Ten update powstawał wieki, jestem świadoma... Nie kamieniujcie mnie? D:
Nie dość, że wpierw studia i życie weszły mi w paradę, to ta część rozrosła się do monstrualnych rozmiarów - dlatego też podzielona jest na dwa duże kawałki tekstu (druga będzie dłuższa od tej). Na razie prezentuję wam pierwszą połowę. Edytowałam ją już tyle razy, że sama nie wiem, czy jestem z niej zadowolona. Mam tylko nadzieję, że was chociaż w jakimś stopniu usatysfakcjonuje po tej haniebnej przerwie.
Część III
Delta
| rozdział pierwszy z dwóch |
Zna to miasto. Tony rozgląda się wokół bez pośpiechu, wodząc wzrokiem po pustych drapaczach chmur. Był tutaj już kilka razy, widział granice metropolii i obserwował ją z wysokości, lecz tym razem wydaje się bardziej obca i wroga niż kiedykolwiek wcześniej... Skonfundowany, postanawia wyruszyć przed siebie.
Dopiero, gdy zaczynają piec go podeszwy stóp, zdaje sobie sprawę, że jest boso. Ból narasta z każdym krokiem, lecz Tony nie zaprzestaje swojej wędrówki. Nieprzerwany lekki wiatr porusza warstwą kurzu pokrywającą ulice i choć mijają godziny, wciąż trwa brzask, a niezakłócona czerwień na horyzoncie sprawia, że łzawią mu oczy.
Podąża przed siebie, nie będąc pewien czy zna cel swojej podróży, czy to jego poszukuje.
ж
Tony budzi się z niespokojnego snu i pierwszą rzeczą, którą czuje jest chłodna dłoń na czole. Z trudem otwiera powieki. Jest tak bardzo zmęczony.
Loki stoi nad jego łóżkiem i Tony znów nie potrafi oddzielić rzeczywistości od snu.
Jednakże psotnik jest w opłakanym stanie. Jego ubrania są brudne i przesiąknięte krwią, nadgarstki okalają szpetne strupy. Jego usta są zszyte miedzianą nicią, a skóra zdaje się opinać same kości. Bladość i ciemne sińce pod oczami sprawiają, że wygląda jak śmierć, która przyszła już na zawsze ulżyć cierpieniom miliardera. We śnie nie ukazałby się w takiej postaci.
Loki uciekł ze swojej celi.
Słowa Fury'ego odbijają się echem w jego głowie i nagle Tony czuje duszący ciężar na klatce piersiowej, serce wpada w szaleńcze tempo.
Loki mruży oczy, a jego dłoń lekko gładzi rozpalone gorączką czoło miliardera, jak gdyby chciał powiedzieć, „spokojnie, to tylko ja." Wyraźnie ma problem z utrzymaniem się na własnych nogach i oddycha ciężko przez nos, opierając się z wysiłkiem o łóżko śmiertelnika.
- Loki, co ty tutaj…? Nie mogą cię znaleźć…!
Loki ucisza go muśnięciem opuszków palców o popękane wargi. Bierze kolejny głęboki oddech.
Z jego dłoni zaczyna wydobywać się błękitno-zielony blask, prawa ręka spoczywa wciąż na czole Tony'ego, lewa w miejscu gdzie reaktor prześwituje przez szpitalne ubranie. Wymęczony umysł miliardera nie potrafi zrozumieć, co się dzieje.
Wreszcie z gardła psotnika ucieka zduszony, sfatygowany jęk i pada na kolana chwytając się kurczowo pościeli śmiertelnika. Tony zrywa się mimowolnie, lecz momentalnie ciemnieje mu przed oczami i znów pada na posłanie.
Loki, wciąż słaniając się na nogach, wstaje powoli, opierając się ciężko o ramę łóżka. Chwyta jedną z dłoni Tony'ego i ściska mocno, zanim rozpływa się w powietrzu.
ж
Biegnie, zostawiając krwawe ślady stóp na brudnym asfalcie. Prawie upada kilka razy, gdy gwałtownie zmienia kierunek ruchu i skręca w wąskie uliczki. Nie może dotrzeć na granice miasta. A tam zawsze czekała na niego smukła blada dłoń i zielone oczy.
Gdzie jest-?
Imię umiera na jego ustach, zanim te są w stanie ułożyć się do pierwszej sylaby. Krzyk zostaje połknięty, zanim nabiera do niego wdechu. Desperacja jest ciężarem na jego piersi, a skóra wokół reaktora zdaje się płonąć.
Znów skręca, nie wiedząc gdzie zmierza.
Nie może go znaleźć. Dlaczego go nie ma?
