O, proszę, doszliśmy do drugiego rozdziału i polityki. Jesteśmy z siebie dumni (klepie "siebie", czymkolwiek jest, po łebku).

Z różnych innych rzeczy, które zmieniłam, bo mi przeszkadzały w kanonie: spisek był taki... niesamowicie niemądry. Wobec czego, jeśli tu będzie wzmiankowany, a będzie, to tak ogólnikowo, dzięki czemu, zapełniając owo miejsce puste, wszyscy wymyślimy sobie lepsze spiski, pal sześć, jakie, grunt, że lepsze (z drugiej strony, jak marudziłam przy milionach innych fików, jestem może zbyt wymagająca; kolejne lata polskiej polityki, w tym zagranicznej, sugerują, że to może jednak był realistyczny poziom spisku, przynajmniej w naszym wydaniu). Ponieważ spisek był niemądry, zachowanie Henselta było równie niemądre, zabijanie Henselta było szczytowo głupie, to tego wszystkiego niet, Henselt dycha, wszyscy-wszyscy-wszyscy ludzie Roche'a nie żyją, żadnego tam liczenia wisielców i kombinowania, kogo twórcy nie zmieścili na belce, a skoro Ves musi najwyraźniej zdaniem twórców wyżyć, to znaleźliśmy jej funkcję fabularną, nawet bardzo ważną i całą linię narracji, i w ogóle; ale nie tak, że ją sobie puszczają wolno, tylko przynajmniej zaraz sprzedają pierwszym handlarzom, żeby oni ją z kolei spieniężyli. Czyli ląduje w burdelu.

Cóż, skoro Vergen stoi, to tamta ścieżka i tak nie mogła zajść identycznie, azaliż nie? ;)


Słońce jest w twarzy mojej pani,
strumień w jej głosie szemrze,
ale w jej duszy śnieżna zamieć,
serca nikt nie dosiężnie.

Z Ballad miłosnych zebrania; utwórprzypisywany Jaskrowi

Stara ma uda wielkie, jak głazy, to lubię ją!
Stara ma palce, jak drwa polana, to lubię ją!
Stara ma dłonie, jak koło młyńskie, to lubię ją!
Stara mi robi elfy z cebulką, to lubią ją!

Fragmenty liczącej ponad sto wersów miłosnej ballady trolli, w tłumaczeniu ich własnym, spisanej z pamięci przez Jej Wysokość, Anais La Valette, publikowanej w Kwiaty i łajno: zbiór twórczości ludowej ras wszelakich

'

'

Cesarzowa Nilfgaardu, królowa Cintry, Cirilla Fiona Elen Riannon czekała w sypialniach swojej stolicy na Jakuba Mausa, swojego dworskiego kochanka. Czy raczej: mężczyznę, który od czasu przybycia ładne kilka miesięcy temu bardzo się starał tę rolę pełnić. Emablował dziewczynę, pisał dla niej wiersze, wynajmował muzyków, walczył w pojedynkach. Wszystko zgodne z ideałem, czyste i bezcielesne. Miał przecież, jak zapewniał, dla pani swojego serca jedynie najgłębszą cześć oraz takiż szacunek.

Zjawisko było w życiu młodej królowej nowe. Bardzo nowe, bo innych dotąd odstraszał jej tytuł, słynne przywiązanie Cesarza oraz brak zachęty ze strony kobiety, która jakoś wszystkie swoje relacje z ludźmi nawiązywała, podtrzymywała i traktowała kompletnie nieerotycznie.

Fakt, że Emhyr, chociaż ją niewątpliwie kochał – i to było źródło jej siły oraz wręcz absurdalnego szczęścia – nigdy jej nawet nie dotknął, nigdy z choćby cieniem pożądania, mógł mieć z tym sposobem bycia coś wspólnego. Cirilla odebrała oficjalne porady od hrabiny Congreve, mogła je nawet recytować z pamięci, były to jednak suche teksty i równie suche gesty, nie znaczące nic bez realnej praktyki. Której to praktyki absolutnie nie miała gdzie zdobyć.

Nie chodziło o to, że nie miała potrzeb. Miewała sny, które, sądząc z tego, co jako „pikantne" opowiadały sobie jej dwórki, zawstydziłyby co delikatniejsze matki dzieciom. Bywały dni, że niemal każde, najdrobniejsze nawet doznanie wprawiało ją w drżenie: muśniecie gałęzi wzbudzało dreszcze, wejście w chłodną, niezmąconą taflę wody – rumieniec. Wszystko to były jakieś przedsionki rozkoszy, całkiem przyjemne. Nie chodziło więc o chłód królowej, chodziło o politykę.

