- Poświeć mi – wymamrotała Ace przez wiązkę kabli.

- Jest zupełnie jasno – odparł Doktor, grzebiąc po kieszeniach płaszcza.

- Nawet nie widzę, jaki kolor ma ten… dzięki. No, zrobione.

Wstając, wytarła ręce o spodnie, po czym sięgnęła po plecak, zarzuciła go na ramię i spytała – Dokąd teraz?

Doktor wręczył jej latarkę, a sam rozwinął wyjętą zza otoku kapelusza karteczkę i wpatrzył się w nią, mrużąc oczy. Przysuwał papierek do nosa i odsuwał go, póki Ace nie parsknęła śmiechem.

- Tędy – czubek doktorowego parasola zatoczył mały łuk i wycelował w wylot jednej z kilku alejek.

- Pani pozwoli?

Tłumiąc chichot, ruszyła za nim pomiędzy kamienne domy.

- Hmm. To będzie… o, tu.

Weszli razem do bramy. Ace płynnym ruchem zrzuciła plecak i przysiadła na bruku nad kratką ściekową.

- Światło – zażądała. - Dziwne, że nie trafiliśmy na patrol.

- Rzeczywiście, dopisało nam szczęście. Już ostatni ładunek i żadnych przeszkód.

- Mhm. Nie zapeszaj.

- Ace – powiedział niby to zgorszonym tonem – idea „pecha"-

- Ty zacząłeś o szczęściu. Ale byłabym spokojniejsza, gdyby nas dorwali i kazali się tłumaczyć. Głupie, co?

Spojrzała w ciemne niebo, a potem podjęła – Jak wieża runie, będzie pandemonium, nie?

- Dantejskie sceny.

- Ano. I tak mi się pomyślało, nie, czy zdantyzują tych, co trzeba?

- Zdantyzują?

- Oj, no wiesz. Uch, durny kabel… Pewnie mam paranoję…

- Przeciwnie, pytanie jest bardzo na miejscu. Zniszczysz sobie zęby.

- Zgubiłam ściągacz do izolacji.

- Dlaczego mi nie powiedziałaś?

- Nie było czasu – Ace zmierzyła kabel wzrokiem, zanim go zagryzła i zamaszyście wypluła kawałki plastiku do ścieku.

- Czas, zdaniem niektórych filozofów z twojej planety, jest jedynie sposobem organizacji umysłu.

- Mówisz.

- Mhm.

- Daj mi krokodylki z plecaka. To jakim cudem w nim podróżujemy?

Doktor wręczył jej garść krokodylków z własnej kieszeni.

- Kolejne dobre pytanie. Może w głębszej rzeczywistości wszystko jest równoczesne?

- Jasne, Profesorze. A przyczynowość?

- Właśnie, Otóż, Ace-

Przechyliła głowę, krytycznie przyglądając się własnemu dziełu.

- I co to ma do mojego pytania?

- Miałabyś ochotę zwiedzić Królewiec?

- Chcesz mnie zapoznać z Kantem? - Wstała, podpierając się ramieniem.

- Dzięki, Profesorze, ale czytałam Prolegomena i mam faceta dość na całe życie.

Doktor uniósł brwi, przyjemnie zdziwiony.

- Może powinnaś się zapoznać z jego etyką.

- Może. Co by powiedział na wysadzanie dyktatur w powietrze?

- Racja – Doktor uśmiechnął się pod nosem. - Mógłby nie docenić naszych wysiłków.

Zerknęła na niego. Spoważniał.

- Zadałaś dobre pytanie, Ace, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć.

- Ha! Nareszcie czegoś nie wiesz.

- Nikt nie wie wszystkiego.

- Możemy tylko działać i mieć nadzieję, tak?

Pacnął ją leciutko w nos - Otóż to.

Ramię w ramię zniknęli w mroku pośród domów.