ж
Od kiedy Loki pojawił się w szpitalnym pokoju, stan miliardera zaczął się poprawiać z dnia na dzień.
Gdy po raz trzeci, podczas nawiedzających go koszmarów, wyrywa ze swojej ręki kroplówkę razem z wenflonem, Tony pojmuje prawdziwą wagę wizyty upadłego boga. Każdy sen znów jest koszmarem bez zielonookiego ukojenia. Już dawno nie budził się tak gwałtownie...
Tony opuszcza szpital na własne życzenie, gdy tylko jest w stanie utrzymać się na nogach. Kartą przetargową, która przekonuje Pepper o tym kroku, jest powrót miliardera do Nowego Jorku, gdzie ruda ma z nim ułatwiony kontakt. Tony zgadza się na wszystko, już mało co ma znaczenie.
Loki zerwał ich więź.
Loki uratował mu życie.
Tylko dlaczego, gdy ucieka z objęć śmierci, Tony wcale nie czuje się bardziej żywy?
ж
Bruce wchodzi do warsztatu bez zapowiedzi, wiedząc, że Jarvis z pewnością poinformował Tony'ego o jego przybyciu. Jako że wystarczy, aby wsiadł do windy i jedynie zjechał na piętro wynalazcy, jest najczęstszym gościem Tony'ego, od kiedy wrócił ze szpitala. Zgodnie z obietnicą daną jeszcze na Helicarrierze, doktor Banner otrzymał własne kwatery i laboratorium w Stark Tower.
Bruce rozgląda się bacznie po pomieszczeniu, jeszcze zanim wita się z miliarderem.
- Już nie bądź taki dyskretny w tym szpiegowaniu - mruczy Tony, nie odrywając wzroku od części naramiennika, nad którą pracuje. - Nie, nie piję alkoholu.
Bruce wzdycha, zrezygnowany.
- Wiesz, że jestem po twojej stronie, Tony. Nie zdaję raportów Fury'emu, zwyczajnie martwię się o ciebie. I naprawdę nie powinieneś teraz pić.
- Wiem, wiem - wzdycha i kontynuuje monotonnym tonem, w którym aż słychać cudzysłów. - Leki nie będą działać prawidłowo, a przez moją ostatnią dietę mój układ pokarmowy mógłby nie poradzić sobie ze zwyczajową ilością spożywanych procentów.
Tony wreszcie odkłada lutownicę i spogląda na towarzysza.
- Dobrze cię widzieć, doktorku – mówi, chociaż poprzednia wizyta miała miejsce kilka dni temu. Tony jest jeszcze mniej towarzyski, niż kiedykolwiek wcześniej, ale Bruce jakoś umościł sobie miejsce wśród poszarpanej mentalności miliardera. Jest naprawdę mile widziany i za każdym razem ten fakt zaskakuje Tony'ego.
- Ciebie też, Tony - odpowiada Bruce z uśmiechem i siada na wolnym krześle przy biurku wynalazcy. - Szczególnie, że widać po tobie poprawę.
Tony uśmiecha się krzywo. Jego ciało rzeczywiście się kuruje, ale on wcale nie czuje się lepiej. Dzięki reżimowi spożywania leków, którego uparcie pilnują Pepper i Jarvis, śpi regularną liczbę godzin, jednakże męczy go zupełnie nowy zestaw koszmarów.
- Nie powiesz mi co się stało, prawda? – to pierwszy raz, gdy Bruce sięga po ten temat i widać, że wcale nie stało się to łatwiejsze dzięki zwłoce. Również nie brzmi do końca jak pytanie i miliarder wyraźnie się spina. Chciałby opowiedzieć komuś o tym wszystkim, o Lokim, o całej słodko-gorzkiej otoczce, jakiej nabrało jego życie. Jednakże jeszcze bardziej ciąży mu świadomość, że nikt nie byłby w stanie prawdziwie pojąć tego, co połączyło go z terrorystą z innego świata.
Tony kręci głową. To jego własne brzemię.
- Jakbyś zmienił zdanie, pamiętaj, że jestem po twojej stronie.
Tony uśmiecha się pusto na te słowa, a na chwilę miga mu przed oczami krater w kształcie Lokiego, który pozostawił Hulk na ostatnim piętrze po ich ostatnim spotkaniu.
Teraz po jego stronie jest już tylko on sam.
ж
Nocne loty nad zatoką zawsze pomagały mu oczyścić umysł. Ciemność pękająca pod ogromem świateł miasta, lecz potem rosnąca z każdym metrem oddalającym go od lądu, obejmująca go nieskończonością nieba, głębią wody i rozpościerającym się horyzontem, to wszystko sprawia, że czuje się wolny od swoich zmartwień i obowiązków. Jest jedynie trochę kopniętym facetem w puszce, którą sam skonstruował.
