Witajcie ponownie! :D
Grrr, jak ta szkoła wkurzyć potrafi! Mam jej dosyć... dlatego robię sobie jednodniowe wolne, haha! ;) Dobrze, że niedługo święta...
Hmm, dobra, wystarczy moich błyskotliwych spostrzeżeń. Nie przedłużam, miłego czytania!
Last time on Beyblade:
Hikaru nakryła Kyoyę i Tsubasę na wspólnym śniadaniu - w jej głowie pojawiło się tylko jedno możliwe wytłumaczenie tej sceny... Później, po wizycie na komisariacie i w WBBA, Tsubasa, Kyoya i Hikaru odnajdują w mieszkaniu członka byłej drużyny Gan Gan Galaxy jeszcze cztery kamery - po jednej w każdym pomieszczeniu, nawet pod prysznicem.
Rozdział 3 - Niespodzianka
- Mam w lodówce trochę trufli w czekoladzie na czarną godzinę. Chcesz? - zaproponowała, nie mogąc dłużej patrzeć, jak jej przyjaciel siedzi zmartwiony na kuchennym krześle, gapiąc się bezmyślnie w swoją szklankę zapełnioną po brzegi sokiem pomarańczowym.
- Nie, dzięki, nie przepadam za słodyczami. - odmówił.
- Chyba się nie odchudzasz, co? - zakpiła, omiatając spojrzeniem jego szczupłą sylwetkę. - W twojej sytuacji przyda się chwila relaksu, a przecież czekolada uspokaja!
- Może jednak się poczęstuję... Poproszę. - odpowiedział po chwili namysłu.
- To pałaszujemy! Oby te kalorie poszły w cycki! - zakrzyknęła radośnie, podchodząc do lodówki.
- Oby nie! - zawołał z przestrachem.
Tsubasa od dwóch dni mieszkał razem z Hikaru. W ciągu tych czterdziestu ośmiu godzin dużo się wydarzyło, ale jak na razie nic nie przybliżyło ich do rozwikłania zagadki.
Grupa techników policyjnych przyjechała niedługo po wyjściu trójki bladerów z mieszkania Tsubasy. Nie znaleziono więcej kamer, toteż rozmontowano odkryte pięć i zabrano je w celu wykonania niezbędnych badań. Okazało się jednak, że prześladowca zabezpieczył się przed taką ewentualnością - miały zainstalowane czujniki rejestrujące próby rozkręcenia obudowy połączone z mechanizmem autodestrukcji (3),w skutek czego dwie z nich wybuchnęły w laboratorium po odkręceniu zaledwie jednej śrubki. W szczątkach znaleziono fragmenty czipów, które najprawdopodobniej tuż przed aktem samounicestwienia wysłały wszelkie nagrania i zdjęcia do nieznanego adresata. Niestety, nie udało się namierzyć połączenia. Technicy byli zszokowani tym znaleziskiem, nigdy czegoś takiego nie widzieli.
Oficerowie śledczy również zabrali się do roboty. Przesłuchali wszystkie osoby z otoczenia ofiary - jego przyjaciół, znajomych z pracy, mieszkańców bloku, nawet samego Tsubasę dwukrotnie wypytywali o najmniejsze drobiazgi, lecz nic nie wskórali. Sąsiedzi przysięgali, że nie dostrzegli podejrzanych typów w okolicy domu ani na klatce schodowej, a liczba ewentualnych wrogów znacząco się zwiększyła, kiedy Ryo ujawnił policji niektóre nazwiska z archiwum WBBA. W mieszkaniu nie znaleziono odcisków palców, nie licząc tych należących do właściciela lokalu i jego najbliższych, na ocalałych kamerach też nie doszukano się jakichkolwiek śladów. Jednym słowem, śledztwo utknęło w martwym punkcie.
Nastrój poszkodowanego, polepszony nieco po rozpoczęciu dochodzenia, pogorszył się wraz z brakiem poszlak. Hikaru stawała wręcz na głowie, żeby odciągnąć go od rozmyślań. Próbowała wszystkiego, lecz poskutkowała dopiero propozycja skonsumowania zapasów słodyczy znajdujących się w kuchni. Wspólnie pochłonęli trufle w czekoladzie oraz wszelkie inne cukierki znalezione w czeluściach zamrażalnika, gdzie przezorna pani domu schowała je przed niemiłosiernym upałem. Skończyli zajadać się lodami czekoladowymi, kiedy Tsubasa stwierdził z uśmiechem:
- Teraz już wiem, dlaczego Ginga, Masamune i Yu zawsze są tacy szczęśliwi. Objadanie się naprawdę pozwala zapomnieć o smutkach!
