N/A:
Pairing: Guylee
Jak poprzednio przed zbliżeniem się do tego tekstu na odległość rzutu kamieniem zaleca się przeczytanie podpunktu szóstego ostrzeżenia zawartego w pierwszym rozdziale.
Żeby nie było, że nie ostrzegałam :D
4. Zielono mi
Zielono mi jak w niedzielę,
najmilszy mój,
dziękuję ci za tę zieleń.
Zielono mi,
bo ty, właśnie ty
w noc i we dnie mi się śnisz
Andrzej Zaucha, „Zielono Mi"
(z niewielkimi zmianami :D)
Tsunade wezwała go do swego biura tuż po śniadaniu. Dla Guy'ia, który zwykł budzić się ze skowronkami i zrywać z łóżka wraz ze słońcem, nie było to problemem. Za to piąta Hokage wyglądała, jakby właśnie wróciła z trzydniowej misji klasy S. Miała trudności ze skupieniem wzroku, ziewała, ręce jej się trzęsły, a w worach pod jej oczami można by nosić ziemniaki. Kilogramami.
Musiała mieć naprawdę ciężki dzień.
Albo kaca.
Pozytywnie nastawiony do świat Guy z miejsca przyjął wersję z ciężkim dniem i uśmiechnął się do niej promiennie.
– Cóż mogę dla pani zrobić w tak piękny i słoneczny poranek? – zapytał radośnie.
– Wrbrnnnmemrrrgrrrr – odpowiedziała mu Hokage, niechętnie śledząc jego ruchy przekrwionymi oczyma.
– Pani wybaczy wścibstwo, ale co proszę?
– Mmmmmmrrrr hhhhhhgd gegegblelkrel – wyjaśniła szefowa wioski.
– Och – skomentował grzecznie Guy.
– Tsunade-sama chciałaby wiedzieć jak idą prace nad tymi nowymi mundurkami, których zaprojektowaniem obiecał się pan zająć – usłużnie przetłumaczyła Shizune, poprawiając ubranie swojej zwierzchniczki. Bluza natychmiast znowu zsunęła się po połowy jej ramienia, na co Tsunade nie zwróciła najmniejszej uwagi.
Aha, mundurki, pomyślał Guy, spanikowany. Kto ma czas martwić się o mundurki, kiedy tyle się dzieje, a los całej wioski niemal wisi na włosku. I trenować też przecież trzeba.
Na śmierć zapomniał.
Rozejrzał się po gabinecie z miną zaszczutego zająca. Znikąd ratunku.
– Yyyy... No tak, mundurki... Czy możesz mi przypomnieć, droga Shizune-san, na kiedy miałem to zrobić? Jakoś tak...
– Na jutro.
– Aha, na jutro, oczywiście – roześmiał się. – A nie dałoby się tego... no... przełożyć?
– Wrrrrr – odpowiedziała mu Tsunade.
– Jak rozumiem, nie – starał się skłonić swoje usta do rozciągnięcia się w przekonujący uśmiech, powoli wycofując się do drzwi. – Zostawcie to mnie – uniósł kciuk w górę swoim sławnym gestem, choć błyśnięcie zębami wyszło mu trochę sztucznie – To ja już może pójdę, zostało mi kilka... ostatecznych... poprawek, wiecie...
– Grrwrr – Piąta warknęła przyzwalająco. – Rrrrkgryyyyercnnerr – dodała po chwili.
– Słucham?
– Nic takiego – zbyła go Shizune, podsuwając Tsunade plik papierów do podpisu, w daremnym wysiłku stworzenia wrażenia, że Piąta pracuje.
Guy otworzył usta, zamrugał, zamknął usta, jeszcze raz zamrugał, po czym wyszedł.
To musiał być NAPRAWDĘ zły dzień...
I jeszcze ta podejrzana, czerwona plama na szyi Tsunade-sama. Wielkości dłoni.
Może była chora? Albo coś ją ugryzło?
Guy potrząsnął głową. Nie czas teraz na jałowe rozmyślania. Mundurki.
Właśnie, mundurki. Szedł ulicą w kierunku placu ćwiczeniowego, na którym powinna ciężko trenować jego drużyna, roztrząsając jeden pomysł za drugim. Eleganckie, uprasowane w kant mundurki, jak w tej szkole z internatem, którą odwiedził podczas jednej ze swoich misji, raczej nie zdałyby egzaminu w świecie ninja. Poza tym nie były w jego stylu. Kruczoczarne stroje z miękkiej bawełny – lepiej, ale to ciągle nie to. Zbyt ponure. Młodość potrzebuje czegoś bardziej radosnego i odświeżającego. Ubrania, podobne do tych, które nosili jonini, były zdecydowanie lepsze, choć ciągle miał im kilka rzeczy do zarzucenia. Były takie... proste. Zwyczajne. I nieatrakcyjne. Chociaż miały całkiem niezły kolor.
