Część IV
REM
| rozdział pierwszy z dwóch |
Dźwięk. Ciemność. Światło. Głosy.
Loki? Gdzie- Dlaczego-
Ból w piersi. Afganistan? Nie! Przecież uciekł. Więc skąd ten ból?
Głos.
- Tony, obudź się!
Otwiera oczy.
Bruce. Ulga w oczach doktora.
Ciemność.
ж
Tony budzi się we własnej sypialni. Powieki mu ciążą, a niezrozumiałe wycieńczenie próbuje ponownie wciągnąć go w objęcia snu, lecz udaje mu się lekko podnieść głowę i rozejrzeć po pokoju. Rozpoznaje sylwetki Bruce'a, Kapitana i Thora.
- Tony? - Bruce pyta się delikatnym głosem lekarza, który jest wyraźnie zniecierpliwiony, lecz jest też świadom, że na wpół przytomni pacjenci nie są fanami głośnych dźwięków. - Słyszysz mnie?
Tony kiwa głową i wydaje się to wysiłkiem godnym medalu. Rozmazana plama będąca Steve'm Rogersem odpycha się od ściany, przy której nieruchomo spoczywała, i zbliża się do łóżka.
- Witamy z powrotem wśród żywych - mówi Kapitan, i choć Tony nie widzi dokładnie jego twarzy, to słyszy ulgę w jego głosie.
W jego polu widzenia nagle zjawia się Thor. Oczy Tony'ego łapią wystarczającą ostrość, by dostrzec strapienie na twarzy boga.
- Wybacz, że wcześniej pozwoliłem sobie w ciebie zwątpić, przyjacielu - przemawia Thor i ściska lekko ramię Tony'ego. Odstępuje od łóżka miliardera na krok, by przemówić do wszystkich Avengerów obecnych w pokoju. - Muszę odnaleźć mojego brata.
Tony widzi Pepper mijającą się w drzwiach z Thorem, lecz jego organizm stwierdza, że to był już wystarczający wysiłek i ponownie zapada w sen.
ж
Gdy Tony pierwszy raz wstaje z łóżka po incydencie z Lokim, Pepper uderza go w twarz. Tony nawet się nie próbuje się kłócić.
ж
Każdej nocy Tony leci, i każdej nocy Tony upada. Jego zbroja rozpada się, wpuszczając przenikliwy wiatr, który oplata go swoimi zimnymi ramionami.
Loki stoi bez ruchu na dachu szarego wieżowca, a jego toksycznie zielone oczy beznamiętnie obserwują sylwetkę spadającego geniusza.
I choć Tony wie, że to projekcja jego umysłu, że prawdziwy Loki już zerwał więź łączącą ich sny, ten obojętny wzrok boli bardziej niż uderzenie, które wyrzuca go w rzeczywistość.
Nienawidzi, że to ten sen się powtarza.
ж
Przez pierwsze dwa dni po zwleczeniu się z łóżka, Bruce i Pepper dosłownie na niego chuchają, więc Tony pozwala im na nacieszenie oczu swoją osobą. Cały zespół plus Pepper spotykają się w Stark Tower, by zjeść wspólnie obiad i wreszcie stać się drużyną również poza polem walki. Doom na razie nie powraca, więc spędzają razem wieczór przy dobrym alkoholu.
Spotkanie okazuje się przyjemniejsze niż wynalazca się spodziewał. Avengerowie zaczęli, jako skłócony zlepek ludzi o wyjątkowym zestawie umiejętności, lecz wreszcie stają się zgranym zespołem. Steve nie potrzebuje alkoholu, by wreszcie wyszedł z niego sarkastyczny dzieciak z Brooklynu, Bruce odmawia procentów, lecz widocznie się rozluźnia, jednakże Clint i Natasha okazują się świetnymi kompanami do shotów. Pepper krótko komentuje jego powracający romans z alkoholem, ale niesamowite opowieści Thora i ją wprawiają w świetny nastrój.
Tony ma wrażenie rosnącej koło niego czarnej dziury wraz z każdą minutą, kiedy Lokiego nie ma przy jego boku.
