Sięgnęła posłusznie po kubek. Została niechętnie; rozsiadła się wygodniej i rozejrzała dookoła. Nagle zauważyła, że przypatrują się jej dwie dziewczyny. Przypomniała sobie to, co powiedział szeryf. Pewnie plotki o znalezionym trupie już się rozeszły. Upiła łyk kawy, chowając telefon do kieszeni.
- Przepraszam. – Usłyszała. Obok jej stolika stała jedna z nastolatek.
- Śledztwo trwa, nic nie mogę powiedzieć – powiedziała szybko Bones.
Dziewczyna obejrzała się na koleżankę nieco zbita z tropu.
- Nie, o trupie wiemy już wszystko.
- Wszystko? – Brennan uniosła brew.
- No prawie. To ktoś spoza miasta, bo nikogo z nas nie brakuje. Mam do pani prośbę.
- Prośbę?
Usiadła na krześle obok i wyjęła z torebki portmonetkę.
- Mogłaby mi pani kupić gumki?
- Co?...
- Prezerwatywy. W aptece.
Bones wpatrywała się w dziewczynę zdumiona.
- Nie, uprzedzając pani pytanie, nie jestem pełnoletnia, ale mam już siedemnaście lat i jestem osobą odpowiedzialną.
- Ale z antropologicznego punktu widzenia brak umiejętności rozmawiania o kwestiach związanych z aktywnością seksualną świadczy o niedojrzałości emocjonalnej niezbędnej do rozpoczęcia współżycia – wyrzuciła z siebie Bones. – To dotyczy także kupowania środków antykoncepcyjnych.
Teraz to dziewczyna wpatrywała się w nią zdumiona.
- Zapewniam panią, że o seksie rozmawiam i nie wstydzę się tego – odparła po chwili nastolatka. – Ale to małe miasteczko i plotki rozchodzą się z prędkością nowego porno filmiku z Paris Hilton na necie...
- Nie rozumiem – powiedziała Bones.
- ...a poza tym – ciągnęła dziewczyna – pani Milton nie chce sprzedawać prezerwatyw niepełnoletnim. Ona jest bardzo religijna i dziwna – dodała ciszej.
- To dlatego chodzicie odbywać stosunki płciowe do lasu?
- Co z oczu, to z serca. Nie, nie wszyscy chodzą do lasu. Ale to nie przesłuchanie, prawda? Wiem, że pani nie jest z policji.
- Znasz wszystkich? Wiesz, kto kogo mógłby zaciągnąć do lasu?
- Pewnie tak. Pani pomoże mi, ja pomogę pani.
Bones nigdy nie była dobra w odpytywaniu.
- Poczekaj tutaj – powiedziała wreszcie, wstając.
- Proszę się nie martwić. Poczekam. Przepraszam za kłopot. Prezerwatywy zwykle kupuje mi siostra, ale teraz jej nie ma – zakończyła z uśmiechem. – Apteka jest zaraz za rogiem.
Temperance założyła torbę na ramię i poszła we wskazanym kierunku. Po chwili weszła do środka, popychając ciężkie drzwi. Była jedyną klientką; podeszła do okienka.
- Słucham panią? – Z zaplecza wyszła wysoka, chuda kobieta w kitlu i koku na głowie. Miała prawą rękę w gipsie i tak surowe spojrzenie, że Brennan poczuła zrozumienie dla dziewczyny, która poprosiła ją o przysługę.
- Chciałabym kupić opakowanie prezerwatyw.
- Jakich? – Aptekarka zmarszczyła brwi.
- Normalnych – odpowiedziała Brennan powoli; kiedy ostatnio kupowała gumki?...
- Czyli?
Poczuła zażenowanie i zaczęła wzrokiem szukać odpowiedniego stojaka. Nie znalazła.
- Jestem dorosłą, dojrzałą kobietą i chcę kupić prezerwatywy – powiedziała ze złością. – Czy widzi pani w tym coś złego?
- Oczywiście, że nie. Pani mąż z pewnością też nie.
- Nie mam męża.
- A ten agent FBI, który z panią przyjechał?
- Jesteśmy partnerami. Pracujemy razem. Nie sypiamy ze sobą. Zresztą, to nie pani sprawa.
- Nie moja. Mam pani wybrać jakieś prezerwatywy?
- Bardzo proszę.
Kobieta schyliła się i Bones usłyszała dźwięk odsuwanej szuflady.
- Dlaczego nie chce pani sprzedawać prezerwatyw niepełnoletnim?
- Młodzi ludzie są bardzo zepsuci. Mają Internet, telewizję. Seks widzą wszędzie – dobiegł ją zdenerwowany głos aptekarki. – I myślą, że jest dla wszystkich! Uprawiać seks przed ślubem to grzech. Uprawiać seks w celu innym niż spłodzenie dziecka to grzech. Tak naucza Biblia. Antykoncepcja to też grzech.
- Aborcja też jest grzechem według religii chrześcijańskiej. Prezerwatywy nie, osuwanie ciąży nie.
- Najlepiej nie uprawiać nierządu! – Cisnęła na blat paczkę kondomów. – Zapakować?
- Nie, dziękuję. – Wrzuciła opakowanie do torby i zapłaciła. – Osobiście nie...
- Pani wybaczy, mam dużo do roboty. Do widzenia. – Zniknęła na zapleczu.
