Los tak bardzo mi przeszkadzał w dokończeniu tego rozdziału... Wpierw dowalił mi najgorsze przedmioty w jeden semestr, kazał uczyć się staroangielskiej deklinacji, a potem pokarał Windowsem 8, który zeżarł ponad ćwierć już nieomal skończonego tekstu.
Lecz jak obiecałam, jest update w okresie świątecznym.
Udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku dla Was wszystkich! Życzę Wam dużo frostironów i jeszcze więcej cierpliwości do mnie XD
(A do końca tej historii pozostała już tylko jedna część!)
Część III
Delta
| rozdział drugi z dwóch |
Pierwsze dni razem są chaosem złożonym z desperackiego zaspokajania libido na wszelkich powierzchniach apartamentu i wyciszonych chwil, gdy leżą wtuleni w swoje materialne ciała, ucząc się wzajemnej obecności. Na nowo budują delikatne nici bezwarunkowego zaufania, które stało się ich kokonem bezpieczeństwa, gdy trwali w rzeczywistości swoich snów.
- A więc... Gdzie byłeś, jak ciebie nie było? - mamrocze Tony, pozwalając na lekką swawolność w zapytaniu.
Leniwie okupują kanapę, Loki siedzi z plecami wspartymi na oparciu, a Tony wpółleży na bogu, z głową ułożoną na jego torsie. Dłoń miliardera bawi się dłonią Lokiego, zaplatając i rozplatając ich palce. Tony nigdy wcześniej nie doceniał samego zjawiska dotyku, bez uwodzicielskiego czy erotycznego kontekstu. Lecz teraz, dotyk nabrał zupełnie innego wymiaru, po tym, jak przez miesiące był jedynie iluzją.
Tak, jak się spodziewał, odpowiedź nie pada od razu - pytanie jest równocześnie tak proste i obciążone tak wieloma kwestiami. Dzielili absolutne zaufanie, które stracili opuszczając płaszczyznę snów i ten brak jest jak drzazga, tkwiąca głęboko pod skórą. Obaj wciąż drapią podświadomie, próbując wyciągnąć kwestę na światło dzienne, lecz proces nie obejdzie się bez choćby odrobiny cierpienia. Lecz takie ciała obce najlepiej wyjmuje się zdecydowanymi ruchami i znienacka. A Tony ma już dosyć tego nieustawicznego swędzenia.
Również, zgodnie z oczekiwaniami miliardera, w pierwszej chwili Loki spina się. Lecz po dwóch wyważonych oddechach, ponownie relaksuje się. Ściska mocniej ich zaplecione palce na kilka sekund, zanim wreszcie pada odpowiedź.
- Po ucieczce z mojego więzienia i podróży między gałęziami Yggdrasilu, po tym, jak udało mi się złamać magię tkwiącą w twoim ciele... Znalazłem się na granicy wyczerpania. Potrzebowałem schronienia, aby odzyskać siły. Azyl odnalazłem pośród osamotnionych wzgórz państwa nazywanego Norwegią.
Tony przez chwilę trawi te informacje. Wyobraża sobie wycieńczonego boga chaosu, który ponownie walczy z losem pośród zimnych skał. Lecz tym razem nie posiada nawet cienia towarzystwa w sennych koszmarach.
- Wtedy, gdy uwolniłem twoje usta... - zaczyna Tony, lecz sam nie jest pewien, gdzie zmierza to pytanie.
Tony czuje jak Loki przesuwa się delikatnie za jego plecami, pochyla, aż jego twarz częściowo ukrywa się we włosach miliardera.
- Wciąż byłem słaby i pozbawiony pewności tego, jak nasza więź będzie odzwierciedlona w rzeczywistości... - jego oddech muska skórę na szyi Tony'ego. - Nie mogłem zostać, gdy wciąż tkwiły we mnie wątpliwości.
Tony wie najlepiej, że Loki może mieć problemy z zaufaniem, lecz mimo wszystko słowa wywołują nieprzyjemny uścisk w jego wnętrzu.
- Jednak teraz - rozpoczyna Loki z wyraźnym trudem, Tony czuje jego ciężki wydech na swoim karku. - U twego boku śpię spokojniej niż kiedykolwiek. To wręcz karygodne, że tak bezpiecznie czuję się dzięki towarzystwu śmiertelnika.
Tony nie może powstrzymać zuchwałego uśmiechu.
- Przepraszam, że przeszkadzam, sir - głos AI niespodziewanie wcina się w ich rozmowę. - Jednakże pan Rhodes właśnie zaparkował swój samochód pod rezydencją i poprosił, abym podał mu informacje o pańskim pobycie.
Tony wydaje z siebie nieokreślony dźwięk, który z pewnością miał być wyrazem dezaprobaty.
- JARVIS, przekaż mu, żeby poczekał w salonie i że za chwilę przyjdę.
Loki próbuje wyplątać swoje dłonie z uścisku Tony'ego, lecz spotyka się z oporem.
- Anthony - głos boga jest prawie karcący. Prawie. To sprawia, że miliarder bez żadnych oporów obraca się pospiesznie w ramionach psotnika i zanim Loki będzie w stanie wyrazić jakiekolwiek inne słowa nagany, skutecznie blokuje ich drogę własnym językiem. Pozwalają sobie na moment, gdy ich uwaga ogranicza się do złączonych ust... Jednak wtedy JARVIS wtrąca uwagę, iż Rhodey zaczyna się niecierpliwić i Loki wykorzystuje swoją przewagę w byciu bogiem i bez większego wysiłku odsuwa Tony'ego od siebie.