- Tylko uważaj! Nie rozpędzaj się! Kyoya jeszcze posądzi mnie o próbę utuczenia swojego ukochanego! - zażartowała Hikaru. Widząc oburzoną minę przyjaciela, roześmiała się w głos. Ich rozmowę przerwała melodia piosenki "Juliet" zespołu Lawson (Nie wiem dlaczego, ale ta piosenka strasznie pasuje mi do Hikaru! - dop. aut) dochodząca z leżącego nieopodal telefonu niebieskowłosej. Chwyciła go, spojrzała na wyświetlacz, po czym z szerokim uśmiechem odebrała, ustawiła na tryb głośnomówiący i położyła komórkę na stole.
- O wilku... czy raczej o lwie mowa! Hej, Kyoya! - zawołała radosnym tonem.
- Cześć, Kyoya. - przywitał się srebrzystowłosy.
- Hej. Zadzwoniłem do ciebie, Hikaru, bo Ryo Hagane uznał, że lepiej jak najmniej używać telefonu Tsubasy. Kto wie, co ten łajdak jeszcze wymyśli... - usłyszeli głos Kyoyi. Wydawał się być strasznie zmęczony i śpiący, a przecież dochodziło zaledwie południe. - Co u was? Trzymacie się jakoś?
- Wszystko w porządku. Hikaru jeszcze nie otruła mnie swoimi potrawami, ale teraz wpadła na pomysł, żeby mnie utuczyć. - wyjaśnił uśmiechnięty Tsubasa. Dziewczyna obrzuciła go niechętnym spojrzeniem, zaś przez telefon dobiegł ich słaby chichot lwiego bladera.
- Nie mam nic przeciwko, kochanego ciała nigdy za wiele!
Role się odwróciły - teraz to Hikaru wyszczerzyła zęby w uśmiechu, natomiast policzki chłopaka pokryły się delikatnym odcieniem szkarłatu.
- A ty co porabiasz, Kyoya? Nadal siedzisz w WBBA? - spytał, chcąc jak najszybciej zmienić temat.
- Tak, Hagane zatrudnił mnie do przeglądania wszelkich dostępnych baz danych WBBA. Wciąż się upiera, że gdzieś widział jakiś raport o samodetonujących się kamerach, ale... na Boga, to nie ma sensu, siedzimy w archiwum non stop i nic... Właśnie zrobiłem sobie przerwę.
- Więc niczego nie znaleźliście? - dołączyła się pani blader. Usłyszeli trzask zginanego plastiku, a po chwili odgłosy przełykania. Pewnie upił łyk jakiegoś napoju z plastikowego kubeczka.
- Te bazy danych są jak czarna dziura. Wrzucasz tam cokolwiek, a to natychmiast przepada bez wieści. Mogą minąć lata świetlne zanim wydobędziemy ten raport! - wyjaśnił gniewnie. - Policja też jest w kropce. Skupili się na kamerach, ale boją się działać, żeby nie wywołać kolejnej eksplozji. Wiecie, trzęsą portkami o ten swój sprzęt laboratoryjny...
- Naprawdę nie mogą nic zrobić?
- Hikaru, pierwszy raz widzą na oczy takie cudo! Niby co mogą zrobić? Oficerowie śledczy co prawda dwoją się i troją, ale do tej pory niczego nie wymyślili. Kilka razy przychodzili do Hagane, pytali go o coś, mnie też zadawali różne pytania... Spójrzmy prawdzie w oczy, dopóki nie znajdziemy żadnych poszlak, nie ruszymy się z miejsca. Jak na razie, mamy tylko informację, że gość ma fioła na punkcie Tsubasy. Kierując się tym tropem, równie dobrze mogliby zacząć podejrzewać mnie!
- W takim razie, co my mamy robić?
- Wy macie siedzieć i spokojnie czekać. Takie jest polecenie... - urwał na chwilę, żeby ziewnąć spokojnie, po czym kontynuował: - Takie jest polecenie Hagane. Spece od komputerów zajmują się wirtualnymi bazami danych, a my dwaj użeramy się z tym pieprzonym archiwum!
- Lepsze to, niż siedzenie z założonymi rękoma. - skomentował Tsubasa. - Mógłbym wam jakoś pomóc...
- Nawet o tym nie myśl! - wtrącił się błyskawicznie Kyoya, nagle znacznie bardziej pobudzony. - Skoro ten zboczeniec zamontował ci kamery w mieszkaniu, równie dobrze może za tobą łazić! Jesteś bezpieczny, nic ci nie grozi, więc siedź na tyłku i nie marudź! Zajmę się tym! Nie po to marnowałem dwie noce, żebyś teraz sam sprowadził na siebie kłopoty!
