Przenoszą go do jednej z wolnych sypialni w domu Hale'ów. Anna podjeżdża samochodem akurat w chwili, gdy zaczynają sprzątać w jadalni. Scott wygląda jakby oberwał kulą z tojadem i nikt z nich nie ma odwagi się odezwać. James i Jeremy ponownie przeszukują bibliotekę, zaraz po tym jak ten pierwszy zrobił Damienowi wykład o unikaniu niebezpieczeństw. Chłopak jednak zamiast wysłuchać go do końca, obrócił się na pięcie i pobiegł do pokoju ojca. O dziwo znaleźli tam kilka minut później również Stilli, wtuloną w ramię Stilesa.
— Skarb znowu się obudził — załkała Anna w progu. — Coś się stało?
— Coś magicznego zaatakowało dzieci — przyznaje w końcu Derek i to są pierwsze słowa, które wypowiada od godziny.
Nie wie jak się zachować. Nie spodziewał się ponownie zobaczyć Stilesa. Nie po tym jak on i jego ojciec opuścili miasteczko bez pożegnania. Nie po ich ostatniej rozmowie.
Wie, że wataha obwiniała go przez lata o to, że Stiles opuścił Beacon Hill, ale Derek nie był wtedy materiałem na partnera. Dopiero co odbudował watahę i potrzebował sporo czasu na zacieśnianie więzi i uczenie nowych wilkołaków kontroli=. Do tego łowcy, nowe pakty i magiczne umowy, które zawierał z watahami z okolicy.
— Powiedział, że musimy wyjechać — dodała, gdy James pojawił się w pomieszczeniu.
— To coś nie ściga alfy, ale Damiena — mówi mężczyzna, oddychając ciężko. — Stąd runy w lesie.
Derek zaplata ręce na piersi i spogląda na wciąż zszokowanego Scotta.
— Obłożymy nimi teren wokół domu — proponuje, ale Jeremy kiwa przecząco głową.
— I tak nadużyliśmy waszej gościnności. Nie chcemy, żeby komukolwiek z was stała się krzywda. To wewnętrzna sprawa watahy — decyduje.
Derek widzi, jak Scott walczy z chęcią zatrzymania przy sobie przyjaciela i potrzebą ochrony córki, ale to Allison podejmuje decyzję za nich wszystkich.
— Sytuacja się zmieniła, odkąd wiemy, że waszym alfą jest nasz przyjaciel — mówi. — Oferujemy wam każdą pomoc, jakiej potrzebujecie, aby wyzdrowiał — kończy, bo łamie się jej głos.
James patrzy przez chwilę na nią zaskoczony.
— Przyjaciel?
— Stiles przez pewien czas pomagał nam przy wyszukiwaniu informacji o zagrożeniach — wtrąca Derek.
Wszyscy patrzą na niego, bo po raz pierwszy używa imienia Stilinskiego i sam wie, że robi to bardzo miękko. Dlatego starał się tego unikać.
— On… — zaczyna James. — Nigdy o was nie wspominał. John też nie. — W jego głosie słychać podejrzliwość. Derek podchodzi krok bliżej, ale rysy mężczyzny tężeją. Bez użycia głosu alfy nie zapanuje nad zaniepokojonym wilkołakiem. Nigdy nie potrafił obchodzić się z ludźmi, to Stiles sobie z tym radził doskonale.
Damien materializuje się jakoś pomiędzy nimi, wyczuwając niebezpieczeństwo. Staje plecami do Jamesa i napina mięśnie. Wygląda na kilka centymetrów wyższego i parę lat starszego. Pomimo ciemnych włosów Derek dostrzega podobieństwo do Stilesa. To samo uparte spojrzenie i wiara we własne możliwości, chociaż z góry jest na straconej pozycji.
Instynktownie członkowie watahy Hale'a stają za jego plecami. Podobnie jak Jeremy i James za Damienem.
— Przestań — warczy Derek, bo może stoi twarzą w twarz z dzieciakiem, ale po walce jego instynkt jest szczególnie silny. Wciąż czuje unoszący się zapach krwi i atmosfera jest zbyt gęsta, żeby ot tak mógł się uspokoić.
— Zagrażasz ludziom, których chronię — mówi Damien, przełykając głośno ślinę.
James łapie chłopaka za ramię, ale ten wyrywa je i czerwona mgiełka ponownie przyobleka jego tęczówki. Obaj z Jeremym cofają się o krok, chociaż Damien nie wymusza na nich posłuszeństwa.