- Zaspokój ciekawość przyjaciela, mówiłeś, że od twojego pobytu w szpitalu kontrolują twój stan – Loki mówi, wstając z kanapy. - I nie wszczynajmy dyskusji na ten temat. Usunę się z terenu posesji, aby pozbawić cię wszelkich rozproszeń. Wrócę jutro.
Tony marszczy brwi, lecz zanim jakiekolwiek słowa sprzeciwu padają z jego ust, Loki podnosi uciszająco dłoń.
- Nie martw się o mnie, Anthony - mówi Loki, łagodnym, lecz stanowczym tonem. - Ja najlepiej znam swoje winy i wiem, że muszę się ukrywać. I tak miałem w planach pewną podróż do Europy. Przyjmij swojego przyjaciela i nie wzbudzaj podejrzeń zbywaniem swoich najbliższych. Wrócę jutro.
Tony nie jest zadowolony z tego pomysłu. Wciąż czuje się trochę jak podczas miesiąca miodowego i nie ma ochoty rozstawać się z kochankiem. Lecz wie, że Loki ma rację.
Łapie koszulkę boga i przysuwa go, by złożyć pożegnalny pocałunek. Gdy tylko ich usta się stykają, Tony drażni wargę psotnika wcale delikatnym ugryzieniem. Loki odpowiada ręką we włosach miliardera, przytrzymuje jego głowę nieruchomo i przejmuje kontrolę nad pocałunkiem, eksploatując usta Tony'ego niemal agresywnie. Przerywa niespodziewanie i szarpiąc za włosy miliardera, tworzy dystans między ich twarzami. Rzuca ostatnie głodne spojrzenie i rozpływa się w powietrzu.
Tony bierze kilka głębokich oddechów zanim wychodzi na spotkanie Rhodey'owi.
- Witaj, staruchu – Tony szczerzy się na widok przyjaciela. Rhodey wpierw lekko podnosi brwi w zdumieniu, gdyż dobry humor wynalazcy zdaje się być szczery. Ostatnimi czasy był to tak rzadki fenomen, że Rhodey potrzebuje kilku sekund, aby przyswoić widok i odpowiedzieć równie szerokim uśmiechem. Tony dostrzega to chwilowe zmieszanie, jednak rodzący się w nim niepokój znika wraz z krótkim uściskiem, do którego przyciąga go pułkownik.
- Widzę, że nasz geniusz w końcu w pełni sił! – Rhodey klepie go po ramieniu, zanim obaj siadają na pobliskiej skórzanej kanapie.
- Przecież mnie znasz, jestem definicją stwierdzenia, że co cię nie zabije…
- Jednak tym razem naprawdę nas nastraszyłeś, Tony – przyjaciel wchodzi mu w słowo, nie owijając w bawełnę. – Pamiętam, jak ukrywałeś przed nami wszystkimi, że reaktor nie tylko utrzymuje cię przy życiu, ale też zabija. Dlaczego tym razem znów milczałeś, że twoje zdrowie jest zagrożone?
Tony wzdycha ciężko. Dotychczas wszyscy chodzili wokół niego na paluszkach, ale teraz, gdy jest w pełni sił, nadszedł czas na opierdol.
- Ja sam nie byłem pewien, co się ze mną dzieje, stary. Cholera, ja nadal nie jestem pewien, co się wtedy stało – odpowiada, zgodnie z prawdą. Wie, że przyczyną była więź z Lokim, ale co tak naprawdę zawiniło? Tony nie wie i chyba raz w życiu jest mu z tym dobrze. Magia? To cholerstwo jest fascynujące i przydatne, ale po tym wszystkim – ataku z innej planety, magicznym sześcianie, zabujaniu się w szalonym bogu – Tony dla odmiany musi trochę zwolnić. Ataki paniki nie są jego ulubioną formą spędzania czasu.
- Ale już jest dobrze, jest naprawdę dobrze – dodaje Tony i jest pewien, że Rhodey dostrzeże jak szczere są te słowa.
- Czegoś znów mi nie mówisz, panie genialny…
Tony zbywa go szczerym szerokim uśmiechem i propozycją drinka.
Z pewną dozą smutku, ale i nadziei na przyszłość, odkrywa, że minęły wieki, od kiedy ostatnio spędził tak relaksujący wieczór ze swoim przyjacielem.
ж
Tony kończy poprawiać kalibrację naramienników Marka XIX, gdy nagle czuje dwie dłonie na swoich biodrach. Spina się tylko na sekundę, której potrzebuje na rozpoznanie chłodnego dotyku smukłych palców Lokiego.
- JARVIS, przycisz muzykę - rzuca polecenie, po czym jego ton staje się łagodniejszy. - Wróciłeś?
- Yhym - mruczy Loki, zbliżając się jeszcze bardziej, aż plecy Tony'ego przylegają do jego torsu. Lecz bóg wyraźnie nie ma ochoty na zdawanie relacji ze swojego wypadu. Miliarder odkłada narzędzia, gdy usta Lokiego zaczynają muskać jego szyję. Tony bezwiednie przechyla głowę w bok, odsłaniając się kochankowi jeszcze bardziej. Psotnik nagradza go niezapowiedzianym ugryzieniem, które potem uśmierza kilkoma ruchami języka.
Tony odwraca się w ramionach Lokiego, pozwala bogu podnieść się i usadzić na blacie. Kątem oka miliarder widzi, jak dłoń Lokiego wykonuje kolisty ruch i znika za jego plecami. Wokół smukłych palców tańczą zielone iskierki i wie, że wszystkie jego narzędzia i kawałki zbroi leżą już na innym stole, nie grożąc, że Tony nadzieje się na któreś z nich.
