Nie bojąc się niczego

Patrzyłem poprzez tłum na oddalającą się Tonks. Byłem pewien, że zachowam w pamięci wszystkie, i każdy z osobna, szczegóły jej twarzy. Ból, który mnie uderzył, i jej pogardę. Nigdy nie będę w stanie zapomnieć żadnego uczucia, które czułem w tamtej chwili. Gdzieś głęboko poczułem, że utraciłem coś ważnego, coś, co już nie biło w mojej piersi. Kilka łez, otoczone melancholią i cierpieniem, delikatnie spłynęły po mojej twarzy i spadły do kącika ust. Słony smak żalu na nowo ożywił pożegnanie - to, którego nie byłem w stanie nawet wypowiedzieć.

Powrót do normalnego życia był ciężki z powodu wspomnienia jej łez i z powodu pustki dźwięczącej w moim wnętrzu. Jedyne, co mi wtedy towarzyszyło, to moje wspomnienia, te, które ostatnio wstrząsały mną w koszmarach. Odepchnąłem ją, potrzebując bardziej niż jedzenia czy tlenu. Dni wydawały się nie mieć końca, tak szare, że nie chciało mi się nawet wstawać rano z łóżka.

Nie wiedziałem, jak ustabilizować swoje życie. Wydawało się jakby nic w nim nie było tak. Wszystko było mi tak przykre, że nikt nie chciał mojego towarzystwa. Wszystko było tak żałosne…

Kiedy Dumbledore zaproponował mi wyruszenie na misję, nie zastanawiałem się ani sekundy, potrzebowałem wyjechać z miasta, zdystansować się do wszystkiego i spróbować znów zacząć oddychać.

Tygodnie, które spędziłem na misji były całkowitą nudą, zadanie było zbyt łatwe, by mnie zająć, tak że jedyne, do czego przysłużył się ten czas, to do tego, że zrozumiałem, że nie mogę bez niej żyć. Ale to już wiedziałem.

Zostały mi jeszcze dwa tygodnie do powrotu, kiedy zdecydowałem się, między innymi, sprzedać dom. Nie chciałem ani dnia dłużej mieszkać w tej dziurze, a dzięki zarobionym pieniądzom mógłbym otworzyć mugolską księgarnię. To byłoby jedyne miejsce, gdzie mógłbym pracować, nie będąc dyskryminowanym z powodu mojej sytuacji.

Kiedy wróciłem do Londynu, na długo wcześniej zanim złożyłem Dumbledore'owi szczegółowy raport, zamieściłem w dzienniku ogłoszenie o sprzedaży domu i, wiedziony przez nieubłagany los, wynająłem małe mieszkanko w centrum Londynu. Budynek otoczony był przez inne, zbudowane w tym samym starym stylu. Miał duży taras z widokiem na mały placyk. Byłem zmęczony. Nawet nie rozpakowałem walizek, tylko otworzyłem drzwi balkonowe, wyciągnąłem jedno pudło z bagażem i usiadłem, aby obserwować zabawę jakichś dzieciaków. Najwyższy z nich biegł za dziewczynką w różowej czapce. Uśmiechnąłem się widząc tę ironiczną sytuację.

Nie wiem, ile czasu minęło, ale czułem, że polubiłem to miejsce. Patrzyłem na świecący księżyc, jak tworzył na placu srebrną drogę. Tak mijały mi godziny. Rozkoszując się nowym mieszkaniem, w końcu poczułem się jak w domu, ale jej wciąż mi brakowało. Poza tym powinienem był być szczery. Powodem, dla jakiego powziąłem tę decyzję, było pokazanie jej, że zmęczyło mnie już użalanie się nad sobą i że nie jestem już tchórzem oraz że odważyłem się coś zrobić. Od tego niemego pożegnania nie mogłem spać, ale tej nocy zamieniłem się w pana własnych snów i moich prywatnych fantazji.

