Witajcie! :D

Niestety, znowu jakiś czas nie dawałam znaku życia... Cóż, wybaczcie - problemy zdrowotne potrafią wyssać radość ze wszystkiego, a nie chciałam niczego Wam publikować, pisząc jak jakieś emo czy coś (nawet jeśli teoretycznie nikt nie czyta moich wypocin... Whatever).

Postanowiłam dodawać takie małe streszczenia na początku każdego Rozdziału, żeby przypomnieć sobie, na czym skończyliśmy ostatnio... Mam nadzieję, że podoba się Wam ten pomysł.

Oto przed Wami kolejny, drugi już Rozdział, a więc nie przedłużam. Miłego czytania!

Last time on Beyblade:

Tsubasa znalazł kamerę w swoim mieszkaniu i natychmiast poinformował o tym Kyoyę. Wspólnie próbowali odgadnąć tożsamość sprawcy. Przy okazji, rozmawiali także o relacjach między nimi - Kyoya chciał wiedzieć, co tamten postanowił w związku z jego propozycją bycia razem, jednak Tsubasa zbył go prośbą o "jeszcze trochę czasu".


Rozdział 2 - Poszukiwania

Porównując ze sobą orła i lwa, należy stwierdzić, że pomimo kilku cech wspólnych, gatunki te znacznie się od siebie odróżniają. Obaj są drapieżnikami polującymi na swe ofiary, działają szybko, nieprzewidywalnie i z ogromną siłą, zaś zwłaszcza męskie osobniki stanowczo wolą przebywać w samotności niż w grupach. Główną różnicą między nimi jest natomiast środowisko życia. Lew to król dżungli, podczas gdy orzeł to pan przestworzy. Bez wątpienia, inne otoczenie ma znaczący wpływ na ich zachowanie oraz przyzwyczajenia, co naturalnie może prowadzić do konfliktów, kiedy zmusi się przedstawicieli tych ras do zamieszkania pod jednym dachem.

Tsubasa i Kyoya nie byli wyjątkami od reguły. Jakoś dogadali się jeśli chodzi o kolejność korzystania z łazienki czy zmuszenie właściciela mieszkania do założenia czegoś więcej niż wyłącznie bielizny, ale pierwsza poważniejsza sprzeczka pojawiła się w trakcie przygotowywania śniadania.

- Co ty trzymasz w tej lodówce? Mięso?! Naprawdę chcesz upiec te wszystkie kiełbasy i steki w taki upał?

- Nie narzekaj, tylko bierz i jedz. Nie jesteś przecież wegetarianinem, prawda?

- Nie jestem, ale to nie oznacza, że lubię jeść mięso przez cały czas!

- Zrób wyjątek chociaż raz i przestań zachowywać się jak Yu...

- Ani myślę! Mam swoje zasady!

- Wydaje mi się, że mam gdzieś nasiona słonecznika... Chociaż radziłbym ich nie jeść, ostatni raz kupiłem słonecznik jakieś dwa lata temu...

- Chyba żartujesz...

Gdy przebrnęli przez proces przyrządzania kanapek z szynką, przenieśli się do salonu, ponieważ ciasna i zagracona kuchnia nie pozwalała dwóm osobom stołować się w tym samym czasie. Zaczęli jeść, łypiąc na siebie spode łba, wciąż nadąsani po niedawnej kłótni. Byli w połowie talerza, kiedy rozległ się pojedynczy dzwonek do drzwi.

- Mówiłeś komuś, że będziesz u mnie? - spytał Kyoya. Tsubasa pokręcił głową. Zielonowłosy westchnął, odłożył zaczętą kanapkę i otrzepując ręce skierował się w stronę korytarza. Przez minutę nic się nie działo, najwidoczniej tamten przezornie starał się sprawdzić, kto przyszedł. Wpuścił jednak tą osobę do środka, bowiem w mieszkaniu rozległy się szybkie kroki oraz znajomy kobiecy głos:

- Dosyć, Kyoya! Dosyć! Masz być bardziej stanowczy, rozumiesz?! Ile razy mam ci powtarzać, że nie zdobędziesz go, jeśli będziesz się zachowywał jak ciota!

Do salonu wparowała Hikaru Hasama. Niewątpliwie wpadła tutaj w drodze do pracy - błękitna spódniczka do kolan, takiej samej barwy buty na wysokich obcasach wraz z nieco jaśniejszą koszulą na krótki rękaw z logo WBBA definitywnie o tym świadczyły. Jej niebieskawe włosy jak zwykle okalały pociągłą twarz, a w fioletowych oczach gościła skrajna determinacja i desperacja. Nastrój ich wspólnej przyjaciółki uległ błyskawicznej zmianie, kiedy w salonie dostrzegła Tsubasę z kanapką w ręku. Znieruchomiała, uchyliła usta ze zdziwienia, po czym odwróciła się w stronę wchodzącego do pomieszczenia Kyoyi. Zerknęła na niego, potem znów spojrzała na drugiego chłopaka, by w końcu wydukać:

- Co wy tutaj robicie... razem... tak wcześnie rano... jedząc śniadanie... Czyżby?

