Część IV

REM

| rozdział drugi z dwóch |


O poranku obaj są pogrążeni we własnych myślach i nie wymieniają zbyt wiele słów. Wszystko, co musiało być powiedziane, padło podczas ich rozmowy nad wyśnionym wodospadem. Loki z krótkim wyjaśnieniem wychodzi, aby zdobyć coś na śniadanie i wraca w ciągu godziny z upolowanym królikiem i kilkoma garściami leśnych owoców. Tony napawa się tymi spokojnymi chwilami - znając ich obu, nie potrwają długo.

ж

Loki wciąż jeszcze nie wyczerpał tutejszego źródła energii, więc po posiłku sadowi się na polanie przed jaskinią i wraca do medytacji. Tony siada niedaleko i opiera się o jedno z drzew. Nie jest pewien co ze sobą zrobić, więc zaczyna bezmyślnie przeglądać newsy na telefonie. Jak zwykle są pełne okropieństw, więc szybko daje sobie spokój i zamiast tego wchodzi na portale plotkarskie - tam nie jest lepiej i poddaje się jeszcze szybciej. Jego palce zaczynają wybijać rytm "We Will Rock You" na kolanie.

- Spróbuj się zrelaksować, Stark - mruczy na niego Loki. - Przyda ci się.

Tony głośno wzdycha i odkłada telefon na trawę. Zatrzymanie pędzącej machiny jego umysłu to świadomy wysiłek, lecz Loki może mieć rację. Może jeżeli zwolni choć na tę jedną chwilę, rozwiązania zaczną pojawiać się na horyzoncie…

Z głośników jego telefonu zaczyna ryczeć AC/DC, a na wyświetlaczu pojawia się imię Pepper. Loki otwiera oczy, by obrzucić urządzenie wzrokiem pełnym pogardy. Tony uśmiecha się do niego przepraszająco i niechętnie odbiera. Nie chce znów okłamywać Pepper, lecz jakie ma wyjście?

- Kiedy tym razem mam spodziewać się twojego powrotu? - w jej głosie nie ma złości, jedynie zmęczenie. - Jest kilka papierów, które musisz podpisać.

- Tym razem chyba mój wypad się przedłuży - odpowiada Tony zgodnie z prawdą. Nie ma planu na następny krok. Zostanie z Lokim w dziczy? Na pewno nie na dłuższą metę. Thor wciąż posiada magiczny kompas wskazujący na Psotnika, który dostał od tatusia, więc ściągnięcie Lokiego do Nowego Jorku również nie jest opcją.

Pepper wzdycha w słuchawkę.

- Wszystko jest w porządku, Pep. Zaufaj mi.

- To nie jest kwestia zaufania - w jej głos wkrada się nutka irytacji, lecz przez kolejne zdanie przeziera smutek. - Chodzi o to, że ostatnio za często ocierasz się o niebezpieczeństwo. Śmiertelne niebezpieczeństwo… Martwię się.

Tony nie odpowiada od razu. Jak bardzo nie próbowałby być żyjącym z dnia na dzień miliarderem, to on też się martwi.

- Tym razem naprawdę się staram tego nie robić, ale nic nie poradzę, że jestem taki popularny nawet w zaświatach.

Tym udaje mu się wyciągnąć krótki śmiech od Pepper.

- Wracaj jak najszybciej, panie Stark.

Loki nie komentuje jego rozmowy, choć Tony jest pewien, że całą słyszał.

Przez jakiś czas Tony delektuje się obserwowaniem medytującego Psotnika, tym jak padające na jego twarz poranne słońce uwydatnia kości policzkowe i blade usta, jak długie rzęsy rzucają cień na jego policzki, jak nagi tors podnosi się powoli przy każdym wdechu i opada przy spokojnych wydechach. Tony dawno nie przebywał w miejscu przepełnionym tak przenikliwą ciszą. Pomimo liści szumiących na wietrze i odgłosów życia lasu, jego zmysły nie do końca wiedzą co zrobić z tak nikłą ilością bodźców. Lecz Tony zagłusza w sobie potrzebę bezustannej akcji, która towarzyszy mu przez większość czasu i świadomie próbuje zrelaksować, synchronizuje tempo swojego oddechu z tym Lokiego, przymyka oczy i próbuje nie myśleć.