Pierwszym, co zrobiłem po przebudzeniu, było złożenie wizyty Dumbledore'owi, aby poinformować go o przebiegu misji. Ubrałem mugolskie jeansy, coś czego nigdy nie robiłem, bo byłem przyzwyczajony do ubioru czarodziejów, ale gdybym ubrał szatę, zwracałbym uwagę swoich sąsiadów. Najrozważniej było nie rzucać się w oczy, a najlepszym na to sposobem było ubrać jeansy, buty i koszulę. Droga minęła mi na rozmyślaniu i analizowaniu wszystkich możliwości ponownego zobaczenia Tonks. Rozważałem je błagałe o tę, która wydawała mi się najlepsza: żeby Tonks była z Dumbledore'em w Kwaterze.

Przyspieszyłem kroku, chcąc jak najszybciej ją zobaczyć. Już wystarczająco długo nie widziałem jej uśmiechu, a wspomnienie jej łez wciąż ciążyło mi w piersi. Wchodząc do Kwatery, otworzyłem drzwi z nieco większą siłą niż było to potrzebne, wyciągając je z zawiasów. Zawstydzony, spojrzałem po wszystkich, którzy byli w przedsionku. Molly, która stała najbliżej, podeszła do mnie z uśmiechem i nie przywiązując do tego wagi, jednym ruchem naprawiła drzwi. Wszedłem ze spuszczoną głową i, wciąż zawstydzony, pozdrowiłem kobiety i uścisnąłem dłonie mężczyznom. Spytałem o Dumbledore'a i powiedziano mi, że jest w kuchni razem z kilkoma członkami Zakonu. Pospieszyłem więc, bo razem z dyrektorem była ona. Kiedy wszedłem do kuchni zobaczyłem, że siedziała prosto, dokładnie na wprost drzwi. Zobaczyłem mały fragment nogi. Nigdy wcześniej nie widziałem jej w spódnicy, to było do niej niepodobne. Pragnienie zawładnęło mną w momencie. Wyobraziłem sobie jej uśmiech, przeznaczony dla mnie. Ręce zaczęły mi się pocić, kolana zmiękły… ta dziewczyna miała nade mną niepojętą władzę, ale to nie był odpowiedni moment, żeby osłabnąć jak jakiś młokos… zaśmiałem się, bo właśnie tak się czułem: jak kompletnie zakochany wyrostek. Odetchnąłem głęboko i chrząknąłem, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Nie mogłem dłużej patrzeć w jej kierunku, bo gdybym spojrzał jej w oczy, mógłbym całkiem stracić rozum. Wręczyłem papiery Dumbledore'owi i krótko streściłem to, co było napisane w raporcie. Albus uśmiechnął się do mnie, przyprawiając mnie o rumieniec. Byłem pewien, że dyrektor już mnie przejrzał.

- Właśnie o tobie rozmawialiśmy, Lupin – powiedział Albus.

Spojrzałem na niego, marszcząc brwi, bo nie byłem pewien, o czym mówił.

- Szukamy ochotników do jednej misji, Remusie – wyjaśnił Szalonooki.

Jego oko zaczęło wirować w poszukiwaniu śmierciożerców.

- Możecie na mnie liczyć – powiedziałem zdecydowanie. Domyślałem się, że jeśli Tonks tu jest, to znaczy, że ona również uczestniczy w tej misji, więc nie chciałem stracić okazji do spędzenia z nią więcej czasu.

- Wszystko więc gotowe – orzekł Szalonooki z miną, która miała być uśmiechem, ale z powodu licznych blizn na twarzy, wyszedł mu jedynie grymas. Kilka sekund później dodał jeszcze – Tonks będzie z tobą współpracować, Remusie. Ona wytłumaczy ci szczegóły.

Skinąłem głowa, starając się nie uśmiechać. To był mój szczęśliwy dzień, wszyscy święci magowie i czarownice były po mojej stronie, wszyscy chcieli bym odzyskał to, co mi się należało i nie wątpiłem, że tym razem zrobię wszystko, żeby pokazać Tonks, że ją kocham i że nie będę już czekał do następnego życia, żeby z nią być. To w tym życiu powinniśmy być razem… I zrobię wszystko, aby każde następne również spędzić razem. Tym razem nie stchórzę. Z uporem będę walczył o szczęśliwe życie i nikt ani nic mnie nie zatrzyma… Tym razem to ja postawię ją między młotem a kowadłem, to ja zaryzykuję.