Rozdział dedykuję Karaka i Vinyalonde za to, że chcieli zostawić kilka słów na temat tego fika.
Mam nadzieję że ten rozdział się spodoba, chociaż mi osobiście przysporzył dużo kłopotów. W tym rozdziale zaczyna się właściwa akcja i wokół niego toczyć będzie się reszta. Nie zanudzam już więcej i zapraszam do czytania!

Gdy Harry się obudził już wiedział że to będzie dobry dzień, ale nie miał pojęcia czemu. Po porannej toalecie zszedł na śniadanie z Ronem, który dalej się do niego nie odzywał. Kiedy był w połowie drugiej kanapki do kuchni weszły dziewczyny, obydwie spojrzały na zielonookiego i zaczęły chichotać. Po przywitaniu Ginny usiadła na miejscu, które zajmowała wczoraj i przejechała pod stołem ręką po jego przedramieniu. Twarz młodego czarodzieja przybrała czerwony kolor, więc postanowił zaatakować kanapkę. Rudowłosa nałożyła sobie jajecznicą jakby nic się nie wydarzyło i Harry uznał że zrobiła to przypadkowo. Jednak nastolatka wyprowadzała go z błędu cały czas dotykając go podczas posiłku.
Ona robi to specjalnie! Jeżeli zaraz coś z tym nie zrobię to oszaleję. Hermiona chyba się domyśla bo cały czas się uśmiecha. I do tego Ron gapi się na mnie od dobrych kilku chwil. Jeden zły ruch i będę na celowniku jego i reszty Weasley'ów. A co mi tam raz się żyje. Złapał ją za rękę pod stołem, ona spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem, jednak na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nie wiedział dla czego, ale poczuł jakby temperatura gwałtownie wzrosła. Zbliżył swoje usta do ust rudowłosej dziewczyny a ona nie miała nic przeciwko. Odpowiedziała niewerbalnie na niewerbalne pytanie ostatniego Pottera.

A więc to tak! Przez tyle lat chcieliśmy żeby traktował Ginny jak my, jakby była jego siostrą. Od ich pierwszego spotkania wiedziałem że jest największym niebezpieczeństwem dla niej. Trzeba go nauczyć że to rodzina jest najważniejsza.
Wstał od stołu i poszedł do swojego pokoju. Odprowadziło go jedno podejrzliwe spojrzenie. Na miejscu znalazł pióro, atrament i pergamin. Szybko naskrobał na nim list.
Drodzy Fredzie i George'u,
Mam nadzieję że czujecie się dobrze i wasz interes kwitnie.
Niestety stało się to, czego baliśmy się od tylu lat. Myślałem że nie będę musiał tego nigdy pisać, ale ogłaszam CZERWONY ALARM.
Harry pocałował Ginny podczas dzisiejszego śniadania.
Prześlijcie tę widomość do reszty obrońców.
Ron
Ron przywiązał list do nóżki Świstoświnki i wypuścił ją mając nadzieję że bracia otrzymają wiadomość jak najszybciej.

W tym samym czasie w kuchni.
-Przepraszam was ale muszę odrobić zadanie domowe z numerologii. Hermiona wstała i wyszła mrugając okiem do najmłodszej latorośli Weasley'ów.
Tego momentu Harry bał się najbardziej. Nie wiedział jak zachować się w sytuacji sam na sam z Ginny. Wybawiła go Pani Weasley wchodząc do kuchni i rozdając im prace domowe.