ж
Gdy następnego dnia Tony proponuje drużynie zamieszkanie na stałe w Tower, spotyka się głównie ze zdziwieniem. Lecz chęć rozważenia propozycji przez każdego z Avengerów, sprawia, że Tony ma wrażenie, jak gdyby pustka w jego wnętrzu nie była już tak gorejąca.
Wkrótce potem Tony znika, odcina się od świata, nawet nie wiedząc, czy ktokolwiek kwapił się o komentarz w sprawie jego pustelniczego trybu życia w warsztacie.
ж
Tony wie, że nie powinien być zły. Bycie z Lokim, to jak próba opętania żywiołu i nie powinien był liczyć na trwałość czy lojalność. Ale Tony wie też, że morderstwo psotnika wcale nie było morderstwem.
Zbadał i obliczył to już dziesiątki razy i pod każdym możliwym kątem. Nie było możliwości, aby odłamki nie ruszyły się nawet o milimetr przez cały ten czas, kiedy był pozbawiony reaktora. Przetransportowanie go do Stark Tower i te cenne minuty, podczas których Bruce próbował nie dobić go poprzez niewłaściwie wymienienie reaktora w jego piersi... Avengerowie spieszyli się jak mogli, lecz nadal... Jeśli Jarvis nie byłby stworzoną przez niego sztuczną inteligencją, pewnie zbuntowałby się przed kolejnym skanowaniem odłamków, który ukazywał ślady nieokreślonego elementu w torsie miliardera.
Tony nie nazywa owego "nieokreślonego elementu" magią psotnika tylko dlatego, że przez chwilę naprawdę pragnie wierzyć, iż Loki próbował go zamordować. To sprawiłoby, że wszystko byłoby o wiele prostsze.
Loki zabił go na pokaz, ratując mu życie. Zniszczył reaktor, wiążąc magią kawałki szrapnelu, dopóki błyszczący niebieskim blaskiem dowód na istnienie serca Tony'ego Starka nie wrócił na swoje miejsce. Oszukał wszystkich, znów plamiąc własne ręce krwią śmiertelnika. Oszukał wszystkich. Wszystkich prócz Tony'ego i wciąż nie wie, czy właśnie na to liczył bóg. Czy Tony ma czekać na jego powrót? Czy powinien uwierzyć w sabotaż i do końca życia uważać, że jedyna osoba, którą prawdziwie pokochał (ałć, więc już przyznajemy się przed samym sobą nawet i do tego?), chciała go zabić? Czy kryje się za tym kolejna zawoalowana wiadomość? Czy Tony odkrył już zbyt wiele?
Tony upija się w samotności i do nieprzytomności, mając w pamięci fakt, że ostatnim razem po takim stanie upojenia ocknął się z bogiem niegodziwości w swojej kuchni.
ж
Lokiego nie ma w kuchni, ani w całym Tower, za to Tony ma imponującego kaca.
ж
Tony spędza cały dzień budując i udoskonalając nowy reaktor. Zawsze ma jeden w zapasie, schowany w miejscu, gdzie dostęp ma tylko on sam i Jarvis w sytuacjach kryzysowych. Zapas został wyczerpany, więc pojawiła się potrzeba go uzupełnić. Choć Tony mógłby zlecić, by Jarvis wykonał za niego co najmniej połowę roboty, bierze na siebie wszystkie etapy produkcji i grzebie w gotowym maleństwie dłużej, niż sprzęt tego wymaga.
Tony jest prawie z siebie dumny, gdy dopiero na szósty dzień po incydencie robi pierwszy krok w stronę odnalezienia skurczybyka.
- Jarvis, odpal projekt Lokiego o miejscach mocy, w takim stanie, w jakim go zostawił.
Po chwili Tony'ego okala kopuła hologramów. Ostatnim razem, gdy Loki jeszcze nie ufał Tony'emu na tyle, by zamieszkać w Tower, a był wyczerpany magicznie, ukrywał się w górach w Europie, czerpiąc z naturalnych zasobów energetycznych Ziemi. Tony strzela, że tym razem również tak zrobił. Do tego czasu jego magia wciąż nie osiągnęła pełni swojego potencjału, więc obalenie małej armii Doombotów musiało go osłabić.
