Następnego dnia pada. Nie jest to najlepsza pogoda do polowania na wodne magiczne stworzenie, więc Derek lada chwila spodziewa się informacji o odwołaniu akcji. Jeremy zjawia się z samego rana, pukając uprzejmie do drzwi, chociaż słyszeli go, gdy tylko zaparkował samochód. O dziwo członkowie tej watahy wolą przemieszczać się ludzkimi metodami, a nie w swojej naturalnej postaci.
— Witaj — mówi Derek.
— Chcę przekazać pozdrowienia i informację, że niestety warunki nie są sprzyjające — odpowiada mężczyzna.
— Wejdź do środka, zapraszam na herbatę. — Derek sugestywnie wskazuje na kuchnię, ale Jeremy waha się.
— Powinienem wracać. Alfa będzie się niepokoił — mówi wprost.
Derek uśmiecha się kącikami ust, bo doskonale zna to uczucie. Erica niepokoi go ilekroć opuszcza dom. Nigdy nie wiadomo, gdzie dziewczyna dokładnie się znajduje i w jakie kłopoty wpada.
— Stiles całe życie się urywał i irytował ludzi. Jeśli raz w życiu on się pomartwi, na pewno od tego nie osiwieje — parska.
Jeremy uśmiecha się lekko w odpowiedzi i przestępuje próg.
— Jest zaskoczony twoim zachowaniem — mówi.
Nie musi dodawać kto dokładnie. Od chwili przybycia do Beacon Hill każdy z członków watahy wypowiada się o Stilesie, używając dość konkretnych określeń. Pełnego szacunku 'alfy', miłości 'tato', bądź słodyczy 'Skarba'. Każde z nich na swój sposób pasuje do Stilinskiego. Patrząc z perspektywy czasu to Stiles zawsze o nich dbał, opatrywał, ganił, gdy robili coś głupiego, udzielał rad. Bez niego Scott zapewne nie przeżyłby nawet pięciu minut.
— Dziesięć lat to sporo czasu — przyznaje Derek.
Jeremy trzyma w dłoniach kubek z parującym napojem. Spogląda na Hale'a spod przymrużonych powiek, uśmiechając się lekko.
— Bardzo się zatem zmienił? — pyta.
Derek nawet nie musi się zastanawiać nad odpowiedzią.
— Nie.
Jeremy kiwa głową, jakby nie spodziewał się niczego innego.
— James naprawdę zrezygnował ze statusu alfy? — pyta Derek, bo to od wczoraj nie daje mu spokoju.
— Tak. Podobnie jak ja. W naszej watasze są jeszcze dwie alfy, które uznały przywództwo, ale nie zdecydowały się na zmianę. Jesteśmy dość dynamiczną grupą — przyznaje.
— Stiles to wymusił? — pyta, bo nie wyobraża sobie Stilinskiego w walce. Jest jedną z najmniejszych alf, jakie w życiu widział.
Jeremy śmieje się cicho.
— Nie. Nie proponował mi nawet dołączenia do watahy, dopóki sam o to nie poprosiłem. Przez prawie rok przecinałem od czasu do czasu ich terytorium. Pozwalał mi mieszkać w swoim domu, traktował z szacunkiem. Raz nawet pomógł mi doleczyć rany po spotkaniu z omegą — wylicza. — Rok odchodziłem i wracałem, a oni w międzyczasie stali się jakoś naszą rodziną — dodaje.
— Z Jamesem było podobnie? — pyta, bo nie może się powstrzymać.
Jeremy marszczy brwi.
— To nie jest moja historia. I nie alfy. Jeśli spytasz Jamesa, może ci opowie, ale tajemnice watahy pozostają w niej — mówi i Derekowi pozostaje zgodzić się z jego argumentem.
Sam też nie opowiada o tym, jak trafili do niego Erica i Isaac. Co przeszli wcześniej. Liczy się tylko życie obecne, układy w watasze.