Ich usta spotykają się po raz pierwszy tego dnia, lecz Tony nie bawi się w delikatne pocałunki. Wie, że to ckliwe. Jednakże Loki zbyt często opuszczał go bez zapowiedzi. Nie potrafi pozbyć się obezwładniającej ulgi, która staje się paliwem dla tej zachłanności - jak gdyby nie widzieli się tygodnie, a nie zaledwie jeden dzień. Nie zatrzymuje się na tej myśli zbyt długo. W tym momencie ma o wiele ciekawsze zajęcia. Jak na przykład przygryzanie i ssanie dolnej wargi Lokiego, aż poczuje pod językiem, jak ta lekko opuchła i wie, że będzie kusząco czerwona, gdy odsunie się na tyle, by przyjrzeć się swojemu dziełu.
Tony zsuwa dłonie niżej, zaciska je na pośladkach Lokiego i przysuwa go zdecydowanym ruchem, zbliżając ich krocza. Rozkłada szerzej nogi, pozwalając, aby bóg wpasował się idealnie między jego uda. Tony jęczy cicho, gdy ta nowa pozycja sprawie, że czuje członka kochanka, równie nabrzmiałego, jak jego własny. Lekkie tarcie, powodowane ruchami boga, daje doskonały efekt – niewystarczający, lecz powoli budujący napięcie. Loki zostawia karcące ugryzienie w miejscu, gdzie szyja Tony'ego przechodzi w ramię, a przez miliardera przechodzi fala elektryzującej rozkoszy. Tony próbuje wykonać najmniejszy ruch biodrami, co wcale nie jest łatwe w jego pozycji, na co bóg jedynie złośliwie przewraca oczami, zanim zabiera się za ściągnięcie koszulki miliardera.
- Więcej cierpliwości – przemawia bóg i paradoksalnie podkreśla swoje słowa gwałtownym pchnięciem bioder, którego tak pragnął miliarder. Jego usta nie wahają się przed odkrywaniem nowo odsłoniętej przestrzeni nagiej skóry i Tony wydusza z siebie niewyraźne przekleństwo, gdy Loki skupia się na jego sutku.
Dłonie boga w tym samym czasie zajmują się rozpinaniem spodni miliardera, lecz dopiero gdy Tony wplata palce w kruczoczarne włosy i odsuwa Lokiego od własnego torsu, by połączyć ich w kolejnym pocałunku, bóg popycha Tony'ego, tak, aby położył się na blacie. Ponownie skupiają się na ustach i walczących o dominację językach, aż z gardła Tony'ego zaczynają uciekać ciche urywane jęki desperacji. Wtedy Loki odsuwa się od miliardera, dając mu odetchnąć i ściąga z kochanka resztki garderoby.
Loki podziwia ciało Tony'ego z lubieżnym uśmiechem, układając dłonie na ramionach miliardera i powoli, zbyt powoli, wędruje nimi niżej, zostawiając po obu stronach jego ciała palące ścieżki swojego dotyku. Gdy dociera do bioder, omija twardego członka Tony'ego, który najbardziej błaga o uwagę, i zsuwa się jeszcze niżej.
Tony prawie wije się na blacie, gdy chłodne palce ocierają się o jego wejście.
- Loki, dręczycielu – woła boga. – Proponowałbym zajrzeć do tamtej szuflady – mówi, kiwając głową na lewo od siebie. Loki podnosi pytająco brwi zanim zgodnie z sugestią podchodzi do wskazanego biurka i po kilku sekundach z uśmiechem rozszerzającym jego wargi, wraca do Tony'ego z butelką lubrykantu.
- Zawsze gotów, hmm?
- Staram się – odpowiada miliarder, szczerząc się i obserwując jak bóg rozsmarowuje płyn na swoich palcach.
Jedyną odpowiedzią, jaką Loki raczy kochanka jest wsunięcie pierwszego palca w jego wnętrze, podczas gdy usta boga wracają na skórę bioder Starka. Psotnik składa kilka pocałunków, zanim zostawia wyraźny znak, ssąc bezlitośnie.
Gdy nieco później Tony napiera na trzy palce Lokiego w swoim wnętrzu, jego brzuch pokrywa już cały zestaw śladów pozostawionych przez boga. Miliarder nie wydaje z siebie słowa sprzeciwu, a wręcz przeciwnie, podziwia oznaczenia na swoim ciele.
- Starczy - przemawia, gdy czuje, że w tym tempie dojdzie bez możliwości poczucia członka Lokiego w swoim wnętrzu, a który co jakiś czas drażniąco ociera się o jego nogę. – Jestem gotów.
Tony podnosi się do pozycji siedzącej i składa głęboki pocałunek na ustach kochanka, podczas gdy jego dłonie pospiesznie rozprawiają się z rozporkiem Lokiego, by wreszcie wypuścić jego penisa z męki przyciasnych spodni. Ociera się o nabrzmiałego członka opuszkami palców, drażniąc, lecz nie zapewniając odpowiedniego nacisku, po czym niespodziewanie przerywa pocałunek i popycha lekko psotnika, by zrobił krok w tył.
– Zdejmij koszulkę, to grzech z twoim ciałem – prosi zalotnym głosem. Na chwilę Loki traci go z oczu, gdy ciemnoniebieska tunika przesłania mu w twarz w swojej drodze ku byciu rzuconą niedbale na bok, i wtedy Tony zsuwa się z blatu i dalej na podłogę. Pociąga za sobą psotnika, biorąc go z zaskoczenia. Pchnięciami dłoni zmusza boga, by teraz on leżał na plecach na twardym podłożu.