Jak zwykle w Norze było wiele do zrobienia i przyszła pora na obiad. Przy stole siedli na zwyczajowe miejsca, jednak z racji obecności pani domu rudowłosa i zielonooki zachowywali się, jakby na śniadaniu do niczego nie doszło. W połowie posiłku nawiązała się rodzinna rozmowa o wszystkim i o niczym
-Pani Weasley co słychać w Zakonie?
-Harry proszę Cię mów mi po imieniu. Nie lubię gdy ktoś nazywa mnie panią. Wtedy czuję się taka stara. Odnośnie twojego pytania, nie mam pojęcia. Ja i Artur wystąpiliśmy z niego gdy, usłyszeliśmy o zachowaniu Albusa w zeszłym roku.
-Dla czego to zrobiliście?
-Według mnie jest już za stary żeby dowodzić Zakonem Feniksa. Sprawdził się dobrze podczas pierwszej wojny, ale teraz nie jest w stanie zapanować nad tyloma rzeczami na raz. We wrześniu odbędą się wybory nowego Ministra. Knot w nich startuje, ale Dumbledore szuka kogoś z zakonu, kto wystartuje w nich jako jego przeciwnik. Do tego szuka osoby na stanowisko nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią i dodatkowo kieruje Zakonem. W ciągu ostatniego roku jego pozycja w Ministerstwie drastycznie się obniżyła, wszyscy twierdzą że nauka w szkole to wypowiedzenie wojny Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, a Zakon Feniksa od jakiegoś czasu nie pozyskuje nowych członków. Jak widzisz wszystko wali mu się na głowę, a on nie jest w stanie tego powstrzymać.
Nastała cisza, wszyscy analizowali słowa kobiety z wyrazem skupienia na twarzy. Harry doszedł do wniosku że jeżeli nie weźmie spraw w swoje ręce przegra.
Voldemort na pewno wystawi kogoś w wyborach. Jeżeli nauczyciel OPCM będzie tak kompetentny jak Umbridge to nie nauczymy się niczego przez kolejny rok. Zakon był główną siłą sprzeciwiającą się Wężogębnemu, ale skoro nie ma nowych członków zostanie zmiażdżony podczas pierwszej poważnej bitwy. Potrzebuje szybko dobrego planu inaczej mogę wybierać sobie trumnę. Zjedli posiłek do końca i wrócili do swoich zadań.

Gdy skończył zaczęło się ściemniać. Po wejściu do salonu przeżył szok. W pokoju siedzieli Bill, Charlie, Pearcy, bliźniacy i Ron. Ich spojrzenie utkwiło na nim i wiedział że coś się święci.
-Musimy pogadać. Teraz.
-O czym chcesz rozmawiać Bill?
-Nie tylko ja chcę z Tobą mówić. Przejdźmy się wszyscy na świeże powietrze, to na dobrze zrobi.
Wstał i wyszedł do ogrodu, za nimi szli jego bracia a na końcu Harry. Otworzył drzwi do składziku swojego ojca i nakazał obecnym wejść do środka, po czym wszedł jako ostatni. Harry czuł się jak na przesłuchaniu. Po jednej stronie stali bracia, on po drugiej. Wiedział że jest w poważnych opałach, ale nie wiedział dla czego. Bill i Charlie stali oparci o ścianę, bliźniacy na baczność, Pearcy nerwowo gniótł skraj swojej szaty, a Ron robił wszystko by nie spojrzeć w oczy swojemu przyjacielowi.
Ciszę przerwał Fred.
-Ron wysłał nam dzisiaj list. Dotyczył on pewnego wydarzenia podczas dzisiejszego śniadania, zapytam się prosto z mostu. Co czujesz do Ginny?
Fred zadał pytanie nad którym nigdy się nie zastanawiał. Jednak po ich minach było widać że oczekują konkretnej odpowiedzi. Co ja do niej czuję? Przy niej serce uderza mi z niewyobrażalną siłą, jej zapach powoduje że nie mogę się na niczym innym skupić, gdy jej nie widzę czuje się jakby brakowało mi części siebie.
-chyba ją kocham. Harry sam nie wierzył że to powiedział, ale to była prawda. W końcu poukładał sobie to wszystko w całość i wiedział że będzie musiał coś z tym zrobić.
-Chyba czy na pewno? Tym razem George wcielił się w rolę przesłuchującego.
-Na pewno ją kocham.
Po tym oświadczeniu rudowłosi wyglądali jakby na raz zjedli kilogram cytryny.
Pearcy, który nie chciał przebywać w tym pomieszczeniu dłużej odezwał się swoim moralizatorskim tonem.
-Wszyscy wiemy jakie plany wobec Ciebie ma Sam-Wiesz-Kto. Myślisz że nie będzie chciał wykorzystać naszej siostry jako przynęty żeby dotrzeć do Ciebie? A co przegrasz? Ona nie wytrzyma takiego bólu. Wiemy że jest w Tobie zakochana od waszego pierwszego spotkania. Nie chcemy żebyś Ty albo ktokolwiek inny ją skrzywdził. Lepiej jeżeli zostawisz ją w spokoju.
Harry chciał wierzyć że się przesłyszał. Jednak oni naprawdę nie chcą żeby był w związku z ich siostrą. Może mieli rację, ale to co im powiedział powinno im starczyć, poza tym znali się nie od dzisiaj i wiedzieli że nigdy nie zrobiłby jej niczego złego. Znowu to robią! Znowu chcą sterować jej życiem. Może i się o nią troszczą, ale jeżeli to mają być moje ostatnie lata życia chcę je spędzić z Ginny u boku. Jego magia wezbrała i wiedział że nie jest w stanie jej kontrolować
-Ron czemu napisałeś ten list?
-Bo uważałem że przyszła pora na to żeby uświadomić Ci że nie jesteś chłopakiem dla naszej siostry. Widziałem jak zachowywaliście się na śniadaniu . Jeżeli zamierzaliście się poobcierać o siebie mogliście to zrobić bardziej dyskretnie.
Jeżeli Harry był zdenerwowany to teraz był w stanie furii. Wokół niego zaczęła się pojawiać biała poświata, co zdziwiło i przestraszyło resztę.
-Nie twój interes co robię z twoją siostrą. Tak samo jak was wszystkich. Kocham ją i mam zamiar spędzić z nią tle życia ile mi jeszcze zostało.
-Harry jesteś moim najlepszym kumplem, ale jeżeli nas nie posłuchasz zrobię wszystko co w mojej mocy żeby skończyć wasz związek.
Harry nie wytrzymał. Przestał kontrolować swoją magię, która wydobyła się z niego jedną potężną falą. Składzik dosłownie wyleciał w powietrze w towarzystwie huku, podobnego do wystrzału całej baterii armat. Weasley'owie wylecieli w powietrze po czym wylądowali na trawie wśród gruzów. Sprawca całego zamieszani podszedł do swojego byłego już przyjaciela i wysyczał
-Przez tyle lat nazywałem Cię przyjacielem, a Ty okazałeś się zwykłą świnią. Jeżeli jeszcze raz wtrącisz się w moje życie, zamienię twoje w piekło. Tyczy się to też Was wszystkich!
Odszedł w kierunku drzew nie oglądając się za siebie. Po dziesięciu minutach zebrał się w sobie, wstał i poszedł w stronę Nory.