— Przestań — odzywa się ktoś niemal szeptem.
Chłopak otwiera szeroko oczy ze zdziwienia i wyrywa się do przodu, odpychając Dereka.
— Tato! — krzyczy akurat w chwili, gdy Stiles próbuje zrobić krok do przodu i traci równowagę. Spada bezwładnie po schodach, a Stilli pochyla się nad nim wcale niezaniepokojona. Jej paznokcie są czerwone od krwi i Derek dopiero po chwili zadaje sobie sprawę, że dziewczynka wydrapuje w ciele Stilesa runy, które jednak goją się natychmiast, nie pozostawiając po sobie śladów. Alfa ponownie otwiera oczy, dysząc ciężko.
— Tojad — mruczy, zanim znak ponownie zostaje zaleczony.
Anna mruga oczami, starając się opanować łzy i ktoś odciąga Damiena. Allison wyjmuje jeden z naboi, rozkrawa go nożem i wysypuje odrobinę sproszkowanej trucizny. Nie są pewni, o co dokładnie prosi Stiles, ale zabicie go nie wchodzi w grę.
— Skąd wiedziałaś co narysować? — pyta córki, a Stilli uśmiecha się.
— Ten pan powiedział mi we śnie — wyjaśnia dziewczynka bez wahania.
Allison nabiera odrobinę proszku na palec i marze nim po skórze Stilesa. Niemal natychmiast pojawiają się niewielkie oparzenia. Kiedy rysuje ostatnią linię, James przytrzymuje dłoń alfy, bo jego mięśnie drgają nieskoordynowanie. Ciało nawet nieprzytomne stara się walczyć z trucizną. Damien rzuca się w objęciach Anny, ale nie próbuje jej ugryźć. Jeremy wysyła wiadomości do pozostałych członków watahy. Po raz pierwszy od trzech miesięcy ich alfa był przytomny.
Dreszcz wstrząsa jego ciałem i gdy Stiles pochyla się do przodu, niemal uderza twarzą o drewnianą podłogę. James chroni go jednak przed upadkiem, otaczając ciasno ramionami. Damien ląduje tuż obok z twarzą mokrą od łez.
Kiedy Stiles ponownie odzyskuje świadomość, jedynym słowem, które mówi jest Kelpie, a potem ponownie popada w niebyt.
Kilka godzin później Stiles zaczyna jęczeć. Damien i James siedzą przy nim od samego początku, podobnie jak Scott i Isaac. Allison pokryła oparzenia kolejną warstwą tojadu, żeby wzór stał się bardziej widoczny. Skóra na przedramieniu jest teraz czerwona i opuchnięta.
— Kelpie — powtarza Stiles.
Czarna koszula, którą ma na sobie, podkreśla jego chorobliwą bladość. Derek nie wie, kiedy przestał nosić te swoje niemożliwie dziecinne koszulki, ale boi się zapytać. Teraz wygląda jak dorosły i to jest niepokojące.
— Damien! — krzyczy nagle Stiles i siada na łóżku, odtrącając dłoń Jamesa, który próbuje go uspokoić. Syn niemal natychmiast ląduje w jego ramionach. Stiles jest słaby i obolały. Jego oczy są rozbiegane. Wtula się w ciało dziecka i wciąga do płuc jego zapach. Dopiero wtedy galopujące serce zwalnia. — Gdzie jesteśmy? — pyta. Nie otwiera oczu, jakby wolał najpierw poznać zapach poszczególnych osób. James kładzie rękę na jego ramieniu i lekko je ściska.
— W Beacon Hill — odpowiada.
Stiles spina się niemal natychmiast i otwiera oczy. Patrzy na Scotta i Allison, ale na jego twarzy nie ma radości. Nie ma też smutku. Mruga przez chwilę, jakby nie wierzył w to, co widzi, ale w końcu uśmiecha się znad ramienia syna.
— McCall, śmierdzisz jak nieszczęście — mówi. — Isaac, Allison — wita się z nimi kolejno.
Obraca się ostrożnie na łóżku i w końcu spogląda na Dereka. Hale nie wie czego się spodziewać. Ostatnim razem, gdy się widzieli, Stiles trząsł się od emocji i był człowiekiem. Teraz nie jest łatwo go czytać.
— Derek, dziękuję za gościnę i pomoc — mówi.