Żona diuka mogłaby jeszcze się wdać w romans czy po prostu sprowadzić sobie urzędowego kochanka. Żona cesarza musiała być poza podejrzeniami, zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej. Kłopoty przy sukcesji to jeden problem – znacznie szybciej spiskująca szlachta postawiłaby „nierządnicę" w stan oskarżenia, wymusiła rozwód, a potem jęła wykpiwać władcę. Rzecz nie wchodziła w rachubę. Zresztą, dziewczyna nie chciała zdradzać męża. Jeśli już czegokolwiek śmiałaby od niego i losu chcieć – czegokolwiek więcej – to raczej, by Emhyr się nią zainteresował pod kątem bardziej zmysłowym. Emhyr, nie żaden dworski gach, choćby nawet przystojny, bogaty, pełen pieśni, komplementów oraz eksperiencji w sprawach łoża. Choćby nawet gotów, jak Jakub, podcinać sobie żyły, skakać z okna tudzież dawać inne dowody zadurzenia.

Co nie zmieniało faktu, że samo zainteresowanie gacha było nowe, miłe, pouczające. Rzecz kobieta traktowała początkowo jako dziwną, pogłębioną formę przyjaźni, dla niepoznaki tylko przebranej w romansowe fatałaszki, rychło jednak poczuła rodzaj ekscytacji. Zainteresowanie mężczyzny schlebiało, jego pokorne oddanie, gotowość na każde skinienie, chęć spełnienia każdego, nawet najgłupszego kaprysu – takiego, jakie Cirilla nigdy nie odważyłaby się przedstawić Cesarzowi – wszystko to otwierało przed nią świat nowych doznań, świat absolutnej władzy, jaką tylko nad zakochanym mężczyzną mieć można. Władzy tak potężnej, jak ta królów, a przy tym, jak się dziewczynie zdawało, mniej politycznej, bardziej beztroskiej, osobistej.

Podobnie się czuła, gdy po raz pierwszy przyjechała do „swojego" królestwa i poznała, jak bardzo uniżenie traktuje ją „jej" – jej, już naprawdę jej, przywykła – lud, z jaką atencją traktowane są jej wszelkie życzenia oraz potrzeby. Dotyczyło to jednak zawsze spraw państwa, w sprawach prywatnych nigdy nie śmiałaby, mimo próśb męża, wyrazić niepytana choćby cienia odblasku powidoku swojej woli. Emhyr był niewątpliwie panem jej serca oraz sytuacji politycznej.

Tutaj, w tym śmiesznym nibyromansie, panią była ona. Urocze, zabawne uczucie, które od paru miesięcy smakowała. Szczęśliwe. Bardzo dla niej fortunne, bo miesiące przebywania z dala od Cesarza, który został w Nilfgaardzie, zaczynały ją już wpędzać w melancholię. Tęsknota, żal, zazdrość napełniały ją smutkiem, którego żadne bale czy polowania nie mogły rozproszyć, a który, co najgorsze, stawał się widoczny. Smutek Cesarzowej to temat zaś par exellence polityczny, powód do plotek i szpiegowskich raportów. Zwłaszcza w czas wojny.

Poza tym, gdzieś w kąciku serca Cirilla przyznawała, że miała była nadzieję, iż wieści o jej konkurencie dotrą do Emhyra, a ten, przejęty, przyjedzie do Cintry albo zabierze małżonkę do siebie, w każdym razie: poświęci jej trochę czasu.

Dziewczyna zacisnęła leciutko wargi, wspominając w duszy te kilka radosnych miesięcy niewinnego, po młodzieńczemu ciekawskiego flirtowania. Oczywiście ono również się okazało polityką.

List od Vattiera leżał schowany w skrytce sekretarzyka, opatrzonej magicznymi pieczęciami. List, równie dobrze zabezpieczony, był dwornie obfity w formalne konwenansa, komplementa oraz insze mariwodaże – i zwięzły we właściwej treści. Maus, oznajmiało owe pismo, należy do spisku wymierzonego w Ich Wysokości, ufać mu nie wolno, udaje przyjaźń, by Jej Wysokość skompromitować. Vattier sam by z wielką rozkoszą gadzinie łeb – tudzież inne organy, o których przy kobietach nie zwykł rozmawiać – urżnął, gdyby nie to, że spisek jest jeszcze, o czym donosi z wielkim wstydem i rozpaczą, nie do końca rozpracowany. Nie mogą spłoszyć zdrajców pochopnym działaniem, niechże więc Jej Wysokość dalej Mausa zwodzi, nic mu nie mówi, ma się na baczności, najdrobniejszych powodów do plotek nie daje.

Dopisek ręką męża potwierdzał, że de Rideaux nie kłamie, a on sam „szaleje z niepokoju", ale przecież przyjechać nie może, by nie spłoszyć intrygantów. Niech będzie dzielna, myśli o nim i dobru imperium, „służba ludowi na wielkie nas niekiedy próby wystawia". I tak dalej, i tym podobne, i w ten gust.