— Chciałbym, żeby Stiles przyszedł na obiad, ponieważ musimy porozmawiać o tej kelpii. Nigdy dotąd nie walczyliśmy z czymś takim i chcę przygotować Scotta, który będzie mi towarzyszył — zmienia temat.
— Twój zastępca zaprosił już alfę i Damiena do siebie. Powinni być w drodze. Chłopak chciał spotkać się ze Stilli — wyjaśnia Jeremy. — Mogę jednak zadzwonić do niego — proponuje.
— To nie będzie konieczne. Odwiedzę zatem McCallów — szybko odpowiada Derek.
Spotkanie w towarzystwie przyjaciół będzie najlepsze. Wczoraj Stiles nie zachowywał się w stosunku do niego wrogo. W zasadzie traktował go jak obcego z neutralnym uśmieszkiem i prawie obojętnym tonem. James jednak krążył wokół, jakby wyczuwał niebezpieczeństwo albo niepokój partnera.
Do tego po incydentach z dzieciakiem Stiles starał się izolować Damiena. Chłopak prawie cały wieczór przesiedział z Anną i Stilli na piętrze. Schodził tylko, gdy został o to poproszony albo potrzebowali na górze czegoś do picia lub jedzenia. Stiles najwyraźniej obawiał się, że jego niepokorny syn zniweczy tymczasowy pokój. Dwie alfy w pomieszczeniu, nawet gdy jedna była łagodna, to było już wiele. Dzieciak z cechami dominującymi oznaczał tylko kłopoty, a musieli się jeszcze uporać z kelpią.
Kiedy podjeżdża pod dom McCallów, Damien spogląda na niego i delikatnie daje mu znać głową, że go widzi. Najwyraźniej wczoraj przeszli z ojcem serię rozmów na temat kultury. Macha mu więc przyjaźnie, ale chłopak marszczy brwi i wraca do zabawy ze Stilli, chociaż pada i oboje są przemoczeni.
To przypomina oswajanie bezdomnego psa.
— Damien nie ma zbyt dobrych doświadczeń z alfami — mówi Anna, odrywając się na chwilę od czytanej książki. — Nie jest też zbyt ufny — dodaje. Siedzi na werandzie, ukryta przed deszczem i spogląda od czasu do czasu na bawiące się dzieci.
— Nie wymagam zaufania — warczy Derek i Damien unosi głowę znad piaskownicy.
Dzieciak sztywnieje, ale powstrzymuje się przed odpowiedzią, gdy zdaje sobie sprawę, że jego opiekunce nic nie grozi.
— Musisz zrozumieć, że kiedy ostatni raz obcy alfa zbliżył się do jego ojca, chciał zabić Skarba — ciągnie dalej Anna. — A przedostatni raz skończył się tym, że Damien został odrzucony.
— Ojciec Damiena nie uznał go? — dziwi się Derek.
Spodziewał się raczej, że jakoś w trakcie związku Stiles pokłócił się z drugim alfą, ale nie mógł zrozumieć dlaczego wilkołak nie chciałby wychowywać swojego potomka.
— Anno — wchodzi jej w słowo Stiles — nie cierpię jak plotkujesz — karci ją lekko, pojawiając się wraz ze Scottem i Allison.
Ma na sobie eleganckie spodnie i granatową koszulę. Podobnie jednak jak James jest boso. Stuka tymi swoimi długimi palcami o bok szklanki i patrzy na kobietę, która wydaje się teraz o wiele bardziej odprężona niż kilka dni wcześniej. Jakby ten jeden wilkołak nie oznaczał zagrożenia, ale właśnie bezpieczeństwo. Mężczyźni są przemoczeni, ich koszule kleją się do ciała i Allison, jedyna ukryta pod parasolką, spogląda z wyjątkową dezaprobatą na kapiącą z nich wodę.
— Plotkowanie to mówienie nieprawdy — Anna odpiera zarzut i Stiles na chwilę drętwieje. Kiedy na nią patrzy, w jego wzroku nie ma nic miękkiego.
