Witam ponownie! :D
Siedzę w domu, nudzę się, a więc... Dodaję kolejny Rozdział.
Nie będę marnować przestrzeni na niepotrzebną paplaninę - czytajcie!
Last time on Beyblade:
Tsubasa zamieszkał u Hikaru. Przełomowym wydarzeniem było odkrycie niesamowitego mechanizmu autodestrukcyjnego w kamerach. Śledztwo utknęło jednak w martwym punkcie z powodu braku innych poszlak. Kyoya z Ryo zajęli się przeszukiwaniem archiwum WBBA, Tsubasa z Hikaru siedzieli w domu... przynajmniej dopóki prześladowca nie podrzucił zdjęć z kamer do ich mieszkania.
Rozdział 4 - Jak Madoka z Masamune (4)
- To okropne! - wykrzyknęła Madoka. - Jak się czujesz, Tsubaso? Wszystko w porządku, Hikaru?
Po otrzymaniu przesyłki w postaci zdjęć z kamer oraz wiadomości od prześladowcy, Tsubasa i Hikaru nie zwlekając ani minuty dłużej wynieśli się z mieszkania i skierowali się prosto do budynku WBBA. Gdy zjawili się w archiwum, zaspany Kyoya z ogromnymi worami pod oczami i dwudniowym zarostem na twarzy wściekał się na nich za opuszczenie bezpiecznej kryjówki, ale prędko im wybaczył, słysząc co się wydarzyło. Dyrektor Hagane natychmiast zawiadomił policję, po czym zaproponował, by skontaktować się z przebywającą w Ameryce grupką przyjaciół. Po pierwsze, należało ich powiadomić o problemie, a po drugie - Madoka, jako długoletnia pracownica działu technicznego WBBA, mogła wiedzieć cokolwiek na temat poszukiwanego raportu.
Przebywali we czwórkę w sali konferencyjnej i rozmawiali z pozostałymi poprzez kamerkę internetową. Zamyślony, poważny Ryo w hawajskiej koszuli siedział na krześle obrotowym, po jego lewej zmartwiony Tsubasa wraz z wystraszoną Hikaru opierali się o blat stołu, a po prawej Kyoya najzwyczajniej w świecie usadowił się na stole, ciut bledszy niż zwykle pod swoją opalenizną. Tysiące kilometrów dalej, Madoka i Ginga wpatrywali się w ekran komputera - oboje byli przerażeni.
- Jakoś się trzymamy. - odparł srebrzystowłosy, wzdychając. - Najgorsze jest to, że wciąż nie mamy żadnych śladów!
- Policja właśnie przeszukuje okolice mieszkania Hikaru, a zdjęcia są już w laboratorium. - odezwał się dyrektor z nietypowym błyskiem w oku. - Niedługo na pewno znajdą poszlaki, musimy być cierpliwi.
- Dokładnie. A przecież jednak coś mamy. - rzekł Kyoya.
- Co masz ma myśli? - wtrącił błyskawicznie Ginga. Jego złote oczy lśniły niemal identycznie jak u tkwiącego w sali konferencyjnej starszego Hagane. Lwi blader potarł twarz rękoma, by w jakikolwiek sposób się ocucić, po czym zaczął przemawiać:
- Więc tak... Koleś ma obsesję na punkcie Tsubasy. Nie chodzi mu o żadne sprawy związane z pracą w WBBA, bo gdyby tak było, nie zamieściłby kamery pod prysznicem, prawda? Krótko mówiąc, to maniak seksualny myślący kutasem, a nie głową. Potwierdzają to też zdjęcia, które przysłał. Nie było tam żadnych rozbieranych fotek, nie?
- Nie, nie było. - potwierdził Tsubasa. - Na jednej miałem tylko ręcznik, a na drugiej najwidoczniej szykowałem się do snu, ale żadnych nagich zdjęć nie było.
