- Nie zabiłam Taylora! – Usłyszeli nagle i po schodach zbiegła szczupła blondynka o niebieskich oczach i wąskich ustach. – Nie zabiłam go!

- Nie zabiłaś, bo zabiły go mrówki. Był na nie uczulony – powiedział Booth. – Ktoś im tylko pomógł, wpychając Taylora prosto w mrowisko. Mam dowód, że byłaś z nim tamtego wieczoru – dodał, myśląc o spince i przypuszczeniu Jade Waters.

Gretchen rozpłakała się.

- Byłaś z nim i uprawialiście seks – uściśliła Bones.

- Kochanie, czy to prawda? – Jej matka wyglądała na poruszoną.

- Pani wybaczy, ale czas na takie rozmowy z córką jeszcze nadejdzie. – Booth wyjął z kieszeni telefon i pokazał dziewczynie zdjęcie spinki.

- To moja – przyznała przez łzy. – Nie zabiłam go. Nie popchnęłam go.

- Powiedz więc, co zrobiłaś.

- Nic złego. Poszliśmy do lasu. Miałam ze sobą śpiwór. Kochaliśmy się na polanie.

- Wiedziałaś, że był uczulony na mrówki? – zapytała Bones. – On wiedział i zgodził się na uprawianie seksu przy mrowisku?

- Byliśmy na innej polanie. Niżej. Na tamtą nie chodzimy. Mrówki gryzą.

Dziewczyna otarła oczy i wyciągnęła mocno zużytą chusteczkę z kieszeni. Bones nie umknęło, że zrobiła to lewą ręką.

- Pokaż nogi – powiedziała do Gretchen.

- Po co? – zapytała słabo, ale schyliła się i podwinęła nogawki. Brennan zrobiła to samo.

- Ślady ugryzień utrzymują się do ośmiu dni. Jeśli byłaby na tamtej polanie z Tylorem, na pewno nadal byłyby widoczne na skórze. Poza tym – spojrzała na Bootha – jest leworęczna.

Agent nie mógł zaprzeczyć.

- Co było potem? – zapytał.

- Pokłóciliśmy się – przyznała przerażona. – I poszłam do domu.

- Sama? Przez las w nocy?

- No tak. Znam las. Tutaj nie ma wilków. Miałam za sobą latarkę. Wzięłam śpiwór i poszłam.

- A Tyler?

- Chyba zaczął się ubierać. Nie wiem.

- Widziałaś tam jeszcze kogoś?

- Jaką masz latarkę? – wtrąciła nagle Bones.

- Zwykłą. Mogę pokazać.

Temperance zważyła w dłoni latarkę. Była mała i lekka, zrobiona z plastyku.

- Nie, nikogo nie widziałam – odpowiedziała Gretchen.

- O co się pokłóciliście?

- Widziałam, jak całował się z Samanthą Milton.

- To córka szeryfa?

- I tej nawiedzonej aptekarki, tak. – Dziewczyna otarła oczy. – Między Taylorem a mną nie było nic poważnego. Podobał mi się. I był z dużego miasta. Taki przystojny i doświadczony.

Booth zamknął auto i ruszyli w stronę biura szeryfa.

- Ta aptekarka – zaczęła Bones – nie chce sprzedawać prezerwatyw osobom pełnoletnim.

- To nie zbrodnia.

- Nie, ale jej córka miała romans z Taylorem.

- Ona z nim tylko randkowała, Bones. Całowali się.

- Może matka nie była z tego zachwycona. Pracowała w aptece, może kiedyś kupił o niej jakąś maść na uczulenie czy coś?

Agent zatrzymał się.

- To jest myśl. – Klepnął ją w ramię. – Dobrze kombinujesz. Porozmawiajmy z panią Milton.

Pojechali do domu Miltonów. Otworzył im szeryf; zapytali go o żonę i córkę.

- Sam poszła do sklepu i powinna zaraz wrócić. O co chodzi?