Czasem leci nie myśląc o kierunku, Jarvis, jak wierny pies, zawsze zaprowadzi go z powrotem do domu. Czasem zwalnia, otwiera hełm i pozwala by wilgotny, przenikliwy wiatr smagał jego twarz.
To właśnie wtedy, nagle czuje się jak zwalony z nóg, spada. Ciągnięty ciężarem zbroi, wpada w lodowate objęcia. Woda napełnia mu usta, gdy powoli opada na dno.
To nawet zabawne, że ten sen, jako jedyny, wciąż się powtarza.
ж
Postać Lokiego pojawia się gwałtownie, bez żadnych zapowiedzi. Tony nagle czuje obecność, wzrok wwiercający się w jego plecy i gdy odwraca głowę w tę stronę, obok jego łóżka stoi bóg psot. Wygląda trochę lepiej niż wtedy, gdy ukazał się Tony'emu w szpitalu, chociaż na jego wychudzonym ciele wciąż odznacza się wiele niezagojonych ran, a na bladych ustach krzyżują się linie miedzianej nici.
- Wygląda na to, że wreszcie straciłem kontakt z rzeczywistością – Tony śmieje się sucho. Loki pozbawił go ich więzi i zniknął. Rozdzielił ich dusze, zostawiając jedynie pochłaniającą pustkę. Tony przestał już liczyć na to, że wróci, że zaryzykuje dla niego powrót.
Loki kręci przecząco głową, a miliarder nie może oderwać wzroku od zszytych ust, półkoli zaschniętej krwi w miejscach, gdzie nić znika w delikatnej, spuchniętej skórze. Czuje jak jego wnętrzności zwijają się w spięty kłębek bólu.
Wreszcie jego umysł zdaje się ustępować natłokowi uczuć i Tony przemierza pokój szybkim krokiem i zamyka boga w desperackim uścisku swoich ramion. Jego postać jest zbyt wątła i zdewastowana, lecz Tony'ego i tak ogarnia obłąkana radość – to prawdziwy Loki, to jest rzeczywistość. Bierze głęboki oddech, gdy kościste dłonie zaciskają się na jego plecach, wbijają boleśnie w łopatki.
Odsuwa się lekko od kochanka, by móc spojrzeć na jego twarz. Drżąca dłoń podnosi się do policzka, tworząc iluzję dotyku kilka milimetrów nad poharatanymi ustami. Histeria zaczyna wić gniazdo w gardle miliardera. Twój głos, potrzebuję usłyszeć twój głos.
- Czy jest sposób, aby cię uwolnić…?
Krótkie wahanie i wreszcie kiwnięcie. Tony topi się w toksycznie zielonych tęczówkach.
- Czy ja mogę to zrobić?
Mija jeszcze dłuższa chwila niż poprzednio, zanim bóg odpowiada - przeczącym ruchem głową.
- Jak można to zrobić?
Niechętnie ucieka z objęć Lokiego, by chaotycznie zacząć przerzucać zawartość szuflad pod ścianą. Wreszcie wyciąga pióro i notatnik z logiem Stark Industries. Wciska obie rzeczy w ręce boga.
- Jak?
Loki bierze drżący oddech i zaczyna pisać. Jego dłoń stawia eleganckie linie, układające się w smukłe litery kaligrafowanych słów. Tony prawie wyrywa mu kartkę z rąk, gdy zostaje postawiona ostatnia kropka.
Wszechojciec dołożył wszelkich starań, aby mój głos nie został uwolniony. Nić może przeciąć jedynie osoba, która szczerze pragnęłaby usłyszeć moje kłamstwa, ktoś, kto chciałby zostać przeze mnie oszukany – gdyż jedynie tego można oczekiwać po moich słowach. Zostałem uwięziony w niemej klatce na wieki.
Oczy Tony'ego skanują tekst trzy razy zanim rzuca notatnikiem o podłogę i rusza w stronę drzwi. Już z dłonią na klamce, odwraca się w stronę skonfundowanego Lokiego.
- Siadaj na łóżku i nie waż mi się stąd znikać!
Tony wraca po niecałych pięciu minutach, w rękach ma kilka narzędzi i niewielkich pudełek, które rzuca na szafkę, zostawiając w dłoni jedynie małe metalowe nożyczki. Gdy miliarder do niego podchodzi, bóg jedynie kręci głową ze smutkiem.
- Przymknij się – miliarder mamrocze, a jego głos łamie się na ostatniej sylabie. Ignoruje dotkliwą nietrafność swoich słów, gdy psotnik słucha się i nieruchomieje, przymykając oczy.