Skręcił za róg. Skinieniem głowy pozdrowił Genmę, omiatając wzrokiem jego postać i oceniając. Tak mało stylowe. Do tego takie nieaerodynamiczne. Kolor zbyt blady. Materiał niepraktyczny.
Jego osobisty strój był o niebo lepszy. Opływowy, lekki, uszyty ze specjalnej, wykonanej na zamówienie, nieplamiącej tkaniny. Na dodatek ten wspaniały, intensywnie zielony kolor nadawał mu wyjątkowe własności maskujące w środowisku leśnym i trawiastym. Cudo po prostu.
Zaraz. To jest myśl! Dlaczego od razu nie przyszło mu to do głowy? Chyba był zwyczajnie zbyt wytrącony z równowagi dziwnym zachowaniem Tsunade-sama. Że też taki wspaniały i oczywisty pomysł czekał aż tak długo, by się mu objawić! Zdał sobie nagle sprawę, że przecież idea ta snuła się w głębinach jego umysłu od dłuższego czasu. Mundurek dla uczniów akademii miał już przecież od lat zaprojektowany i gotowy. A nawet sprawdzony.
Rock Lee, jego ukochany uczeń, paradował w owym mundurku niemal od ich pierwszego spotkania i wielce sobie chwalił owego stroju zalety. Might Guy uświadomił sobie nagle, że chęć rozpropagowania wynalezionego przez siebie ubioru jest w istocie rzeczy jednym z celów jego życia, i że cel ten jest prawdopodobnie powodem, dla którego przyjął – podświadomie – to zadanie. Wizja małej armii młodych ludzi odzianych w ożywczą zieleń stanęła mu z nagła przed oczyma i zachwyciła do tego stopnia, że nie zauważył przeszkody na swojej drodze, potknął się o nią i wywalił na ziemię jak długi.
– Przepraszam, sensei – wyraziła swoją skruchę przeszkoda, oderwana nagle od zawiązywania sznurowadła.
– Lee!? – zdziwił się i ucieszył Guy. Poderwał się z ziemi, porwał swego pupilka w objęcia i zakręcił nim wkoło. – Jak cudownie cię widzieć, Lee. Właśnie o tobie myślałem.
– Se-sensei? – speszył się biedny chłopak na to gorące wyznanie.
– Idziemy – zarządził, ciągnąc swego zdezorientowanego ucznia w ku nieznanemu przeznaczeniu.
– Dokąd, se-sensei?
– Zamówić... Kilkadziesiąt metrów kwadratowych... Na początek, tak... Wymiary, żeby... Stara Sanako jest chyba najlepszą krawcową... – mamrotał do siebie Guy, całkowicie pogrążony we własnym świecie. Pogrążony do tego stopnia, że nie dotarł do niego jakoś fakt, iż biedny Lee, na początku wleczony beznamiętnie za ramię, po nieudolnej próbie oporu i krótkiej, nieprzekonującej szarpaninie znalazł się na na jego rękach, w pozycji przenoszonej przez próg nowego domostwa panny młodej. Czerwony jak piwonia.
– SENSEI! – nerwowy krzyk przebił się wreszcie przez opary inspiracji i twórczego szaleństwa i Guy zmarszczył czoło, zamrugał, po czym spojrzał na swego ucznia, którego przytulał ciasno do muskularnej piersi.
Och, jakże cudownie ów piwoniowy odcień czerwieni komponował się z kolorem przyszłego Guy'iowego mundurka!
– Sen... sensei?
Guy przez dłuższą chwilę w zachwycie gapił się na mocno zbitego z tropu Lee. Był do tego stopnia zaabsorbowany, że nie zauważał nawet zdziwionych spojrzeń przechodniów i okazjonalnych chichotów.
Rock Lee, który wyglądał, jakby naczynia krwionośne w skórze twarzy za chwilę miały mu popękać, był odrobinę bardziej świadomy swego otoczenia.
– Sensei, może mógłby mnie pan postawić?
– Co?
– Postawić. Na ziemię.