- Co? Zmarnowałeś dwie noce? To znaczy, że nie spałeś od dwóch dni? - zdziwił się. - Dlaczego?
- Czy to nie oczywiste? Myślałem, że jesteś bystrzejszy... - padła gburowata odpowiedź. Orli blader zarumienił się. Dotarł do niego sens tego wyznania...
- Chyba go zawstydziłeś, wiesz? - zauważyła jakby od niechcenia siedząca obok dziewczyna, znienacka poczuwszy nieodpartą chęć, by przyjrzeć się swoim paznokciom.
- Koniec pogaduszek, Hagane zaczyna się na mnie dziwnie patrzeć, muszę wracać do roboty. - przemówił z lekka naburmuszonym tonem Kyoya, ignorując wypowiedź niebieskowłosej. - Jeżeli coś znajdziemy, dam wam znać. Hikaru, pilnuj tego upartego orzełka, niech nie próbuje wyściubiać dzioba na zewnątrz, zrozumiano?!
Nie zdążyli się z nim pożegnać, bez słowa rozłączył się. Kiedy Tsubasa zdołał opanować rumieńce i podniósł głowę, napotkał karcący wzrok swojej przyjaciółki. Wpatrywała się w niego jak matka ganiąca syna za kolejne przewinienie. Nie wiedzieć czemu, spodziewał się od niej ostrego ochrzanu...
I nie pomylił się.
- Naprawdę masz czelność tak po prostu go odrzucać? - stwierdziła dobitnie. - Nie widzisz, jak się stara, jak się poświęca...
- Nie odrzucam go, ja tylko... - próbował się tłumaczyć, ale nie pozwoliła mu skończyć zdania. Pragnieniem odezwania się jedynie jeszcze bardziej ją rozwścieczył. Jej fioletowe oczy ciskały wręcz błyskawice, zupełnie jak kiedyś, gdy za czasów Bitwy Bladerów pojedynkowała się wraz ze swym bey'em, Storm Aquario, z najsilniejszymi graczami z całej Japonii.
- Przejrzyj na oczy, Tsubasa! - zawołała ze złością. - On zmienił swoje zachowanie, stał się naprawdę fajnym facetem... I dla kogo to wszystko? Dla ciebie! Jesteś ślepy, czy tylko takiego udajesz? Owszem, czasami nadal występują nawroty "tego dawnego, gburowatego Kyoyi", ale wcale mu się nie dziwię, jeśli wszystkie jego starania idą na marne!
- Hikaru!
- Ranisz go, rozumiesz? Pomaga ci, trwa przy tobie jak wierny pies, nawet zmusza się do przebywania wśród twoich przyjaciół, chociaż nie wszystkich lubi... Zresztą, kto może przetrawić Masamune... A ty? Swoją obojętnością kopiesz go prosto pod ogon!
- To nie ta-
- Nie skończyłam! Wysłuchasz tego, co mam do powiedzenia! Czy tego chcesz, czy nie! - ostrzegła, grożąc mu palcem. - Dobrze wiem, jakiej wymówki używasz! Przyszedł do mnie kiedyś, żeby się wyżalić! "Jeszcze trochę czasu, Kyoya, jeszcze trochę"! Takie zawieszenie między statusem przyjaciela a kandydata na chłopaka potrafi złamać każdego, uwierz mi!
Pewnie ciągnęłaby swą orację w nieskończoność, gdyby nie dzwonek do drzwi. Urwała i odetchnęła głęboko widząc, że srebrzystowłosy nie potrafi spojrzeć jej prosto w oczy.
- Przepraszam, ale... chyba sam przyznasz, że do tej pory zachowywałeś się jak idiota w stosunku do niego. - powiedziała spokojniejszym tonem, jednak wciąż z nutką irytacji w głosie. - Na koniec powiem jedno. Wydaje mi się, że ty nie wiesz, czego chcesz, Tsubaso. Nie tylko od Kyoyi, ale również od życia.
Wyszła, pozostawiając Tsubasę z ogromnymi wyrzutami sumienia. Dotychczas nie zauważał konsekwencji swojego postępowania. Nie widział nic złego w prośbach o czas na zastanowienie się, tym bardziej nie dążył do sprawienia przykrości Kyoyi. Król Lew wyżalający się Hikaru ze swych problemów sercowych? Jakoś nie mógł, czy może nie chciał sobie wyobrazić tej sceny. Mimo wszystko, przemowa przyjaciółki ubodła go, głównie dlatego, że dzięki kobiecej intuicji trawiła w sedno. Rzeczywiście nie wiedział, czego pragnie. Zawsze był niezdecydowany, szczególnie jeśli chodziło o związki. A już zwłaszcza, jeśli chodziło o związki z takim dominującym typem faceta jak Kyoya...
