BUU! Wystraszyłam? ;D
Wiem, głupia jestem...
Oto przed Wami Rozdział 1! Nie przedłużam, rozpisywałam się niemiłosiernie podczas Prologu, więc teraz możecie odpocząć od mojej paplaniny.
Zapraszam do czytania!
Rozdział 1 - Pierwsza kamera
Jedenasty lipca, czwartek, dziewiąta wieczorem. Z powodu panujących upałów ruch uliczny zdecydowanie przycichł. Pomimo otwartych na oścież okien, w mieszkaniach było cicho, spokojnie, wręcz głucho, nawet nieliczne samochody zdawały się jeździć znacznie wolniej i bardziej ospale niż kiedykolwiek. Niektórzy desperaci wychodzili z domów zaopatrzeni w butelki wody mineralnej oraz małe wachlarzyki, kierując się w stronę całodobowych supermarketów. Pewnie skończyły się im zapasy lodów lub podobnych produktów niezbędnych do przetrwania w takiej sytuacji. Pozostali, bardziej przebiegli niż inni pozbawieni klimatyzacji, powyjmowali z szaf stare wiatraczki na baterie. Jednym słowem - lato.
Tegoroczne lato postanowiło powalić wszystkich na kolana i właśnie zaczęło wykonywać swój genialny plan.
Kyoya Tategami leniwie przeglądał kanały telewizyjne w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego programu, by odwrócić uwagę od panującego na zewnątrz upału. Chociaż wychował się w Afryce (1), gdzie takie gorączki były naturalne, lata spędzone w Japonii również miały na niego wpływ - stał się podatny na wysoką temperaturę na równi ze swoimi japońskimi rówieśnikami. Obok niego walały się szczątki, które kilka godzin temu, kiedy jeszcze tworzyły całość w postaci zepsutego wiatraka na baterie, przeżyły bliskie spotkanie ze złością i bey'em Króla Lwa. Bojowy nastrój po tym "pojedynku" wciąż go nie opuszczał.
W taki właśnie wieczór, będąc w takim a nie innym humorze, Kyoya Tategami usłyszał głośny, natarczywy dzwonek do drzwi. Głośny, natarczywy i irytujący dzwonek do drzwi.
Kiedy po dziesięciu minutach napastnik nadal nie dawał za wygraną, Kyoya warcząc ze złością zwlókł się z kanapy. Spodziewał się, kogo ujrzy przed drzwiami, dlatego postanowił zakończyć tą sprawę raz na zawsze. Przy akompaniamencie ostrego, wibrującego dźwięku dotarł do korytarza, z furią otworzył zamek, szarpnął za klamkę i zaczął wrzeszczeć:
- Wy małe, cholerne, złośliwe bachory! Przysięgam, jeszcze raz...
Nagle urwał. Nie zobaczył bowiem grupki dziesięciolatków, która codziennie od kilku dni robiła mu psikusy.
Na progu stał Tsubasa Otori.
- Uznajmy, że jesteś dzisiaj w dobrym nastroju i właśnie zaprosiłeś mnie do środka, dobrze? - powiedział na przywitanie nieco załamującym się głosem, prędko przechodząc obok zdezorientowanego lwiego bladera, po czym czmychnął w kierunku salonu. Kyoya przez chwilę nie wiedział, co robić, ale powlókł się za nim jak posłuszny kotek podążający za swym panem.
Na pierwszy rzut oka wydawało się, że z Tsubasą wszystko w porządku, jednak po uważnym przypatrzeniu się jego postaci ktoś, kto często miał z nim kontakt zauważyłby kilka różnic. Zwykle poruszał się powoli, spokojnie, z gracją, teraz jego ruchy zdradzały pewną nerwowość - były krótkie, gwałtowne, szybkie, często urywane w niektórych momentach. Usiadł sztywno na kanapie dopiero co opuszczonej przez jej właściciela, kładąc swe piękne dłonie, nareszcie bez tych ohydnych rękawic, na kolanach. Zaczął się rozglądać, jakby czegoś szukał, najwięcej uwagi poświęcił parapetowi i kątom pokoju. Dopiero gdy jego wzrok padł na leżące obok niego szczątki wiatraka na baterie, spomiędzy długich srebrzystych kosmyków włosów wyjrzały złotobrązowe, orle oczy, przepełnione strachem, niepewnością, wątpliwościami.