Tony siada na biodrach Lokiego, unieruchamiając go. Jest podniecony do granic szaleństwa, tkanina spodni boga drażni jego nagie uda, lecz miliarder ma swój plan. Uśmiecha się obscenicznie, nie spuszczając wzroku z zielonych oczu błyszczących ze zniecierpliwieniem, ale i zaintrygowaniem.
Tony wyciąga prawą rękę w bok i lekko macha palcami. Rękawica wraz z częścią przedramienną Marka XIX nadlatuje z sykiem i instaluje się w ciągu dwóch sekund. Loki unosi brwi w jeszcze większym zainteresowaniu. Aby nie tracić tej pełni uwagi, Tony chwyta podstawę członka boga prawą dłoni. Ręce Lokiego zaciskają się mocniej na biodrach miliardera, gdzie pomagają śmiertelnikowi w utrzymaniu równowagi, a z jego ust ucieka niepowstrzymany syk, gdy chłód metalu styka się z jego penisem. Tony zaczyna zniżać swoje biodra, pozwalając, aby Loki wypełniał go milimetr po milimetrze. Gdy jest w połowie, wyciąga drugą rękę w bok, przywołując lewą rękawicę. Gdy i ta część zbroi bezpiecznie znajduje się na jego dłoni, Tony zniża się gwałtownie do końca i siada na lędźwiach boga, a jego uzbrojone dłonie chwytają nadgarstki Lokiego. Nagle siła rąk boga i człowieka jest wyrównana i Tony przytrzymuje ręce boga po obu stronach jego głowy. Loki uśmiecha się niemal szaleńczo, lecz z wyraźnym zadowoleniem grającym w jego oczach. Tony nie może się powstrzymać, aby nie wyszczerzyć się w odpowiedzi. Lecz rozkosz szybko zastępuje ten wyraz twarzy, gdy postanawia wykonać pierwszy ruch biodrami.
Szybko udaje im się ustanowić wspólny rytm, podczas gdy Tony wciąż panuje nad ich pozycją, utrzymując Lokiego prawie bez ruchu. Tym razem to śmiertelnik decyduje, kiedy zniża się, by połączyć ich pocałunku, a kiedy zaczepnie kąsa bladą szyję psotnika.
Tony dochodzi pierwszy, z głuchym jękiem, a jego umysł zdaje się resetować, gdy przechodzą przez niego kolejne fale rozkoszy. Dopiero po kilku głębokich oddechach, zwalnia swój uścisk i daje kochankowi niemy znak. Loki obraca ich i potrzebuje jedynie kilka gwałtownych pchnięć w nadwrażliwe ciało Tony'ego, by dotrzeć do własnego orgazmu.
Kiedy po kilku minutach ich tętna osiągają normalne tempo, a kończyny wydają się zdecydowanie zbyt ciężkie… Niespodziewanie obu oplata złoty blask i w mgnieniu oka znajdują się we własnym, miękkim łóżku i Tony stwierdza, że jest niekwestionowanym fanem magii.
ж
Tony budzi się sam i w pierwszej chwili potrzebuje złapać kilka łapczywych oddechów, zanim skanery JARVISa wyłapują jego stan i bez podpowiedzi, AI informuje go swoim zawsze stonowanym tonem, iż Loki znajduje się w warsztacie, wciąż na terenie Stark Tower.
Po samotnym prysznicu, Tony zachodzi jeszcze po drodze do kuchni, gdzie już czeka na niego gorąca kawa. Warsztat wita go niecodziennym widokiem. Loki siedzi po turecku na jednym z blatów, a wokół niego wyświetlone są hologramy ukazujące zdjęcia sławnego Stonehenge. Gdy Tony podchodzi bliżej, dostrzega, że ekrany nie skupiają się na tym jednym obiekcie, lecz pokazują też inne kręgi. Jednakże ich krawędzie nie są oznaczone kamieniami, a jedynie wyraźnie zaznaczone w krajobrazie. Niektóre są o wiele bardziej imponujące niż Stonehenge, stwierdza Tony, wpatrując się dłuższą chwilę w krąg, który dzięki swojej wielkości mieści w środku małe miasteczko.
- Spytałbym czy wpadłeś w kręgi poszukiwaczy kosmitów, ale, jako że sam jesteś z innej planety…
Tony jest pewien, że Loki był świadom jego obecności, kiedy tylko miliarder wkroczył do warsztatu, lecz dopiero teraz zielone oczy zwracają się w jego kierunku.
- Muszę przyznać, że twój JARVIS jest naprawdę pomocny – przemawia bóg, ignorując wcześniejszą zaczepkę kochanka.
- Och, to takie poruszające, gdy nowy partner akceptuje dzieci z poprzedniego związku – Tony przemawia z przesadnym wzruszeniem, teatralnie kładąc jedną dłoń koło reaktora w swojej piersi.
Loki podnosi na niego jedną brew w odpowiedzi.
- Mamusia JARVISa to moja wieczna kochanka, Rogatku. Ach, ta nauka… Nie można się jej oprzeć.
Bóg nawet nie pokusza się o komentarz. Tony szczerzy się szeroko przez kilka sekund.
- Dobra, to wytłumaczysz mi wreszcie, nad czym tak skrzętnie pracujesz? – miliarder wskazuje dłonią na hologramy. Loki przytakuje i bierze jeszcze jeden głębszy oddech, dając sobie chwilę na ubranie myśli w słowa.