- To logiczne. - skomentował zielonowłosy, kontynuując swój wywód. - Też bym tak zrobił. Co mi po zdjęciach, na których ktoś szykuje sałatkę albo czyta książkę? Nie lepiej mieć pikantne fotki pod ręką? Zawsze można ich użyć do zastraszenia ofiary, choć pewnie zostawił je sobie na pamiątkę, żeby miał co rozpamiętywać w razie niepowodzenia...
- Chodzi ci o coś na zasadzie... trofeum? Te zdjęcia miały być jego nagrodą? - zapytała zdumiona Madoka.
- Coś w tym guście...
- To obrzydliwe! - zakrzyknęła, drżąc z lekka.
- Wszystko się zgadza, Kyoya, ale zapominasz o jednym fakcie. - powiedziała Hikaru, jednak jej głos załamał się, musiała odkaszlnąć, by mówić dalej. - To może być ktoś pragnący zemścić się na Tsubasie. Czytałam niektóre raporty z misji, ostatnio nadepnął na odcisk naprawdę wpływowym ludziom. Taki Doji przy nich to zwykły pionek!
- Wybacz, moja droga, ale bardziej skłaniałbym się ku wersji Kyoyi. - przemówił dyrektor Hagane. - Gdyby rzeczywiście ktoś chciałby się zemścić, dlaczego zwlekałby aż tak długo z zamieszczeniem nagich zdjęć Tsubasy gdzieś na Internecie? Albo wrzuceniem filmiku spod prysznica na RedTube? Minęło kilka dni, odkąd odkryliśmy kamery, prześladowca musi zdawać sobie z tego sprawę. Zauważ też, że wciąż nie wiemy, ile czasu były aktywne!
- A sprawę jeszcze bardziej komplikują te samoniszczące kamery... - dodał Tsubasa.
- Miałem akurat zapytać. - podchwycił Ryo, po czym zwrócił się do brązowowłosej pani mechanik. - Madoka, swego czasu niemal spędzałaś noce w archiwum... Nie znalazłaś żadnych wzmianek o kamerach z mechanizmem autodestrukcyjnym? Przysiągłbym, że gdzieś widziałem raport, nie na ten temat rzecz jasna, ale zawierający to sformułowanie...
- Nie, niestety. Niczego takiego nie widziałam. - odpowiedziała po chwili namysłu. - To było tak dawno... Przykro mi...
Przez krótki czas nikt się nie odzywał. Jedyne możliwe źródło informacji przepadło w czeluściach archiwum WBBA...
- Macie chociaż jakiekolwiek przypuszczenia, kto może być prześladowcą? - odezwała się ponownie Madoka. - Podejrzewacie kogoś?
- Na obecną chwilę, możemy podejrzewać wszystkich. Nawet Kyoyę, przecież on też stara się zwrócić na siebie moją uwagę. - odpowiedział Tsubasa.
- Nie zrobiłbym czegoś takiego! - zaoponował z lekka naburmuszonym tonem Kyoya, zerkając z poirytowaniem na swojego ukochanego. - Może jestem chamem i zimnym draniem, ale ja wolę walić prosto z mostu. Nie bawiłbym się z tobą w takie podchody, to dla dzieciaków!
- Ekhem, ekhem! - Ryo zakasłał ostrzegawczo. Wszyscy zrozumieli ten sygnał - nie lubił, kiedy w jego obecności rozmawiano o odmiennej orientacji seksualnej, szczególnie jeśli dyskusja dotyczyła najlepszego szpiega, jakiego WBBA miało od czasów legendarnego Rishida Otoriego i jego żony, wspaniałej tajnej agentki Tsubomi Raavi (5), którzy notabene byli jego przyjaciółmi z czasów późnego dzieciństwa.
- Jak dla mnie, to może być nawet Doji. Albo Ryuga. - Hikaru wzruszyła ramionami. - Doji ma z Tsubasą na pieńku od Bitwy Bladerów, od zawsze wydawał mi się trochę... sami wiecie. A Ryuga...
- To nie mógł być Ryuga. - zaprzeczył stanowczo milczący do tej pory Ginga. - Coś mi mówi, że Ryuga też nie załatwiałby spraw w taki sposób.