Miejsca są posortowane ze względu na kontynenty. Loki tworzył siatkę według tylko sobie znanego wzorca, lecz miliarder wierzy, że powinien być w stanie go rozszyfrować. Tony zaczyna od Europy i z zadowoleniem odkrywa, że większość z punktów jest już opisana, więc najprawdopodobniej nie czeka go podróż na drugi koniec tej ogromnej kałuży zwanej Oceanem Atlantyckim. Kilka miejsc w Ameryce Północnej również posiada już opisy w języku niezrozumiałym dla wynalazcy. Tony przez chwilę wodzi wzrokiem pomiędzy nieopisanymi, a więc i jeszcze nieodwiedzonymi, miejscami. Gdzie mógłby udać się Loki? Tony zakłada, że wybrał się w któreś z wciąż nie poznanych miejsc. Ale nie w Afryce, czy Azji, których nawet nie zaczął porządnie katalogować. Po walce z Doombotami na pewno potrzebował naładować baterie. Chyba, że wystarczyła mu energia ze skradzionego reaktora łukowego z piersi jego kochanka...
Tony kręci głową na samego siebie i wraca na główny tok myślowy.
- Jarvis, sprawdź, które miejsca są najrzadziej odwiedzane przez turystów i entuzjastów New-Age. I gotową listę ustaw rosnąco.
Tony zaczyna kręcić się na krześle wokół własnej osi i gdy jest w połowie drugiego obrotu, pojawia się przed nim żądana lista.
- Pięknie, Jarv. Spójrzmy na to cholerstwo...
ж
Po obraniu trzeciej z kolei strategii eliminacji, Tony we frustracji rzuca rysikiem od tabletu w ścianę, który to spada na podłogę z niesatysfakcjonującym cichym kliknięciem. Ma wrażenie, że gdyby coś teraz wybuchło z wielkim hukiem, to poczułby się lepiej.
ж
Tony'emu wydawało się, że zaplanował wyprawę w celu wybadania Medicine Wheel na następny ranek, lecz jest w zbroi i zmierza ku Wyoming poprzez ciemność nocnego nieba i nie odczuwa potrzeby kwestionowania tego stanu rzeczy.
Na chwilę zwalnia lot i pozwala by hełm otworzył się, wpuścił chłodne powietrze. Wzdycha z ukontentowaniem. Rzadko kiedy odczuwa taką wolność, jak kiedy szybuje samotnie nad śpiącą Ameryką.
Nagle zbacza z toru lotu, jego zbroja rozpada się, wpuszczając przenikliwy wiatr, który tym razem nie jest już przyjemny. Tony upada, a gdy desperacko i absurdalnie próbuje złapać się czegokolwiek, chwytając jedynie powietrze, Loki lewituje nad nim, a toksycznie zielone oczy beznamiętnie obserwują sylwetkę spadającego geniusza.
Każdej nocy Tony leci, i każdej nocy Tony upada.
Nienawidzi, że to ten sen się powtarza.
ж
Następnego ranka Tony wyrusza do Wyoming, choć za każdym razem, gdy zamyka powieki, ma wrażenie, że kiedy je znów otworzy, upadnie, śledzony przez wzrok Lokiego.
Gdy ląduje na miejscu, nie żałuje sobie odetchnięcia z ulgą. Pewna warstwa granicy między snem na jawą już na zawsze została zatarta i wątpliwość nieugięcie tkwi gdzieś pośród myśli miliardera.
Medicine Wheel jest jeszcze bardziej imponujące na żywo, niż na zdjęciach i hologramach, to Tony musi przyznać. Sam zabytek jest ogrodzony, a do lin łączących kolumny tego swoistego parkanu poprzywiązywane są kolorowe kawałki materiałów. Gdyby Tony nie przybył tutaj w poszukiwaniu boga chaosu, który wpadł do ledwo poukładanego życia miliardera i rozkopał na wszystkie strony wszelkie już oszczerbione jego elementy, to możliwe, że Tony zainteresowałby się co stoi za tą tradycją. Wie, że to teren mający wielkie znaczenie dla tutejszych rdzennych plemion. Jednakże to nie jest rzecz, do której teraz ma głowę...
