Wiem, dawno się nie odzywałam, ale miałam inne piorytety. Ostatnio znalazłam trochę czasu i powstała kolejna część opowiadania. Następna powinna pojawić się szybciej, bo mam ją już prawie skończoną :)

Nie miała romansu z Markiem, ale częściowo przez niego nie miała ostatnio czasu. Najpierw pomagała mu przy kilku sprawach, a potem wspólnie prowadzili dwie kolejne. Ta była ich trzecią. Kątem oka zauważyła postać Marka za plecami Maćka – stał niezdecydowany, zastanawiając się nad następnym krokiem. Spojrzała na niego, próbując mu przekazać wzrokiem, że poradzi sobie sama z całą sytuacją, ale wcale nie była tego taka pewna. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał i nie wiedziała czego jeszcze może się spodziewać. Sama też powoli zaczynała się denerwować, a to nie był dobry znak – kiedy tak się działo, często przestawała panować nad językiem i kilka razy zdarzyło się jej powiedzieć za dużo. O wiele za dużo. A tego nie chciała.
- Nie możesz mi nawet spojrzeć w oczy i przyznać że masz romans! Jak długo? – potrząsnął nią. – No jak długo masz z nim romans? Miesiąc? Dwa? A może dłużej? Odpowiedz mi do jasnej cholery!
Kiedy kolejny raz nią potrząsnął, czuła jak coś w niej pęka i wszystkie opory, jakie miała przed odzywaniem się znikły, a złość bierze górę.
- Może gdybyś miał dla mnie czas nie czułabym się tak samotnie! Ale ciebie nigdy nie było – tylko praca i praca… I nie mów mi, że to przeze mnie! – rzuciła, widząc jak otwiera usta i chce coś wtrącić.. – Ile razy kiedy, prosiłam cię żebyś przyszedł, słyszałam „nie mogę", „mam pacjenta", „jestem zmęczony"? Przez ostatni miesiąc olałeś mnie kompletnie. W ogóle się ze sobą nie widzieliśmy, a rozmowy, w których poświęciłeś mi więcej niż kilka sekund, odbyliśmy może dwie. Za trzy miesiące mieliśmy się pobrać! Jak ty to sobie teraz wyobrażasz? Nie pisałam się na taki związek. – Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, kiedy poczuła uderzenie na policzku. Momentalnie zmieniła ton wypowiedzi. – Wyjdź. Nie chcę cię nigdy więcej widzieć.
- Agata, ja… - wydawało się, że Maciek otrząsnął się z amoku i dotarło do niego co robi, ale kobieta nie miała ochoty z nim rozmawiać. Odwróciła się do okna i nie widzącym wzrokiem zaczęła wpatrywać w jakiś punkt na horyzoncie. Nie mogła uwierzyć w to co się stało. Nie chciała w to wierzyć, ale palący ślad na policzku nie pozwalał tak łatwo wyrzucić całego zdarzenia z pamięci. Jednak kiedy przez kilka minut mężczyzna nie wykonał żadnego ruchu, wiedziała, że nie zamierza wyjść. Nie musiała go widzieć, żeby wiedzieć, że mierzy teraz Marka spojrzeniem, jakby dając mu do zrozumienia, że to nie on jest intruzem w jej mieszkaniu. Wiedziała, że musi to ukrócić, ale nie była w stanie zrobić nic więcej niż wyszeptać lekko:
- Marek…
Nie było ją stać na więcej, ale Dębski zrozumiał, czego potrzebuje, trudno było zresztą nie zrozumieć. Zganił się że nie zareagował szybciej, że nie zatrzymał jakoś Maćka, ale teraz nie było czasu na rozmyślania, tylko na działanie. Zmuszając się do bezruchu i powstrzymując wściekłość wyrzucił z siebie najbardziej nieprzyjemnym tonem, na jaki był w stanie się zdobyć, jedno krótkie słowo:
- Wynocha.
Widział jakie spojrzenia rzucał mu Maciek jeszcze kilka chwil wcześniej, ale był bardziej zainteresowany Agatą, więc nie zareagował. Teraz bał się, że jeśli powie coś więcej, to straci nad sobą kontrolę i zrobi coś, czego w innym wypadku nie zrobiłby.
Maciek rzucił jedno spojrzenie na nieruchome plecy Agaty i wściekłą minę Marka i zdecydował, że wyjście z mieszkania jest najbezpieczniejszą opcją. Nie wyszedł jednak bez słów. Chciał im pokazać, że nie zostawi tak tej sprawy. W końcu jak mógł to zostawić – jego narzeczona ma romans na trzy miesiące przed ślubem i jeszcze próbuje wypierać się oczywistego.
