-Ginny zrozum że jako twój starszy brat mam prawo decydować czy i kiedy będę się z kimś umawiać.
-Jesteś w dużym błędzie i jeżeli jeszcze raz zmusisz jakiegoś chłopaka żeby ze mną zerwał to zapłacisz za to.
Hermionie wydawało się że coś jej przesłyszało. Ron ingerował w życie swojej siostry do tego stopnia że niszczył jej związki? Musiała się tego dowiedzieć tu i teraz.
-Ron powiedz mi że to nie jest prawda. Spójrz mi w oczy i powiedz że nie jesteś na tyle głupi żeby zmuszać chłopaków do zrywania z chłopakami?
-To mój braterski obowiązek, aby dbać żeby żaden chłopak jej nie tknął. Tak zmusiłem kilku chłopców żeby nie zbliżali się do niej.
Najpierw był świst, potem huk, a na końcu jęk. Hermiona stała nad Ronem z wyciągniętą ręką, dysząc jakby przebiegła maraton. Roz trzymał się za policzek, który robił się coraz bardziej czerwony.
-JAK MOGŁEŚ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO SWOJEJ SIOSTRZE?! Hermiona nie była zła, była wściekła. Ron spojrzał na nią i powiedział coś, co powinien zachować tylko dla siebie.
-Tak robiłem to i zrobię to jeszcze tyle razy ile będzie potrzebne. Tak samo jak inni moi bracia.
-Czyli zrobicie to też teraz, jeżeli powiem że mam nowego chłopaka?
Harry'emu odebrało mowę od początku tego przedstawienia ale czuł że wypadałoby się odezwać.
Wiedział, że Ron zachował się jak starszy brat ale dopiero to co powiedział coś mu uświadomiło. Ron zachowywał się ostatnio dziwnie. Pod koniec roku pożyczył od niego Mapę, gdy Harry spytał po co, odpowiedział mu z uśmiechem na twarzy, że musiał pogadać z jednym chłopakiem. Kiedy próbował się dowiedzieć czegoś więcej, zbywał go tym, że to sprawy rodzinne. Teraz już wiedział o co chodziło.
Ale za nim zdołał się odezwać Ron zerwał się z krzesła, stanął naprzeciwko siostry z wyrazem wściekłości na twarzy
-Wiesz że i tak nie będziesz z nim dłużej niż miesiąc?
-Pożyjemy, zobaczymy. Figlarny uśmieszek na jej twarzy nie wróżył nic dobrego. Na twarzy rudzielca pojawił się wyraz strachu i niepewności.
-Podaj mi jego imię i nazwisko, bo chętnie z nim porozmawiam. Na twarz Najmłodszego mężczyzny Weasley'ów wpłyną wyraz pewności siebie.
-Niedługo się dowiesz, a teraz przepraszam jestem głodna . Ominęła swojego brata, usiadła obok Harry'ego i posłała mu typowy uśmiech bliźniaków, gdy Ci płatali figla po czym nałożyła na talerz kanapki.
Ron usiadł na swoim miejscu patrząc bykiem na Hermione, która spojrzała na niego jak na robaka.
-O co Ci chodzi Hermiona?
-Domyśl się Ronaldzie. Powiedziała nawet nie zaszczycając go spojrzeniem w jego stronę.
-Ty też masz coś do mnie Hermi? Atmosfera w pomieszczeniu była tak gęsta, że można by ją ciąć siekierą.
-Harry powiedz im coś, bo im zebrało im się na obrazęmajestatu.
Harry zastanawiał się co powiedzieć. Stając po jednej stronie, pogarszał kontakty z drugą.
-Dziwisz się jej Ron? Ciekawe jak Ty byś się czuł, gdyby ktoś wchodził butami w twoje życie.
Harry nie wiedział czemu to powiedział. Może to ten kwiatowy zapach który czuł pomógł mu podjąć decyzję po której stronie stanąć?
-Nie no wszyscy przeciwko mnie! Róbcie co chcecie, ja i tak postawię na swoim! Spojrzał na wszystkich z nieukrywaną wrogością i wyszedł.