- Ginga ma rację, Ryuga jest poza podejrzeniami. - poparł syna ojciec. - Wiem, że w przeszłości w pewien sposób nękał Tsubasę, ale... Udało mi się nawiązać z nim kontakt. Z całą pewnością nie ma go teraz w Japonii, a nie sądzę, żeby zlecił zemstę za opanowanie ciemnej mocy komuś innemu. Wolałby to zrobić osobiście.
- Czyli kto pozostaje? - spytała bezradnie niebieskowłosa.
- Osobiście nie zdziwiłbym się, gdyby prześladowcą był Argo Garcia. No wiecie, z brazylijskiej drużyny Garcia, z którą Gan Gan Galaxy walczyło w mistrzostwach. - przemówił Tsubasa. - W końcu zniszczyłem ich nadzieję na wydostanie się z faweli, brazylijskich dzielnic biedy... Może wraz z rodzeństwem uknuł jakiś spisek przeciwko mnie?
- Ładna teoryjka... Nie mamy na to dowodów... - westchnął dyrektor.
- Więc nikt nie zna odpowiedzi na nasze pytanie? - Madoka żałośnie zwiesiła ramiona. Nagle, ku jej oburzeniu, ktoś wepchnął się przed monitor, zasłaniając ją całkowicie. Czarno-biała stercząca fryzura z czerwonym frędzelkiem, twarz o głupkowatym uśmiechu oraz brązowe oczy tryskające optymizmem, wszystko magicznie powiększone dzięki tablicy interaktywnej, na której wyświetlali obraz z laptopa Ryo - to Masamune zdecydował się wtrącić swoje trzy groszy do rozmowy.
- Pamiętajcie, odpowiedzią na każde pytanie jest liczba czterdzieści osiem! - zakrzyknął radośnie. Cała czwórka w sali konferencyjnej spojrzała na niego z niesmakiem.
Na szczęście, Madoka zareagowała błyskawicznie. Chwyciła coś, co wyglądało na talerz obiadowy, zamachnęła się i grzmotnęła intruza prosto w łeb, z brzdękiem roztrzaskując na nim element zastawy. Samozwańczy blader numer jeden na świecie został znokautowany - z jękiem osunął się na podłogę, odsłaniając dyszącą ciężko panią mechanik z wypiekami na policzkach. Ginga ruszył na pomoc swojemu przyjacielowi. Zerwał się z krzesła i podbiegł do niego, a po chwili usłyszeli stłumione: "Stary, słyszysz mnie? Ocknij się!".
Pozostali nie wiedzieli, jak zareagować na tą scenę, chociaż Kyoya robił wszystko, żeby powstrzymać śmiech.
- Przepraszam za niego! - warknęła Madoka. Odetchnęła głęboko, by móc kontynuować w miarę spokojnie. - Mamy z nim urwanie głowy. Pobyt w Ameryce mu nie służy!
- Nie moglibyście wepchnąć go pod samochód i upozorować wypadek? - zaproponowała zażenowana Hikaru.
- Uwierz, próbowałam, ale się nie udało! W ostatniej chwili autobus zdążył zahamować!
- Głupi ma zawsze szczęście... - skomentował Tsubasa.
- Nie, złego diabli nie biorą! - poprawił Kyoya.
Po wpadce z Masamune stracili ochotę na poważną rozmowę. Pogawędzili z Madoką jeszcze kilka minut na neutralne tematy, przekazali pozdrowienia dla Toby'ego i Zeo, a srebrzystowłosy poprosił, żeby nie wspominała Yu o jego problemach. Brązowowłosa pani mechanik jakoś się uspokoiła, pod koniec konwersacji nawet zaczęła się uśmiechać. Obiecała pozdrowić ich amerykańskich znajomych, ale głośno wyraziła swą dezaprobatę w związku z pomysłem orlego bladera.