- Wrócę.
Nie zdążył zrobić dwóch kroków za próg, jak usłyszał szczęk przesuwanej zasuwy.
Marek nie był pewny co ma zrobić, kiedy już pozbył się natrętnego gościa, więc zrobił to, co pierwsze przyszło mu na myśl – zamknął drzwi na zasuwę, a później wrócił do salonu i stanął koło Agaty. Kilka sekund milczał, obserwując tylko jej bezruch, ale w końcu zdecydował się odezwać i przerwać ciszę.
- Wszystko w porządku? – Jeszcze nie skończył mówić, a wiedział jaka będzie jej odpowiedź. Zganił się w myślach za bezmyślność, ale nie mógł cofnąć pytania. Mógł tylko liczyć, że mu odpowie i nie będzie chciała wyrzucić za drzwi.
Agata przez moment rozważała nieodpowiadanie, ale kiedy spojrzała Markowi w oczy widziała w nich szczerą troskę. Mimo to próbowała ukryć prawdę, nie chciała zrzucać na niego więcej swoich problemów.
- Tak. – powiedziała, po czym wybuchnęła płaczem, sama sobie zaprzeczając, że wszystko jest w porządku. Kiedy poczuła jak Marek ją obejmuje, rozpłakała się jeszcze mocniej, zaciskając ręce na jego koszulce, gdy się poruszył. Była świadoma, że coś do niej mówi, ale nie była w stanie zrozumieć słyszanych słów.
Marek nie lubił płaczących kobiet, nie wiedział jak ma się wtedy zachować. Po chwilowym namyśle objął Agatę i przytulił ją do siebie. Kiedy tylko zamknął ją w swoich ramionach, ta rozpłakała się mocniej. Myśląc, że to przez niego, chciał się odsunąć, ale kiedy tylko się poruszył, poczuł jak jej dłonie zaciskają się na materiale koszuli, utrzymując go w miejscu. Przypomniało mu się, że kiedy był dzieckiem i czuł się źle, matka brała go na kolana i gładziła uspokajająco po plecach. Nie wiedział czy zadziała to i w tym przypadku, ale ponieważ nie miał innego pomysłu postanowił spróbować.
- Cicho… wszystko będzie dobrze… spokojnie… wszystko się ułoży…
Gdyby ktoś później zapytał go co mówił do Agaty, nie byłby w stanie powtórzyć żadnego słowa. Nawet za wszystkie skarby świata. Ponownie poruszył się dopiero, kiedy przestała płakać, a w pokoju zapadła cisza. Położył rękę na jej policzku, przechylając głowę tak by móc jej spojrzeć w oczy. Chciał zobaczyć, czy wszystko z siebie już wyrzuciła, czy zostało coś jeszcze co ją gnębi, ale nie był pewny. Nie chciał na nią naciskać, w końcu to nie był jego interes. Chociaż po wcześniejszych wydarzeniach to równie dobrze mógł być jego interes – w końcu został oskarżony o romans z Agatą. Chciał ale i nie chciał wiedzieć. Stwierdził, że jeśli będzie chciała, to sama mu powie.
Pomyślał, że po tym co zaszło, wino dobrze im zrobi, więc wypuścił kobietę ze swoich ramion. Zanim jednak zdążyła odejść choć o krok, pochylił się i pocałował ją w czoło – ot, taki impuls, po czym bez słów podszedł do stołu, rozlewając pozostałą w butelce ilość trunku do kieliszków. Gdyby spojrzał na Agatę zobaczyłby na jej twarzy zdziwienie, które znikło tak szybko jak się pojawiło i znowu wpatrywała się gdzieś w przestrzeń. Wrócił do niej i podał jeden kieliszek. Oparł się o framugę okna i obserwował jej sylwetkę, zastanawiając się co może zrobić, żeby poprawić jej humor. Jak na złość, miał kompletną pustkę w głowie. Nie wiedział nawet czy jest to możliwe. Jego wzrok był tak intensywny, że w końcu odwróciła głowę w jego stronę, podnosząc brew w niemym pytaniu „Co?".
- Jeżeli jest coś co mogę zrobić… - Widział, jak jej brew znika pod grzywką. Pamiętając, że obiecał sobie nie narzucać się, wymamrotał cicho, jednocześnie uciekając wzrokiem: - Chciałem, żebyś wiedziała, że… jestem tu, jeśli mnie potrzebujesz.