O tym, że ma teraz głowę do mało czego, Tony przekonuje się tuż po wylądowaniu. Przy ogrodzeniu stoi mała trzyosobowa grupka turystów. Nie jest to najpopularniejsze z miejsc wakacyjnych, co widać po braku budek z pamiątkami i hot-dogami, lecz wynalazca nie miał też żadnych powodów, by spodziewać się, że okolice Medicine Wheel będą zupełnie opustoszałe. Powinien był o tym pomyśleć, kiedy postanowił wyruszyć na swoją tajną misję w jednej z najbardziej rozpoznawalnych zbroi na świecie, lecz teraz już za późno. Dwie z trzech osób już pstrykają mu zdjęcie telefonem. Jest pewien, że za chwilę pojawi się na instragramie lub innym twitterze. Proszenie JARVISa o skasowanie fotki z sieci jest pozbawione sensu, gdyż system powiadamiający o wzmiankach o Iron Manie w sieci, który sam napisał dla Pepper, i tak zarejestruje obecność zdjęcia. A to właśnie Pepp i Avengerowie są tymi, przed którymi powinien ukrywać swoje wyprawy w poszukiwaniu swojego pseudo-mordercy. Następnym razem będzie ostrożniejszy, teraz nie ma już co płakać nad rozlaną whiskey. Wzrusza ramionami do nikogo i zaczyna przeszukiwać okolicę, kierując się ku ewentualnym kryjówkom psotnika z kosmosu.
Pepper dzwoni do niego dwadzieścia minut później. Musiała być na jakimś spotkaniu.
- Tony, czy mógłbyś mi powiedzieć, co wyrabiasz w Wyoming, na miłość boską?
Tony ponownie dochodzi do wniosku, że naprawdę musi popracować na tajnością swojej misji. Na swoja obronę, nadal miał kaca, gdy planował tę wyprawę.
- Zwiedzam dobro narodowe? - Tony rzuca w odpowiedzi, podczas gdy wciąż skanuje skalne okolice Medicine Wheel w poszukiwaniu wszelkich mieszkalnych jaskiń.
Pepper wzdycha ze zrezygnowaniem.
- Jesteś świadom, że nawet, gdyby to było dla ciebie normalne, by spontanicznie wybrać się na zwiedzanie do innego stanu, to odpowiedziałeś mi pytaniem?
- Zwiedzam dobro narodowe - powtarza Tony, tym razem zdecydowanie używając trybu oznajmującego.
- Co ja mam z tobą zrobić, Tony? W ostatnim czasie zbyt często twoje życie wisi na włosku. Możesz mi chociaż obiecać, że nie robisz tam nic wybitne niebezpiecznego?
Tony jest już prawie pewien, że Loki nie ukrywa się nigdzie w okolicy, więc odpowiada szczerze.
- Tak, Pepp. Zero niebezpieczeństw. To tylko kolejny kaprys miliardera.
- Oj, tęsknię za tymi czasami.
Tony uśmiecha się szeroko na wspomnienie okresu w jego życiu, gdy zazwyczaj największym niebezpieczeństwem były dla niego wkurzone kobiety, które myślały, że będą tą jedyną, która zmieni playboya Starka w wymarzonego mężulka.
- Nie martw się, jestem już w drodze powrotnej. Do zobaczenia, panno Potts.
ж
Na zwiady Temple Mounds wybiera się już następnego dnia, lecz tym razem po zmroku. O wiele mniejsze prawdopodobieństwo spotkania turystów, jeszcze mniejsze zrobienia dobrego zdjęcia. Za to Iron Manowi ciemność zupełnie nie przeszkadza w przeszukiwaniu okolicy.
Floryda oraz dwa następne miejsca okazują się bezowocnymi wypadami.
W drugim tygodniu Tony już sam nie jest pewien, czego szuka, lecz bezczynność w Tower doprowadza go do szału.
ж
Każdej nocy Tony leci w rzeczywistości, i każdej nocy Tony upada w snach.
Jego własna podświadomość mści się za nieokreślone winy, zielone oczy Lokiego zapisują się katalog koszmarów swoją martwą obojętnością, a Tony budzi się dławiąc histeryczny śmiech.
Nienawidzi, że to ten sen się powtarza. Tęskni za obecnością, od której tak się uzależnił śniąc, i której braku aż tak nie odczuwał, gdy stała się obecnością w rzeczywistości.
To brak powinien być największym koszmarem bogacza, czyż nie?