I to wszystko. Po dziesięciu latach bez kontaktu suche podziękowanie, które rzuciłby każdemu alfie. Derek ma ochotę wgryźć się w jego ciało i faktycznie rozpruć mu gardło zębami, jak wielokrotnie groził.
Stiles kładzie rękę na dłoni Jamesa i delikatnie ją ściska z wdzięcznością, a potem z powrotem spogląda na Scotta, który siedzi z otwartymi ustami.
— Dobrze cię widzieć. Masz piękną córkę — mówi.
— Lubię Stilli — przyznaje Damien.
— Oczywiście, że lubisz, skarbie. Może pójdziesz teraz do niej? Na pewno boi się siedzieć sama. Narysuj kredą runy, których cię nauczyłem i połóżcie się spać. Kiedy będziemy wyjeżdżać, obudzę cię — przyrzekł, ale Damien oplótł go nogami. — Proszę — szepcze Stiles miękko i patrzy wymownie na Jamesa.
Mężczyzna bierze chłopaka bez słowa i wynosi go z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Stiles porusza się niespokojnie, bardzo powoli regenerując siły. Rana na jego przedramieniu jutro na pewno będzie ropieć, ale nie mieli czasu się nad tym zastanawiać.
— W pobliżu jest kelpia — mówi. — Przyjechała tutaj za moim synem — Przepraszam za wszystko. Jutro postaram się z nią uporać.
Derek mruga zaskoczony, bo to kolejna rzecz, której się nie spodziewał.
— Co się stało? — pyta Scott tym swoim żałosnym tonem, który obnaża wszystkie jego emocje. Strach, ból, niepewność.
— Nasz dom jest nad oceanem . Pewnego wieczora odkryłem, że do zatoki sprowadziła się kelpia. Było już za późno, żeby powstrzymać jej magię. Zbyt długo śpiewała Damienowi, żeby oczyścić go bezboleśnie z jej czaru, więc wziąłem to na siebie. Zabezpieczyłem teren, ale James źle zrozumiał sytuację. Gdyby poczekali kilka dni dłużej, sam bym to zwalczył — dodaje z lekkim westchnieniem. — Kiedy tylko zmieniali lokum, ona ponownie śpiewała mojemu synowi, a jej magia zatruwała moje ciało.
Scott mruga i kiwa przecząco głową.
— Co się stało z tobą? — precyzuje. — Nie obchodzi mnie jakaś kelpia. Damy sobie z nią radę, ale… Stiles, jesteś… wilkołakiem… alfą… Masz syna — mówi niepewnie, machając rękami.
— I nie mam ADHD — zwraca mu uwagę Stiles z leniwym uśmiechem. — To długa historia — dodaje, przemieszczając się z trudem po łóżku. Nie jest już taki chudy i bezkształtny jak w liceum, ale wciąż nie ma zbyt wielu mięśni. Wydaje się jednak silny, niemal potężny. Jego moc płynie z jego spokoju.
— Dlaczego nie zadzwoniłeś? — pyta Allison. — Szukaliśmy cię… Ja cię szukałam — precyzuje, gdy Stiles marszczy nos, wyczuwając pierwsze kłamstwo.
— Mój ojciec miał dość, poza tym… pojawił się Damien. Musiałem zająć się rodziną — mówi.
Derek czuje, że to nie jest kłamstwo. Nie jest to też do końca prawda. Stiles stara się na niego nie patrzeć i to jest uczciwe. Obaj wiedzą o co chodzi, ale najwyraźniej Stiles zaakceptował sytuację. Miał na to w końcu dziesięć lat. I Derek czuje pierwsze ukłucie żalu, że jest już ponad to. Po tak emocjonalnym chłopaku spodziewał się jednak chociaż sentymentu.
— Jak ma na imię Stilli? — pyta, zmieniając ewidentnie temat.
— Po prostu Stilli. Chciałam, żeby miała imię jak najbliższe twojemu, ale potem Scott powiedział mi jak naprawdę ono brzmi i… — Allison urywa zawstydzona.
— Zrezygnowałaś — parska. — Wierz mi, gdybym mógł, sam był zrezygnował.
Zapada kłopotliwe milczenie. Stiles wzdycha w końcu, pochylając się do przodu i przytula mocno Scotta, który mięknie w jego ramionach. Scott stara się zachować kamienną twarz, ale w kącikach jego oczu pojawiają się pierwsze łzy. Warga Allison drga i też się poddaje.
— Przepraszam, ale muszę iść do syna —mówi Stiles, odrywając się od nich.