Nie słyszał odpowiedzi, więc, obawiając się, że przesadził, wypił duszkiem zawartość kieliszka, a pusty odstawił na półkę obok. Nie chciało mu się robić tych kilku kroków, żeby odnieść go na stół.
Zaskoczył ją. I to po raz kolejny w ciągu kilkunastu minut. Zdawał się wiedzieć czego potrzebowała – uścisk, wino, a teraz jeszcze ta deklaracja… Jestem tu jeśli mnie potrzebujesz... Czuła szczerość w jego słowach i, choć odwrócił wzrok, widziała ją w jego oczach. Znaczyło to dla niej naprawdę wiele, a szczególnie po takim wieczorze. Usłyszała stuk szkła o drewno i, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wiedziała co ma zrobić. Położyła rękę na policzku Marka i obróciła go twarzą do siebie, kopiując jego wcześniejsze zachowanie.
- Wiem. – powiedziała patrząc mu prosto w oczy. – Dziękuję. – po czym zrobiła coś, co zaskoczyło ją w równym stopniu, jak Marka – pocałowała go w usta, jednocześnie nie dając dość do głosu. Kolejny tego dnia – a w sumie wieczoru – impuls, któremu poddała się bez zastanowienia Kiedy, po początkowym szoku, oddał pocałunek poczuła się… chciana. Nie potrafiła tego inaczej określić.. Zatraciła się w tym uczuciu. Zapomniała o otaczającej ją rzeczywistości, jedyną rzeczą jak miała znaczenie były usta na jej ustach i ręce błądzące gdzieś po plecach.
Ocknęła się dopiero kiedy usłyszała ciche:
- Nie.
Momentalnie zrobiło się jej zimno. Zamknęła oczy i spuściła głowę. Chciała odwrócić się i uciec do kuchni, byle tylko zwiększyć dystans między nimi, jednak ramiona Marka przytrzymały ją w miejscu. Przez chwilę próbowała wyrwać się z objęcia, ale on ani drgnął. Otworzyła usta żeby zaprotestować, ale zanim zdążyła się odezwać, Marek kontynuował.
- Nie chcę żebyś zrobiła coś, czego później będziesz żałować.
Jej mózg potrzebował kilku sekund, żeby zarejestrować to co usłyszała, ale kiedy dotarło to do niej, zaniechała ucieczki. Z jednej strony była na niego zła, że podejmuje decyzję za nią. Przypominał jej tym Maćka, który najczęściej nie brał jej opinii pod uwagę. A właśnie o Maćku chciała zapomnieć w najbliższym czasie. Z drugiej strony była mu wdzięczna, bo nie wiedziała, czy sama byłaby w stanie się zatrzymać nim będzie za późno. Jednak nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Bała się tego co może tam zobaczyć. Nie zniosłaby myśli, że jej zachowanie zniszczyło ich przyjaźń. Chciała zniknąć, zapomnieć o zdarzeniach z ostatniej doby, choć wiedziała że to niemożliwe. Stała tak kilka minut, pogrążona w myślach, z których wyrwał ją głos wspólnika.
- To ja już pójdę… - w jego głosie wyraźnie słychać było niezdecydowanie. Wiedział, że po zdarzeniach sprzed kilkunastu minut Agata jest rozdarta wewnętrznie i bał się, że jeśli zostanie to zrobi coś głupiego. Z drugiej strony nie chciał jej teraz zostawiać samej bo kto wie co mogłoby wpaść jej do głowy. Gdyby miał obstawiać zakłady, postawiłby na niezapowiedziany wyjazd. Niechętnie wypuścił ją ze swoich ramion. Zrobił zaledwie kilka kroków, kiedy zatrzymał go głos Agaty.
- Zostań. – musiał wytężać słuch, żeby zrozumieć co powiedziała, bowiem jej głos był niewiele głośniejszy od szeptu.
Odwrócił się na pięcie i powoli wrócił pod okno, zatrzymując się kilka centymetrów od kobiety, zastanawiając się co dalej. Wiedział, że następny ruch należy do niej i nie zamierzał jej poganiać. Po kilku minutach ciszy Agata poruszyła się, ale nie by odejść jak się spodziewał, tylko żeby znaleźć się w jego ramionach.