- Do widzenia – rzuciła Bones. Liczyła na interesującą dyskusję, ale jej rozmówczyni po prostu uciekła.
- Niech pani wybaczy mojej mamie. – Usłyszała nagle; odwróciła się. W progu stała nastolatka o kruczoczarnych włosach i bladej twarzy. – Jest bardzo drażliwa w tych tematach.
- Ale to nieetyczne. Pracuje w aptece i powinna sprzedawać środki antykoncepcyjne wszystkim.
Dziewczyna kiwnęła głową, po czym minęła Bones i przeszła na drugą stronę lady.
Temperance wyszła z apteki. Nic dziwnego, że młodzi ludzie uciekają do lasu, pomyślała.
Wróciła do kawiarenki. Przy jednym ze stolików siedział Booth. Minęła go jednak, podchodząc do dziewczyn.
- Ej, Bones, nowe koleżanki czy co? – zadrwił.
- Można tak powiedzieć. – Brennan wygrzebywała z torby zakupy i podała je nastolatce razem z resztą pieniędzy; spojrzała na swojego partnera. – Masz ten portret? – Kiwnął głową w odpowiedzi. – One nam pomogą.
- Taka była umowa. – Dziewczyna schowała paczuszkę, po czym przedstawiła siebie i koleżankę. – Jestem Jade Waters, a to Monica Greenway.
- A ten tutaj? – Booth podsunął im narysowany przez Angelę portret.
Dziewczyny wbiły wzrok w kartkę, a potem spojrzały po sobie. Wyglądały na poruszone.
- To Taylor Grey – powiedziała szybko Jade. – On na serio nie żyje?...
- Co to za chłopak? – zapytał agent.
- Student. Przyjeżdżał w weekendy, żeby pracować u wuja w tartaku.
- Jego wuj to Fred Howlett – wtrąciła Monica.
- Kiedy widziałyście Taylora po raz ostatni?
- Chyba w zeszłą niedzielę.
- Był z nim ktoś?
- Wtedy czy w ogóle? – prychnęła Monica. – Flirtował z nami wszystkimi. Student z wielkiego miasta i pensjonarki ze wsi. Lista jest długa.
- Spisz nam tą listę – powiedział Booth, wstając. – Jedziemy do tartaku, Bones.
Wuj denata był naprawdę wstrząśnięty. Kiedy się nieco uspokoił, zaczął mówić.
- Taylor przyjeżdżał tu na weekendy. Żeby zarobić i odpocząć od życia w wielkim mieście i studiów. Tutejsze dziewczyny za nim szalały. Mówiły, że ma twarz jakiegoś aktora, że jest przystojny. Słyszałem, że znaleźliście go w mrowisku...
- Zabiły go mrówki – odparła Bones. – Wiedział pan, że Taylor był uczulony na kwas mrówkowy?
- Nie. Uczulony?...
- Czy chodził do lasu z jakąś dziewczyną?
- Jakimiś dziewczynami, tak. Często. Ale ostatnio padało, więc wszyscy siedzieli po domach.
- Czy Taylor nocował u pana?
- Tak. Miał pociąg o szóstej piętnaście. W zeszły poniedziałek wstałem wcześniej niż zwykle. Było cicho, więc pomyślałem, że Taylor zaspał. Pokój gościnny był jednak pusty i nie było jego rzeczy, więc uznałem, że już pojechał.
- Próbował się pan z nim skontaktować?
- Po co? Wszystko było tak, jak normalnie. Spodziewałem się go w piątek na wieczór jak zwykle.
Bones jadła sałatkę z pomidorów w miejscowej restauracji, kiedy zadzwoniła jej komórka.
- Po oczyszczeniu kości Zach znalazł niewielkie pęknięcie na czaszce – powiedziała Camille. – Kształt krwiaka był lekko zaokrąglony. Denata uderzono w głowę czymś ciężkim – dwa, trzy kilo – i najprawdopodobniej metalowym.
- Z zaokrąglonym końcem. – Usłyszeli głos Zacha. – A kąt uderzenia i jego siła wskazują na osobę praworęczną.
- To nam bardzo zawęża krąg podejrzanych – mruknął Booth.
- Jeśli chodzi o materiał genetyczny – zmieniła temat doktor Saroyan. – Ten ze środka prezerwatywy należy do denata. Ten z zewnątrz jest taki sam, jak z włosa na spince, którą znaleźliśmy.
- Zrób spince zdjęcie i przyślij mi MMS – rzucił Seeley. – Zapytamy nasze informatorki, czy wiedzą, kto taką nosił.
Jade znaleźli nad rzeką; opalała się razem z koleżankami. Dziewczyna dała im obiecaną listę.
- Siebie też tam dopisałam – powiedziała. – Ale to była tylko jedna randka.
Booth pokazał jej zdjęcie na ekranie komórki.
- To spinka Gretchen Davies. Ona lubi kolor niebieski i motyle. To na pewno jej.
Agent zerknął na listę.
- Dałaś jej pierwszą pozycję – zauważyła Bones. – Przypadek?
- Nie, to ostatnio z nią się umawiał.
Pojechali do domu dziewczyny. Wiedzieli, że Gretchen Davies nie stanie się podejrzaną bez badania próbki jej materiału genetycznego. Otwarła im pani Davies. Booth pokazał jej odznakę i przedstawił Bones.
- Chcemy porozmawiać z pani córką.