— Więc rób to tak, żeby przynajmniej nie słyszał tego mój syn. Nie chcę, żeby nauczył się nienawidzić człowieka, którego nigdy nie pozna — cedzi, a kobieta przez chwilę wygląda na zawstydzoną.
— Wiesz, że nie o to mi chodziło — zaczyna, ale Stiles bierze głęboki wdech.
— Wiem, ale nie jesteśmy tutaj, żeby roztrząsać takie sprawy. Powinniśmy się skupić na omówieniu kwestii kelpii — zmienia temat, chociaż Anna chciała chyba załagodzić sytuację.
Kiedy wchodzą do domu, Stiles odgarnia zabłąkany kosmyk z jej czoła.
— Przepraszam — szepcze.
— Ja też — odpowiada kobieta.
Allison wciąga powietrze do płuc, gdy na jej czystej podłodze pojawiają się mokre ślady. Nie mówi jednak nic i po prostu sięga po mopa. Anna bez słowa podaje mężczyznom ręczniki i zaplata dłonie na piersi, spoglądając na nich z dezaprobatą.
— No co? Musieliśmy odnowić więzi — zaczyna Stiles, błyskając białymi zębami.
— I to wymagało gry z lacrosse'a w deszczu? — pyta tylko.
— Pierwszy raz w życiu naprawdę mi to wychodziło — przyznaje bezczelnie Stiles.
Scott parska rozbawiony.
— Wydaje ci się. Jako gościowi nie wypadało mi wbijać ci bramek raz po raz — nabija się i James stara się nie roześmiać, gdy Stiles robi zszokowaną minę.
— Nie posunąłbyś się... — zaczyna, ale nie kończy, bo prawda jest taka, że McCall naprawdę pozwoliłby mu wygrać.
— Nigdy nie byłeś typem sportowca — mówi Scott.
Stiles przez tę krótką chwilę wygląda na dziesięć lat młodszego, gdy obejmuje McCalla ramieniem.
— To ja namówiłem cię na lacrosse'a, żebyśmy podnieśli swój szkolny status — przypomina mu.
Scott przez chwilę kiwa z niedowierzaniem głową.
— Pamiętasz mój pierwszy mecz? — pyta retorycznie. Oczywiście każdy z nich pamięta go doskonale. Derek został akurat wypuszczony z więzienia, Chris Argent wraz z Allison siedzieli na trybunach, a Scott walczył z przemianą, żeby nie rozpruć gardeł członkom wrogiej drużyny. Stiles w tym czasie grzał ławę i skakał jak wariat, ilekroć McCall wbijał bramkę.
— Jackson powiedział wtedy, że oszukujesz — przypomina Stiles. — Niedawno odkryłem, że to nie kwestia siły i szybkości, ale talentu do gry. Albo go posiadasz, albo nie — dodaje. — Myślę, że wciąż pierwszorzędnie podawałbym ci ręczniki i wodę podczas meczu.
Obaj zaczynają chichotać. Stiles nie powinien spoufalać się z nie swoją betą. W zasadzie w ogóle nie powinien okazywać słabości — zdaje sobie sprawę Derek. On nigdy nie pozwalał sobie na coś takiego. Zaufanie watahy i jej szacunek opierał się głównie na sile i mocy jej alfy. Jednak teraz, gdy patrzy na śmiejącego się Stilesa i słucha jego oficjalnego przyznania się do swoich ułomności, zastanawia się czy tak jest w istocie. Jego wataha wydaje się tym silniejsza im on słabszy, co jest paradoksalne.
— Kelpia — przypomina, ukrócając ich prywatne żarty.
Stiles niemal od razu sztywnieje, zdając sobie nagle sprawę z jego obecności.
— Jest stara. Nie wiem skąd przywędrowała i dlaczego akurat wybrała naszą zatokę, ale chciała Damiena od początku. Inne dzieci zwabiała nad brzeg, ale nie reagowały tak silnie na jej magię — mówi cicho. — O ile dobrze pamiętam jest tutaj niedaleko tylko jedno jezioro. Osaczymy ją tam. Scott i Jeremy będą w obwodzie, a my dwaj pójdziemy z przodu — dodaje. — Dla bezpieczeństwa będziemy musieli na waszych skórach wypalić runy — ciągnie dalej. — Jej śpiew… jest naprawdę… — Przez chwilę szuka słowa, ale nic mu nie przychodzi do głowy. — Nie możemy podejść zbyt blisko wody, bo tam jest najsilniejsza, ale odciągnięcie jej nie będzie łatwe.