- Rozgość się, nie krępuj się, czuj się jak u siebie! - zakpił Kyoya, wchodząc do salonu. Tsubasa parsknął nerwowym śmiechem, po czym przeniósł wzrok na właściciela domu, mówiąc tym samym załamującym się tonem:
- Mógłbyś założyć na siebie cokolwiek? Mam coś ważnego do powiedzenia i wolałbym, żebyś mnie nie rozpraszał... w jakikolwiek sposób.
Kyoya spojrzał na swój nagi, umięśniony tors i czarne bokserki, a następnie przyjrzał się krótkim, białym spodenkom oraz luźnemu, jasnemu podkoszulkowi towarzysza. Bez wątpienia - kontrastujące, nie tylko pod względem kolorystyki.
- Aleś ty wymagający! - wywrócił zabawnie oczami, ale skierował się w stronę szafki, gdzie zwisała smętnie jego ulubiona czarna, postrzępiona koszulka. - Nie spodziewałem się gości, gdybyś mnie uprzedził...
Tsubasa nie odezwał się, pozwalając mu się ubrać. Lwi blader prędko założył koszulkę, na koniec upewnił się jeszcze, czy dobrze na nim leży, by wreszcie zapytać:
- Więc... co cię tutaj sprowadza?
Srebrzystowłosy odetchnął głęboko.
- Znalazłem u siebie kamerkę. W doniczce z kwiatem, skierowaną prosto na salon. Włączoną.
- Co?! - zdumienie Kyoyi nie miało granic.
- Znalazłem w domu kamerkę szpiegowską, która nagrywała wszystko, co działo się w salonie. - powtórzył Tsubasa nieco pewniejszym głosem. - Musiałem przesunąć swój fotel do czytania bliżej wiatraka, dzięki temu ją dostrzegłem. Była umocowana do doniczki i przysłonięta przez liście.
- Co z nią zrobiłeś?
- Nic. Kiedy ją znalazłem, pomyślałem sobie, że nie mogę dłużej zostać w swoim mieszkaniu i czym prędzej się stamtąd wyniosłem...
- I przybiegłeś do mnie? Dlaczego? - zaciekawił się tamten, a na jego wargach zaigrał lekki uśmieszek.
- Przestań się tak głupkowato uśmiechać, to nie to o czym myślisz! - wyjaśnił prędko, ignorując delikatne rumieńce na swoich policzkach. - Po prostu... Pomyślałem sobie, że jest już późno i trochę potrwa zanim uda mi się dotrzeć do Hikaru, a ty mieszkasz najbliżej, więc... Miałem nadzieję, że będę mógł tutaj spędzić noc, bo nie mam ochoty wracać do siebie, a rano pójdę do WBBA i na policję...
- Niby wszystko się zgadza, ale... Gdybyś zamiast główną ulicą poszedł bocznymi ścieżkami, które na pewno dobrze znasz, byłbyś u Hikaru znacznie szybciej niż u mnie. - powiedział Kyoya z jeszcze szerszym uśmiechem, uważnie obserwując orlego bladera. - A to oznacza...
- To nic nie oznacza! - przerwał mu błyskawicznie. - Możemy na razie nie poruszać tematu relacji między nami, a skupić się tej przeklętej kamerze? Proszę?!
Zielonowłosy spoważniał, oparł się plecami o szafkę, a jego błękitne oczy dziwnie rozbłysły. Błyskawicznie wzniósł prawą dłoń i podrapał się po nosie, by po chwili przesunąć palcami po brodzie i skrzyżować ręce na piersiach.
- No dobra, nie denerwuj się, zrozumiałem. Przepraszam. Wciąż mam nadzieję, że odwzajemnisz kiedyś moje uczucia...
- Jeśli cokolwiek się zmieni, dam ci znać, przecież obiecałem. Nie musisz być taki nachalny i czepialski, naprawdę. - odparł znacznie spokojniej Tsubasa. Świadomość, że Król Lew umie przepraszać i jest w stanie odczuwać jakiekolwiek inne emocje oprócz złości zrobiła na nim pozytywne wrażenie.
- Zacznijmy od początku... - zaproponował Kyoya. - Znalazłeś kamerę w salonie. To nie był czasem kolejny dowcip Gingi i tego drugiego idioty, jak on miał...
- Masamune. - podpowiedział. - Przecież tydzień temu Ginga, Masamune, Madoka i Yu pojechali odwiedzić Zeo i Toby'ego do Ameryki! Przed wyjazdem nie mieliby czasu, a poza tym... Nie, oni nie byliby do tego zdolni...