Jego rozmyślania przerwało pojawienie się Hikaru. Zerknął na nią nieśmiało, spodziewając się kontynuacji kazania, lecz przeliczył się. Z twarzy dziewczyny zniknęła wszelka złość, ustąpiła bowiem miejsca strachowi i niedowierzaniu. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w trzymany w dłoniach pakunek, jakby zawierał granat.
W ręku miała dużą, beżową, biurową kopertę. Zaklejoną, beżową, biurową kopertę.
- Właśnie przyszła... - przemówiła załamującym się tonem. - Bez adresu... Ktoś musiał ją podrzucić...
Serce Tsubasy zabiło szybciej.
- Daj ją tutaj, Hikaru.
Pospiesznie podeszła bliżej i niemal rzuciła kopertę na blat stołu. Wylądowała idealnie pomiędzy dwoma pustymi talerzykami po lodach. Srebrzystowłosy przysunął ją do siebie i obejrzał uważnie. Nie wydawała się przesadnie wypełniona czy przepakowana, a kiedy uniósł i potrząsnął nią, usłyszał jedynie szelest papieru. Oboje spojrzeli po sobie, blednąc równocześnie.
- Cóż... - zaczął wręcz szeptem. - Najwyraźniej to coś nie jest niebezpieczne... Musimy się dowiedzieć, co jest w środku... Podaj mi nóż, Hikaru.
Posłusznie wykonała jego polecenie. Chociaż była wystraszona, ręka, którą podała mu nóż kuchenny, nie drżała. Srebrzystowłosy przyjął od niej narzędzie, po czym delikatnie wbił czubek ostrza w róg krótszej krawędzi. Zdecydowanym ruchem przeciął kopertę, odłożył nóż i wysypał jej zawartość na stół.
Hikaru zakryła usta rękoma.
Zdjęcia. Zdjęcia Tsubasy. Tsubasa w korytarzu wchodzący do domu. Tsubasa w salonie czytający książkę na kanapie. Tsubasa w sypialni sięgający rękoma do zapięcia spodni. Tsubasa z ręcznikiem owiniętym wokół bioder wkraczający do pokoju. Tsubasa w kuchni szykujący sałatkę rybną. Tsubasa z wysiłkiem przesuwający fotel bliżej wiatraka. Tsubasa z uśmiechem sięgający po szklankę z lemoniadą. Tsubasa z nachmurzoną miną kierujący się w stronę obiektywu...
Prześladowca wreszcie wykonał następny ruch.
Prawdziwy Tsubasa nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jego wzrok wędrował niespokojnie od jednego zdjęcia do drugiego, rejestrując kolejne i kolejne wizerunki samego siebie sprzed kilku dni, a do otępiałego umysłu powoli docierała niewesoła informacja - ten psychopata jednak go odnalazł...
- Mój Boże... - wyszeptała Hikaru. - Dzwonię do Ryo.
Rzuciła się do telefonu, złapała go i zaczęła stukać w klawisze z szybkością karabinu maszynowego. Orli blader odwrócił wzrok od fotografii, by zająć się przeglądaniem wnętrza koperty. Dokładnie wtedy, gdy niebieskowłosa przyłożyła komórkę do ucha, zauważył maleńką, złożoną w kostkę karteczkę, która zapewne nie wydostała się podczas wysypywania zdjęć. Chwycił ją, rozłożył, przeczytał... Mimowolnie przełknął ślinę, zanim powiadomił przyjaciółkę o swym odkryciu.
- Jest wiadomość...
Dziewczyna spojrzała na niego ze strachem. Ujął kartkę w obie dłonie, po czym obrócił w jej stronę, by mogła odczytać napis ułożony z powycinanych z gazet literek różnej wielkości i czcionki, układający się w słowa: Ode mnie nie da się uciec, orzełku.
Telefon komórkowy z głośnym brzdękiem upadł na podłogę i rozsypał się w drobny mak.
(3) - Nie mam zielonego pojęcia, czy w realnym świecie istnieją jakiekolwiek kamery, które dzięki wbudowanemu mechanizmowi robią BUM! przy próbie rozkręcenia... Uznajmy na potrzebę fanfika, że to bardzo nowoczesny model kamer szpiegowskich, nie znany jeszcze opinii publicznej, będący w fazie testów, bla bla bla.
Więc... to tyle. Mam nadzieję, że jakoś mi wyszło "budowanie napięcia", if you know what I mean...
Do następnego! ;)