— James nie idzie z tobą? — dziwi się Scott i Derek jest zadowolony, bo sam zamierzał zadać to pytanie.
— Nie. Damien będzie wiedział, że jestem w niebezpieczeństwie, więc będzie próbował się do mnie dostać. James zajmie go na tyle długo, żebyśmy zdążyli się z nią uporać. Wchłonął zbyt wiele jej magii, żebym mu pozwolił na kolejny kontakt z nią — tłumaczy, ściskając lekko dłoń partnera. — Allison i Chris powinni zostać w tym czasie przy Stilli. Pozostałych członków twojej watahy pozostawiłbym w odległości dwóch kilometrów od jeziora, w razie gdyby coś poszło nie tak.
Derek kiwa głową, bo sam nie wymyśliłby lepszego planu.
— Ciekawi mnie jak panujesz nad Damienem? Stilli jest nieznośna — parska Allison i Stiles przewraca oczami.
— Instynkt alfy. Wykorzystujemy go przeciwko niemu. Damien czuje się w obowiązku pilnować wszystkich dzieci, które nie są jemu równe — tłumaczy spokojnie. — Wtedy zachowuje się odpowiedzialnie, ale uwierz mi na słowo, że bez tego stymulanta jest nie do opanowania. Szczególnie dlatego, że jeszcze nie wie jak panować nad głosem alfy — dodaje, patrząc sugestywnie na Jamesa.
Mężczyzna uśmiecha się krzywo.
— Anna pilnuje go, gdy próbuje na nas coś wymusić — przyznaje. — W Oregonie Jeremy kupował mu przez tydzień lody, bo Damien cały czas na niego warczał.
Allison chichocze, chociaż Derek nie widzi w tym nic śmiesznego.
— Więc do okiełznania alfy potrzebny jest zwykły człowiek? — pyta zadziornie.
— Mnie bynajmniej nie możesz podejrzewać o umniejszanie roli ludzi w watasze — zaczyna z krzywym uśmieszkiem .
Anna cmoka go w mokry policzek i mierzwi włosy, co mówi nawet więcej niż jego wcześniejsze słowa.
— Mamy dość wysoką pozycję w hierarchii — mówi kobieta. — Uczymy pozostałych jak zachowywać się wśród ludzi. Nie wszyscy, którzy do nas trafiają, mieli wcześniej z wami kontakt — przyznaje. — Pewnie zajmujesz się podobnymi rzeczami.
— Nie, ta wataha nie przyjmuje ludzi — odpowiada Stiles. W jego głosie nie ma żalu, ale żołądek Dereka ściska się boleśnie, bo Allison też uważa to za oczywistość. Chociaż dawniej w rodzinie Hale'ów nie było ważnym, jakiego jesteś pochodzenia i czy masz większą siłę od swojego kuzyna. To jednak odeszło bezpowrotnie, mimo że Chris i Allison są z nimi bardzo blisko.
— To dziwne — wtrąca się Anna. — Myślałam, że jako żona Scotta... — urywa, bo Stiles kręci przecząco głową.
— Nie wtrącamy się w sprawy wewnętrzne innych watah. Każdy alfa decyduje o członkach swojej grupy — gani ją lekko i najwyraźniej nie pierwszy raz.
— Więc kto uczy pozostałych, że nie obwąchuje się ludzi? — pyta mimo to.
Derek ma ochotę powiedzieć, że Stiles, ale powstrzymuje się. Właśnie to robił Stilinski, gdy wataha w Beacon Hill powstawała na nowo. Ukierunkowywał ich, wdrażał do życia wśród ludzi, humanizował…
— Członkowie mojej watahy wcześniej byli ludźmi. Wiedzą jak się zachowywać — mówi tylko, ponownie odwracając wzrok.