ж

- Może jakoś dogadamy się z Asgardem? - zagaduje Tony, gdy Loki obrabia dwie kaczki, które tym razem przyniósł na obiad. Tony zajmuje się ogniskiem. - I tak nie potrafią utrzymać cię na uwięzi, więc chyba byłoby lepiej dla nich zgodzić się na twój kontrolowany pobyt tutaj, zamiast się za tobą uganiać? Byłoby jak odrabianie prac społecznych, tylko u Avengerów. Nabroiłeś na Ziemi, to i kajaj się na Ziemi, już pokazałeś, że umiesz. To o wiele bardziej logiczne, niż trzymanie cię w kajdanach, do momentu, aż im znowu uciekniesz…

Loki uśmiecha się, lecz grymasowi towarzyszy negujące kręcenie głową.

- Szkoda, że Wszechojciec nie posługuje się tego rodzaju logiką w swoich działaniach. Może ty powinieneś zasiąść na tronie Asgardu?

- Nie łechtaj mojego ego, tylko myśl nad rozwiązaniem - dąsa się Tony.

- Będę robił z tobą co chcę - odpowiada Loki z uwodzicielskim uśmiechem, lecz ten znika już wraz z następnymi słowami. - Nie ma rozwiązania, Anthony. Nie ma sposobu abym uwolnił się od kary Odyna, Wszechojciec nie spocznie dopóki nie upokorzy mnie na tyle, aż sam przestanę uciekać…

Tony nie ma odpowiedzi na te słowa. Podchodzi do Lokiego i kładzie dłonie na ramionach Psotnika, powoli rozmasowując spięte mięśnie. Czy naprawdę ukradkowe spotkania i wieczna ucieczka dla Lokiego to teraz ich przyszłość?

ж

Serce Tony'ego zaczyna bić mocniej, gdy widzi, że dzwoni Fury. Decyduje się odebrać, gdyż lepiej wiedzieć na czym stoi - nawet jeżeli ma przesrane - niż być wziętym z zaskoczenia.

Lecz drogi dyrektor nie dzwoni z żądaniem oddania Lokiego w ręce odpowiednich władz, Fury dzwoni po pomoc. Doom uderzył po raz trzeci i z zwielokrotnioną siłą.

- Tym razem bez żadnych wizyt z zaskoczenia, Rogaczu - Tony wytyka palec w stronę Lokiego, podczas gdy zbroja montuje się wokół jego ciała. - Żadnego teatrzyku i wyjmowania reaktorów. Poradziliśmy sobie z inwazją z kosmosu, poradzimy sobie z…

- Zdajesz sobie sprawę, że atak na Nowy Jork był tak przeze mnie zaaranżowany, abyście byli w stanie wygrać? - Loki podnosi na niego jedną brew i wpatruje się wyczekująco.

Tony na chwilę nieruchomieje, lecz po sekundzie macha na niego ręką.

- Phi, skopaliśmy ci dupę i tyle.

Loki kręci na niego głową, lecz Tony widzi lekki uśmiech na jego ustach, gdy podchodzi bliżej. Tony zatrzymuje hełm ruchem ręki, aby pozostał na ziemi, i bóg kiwa z aprobatą. Loki chwyta jego twarz w chłodne dłonie i obdarowuje go pocałunkiem na pożegnanie. Wpierw jest powolny, ich usta ledwie się smagają, lecz po chwili Tony czuje język Lokiego na swoich wargach i rozchyla je, aby zachęcić Psotnika do dalszej eksploracji. Loki pomrukuje z zadowoleniem i pogłębia pocałunek. Tony żałuje, że jest w zbroi i nie może poczuć ciała Lokiego lgnącego do jego, lecz... to mu przypomina o obowiązkach.