- Czy pańska córka spotykała się z Taylorem? – zapytał Booth.

- Nie, oczywiście, że nie. Brakowało jej śmiałości w kontaktach z chłopakami.

Wprowadził ich do kuchni i zaproponował herbatę.

- Gdzie pańska żona? – zapytał agent.

- Muriel jest jeszcze w pracy. – Nastawił wodę. – O co chcecie ją zapytać?

Bones powiodła spojrzeniem po mundurze szeryfa wiszącym na krześle. Nagle coś sobie przypomniała. Kiedyś pracowała nad sprawą zabójstwa szeryfa. Znaleziono go martwego w jego własnym aucie.

- Czy nadal macie na wyposażeniu metalowe latarki? – zapytała.

- Tak. To ma jakiś związek z moją rodziną?

- Może nam pan pokazać?

- Oczywiście. Chwilę. – Poszedł do auta, żeby po chwili wrócić.

Temperance zważyła latarkę w dłoni i pokiwała głową.

- Jest nowa? – zauważył Booth, biorąc ją do ręki.

- Tak. Stara się rozbiła.

- Rozbiła się?

- Tak. Wyrzuciłem ją.

- Musimy ją obejrzeć! Może być narzędziem zbrodni.

- Narzędziem zbrodni? Pani żartuje?!

- Proszę nam po prostu pokazać starą latarkę – powiedział spokojnie Booth.

Szeryf nastroszył się, ale wyszedł z domu i zniknął w garażu. Poszli za nim. Mężczyzna przerzucał skrzynie z narzędziami i innymi drobiazgami, żeby wreszcie podać im latarkę. Miała rozbite szło. Bones wzięła ją w dłonie w rękawiczkach i wyjęła z torby wacik i małą fiolkę. Po przetarciu metalu, watka zabarwiła się na jasny fiolet.

- Nasze narzędzie zbrodni – powiedział Booth.

- Jak... – zaczął szeryf.

- To ja zabiłam Taylora Greya. – Usłyszeli nagle. W drzwiach garażu stała pani Milton.

Jej mąż był wstrząśnięty, córka cały czas płakała, ale takich scen widzieli już wiele.

- Nie podobało mi się, że spotykał się z moją córką. – Żona szeryfa skubała brzeg swetra palcami wystającymi z gipsu na prawej ręce. – Uderzyłam go latarką. Wpadł w mrowisko. Uciekłam i zostawiłam go tam.

- Wiedziała pani, że był uczulony na kwas mrówkowy?

- Wiedziałam. Kupił u mnie emulsję na ugryzienia. Czy mogę zobaczyć się z adwokatem?

- Co się stało pani w rękę? – zapytała, zanim Booth odpowiedział kobiecie.

- Poślizgnęłam się na schodach.

- Kiedy?

- Czy to ważne? Miesiąc temu. Uderzyłam go lewą ręką.

- Nie zrobiła tego pani. – Bones wstała i obeszła stół, po czym chwyciła za skraj długiej spódnicy kobiety i podniosła ją do góry.

- Pani zwariowała?!

- Nie, a panią nie pogryzły mrówki. Pani nie było na tamtej polanie.

- Bones, spokojnie. Puść panią. – Brennan wstała i cofnęła się o krok.

- Nie mogła uderzyć go pani lewą ręką – dodała, krzyżując ramiona na piersiach.

- Chcę zobaczyć się z adwokatem! Natychmiast!

Bones spojrzała na Bootha kątem oka.

- Oczywiście. – Kobieta opuściła pokój przesłuchań ze łzami w oczach.

- Ona kogoś kryje – mruknęła Bones.

- Córkę.

- Czemu nie męża? Przecież...

- Córkę. Spójrz.

Brennan podniosła oczy i zobaczyła, jak Samantha Milton wstaje z krzesła. Krótkie rybaczki odsłaniały pogryzione przez mrówki nogi.

- Powiem prawdę – zaczęła dziewczyna. – Moja mama jest niewinna.

