Rozdział 223: Spotkania polityczne
Uwagi: Autorka prosiła, aby podkreślić, że nie zna się a rządzie brytyjskim, więc wybaczcie wszystkie nieścisłości.
— Jesteś pewien, że powinienem tu być? — wyszeptał Greg, pochylając się bliżej ramienia Mycrofta, poruszając się nieco nerwowo.
Pociągnął za mankiet marynarki, spoglądając w górę i w dół po nieskazitelnej sylwetce swojego partnera. Był przyzwyczajony do tego, jak idealnie wyglądał Mycroft w swoim trzyczęściowym garniturze, ale w jakiś sposób zostało to jeszcze bardziej wzmocnione dzisiejszego wieczoru.
Nie było włoska ani żadnej nitki nie na miejscu, żadnej zmarszczki na ubraniu, o której można byłoby wspomnieć, mimo że dopiero co przytulali się na tylnym siedzeniu czarnego samochodu, który ich tutaj zawiózł. Jego parasol jak zwykle zwisał mu z łokcia, a drugą rękę opierał na krzyżu Grega.
Starszy mężczyzna przełknął ślinę, oblizując usta i prostując się nieco. Jedyną kojącą rzeczą w tej nocy było uczucie, jak kciuk Mycrofta delikatnie pocierał w górę i w dół jego bok. Wypuścił ze świstem powietrze i pozwolił, by jego ramiona opadły, gdy spoglądał na polityka.
— I jesteś pewien, że chcesz wejść w ten sposób? — zapytał.
Mycroft posłał mu to spojrzenie: "nie bądź śmieszny".
— Niby w jaki sposób, Gregory? — zapytał, przechylając głowę na bok.
— Cóż, jest tu wielu… niesamowitych ludzi, ważnych, a ja…
— Gregory, nie jesteś głupi, więc chciałbym, żebyś przestał się tak zachowywać — prychnął Mycroft, rzucając mu kolejne znaczące spojrzenie, po czym delikatnie przycisnął dłoń do jego krzyża, popychając go w stronę wejścia.
Greg zacisnął usta i poruszył się, zaczynając iść do przodu. Poczekał, aż Mycroft przyjmie lekkie prowadzenie i razem weszli do budynku. Dwóch mężczyzn otworzyło ogromne drzwi, uprzejmie kiwając głowami i otrzymując skinienie w odpowiedzi od Mycrofta. Greg wymamrotał podziękowania, starając się ze wszystkich sił nie gapić się na otoczenie.
Sufit wydawał się być tak wysoko, oświetlony żyrandolami, które odbijały się od misternie ozdobionych powierzchni i sprawiały, że pomieszczenie wydawało się jeszcze większe. Na ścianach wisiały płótna, a okna miały prawie cztery metry wysokości. Była tam otwarta sala balowa, gdzie kilka osób tańczyła do muzyki (oczywiście była to muzyka na żywo, do cholery). W całym pokoju były umieszczone okrągłe stoły, na których znajdowały się wszelkiego rodzaju jedzenie i napoje, ale jakby tego było mało, po drugiej stronie kręcili się kelnerzy z tacami pełnymi jeszcze większej ilości jedzenia i napojów.
Wszyscy w tym miejscu nosili stroje, które z łatwością kosztowałyby jego trzymiesięczną pensję. Znów przełknął ślinę, czując się bardziej nie na miejscu niż Sherlock na występie komediowym. Jednak ramię Mycrofta nadal spoczywało wokół jego talii i choć go to zaskoczyło, bym mu za to wdzięczny. Greg prawie nieświadomie cofnął się, wtulając się w pocieszającą i znajomą postać mężczyzny, chcąc się ukryć, dopóki nie skończą i nie będzie mógł wrócić do domu. W domu mógł nosić spodnie od dresu, które posiadał od dziesięciu lat, bez obawy, że zostanie osądzony. Tutaj czuł na sobie czyjeś spojrzenia, oceniające jego strój jako śmieć i to było okropne.
— Nie zostaniemy długo — wymamrotał mu do ucha Mycroft, nachylając się nad nim. — Najwyżej godzinę. Mam trochę pracy do wykonania i dopóki uda nam się utrzymać porządek obrad, nie będziemy tego przeciągać.
Greg skinął głową, przygryzając dolną wargę. Mycroft w końcu się odsunął, ale tylko na tyle długo, by wziąć dwa kieliszki szampana z niesionej przez kelnera tacy. Odwrócił się z powrotem do Grega i podał mu napój, posyłając mu krótki, ale szczery uśmiech, zanim wziął łyk. Greg opanował się na tyle, że nie wypił alkoholu jednym haustem, choć miał na to ochotę. Wiedział, że jeśli się trochę upije, bardziej się zrelaksuje.
— Tam jest kilka kluczowych członków Izby Lordów — powiedział Mycroft do ucha Grega, delikatnie splatając ich ramiona, gdy prowadził go przez pokój.
— W takim razie nie idźmy tam — powiedział Greg, biorąc kolejny łyk szampana.
Naprawdę nie chciał stanąć przez kimkolwiek z Izby Lordów. Mycroft zaśmiał się.
— Na szczęście nie mam do czynienia z czymś tak intensywnym dzisiejszego wieczoru.
Młodszy mężczyzna uśmiechnął się, a Greg odetchnął z ulgą.
— Dzięki Bogu za to — powiedział, uśmiechając się.
Mycroft ponownie się zaśmiał.
— Jednak muszę tam podejść — powiedział Mycroft, wskazując nieco w lewo.
Greg poczuł skurcz żołądka.
— Czy musisz? — jęknął.
— Tak. — Mycroft uśmiechnął się. — Nie martw się.
Oczywiście. Nie martw się. Mycroft właśnie ich poprowadził do miejsca, gdzie minister spraw wewnętrznych rozmawiała z kanclerzem i głównym sędzią. Chryste. Miał ochotę śmiać się z absurdy widzenia ich stojących razem w ten sposób.
— Pan Holmes! — Minister spraw wewnętrznych uśmiechnęła się, gdy się zbliżyli.
Mycroft przybrał swój automatyczny uśmiech. Greg natychmiast to zauważył i chciał tylko, żeby ziemia się rozstąpiła i połknęła go w całości.
— Dobry wieczór, Thereso — przywitał się, pochylając się, by pocałować ją w oba policzki. —To mój partner, inspektor Gregory Lestrade.
Greg był zaskoczony przedstawieniem, ale wydawało się, że dobrze to zniósł. Uśmiechnął się i wyciągnął rękę, by uścisnąć jej dłoń. Mycroft już zaczynał realizować początki swojego planu na wieczór. Został wciągnięty w kilka drobnych rozmów dotyczących jego spraw i, co nie było zaskoczeniem, cięć budżetowych (ech). Kanclerz wspomniał nawet o swoim cholernym rekordzie aresztowania - skąd, do cholery, wiedział, Greg nigdy się nie dowie. Mycroft oczywiście pomagał, praktycznie wyśpiewując pochwały na jego temat, aż Greg cały się rumienił.
Nigdy nie poczuł się komfortowo, kiedy tam byli, ale nie mógł zignorować tego, jak Mycroft nadal przedstawiał go jako swojego partnera. Z pewnością była to prosta rzecz, ale była niesamowita. Mycroft był z niego dumny i spędzili obok siebie prawie cały wieczór. Był wystarczająco czuły, aby ludzie wiedzieli, że są w związku. To było niesamowite.