- Wiesz, Yu nie jest wciąż tym samym namolnym dziesięciolatkiem, ma prawie czternaście lat! Myślisz, że nadal można traktować go jak dziecko?
- To będzie ostatni raz, obiecuję. Nie chcę, żeby się o mnie zamartwiał. Powiedz mu, że rozmawialiśmy o niespodziance, którą szykuję na jego powrót... nie wiem, wymyśl coś.
Kilka minut później pożegnali się i przerwali połączenie. Obraz zniknął, zaś dyrektor za pomocą pilota wyłączył tablicę interaktywną. W pomieszczeniu zapadła cisza, najwidoczniej każdy potrzebował chwili, by poukładać sobie w głowie, czego dowiedzieli się, a właściwie czego nie dowiedzieli się od Madoki. Ryo spojrzał na swoją asystentkę i dwóch agentów - mieli nietęgie miny, podobnie jak on sam.
- Jedno wciąż mnie zastanawia... - zagaił w końcu Tsubasa. - W jaki sposób tak szybko znalazł mnie u Hikaru?
- Pytałem o to policję. - odpowiedział natychmiast Hagane. - Uważają, że sprawca musiał cię śledzić. Zgadzam się z ich opinią całkowicie.
- A nie mówiłem? - burknął opryskliwie Kyoya.
- Jest kolejna możliwość... - odezwała się zamyślona Hikaru. - Widział mnie z Tsubasą, ale nie poszedł za nami... może obawiał się, żebyśmy go nie dostrzegli? Zamiast tego, dowiedział się w WBBA jak się nazywam, a potem w rejestrze obywateli miasta odszukał mój adres. Mógł wymyślić jakąś bajeczkę o poszukiwaniu kuzynki, czy coś takiego...
- To chyba byłoby nierozsądne z jego strony, tylu ludziom musiałby się pokazać... Ktoś mógłby go zapamiętać, śledzenie stanowiłoby łatwiejszy i pozbawiony ryzyka sposób... - zastanowił się Ryo. - Ale warto podsunąć ten trop policji, niech sprawdzą, kto ostatnio miał dostęp do rejestru.
Pokiwali głowami, niemo przytakując.
- Nie zajmujmy się sprawami policji. Niech robią, co mogą, my też działajmy. - ciągnął dalej. - Trzeba ustalić, co teraz zrobimy. Do mieszkania Hikaru wrócić nie możecie.
- O mnie się nie martwcie. - oznajmiła dziewczyna. - Mój dom to nie jakieś miejsce zbrodni, pewnie pozwolą mi wejść po zakończeniu oględzin. Dzisiejszą noc spędzę tutaj, w moim gabinecie. Jutro wstąpię na policję i zażądam, żeby oddali mi moje mieszkanie do użytku. Najważniejszy jest Tsubasa.
- Hikaru, posłuchaj... - zaczął Tsubasa, ale niebieskowłosa od razu wpadła mu w słowo:
- To ty posłuchaj, Tsubasa. Musimy cię bez szwanku przetransportować do bezpiecznej kryjówki, w której przyczaisz się, dopóki policja nie rozgryzie tej sprawy. I nie pleć bzdur, że powinnam dbać o siebie. Ten wariat nie mnie, tylko ciebie chce dopaść!
- Pozostaje pytanie, gdzie znajdziemy bezpieczną kryjówkę dla Tsubasy? - zapytał dyrektor, zapadając się głębiej w swym krześle.
- Może u mnie?
Cała trójka spojrzała ze zdziwieniem na Kyoyę, który akurat zeskoczył ze stołu i stanął o własnych siłach.
- U ciebie?
Lwi blader skrzyżował ręce na piersiach i wzruszył ramionami.