Guy zamrugał i rozejrzał się. Dwaj chuunini, chłopcy na posyłki Tsunade, pośpiesznie odwrócili wzrok i usilnie starali się udawać, że są czymś bardzo zajęci, co średnio im się udawało. Do świadomości Guy'ia, przytłoczonej wizją powszechnej zieloności, dotarło nagle, co robi i gdzie się znajduje, zmieszał się (odrobinkę), sprężył i z zawrotną prędkością (i swoim uczniem na rękach) pognał w stronę najbliższego odosobnionego budynku.
Przypadkowej widowni następne pięć minut zajęło otrzepanie się z kurzu.
Odosobniony budynek okazał się być stary magazynem ze sprzętem.
Guy złożył swoje cenne brzemię na najbliższej, w miarę wygodnie wyglądającej, stercie ekwipunku.
– Sensei, co my tu właściwie robimy? – chciał wiedzieć wierny uczeń.
– Nie czas teraz na próżne rozmowy. Gdzieś tu miałem... W drugiej kieszeni... O, jest! Lee, rozbieraj się! – rozkazał Guy nieznoszącym sprzeciwu tonem, zamierzając się na swoją ofiarę centymetrem krawieckim.
Reakcja Rocka Lee okazała się być dość ekstremalna.
– Eeeee!? – wykrzyknął. – A-ale sensei...! C-co pan ma na... To znaczy, to nie tak, że nie chcę, ale... Je-jestem jeszcze za młody!
– Lee – Guy oznajmił swoim najlepszym senseiowym tonem – Nigdy nie jest za wcześnie, żeby zainteresować się tymi sprawami. Właściwie biorąc pod uwagę średnią wieku i posturę dzieciaków z akademii, to jesteś już odrobinkę za stary.
Myślowe ścieżki Rocka Lee, zwykle tak dobrze zsynchronizowane ze ścieżkami jego nauczyciela, zupełnie się poplątały, kierując go ku jednemu z największych nieporozumień jego życia i ogólnej konsternacji.
W głowie łomotała mu fraza „dzieciaki z akademii".
– Sensei! Nigdy bym pana nie podejrzewał o coś takiego! – uniósł się oburzeniem. – Tak nie wolno! To.... to jest przestępstwo!
– Przestępstwo? – zdziwił się Guy, w owej chwili zajęty obieraniem swego ulubionego ucznia w sposób, w jaki obiera się ze skóry dorodne, zielone warzywo. Mimo gwałtownego oporu odnosił spore sukcesy: udało mu się ściągnąć materiał z obu rąk i połowy tułowia.
– Tak!!! T-to się nazywa pe... pe... pedofil-aaach~ N-nie tuuu...
– Daj spokój, Lee, po co zaraz tak histeryzować. Przecież to nic strasznego. Mężczyzna powinien umieć się poświęcić dla wyższych celów – pouczył Guy, zamierzając się centymetrem na (ciągle) obleczone w zieleń młodzieńcze pośladki.
Tego już było dla Lee za wiele.
– Nieeee~!!! – wyjęczał i ostatkiem sił wyrwał się z uścisku nauczyciela. Tylko cztery kroki dzieliły go od drzwi. Ale Guy był szybszy i dopadł chłopca gdy już prawie sięgał celu.
– Stój! – wykrzyknął, łapiąc biednego Lee za... nazwijmy to po prostu „niefortunnym miejscem" (lub ostatecznym atakiem na chłopięcą niewinność, jak kto woli).
SMAK!
Odgłos plaśnięcia dłoni w twarz poniósł się po ścianach magazynu.
Guy był zbyt zaskoczony, by zareagować.
Zanim doszedł do siebie jego inspiracja, wraz z częściowo zdjętym prototypem najnowszego akademickiego mundurka, zdołała zbiec.
Niech to szlag.
No nic, w końcu jest jeszcze Naruto, przypomniał sobie Guy, jemu zdaje się również podarował ów jedyny w swoim rodzaju strój. Naruto na pewno zgodzi się pomóc.
Pokrzepiony tą myślą, pocierając czerwony od uderzenia policzek, Guy opuścił magazyn i udał się na poszukiwanie kolejnej ofiary.
N/A:
Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że Guy jest OOC. On jest po prostu zbyt dziwny, bym mogła coś na to poradzić.
Co do Tsunade i jej „złego dnia" – zostanie opisany. Bójcie się...
Czy buty Lee mają sznurowadła? Mają czy nie? Bladego pojęcia nie mam. Męczy mnie to. Grrr...
OŚWIADCZENIE: Do żadnych aktów smeksualnych z udziałem nieletniej młodzieży podczas pisania tego rozdziału nie doszło.