ж
Do Kanady trafia w trzecim tygodniu swojej misji znajdźmy-renifera-przed-gwiazdką. Petroglify w parku narodowym w Ontario od początku wzbudzały w nim spore zainteresowanie, lecz wpierw trzymał się starych dobrych Stanów Zjednoczonych. Jednak ostatnio korci go, by odbyć dłuższy lot, więc wybór wreszcie pada na sąsiadującą krainę syropem klonowym płynącą.
Lot mija spokojnie. Tony jest pozostawiony własnym galopującym myślom i widokom ciemniejącego nieboskłonu. Co jakiś czas bezwiednie spina się, oczekując upadku i gwałtownego rozbudzenia, lecz wreszcie park narodowy ukazuje się jego oczom, a lądowanie jest łagodne i kończące się w rzeczywistości.
Seria porażek ostatnich tygodni sprawia, że zwiad miliardera jest prawie automatyczny, pozbawiony oczekiwań i złudzeń sukcesu. Machinalne skanuje kolejne połacie terenu okalające miejsce mocy oznaczone przez psotnika na mapie, nucąc dziwną mieszankę AC/DC oraz piosenki, którą usłyszał w radiu, gdy rano poszedł na pączki.
Gdy skaner pokazuje wyraźne ślady "nieokreślonego elementu", który znalazł przy odłamkach w swojej piersi, dosłownie przestaje oddychać na kilka sekund.
Wchodzi do jaskini powoli i na tyle cicho, na ile pozwala na to zbroja.
Loki siedzi na ziemi ze skrzyżowanymi nogami, a jego dłonie płasko dotykają skalnego podłoża. Włosy opadają na szlachetną twarz boga i Tony czuje ucisk w piersi na ten widok. Ma ochotę sięgnąć w stronę psotnika i odsłonić czarne kosmyki, lecz jedynie zaciska dłoń w pięść. Chęć uderzenia go w tę piękną twarz zaczyna przewyższać te bardziej czułe pragnienia.
Tony wchodzi w głąb jaskini, bliżej psotnika i zdejmuje hełm zbroi. W środku jest jasno, jak na tak późną porę. W najbliższej przestrzeni Lokiego unoszą się w powietrzu świetliste kule, które miliarder widział wcześniej w ich wspólnych snach. Nie są duże, może wielkości pięści Tony'ego, lecz dają wystarczająco dużo światła, choć z lekko zielonkawą poświatą.
Loki marszczy brwi i dopiero następnie otwiera oczy, podnosząc wzrok na intruza. Tony dostrzega, jak w zielonych tęczówkach zaskoczenie przechodzi z zakłopotanie, potem radość, rozczarowanie, złość, aż wreszcie stają się martwe i bez wyrazu, jak w koszmarach miliardera.
Loki wstaje płynnym, zgrabnym ruchem, a potem wyciąga się jeszcze trochę na palce, by spojrzeć za plecy Iron Mana.
- Gdzie kawaleria? Czy mój "brat" jest dopiero w drodze?
Tony prycha. Ma ochotę sobie pogratulować, że nadal nie rzucił się na psotnika - by go uderzyć, czy pocałować, tego nie jest pewien.
- Nie pochlebiaj sobie, boże. Tylko ty i ja. Jak za starych dobrych czasów.
Loki znów marszczy brwi, lecz Tony nie jest w stanie odczytać nic z jego oczu. Doprowadza go to do szału. Jednakże, jeżeli psotnik zamierza rozegrać to w ten sposób, Tony jest gotów. Przybiera swoją obojętną maskę i cierpliwie oczekuje na ripostę.
- Widzę, że jesteś nierozważny, jak zwykle - stwierdza monotonnie bóg. - Skąd możesz mieć pewność, że znów nie wyrwę reaktora z twojej piersi? Teraz i tutaj, gdzie nie ma twojej cennej drużyny gotowej do pomocy.
Tony uśmiecha się szeroko, choć jego oczy pozostają bez wyrazu.