- Każda z planet gałęzi Yggdrasilu posiada potencjał magiczny, energię płynącą pod zewnętrzną skorupą krainy. Jako mag mogę wykorzystać tę energię, lecz uzyskanie do niej dostępu jest wyzwaniem. Aby taka ekstrakcja dała więcej dóbr, niźli narobiła szkód magowi czerpiącemu energię, proces musi odbywać się w miejscu dużego skumulowania mocy. Szukanie takich miejsc zazwyczaj zajmuje dziesiątki lat – stwierdza z ledwie słyszalnym niezadowoleniem. - Niemniej jednak, wasi starożytni posiadali pewną umiejętność wykorzystania tej energii. Nie była ona znacząca, a potem zanikła wraz z upływającymi stuleciami – Loki wyraźnie marszczy brwi i Tony nie jest pewien, czy mag jest bardziej zniesmaczony faktem, że śmiertelnicy w ogóle posiadali taką wiedzę, czy tym, że pozwolili jej zaniknąć wraz z czasem. - Jak wspomniałem, znalezienie takich miejsc nie jest łatwe, więc dla waszych przodków owe miejsca, gdy wreszcie odnalezione, stawały się miejscami kultu.
Tony podnosi wzrok na kolekcję obrazów wiszących w powietrzu wokół psotnika, które zdają się tworzyć wirtualny kokon.
- A więc to było powodem twoich ostatnich wycieczek krajoznawczych?
Loki kiwa w odpowiedzi, nie patrząc na Tony'ego, a obserwując z uwagą nowe zdjęcia, które JARVIS aktywuje po lewej maga.
- Dziękuję, JARVIS – mówi Loki, sięgając dłonią do hologramu i ustawiając najnowsze dane według wzoru znanego tylko jemu samemu. Tony przysiada na pobliskim blacie, nie zadając już więcej pytań. Obserwowanie Lokiego korzystającego z jego technologii z coraz większą płynnością, daje mu sporą dawkę satysfakcji. Szczególnie, gdy Loki może wykorzystać te możliwości w jego drodze ku odzyskaniu pełni sił. Tony widzi tę frustrację, która nieprzerwanie towarzyszy bogu z powodu niedoboru mocy i z całych sił pragnie mu pomóc wrócić do siebie. Świadomość, że stworzona przez niego sztuczna inteligencja jest wsparciem dla Lokiego, to kolejny powód by swobodniej oddychać.
ж
- Sir, otrzymałem właśnie wezwanie od SHIELDu. Kod niebieski dla Avengerów.
Tony odkłada lutownicę i zwraca wzrok na Lokiego, który kontynuuje swoje poszukiwania miejsc mocy, tym razem w Afryce. Czuje się trochę winny, gdy odczuwa ulgę mając tę pewność, że tym razem to nie Loki jest powodem dla wezwania zespołu.
- Mark XIX w gotowości?
- Potwierdzam, sir.
Loki marszczy brwi, a Tony bez dalszych pytań pojmuje źródło jego konsternacji.
- JARVIS, czy znamy powód wezwania?
- Uzyskuję dostęp do serwerów SHIELD w tym momencie, sir – informuje go AI. W tym czasie Tony zaczyna wzywać kolejne części zbroi. Jest połowicznie uzbrojony, gdy po jego prawej zapala się ekran ukazujący centrum Nowego Jorku. Na dachach dwóch budynków zebrane są na oko dwa tuziny robotów. Na pierwszy rzut oka nie wydają się wynalazcy zbyt imponujące, chociaż ręce już zaczynają go świerzbieć, by przejrzeć im wnętrzności ukryte pod tymi szarymi panelami z metalu i zielonymi pelerynami – które według Tony'ego nie są cliche tylko, gdy nosi je bóg chaosu z innej planety. Tony jest prawie pewien, że gdzieś widział tych skurczybyków.
- Baza SHIELD dopasowała wygląd robotów do znanego złoczyńcy Victora Van Dooma. Jego aktywność była uśpiona przez ostatnie lata.
- Cudnie – mamrocze Tony, gdy od pełnej gotowości bojowej dzieli go tylko założenie maski, którą już dzierży w dłoni.
Loki podchodzi do niego z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy.
- Nie mów, że się martwisz, panie złote poroże. Nie powiem, kto mnie wyrzucił przez okno kilka miesięcy temu, a ja i tak ciągle zawracam mu dupę.
Kąciki ust psotnika unoszą się lekko, lecz uśmiech nie dosięga zielonych oczu.
- Mówienie ci, abyś był ostrożny miła się z celem – wzdycha Loki, mówiąc bardziej do siebie niż do Tony'ego.
Na pożegnanie kładzie dłoń na emanującym błękitem reaktorze i składa krótki pocałunek na ustach miliardera.
ж
Gdy Iron Man dociera na miejsce, Quinjet już kołuje nad dachami opanowanymi przez doomboty, lecz walka jeszcze się nie rozpoczęła. Kapitan dopiero wyskakuje z pojazdu i rusza na roboty.
- Iron Man, wspieraj Kapitana Amerykę. My zajmiemy się drugą grupą – pada rozkaz z ust Bartona, transmitowany przez ich węzeł komunikacyjny. Tony widzi jak łucznik przybiera pozycję przy otwartych drzwiach Quinjeta. Czarna Wdowa operuje maszyną, której działa obierają cel. Iron Man był zawieszony w obowiązkach przez długie tygodnie, lecz łatwo jest mu wrócić do współpracy z drużyną.
Iron Man ląduje na dachu, gdzie Rogers siłuje się z jednym z robotów.