Booth kiwnął głową. Po chwili siedzieli w pokoju przesłuchań.

- Taylor zawsze bardzo mi się podobał, ale nigdy nie miałam śmiałości z nim zagadać. No i były te wszystkie dziewczyny. – Samantha wbiła oczy w stół. – Aż tu nagle kiedyś zaproponował mi randkę. Zastępowałam wtedy mamę w aptece. Kupował maść na uczulenie. Powiedział ze śmiechem, że ma problem z mrówkami. Umówiliśmy się. Piwo, spacer, a potem wziął śpiwór i zaproponował piknik w lesie. Zgodziłam się. Rozmawialiśmy i było fajnie. A potem zaczął mnie całować. Pozwoliłam mu. On chciał więcej. Zaczął mnie rozbierać siłą. Wszystko potoczyło się tak szybko...

- Czy Taylor Grey cię zgwałcił? – zapytał ostrożnie Booth; pokiwała głową.

- Tydzień później udawał, że mnie nie zna. – Jej głos zadrżał. – I umówił się z Gretchen Davies. Śledziłam ich. Piwo, spacer, śpiwór i las. Poszłam za nimi, ale nie wzięłam latarki, więc wróciłam się do domu. Pożyczałam latarkę taty. Znalazłam ich dosyć szybko. Kłócili się o mnie. Zapytała go, czy wszystkie zalicza tak samo. Krzyczała, że bardzo ją bolało. Że nie chciała.

Podeszłam bliżej i zabrałam jego ubrania. Gretchen uciekła z płaczem. Taylor był wściekły. Zauważył mnie i zaczął gonić. Trafiliśmy na polanę z mrowiskiem. Chwycił mnie za ramię i zaczął wyzywać. Powiedział, że wszystkie wiejskie szmaty są takie same. Uderzył mnie i wykręcił mi ramię. Walnęłam go latarką. Nie zauważyłam, jak blisko byliśmy mrowiska. On zachwiał się i w nie wpadł. Uznałam, że to będzie dla niego dobra nauczka. Że może przestanie zaciągać dziewczyny do lasu... Nie sądziłam, że... że... – Rozpłakała się w głos. – Że mrówki go zabiją. Powiedziałam wszystko mamie. Chciała... chciała dobrze. To moja wina... Umarł przez mnie... Był złym człowiekiem, ale nie chciałam go zabić...

Bones spojrzała na Bootha.

- Musimy porozmawiać jeszcze raz z Gretchen – powiedział powoli agent. – Jeśli potwierdzi twoją wersję, to, co zrobiłaś, zostanie podciągnięte pod obronę konieczną.

- Pod obronę konieczną? – zdziwiła się Temperance.

- Tak – powiedział stanowczo.

Gretchen Davies ze łzami w oczach powiedziała prawdę: tamtej nocy Taylor Grey wykorzystał ją seksualnie. Nikomu – nawet matce – nic nie wspomniała, bo bała się plotek.

Booth kopnął kamień. Razem z Bones spacerowali po lesie.

- Nie jest pełnoletnia, nie pociągną jej do odpowiedzialności karnej – powiedziała Temperance.

Agent pokiwał głową. Wyszli na polanę z mrowiskiem. Jego brakujący fragment wrócił już z instytutu.

- Mrówki wymierzyły sprawiedliwość – rzucił. – Jakby to powiedział Hodgins: takie małe, a takie mądre.

- Nie można mówić o mądrości w przypadku zwierząt, ale o instynkcie.

- Oczywiście, Bones, oczywiście. – Objął ją ramieniem. – Ty to wiesz, teraz ja to wiem, ale one nie.

Mówiąc one, zatrzymał się i ruchem brody wskazał kopiec. Kobieta uśmiechnęła się.

KONIEC

[Konsultacja medyczna: Reniek (dziękuję bardzo!); konsultacja prawna: Anko i Bielin (dziękuję pięknie!).]