Z trudem się podnosi i chwyta za kolumienkę łóżka. Testuje swoją równowagę, a gdy wszystko wydaje się być w porządku, rusza przed siebie.
— Jeszcze raz dziękuję za pomoc — mówi, patrząc Derekowi prosto w oczy.
— Nie ma za co. Nic nie zrobiliśmy — odpowiada.
— Pozwoliłeś mi tutaj odzyskać siły. Nie wiem czy celowo położyłeś mnie na moim dawnym łóżku, ale kiedyś to właśnie na nim trenowałem magię runiczną. Część z tego wciąż znajduje się w drewnie. — Wskazuje na wytarte kształty w zagłówku mebla. — To runy odpowiadające za dzielenie snów. Dlatego Stilli mnie usłyszała — wyjaśnia miękko.
Kiedy opuszcza pokój, Scott patrzy za nim zaczerwienionymi oczami.
Dwie godziny później dom pogrąża się w ciszy. Wataha Stilesa wraca do domu rodzinnego Stilinskich, pomimo oficjalnego zaproszenie do pozostania u Hale'a . Jeremy niesie śpiącego Damiena, ale Stiles wygląda o wiele lepiej. Kilka minut przesiedział w swojej wilczej postaci i pozwolił Jamesowi ocierać się o niego. Najwyraźniej to przyspieszyło leczenie.
Stiles bardzo szybko wchodzi w rolę przywódcy. Rozmawia z niektórymi członkami watahy, nakazując im powrót w rodzinne strony. Innych uspokaja, a na koniec dzwoni do ojca. Ich rozmowa jest najkrótsza, ale też najbardziej emocjonalna. Jedno "dobrze" z ust Johna Stilinskiego znaczy więcej niż "cieszę się, że jesteś cały i zdrów" całej reszty.
Derek powstrzymuje się przed wejściem do pokoju, w którym jeszcze kilka godzin temu spał Stiles. Jego zapach unosi się w całym domu, ale ignoruje chęć zanurzenia się w nim. Stara się zdławić gorycz w ustach i nie myśleć o tym, co się stało. Kiedy ponad dziesięć lat temu Stiles odmówił przyjęcia ugryzienia, osłabił watahę. Byłby wtedy bardzo przydatny w walce z alfami, ale z perspektywy czasu i po rozmowie z Peterem, Derek zdał sobie sprawę, że Stiles nigdy nie chciał takiego życia. Nie chciał być wilkołakiem.
Najwyraźniej jednak życie sprawiło mu figla i musiał dostosować się do sytuacji. Derek to rozumiał. Tak postępowała większość, która została przemieniona przypadkowo. Jednak najbardziej bolało go, że Stiles mimo wszystko zdecydował się na związek z wilkołakiem jako człowiek i dał mu dziecko. Nie byli co prawda razem i pewnie nie widzieli się od tamtego czasu, ale ten nieznany alfa połączył się ze Stilesem w nierozerwalny sposób w osobie Damiena, a tutaj było czego zazdrościć.
Więź ojca i syna nie opierała się tylko na biologicznych aspektach. Wiedział o tym. Czuł to, widząc, jak Damien odnosi się do Jamesa. To była też kwestia wychowania. Jednak to co było pomiędzy Damienem a Stilesem było nie od opisania. Stilinski uspokajał się, wsłuchując w bicie serca syna. Pomógł Jeremy'emu podnieść Damiena w taki sposób, że chłopak się nie obudził, a jako alfa po transformacji i stresującym dniu powinien buzować energią i podskoczyć na najmniejsze poruszenie powietrza. Jednak tak się nie stało i Stiles nawet nie próbował skradać się do pokoju.
— Nie mogę uwierzyć, że go zobaczyłem po tylu latach — mówi Scott głosem zdławionym przez emocje.
— Dobrze było go widzieć — przyznaje, bo to prawda. — Jak się czuje Isaac? — pyta, bo najmłodszy z jego watahy odniósł ciężkie obrażenia i mimo że udawał, że wszystko w porządku, w powietrzu unosił się zapach bólu.
— Erica opatrzyła go i położyła spać, ale myślę, że jest w pokoju ze Stilli — urwał. — Ten Damien… On jest całkiem jak Stiles. Nieustraszony, chociaż nie ma najmniejszych szans. Przed własnym dobrem stawia bezpieczeństwo pozostałych. — Głos ponownie więźnie mu w gardle.
