Rozdział 325: Okres dostosowawczy
Uwagi: Alternatywa - Nastolatki
— Szczerze, Gregory, czy naprawdę musisz to teraz robić? — warknął Mycroft, pół obracając się w miejscu, w którym siedział zgarbiony przy biurku.
Greg zamarł, cicha melodia wydobywająca się z jego gitary ucichła. Zamrugał zdziwiony.
— Co? — zapytał, patrząc na młodszego nastolatka w szoku. Bawił się kostką, zaciskając usta.
— Jest późno i próbuję się uczyć, a ty zajmujesz się tym cholerstwem od godziny — wyjaśnił Mycroft ostrym tonem.
— Myc, w przyszłym tygodniu mam koncert — wymamrotał Greg, przypominając mu. — I tak nie rozumiem, dlaczego jesteś taki zestresowany. Szczerze mówiąc, nie musisz nawet uczyć się, aby otrzymać najlepsze oceny. Jesteś mądrzejszy od tych cholernych nauczycieli.
— Och, więc powinienem zaniedbać naukę? — zapytał Mycroft lodowatym tonem, unosząc brew. — Tak jak ty?
— Ej. — Greg spiorunował go wzrokiem. — Nie zaczynaj tego ze mną.
— Bądź więc gdzie indziej — powiedział drugi nastolatek, odwracając się z powrotem do stosu swoich podręczników, chwytając długopis.
Wzdychając, Greg wstał z kanapy i pomaszerował do ich sypialni. Mieszkał z Mycroftem od kilku miesięcy. Znaleźli to miejsce w pobliżu szkoły, dzięki czemu nie byli zmuszeni do bycia uwięzionymi w kampusie przez cały czas. To było odświeżające. To było dla nich dobre. W następnym miesiącu minie rok odkąd się spotykali i pod wieloma względami zbliżyli się do siebie.
Najwyraźniej jednak wciąż dostosowywali się do siebie. Choć troszczyli się o siebie nawzajem, wciąż istniało tak wiele sposobów, w jakie on i Mycroft ścierali się. Byli bardzo różnymi ludźmi. Jego koledzy wciąż byli zaskoczeni, że ich dwójka zaczęła się w ogóle spotykać i że nadal byli ze sobą. Na początku było to trochę pochlebne, ale w tym momencie stało się to po prostu obraźliwe.
Greg starał się nie obrazić na zniewagę, jaką właśnie zadał mu Mycroft. Wiedział, że nie do końca to miał na myśli młodszy nastolatek, ale wciąż. Wyraźnie się dopasowywali. Ich mieszkanie nie było duże i chociaż przez większość czasu cieszyli się bliskością, po prostu… potrzebowali również własnej przestrzeni. Wzdychając, opadł na łóżko i z roztargnieniem strojąc gitarę.
Podtrzymywał to, co powiedział. Mycroft ciągle siedział przy tym cholernym biurku. Od tygodnia prawie nie spędzili ze sobą czasu. Wiele razy Greg kładł się do łóżka sam, od czasu do czasu rejestrując uginanie się materaca, kiedy dołączał do niego Mycroft, Bóg sam wie, ile godzin później. Raz czy dwa budził się, gdy byli razem w łóżku, ale… nawet to było coraz rzadsze. Szczerze mówiąc to było trochę irytujące.
Marszcząc brwi, Greg wstał i oparł gitarę na jej zwyczajowym miejscu o ich szafę, po czym włożył ręce do kieszeni bluzy i powłócząc nogami wszedł z powrotem do salonu. Zatrzymał się, przenosząc ciężar ciała, wpatrując się w plecy Mycrofta.
— Głodny? — zapytał, próbując zawrzeć pokój.
Mycroft tylko mruknął niezobowiązująco w odpowiedzi.
To nie - pomyślał Greg, czując przypływ irytacji w piersi. Poświęcił chwilę pełną upartości, by spojrzeć na nastolatka, mimo że ten był tego nieświadomy, i poszedł do kuchni, by zrobić coś do zjedzenia dla siebie. Nie powinien być tak zirytowany, ale miał wybuchowy temperament i nie lubił być tak beztrosko odrzucany. To było gówniane.
Podczas jedzenie opierał się o blat, żując kanapkę, wpatrując się w przypadkowe rzeczy. Nagle czajnik bardzo go uraził. Prychnął, przeczesując wolną ręką włosy. Zamiast zrobić sobie herbatę, wyjął butelkę wody z lodówki. Po nasyceniu głodu, wrócił do salonu, ostentacyjnie nie patrząc na swojego chłopaka, gdy opadł na kanapę. Zaczął bawić się swoją komórką.
Mniej więcej godzinę później po jego lewej stronie coś się poruszyło i zobaczył, jak Mycroft odsuwał krzesło wstając. Greg poruszył się w miejscu, w którym siedział, ale nie odrywał spojrzenia od gry mahjongu, w którą grał na komórce. Wciąż był trochę sfrustrowany i nie zamierzał dogadzać nastolatkowi, który najwyraźniej nie chciał poświęcić mu czasu.
Mycroft westchnął, podchodząc i siadając obok niego. Greg przygryzł dolną wargę, kontynuując swoją grę. Mycroft położył ręce na kolanach. Żaden z nich nie mówił. końcu, po około dziesięciu minutach, cisza została przerwana.
— Czasami wciąż mam trudności z przystosowaniem się do tego — mruknął Mycroft.
Greg przestał poruszać kciukiem, nie skupiając się teraz na ekranie komórki przed nim, ale też nie spuszczając z niej wzroku.
— Och? — zdołał wykrztusić.
— Rzeczywiście. — Mycroft skinął głową, wzdychając. — To nie znaczy, że w jakikolwiek sposób żałuję naszej decyzji o wspólnym zamieszkaniu. Po prostu jestem przyzwyczajony do dużej ilości odosobnienia i ciszy. To… przytłaczające.
Greg podniósł wzrok i spojrzał na twarz drugiego nastolatka. Mycroft zmarszczył brwi, najwyraźniej sfrustrowany i zmęczony. Poczuł, jak opadają mu ramiona. Położył komórkę obok siebie na kanapie. Wyciągnął rękę, owinął ją wokół ramion Mycrofta, przyciągając go do siebie. Młodszy nastolatek poruszył się chętnie, dopasowując się wygodnie do ciała Grega.
— Musisz wziąć oddech i to posegregować — wyszeptał, głaszcząc Mycrofta po włosach. — Czy nie zawsze to powtarzasz?
Mycroft zanucił swoją zgodę, wzdychając. Greg nagle stwierdził, że nie mógł się już złościć.
— Pieprzyć podręczniki — wyszeptał, odwracając się, by pocałować włosy Mycrofta. — Chodź ze mną do łóżka. Tęskniłem za tobą, Mycroft. Żyjemy razem, do cholery, nie powinienem za tobą tak bardzo tęsknić.
W jego słowach nie było ciepła. Po prostu same… emocje. Naprawdę tęsknił za Mycroftem leżącym obok niego w łóżku. Jego serce waliło, gdy czekał na odpowiedź. Młodszy nastolatek usiadł prosto i spojrzał na niego. Spojrzenie jasnoniebieskich oczu przeskanowało twarz Grega i w końcu Mycroft skinął głową.
— W porządku — wyszeptał, obejmując dłonią policzek Grega.
Leżeli zaledwie dziesięć minut pod kołdrą, zanim obaj zasnęli głęboko.