Lewą dłonią Tony chwyta krawędź szczęki Lokiego, przytrzymując ją pod najwygodniejszym kątem, drugą manewruje ostrzem nożyczek wokół pierwszego szwu. Chociaż wydaje mu się, że cały drży, jego dłonie są pewne i stabilne, jak podczas pracy w warsztacie nad drobnymi układami scalonymi.
Gdy pierwsza nić pęka pod naciskiem cienkich ostrzy, powieki Lokiego otwierają się gwałtownie, szeroko. W zielonych oczach odrętwienie miesza się z niezrozumieniem, narastającym pytaniem i bezradną czułością. Tony delikatnie przeciąga nić przez pulsującą tkankę. Cienka stróżka krwi wyrusza od spuchniętych ust, w dół po brodzie i szyi. Miliarder odkłada nasączoną czerwienią nitkę na poniewierającą się obok koszulkę i sięga nożyczkami do następnego szwu. Loki nie potrafi drgnąć nawet palcem i zahipnotyzowany czynami kochanka, jedynie śledzi wzrokiem jego ruchy z coraz większym niedowierzaniem.
Wszystko odbywa się w ciszy, a cały akt wydaje się chorym rytuałem. Za każdym razem, gdy z ust Lokiego ucieka syk bólu, na czole Tony'ego pojawia się kolejna pionowa linia towarzysząca nieprzerwanemu marszczeniu brwi. W połowie obrządku, dłoń boga chwyta koszulkę miliardera, zaciskając pięść pełną czarnego materiału, tuż obok błękitnego prześwitu reaktora.
Gdy wszystkie nicie są wydobyte ze spuchniętej skóry, Tony zawija je koszulką i wyrzuca bez namysłu. Czuje na sobie wzrok Lokiego, gdy podchodzi do kupki rzeczy, które wcześniej przyniósł i tym razem sięga po gazę i środek antyseptyczny.
Nasącza materiał i delikatnymi ruchami zaczyna zmywać krew, ściera czerwone strugi wertykalnie przecinające bladą skórę na szyi. Tony zaczyna od miejsca gdzie zaczęła wsiąkać w ciemną tunikę, wędrując w górę, nie zważając na rosnącą obok stertę zużytych gaz.
Waha się tylko chwilę, gdy dociera do sklejonych krwią ust. Powoli, starannie przemywa gorejące rany, a Loki obserwuje go z napięciem, jak gdyby oczekiwał, aż ocknie się ze snu.
Gdy krew jest zmyta, przez kilka długich sekund Tony nie potrafi oderwać oczu od nadszarpanych ran, które już przestały krwawić i zaczynają się goić. Bóg, hę?
Jego dłoń spoczywa na karku Lokiego, gdy schyla się bez zawahania i muska wargami kącik ust psotnika.
- Teraz już możesz mnie okłamywać – stwierdza tonem pozbawionym emocji.
Wtedy Loki rozpływa się w powietrzu, a Tony'ego ogarnia nagły chłód.
ж
Tony ma wybudowaną już ponad połowę zupełnie nowej zbroi, gdy odstawia leki i postanawia, że zdecydowanie bardziej preferuje znieczulicę alkoholową. Powstająca zbroja jest zupełnie nowym wyzwaniem, czymś przełomowym nawet dla Tony'ego Starka, ale wszystko jest perfekcyjnym rozproszeniem tylko na jakiś czas.
Iron Man jest zawieszony w obowiązkach Avengera do odwołania, a Pepper, Rhodey i Bruce odwiedzają go co kilka dni, sprawdzając jego stan zdrowotny. Chociaż zawsze zjawiają się pojedynczo i z całych sił próbują się nie naprzykrzać, to Tony z łatwością dostrzega tę utkaną wokół niego siatkę.
Aby przekonać ich, że wrócił do siebie, próbuje wpaść niespodziewany na imprezę i spędzić upojną noc z najładniejszą blondynką, ale gdy już pojawia się wśród fleszy aparatów i wlewa w siebie pierwszego drinka, odkrywa, że nie potrafi już z taką łatwością utrzymać sztucznego uśmiechu na ustach.
- Starzeję się – uśmiecha się krzywo do barmana, zamawiając dolewkę.
Gdy wraca do domu z wiszącą na nim blondynką, którą odprawia pod drzwiami, zaczyna rozważać, czy nie padł ofiarą wspaniałego przekrętu. To wszystko, to mogła być tak należycie zapleciona obłuda! Wykreowanie więzi ich faz REM mogło być przypadkiem, lecz przekształcenie tego w intrygę na korzyść przykutego do skały więźnia, nie wydawało się rzeczą niemożliwą.