Anna wciąż nie wydaje się przekonana, ale Damien i Stilli wracają do środka, więc po prostu idzie za nimi żeby zaparzyć im herbatę i zminimalizować bałagan, który robią wokół siebie. Pomaga jej Allison i James. Przez chwilę wyglądają jak rodzina. Współpracują ze sobą bez słów. Każdy zna swoją rolę.
Scott marszczy brwi, widząc to.
— Miłość do dzieci łączy ludzi — wyjaśnia Stiles.
— Gdzie jest matka Damiena? — pyta McCall.
Derek wciąga głęboko powietrze do płuc, gdy Stiles odwraca głowę, sztywniejąc. Scott zawsze miał niewyparzoną gębę i prędzej mówił niż myślał.
— Wyjaśniliśmy już to twojemu alfie — odzywa się nagle James.
Scott marszczy brwi i porzuca temat, ale Stiles wzdycha ciężko.
— Nominalnie to ja jestem jego matką — mówi w końcu i w pomieszczeniu jest bardzo cicho.
— Zmieniłeś płeć? — pyta w końcu Scott. — Mężczyźni nie…
— W bardzo rzadkich przypadkach, owszem. Alfa, z którym są w kontaktach musi być naprawdę silny magicznie i sami nie mogą mu w tym ustępować — tłumaczy Stiles. — A ponieważ dwie alfy przeważnie nie są w stanie się znieść bez wzajemnego zagryzania, a związki homoseksualne wśród wilkołaków występują bardzo rzadko… — urywa, bo McCall otwiera bardzo szeroko usta, a potem zielenieje na twarzy.
— Co z twoim ojcem? — pyta słabo.
— Po rewelacjach o wilkołakach spodziewał się tego chyba nawet bardziej niż ja — parska Stiles. — Potem tylko strzelał do każdego, kto zbliżył się do naszego domu — dodaje, spoglądając znacząco na Jamesa. — I prawie nigdy nie chybiał. Uspokoił się dopiero, gdy dałem mu kilka książek do przeczytania, bo zdał sobie sprawę, że to jednorazowy przypadek. Teraz po prostu kocha wnuka.
Damien mimo protestów strząsa resztę wilgoci z włosów na podłogę, a Derek czuje się jak intruz.
— Kto jest zatem ojcem? — pyta Scott.
Spojrzenie Stilesa odrobinę twardnieje, ale mimo to odpowiada.
— Silnym magicznie alfą — odpowiada, korzystając z wcześniejszych słów.
— Ale gdzie jest teraz? — dopytuje Scott, chyba nie zdając sobie sprawy, że narusza prywatną strefę Stilinskiego. — Chodzi mi o to, że musiał chyba zauważyć, że ty… — urywa zakłopotany. — Wiesz, twoje ciało się zmieniło… Chyba… Nie wiem — jąka się zażenowany.
— Kiedy zmiany zaczęły być widoczne, byliśmy już z tatą w drodze do Maine. Uznaliśmy, że kontynuowanie tej znajomości nie miało sensu. On mnie nie kochał, a ja nie potrafiłem być z kimś, kto mnie nie kocha, więc… — Głos grzęźnie mu w gardle, ale mimo to kontynuuje: — Scott, chodzi o to, że on mnie nie chciał i gdy to powiedział, czułem, że coś między nami pękło. Potem okazało się, że dziecko wyczuło jego niechęć, a ponieważ było wilkołakiem, instynktownie chciało znaleźć się jak najdalej od alfy, który go nie uznał — wyjaśnił sucho. — Gdybyś zerwał z Allison, gdy ta była w ciąży, Stilli wyczułaby to jako afront z twojej strony — dodaje.
Przerażenie na twarzy Scotta sugeruje, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Jego miłość do kobiety jest zbyt wielka, a córka jest dla niego wszystkim.
