Rozdział 321: Wstydliwy moment
— Myślałeś kiedyś o małżeństwie?
Zapytał niespodziewanie Greg pewnego wieczoru, kiedy po obiedzie odpoczywali na kanapie. Nie mógł nawet stwierdzić, co tak naprawdę skłoniło go do poruszenia tego tematu na głos. Nigdy o tym nie rozmawiali, ale skłamałby, gdyby powiedział, że o tym nie myślał.
Zaskoczony Mycroft odstawił herbatę i odwrócił się, by na niego spojrzeć. Greg poruszył się na kanapie, oblizując usta, gdy usiadł nieco prościej. Reakcja młodszego mężczyzna nie była taka, na jaką Greg liczył. Jego reakcją była… pustka. Czasami Greg nadal miał trudności z odczytaniem sygnałów wysyłanych przez niego, a jego wyraz twarzy tak naprawdę się nie zmieniał. Starszy mężczyzna zaczynał wpadać w panikę.
— Małżeństwo? — powiedział w końcu Mycroft.
Przechylił lekko głowę na bok, ale wyraz jego twarzy się nie zmienił. Greg przeczesał dłonią włosy i potarł potylicę.
— Tak, um. — Zaczął zaciskać usta. — Ty i ja. Wziąć ślub.
— Gregory, czy ty próbujesz mi się oświadczyć?
— Cholera — zaklął, a jego ręka opadła na kolana. — Nie w ten sposób? Nie. Nie mówię, że o tym nie myślałem, ale to było tylko takie pytanie. Właściwie nie wiem, co spowodowało, że je zadałem.
— Ale twierdzisz, że myślisz o ślubie ze mną — powiedział Mycroft, a spojrzenie jego bladoniebieskich oczu przesuwało się po twarzy, analizując go.
Greg żałował, że nie mógł zrobić tego samego. Nic w wyglądzie mężczyzny nie wskazywało na jakąkolwiek reakcję na to pytanie.
— Oczywiście — mruknął, wzruszając ramionami.
Spojrzał na swoje dłonie, wzdychając lekko przez nos. Może nie powinien był o tym mówić, a jedynie zrobić to poprawnie. Faktycznie się oświadczyć.
— Dlaczego właściwie miałbyś chcieć? — zapytał ostro Mycroft, a jego pytanie przecięło tok myśli Grega i zatrzymały je z piskiem.
— C…co? — zapytał, zszokowany.
— Dlaczego chcesz się ze mną ożenić? — powtórzył Mycroft, jego ton brzmiał na lekko zdziwiony. — Po bałaganie, przez który musiałeś przejść w przeszłości, dlaczego warto próbować ponownie? Z pewnością miałeś dość kłopotów ze swoją byłą żoną.
Greg wpatrywał się w niego. Szczęka opadła mu, aż do podłogi. Reakcja na jego pytanie było nie tylko szalenie nieoczekiwana, ale była również bardzo… ostra. Wyraz twarzy Mycroft był całkowicie pozbawiona uczuć, jego wzrok był przenikliwy i analizujący, a Greg poczuł ciepło narastające na jego policzkach. Prychnął, przygryzając dolną wargę i w końcu musiał oderwać wzrok i wbić wzrok w podłogę.
— Cóż — mruknął po kilku chwilach ciszy — masz rację, ale jestem głupi. Zapomnij, że cokolwiek powiedziałem.
Przełykając ślinę, wstał i zacisnął pięści, zanim przeszedł przez salon. Nie mógł zmusić się do spojrzenia na swojego partnera. Był nie tylko okropnie zawstydzony, ale także bardzo zraniony. Wiedział, że Mycroft go kocha i może małżeństwo po prostu nie było czymś, czego młodszy mężczyzna chciał dla nich. Nie sprawiło to, że ich związek stał się mniej realny. Nigdy się tak nie stanie.