Tony właściwie sam oplótł się wokół palca psotnika. Sny nie mogły być oszustwem, jednak wykorzystanie ich, by miliarder oddał mu swoją duszę mogło być tak kunsztowną grą… Tony był gotów uwolnić Lokiego ze wszelkich więzów, aby tylko usłyszeć jego kłamstwa.
A teraz spełnił swoją rolę i stał się zbyteczny. Kukiełka, której ucięto sznurki.
ж
- Dobra, Jarvis, jedziemy z tym koksem!
- Oczywiście, sir, jednak chciałbym przypomnieć, że należałoby odczekać chociaż kilka godzin i pozwolić na skalibrowanie, zanim...
- Oj, Jarvis, ile razy mam ci powtarzać, biegamy, zanim nauczymy się chodzić.
AI pewnie westchnąłby i pokręcił głową, gdyby nie był jedynie głosem, genialnego, lecz wciąż tylko programu komputerowego. Wreszcie ostatni implant zostaje wstrzyknięty pod skórę miliardera i Tony od niechcenia przeciera naruszoną skórę przedramienia antyseptykiem.
- Dum-e! - Tony krzyczy w stronę robota, który cicho pracując w rogu warsztatu, zamiata śrubki, które sam wcześniej rozsypał. - Tam, moja krew, posprzątaj.
Miliarder skocznym krokiem stąpa na środek warsztatu, gdzie Butterfingers już czeka z kamerą. Tony prawie czuje się jak podczas pierwszej próby Marka II, napełniony absurdalną energią, jak dziecko, które za chwilę otworzy największy prezent spod choinki. Jeżeli implanty zadziałają - a zadziałają na pewno, w końcu to sam Tony Stark je skonstruował - to będzie to kolejnym przełomem, na miarę stworzenia samej zbroi.
- Jarvis, zarzuć igłę - rzuca w przestrzeń i obserwuje jak igła gramofonu opuszcza się na płytę i w warsztacie zaczynają rozlegać się pierwsze dźwięki "TNT". Jarvis coś wcześniej wspominał, że to niezbyt dobry wybór, biorąc pod uwagę, że istnieje prawdopodobieństwo, że implanty eksplodują pod jego skórą po pełnej aktywacji, ale Tony jak zwykle jedynie uśmiechnął się w podziwie pyskatości jego AI i zignorował wszelkie rady.
Przez chwilę buja się do muzyki, wystukując rytm stopą i wykonując teatralne ruchy rękami, o które pewnie nie pokusiłby się, gdyby przespał chociaż parę kwadransów w ciągu ostatnich sześćdziesięciu godzin. Tak, jego dopiero co wyregulowany tabletkami nasennymi cykl zdrowego snu, już przeszedł do historii.
- Witam państwa, czas na widowisko! Przedstawiam numerek dziewiętnaście - przemawia do kamery, po czym ustawia się w pozycji. Stojąc mocno na nogach, wyciąga rękę w stronę blatu na której spoczywają najnowsze rękawice.
- No dalej, nie ociągać się!
Zaciska dłoń w pięść dwa razy, podskakuje w miejscu i znów przyjmuje pozycję. Tym razem rękawica drga i po chwili startuje w jego kierunku. Lot jest szybki i krótki i kończy się rękawicą umocowaną na dłoni Tony'ego.
- Ha!
Wyciąga drugą rękę, tym razem rękawica słucha się polecenia bez zawahań i opóźnień, w mgnieniu oka montuje się na dłoni i przedramieniu wynalazcy.
- Pięknie! Dawaj wszystko, Jarvis!
Kilka podskoków i uników później, cała zbroja okrywa ciało miliardera, a pod maską jego usta wyginają się w szerokim uśmiechu pełnym satysfakcji. Sukces.
ж
Mark XIX jest ukończony Wszystkie testy prowadzone długimi dniami po pierwszym odpaleniu, były bardziej niż satysfakcjonujące. Tony postanawia uczcić to samotnym upiciem się do granic nieprzytomności pierwszy raz od wyjścia ze szpitala. Nie przyznaje się nawet przed sobą, że pije również ku czci pozbycia się wszelkich złudzeń, co do Lokiego. Było, minęło, ktoś był blisko i zniknął, jak wszyscy wcześniej. Miał wielką ochotę zaprosić Bruce'a lub Rhodey'a lub obu do towarzystwa, lecz jest pewien, że niestety żaden z nich nie pozwoliłby na ten wybryk. W końcu spędza wieczór oglądając film wybrany przez Jarvisa.