- Nie daj się, emerycie – rzuca w jego kierunku, gdy jego rękawice ładują dwa pociski energii, które po chwili powalają na ziemię jednego z wrogów. Jednak w tej samej sekundzie inny doombot atakuje go od tyłu. Tony widzi energię skrzącą się w jego dłoniach, lecz nie zdąża zrobić uniku. Ku własnemu zaskoczeniu, w momencie, gdy robot dotyka jego pancerza, obaj zostają odrzuceni do tyłu, a JARVIS informuje go o zachwianiach zasilania zbroi.
- Dobra, od teraz żadnego macanka tymi elektryzującymi rączkami – mamrocze do samego siebie, po czym pospiesznie dodaje do JARVISa. – Podwójna dawka energii do silników sterujących w butach.
Wlatuje z impetem w robota szarżującego na Kapitana, który właśnie dekapituje tarczą innego napastnika.
- Chyba zaczynam tęsknić za poszpitalnymi wakacjami, kto by pomyślał – mów do siebie, wcelowując pocisk w doombota podnoszącego się z krateru o własnym kształcie.
ж
JARVIS informuje go o podejrzanej zmianie w poziomie energii robotów prawie w ostatniej chwili i Tony omal nie nadąża chwycić Kapitana, by odciągnąć go na bezpieczną odległość, nim ich wrogowie dokonują autodestrukcji.
ж
Thor zjawia się w placówce SHIELDu w godzinę po tym, jak Avengerzy zebrali się w bandażach i z zimnymi okładami w sali konferencyjnej celem omówienia ostatniej walki. Doom jeszcze z nimi nie skończył.
- Witajcie przyjaciele! Cóżesz się wydarzyło przed moim przybyciem?
Tony ma już na czubku języka cięty komentarz na temat dogodności przybycia boga piorunów, gdy inne, istotniejsze pytanie wysuwa się przed szereg.
- Jak to? Czyli nie przybyłeś tutaj pomóc nam z doktorkiem?
- Nie rozumiem, o czym mówisz, Stark - Thor marszczy brwi w konsternacji. - Celem mojej wizyty jest odnalezienie Lokiego. Wszechojciec jest już pewien, że mój brat zbiegł właśnie tutaj.
Wszyscy widocznie spinają się na dźwięk imienia wroga, który był powodem powstania ich drużyny. Jednak Tony z zupełnie innego powodu niż reszta czuje zimny pot oblewający jego kark.
- Jeszcze jego tutaj brakowało - zaczyna Hawkeye, przecierając oczy ze zmęczeniem. - Czy Loki przybył powtórzyć swój ambitny plan przejęcia kontroli nad światem?
Thor nie odpowiada od razu, a jego oczy unikają wzroku kamratów.
- Mój brat jest w stanie, w którym nie stanowi żadnego zagrożenia dla tej krainy. Przynajmniej dopóki w pełni się nie zregeneruje.
Tony mocniej zaciska zęby na wspomnienie zaszytych ust kochanka, tego, jak wyglądał wtedy, gdy pojawił się w szpitalu i zerwał ich więź, tego, jak wiele przeszli, aby znaleźć się w tym miejscu, gdzie są teraz. Podnosi wzrok znad zaciśniętych pod stołem dłoni, by napotkać przenikliwe spojrzenie Natashy. Musi bardziej się pilnować. Nic nie ma prawa się wydać, dopóki Loki wciąż jest słaby.
- Musimy opracować plan działania - głos zabiera Kapitan. - Dotychczas Loki się nie ujawnił i możemy jedynie podjąć działania w kierunku jego poszukiwań, ale Doktor Doom jest realnym zagrożeniem tu i teraz. Mam przeczucie, że wkrótce uderzy ponownie.
- Zgadzam się z Mrożonką - przytakuje Tony. - Doom wywołał panikę, wyciągnął nas z długiego urlopu... Teraz wie, że jesteśmy w gotowości i musi stawić czoła prawie całemu zespołowi. Ten atak służył jedynie, jako rekonesans. Nie mówię, że walka była bułką z masłem, ale też nie powiedziałbym, że to było wielkim wyzwaniem dla nas. Nie nazwałbym tego nawet zwycięstwem, jako, że nasz wróg postanowił wysadzić się w powietrze, gdy dostatecznie się popisaliśmy – westchnął z niezadowoleniem. - Dopiero teraz powinniśmy oczekiwać prawdziwego natarcia.
- Nie podoba mi się to - wzdycha głośno Bruce. - Nie chciałbym, żeby Ten Drugi musiał wkraczać.
- Oj, te zielone mięśnie musiały się już zastać od ostatniego razu - Tony nie może powstrzymać się przed zaczepką. Tak jak się spodziewa, jeszcze zanim wypowiada ostatnie słowo, jest w nim utkwiony karcący wzrok Kapitana.
- Przejdźmy do konkretów. Co wiemy o doombotach po tej walce?
ж
- Thor postanowił odnaleźć wewnętrznego siebie, czy coś? - pyta Tony, podchodząc do Natashy stojącej pod ścianą przy drzwiach. Opiera się o framugę i przez chwilę oboje wpatrują się w boga piorunów siedzącego bez ruchu na krześle. Obie ręce wojownika spoczywają na Mjonirze leżącym na jego kolanach, a Thor ma zamknięte oczy i oddycha w spokojnym, równym rytmie.
- Aby móc wyczuć ślad Lokiego, musi się skupić - wyjaśnia wreszcie agentka.