Obaj stoją w ciszy, spoglądając na las, który nagle ponownie wydaje się złowrogi. Allison i Boyd namalowali na drzewach runy, które polecił im rozrysować Jeremy, ale wiedzieli, że kelpia gdzieś tam czuwa.
— Kto by pomyślał, że Stiles będzie alfą — rzuca nagle Scott.
I Derek ma ochotę powiedzieć: a, ale to będzie kłamstwo i prawda zarazem. Dlatego poczuł ulgę, gdy Stiles odmówił wejścia do watahy. Dlatego poczuł z tego powodu ból.
— I to do tego taką niewielką — dodaje już całkiem radosnym tonem. — Myślisz, że dasz radę mnie obronić, jeśli nazwę wielkiego, złego alfę wilkołaczą chihuahuą? — pyta.
Derek parska.
— Nie sądzę, by Stiles chciał cię skrzywdzić — rzuca i to jest prawda.
McCall kiwa po prostu głową i obaj gapią się w ciemność.
Obecny i dawny Stiles to jedna i ta sama osoba. Ogromna odpowiedzialność, która spada nagle na ludzi może na nich różnie zadziałać. Niektórych niszczy, gdy są słabi. Innych stawia na nogi i daje im spokój, pewność siebie i siłę, ale cokolwiek by się nie stało — to wszystko było już w nich wcześniej.
Derek nie jest zaskoczony, gdy następnego dnia znajduje na wycieraczce zaproszenie na kolację. Stiles działa zgodnie z etykietą wilkołaków. Oficjalnie dziękuje za gościnę i pomoc. Derek spodziewa się podarunku oraz zaproszenia do Maine.
Na progu domu Stilinskich pojawiają się w komplecie. Jest nawet Chris z butelką wina.
Isaac czuje się już lepiej, ale gdy Damien zerka wymownie na Stilli i las za domem, kręci przecząco głową. Chłopak przez chwilę chyba rozważa użycie swojej siły, ale Stiles mruży oczy i napięcie odchodzi tak szybko jak się pojawiło.
— Chciałbym zapytać czy mógłbym zaprosić tutaj kilku członków mojej watahy — mówi, gdy dzieciaki znikają na piętrze.
Derek spogląda na niego zaskoczony.
— To bardzo stara kelpia. Wie, co robi — wyjaśnia szybko. — O ile się nie mylę w domu wyczułem Isaaca, Ericę, Boyda oraz Scotta — wylicza. — Chcę poprosić o pomoc dwóch konkretnych wilkołaków z mojej watahy. Nie będziemy was przewyższać liczebnie, ponieważ macie jeszcze Allison i Chrisa — dodaje.
To pytanie jest skierowane bezpośrednio do Dereka, ponieważ to na jego teren zamierza zaprosić kolejnych intruzów. Gdyby chciał przejąć ich terytorium, to właśnie podczas polowania na kelpię, byłaby ku temu najlepsza sposobność.
Stiles jednak nie jest zainteresowany niczym, co posiada Derek. I to też boli.
— Z twoim synem jest was sześcioro — mówi, ale to tylko formalność.
— Powinienem zatem liczyć Stilli? — pyta z błyskiem w oku.
— Ona nie podważyła autorytetu alfy obcej watahy. Mogłem odebrać to jako próbę przejęcia przywództwa — ciągnie dalej.
Stiles marszczy brwi i sięga po kieliszek. Sączy powoli alkohol, patrząc w przestrzeń, ale szybko otrząsa się z zamyślenia, gdy Damien ponownie pojawia się w salonie. Chłopak ma niezwykły talent do skradania się. Derek ma ochotę go skomplementować, ponieważ sam kiedyś był za to chwalony, ale się powstrzymuje.
— Masz coś do powiedzenia panu Hale'owi? — pyta Stiles, ale w jego głosie nie ma karcącej ani wymagającej nuty.
Damien waha się i w końcu robi niewielki krok do przodu.
— Pan Hale nie zaprosił nas do domu, gdy przyszliśmy się przywitać, chociaż wiedział, że jestem alfą, więc pierwszy mnie obraził — mówi dzieciak i Derek czuje, jak kły same wysuwają mu się z ust.
Stiles uśmiecha się, lekko rozbawiony.
— Potrafisz na to odpowiedzieć? — pyta Dereka.
— Nie przedstawił się jako alfa, a ja nie lubię się niczego domyślać — odpiera zarzut.