Srebrzystowłosy nagle spłonął jaskrawym rumieńcem. Dobrze zrozumiał, jak Hikaru zinterpretowała scenę, którą właśnie zobaczyła. Lwi blader też pojął wszystko, lecz nie zawstydził się, przeciwnie - wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć śmiechem.

- T-t-to nie tak jak myślisz, Hikaru! - zająknął się Tsubasa, z przejęcia upuszczając kanapkę na podłogę. - Wczoraj wieczorem miałem pewien problem, ale było późno, nie chciałem ci przeszkadzać, więc poprosiłem Kyoyę, żebym mógł spędzić u niego jedną noc...

- Spędziliście razem noc?! - niebieskowłosa pani blader na emeryturze nie wierzyła własnym uszom.

- Nie podniecaj się, Hikaru, spałem na kanapie. - wtrącił się żartobliwym tonem Kyoya, ruszając na pomoc swemu ukochanemu. - Dobrze, że przyszłaś, właśnie mieliśmy wychodzić do WBBA. Zbierajcie się, wyjaśnimy wszystko po drodze.

o*o*o*o*o

- Tsubaso, nie musisz tam wchodzić. Ja i Kyoya sprawdzimy całe mieszkanie za ciebie.

- Albo zaczekamy na ekipę techników policyjnych, mają przyjechać niedługo...

- Dajcie spokój! Chcę zobaczyć na własne oczy, gdzie ten dupek rozmieścił swoje cholerne kamery!

Cała trójka umilkła, dotarli bowiem pod drzwi z numerem osiem, czyli pod mieszkanie Tsubasy.

Wizyty w WBBA i na komisariacie popchnęły sprawę do przodu, lecz przy okazji z całą pewnością pogorszyły humor Tsubasy. Zarówno Ryo, jak i miejscowy komendant policji zaniepokoili się na wieść o kamerze znalezionej w prywatnym lokalu mieszkalnym. Ojciec Gingi obiecał przejrzeć archiwum WBBA w poszukiwaniu jakichkolwiek przydatnych informacji, natomiast stróże prawa po spisaniu zeznań, zobowiązali się przysłać grupę techników mających rozmontować wszystkie kamery, sprawdzić obecność śladów włamania oraz pobrać odciski palców. Okazało się, że sławne nazwisko Otori i wstawiennictwo dyrektora Światowej Organizacji do spraw Beyblade (2) znacznie im pomogło - przedstawiciele władz ochoczo przystąpili do działania.

Tsubasa nie zamierzał jednak biernie czekać na rozwiązanie zagadki. Zabrał ze sobą wsparcie duchowe w postaci Hikaru i Kyoyi, po czym ruszył do swojego mieszkania, chcąc je przeszukać zanim zrobią to policjanci. Dlatego właśnie, w towarzystwie swojej przyjaciółki z pracy i amanta starającego się o jego względy, otworzył drzwi kluczem i wszedł do środka.

W korytarzu nie dostrzegli żadnych zmian. Tuż obok wejścia znajdował się wieszak, na podłodze leżał mały bury dywanik, niedaleko stała szafka na buty, a nad nią wisiało lustro. Krótko mówiąc, wszystko było na swoim miejscu. Jednakże, od progu poczuli intensywny, charakterystyczny zapach nieświeżych ryb.

- Co tak śmierdzi? - spytał Kyoya z zabawnym grymasem na twarzy, zamykając za sobą drzwi.

- Wczoraj wieczorem zrobiłem sobie sałatkę rybną, a kiedy wyszedłem z domu zostawiłem ją na stoliku. Pewnie w tej temperaturze... - zaczął Tsubasa, ale lwi blader przerwał mu z lekka naburmuszonym tonem:

- Mówiłeś, że nie lubisz mięsa!

- Ryby to inny rodzaj mięsa niż te twoje szynki i kiełbasy! - odgryzł się. Wywiązałaby się między nimi słowna utarczka, gdyby nie Hikaru, która szybko wtrąciła swoje trzy grosze do ich konwersacji:

- Znowu zaczynacie, tak jak w WBBA? Mamy coś do zrobienia, pamiętacie?

- Masz rację... Przepraszam. - opamiętał się srebrzystowłosy, po czym westchnął głęboko, chcąc doprowadzić się do porządku. - Myślę, że najlepiej będzie, jeśli się rozdzielimy. Hikaru, sprawdź kuchnię, korytarz i ewentualnie salon. Jeśli mogłabyś, pamiętaj otworzyć wszystkie okna. Ja z Kyoyą zajmiemy się sypialnią i łazienką.