— Wychowujemy Damiena z Jamesem. Ma dom, w którym jest kochany. To lepsze niż ciągle walczący ze sobą rodzice — dodaje z uśmiechem Stiles, a dłoń Jamesa ląduje na jego ramieniu.
— Dziadek jest najlepszy! — piszczy chłopak, wcale niezrażony wspomnieniem o drugim ojcu. W wilkołaczych rodzinach takie rzeczy są nie do ukrycia i musiał słyszeć tę historię wielokrotnie. Jednak najbardziej przerażające jest to, że Stiles zdaje się być pogodzony z losem. Odszedł od jedynego partnera, z którym był w pełni kompatybilny, żeby w spokoju wychować syna i zdaje się nie mieć urazy za wcześniejsze odrzucenie. Jakby to było dość logiczne.
— Nie chciał cię, bo byłeś człowiekiem — mówi Derek i czuje gorycz w ustach, bo nagle dociera do niego, że Allison musi stać się częścią jego watahy. Podobnie jak Chris. Ich obecność nagle nabiera sensu. Są związani z grupą i wnoszą do niej emocje, poczucie normalności i empatię. Stają na straży ich praw od lat, więc nie są gorsi.
— Tak — odpowiada krótko Stiles. — Jednak byłbym wam wdzięczny, gdybyśmy skupili się na sytuacji obecnej. Skoro już tutaj jesteś, mamy dla ciebie, Derek, prezent — dodaje.
Damien wypada bez słowa przed dom i słychać, że szamocze się z drzwiami od samochodu. Gdy W końcu wraca, zostawiając na podłodze jeszcze więcej brudnych śladów, trzyma w dłoniach wielką fotografię oprawioną w ramkę. Ludzie na niej prawie się nie mieszczą w kadrze. Część z nich jest przemieniona i błyska długimi kłami. Stiles stoi na samym środku, trzymając Damiena za rękę, a za nim jest John Stilinski. James stoi w pobliżu Stilesa, ale nie na tyle blisko, żeby można było odczytać, jaki jest między nimi układ.
— Wiem, że przeważnie nie zawiązuje się przymierzy na taką odległość, ale członkowie mojej watahy często wędrują po kraju. Gdybyście potrzebowali jakiejkolwiek pomocy, mój telefon jest zawsze włączony — mówi, podając Derekowi fotografię.
Derek nie tego się spodziewał. Liczył raczej na garść ziół albo jakąś księgę. To nawet nie jest propozycja przymierza, a jednostronne zobowiązanie, którego alfa silniejszej watahy nigdy się nie podejmuje. Derek nie musi na nie odpowiadać, ale odkrywa, że chce.
— To raczej nieoczekiwane — zaczyna. — Scott czy masz tutaj zdjęcie naszej watahy? — pyta, a McCall bez odpowiedzi już wybiega na piętro swojego domu.
Wraca w chwilę później z o wiele mniejszą fotografią i Derek zamiera, bo tuż obok niego stoi dziesięć lat młodszy Stiles. Wtedy po raz ostatni zrobili wspólne zdjęcie i to ono ujawnia najwięcej. Allison i Scott tulą się do siebie. Erica, Isaac i Boyd tworzą tło, a Peter jest oddalony od całej reszty. Derek patrzy przed siebie, a Stiles… Stiles opiera się o niego ufnie.
— Zatem możecie liczyć na to samo z naszej strony — mówi Derek, odchrząkując, gdy podaje fotografię Stilesowi.
Ten przez chwilę jest zszokowany, ale nie drży mu dłoń, gdy podaje zdjęcie synowi.
— Tato, to ty! — krzyczy Damien zdziwiony, a potem patrzy podejrzliwie na Dereka. — Naprawdę byliście przyjaciółmi — stwierdza po chwili, marszcząc brwi. Musiał jednak słyszeć całą wcześniejszą rozmowę Hale'a z Jamesem.
— Nie — odpowiada jednak Stiles, zaskakując wszystkich. — Przyjaźniłem się ze Scottem. Z Derekiem współpracowaliśmy tylko — tłumaczy i to nie jest kłamstwo, ale nie jest też prawda.