- Dziękuję. – jej głos, choć stłumiony przez materiał koszulki, był wyraźny. – Że jesteś. I że… mnie zatrzymałeś. – zamilkła na chwilę. – Nie zniosłabym myśli, gdyby to zniszczyło naszą przyjaźń. Nie mogę Cię teraz stracić, nie po tym jak… Maciek... postawił mnie w takiej sytuacji…
- Agata – zaczął spokojnie, ale widząc, że kobieta nie poruszyła się, jedną ręką uniósł jej twarz do góry tak aby móc spojrzeć jej w oczy. Chciał, żeby wiedziała, że mówi prawdę. – Nie stracisz mnie. Nie przez to. Obiecuję. A teraz powiedz o co chodziło Maćkowi. Wiem, że nie chcesz o tym myśleć ani rozmawiać, ale jak to zrobisz to będzie ci lżej.
Wiedziała, że Marek ma rację, ale chciała zapomnieć o dzisiejszym wieczorze i scenie z Maćkiem. Na samą myśl o tym zbierały się jej łzy w oczach. Chociaż im dłużej nad całą sprawą myślała, tym bardziej podobał jej się pomysł współpracownika. Po kilku minutach ciszy zaczęła opowiadać.
- Pamiętasz tę sprawę spadkową w Gdańsku przy której ci pomagałam?
- Córka zmarłego wyjechała i słuch po niej zaginął aż do czasu informacji o śmierci ojca.
- Właśnie. Maciek miał wtedy szkolenia na zmianę z wyjazdami na konferencje. Widywaliśmy się raz, może dwa w tygodniu. Nie chciałam siedzieć sama w domu, więc zaproponowałam że ci pomogę.
- I pomogłaś. – wtrącił Marek, w odpowiedzi otrzymując lekki uśmiech.
- Kiedy pojechałam do córki, żeby z nią porozmawiać Maciek zadzwonił, że zarezerwował stolik w restauracji i bardzo się zdenerwował, że nie ma mnie w Warszawie i nie wiem kiedy wrócę. Później była wspólna sprawa we Wrocławiu i ta w której Cię zastępowałam bo musiałeś wyjechać. Za każdym razem Maciek próbował zorganizować jakąś niespodziankę i denerwował się bo nie miałam dla niego czasu. Tym bardziej, że nie chciał jeść w domu, tylko koniecznie gdzieś na mieście, a kiedy oboje byliśmy w mieszkaniu nie było mowy żebym siedziała nad aktami. Zaczął brać więcej dyżurów i coraz więcej czasu spędzałam w samotności.
- Więc rzuciłaś się w wir pracy. – skwitował Marek.
Agata westchnęła, niechętnie opuszczając ramiona przyjaciela, ale musiała usiąść. Ku jej zaskoczeniu, Marek usiadł koło niej i znowu przytulił. Musiała przyznać, że było to miłe uczucie. I chociaż miała ochotę po prostu położyć się i zasnąć, chciała skończyć mówić.
- Więc rzuciłam się w wir pracy. Ale zawsze starałam się znaleźć chociaż kilka minut żeby zadzwonić do Maćka, albo wysłać mu jakiegoś miłego sms-a. Kiedy to było możliwe jadłam z nim obiad. Z każdym kolejnym dniem robiło się gorzej – coraz rzadziej odbierał moje telefony, przestawał odpisywać… Ostatni miesiąc spędziłam zastanawiając się czy słusznie robię wychodząc za niego, tym bardziej, że wcale się nie widzieliśmy a rozmawialiśmy w sumie może dziesięć minut. To nie tak miało wyglądać, nie takiego związku chciałam… - Agata znowu się rozpłakała, to było silniejsze od niej. Kiedy myślała o tym, że za trzy miesiące miała brać ślub, wydawało jej się to zupełną abstrakcją. I nie chodziło o to, że nie była gotowa, tylko o to jak potraktował ją Maciek.
Byli ze sobą od czasów liceum. Przetrwali chaotyczne studia, choć jeśli dobrze się przyjrzeć, to Agata walczyła o każdą chwilę jaką ze sobą spędzili w czasie tych pięciu lat. Tak jak wtedy kiedy Maciek robił specjalizację, a ona była na aplikacji adwokackiej. To był koszmar ale udało im się przetrwać również ten okres. Teraz kiedy wydawało się, że są na najlepszej drodze do szczęścia wszystko znowu się komplikowało. Ale Agata nie miała siły walczyć. Nie tym razem. Dla niej ten związek był skończony.

cdn.