To nie złagodziło irracjonalnego bólu, który go zalewał. Reakcja walcz lub uciekaj przejęła nad nim kontrolę, a on wolał uciekać, ponieważ nie mógł o tak zacząć krzyczeć. To minie. Potrzebował tylko chwili. Skrzyżował ramiona i wyjrzał przez okno, obserwując kilka samochodów przejeżdżających poniżej.
— Gregory — rozbrzmiał cichy głos Mycrofta zza jego pleców.
Napiął się, niepewny, czy był gotowy odwrócić się. Dopiero gdy smukłą dłoń delikatnie spoczęła na jego ramieniu, wziął głęboki oddech i odwrócił się.
— To nic — wzruszył ramionami, kręcąc głową na widok wyrazu twarzy Mycrofta. Teraz wyrażał emocje przez mimikę.
— Gregory, to była chyba niewłaściwa reakcja z mojej strony — kontynuował.
Greg przełknął ślinę i przeszył go spojrzeniem.
— Nie, spontaniczne reakcje są zwykle całkiem trafne — westchnął, przeczesując dłonią włosy i tylko nieznacznie cofając się spod dotyku. — Zapomnij o tym. Masz rację, po prostu… Chyba dałem się ponieść tej myśli, ale to w porządku. Nie potrzebujemy…
— Gregory, czy mógłbyś mnie wysłuchać? — Mycroft westchnął z niecierpliwością, unosząc brwi. Greg również westchnął, ale skinął głową. — Nie mówię, że wykluczam możliwość, że to się wydarzy między nami. Przyznam, że nigdy wcześniej nie brałem tego pod uwagę. Jednak to było zanim się pojawiłeś. Głupotą jest jednak sądzić, że potrzebujemy pierścionków i kawałka papieru, aby udowodnić sobie nawzajem, kim jesteśmy dla siebie, ale doskonale rozumiem konwencję stojącą za tym rytuałem. Najwyraźniej myślałeś o tym więcej niż raz, a ja w żaden sposób tego nie lekceważę.
Greg obserwował go, znów nerwowo przełykając. Wziął głęboki oddech i skinął lekko głową.
— Moje początkowe zaskoczenie była prawdopodobnie wywołane niewłaściwym sposobem poruszenia tego tematu z tobą — kontynuował Mycroft. — I za to przepraszam. Zdaję sobie sprawę, jak to wyglądało i nie było to moim zamiarem. Może zignorujemy tę początkową reakcję i wkrótce wrócimy do tematu? Chodź, usiądź ze mną.
Greg spojrzał w dół, widząc, że Mycroft wyciągał do niego ręce. Przez chwilę rozważał ofertę, po czym ponownie skinął głową i ujął smukłą dłoń. Ich palce splotły się i wrócili na kanapę. Po tym, jak usiedli, Mycroft otoczył ramieniem Grega i delikatnie przyciągnął go bliżej.
— Czuję jednak, że powinniśmy to nagrać na pamiątkę — powiedział po chwili Mycroft z wyraźnym rozbawieniem w głosie. — To były raczej okropne oświadczyny.
Greg parsknął, nie mogąc powstrzymać rozbawienia, gdy spojrzał na swojego partnera. Wyraz twarzy mężczyzny był teraz pełen uczucia i dokuczania, co sprawiło, że było mu lżej na duszy i wywołało u niego śmiech.
— Tak, wiem. Zostaw to mnie, żebym był całkowicie nieromantyczny — westchnął. — Dobrze, że tak naprawdę nie były to oświadczyny.
Mycroft mruknął w odpowiedzi, pochylając się i obejmując policzek Grega, zanim delikatnie go pocałował. Greg z radością odwzajemnił pocałunek, czując, jak serce bije mu szybciej, a ta zawstydzająca sytuacja zostaje zapomniana.
Wiedział, że pewnego dnia poprosi Mycrofta o rękę. To miało się wydarzyć. I do cholery, zamierzał upewnić się, że zrobi to idealnie.