Vattier był z Cesarzem, dumała królowa, znacznie wcześniej niż ja. Zaufany, nawet tę aferę z Canthrią przetrwał. Miły człowiek, dla Jej Wysokości przynajmniej. Bezwzględny, w swoim fachu dobry podobno – a duszy kobiecej, chociaż niby tyle w wywiadzie siedział, ni trochę nie rozumie, jak widać. Cirilla zacmokała z zimnym rozbawieniem.

Ostatnie tygodnie wypełniło jej wahanie, owszem, a co ją wstrzymywało, czy lęk, czy tkliwość duszy, czy słabość do Jakuba, to jedni bogowie wiedzą. Skoro się już jednak zdecydowała, to miłe poczucie celu i pewności, i takiego... bycia ponad, ponad emocjami, czułostkami, wszystkim głupim, ludzkim – pokazało się być znacznie milszym niż te romanse.

— Polityka i intrygi, hrabio Rideaux — szepnęła drwiąco, podchodząc do lustra, mierzwiąc trochę włosy, opuszczając dekolt sukni, przypominając sobie rady pani Stelli. — Służba królom, hrabio, nas niekiedy na wielkie próby wystawia.

Jakub zapukał chwilę później i dziewczyna, wykorzystawszy wszystkie nowopoznane sztuczki, całą machinarium kobiecości, które rzeczony w niej obudził, bez trudu nakłoniła go, by sięgnął dłonią do jej sukni, do niej...

A wówczas krzyknęła.

Wysoko, przeraźliwie, długo, z nutą płaczu już w krzyku się zaczynającą. Krzykiem dziecka, któremu strzyga wpadła do sypialni, kobiet, na których wsie padł przemarsz wojsk, krzykiem absolutnego lęku, zdrady i żałoby. Powietrze wibrowało, Jakub, ogłupiały – nie, nie ogłupiały, nigdy nie był zbyt błyskotliwy, myślała królowa zimno, krzycząc tak, że miała wrażenie, iż za moment dźwięk rozerwie jej gardło – stał w miejscu, nadal przy niej, nawet nie odskoczył. Zrobił tylko ruch, jakby chciał uciszyć. Tuman, uznała z satysfakcją.

Tuman, bo drzwi się otwarły z trzaskiem dosłownie po kilku sekundach. Wpadły warty, jednym rzutem oka oceniły sytuację – Jej Wysokość krzyczała, włos miała rozwiany, zadurzenie Jakuba było oficjalne, stał przy niej, z ręką przy jej sukniach, a drugą w okolicach ust – po czym, białe jak kreda z wściekłości i przerażenia, odciągnęły Mausa od dziewczyny. Dowódca padł na kolana, bełkocząc przeprosiny, błagania o litość, sztylet wyciągnął, by sobie gardło przebić, jego podwładni właśnie fachowo otrzebiali sprawcę, którego tłumaczeń nikt, rzecz jasna, nie słuchał.

Cirilla uznała, że to dobry moment, by z wrzasku przejść w szloch. Co też uczyniła, bezwładnie się osuwając na dowódcę straży, chlipiąc, by sobie krzywdy nie robił.

'

'

Trzy godziny później szczątki przez żołnierzy w furii zlinczowanego Jakuba psy zdążyły już nie tylko zjeść, ale pewnie i nadtrawić. Królowa siedziała w swoim saloniku, okryta futrami, drżąc. Z szoku, powiedzieli lekarze – i była w szoku, faktycznie, tak ją ten pierwszy samodzielny „spisek", własna mała zemsta, wstrząsnął. Jakby się nagle na szczycie wysokiej góry znalazła, a świat niżej został.

Marszałek Vissegerd poił ją najlepszym alkoholem. Sam, wraz z kilkoma dwórkami, czuwał przy niej, medyków sprawdzając dziesięć razy, nim którego do dziewczyny dopuścił. Teraz, nadal popłakując, kobieta dyktowała list – do Cesarza, którego przecież trzeba było o tym strasznym wypadku powiadomić – i próbowała grać dzielną, nalegając, by już jej pozwolić wrócić do spraw państwa, bo przecież się nic nie stało, doktorowie potwierdzili, cała jest, zdrowa, nietknięta...

W głębi duszy, teraz, gdy już jej czyn ogień gniewu trochę ugasił, zaczynała się martwić, czy Vattierowi, który przecież w sumie nie był dla niej nigdy niedobry, nie stanie się aby jakaś naprawdę wielka krzywda. Z drugiej strony, szef wywiadu zawsze da sobie radę. A przynajmniej powinien.