W drodze powrotnej do domów głównie milczymy. Mercedes i Rachel wymieniają kilka uwag na temat szkoły i pogody oraz dzielą się kilkoma najświeższymi plotkami, ale poza tym panuje cisza przerywana jedynie odgłosami przejeżdżających samochodów i rozmowami innych przechodniów. Najwyraźniej mój podły nastrój udziela się pozostałej dwójce.
Kiedy docieramy do domu Mercedes, która mieszka najbliżej szkoły, wymieniamy pośpieszne, ale serdeczne uściski. Po krótkiej chwili jedna z naszej trójki stoi już przy drzwiach, szukając kluczy. Patrzy jeszcze niepewnie kilka razy w naszym kierunku, jakby zastanawiając się, czy dobrym pomysłem jest zostawiać nas we dwójkę. Wzdycha i kręci głową, zapewne odganiając jakieś niepotrzebne myśli. Jestem niemal całkowicie pewny, że mruczy pod nosem coś o zaufaniu, byciu prawie dorosłym i poradzeniu sobie. Znikna za drzwiami, a ja i Rachel ruszamy dalej.
Wciąż nie możemy przełamać uciążliwej, jednak w żadnym stopniu nie krępującej, ciszy. Zastanawiam się, jak bardzo niestosowne będzie poruszenie tematu Finna. Nie myśląc nad tym dłużej, zaczynam.
-Więc ty i Finn...
-Więc ty i... - Rachel mówi w tej samej sekundzie.
Patrzymy na siebie i uśmiechamy się. W innych okolicznościach, w innym czasie, przed całą historią z Dalton, pewnie tarzalibyśmy się ze śmiechu. Ale oboje nie jesteśmy w najlepszych humorach, więc po prostu uśmiechamy się do siebie.
-Opowiem ci dokładnie, z każdym najmniejszym szczególikiem, co wydarzyło się między mną a Finnem, jeśli ty powiesz mi, co on takiego zrobił. Albo co ty zrobiłeś. Tak w ogóle, to który z was zawinił?
-Rachel...
-Nie, Kurt, nie próbuj się wymigać. Wiem, że coś jest nie tak. Coś jest mocno nie tak. Może uda ci się oszukać rodziców, Finna, może uda ci się oszukać nawet Mercedes, która nigdy nie miała chłopaka. Ale w środku, tam, w głębi serca - położyła środkowy palec na moim mostku i nacisnęła lekko, patrząc mi w oczy - doskonale wiesz, że jestem jedyną osobą, której w tej sytuacji możesz zaufać i która może cię zrozumieć.
Przewracam oczami i wzdycham, tak jak zazwyczaj wszyscy reagują na dramatyczne przemówienia dziewczyny. Czasami zastanawiam się, jakim cudem w ogóle ktokolwiek jest w stanie się z nią przyjaźnić. Jakim cudem JA jestem w stanie się z nią przyjaźnić. Ale prawda jest taka, że akurat teraz ma rację. Zdaje się się, że tylko ona może rozumieć, co czuję.
„Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałem. Nigdy cię nie zostawię. Nigdy cię nie zranię. Kocham cię."
Zamykam oczy, znów próbując zatrzymać potok łez. Czuję słony smak w ustach i już wiem, że znowu się nie udało. Nie zauważam, kiedy ląduję w ramionach przyjaciółki. Po prostu stoimy na środku chodnika, ona próbuje mnie pocieszyć nic nie mówiąc, a mój świat po raz kolejny stracił jakikolwiek sens.
Budzę się kolejnego dnia i przez sekundę wszystko wydaje się być normalne. Jakby wydarzenia ostatnich miesięcy nigdy się nie zdarzyły. Jakbym nie zakochał się w pewnym podłym draniu, który złamał mi serce. Jakbym przez cały ten czas chodził do McKinley, a Chłopak i jego wyznania miłości nie mieli miejsca. Powielam schemat poprzednich dni, kiedy na początku wszystko niby jest w porządku, a potem w ciągu sekundy przypominam sobie te okropne zdarzenia i nie mam siły, żeby chociaż wstać z łóżka.
„Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałem. Nigdy cię nie zostawię. Nigdy cię nie zranię. Kocham cię."
Tak. Jasne.
Z racji tego, iż jest sobota, zamierzam zostać cały dzień w domu, snując się w piżamie jak duch oraz trzymając kawałek pizzy w jednej ręce i paczkę chusteczek w drugiej. Wstaję leniwie z łóżka, nie sprawdzając, która godzina. Wychodzę na korytarz i schodzę na dół.
-Jest tu ktoś? Finn? Carol? Jesteście w domu?
Cisza. Cieszy mnie myśl, że nikt nie będzie mi przeszkadzał w pogrążaniu się w rozpaczy. Mimochodem patrzę na zegar wiszący w salonie. Jestem zszokowany, przyjmując do wiadomości fakt, że jest już południe. Musiałem naprawdę długo spać. Wracam do pokoju z ogromnym zapasem czekolady i ciasteczek Oreo. Nie mogę uwierzyć, co ten Chłopak ze mną zrobił. „Nie dość, że boisz się nawet w myślach wypowiadać Jego imię, to teraz zakopujesz się pod kołdrą z przerażającą ilością węglowodanów, bo za nim tęsknisz? Daj spokój, Kurt. Stać cię na coś lepszego niż to. Nie możesz dać mu wygrać." Niespodziewanie dostaję niesamowitej energii. Nie dam mu tej satysfakcji. Nie będę leżeć bezczynnie i użalać się nad samym sobą. Wstaję szybko z łóżka i spoglądam w lustro. Wyglądam tragicznie. Próbuję ułożyć włosy, ale nic nie pomaga. „Wygląda na to, że muszę wziąć prysznic." Gorąca woda przyjemnie koi nerwy i relaksuje. Zmywa ze mnie wszystkie resztki wspomnień i jakichkolwiek uczuć.
„Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałem. Nigdy cię nie zostawię. Nigdy cię nie zranię. Kocham cię."
Pieprz się, Blaine.
-Powiedziałam mamie, żeby zostawiła moje Barbie w spokoju, wiesz, one też chcą mieć swoje życie. Ale ona upiera się, że jestem już za stara na trzymanie lalek w pokoju. To tak jakbym jej oświadczyła, że jest za stara, żeby mieć mnie w domu - ciągnie Brittany. Santana tylko kiwa głową ze zrozumieniem.
-To, że pewnego dnia będę gwiazdą Broadway'u, jest oczywiście jak najbardziej pewne. Zastanawiam się tylko jaką rolę zagrać jako pierwszą... - rozmyśla Rachel.
-Co to jest Broadway? - pyta Finn.
-Więc podszedłem do niego i mówię „Masz z tym jakiś problem, koleś?" Facet tak uciekał, że tylko się za nim kurzyło - chwali się Puck w rozmowie z Mikiem i Artiem.
Znam ich wszystkich tak dobrze, że to jest prawie niemożliwe. Potrząsam głową, śmiejąc się. To niesamowite, jak bardzo wszyscy zbliżyliśmy się do siebie.
-Proszę pana, mogę...? - podnoszę rękę. Pan Shuester kiwa głową potwierdzająco.
Wychodzę na środek.
-Bez zbędnych wstępów, chciałem tylko powiedzieć, że ostatnio byłem dość, hm, szorstki i nieprzyjemny dla niektórych moich przyjaciół - szybki rzut okiem na Mercedes - ale już przemyślałem sobie wszystkie sprawy, które zaprzątały mi głowę. No i przepraszam. A teraz... - uśmiecham się i daję znak orkiestrze. Melodia zaczyna cicho rozlewać się po sali. Powoli wciągam powietrze do płuc.
-Rip the earth in two with your mind
Seal the urge which ensues with brass wires
I never meant you any harm
But your tears feel warm as they fall on my forearm.
I close my eyes for a while
And force from the world a patient smile
Słyszę pomruki zdziwienia i ekscytacji, kiedy moi koledzy rozpoznają piosenkę. Sam się sobie dziwię. To nie jest dokładnie rodzaj muzyki, którego przywykłem słuchać.
-How can you say that your truth is better than ours?
Shoulder to shoulder, now brother, we carry no arms
The blind man sleeps in the doorway, his home
If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won.
Czuję jak pojedyncze łzy spływają po moich policzkach. Oddaję siebie całego w brzmienie piosenki, jakby od tego zależało moje życie.
-But I gave you all
I gave you all.
Oddycham kilka razy głęboko próbując się uspokoić i przecieram oczy.
-Close my eyes for a while
Force from the world a patient smile
But I gave you all
I gave you all
I gave you all
W tym momencie łzy całkowicie zalewają mi oczy, nic już nie widzę, ale śpiewam dalej. Śpiewam i nawet nie fałszuję. Muzyka daje mi siłę. Dźwięki wydobywają się z moich ust przynosząc ukojenie i nadzieję. Nadzieję, że kiedyś serce przestanie boleć, a wspomnienia zblakną i staną się tylko nieprzyjemnym incydentem w przeszłości.
-But you rip it from my hands
And you swear it's all gone
And you rip out all I have
Just to say that you've won.
And you rip it from my hands
And you swear it's all gone
And you rip out all I have
Just to say that you've won.
Well now you've won
But I gave you all.
Melodia cicho dobiega końca. Przecieram rękami oczy, chcąc pozbyć się łez. Przegapiam moment, w którym Mercedes i Rachel zbliżają się, by mnie przytulić. Zastanawiam się, ile razy w ciągu ostatnich dni to robiły. Niezliczone ilości razy. Reszta moich przyjaciół siedzi w osłupieniu. Mają szeroko otwarte oczy i wyglądają, jakby nie wiedzieli, co powiedzieć.
-Kurt - mówi cicho pan Shuester - cieszymy się, że do nas wróciłeś.
Wszyscy wychodzimy z sali, weseli i w dobych nastrojach, niemalże podskakując. Dzięki końcowi męczących lekcji każdy czuje ulgę i wolność. Wymieniamy kilka komenatarzy dotyczących dzisiejszego dnia, umawiamy się na wieczór. Nagle słyszę, jak ktoś krzyczy moje imię.
-Kurt! Kurt! Hej, Kurt!
Odwracam się szybko z uśmiechem na twarzy, nie zastanawiając się, kto może mnie wołać.
Moje serce przestaje bić i zapominam jak się oddycha, kiedy na końcu korytarza widzę Blaine'a.