Wszedł do salonu akurat w momencie gdy młodzieńcy wykłócali się ze swoją rodzicielką. Ukrył się w cieniu i słuchał.
-Ona jest za młoda!
-On nie jest dla niej odpowiedni!
-A co jeśli nie przeżyje?!
-To jest dla niej za duże ryzyko!
-CISZA!
Molly Weasley była cierpliwą kobietą, ale nawet jej cierpliwość też miała granice. A jej męscy potomkowie właśnie przekroczyli wszystkie granice. Gdy usłyszała co było powodem pojawienia się jej wszystkich synów pod dachem Nory. Nie mogła uwierzyć w to co próbowali zrobić. Niczego nie zauważyła, dopiero gdy zdenerwowana Hermiona powiedziała jej o tym co Ron powiedział wczoraj i że wyszedł podczas śniadania, co połączone z pojawieniem się jej braci i ich chęci rozmowy z Harrym oznaczało że chcą przeprowadzić z Harry'm jedną ze sławnych rozmów dotyczących zakazu randkowania jej córki wiedziała że to się źle skończy. Hermiona oczywiście zręcznie ominęła pocałunek zakochanych. Chwile po tym usłyszała wybuch, gdy spojrzała przez okno widziała coś co wyglądało na wybuch bomby. Składzik był zniszczony, a jej synowie leżeli na ziemi. Nad jednym z nich stał Harry. Gdy wyszła z domu w zgliszczach zostali jednie rudzielcy. Zabrała ich do domu, gdzie wywiązała się kłótnia, którą przed chwilą postanowiła zakończyć.
-Jeżeli jeszcze raz usłyszę o podobnej akcji w waszym wykonaniu, stracicie prawo do przekraczania progu tego domu. Ginny potrafi o siebie zadbać, a Harry jest częścią naszej rodziny. Zrozumiano?!
Odpowiedziało jej sześć pomroków, które były łudząco podobne do słowa „tak".