- Bo poprzednim razem wcale nie próbowałeś mnie zabić, Rogata Divo - odpowiada miliarder, lecz Loki utrzymuje swoją idealną twarz pokerzysty. - Przeżyłem nie dzięki pomocy Bruce'a, a twojej. Dobry doktor Banner może i nawet dałby radę umieścić zamiennik na czas, choć szala przechyla się raczej ku niemożliwości wykonania tego triku... Jednak, to nawet nie ma aż takiego znaczenia, mój drogi boże kłamstw. Bo nie wiem, czy pamiętasz te wszystkie błyszczące zabaweczki w moim warsztacie. Musiałeś zwrócić uwagę, gdy ze mną mieszkałeś - dodał tonem stwierdzającym oczywistość. - Widzisz, odłamki w moim organizmie nawet nie drgnęły! Co jest niemożliwe, jeżeli miałeś wątpliwości w tej kwestii. Transport i wyciągnięcie mnie ze zbroi trwały za długo... To niesamowite, prawda? Odłamki nie przesunęły się nawet o milimetr. Magia! - Tony kończy swój monolog wyrzucając ręce w powietrze, jak cyrkowiec na koniec przedstawienia. Na jego ustach gości szeroki uśmiech, lecz jego oczy pozostają martwe. Tony ma wrażenie, że kącik ust Lokiego lekko drga, lecz może się mylić.
Gdy miliarder powoli opuszcza ręce i jego usta wracają do neutralnego wyrazu, a Loki wciąż milczy, Tony kłania się - ze zwyczajnej złośliwości - i odwraca się na pięcie.
- Zamierzasz tak po prostu odejść? - pyta nagle Loki, znikąd pojawiając się na drodze miliardera. Tony uśmiecha się paskudnie.
- Myślałeś, że masz na to monopol?
Na twarzy Lokiego rysuje się grymas gniewu, choć Tony ma wrażenie, że jest on skierowany bardziej na samego boga, niż na niego. Mimo wszystko uznaje to za sukces, że wywołał jakąkolwiek reakcję.
- Nie myśl, że nie widzę powodów, które sprawiły, że pojawiasz się i znikasz z mojego życia, jak bezpański kot, który raz na jakiś czas postanawia zrobić sobie wolne od polowania i odwiedza jedynego naiwniaka, który nigdy nie zamyka mu drzwi przed nosem, ba!, który właściwie czeka z miską mleka.
Loki znów przetrawia jego słowa z idealną maską obojętności na twarzy.
- Więc teraz odnalazłeś tego włóczęgę tylko po to, by przypomnieć mu smak tamtej bezpiecznej przystani i odejść?
Tony nie odpowiada i nie przestaje podążać w stronę wyjścia. Po kilku krokach zostaje przyszpilony do ściany jaskini i Loki nagle jest bardzo blisko. Na usta Tony'ego wypływa szeroki uśmiech.
- Może chciałem zobaczyć, czy pozwolisz mi odejść, czy będziesz walczył.
Loki uśmiecha się szaleńczo. Miliarder nie sprzeciwia się, gdy bóg atakuje jego usta swoimi, ma ochotę krzyknąć tryumfalnie, lecz z jego gardła wydostaje się jedynie zdławiony jęk, bo, na wszystkie cholerne bóstwa, Tony tęsknił za Lokim, a teraz psotnik jest znów w zasięgu jego rąk, tylko jego i w tym momencie pieprzyć wszystko inne.
Tony gwałtownie wyrzuca rękę w bok, a wraz z nią podążają części zbroi, aż cała opuszcza jego ciało i spoczywa w kącie, zapomniana na tę chwilę. Tony potrzebuje Lokiego bliżej, przylega do niego całym sobą. Po chwili nawet warstwa ubrań to za wiele, lecz kochankowie nie chcą odrywać od siebie swoich ust. Tony czuje, jak dolna warga Lokiego spuchła od jego ugryzień i krótki jęk satysfakcji ucieka z jego gardła.
Napływ bodźców sprawia, że Tony nawet nie zauważa kiedy Loki sięga do jego rozporka, lecz zaraz czuje smukłe chłodne palce na swoim członku.
- O kurwa - Tony dyszy, przesuwając swoje usta na szyję boga, gdyż nagle całowanie Lokiego i jego dłoń pieszcząca wynalazcę to za dużo na raz. Szczególnie gdy Tony potrzebuje odrobiny skupienia, jeżeli chce dobrać się do swojego kochanka. Nawet z jego doświadczeniem, zdjęcie chociażby części asgardzkich szat to wyzwanie.