- Z tego co słyszałem od Madoki, kilka tygodni temu podmienili ci szampon na różową farbę do włosów. Nie sądzisz, że...
- Od tamtej pory nie wpuszczam ich do mojego mieszkania. Zresztą, to nie była zwykła kamera, którą każdy może kupić w sklepie. Takie technologiczne cacko widziałem raz w życiu na szkoleniach w WBBA. Podobno kosztują fortunę. Czy Ginga i Masamune zdołaliby załatwić podobną kamerę i, co najważniejsze, czy umieliby z niej korzystać? Pewnie nie.
- O ile nie ukradli jej z WBBA, to raczej nie ma szans, żeby mogli ją zdobyć. - zgodził się lwi blader. - O użytkowaniu takiej kamery nie ma co mówić, widziałem jak Ginga obsługiwał zwyczajną drukarkę... szkoda gadać.
- Czyli to nie oni. - podsumował Tsubasa.
- A wiesz co to oznacza? Obca osoba musiała dostać się do twojego mieszkania, zamontować kamerę i teraz może swobodnie podglądać cię o każdej porze dnia i nocy!
- Wiem... - westchnął srebrzystowłosy. - Mam nadzieję, że zamontował tylko jedną!
Kyoya pokręcił głową.
- Nie chcę cię martwić, ale zamontowanie jednej kamery wydaje mi się totalnie bezcelowe... Gdybym ja montował kamery w czyimś domu, na pewno nie ryzykowałbym tylko jedną, zamieściłbym ich co najmniej kilka... Oczywiście, wszystko zależy też od tego, co dokładnie chciałbym zarejestrować na nagraniach.
- Właśnie. Dlaczego ktoś zamontował kamery w moim domu? Dlaczego akurat ja? Po co mnie obserwuje?
- Na pewno nie była to kompletnie nieznajoma osoba. Musieliście się gdzieś spotkać... Może jakiś stary wróg? Ktoś, komu nadepnąłeś na odcisk podczas misji?
- Kyoya, jako tajny agent WBBA wielu ludziom musiałem nadepnąć na odcisk, nawet przez przypadek. Nie pamiętam ich wszystkich! - Tsubasa wzruszył bezradnie ramionami. - Do tego opisu pasuje nawet Doji. Albo Ryuga. Nie wiemy gdzie są, ukrywają się, chociaż Ryo przysięga, że ma kontakt z Ryugą...
- Cóż, zawsze zostaje jeszcze jeden powód. Jakaś fanatyczna fanka chciała mieć rozebrane zdjęcia swojego idola! - zaśmiał się zielonowłosy.
- Przestań! Jak sobie pomyślę, ile razy chodziłem po domu w samym ręczniku... - orli blader zatrząsł się lekko, a na jego policzkach znów wykwitnęły rumieńce.
- Jedno jest pewne. Trzeba dorwać tą osobę. Może przy okazji nakłonię ją, żeby dała mi na własność parę fotek...
Kyoya popełnił właśnie największy błąd swojego życia. Gdy tylko te słowa rozbrzmiały w pomieszczeniu, w jego stronę pomknęła jedna z zepsutych części wiatraka. Zdążył się jednak uchylić, w skutek czego metalowa obudowa uderzyła z głuchym łoskotem o szafkę.
- Zboczeniec! - zawołał Tsubasa, niemal purpurowy na twarzy z gniewu i zażenowania.
- No co?! Co ja takiego powiedziałem?!
- Jeszcze się pytasz?!
o*o*o*o*o
Następne kilka godzin spędzili na omawianiu szczegółów dotyczących jutrzejszego dnia. Musieli jakoś zareagować i przede wszystkim pozbyć się tej kamery tkwiącej w doniczce. Uzgodnili, że z samego rana Tsubasa wyruszy złożyć zeznania na policję, zaś Kyoya powiadomi o zaistniałej sytuacji Ryo Hagane, dyrektora WBBA. Próbowali również odgadnąć tożsamość prześladowcy oraz motywy jego działania, ale brak dowodów czy wskazówek uniemożliwiał im nawet rozwikłanie zagadki płci napastnika. Pewnie siedzieliby i debatowaliby całą noc, gdyby nagle Kyoya nie zerknął na zegarek na ścianie.
- Już po północy! - stwierdził, po czym przeciągnął się jak kocur. - Trzeba by się przespać chociaż kilka godzin przed jutrzejszym dniem. Chodź, zaprowadzę cię do sypialni, ja się przekimam na kanapie...