Gdy nalewa sobie kolejną porcję bursztynowego trunku, świat jest przyjemnie rozmyty, a jego kończyny coraz bardziej wymykają się spod kontroli. Jego wewnętrzny alkomat podpowiada mu, że po tej szklance powinien ewakuować się do sypialni, jeżeli nie chce się obudzić z kręczem szyi od spania na barze w pozycji półleżącej.
Wtedy zauważa ruch w rogu pokoju i spina się, próbując wytężyć wzrok. Wpierw jest niemal pewien, że to jego podtopiony w alkoholu umysł płata mu figle. Lecz wtedy z cienia wyłania się sylwetka boga psot i Tony uzyskuje stuprocentową pewność, że to napędzany promilami wytwór jego wyobraźni.
- Odejdź, nie jesteś prawdziwy - mamrocze w stronę sylwetki. - Loki już nie ma czego tu szukać, a ja nie przepadam za halucynacjami.
Mara Lokiego marszczy na niego brwi, jednak trwa w milczeniu, nie spuszczając wzroku ze śmiertelnika.
- Oj, schowaj już te zielone ślepia, nawet nie jesteś prawdziwy - powtarza Tony, lekko sepleniąc, lecz bóg nie przestaje wpatrywać się w niego z rosnącą konsternacją.
- Ach, pierdolić to - stwierdza wreszcie miliarder, odkłada szklankę na blat i chwiejnie wstaje, ruszając w stronę sypialni. Po pierwszym kroku zmienia zdanie i obiera na cel zdecydowanie bliżej położoną kanapę. Pada na miękką powierzchnię i odwraca tyłem do wyobrażenia Lokiego. Jak dziecko, które trwa w przekonaniu, że rzeczy, których nie widzi, nie istnieją.
- Sio, halucynacjo! Idę spać, nic tu po tobie...
ж
Tony budzi się z bólem głowy i życzeniem rychłej śmierci. Przez chwilę rozważa, czy powrót do snu i zignorowanie problemu jest lepszym rozwiązaniem od zwleczenia swoich zwłok z kanapy i nawodnienia skacowanego organizmu. Wreszcie skłania się ku drugiej opcji, gdy jego budzące się zmysły docierają do nieprzyjemnego posmaku w suchych ustach. Powoli podnosi się do pionu, próbując nie pogłębiać bólu głowy. Skopana dieta przed wylądowaniem w szpitalu i kilka tygodni bez alkoholu znacząco zniwelowały jego tolerancję na whiskey.
Siada i zamiera bez ruchu, mrugając kilka razy, gdy w zasięgu jego wzroku pojawia sie uciekinier z Asgardu.
Tony jest prawie pewien, że jest już trzeźwy. Jeszcze nie słyszał o zwidach na kacu. Czy Loki był tutaj całą noc? Czuwał nad nim, gdy Tony spał, tak jak wiele nocy wcześniej, gdy wciąż istniała między nimi więź? Dlaczego teraz wrócił? To nie ma sensu i Tony czuje jak ogarnia go absurdalny gniew z tego powodu.
Miliarder otwiera usta, by coś powiedzieć, lecz z jego gardła wydostaje się jedynie niezrozumiałe chrypnięcie. Odchrząkuje dwa razy i skupia spojrzenie na Lokim.
- Nie - stwierdza głośno. - Muszę się obudzić, żeby stawić temu czoła - ogłasza na głos i wychodzi do łazienki.
ж
Gdy wraca po prysznicu i w świeżych ubraniach, bóg wciąż trwa w tej samej pozycji na jednym z barowych stołków.
- Naprawdę tu jesteś - stwierdza głośno, nienawidząc jak niepewnie brzmi to zdanie. Tak się nie zachowuje genialny miliarder filantrop. Przybiera więc maskę nonszalancji i bez słowa wygrzebuje przeciwbólowe tabletki. Łyka dwie i popija całą szklanką wody. Wtedy siada na przeciw Lokiego, a dzielący ich blatu baru ustanawia niezbędny dystans.
- A więc, co cię tutaj sprowadza?
- Nie jestem pewien, czy pojmuję, jakiej odpowiedzi oczekujesz.
Tony skupia się na regularnym oddychaniu i nalewa sobie kolejną szklankę wody. Ten głos. Kurwa.
- No wiesz - Tony zaczyna beztroskim tonem. - Owinąłeś sobie mnie wokół palca, pomogłem ci z tym całym cyrkiem z zaszytymi ustami. Chyba powinien spytać, czym mogę ci dzisiaj służyć?, jednak ten układ już nie jest aktualny, Księżniczko.
Tony nie tak chciał to rozegrać, to na pewno nie są słowa, które miały w tej rozmowie, ale jego filtr między umysłem a ustami od samego początku stawał się dziurawy w obecności Lokiego.