Gdy wszyscy się rozeszli poszedł do pokoju Hermiony. Nie chciał widzieć się z Ron'em, z Ginny porozmawia później. Zapukał i wszedł po usłyszeniu pozwolenia

-Harry, czy oni naprawdę to zrobili? Chcieli żebyś zerwał z Ginny?
-Tak w zasadzie to jeszcze z nią nie jestem.
-Ale masz zamiar być z nią?
Pod jej spojrzeniem zarumienił się jak dziecko złapane na wyjadaniu słodyczy, ale musiał to z nią omówić, bo nie wiedział czy to co chce zrobić jest słuszne.
-Tak Hermi, ale muszę Cię o coś spytać. Po tym o powiedziała Molly, uważasz że Dumbledore da sobie radę w tej wojnie?
-Wydaje mi się że nie ma co na to liczyć. Jest już na to za stary i chyba zaczyna mu brakować siły.
Tego właśnie się obawiał. W grach politycznych Dyrektor zawsze był mistrzem, jednak Tom szybko się uczył i wygląda na to że uczeń właśnie przerósł mistrza. Cholera! Teraz gdy pomoc Dropsa by się przydała, on postanawia nawalać. Czas postawić na jedną kartę!
-Jesteś moją przyjaciółką i chce wiedzieć czy mogę liczyć na Ciebie w ciągu tego roku.
-Co Ty planujesz?
-W tej wojnie potrzebny jest mocny przywódca. Straciliśmy go i czas to wszystkim uświadomić. Dyrektor jest w stanie dużo gadać, ale nie jest w stanie dużo zrobić.
-Dalej nic nie rozumiem. Gadaj albo oberwiesz!
-Czas odsunąć Dubledore'a od tej wojny jak się tylko da i wprowadzić do niej młodych. Jak się domyślasz muszę to zrobić ja.
-Kawa na ławę Potter bo tracę cierpliwość!
-Wystawię własnego kandydata ni Ministra magii. Mam na tyle kasy żeby przeprowadzić skuteczną kampanię, ale wcześniej zajmę się Zakonem Feniksa. Przejmę go po cichu i bez zbędnego zamieszania. W ten sposób Zakon zyska możliwość swobodnego działania bez węszącego wokół Ministerstwa, Ministerstwo będzie mogło walczyć z Voldemortem, a Dyrektor Drops zajmie się porządnie szkołą.
Hermiona nie mogła w to uwierzyć. Jeżeli jego plan się uda to w krótkim czasie pozbędzie się wszystkich przeszkód w walce z Voldemortem. A co najdziwniejsze uważała że ten szalony plan może się udać. Wystarczy działać szybko i konsekwentnie. Roześmiała się głośno, a Harry'ego przeszły ciarki. Śmiech był pełen radości zmieszanej z nutką szaleństwa.
-Jeżeli to wypali zatańczę w bieliźnie przed Snape'm. Spróbuj zrobić coś sam to zobaczysz że upiorogacek Ginny to nic.
-Będę pamiętał. A teraz przepraszam, ale muszę iść porozmawiać z Ginny.
Pożegnali się, po czym Harry wyszedł.

Zapukał do drzwi, po chwili otworzyła je Ginny, a chłopakowi przyspieszył puls. Była ubrana w różową koszulę nocną, która kończyła się powyżej kolan i wyglądała w niej cudownie. Utwierdził się w przekonaniu że Ginewra Weasley jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Rudowłosa widząc swojego gościa zarumieniła się lekko i wpuściła go do środka. Harry zdał sobie sprawę z faktu, że jeszcze nie był w jej pokoju. Ściany były obwieszone plakatami Fatalnych Jędz i Gwenog Jones. Z okna widać było ogród skąpany w blasku księżyca.

Nie miał zielonego pojęcia co powiedzieć. W końcu po długiej chwili ciszy odezwał się
-Ginny możemy porozmawiać o tym, co stało się podczas śniadania?
Opowiedziało mu jedynie sztywne skinienie, jednak gdy otwierał usta żeby się odezwać, brązowooka
-Przepraszam za to. Wiem że Cię sprowokowałam. Zapomnijmy o tym i wszystko będzie jak dawniej ok? Wyraz smutku na jej twarzy był dla Harry'ego jak policzek. Czemu ona myśli że zrobiła coś źle? Na gacie Merlina sam chciałem ją pocałować.
-Nie masz za co przepraszać. To była najlepsza chwila w moim życiu i na pewno nie chce tego zapomnieć, a tym bardziej żeby było jak dawniej.
Czy ja właśnie doświadczyłam omamów słuchowych? Harry Potter właśnie powiedział że podobał mu się nasz pocałunek? Chyba zaraz zemdleję ze szczęścia!
Chłopak złapał ją za dłoń i spojrzeli sobie w oczy, widać było w nich iskierki szczęścia i miłości, ale też strach i niepewność.
-Ginny zakochałem się w Tobie i nawet twoi bracia nie powstrzymają mnie żebym był z Tobą. Zostaniesz moją dziewczyną? No nie teraz to się wygłupiłem. Na pewno nie będzie mnie chciała, zwłaszcza że Gad ma mnie na celowniku. Ona może mieć każdego, więc po co jej taki ja? Niski, chudy i z blizną na czole.
Tymczasem w głowie pokrytej rudymi włosami toczyła się prawdziwa wojna. On chcę ze mną być! Ido tego postawi się moim braciom! To na co czekałam od pięciu lat stanie się zaraz rzeczywistością. Niech to szlag. On czeka na odpowiedź a ja nie wiem jak mu to powiedzieć.
-TAK! Ten krzyk słychać było chyba w całej Wielkiej Brytanii. Złapała go za szyję i pocałowała z takimi uczuciami jakby świat miał się zaraz skończyć. Po chwili spotkała się z odpowiedzią w której były takie same uczucia i pasja. Niestety to co dobre szybko się kończy, o czym para dowiedziała się bardzo szybko.

Drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem, Ginny odskoczyła i spojrzała w stronę, z której dobiegł hałas. W drzwiach stał Ron z twarzą ciemniejszą od włosów i wyrazem mordu na twarzy. Powiedzieć że najmłodsza z Weasley'ów była wściekła to za mało. Miała ochotę zamknąć drzwi i nie przejmować się swoim głupim i niedorozwiniętym bratem. Spojrzała na Harry'ego i widziała na jego twarzy wypisaną tę samą chęć. Przynajmniej nie tylko ja mam ochotę na kontynuację. Nie ważne co zrobi i powie Ron, on i tak ze mną nie zerwie. Wiedziałam że warto poczekać.
Potter kiedy zobaczył w drzwiach Rona wiedział, że to będzie masakra. Nie wiedział jednak że to wydarzenie będzie kluczowe dla życia wielu osób w tym domu.
-Gadaj Potter co jej zrobiłeś albo potraktuję Cię klątwą. Nie żartuje. Ginewra jako mądra czarownica postanowiła pozwolić załatwić mężczyzną sprawę do załatwienia. Nie miała zamiaru się wtrącać, chyba że po jej pokoju zaczną latać jakieś poważniejsze zaklęcia.
-Ron uspokój się. Myślałem że już to sobie wyjaśniliśmy razem z twoimi braćmi. Nie mam zamiaru poświęcać tego, co kocham z powodu zdania kilku osób. Poza tym od kiedy mówisz do mnie po nazwisku?
-Nie zmieniaj tematu. Albo zostawisz moją siostrę w spokoju, albo wynoś się z mojego życia. Myślałem że jesteśmy braćmi, ale Ty mnie wykorzystałeś. Moja własna matka uważa że byłbyś lepszym synem niż ja. Daliśmy Ci przyjaźń, miłość i dom, ale wolałeś zabrać się za moją siostrę i nie patrzeć na to co my o tym myślimy. Ostatni moment na decyzję sławny Harry Potterze. Zapominasz o Ginny, albo wynocha z tego domu.
Nie wierzę jak mój brat może być takim idiotą? Harry poświęcił dla mnie życie, a on gada takie rzeczy! Gdyby nie ten cymbał mogłabym być z nim, a teraz będę musiała o nim zapomnieć.
-Skoro tak stawiasz sprawę Ron nie mam innego wyjścia. Przez sześć lat wydawało mi się że byłeś wspaniałym przyjacielem, ale widocznie się pomyliłem. Ginny przepraszam ale muszę iść.
Wszyscy wiedzieli że Święta Trójca Hogwartu nie ma prawa się rozpaść. Dziewczyna nie wytrzymała tego. Rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać. Harry spojrzał na nią ostatni raz i wyszedł z pokoju z wyraźnie zadowolonym Ronem.

Najmłodszy chłopak Weasley'ów odezwał się zaraz po wejściu do pokoju
-Wiedziałem że podejmiesz dobrą decyzję przyjacielu. Moja siostra nie jest dla Ciebie. Szkoda że nie posłuchałeś nas wcześniej. Nie musiałaby teraz płakać. Harry co Ty robisz? Czemu się pakujesz?
-Byłeś na tyle głupi żeby myśleć że twoje groźby zrobią na mnie wrażenie? Nie chcesz mnie w tym domu, to się wyprowadzam.
-Czyli nie zerwiesz z moją siostrą?
-Nie z powodu twoich humorków.
Wyczuł zagrożenie i obrócił się z różdżką w ręce. Wypalił instynktownie zaklęcie tarczy, które odbiło niebieski promień
-Rzuć we mnie jeszcze raz jakimkolwiek zaklęciem , a nie będę się tylko bronił i dobrze wiesz, że na pewno nie wyjdziesz z tego cały. Zamknął kufer i zabrał go ze sobą razem z klatką Hedwigi.