- Daj spokój, Kyoya! - zaoponował Tsubasa, pocierając dłonią czoło. - Jestem tu gościem, mogę zająć kanapę, przecież nie chcę cię wyganiać z własnego łóżka! Pewnie i tak nie zasnę...
- Właśnie dlatego, że jesteś gościem, będziesz spał w łóżku. Koniec, kropka!
- Nie bądź takim dżentelmenem, dobrze? - zdenerwował się srebrzystowłosy. - Jestem facetem, a nie babą, do licha!
Lwi blader tylko zaśmiał się krótko.
- Facetem, który trochę babę przypomina. - poprawił go. - Poza tym, zapamiętaj sobie jedną rzecz. Nie cierpię, kiedy jakiekolwiek pierzaste stworzenie się ze mną kłóci. Orły zaliczają się do takowych kreatur, więc nawet nie myśl o zmianie mojej decyzji. Już postanowione. Zbieraj się, zaprowadzę cię i pokażę, gdzie co jest.
Po tych słowach, wstał, odwrócił się w stronę kanapy i spojrzał wyczekująco na swego towarzysza. Tsubasa popatrzył na stojącego przed nim wyższego chłopaka, jakby miał zamiar się odgryźć, ale najwidoczniej z tego zrezygnował, bowiem chwilę później jego oblicze rozpogodziło się.
- Niech ci będzie... - uśmiechnął się z lekka, podnosząc się. - Jakiś ty władczy, Królu Lwie!
- Po prostu mam skłonności do dominowania. - zaśmiał się.
- Dobrze wiedzieć. Być może w przyszłości ta wiedza będzie mi potrzebna!
Kyoya nie podchwycił żartu. Przestał się uśmiechać, a po kilku sekundach niepewności, zerknął mu prosto w oczy.
- Więc... Myślałeś o mojej propozycji?
Srebrzystowłosy spoważniał. Pamiętał o propozycji Kyoyi. Propozycji, która na pierwszy rzut oka wydawała mu się całkowicie niedorzeczna. Propozycji, która po dłuższym zastanowieniu zyskała jego sympatię. Propozycji, której skutkami było kilka bezsennych nocy...
- Trudno nie myśleć o takiej propozycji. Nie codziennie twój dobry znajomy proponuje ci rozpoczęcie z nim szczęśliwego związku, prawda?
- Rozumiem. Wiem, że obiecałem dać ci tyle czasu, ile tylko sobie zażyczysz, ale... Słuchaj, jeśli nie mam u ciebie żadnych szans, to po prostu powiedz...
- To nie tak! - zaprotestował, spiesząc z wyjaśnieniami. - Trafiłeś na chłopaka, który jest bardzo ostrożny w związkach. Na razie analizuję wszelkie za i przeciw, jakie przychodzą mi do głowy. Niestety, trochę to trwa. Proszę, nie zrażaj się tak długim oczekiwaniem, zrobię wszystko, żeby to jakoś przyspieszyć. Jeszcze trochę czasu, Kyoya... proszę.
Usta Kyoyi wywinęły się w delikatny uśmiech.
- Jasne. Przepraszam, jeśli moje pytanie wydało ci się natarczywe... Miałem mały kryzys wiary.
- W porządku, nic nie szkodzi.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Obaj nie wiedzieli, czy powinni dodać coś jeszcze do swoich wypowiedzi, za wszelką cenę unikając patrzenia na siebie. Jednocześnie czuli, że tą niezbyt długą rozmową wyjaśnili znacznie więcej niż kilkugodzinnym perorowaniem na temat prześladowcy i jego kamer. Pomimo pewnego rodzaju zażenowania, było im znacznie lżej na sercach.
Milczenie w końcu przerwał Tsubasa:
- To zaprowadzisz mnie do sypialni, czy mam jednak spać na kanapie?
(1) - Jak dla mnie, Kyoya musi mieć w sobie coś z Afrykańczyka. Przecież startował w drużynie afrykańskiej, jego bestia to lew... No jak można tego nie skojarzyć? Więc wg. mnie, matka Kyoyi pochodziła z Afryki, a ojciec był Japończykiem. Mieszkali w Johannesburgu (miasto w RPA - nie wierzycie? Sprawdźcie sami!), zaś po śmierci matki przenieśli się do Japonii. To właśnie pewnego rodzaju trauma spowodowana tym wydarzeniem uczyniła z Kyoyi gbura i samoluba, czyli nadała mu takie cechy charakteru, jakie widzimy w anime.
To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że się wam podobało.
See ya! :)