Stiles jakimś cudem musiał mieć dostęp do wszystkich protokołów spotkań wilkołaczych i na jego nieszczęście chyba czytywał to synowi do poduszki. Damien właśnie otwiera usta, żeby dodać coś na swoją obronę, ale zauważa spojrzenie ojca i pewnie, gdyby był przemieniony, podwinąłby teraz ogon.
— Wiem, kiedy odpuścić — mówi tylko. — Przepraszam, panie Hale. Nigdy więcej nie będę próbował podważyć pańskiego autorytetu, jeśli pan sam mnie pierwszy nie obrazi — dodaje z błyskiem w oku.
O tak, jego Derek powinien bać się najbardziej. Kiwa tylko głową, gdy Stiles rozkłada ramiona i Damien przytula się lekko.
— Możesz iść na górę — mówi do syna i chłopak znika. — Czy w takim razie mogę zaprosić dwóch członków mojej watahy na polowanie? — ponawia pytanie.
— Tak. Chcę wiedzieć, kiedy wyruszamy i jaki jest plan ataku albo poszukiwań — dodaje i widzi, że Stiles na chwilę tężeje. — Nie uwzględniłeś nas. — To nawet nie jest pytanie.
— Gdybym wiedział, że jesteś zainteresowany, nie pytałbym czy mogę zasilić nasze szeregi — wyjaśnia powoli. — Kelpia wycofała się, ponieważ wyczuła ciebie i Damiena — dodaje. — Do jej pokonania w zupełności wystarczy dwóch alfa. Po prostu byłem pewien, że załatwimy to jak wszystkie wewnętrzne sprawy — kończy niezbyt szczęśliwie, bo Scott się krztusi. Dawniej wataha korzystała z tego zwrotu, gdy chcieli coś ukryć przed Stilinskim. Jednak jeśli Stiles dostrzega ironię sytuacji, nie daje po sobie tego poznać.
— Ustalone zatem. Nikt więcej nie przyjeżdża, a w pogoń za nią wyruszymy dla pewności z naszymi watahami — decyduje, zanim Stilesowi wpadnie jeszcze jakiś pomysł do głowy.
— Myślę, że nie ma sensu angażować wszystkich — odzywa się nagle Stilinski. — Świetnie ze sobą współpracujecie. Czuję, jak dobrą macie więź, to ona czyni watahę silną.
Nawet nie kryje, że jest to komplement. Skutecznie i odpowiednio wymierzony. Isaac jako najsłabszy z nich prawie natychmiast dumnie się prostuje. Scott uśmiecha się lekko. Derek natomiast czuje ulgę, ponieważ nie wyczuwa złych intencji. Nie wie, czy potrafiłby cokolwiek zrobić, gdyby Stiles coś kombinował. Wątpił, czy ktokolwiek z jego watahy byłby zdolny do podjęcia kroków przeciwko Stilesowi.
Powinien teraz odpowiedzieć komplementem, ale nic nie przychodzi mu do głowy. Nic co nie byłoby stwierdzeniem faktu.
— Dobrze wyglądasz — mówi w końcu.
Nie jest z tego zadowolony, ale przedłużanie milczenia nie miało sensu, gdy tylko to kotłowało mu się w głowie. Stiles wydaje się zaskoczony, kiedy spogląda ponownie na niego. Szybko jednak się opanowuje, gdy słyszy ze swojej prawej strony niski warkot.
— Boże, ty też? — pyta, spoglądając na Jamesa. — Nawet za moich szkolnych czasów nie obdarzano cię tyloma negatywnymi uczuciami — mówi do Dereka z lekkim uśmiechem. — Chyba nie muszę wam przypominać, że jesteśmy tutaj gośćmi — zaczyna odrobinę głośniej, spoglądając znacząco na sufit.
Pomruk aprobaty dochodzi z góry i Stiles uśmiecha się w końcu.
— Będziesz musiał wybaczyć mojemu synowi. Nie lubi przebywać w towarzystwie alf — wyjaśnia. — W zasadzie jedynym, którego zaakceptował, jest James — dodaje, kładąc rękę na dłoni mężczyzny.
Derek porusza się niespokojnie, bo powoli dociera do niego sens słów Stilesa.
— Byłeś alfą? — pyta Jamesa, który krótko kiwa głową.
— Jak mówił Jeremy, to my wybraliśmy alfę — powtarza, podnosząc do góry kieliszek. — Za dobre wybory — wznosi toast.
Stiles sięga po swoje wino i podnosi szkło w górę.
— I za jutrzejszy dzień — dodaje.