Tony marszczy brwi. Po zakończeniu porównywania wrażeń z walki z doombotami, Thor postanowił podzielić się z nimi informacją, iż Wszechojciec obdarzył go jakimś wewnętrznym magicznym GPSem, który pozwoli mu namierzyć zbiega, opierając się na „unikatowym śladzie energii wewnętrznej Lokiego". Tony musi przyznać, że poczuł nieprzyjemne dreszcze słysząc tę wspaniałą wieść. Przekazał już też wiadomość JARVISowi, aby tej poinformował o tym boga chaosu, gdy tylko pojawi się w Stark Tower. Tony chyba powinien na serio rozważyć obdarzenie Lokiego telefonem komórkowym.
- Myślisz, że się zawiesił? - zagaduje Tony, próbując zbić napięcie ogarniające jego samego, lecz agentka pozostaje niewzruszona. Miliarder ma ochotę wrócić do Tower i zając się naprawą zbroi, lecz woli pozostać w towarzystwie Gromowładnego, póki ten próbuje wyniuchać Lokiego. Musi wiedzieć, czy cała ta sztuczka zadziała, nie mogą sobie pozwolić na bycie zaatakowanym z zaskoczenia.
Tony ma ułożony w głowie schemat nowych wybuchowych strzał dla Bartona, których wcale nie ma zamiaru budować, gdy Thor niespodziewanie otwiera szeroko oczy i wpatruje się prosto w niego. I nie jest to jego zwyczajowe przyjazne spojrzenie. Jest w nim ta dzikość, której doświadczył podczas ich pierwszego spotkania - teatrzyku w parku i podkradania sobie boga chaosu. O, ironio.
- Thor? - pyta ostrożnie Natasha. Jednak bóg nie odrywa wzroku od Tony'ego.
- Magia Lokiego trzyma się twojej osoby, Stark - przemawia wreszcie Thor. - Jest nikła, ale nie mam wątpliwości, co do jej egzystencji.
Tony'emu cierpnie skóra. Przypominają mu się chłodne dłonie na jego czole i nad reaktorem tej nocy w szpitalu. Przypomina sobie ten kretyński wypadek w warsztacie i poparzenie na przedramieniu... To spaprane poparzenie, które Loki uleczył, obrzucając wynalazcę wiązką imponujących obelg, a potem ucałował delikatnie w uzdrowioną skórę, wciąż wrażliwą w dotyku. Przypomina sobie te wszystkie drobne chwile, gdy blask zielonej magii dotykał jego skóry.
Och, cóż z niego za idiota. Jednak na szczęście, wciąż pozostaje też pyskatym geniuszem.
- Thor, kochaniutki, doceniam całe to mambo-dżambo z medytacją, ale magia Lokiego na mnie? Chyba Mjolnir ci na głowę upadł.
W następnej chwili Natasha już wykręca mu rękę i unieruchamia przy ścianie.
- Hej, hej, hej! - Tony wykłóca się. Jego słowa są lekko zniekształcone, przez ścianę miażdżącą mu połowę twarzy. - Wdowo, czy ja w ogóle zacząłem stawiać opór? Wyluzuj! Aaał!
ж
Potrzeba tylko kilku minut, aby reszta zespołu zebrała się z powrotem w sali konferencyjnej. Tony został przeszukany i potem usadzony na środku pokoju. Avengerzy, wraz z Fury'm, stoją w uroczym półkolu, utrzymując dystans między sobą, a miliarderem.
- Thor, jesteś pewien? - Bruce pyta, lecz nie spuszcza wzroku z Tony'ego. On, jako jedyny regularnie widywał się z miliarderem, więc i on ma największe wątpliwości, jakoby ten był pod wpływem magii.
- Nie mam wątpliwości, doktorze Banner.
Tony zaczyna regularnie stukać stopą ze zniecierpliwienia.
- Zamierzacie mnie tak trzymać tutaj, czy już wpadliście na jakiś oświecający pomysł?
Fury robi krok w przód.
- Stark, dobrze wiesz, że nie możemy ryzykować. Ostatnim razem strata Bartona o mało nie kosztowała nas klęski.
- Tylko, że jakoś nie zauważyłem, żeby moje oczy zmieniły kolor, ani nie zacząłem paradować w zbroi i strzelać do...
- Wtedy Loki nie posługiwał się swoją magią - wtrąca się Thor. - Kontrola płynęła z włóczni, którą otrzymał od Chituari, nie możemy wiedzieć jak...
Tony prycha, nie dając mu skończyć.
- A więc nawet nie wiesz, czy Loki mógłby przejąć kontrolę nad czyimś umysłem bez zabawki Chituari?
Tony nie musi czekać na odpowiedź. Wie, że Thor nigdy nie interesował się magią psotnika. Wie, że Thor nie ma pojęcia, co tak naprawdę leży w mocy Lokiego poza zaklęciami czysto bojowymi.
- Loki jest jednym z najpotężniejszych magów Asgardu, lecz...
- Lecz ty zbyt mało o nim wiesz, jako magu - kończy za niego miliarder.
Gromowładny spuszcza głowę, a Tony wie, że nie powinien czuć takiej satysfakcji, lecz rozgoryczenie, którego zasmakował w snach, wciąż gdzieś w nim tkwi.
Gdy Hill wbiega do pomieszczenia, twarz Fury'ego prawie automatycznie przyjmuje gniewny wyraz, lecz agentka przemawia szybciej, niż pada reprymenda.
- Doom znów zaatakował, sir – melduje, po czym jej spojrzenie na ułamek sekundy ląduje na Tony'm. – Doomboty uderzyły w Stark Tower.