- Naprawdę muszę lecieć - Tony odsuwa się lekko, lecz na tyle delikatnie, że ich usta wciąż prawie się stykają, gdy mówi.

- Wiem - Loki ostatni raz krótko go całuje i robi krok w tył. - Bądź bezpieczny.

ж

Gdy Tony przybywa na miejsce walki ma okropne wrażenie deja vu. Niestety dzisiejsza walka przypomina mu tą, którą przegraliby, gdyby nie ingerencja Lokiego, a nie tą, z której wyszli zwycięsko po krótkiej potyczce. Lecz tym razem Tony jest przygotowany. Nie wpada w wir walki od razu, wpierw wlatuje do środka Tower i przywołuje zbroję, którą budował w czasie pomiędzy wyprawami w poszukiwaniu Lokiego - jest znacznie bardziej odporna na porażenia elektryczne, które ostatnio serwowały doomboty oraz posiada prototypowe działko, które powinno wystrzeliwać skondensowaną wiązkę EMP, która porazi tylko cel a nie wszystko wokół.

Uzbrojony, Tony podłącza się do komunikatorów drużyny.

- Cap, czy jestem potrzebny gdzieś konkretnie?

- Tony - Steve wypowiada jego imię z wyraźną ulgą. - Potrzebujemy żebyś przypilnował granic pola walki, nie jesteśmy w stanie kontrolować rozprzestrzeniania się robotów bez osoby w powietrzu.

- Robi się!

Tony wzlatuje wyżej i odkrywa, że doomboty rzeczywiście zajęły spory teren. Pozawala, aby bezradność ogarnęła go jedynie na długość głębokiego wdechu i wydechu, po czym obniża wysokość i celuje do pierwszego robota.

Wiązka EMP wpierw uderza w taksówkę obok doombota, dopiero drugie uderzenie trafia w cel. Robot chwieje się i upada. Tony nie ma pojęcia na jak długo został unieruchomiony, więc podlatuje do niego i chwyta za nogę, by unieść ich obu. Podlatuje bliżej centrum walki i rzuca niedziałającym doombotem w jednego z jego bliźniaków, który właśnie celował w plecy Capa. Od tego momentu Tony wpada niemal w rutynę - uderza hasające zbyt daleko doomboty i przenosi.

Co jakiś czas któryś z Avengerów prosi go o ingerencję - Legolas potrzebuje podwózki z jednego dachu na drugi lub zebrania paru strzał z już nieruszających się robotów, Cap jak zwykle weźmie na siebie za dużo i nie jest w stanie samodzielnie unieść kawałka budynku, który za chwilę przygniecie cywili…

Szala walki chwieje się nieprzerwanie. Za każdym razem gdy Tony ma wrażenie, że są bliżej zwycięstwa, nowe doomboty pojawiają się jak gdyby znikąd. Zaczyna odczuwać zmęczenie, oddech przychodzi coraz ciężej, jego ruchy stają się wolniejsze.

- Czy ktoś namierzył skąd one się tu biorą? Przecież…

Tony'emu nie udaje się dokończyć zdania, gdyż kolejny doombot, którego nie zauważył, uderza go z lewej strony i przyszpila do ściany. Tony zazwyczaj lubi takie zabawy, ale nie z przeklętymi kupami złomu bez stylu.

Odczekuje sekundę, aby znów wyostrzył mu się wzrok po uderzeniu i zaczyna siłować się z doombotem. Mamrocząc pod nosem wiązankę przekleństw, celuje działkiem i ku jego ogromnej uldze, robot upada pod jego nogami, a jego zbroja pozostaje nienaruszona pomimo tak małego dystansu od zetknięcia się EMP z celem. Tony bierze głęboki oddech zanim znów zostaje zaatakowany - tym razem przez dwójkę. Nie zdążył ruszyć się od ściany, więc jest ponownie unieruchomiony. Jego jedynym pocieszeniem jest to, że przynajmniej nikt nie zaatakuje go od tyłu. Niestety z drugiej strony te doomboty wydają się mądrzejsze i nie pozwalają mu wycelować działka...