Loki marszczy brwi, a w jego oczach pojawia się rozgoryczenie.
- A więc uważasz, że takie są moje zamiary?
- Nie wiem, co uważam, Loki. Nie dałeś mi wiele podstaw do wyciągania wniosków. Zerwałeś naszą więź i o ile kiedykolwiek dawała mi ona prawdziwy wgląd w ciebie, to naprawdę nie wiem, co według ciebie powinienem uważać - jego dłonie zaciskają się niebezpiecznie mocno wokół szklanki i wie, że zaczyna bełkotać. – Zniknąłeś. Potem łaskawie znów pojawiłeś się z jakąś pieprzoną klątwą. Uwolniłem cię, a ty znów zniknąłeś na kolejne tygodnie... Nie wiem, czego chcesz tym razem, ale nie jestem już zapatrzonym w ciebie szczeniakiem.
Gdy tylko ostatnie słowa uciekają z jego ust, Tony gryzie się mocno w język w nie do końca kontrowanym akcie. Ostatnie zdanie było cholerną nieprawdą i – Tony odkrywa z zaskoczeniem - to boli o wiele bardziej niż jego żałosna próba autoagresji.
Loki przez kilka sekund jedynie wpatruje się w miliardera nieprzeniknionym wzrokiem. Potem Tony prawie podskakuje na swoim siedzeniu, gdy nagle bóg jest tuż obok i chłodne dłonie ujmują jego twarz, a Tony nie potrafi protestować.
- Anthony… - słowo jest ciężkim wydechem, imię prawie niesłyszalne i Tony nagle rozumie, że właśnie jest świadkiem fenomenu. Bóg kłamstw nie potrafi znaleźć słów. I może miliarder doceniłby wyjątkowość tej sytuacji, gdyby tak bardzo nie potrzebował usłyszeć tych nieuformowanych zdań.
Nie wie kiedy ich usta łączą się w desperackim pocałunku, bo nie tak to miało wyglądać! Jednakże obaj nigdy nie byli dobrzy w te klocki – szczere rozmowy są o wiele bardziej skomplikowane od fizycznych rozproszeń.
Ich sny były nienaturalnie prawdziwe, lecz gdy ich wargi po raz pierwszy naprawdę się spotykają, miliarder nie jest w stanie powstrzymać zduszonego jęku. Gwałtownie odwraca się całym sobą w stronę Lokiego, kładzie dłonie na jego karku i przysuwa go do siebie. Łapczywie pogłębia pocałunek, gdy obaj próbują być jeszcze bliżej i Tony oplata nogi wokół bioder boga. Jego mózg zdaje się resetować i w tym momencie Tony nie dba o to w najmniejszym stopniu. Tak, rozmowy są przereklamowane.
Bóg zaczyna zdzierać z niego ubrania, pozwala wynalazcy tylko na krótki oddech, gdy zdejmuje jego bluzkę, lecz potem język Lokiego prześlizguje się pomiędzy ich wargami i nie spotyka oporu, gdy zaczyna eksplorować usta Tony'ego. Ręce obejmujące miliardera, zsuwają się niżej po jego nagich plecach, zaciskają na pośladkach i po chwili bóg podnosi go z barowego krzesła. Tony odruchowo mocniej zaciska nogi wokół kochanka, gdy bóg zaczyna kroczyć w kierunku sypialni i wykorzystuje ten moment aby zatopić twarz w szyi Lokiego, lekko drażniąc zębami skórę nad jego obojczykiem.
Tony zostaje położony na łóżku i przez chwilę poddaje się biernie kochankowi, gdy ten zdejmuje z niego resztę ubrań, gdyż wciąż nie wie - czy Loki z nim zostanie, czy to tylko ostatni pożegnalny seks? – i ta niepewność sprawia, że czuje się nagle cholernie bezradny. Jednak wszelkie myśli blakną w jego umyśle, gdy czuje jak Loki wsuwa w niego smukły palec. I jest prawie pewien, że lubrykant leżał na drugim końcu pokoju - ale nigdy też nie rozważał takich zalet uprawiania seksu z magiem, jak zaopatrywanie się w niezbędne dobra w sypialni bez ruszania się z penetrującego go palca trochę zbyt szybko dołączają następne, lecz miliarder nie ma siły w jakikolwiek sposób się sprzeciwiać, gdy usta boga są ponownie na jego, całując go z nieoczekiwaną czułością.