Loki ma czelność zaśmiać się, gdy Tony cicho przeklina, lecz zostaje urwany w pół dźwięku, gdy Tony nareszcie osiąga sukces i jego dłoń gwałtownym ruchem zamyka się wokół twardego członka Lokiego.
Chociaż doświadczyli już pełnego wachlarzu seksualnych przygód ze sobą, we śnie i w rzeczywistości, okoliczności, które doprowadziły ich do tej chwili, sprawiają, że to jedno z ich najintensywniejszych wspólnych przeżyć. Chociaż ich historia to pasmo desperacji, destrukcji i pożądania, to ostatni raz, gdy Loki dotykał Tony'ego, było to w celu wyciągnięcia z niego urządzenia, które utrzymuje miliardera przy życiu. I to nadaje temu momentowi surowość, jakiej nie zasmakowali nawet, kiedy po raz pierwszy mogli doświadczyć swojej bliskości poza krainą snów.
Pragną więcej, lecz równocześnie to już zbyt wiele. Ich dłonie poruszają się prawie niedbale, pocałunki momentami stają się zbyt delikatne, by za sekundę zachwiać się na krawędzi między bólem a przyjemnością. Wciąż stoją przy ścianie jaskini i Loki próbuje przybliżyć ich ciała jeszcze bardziej, chociaż Tony już jest zupełnie przyszpilony do zimnej skały. Loki pozwala sobie na pierwszy głośny jęk i strąca rękę wynalazcy ze swojego członka tylko po to by samemu chwycić ich oboje naraz. Tony nie protestuje, wolną rękę wplata we włosy kochanka, i bóg wręcz mruczy z aprobatą.
Jeżeli to tylko sen, obłuda, z której miałby się ocknąć, tylko po to, by zasmakować widma tej bliskości w pozbawionej tej pasji rzeczywistości, to Tony wreszcie wymyśli sposób na pozostanie przytomnym do końca swoich dni.
Lecz wtedy ta krótka rozbijająca myśl zanika, gdy prawie niespodziewanie uderza go orgazm i Tony przez chwilę boi się, że nie da rady utrzymać się na nogach. Po pierwszej fali oszołomienia, w której cały świat zdaje się zniknąć dla tej jednej perfekcyjnej chwili zawieszenia w rozkoszy, gdy zaczyna wracać do swoich zmysłów, dołącza swoją dłoń do tej kochanka i wkrótce Loki również osiąga spełnienie.
Dopiero wtedy Tony opiera cały swój ciężar na bogu, czując jak upływa z niego wszelka energia. I zaczyna się śmiać, z ulgą, zagłuszony przez ramię Lokiego, w które wtulił twarz. Loki wydaje z siebie pytające mruknięcie.
- Mogę ledwo ustać na nogach i zaczynam odczuwać wszystkie otarcia na plecach od tej cholernej skały - mamrocze wynalazca w ramach wyjaśnienia, a jego usta rozciągają się w szerokim uśmiechu. - Gdyby to był sen, to już bym się obudził.
Loki w odpowiedzi całuje go w skroń, rzadki z jego strony czuły gest, który Tony za każdym razem skrzętnie kataloguje w pamięci.
- To nie był sen, Stark, lecz zdecydowanie nadeszła pora na odpoczynek.
Wciąż opierając się o boga, na wpół wtulony w znaną sylwetkę, Tony daje się zaprowadzić w głąb jaskini. Nie jest zdziwiony, gdy odkrywa małą przestrzeń mieszkalną, jednak w tym momencie najbardziej interesuje go posłanie. Prowizoryczne łóżko boga wygląda jak kilka warstw materiału rzuconego na skalne podłoże, lecz gdy kładzie się u boku Lokiego, odkrywa, że jest równie miękkie, co jego łóżko w Tower.
- Magia - półprzytomnie mamrocze z lekkim uśmiechem na ustach i szybko zapada w sen.
ж
Tony pamięta ten wodospad, pamięta ten post-apokaliptyczny horyzont. Kawałek elewacji pobliskiego budynku upada na ziemię, obracając się w pył tuż przed dotknięciem gruntu i Tony czuje jak spływa na niego spokój, którego nie czuł od wieków.
Nie wzdryga się, gdy ręce zaplatają się wokół jego pasa i wysoka sylwetka przylega do jego pleców. Tony podnosi swoją dłoń i zaplata ich palce.