Do końca posiłku nikt się nie odezwał. Ginny wyszła jako pierwsza, Hermiona spojrzała na Harry'ego i wskazała głową na wyjście do ogródka. Chłopak tylko skinął głową i wyszedł za nią. Usiedli opierając się o szopę i patrząc na zachód słońca. Hermiona nie wytrzymała tej ciszy, musiała się odezwać.
-Harry wiesz o co chodzi Ronowi? Zachowuje się jakby postradał rozum. Myślałam że przez ten rok wydoroślał, ale on dalej zachowuje się jak bachor. Jest nie do wytrzymania z tymi swoimi humorami.
- Wiem, ale nic na to nie poradzimy. To ostatnia szansa aby wybrał. Jesteśmy w trakcie wojny i nie ma czasu na niańczenie ludzi. Hermiono mam plan ale będę potrzebował waszej pomocy.
-Co to za plan?
-Zanim Ci o nim opowiem musisz się czegoś dowiedzieć. Pod koniec roku w Ministerstwie usłyszałem tą przepowiednię. Jest tam powiedziane że stanę do walki z Voldemortem, a żaden nie może żyć, kiedy drugi przeżyje.
-Czy to oznacza…
-Tak Hermi, albo go zabiję w co nie wierzę, albo zginę.
-Och Harry… Nie wiedziała co ma powiedzieć. Po prostu rzuciła mu się na szyję i uściskała go mocno. Gdy go puściła widział w jej oczach łzy. –Zrobię wszystko co w mojej mocy żeby Ci pomóc.
-Nie wiadomo kim będzie nowy nauczyciel OPCM. GD będzie nadal działać, ale nie tylko żeby zdać testy. Będziemy tam uczyć chętnych do walki z Wężogębnym.
Hermiona zaczęła najpierw chichotać, po chwili chichot zamienił w śmiech, którego nie mogła kontrolować. Czy mój pomysł był aż tak głupi? Myślałem że ona mnie zrozumie i pomoże.
-Mój pomysł jest aż tak zły?
-Nie, jest super. Śmieje się z tego jak nazwałeś Sam-Wiesz-Kogo.
-Czyli mi pomożesz?
-Oczywiście, jakbym mogła zostawić cię samego?
-Dzięki. Chodźmy już do Nory bo robi się już zimno.
Harryrazem z Hermioną wrócili do domu i rozeszli się do swoich pokojów. Ron czytał jakieś czasopismo o quidichu i nawet nie odezwał się do niego słowem.
Super. Wygląda na to że będzie się dąsał jak w czwartej klasie. Czy on w ogóle zamierza dorosnąć?
Zabrał swoją piżamę i ręcznik, po czym poszedł do łazienki. Wyszedł z niej po trzydziestu minutach i z zamiarem powrotu do pokoju wszedł na schody. Nagle drzwi po lewej stronie otworzyły się i chłopak został wciągnięty do pokoju. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zaraz po zamknięciu drzwi poczuł że ktoś go całuję. Gdy zobaczył rude włosy wiedział kto jest sprawcą tego „porwania". Po chwili zdecydował się oddać pocałunek. To był pocałunek pełen pasji. Po chwili która wydawała mu się wiecznością odsunęli się od siebie. To nie jest sen! Naprawdę pocałowałem Ginny.
Jednak poczuł jak ktoś go ciągnie za rękę, następne co zarejestrował, to to że stoi na klatce schodowej, a drzwi po lewej stronie są zamknięte.
To było bardzo dziwne. O co jej chodziło? Spytam się jej jutro, nie mam siły myśleć o czym innym niż ciepłe łóżko.
Wszedł do pokoju z rozmarzonym uśmiechem na twarzy. Jak zwykle spostrzegawczość Rona była na zerowym poziomie i pomimo otaksowania wzrokiem swojego lokatora nie zauważył w nim nic dziwnego.
Chłopiec, Który Przeżył Po Raz Kolejny po chwili zasnął myśląc o Ginny.