Gdy Loki wycofuje się i jego palce znikają, Tony nie ma siły otworzyć oczu. Krew ogłuszająco pulsuje w jego uszach i zastanawia się, czy psotnik go zwyczajnie zostawił – bez tchu, drżącego z podniecenia, na granicy szaleństwa. Lecz wtedy gorący oddech znów pojawia się na jego szyi, pojedyncze kosmyki włosów łaskoczą jego ramię, a Loki wchodzi w niego, powoli, bezwzględnie powoli. Tony czuje chłodną powierzchnię skórzanych spodni ocierających się o jego uda i zdaje sobie sprawę, że Loki jest wciąż połowicznie ubrany. Próbuje sięgnąć do odsłoniętej skóry torsu Lokiego, żałując, że to on nie zdarł z niego ciemnozielonej tuniki, lecz wtedy dłonie boga dotykają przedramion kochanka, powoli schodząc w dół, aż do opuszków palców. Gdy Loki jest w nim w pełni, zaplata długie palce wokół nadgarstków wynalazcy, by sekundę potem przytrzymać je nad jego głową w żelaznym uścisku. Tony nie może powstrzymać jęku, uciekającego z jego gardła. Jego zmysły wariują..
Loki przemawia na granicy szeptu, lecz Tony nie rozumie jego słów. Mają w sobie ciężki akcent i ogłuszony umysł geniusza podpowiada mu, że to język, którego nie ma prawa znać.
Biodra boga wreszcie się ruszają, lecz nadal zachowują swoje sadystycznie wolne tempo. Tony nie wie czy bardziej chce mu się krzyczeć czy łkać; Loki jest wszędzie i miliarder potrafi jedynie cicho pojękiwać. Wydaje mu się, że z jego ust uciekają jakieś słowa, lecz nie ma pojęcia, jakie. Wreszcie czuje miękkie wargi Lokiego na swoich, lecz tym razem nie łączą się w ożywionym pocałunku, a jedynie delikatnie muskają, mieszając ich oddechy.
Tony ma wrażenie, że mija wieczność nim Loki wykonuje gwałtowny ruch biodrami, a jego usta drażnią lekko ucho kochanka, zostając przy nim, gdy padają kolejne słowa.
- Jesteś mój, Anthony, mój – mówi Loki, jak gdyby recytował inkantację, a każdą sylabę podkreśla ostre pchnięcie. Tony przekonuje sam siebie, że słone krople spływające po jego twarzy to krople potu, a świat wcale się nie kończy.
ж
Świadomość przychodzi do niego powoli i leniwie. Od pewnego czasu Tony znalazł w sobie pewną niechęć do samego aktu budzenia się, swoistego przejścia między stanami świadomości. Trzyma się sennego błogostanu najdłużej jak tylko może. Lecz wreszcie docierają do niego kolejne bodźce, zwinięte prześcieradło pod brzuchem, obolałe po seksie mięśnie, chłodna dłoń na jego plecach i aksamitna skóra pod lewą dłonią.
Chwilę. Czy to możliwe?
Otwiera oczy i ze wszystkich sił stara się nie wykonywać gwałtownych ruchów.
Loki leży koło niego na łóżku, z kołdrą obwinięta wokół nóg. Na nagim torsie odznacza się czerwony ślad po ugryzieniu, tuż pod lewym obojczykiem. Bóg wciąż śpi, a jego klatka piersiowa podnosi się i opada w regularnym rytmie. Kruczoczarne włosy wyglądają jak kuriozalna aureola wokół bladej twarzy o ostrych rysach.
Tony wtula głowę w ramię kochanka, a jego dłonie zaciskają się kurczowo na pościeli, po obu stronach torsu boga. Ma nadzieję, że ten cholerny atak ckliwości szybko minie, lecz wtedy Loki drga niespokojnie, budzi się z cichym mruknięciem i otwiera powieki.
- Anthony? – jego głos jest wciąż zaspany. Tony w odpowiedzi jedynie wtula mocniej twarz w zagięcie szyi psotnika. Uspokój się, Stark.
Bóg zauważa ściśnięte pięści kochanka i w jego głos wkrada się zmartwiona nuta.
- Co się stało? Koszmar?
- Nie, ja… - zaczyna Tony, po czym bierze głęboki oddech. Loki drga lekko pod wpływem gorącego powietrza z ust kochanka uderzającego jego szyję. - Po prostu obudziłem się i… ty wciąż tu jesteś.
жжж
/ciąg dalszy części trzeciej nastąpi wkrótce /
Tak, zmieniłam numer zbroi kierowanej myślami - filmowego Marka 42 – na Marka XIX. Pożyczyłam ją sobie z "Iron Mana 3", lecz fabuła widocznie się nie pokrywa, więc na potrzeby fica nadałam jej mniejszy numer.
Fic również dorobił się prześlicznej okładki - linki w moim bio!