- Komuś się nudzi? Bo nie pogardziłbym wsparciem - Tony wysapuje do komunikatora tylko po to, by dostać informację od Jarvisa na ekranie, że wszelka komunikacja dźwiękowa padła przy ostatnim rzucie o ścianę.

- Cudownie…

Tony ma serdecznie dosyć odczucia deja vu na dzisiaj, lecz nie zamierza narzekać, gdy doomboty koło niego zaczynają mienić się złoto-zielonym blaskiem i sekundę później zostają zgięte w pół.

- Loki, ja pierdolę, mówiłem, żebyś nie ruszał dupy z Kanady!

Tony stąpa po leżących na jego drodze doombotach z większą siłą niż jest to wymagane, lecz daje mu to odrobinę satysfakcji w tej porąbanej sytuacji. Idzie w stronę Lokiego, żeby kopnąć go tak mocno w ten piękny tyłek aż wyleci z Nowego Jorku. Niestety kolejny robot zalatuje mu drogę.

- Znajdę tego cholernego Von Dooma - Tony mówi do nikogo, wzlatując, by uniknąć uderzenia. - I wsadzę mu te jego roboty w…

- Chętnie ci pomogę - rozlega się głos Clinta w jego hełmie. Pełen szumów i zakłóceń, lecz jednak!

- Ach, to byłoby dopiero tworzenie więzi w zespole, lepsze niż wieczorki filmowe - Tony odpowiada z uśmiechem. W komunikatorze rozbrzmiewa śmiech Steve'a. Chociaż każdy z nich walczy samodzielnie z własną gromadką robotów, dobrze jest wiedzieć, że nie są samotni.

Oraz, że jeszcze nikt nie zauważył obecności Lokiego.

Nagle rozlega się huk, a w niebie zdaje się otworzyć portal.

- Chyba sobie kurwa żartujecie… - Tony nie jest w stanie powstrzymać komentarza. Avengerowie są ledwie w stanie zapanować nad aktualnym doom-kryzysem, naprawdę kolejni przybysze z innego świata nie są mile widziani.

Pomiędzy portalem a powierzchnią Ziemi zdaje się utworzyć tunel światła, tęczowego światła…

- Ojcze? - zdziwiony głos Thora w komunikatorze potwierdza hipotezę Tony'ego. Tym razem to nie Chitauri, a przybysze z Asgardu. Tony jeszcze nie jest pewien, czy powinien się cieszyć, czy martwić.

Z tunelu światła wyłania się mały oddział uzbrojonych wojowników. Czyżby przybyli im z pomocą? Czy jednak nadchodzi jakieś kosmiczne zagrożenie, o którym jeszcze nie wiedzą?

Tony uderza jeszcze dwa doomboty działkiem EMP zanim rusza w ich kierunku, odsłaniając przyłbicę.

- Uszanowanie - rzuca w stronę osobnika, który wygląda na najważniejszego. - Co was sprowadza na naszą planetę? Wiecie, jesteśmy teraz trochę zajęci...

Wojownik obrzuca go spojrzeniem i wygląda, jak gdyby zastanawiał sie nad odpowiedzią, gdy Tony kątem oka dostrzega lecącego w ich stronę doombota. Odwraca się, ładując działko, lecz zanim udaje mu się wycelować, robot nieruchomieje w powietrzu, mieniąc się złoto-zielonym blaskiem. Tony jest w stanie stąd dostrzec Lokiego, który parę metrów dalej ze skupieniem wpatruje się w wiszącego doombota i mamrocze zaklęcie.

- Tam! - krzyczy ważny-wojownik i cała grupa rusza w stronę Lokiego. Tony podlatuje, aby stanąć im na drodze i strzela raz pociskiem z rękawicy tuż przed ich nogami, aby wiedzieli, że jest uzbrojony.