Gwałtownie podniesienie się z krzesła nie jest do końca świadomym ruchem ze strony miliardera. Lecz na szczęście nie skutkuje to spektakularnym powaleniem na podłogę przez Czarną Wdowę i miliarder zabiera głos, nim ktokolwiek zdąży zareagować.
- Fury, nie dam o wasze dochodzenia ani podejrzenia ani żadne inne szpiegowskie gówna! Nie będę tu siedział bezczynnie i nie pozwolę, by setki ludzi zginęły w budynku z moim imieniem, bo Gromowładny miał przeczucie.
Nikt nie zatrzymuje go, gdy wychodzi do pomieszczenia obok, by przywdziać zbroję.
ж
Sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż ostatnio. Doomboty nie czekają na nich grzecznie w rządkach. Pobliskie budynki pożera ogień, a policja próbuje przeprowadzić zorganizowaną ewakuację. Doombotów jest zdecydowanie więcej i Tony wie, że tym razem nie poddadzą się po krótkiej walce.
Iron Man nie czeka na rozkazy kamratów z drużyny, czy nawet ich przybycie i od razu zaczyna wspierać oficerów wyprowadzającej ludzi ze Stark Tower. Ostrzeliwuje wszelkie doomboty zbliżające się do cywili, krążąc w kółko po okolicy. Jednakże robotów jest tym razem zbyt wiele i szybko zdaje sobie sprawę, że jego strategia nie jest wystarczająco skuteczna.
Podczas walki wręcz z jednym z wrogów, który niestety zdążył porazić dwie osoby, Tony pozwala sobie na odetchnięcie z ulgą na dźwięk nadlatującego Quinjeta.
ж
Tony ma problem ze złapaniem pełnego oddechu i upada na jego kolano. Wtedy dwa doomboty postanawiają podejść go z rękawicami skrzącymi się od energii i Iron Man zostaje odrzucony na kilka metrów, kończąc swój nieopanowany lot w ścianie pobliskiej kawiarni.
- Kurwa – wykrztusza z siebie słabym głosem. – JARVIS, musimy znaleźć jakiś słaby punkt…
- Wszystkie dotychczasowe techniki nie były wystarczająco skuteczne, sir.
Miliarder pokusza się o kolejne przekleństwo, nim bezradnie odlatuje spod kawiarni, szarżując na najbliższego robota. Udaje mu się wbić wroga w asfalt, lecz jest pewien, że ten i tak niedługo wstanie.
Kątem oka widzi tarczę Kapitana przelatującą po jego lewej. Odruchowo odwraca wzrok w tę stronę i dostrzega, że wojenny superbohater jest równie zmęczony walką co Iron Man. Z wiązanki przekleństw płynącej przez ich węzeł komunikacyjny wynika, że Hawkeye również jest sfrustrowany tym starciem.
Nie zauważa, kiedy wiązka energii uderza go z prawej i ponownie wbija w ścianę budynku. Tym razem nie ma siły podnieść się od razu.
Gdy wydostaje się spomiędzy gruzu, ponownie nieruchomieje, lecz tym razem w zdumieniu.
Doomboty padają po kolei jak szmaciane lalki. Niektóre zaczynają dymić zanim upadną na ziemię, niektóre znikają w złotej mgle i po sekundzie spadają z wysokości na miejsce, w którym przed chwilą stały, niektóre samoistnie zginają się w pół emitując rażący w uszy dźwięk giętego metalu…
Tony zna ten złoty blask.
Rozgląda się wokół siebie i wtedy dostrzega sylwetkę swojego boga na pobliskim dachu. Podlatuje do niego bez zastanowienia. Na twarzy Lokiego panuje skupienie, a jego dłonie drżą lekko pod wpływem magii, złoto-zielone iskry przeskakują między smukłymi palcami.
- Loki! Loki jest na dachu!
Tony nie zwraca uwagi na słowa Hawkeye'a i podchodzi bliżej, zdejmując hełm zbroi i psotnik wreszcie odwraca się ku niemu. Koncentracja znika z jego twarzy, na sekundę zastąpiona ulgą, potem gniewem, wreszcie osiągając neutralną maskę.
- Loki... - zaczyna Tony, lecz nie jest pewien, co chce powiedzieć.
- Loki jest z Iron Manem. Iron Man nie atakuje - głos Clinta rozbrzmiewa z głośnika w hełmie. - Kurwa mać, Thor miał rację!
- Unieruchomić i pojmać obu! Powtarzam, unieruchomić Iron Mana i Lokiego! - pada komenda z ust Kapitana Ameryki.
Loki marszczy brwi i Tony wie, że jakimś sposobem słyszał ten rozkaz. Wypuszcza ustami długi wydech, a jego twarz skrywa się za maską pozbawioną wszelkich emocji.
- Lo...?
Wtedy dłoń boga chaosu gwałtownie ląduje na napierśniku zbroi Iron Mana, rozczapierzona zakrywa blask reaktora łukowego. Z ust Lokiego zaczynają płynąć słowa o ciężkim akcencie, których Tony nie rozumie, a palce psotnika napierają na metal, wreszcie wgłębiają się w zbroję, a Tony nie może się ruszyć, nie rozumie.
Twarz Lokiego wciąż nie ukazuje cienia emocji, gdy jednym zdecydowanym ruchem wyrywa reaktor z piersi Tony'ego.
Tony krztusi się własnym krzykiem, próbuje jeszcze znaleźć wzrokiem zielone tęczówki, zrozumieć, lecz Lokiego już nie ma, a świat w niepochowanym tempie napływa czernią.
Upadek nie okazuje się zakończeniem nawracającego snu...
ж
/koniec części trzeciej/