- To jeden z naszych snów - mówi wynalazca, choć tak przecież nienawidzi, gdy ktoś stwierdza oczywistość.
- Zerwałem połączenie, lecz nie usunąłem przerwanych nici - wyjaśnia Loki delikatnym głosem tuż obok jego ucha, gdy obaj obserwują budynki rozpadające się w ciszy. - Jestem w stanie tymczasowo znów nas połączyć, gdy śnimy obok siebie. Poczułem, że... - Tony wyraźnie słyszy zawahanie w nagłej pauzie.
- Powrót do korzeni dobrze nam zrobi? - dokańcza za niego Tony. - Miałeś rację.
Przez chwilę trwają w ciszy, napawając się swoją obecnością i spokojem, jaki niesie ze sobą ta konkretna przestrzeń, ich sen. Dłoń Lokiego unosi się powoli i spoczywa płasko na obudowie reaktora łukowego.
- Dlaczego to zrobiłeś, Divo?
Tony'ego nie dziwi następująca pauza. Czeka cierpliwie, obserwując rozpad brązowoszarych budynków.
- Sam przekazałeś mi informację, że Thor został wysłany by mnie odnaleźć - zaczyna Loki cicho i spokojnie. Jego palce lekko skubią materiał okalający reaktor. Tony nie jest zdziwiony tym gestem, zauważył go już wcześniej, w snach. Nerwowy tik, który towarzyszy psotnikowi od dawna. - Ja znam swoje winy, Anthony. Nie ma takiej osoby, w oczach której zasługiwałbym na wolność, na bycie u boku kogoś, kto... - wypuszcza ostro powietrze przez nos, jak gdyby besztając samego siebie. - Wsparcie was w walce było zbyt podejrzanym ruchem z mojej strony, byłem nieuważny. Musiałem w jakiś sposób zamazać wszelkie skojarzenia z tobą, nie mogę cię wciągnąć w moje potyczki z Asgardem.
- Czyli bez owijania w bawełnę, zwyczajnie spanikowałeś - podsumowuje Tony. - Ale chyba nie mam prawa się odzywać w tej kwestii, to ja bezmyślnie do ciebie poleciałem, gdy się pojawiłeś.
- Czy ty kiedykolwiek myślisz przed czynem?
- Tylko w środy i święta państwowe.
Loki ostro wypuszcza powietrze przez nos i Tony uznaje to za sukces. Już niedługo może znów zobaczy jego uśmiech.
C.D.N.
A więc, po kolei...
0) Kajam się.
1) Dziękuję wszystkim, którzy wciąż czytają i czekają. Naprawdę nie macie pojęcia, ile to dla mnie znaczy.
2) Jak sami dobrze widzicie, to jeszcze nie koniec "Ciem". Ta część znów się rozrasta, więc znów publikuję ją na dwa razy. Pewnie już nie wierzycie w moje obietnice, ale zakończenie pojawi się naprawdę niedługo.
3) BĘDZIE SEQUEL.
4) A NAWET DWA.
5) Tak, "Ćmy" są teraz oficjalnie częścią serii "Próba Ognia", która będzie składała się z trzech ficów.
6) Sequel będzie opublikowany w przeciągu 2-3 dni od opublikowania zakończenia "Ciem", jako że piszę go równolegle z owym zakończeniem.
7) Będę na Pyrkonie w ten weekend jeżeli ktoś chce mnie spotkać/opierdolić/etc. Prowadzę nawet dwa panele, oba w niedziele, jeden w bloku anglojęzycznym, drugi w komiksowym. W programie figuruję pod pseudonimem missMHO, więc nie jest mnie trudno znaleźć. Chodzę również w cosplayu (więcej info na twitterze), więc będę choć trochę wyróżniać się w tłumie. Jeżeli ktoś chce mieć pewność spotkania, piszcie na maila themissmho , zgadamy się jakoś :)
8) Wciąż istnieje mój twitter (link w opisie profilu) na który wrzucam stan pisania tekstów oraz różne ciekawostki z procesu pisania. Jeżeli wolicie jakieś inne social media do komunikacji ze mną/info o statusie pisania/opierdalania mnie, dajcie znać!
9) Proszę, nie bijcie ~3