James gapi się na fotografię i nie jest zachwycony, ale bez słowa chowa ją w torbie.
— Dziękujemy zatem — mówi Stiles. — Nasza wataha uwielbia podróżować, więc powiadomię ich o bezpiecznej przystani na terytorium Hale'ów.
— Jak nazywa się wasze terytorium? — pyta Derek.
— Ellsworth, zamieszkujemy w zasadzie cały obszar — wyjaśnia Stiles.
Damien zsuwa się ponownie z krzesła i patrzy z nadzieją przez okno, ale wciąż pada. Isaac wyjaśnił mu wczoraj, że pobiegną do lasu dopiero, gdy zniknie niebezpieczeństwo i chłopak jest na tyle inteligentny, żeby wiedzieć, iż dzisiaj już nic z tego. Stiles wyjaśnił im wczoraj bardzo dokładnie jak działa śpiew Kelpii. Gdy panuje wilgoć, jej głos w formie fal może przenosić się na duże odległości, a wtedy jej magia byłaby nie do opanowania. Pozostawało im mieć nadzieję, że jutro wstanie słońce.
— Czy Stilli mogłaby u nas dzisiaj spać? — pyta z nadzieją w głosie, ale Stiles marszczy brwi.
— Nie chcesz spać u mnie w łóżku? — dziwi się, a Damien czerwieni.
— Tato, jestem już dorosły! — krzyczy, patrząc w stronę Dereka z wyzwaniem w oczach.
Jego policzki są czerwone z zażenowania, ale stara się to zamaskować gniewem. Tego nie miał na pewno po Stilesie. Stilinski nigdy się niczego nie wstydził. Doprowadzenie go do rumieńca wymagało bardziej fizycznej interakcji.
Derek odchrząknął, odganiając niechciane myśli.
— Potrzeba chronienia ojca nie jest powodem do wstydu — mówi cicho Stiles, a Damien odpręża się.
— Czyli dzisiaj w nocy będzie cię chronił James? — pyta chłopak.
Anna krztusi się, starając zachować jednak kamienną twarz. Scott natomiast udaje, że niczego nie słyszał. Chyba właśnie zaczął działać jego syndrom wyparcia.
— Zmieniasz temat, Dami, bo boisz się, że Stilli będzie się z ciebie śmiać, a pan Hale nie uzna za równego sobie — ciągnie Stiles niezmieszany. — Każdy w twoim wieku spał czasami z rodzicami. Mój tata był szeryfem i bałem się o niego każdego dnia — tłumaczy.
— Nie ważnym jest to, co myślą o tobie inni, ale to co myślisz sam o sobie — recytuje marudnym tonem chłopak i wydyma wargi. — Czyli jeśli Stilli zostanie na noc, będzie mogła z nami spać? — wypala nagle, a Stiles mruga zaskoczony.
— Myślę, że dzisiaj nikt nie będzie u nas spał, bo jutro wybieramy się na małe polowanie i wszyscy muszą być wypoczęci. Chcesz chyba jutro wieczorem pobiegać po lesie, prawda? — pyta i chłopak od razu zapala się do tego pomysłu.
Allison nie może ukryć szybszego bicia serca, gdy Stiles całuje czoło Damiena. Jest w tym geście coś prawdziwego; zmęczenie, miłość, troska, ból i strach. Planują jutrzejsze polowanie na kelpię jak wspólne bieganie podczas pełni. Alfa nie może okazać strachu, bo podczas walki członkowie jego watahy pokładają w nim największe nadzieje. Derek zna to z autopsji, dlatego wczoraj i dziś ani razu nie zadrżał mu głos, gdy omawiali szczegóły.
Obaj jednak wiedzą, że będzie ciężko. Kelpia bez trudu poradziłaby sobie z ich betami, więc w zasadzie są zdani głównie na siebie. Ich magia jest silniejsza, do tego Stiles miał już do czynienia z tą istotą, więc wie do czego jest zdolna.