Był na trzecim piętrze i zapukał do drzwi po lewej stronie.
-Czego?! Głos Ginny wyrażał załamanie i smutek. Chłopak wiedział że powinien jej wcześniej powiedzieć jaką decyzję podjął ale był tak wkurzony na swojego byłego przyjaciela że wypadło mu to z głowy.
-To ja, mogę wejść?
-Harry nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł.
No tak, przecież Hermiona mieszka w pokoju z Ginny. To będzie trudna i długa rozmowa.
-Zajmę tylko chwilę. Proszę.
Po chwili cichych rozmów drzwi otworzyła mu gryfońska prymuska. Wszedł do środka i zobaczył rudowłosą dziewczynę, która próbowała ukryć zaczerwienione oczy i mokre policzki oraz wkurzoną do granic możliwości brązowowłosą.
-Chciałem się pożegnać. Wyprowadzam się. Oby dwie nastolatki wyglądały jak ryby wyjęte z wody. Hermiona postanowiła to załatwić szybko i bez strat w ludziach.
-Nie wygłupiaj się. Porozmawiamy o wszystkim jutro i na pewno dogadasz się z Ronem. Wyśpicie się i pogadacie na spokojnie.
-Ale ja nie mam o czym z nim rozmawiać. Dał mi wybór i z niego skorzystałem. Poza tym nie rzuca się zaklęciami w kogoś z kim chce się rozmawiać.
W tym momencie najmłodsza w pokoju zrozumiała co Harry chce powiedzieć.
-Czyli nie zrywasz ze mną?
-Na pewno nie. Przepraszam Cię Ginny za to że Ci nie powiedziałem wtedy, ale po prostu chciałem wyjść jak najszybciej z tego domu.
Nagle poczuł jak na jego szyi wiesza się jakiś ciężar, a jego usta są atakowane pocałunkiem. Bez wahania odpowiedział na atak i utonął w kwiatowym zapachu i truskawkowym smaku. Oderwali się od siebie z powodu braku tlenu i zauważyli uśmiechającą się brązowowłosą dziewczynę.
-Przepraszam was dziewczyny ale muszę już iść.
-Co to to nie kotku, nie pozwolę żebyś szedł gdzieś sam. Daj mi dziesięć minut żebym się spakowała i możemy iść.
Ginny nie miała zamiaru pozwalać chłopakowi na samotne spędzenie wakacji. Nie wiedziała na kogo może trafić, co gdyby zaatakowali go śmierciożercy albo nie daj Merlinie poznał jakąś dziewczynę?
-Myślisz że twoi rodzice Ci pozwolą? Jeżeli znajdziesz sposób żeby iść ze mną, to zatańczę can-cana przed stołem nauczycielskim pierwszego września.
Hermiona nie wierzyła że Harry jeszcze nakręca Ginny. Jako ta najmądrzejsza musi ich powstrzymać.
-Nigdzie nie idziecie. Zostajemy w Norze do pierwszego września. Jest wojna i jest mało miejsc, gdzie możemy czuć się bezpiecznie. Odpowiedziały jej tylko dwa uśmiechy. Gdy Ginny się spakowała ruszyli do wyjścia z pokoju, jednak zatrzymał ich głos Granger'ówny.
-Czy wy kiedyś dorośniecie? Nie wierzę że to mówię, ale poczekajcie idę z wami, w końcu ktoś musi was pilnować.

po dziesięciu minutach drzwi do pokoju na trzecim piętrze otworzyły się i zamknęły jednak nie było widać żeby ktoś wchodził lub wychodził. Na stole w kuchni pojawiła się karteczka, która wstrząśnie domem podczas następnego śniadania. Kilkaset metrów od Nory zatrzymał się autobus znany jako Błędny Rycerz, do którego po krótkiej rozmowie wsiadły trzy osoby. Kiedy autobus odjechał, odjechała także część przeszłości ludzi, którzy do niego wsiedli.