Rozdział 324: Nieplanowanie zajęcia podczas lunchu

W biurze Mycrofta w Whitehall działo się wiele interesujących rzeczy. W obrębie tych czterech ścianach miały miejsce rzeczy, które były objęte najwyższymi poziomami nadzoru. Odbywało się tu wiele negocjacji i jeszcze więcej spotkań. Było to jedno z najbezpieczniejszych pomieszczeń w Londynie, w których nieczęsto przebywała rodzina królewska (żeby nie powiedzieć, że nigdy ich tu nie było, bo zdarzały się takie wizyty…), a gdyby zaistniała taka potrzeba, można było się w nim zamknąć na tygodnie i nadal funkcjonować całkiem poprawnie.

To biuro wiele widziało. Tutaj na kanapie, Sherlock dochodził do siebie z niejednego swojego haju. To tu odbyły się jego pierwsze, zawodowe spotkania z Gregorym Lestradem. To tam John siedział naprzeciwko niego, przechodząc najintensywniejsze przesłuchanie, gdy Mycroft wypytywał go o jego zamiary wobec swojego brata. To nie był pierwszy raz, kiedy zadał takie pytanie, ale tym razem odpowiedź była zupełnie inna.

To tam on i Gregory wdali się w kłótnię tak zaciekłą, że był pewien, że ich nieformalny związek skończy się na dobre. To tam pracował do tego stopnia, że nawet Anthea wyraziła swoją troskę o niego, i to tutaj on i Gregory całowali się, gdy się pogodzili i ich związek stał się jeszcze silniejszy niż kiedykolwiek. Zwykle nie był sentymentalny, ale wydawało się, że z Gregorym Lestrade'em w jego życiu, to była nieunikniona zmiana.

Jednak w dzisiejszych czasach biuro w Whitehall było bardziej miejscem, w którym Gregory leżał na kanapie, całkowicie nagi, z Mycroftem pochylającym się nad nim i całującym go namiętnie. Usiadł okrakiem na starszym mężczyźnie, poruszając biodrami i ściskając razem ich erekcje, na co obaj westchnęli.

— My… Myc — jęknął Gregory, lekko wyginając się w łuk, prawie wbijając paznokcie w blade plecy Mycrofta. — O Boże.

Nie taki był plan, kiedy Gregory wpadł w porze lunchu. Mycroft wierzył, że w planie był rzeczywisty lunch. Jednak nie widzieli się przez dłuższy czas, było to prawie dwa tygodnie, a czułe pocałunki na powitanie szybko przerodziły się w coś bardziej desperackiego i pożądającego. Dopiero gdy byli przyciśnięci do ściany i obaj mieli penisy twarde niczym skały, Mycroftowi przyszło do głowy, żeby przenieść ich do wygodniejszego miejsca.

Gregory wsunął dłoń między ich ciała, owijając palcami oba penisy, powoli je gładząc. To sprawiło, że Mycroft zadrżał, a jego usta rozchyliły się, gdy ponownie sapnął i pozwolił, by jego oczy zamknęły się na chwilę. Dostosowując swoją pozycję tak, że był bardziej wyprostowany i nie musiał opierać się na dłoniach, przesunął rękę w dół, aby dołączyć się, przesuwając kciukiem nad ich główkami, rozmasowując na nich preejakulat.

Czuł, jak jego mięśnie napinają się pod dotykiem, wrażliwe na podniecenie i wysyłające ciepło, które przez niego przepływało. Zagryzł wargę mruknął cicho z głębi gardła. Z drugiej strony Gregory jęknął, gdy ponownie wygiął się w łuk. Śmiejąc się, Mycroft przeniósł drugą dłoń, by delikatnie przyłożyć palec do ust swojego kochanka. W końcu byli w jego biurze, a nie w zaciszu własnego domu. Rzadko zdarzało się, by Mycroft pozwalał, by sprawy zaszły aż tak daleko.

Spojrzenie brązowych oczu Gregory'ego spotkało się z jego jasnoniebieskimi. Tęczówki starszego mężczyzny były prawie niewidoczne przez rozszerzone źrenice wynikające z tego, jak bardzo był podniecony. Wypuszczając drżący oddech, Gregory rozchylił usta i przejechał językiem po opuszku palca Mycrofta. Młodszy mężczyzna wciągnął powietrze na niespodziewanie zmysłowy kontakt i zanim zdążył cokolwiek zrobić, Gregory wziął jego palec do ust i zaczął delikatnie go ssać.

Ani razu nie zerwali kontaktu wzrokowego. Mycroft jęknął. Czuł, jak jego kończyny zmieniają się w galaretę, gdy Gregory ssał mocniej, używając zębów, by również trochę skubnąć palec. Biodra Mycrofta szarpnęły się do przodu, napierając na ciało partnera. Pozwolił swojej głowie opaść do tyłu, gdy jęknął głośniej. Teraz trudniej było to powstrzymać. Gregory niszczył go na wszystkie sposoby, które tylko on znał. Mycroft zapomniał o wszystkim i wszystkich innych, skupiając się na nich dwojgu, kanapie i ich dążeniu do przyjemności.

Po niesamowicie leniwym procesie sprzątania i zjedzenia lekko zimnego lunchu, rozstali się przy kolejnych pocałunkach i rozmowie o wspólnej kolacji tego wieczoru. Kiedy Anthea przyszła do biura dwadzieścia minut później z jakimiś raportami, uśmiechała się złośliwie.

— Może powinniśmy zainwestować w skuteczniejsze wyciszenie tych ścian? — zapytała, odkładając teczkę i wyciągając Blackberry. — Razem z inspektorem sprawiliście, że stażysta się zarumienił.

— Jeśli wszyscy wiedzą, co leży w ich najlepszym interesie, nic nie powiedzą ani nie będą zachowywać się inaczej, gdy opuszczę to biuro — powiedział chłodno Mycroft, przeglądając papiery.

Nie przejmował się tym, że mały personel, który trzymał w budynku była świadomy jego zażyłości z Gregorym. W swoim biurze w Whitehall zatrudniał tylko najbardziej zaufanych pracowników.

Anthea wyglądała na rozbawioną. Mycroft nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. Wątpił, by jego partner uznał tę sytuację za zabawną, ale to czego Gregory nie wiedział, to mu nie zaszkodzi.

Jego personel był niczym innym jak dyskretny.