Wyrazili aprobatę dla tego pomysłu, kiwając głowami. Po podziale zadań, chłopcy ruszyli do innego pomieszczenia, natomiast dziewczyna została, by przeszukać przedpokój.

Oczom dwóch bladerów ukazała się gustownie urządzona sypialnia. Na środku królowało wielkie łóżko, starannie pościelone, z narzutą bez żadnej fałdy. Obok niego, na małej szafce nocnej, stała lampka wraz ze zdjęciem członków drużyny Gan Gan Galaxy oprawionym w drewnianą ramkę. Po prawej wznosiły się masywne półki zapełnione książkami, a za nimi znajdowały się kolejne drzwi. Po lewej tkwiła wysoka szafa, zaś bliżej wejścia mieściło się biurko z komputerem. Całość zgromadzonych elementów wystroju wnętrza była utrzymana w stonowanych barwach - kremowych, białych i szarych.

Rozejrzeli się dokładnie, lecz podczas tych wstępnych oględzin nie dostrzegli niczego podejrzanego.

- Gdybym był kamerą, gdzie chciałbym zostać zamontowany? - zastanowił się głośno Kyoya.

- W miejscu, w którym mógłbyś spokojnie i bez przeszkód pracować. - odpowiedział Tsubasa. - Gdzieś, gdzie nic nie zasłaniałoby ci widoku i nie byłbyś narażony na wykrycie.

- Czyli miejsce trudno dostępne, gdzie rzadko się zagląda, najlepiej wysoko, żeby dobrze wszystko widzieć... Na szafie? Na półkach?

- Pod łóżkiem?

Lwi blader zerknął z ukosa na towarzysza.

- Naprawdę rzadko zaglądasz pod łóżko? Nie chowasz playboy'ów pod obluzowaną deską? Jak zawsze tak robiłem! - zdziwił się. Srebrzystowłosy pacnął się otwartą dłonią w czoło, aż plasnęło. (To miał być facepalm, got it? - dop. aut.)

- W przeciwieństwie do ciebie, wychowałem się w porządnym domu! Nie jestem tak zboczony jak ty! - warknął.

- Widać! - zażartował. - Dobra, koniec zabawy. Ja sprawdzę na szafie i półkach, ty na początek zajmij się komputerem. Dodatkowe światełko albo element obudowy mogłyby przemknąć niezauważone przy takiej ilości sprzętów, prawda?

Zabrali się do poszukiwań. Na początku nie mieli szczęścia. Przy komputerze nikt nie majstrował, szafka nocna też była strefą wolną od kamer, a choć wspólnie przeszukali każdą półkę po dwa razy, nie udało im się znaleźć żadnych śladów. Kiedy zielonowłosy przesunął krzesło w kierunku szafy i wgramolił się na nie, Tsubasa coraz bardziej zaczął się skłaniać do propozycji, by zajrzeć pod łóżko. Właśnie się schylił, lecz w tym momencie usłyszał głos Kyoyi:

- Bingo!

- Znalazłeś? - zapytał prędko.

- Niestety... - odparł z niewesołą miną, zeskakując ciężko z krzesła. - Skierowana prosto na łóżko.

- Na łóżko?! - przestraszył się nie na żarty. - Ale jak to? Przecież... przecież to znaczy...

- Wiem, co to znaczy, Tsubaso. - przerwał prędko tamten. - Skoro kamerę w sypialni ustawił akurat w ten sposób, spodziewam się już, gdzie możemy znaleźć tą w łazience.

Nie czekając na nic, energicznym krokiem ruszył w stronę drzwi przy półkach. Niewiele myśląc, orli blader podążył za nim. Obaj weszli do schludnej, niedużej łazienki, w której śnieżnobiałe sprzęty i kafelkami raziły wręcz w oczy swą jasną barwą. Po prawej tuż przy wejściu miał swoje zaszczytne miejsce sedes, nieco dalej wanna, w dalekim kącie po lewej piętrzyła się kabina prysznicowa, a obok niego stała umywalka. Dodatkowymi akcentami były srebrne lustro oraz niepozorna szafeczka.

Kyoya jednak nie zatrzymał się, żeby podziwiać wystrój wnętrza - skierował się prosto w kierunku prysznica.

- Chyba nie sądzisz, że... - zaczął żałośnie Tsubasa, lecz nie dokończył rozpoczętej myśli - rosnące obrzydzenie do swojego prześladowcy mu nie pozwoliło. Tymczasem, lwi blader nie oglądając się za siebie, zbliżył się do kabiny prysznicowej, odsunął drzwiczki i zajrzał do środka. Natychmiast obejrzał uważnie górną część ścianek.

- Mam pytanie. - rozległ się po chwili jego głos, zniekształcony nieznacznie przez obudowę kabiny. - Kiedy ostatnio korzystałeś z prysznica?