- Dlaczego nie? Jeśli załatwicie solidny transport, żeby prześladowca nie domyślił się, kogo przewozimy, wasza bezpieczna kryjówka może być gdziekolwiek. A gdyby jednak korzystał z rejestru... Tak się składa, że ja mam bałagan w papierach. Kiedy przeprowadzałem się z ojcem z Afryki do Japonii, wiele razy zmienialiśmy miejsce zamieszkania, pod moim nazwiskiem figuruje pewnie kilka możliwych adresów. To go na jakiś czas zatrzyma, prawda? Policja mogłaby obstawić fałszywe mieszkania, zaczaić się na tego drania i capnąć go, kiedy zacząłby węszyć...
- Doskonały pomysł! - ucieszył się Ryo Hagane zrywając się na równe nogi, zaś na jego zmęczonej i zatroskanej twarzy nareszcie pojawił się cień uśmiechu. - Tsubaso, umieścimy cię u Kyoyi. Policjanci zaoferowali, żeby postawić funkcjonariusza na warcie przed budynkiem, w którym będziesz przebywał... Zamierzam skorzystać z tej oferty. Hikaru, przyniesiesz rzeczy Tsubasy tutaj, osobiście odwiozę tą dwójkę. Chyba Przewodniczący Światowej Organizacji do spraw Beyblade ma jeszcze prawo przejechać się po mieście!
Odwrócił się w stronę zielonowłosego, po czym kontynuował poważnie:
- Kyoya, zatrudniam cię na stanowisko bodyguarda. Nie spuszczaj Tsubasy z oka, dzień i noc waruj przy nim, nie opuszczaj go ani na krok. Masz być jego cieniem, rozumiesz?
- Rozumiem, szefie. - skinął głową tamten, patrząc przełożonemu prosto w oczy. - Nikt nie skrzywdzi mojego ukochanego, po moim trupie!
Srebrzystowłosy zarumienił się gwałtownie. Kyoya jeszcze nigdy nadmiernie nie afiszował się z miłością do niego, a teraz prawi takie wyznania tuż po nosem największego homofoba na świecie! Dyrektor prychnął ze zniecierpliwieniem.
- Żadne "po moim trupie", Kyoya! - zawołał. - Nie zgrywaj bohatera! Też masz na siebie uważać! Kto wie, czego ten łajdak będzie próbował, żeby dorwać Tsubasę!
- Nie ważne, co będzie robił, pokrzyżuję mu plany. - obstawiał przy swoim lwi blader. - Żeby dorwać Tsubasę, najpierw będzie musiał przejść po moich zwłokach!
Wysłuchawszy jego wyznań, Hikaru odwróciła się w kierunku Tsubasy i szepnęła, jednak wystarczająco głośno, by pozostałe dwie osoby w pokoju mogły uchwycić jej słowa:
- I co, nadal nie dostrzegasz jego poświęcenia? Właśnie obiecał, że odda za ciebie życie, ignorancie!
Ryo westchnął, celowo nie zauważając rumieńców członka byłej drużyny Gan Gan Galaxy, które na obecną chwilę objęły całą jego twarz wraz z szyją.
- Chyba jestem za stary, żeby zrozumieć dzisiejszą młodzież... W każdym razie, mam nadzieję, że nasz plan wypali. Trzymajmy kciuki.
(4) - Mała parafraza powiedzenia - "Jak pies z kotem". Taa, zebrało mnie na zabiegi poetyckie... Moja nauczycielka polskiego byłaby dumna!
(5) - Rishido i Tsubomi Otori - rodzice Tsubasy (moje OC). Dla zainteresowanych, Tsubasa odziedziczył po ojcu charakter (a więc Rishido był chłodnym, opanowanym, potężnym bladerem, jednak wyglądał ZUPEŁNIE inaczej niż Tsubasa), zaś po matce otrzymał wygląd (a więc Tsubomi miała długie srebrzyste włosy i złote oczy, jednak z charakteru była szaloną, zwariowaną i energiczną duszą towarzystwa, co oczywiście ZUPEŁNIE różni się od charakteru Tsubasy).
Więcej informacji na temat przeszłości i rodziny Tsubasy znajdziecie w moim fanfiku "Szkolna Bójka" ;) Tak, tak, wiem, bezczelna reklama...
To tyle ode mnie.
See ya! :P
