Rozdział 326: Porwany
Rozległ się okrzyk bólu, po którym nastąpił ponury śmiech. Greg miał wrażenie, że płonie. Trząsł się, był przywiązany do krzesła, a ręce miał unieruchomione za plecami. Zakręciło mu się w głowie i był pewien, że lada chwila zwymiotuje. Jego skóra była blada i lepka, a włosy mokre od potu.
— W porządku, inspektorze, wszystko będzie o wiele lepsze, kiedy specyfik zacznie działać. — Jego porywacz szeptał mu do ucha, gdy pochylał się nad nim.
Światło padło na pustą strzykawkę i Greg poczuł, jak ołowiany ciężar zagościł w jego trzewiach. Nie było wiadomo, jaki rodzaj narkotyku był w strzykawce, ale teraz najwyraźniej znajdował się w jego ramieniu. Zgięcie jego łokcia pulsowało i czuł tam wilgoć. Czy krwawił? To nie była czyste wkłucie, ale bez wątpienia skuteczne.
Prawie nie pamiętał, jak tu się znalazł. Najprawdopodobniej miał wstrząs mózgu. Miał tylko nadzieję, że jego porywacze byli na tyle niechlujni, że Sherlock i John go znajdą. Albo Mycroft… Chryste. Mycroft.
Greg zaskomlał z bólu, przełykając ślinę, gdy zaczął być coraz bardziej zamroczony. Jego tętno gwałtownie przyspieszyło, ale to nie było spowodowane adrenaliną. Czuł się na to zbyt spokojnie. Nie, to musiały być narkotyki. Szybko działały.
A sądząc po przebłysku przedmiotów ustawionym na pobliskim stole, to był dopiero początek.
OoO
— Pobudka, inspektorze — rozkazał jego porywacz.
Jego głos brzmiał tak daleko, prawie eterycznie. Dopiero mocne uderzenie w policzek, które odrzuciło głowę na bok, przywróciło Grega do przytomności.
Było mu zimno. Drżał jeszcze gwałtowniej i wszystko go bolało. Rozchylił spierzchnięte usta, by westchnąć i jęknąć. Zamrugał szybko, zanim musiał zacisnąć powieki. Ponieważ w pokoju nie było zbyt wiele światła, jego ból głowy musiał być czymś okropnym.
Z tyłu jego głowy znajdowała się ręka, która go podtrzymywała. Plastik naciskał na jego usta. Chłodna woda spływała po jego języku i w dół gardła. To przyniosło ulgę na całe pięć sekund, zanim zaczął się lekko krztusić, powodując, że znowu zaczął ostro kaszleć. Kubek został odebrany.
— Muszę cię przynajmniej trochę nawodnić — powiedział mężczyzna. — Wygląda również na to, że zaczynasz mieć objawy odstawienia. Nie możemy do tego dopuścić. Chcesz jeszcze jedną dawkę, inspektorze?
Greg potrząsnął głową, jęcząc, gdy nie mógł wykrztusić słowa. Boże, nie, nie chciał więcej. Śmiech, który rozbrzmiał, pokazał, że wyraźnie ich to nie obchodziło, bo i tak to się stanie. Bolesne, przeszywające uczucie znów pojawiło się w jego ramieniu i krzyknął, wyginając plecy w odruchu ucieczki, mimo że nie mógł się ruszyć. Ból się nasilił, poczuł więcej wilgoci, a potem ogień zalał całe jego ciało. Drżenie stało się ostrzejsze, zanim całkowicie ustało, a jego ból głowy zniknął.
Z westchnieniem znów stracił przytomność.
OoO
Ten trend się utrzymywał. Greg nie miał poczucia czasu. Stracił rachubę, ile razy budził się z bólem i z pragnieniem. Za każdym razem był uspakajany narkotykami, bez względu na to, jak bardzo protestował. Sprawy zaczęły się komplikować, bez wątpienia z powodu lęku, a ból stał się tak stały, że prawie już na niego nie reagował.
Ciepła dłoń na jego twarzy przywróciła Grega do świadomości. Dotyk był inny niż wszystkie poprzednie. Jego brwi zmarszczyły się, a oczy nadal były mocno zamknięte. Jęknął, próbując obrócić głowę.
— Ciiii, Gregory — rozległ się cichy głos. Gregory. Jego porywacze nigdy nie używali jego prawdziwego imienia… Gregory? Ten głos… — Gregory, czy mnie słyszysz?
Ręka znów znalazła się na jego twarzy, obracając jego głowę. Ciało pochyliło się. Usta przycisnęły się do jego czoła. Greg otworzył oczy, krzywiąc się, zanim zaszlochał na widok klęczącego przed nim Mycrofta.
— Myc… — wychrypiał.
— Ciiii, wszystko w porządku — szeptał dalej Mycroft, delikatnie przeczesując palcami jego włosy. — Jestem tutaj. Zabieram się stąd. Trzymaj się.
Greg skinął głową, powieki zatrzepotały, ponieważ nie był w stanie dłużej zachować przytomności.
OoO
Pip. Pip. Pip.
Greg chrząknął, gdy się obudził, niemal natychmiast zauważając, że znajduje się w zupełnie innym otoczeniu. Chłód wokół jego dłoni zniknął, gdy poczuł palce na swoich.
— Gregory?
Greg skrzywił się na nagły przypływ światła, gdy zmusił się do otwarcia oczu. Był w szpitalu. Poświęcił chwilę na przyzwyczajenie się do wszystkiego, zanim odwrócił głowę spoczywającą na poduszce. Ujrzał bardzo zmartwionego Mycrofta pochylającego się nad łóżkiem.
— He… Hej — wychrypiał, kaszląc z powodu suchości w gardle.
Mycroft zabrał swoje ręce tylko po to, żeby chwycić wodę, trzymając szklankę blisko niego, kierując słomkę między usta Grega, żeby mógł się napić.
— Po prostu odpoczywaj — powiedział Mycroft, zanim Greg zdążył pomyśleć, by coś powiedzieć. Patrzyli na siebie przez chwilę. Miał tak wiele pytań. — Wszystkie narkotyki zostały wypłukane z twojego organizmy. Używali stałej mieszanki kokainy i heroiny, aby zmaksymalizować ich wpływ na ciebie. Oni… używali zgięcia twojej lewej ręki do wkłucia za każdym razem i nie byli przy tym ostrożni. Gregory… będziesz miał blizny.
Greg zdołał skinąć głową. Domyślił się tego. Ból był zbyt intensywny i bez wątpienia mężczyzna wbijał igłę mniej więcej za każdym razem w to samo miejsce. Zdołała westchnąć, jęcząc. Ręce Mycrofta znów były wokół jego, delikatnie ją ściskając.
— Zdajesz sobie sprawę, że zmusiłeś mnie do pracy w terenie? — zapytał młodszy mężczyzna po kilku chwilach ciszy.
Drżenie w jego głosie zmusiło Grega do ponownego otwarcia oczu. Na ustach Mycrofta pojawił się sarkastyczny uśmiech, ale był on chwiejny, a jego oczy lśniły od nie wylanych łez. W jakiś sposób Greg zdobył się na własny uśmiech.
— Prze… przepraszam — wykrztusił, próbując się zaśmiać, ale tylko znowu zaczął kaszleć.
Po chwili podano mu więcej wody, a usta Mycrofta ponownie znalazły się na jego czole.
— Po prostu odpoczywał, Gregory — wyszeptał. Greg już zapadał w zaskakująco spokojny sen. — Będę tu, kiedy znów się obudzisz.
Greg wiedział, że tak będzie.