- Midgardyczku, usuń się, zanim my usuniemy ciebie - wojownik na czele mówi z wyraźną groźbą w głosie. - Dostaliśmy rozkazy aby schwytać Lokiego Kłamcę bez względu na konsekwencje.

- Obawiam się, że nie obchodzą mnie wasze rozkazy - odpowiada Tony.

Część oddziału rusza na niego i Tony znów ostrzegawczo strzela im pod nogi, lecz dwójce udaje się go obiec i ruszają w stronę Lokiego - który teraz jest zajęty parowaniem ataków dwóch doombotów i nie patrzy w ich stronę. Tony rusza w jego kierunku-

Lecz nagle nie może złapać oddechu.

- Jarvis?

Odpowiedzią jest bezwładny upadek na ziemię, jego zbroja nie działa, jak w jego niezliczonych koszmarach, ale…

W żadnym w z nich nie było asgardzkiej włóczni wystającej w jego piersi i duszącej go krwi w gardle i tego obezwładniającego bólu…

Wszystkie dźwięki zdają się zagłuszone, jak gdyby dochodziły zza niewidzialnej bariery. Lecz krzyki Lokiego są wystarczająco głośne, by wciąż rozbrzmiewać w głowie miliardera.

- Puśćcie mnie! Pozwólcie mi go uleczyć! Błagam! Puśćcie mnie! Anthony!

Błękitne niebo rozmazuje się, gdy coraz trudniej jest mu utrzymać otwarte powieki. Ciemne plamy zdają się rozpływać w jego oczach. Oddychanie staje się coraz większym wysiłkiem.

Te ciemne plamy sprawiają, że Tony zaczyna myśleć o ćmach lecących do ognia. Spalonych przez własną głupotę, lgnących do zjawiska, które je przerasta. Jak zdefektowany śmiertelnik lgnący do przeklętego boga.

I gdyby tylko miał na to siłę, pewnie roześmiałby się z absurdalności swoich ostatnich myśli. Zawsze spodziewał się, że odejdzie z hukiem i chwytliwym tekstem na ustach. A zginął jak naiwny, zaślepiony owad.

KONIEC


1) Tak, naprawdę tak to zakończyłam.

2) Pierwszy rozdział sequelu o tytule "Popiół" zostanie opublikowany w te niedzielę (2.09), a każdy kolejny rozdział będzie pojawiał się co dwa tygodnie. I tym razem nie są to czcze obietnice, gdyż sequel skończyłam już pisać - dlatego tyle czekaliście na ten ostatni rozdział Ciem. Wiem jak chamskie jest to zakończenie, dlatego mam gotowy sequel.

3) Ostatnio byłam pytana, gdzie można się ze mną skontaktować poza AO3. Opcje są dwie, emailowo pod adresem: themissmho(małpa)gmail(kropka)com lub na tumblrze, który założyłam ku takim potrzebom: mihopisze. Skoro tumblr już jest, możliwe, że teraz będę na niego wrzucać jakieś zajawki do nowych tekstów czy cóś.

4) Ciekawostka - ten fik miał pierwotnie dobre zakończenie. Ale po opublikowaniu pierwszej części te lata (ha!) temu, ktoś zostawił mi komentarz, którego przesłaniem było mniej więcej "ha ha dobry angst ale na pewno wszystko się dobrze skończy" i wtedy - ponieważ jestem slytherinem - postanowiłam na złość oczekiwaniom, że skończy się źle...

Ale dzięki temu złemu zakończeniu są sequele, bo po dobrym nie miałam pomysłu na ciąg dalszy ¯\_(ツ)_/¯

Jeżeli chcecie te dobre zakończenie (bo mam je napisane - obie wersje zakończenia napisałam, mając gotowe dopiero dwie pierwsze części Ciem) mogę opublikować w ramach ciekawostki na tumblrze.

5) Dziękuję wszystkim, którzy ze mną wytrwali i doczekali się zakończenia. Mam nadzieję, że za bardzo mnie za nie nienawidzicie. Ekstra miłość dla tych, którzy poświęcili chwilę, by zostawić review :*