- Dwa, może trzy tygodnie temu... Wolę wannę. - odpowiedział zgodnie z prawdą srebrzystowłosy. - Dlaczego pytasz?

- Bo mam nadzieję, że tej kamery tu nie było, kiedy ostatnim razem brałeś prysznic...

- Co?!

Na twarzy Tsubasy wykwitnęły rumieńce wstydu i złości jednocześnie. Błyskawicznie przemierzył odległość dzielącą go do prysznica. Kyoya wycofał się z kabiny, pozwalając mu przekonać się na własne oczy. I rzeczywiście - małe, czerwone światełko migotało niewinnie nieco ponad natryskiem. Idealna kryjówka. Banalna, ale jaka genialna. Nie na darmo się mówi, że najciemniej jest zawsze pod latarnią. Znalezisko to jeszcze bardziej pogorszyło nastrój członka byłej drużyny Gan Gan Galaxy.

- To jest chore! - skomentował, stając z powrotem na kafelkach łazienki. - To jakiś wariat!

- Ja coraz bardziej skłaniam się ku namolnej, fanatycznej fance. Albo fanowi, wszystko jedno.

- Aż tak zależałoby jej... albo jemu na moich rozbieranych fotkach? Kto chciałby mnie podglądać pod prysznicem?! - dopytywał się orli blader. Nagle rzucił swemu towarzyszowi ostre spojrzenie, po czym dodał: - Nie licząc ciebie, rzecz jasna...

- Śmiem twierdzić, że byłoby na co popatrzeć. - odparł tamten z delikatnym uśmieszkiem. - Przecież wielu ludzi przyznaje, że uważa cię za atrakcyjnego, prawda?

- Tak, ale ilu z nich posunęłoby się do czegoś takiego?

Ich wymianę zdań przerwało nadejście Hikaru. Nie uśmiechała się, a jej mina nie wróżyła nic dobrego. Stanęła w progu, oparła się ramieniem o framugę i spytała:

- I jak, znaleźliście?

Obaj odwrócili się w stronę wejścia.

- Jedna w sypialni na szafie, a druga tutaj. - wyjaśnił Kyoya, wskazując kciukiem na kabinę prysznicową.

- Nawet pod prysznicem? - niebieskowłosa pani blader nie kryła swojego zdziwienia. - To jakiś zboczeniec! Albo psychopata! Ja znalazłam kolejną w korytarzu, umocowaną za szafką, żeby widać było, kto wchodzi do domu, a jeszcze jedną na półce w kuchni. W salonie nie szukałam, wątpię, czy zamontował tam więcej kamer... Tak mi przykro, Tsubaso...

- Czyli mamy pięć kamer, po jednej w każdym pomieszczeniu... - podsumował Tsubasa, po czym zazgrzytał zębami ze złości. - Po co mu moje zdjęcia? O co mu chodzi?

- Chyba się zgodzimy, że cała ta sytuacja ma wyraźny podtekst seksualny. Musiałeś się spodobać jakiemuś psycholowi i tyle!

- Nie mam pojęcia, co tu się dzieje, ale wiem jedno. - przemówiła zatroskana Hikaru. - Nie możesz tu zostać Tsubaso, nawet jeśli policja usunie te kamery. Ktoś już raz dostał się do twojego domu, doskonale zna twój adres... Nie jesteś tu bezpieczny. Postaram się namówić Ryo i policjantów, żeby pozwolili ci zatrzymać się u mnie na jakiś czas. Nie możemy zostawić cię samego.

- Hikaru, nie musisz...

- To żaden problem. - zapewniła momentalnie dziewczyna. - W końcu, od czego są przyjaciele?

- Jeżeli naprawdę nie będę ci przeszkadzać... - zgodził się Tsubasa. - No dobrze, nic więcej już nie wymyślimy. Chodźmy stąd. Mam dosyć tego mieszkania...


(2) - W oryginale WBBA - World Beyblade Battle Association (czyli dosłownie: "Światowe Stowarzyszenie do spraw Pojedynków Beyblade"). Przetłumaczyłam ten skrót tak a nie inaczej, ponieważ wydaje mi się, że WBBA ma bardziej charakter uporządkowanej, zorganizowanej "organizacji", podczas gdy "stowarzyszenie" kojarzy mi się raczej z grupką ludzi o niekoniecznie określonym celu. No nie wiem, mogę się mylić, z podstaw przedsiębiorczości orłem nie byłam, w każdym razie "Światowa Organizacja do spraw Beyblade" lepiej mi pasuje.

I tak, moi drodzy... Zmieniamy oznaczenie na M. Już niedługo. Albo już teraz, w sumie.

To tyle na dziś. Obyśmy nie żegnali się na kolejne kilka miesięcy...

See yea! :P