Budzę się, a raczej wstaję - nie mogłem spać całą noc - jak tylko za oknem widzę pierwsze promienie słońca. Natychmiast wyskakuję z łóżka i zaczynam planować dzisiejszy strój. Chcę wyjść z domu zanim Burt i Carol się obudzą. Przeraża mnie myśl, że musiałbym znieść ich pytania dotyczące wczorajszego wieczoru - jeśli słyszeli naszą rozmowę, na pewno nie omieszkają zapytać, o co dokładnie chodziło.
Po chwili jestem już ubrany, więc cicho zbiegam na dół po schodach, nie chcąc nikogo obudzić. W kuchni spotykam kubek, który Finn zostawił na blacie po wczorajszej, niemal już tradycyjnej, porcji ciepłego mleka. Chowam go więc do zmywarki i zabieram się za przygotowanie śniadania. Stwierdzam, że jest za wcześnie na kawę, więc zamiast niej wybieram sok grejpfrutowy. Śniadanie pochłaniam w zastraszająco krótkim czasie. Naprawdę chcę jak najszybciej wyjść z domu. Na ramiona w pośpiechu narzucam kurtkę, biorę klucze i otwieram drzwi. Tam czeka na mnie pierwsza tego dnia niespodzianka - Blaine. Siedzi na schodach przed domem i gra cicho na gitarze. Przez chwilę po prostu stoję w drzwiach i patrzę na niego, zszokowany. Nie może mnie zobaczyć, bo siedzi tyłem i przez swój śpiew nie słyszał jak wyszedłem. Przysłuchuję się dokładniej piosence.
-If I stand all alone, will the shadow hide the color of my heart;
blue for the tears, black for the night's fears.
Zdaję sobie sprawę, że sytuacja zaczyna robić się nieco dziwna. Kaszlę cicho, by dać mu znać, że podsłuchuję. Odwraca szybko głowę, zdezorientowany. Wydaje się być zmieszany moją obecnością.
-O, Kurt. Cześć. Czekałem na ciebie.
-Domyśliłem się. No i cześć. Siedzisz tutaj tak całą noc? - pytam, wskazując na schody. Wygląda na zmęczonego. Czy może raczej smutnego? Trudno mi ocenić jego humor.
-Na początku miałem taki zamiar - wzdycha. Zaskoczył mnie. Nie spodziewałem się, że naprawdę zamierzał spędzić całą noc w moim ogrodzie. - Ale stwierdziłem, że nie chcę cię wystraszyć, jak już się spotkamy. Rozumiesz, nie spać całą noc i śpiewać ballady pod twoim oknem to dość wyczerpujące zajęcie. Pewnie wyglądałbym jak upiór. - Uśmiecham się. - Więc około trzeciej nad ranem wróciłem do siebie, żeby wziąć prysznic i załatwić inne błahe sprawy, a potem znowu przyszedłem.
-Ale dlaczego chciałeś śpiewać mi miłosne piosenki przez całą noc? - pytam. Lekceważę fakt, że dla mnie się tak męczył.
-Kocham cię.
Wzdycham. Nie sądziłem, że tak trudno będzie go spławić. Ciągłe zapewnienia o stałości jego uczuć stawały się już trochę męczące, jednak nie mogę zaprzeczyć, że powoli przynosiły skutek. Blaine wstaje ze schodka i robi kilka kroków w moim kierunku.
-Słuchaj, Kurt... Wiem, że to, co zrobiłem było naprawdę okropne...
-Co ty nie powiesz - wtrącam.
-Daj mi mówić - prosi. - I wiem, że cię to zabolało. Ale przepraszam. Naprawdę przepraszam. Jeśli dasz mi jeszcze jedną, ostatnią szansę, już nigdy cię nie zranię. Nigdy cię nie zostawię. Kocham cię, Kurt, kocham cię takim jakim jesteś i chcę już zawsze być z tobą.
Te słowa brzmią znajomo.
„Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałem. Nigdy cię nie zostawię. Nigdy cię nie zranię. Kocham cię."
Łzy cisną mi się do oczu i czuję, jakby serce rozpadło mi się na dwie części. Jedna z nich rozpaczliwie chce, żebym mu wybaczył, rzucił się w jego ramiona i pozwolił po prostu być kochanym. Ale druga podpowiada bardziej racjonalnie - kategorycznie zabrania mi wybaczyć Blaine'owi, jeśli nie chcę, by z dwóch części nagle zrobiło się tysiąc.
-Nie, Blaine. Już mówiłeś mi coś takiego. „Nigdy cię nie zranię." Pamiętasz? Nie mogę ci znowu zaufać. Obiecałeś, że mnie nie skrzywdzisz i to właśnie zrobiłeś.
Na jego twarzy widzę powiększający się ból z każdym moim wypowiedzianym słowem. Staram się nie myśleć, że to, co błyszczy na jego pięknych, gęstych rzęsach, to łzy. Przez krótki moment chcę powiedzieć, że to nie szkodzi, że mu wybaczę.
„Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałem. Nigdy cię nie zostawię. Nigdy cię nie zranię. Kocham cię."
-Przepraszam, ja... - odwracam się i odchodzę szybko. To oczywiście nie ma sensu, bo jesteśmy na moim podwórku, więc za chwilę chłopak mnie dogania.
-Kurt, wybacz mi. Naprawdę cię kochałem. Kocham cię nadal. Ile razy mam to powtarzać, żebyś mi uwierzył? Mam zagrać? - powiedział, wskazując na gitarę, którą ciągle trzymał w ręce. - Mogę zagrać i zaśpiewać cokolwiek.
-I tu tkwi problem, Blaine! „Kocham cię"! Powtarzałeś to tak wiele razy, że teraz już nie wiem, kiedy naprawdę te słowa coś znaczyły, a kiedy po prostu chciałeś zapomnieć o Matthew!
Ból malujący się na jego twarzy jest nie do zniesienia. Zamykam oczy, bo nie chcę już dłużej patrzeć na jego cierpienie. Nie wtedy, gdy ciągle go kocham.
No i proszę, przyznałem się. Kocham go. Nieważne, jak bardzo mnie zranił, wykorzystując tylko po to, by wyleczyć własne złamane serce. Kocham go. Kocham go odkąd pierwszy raz się spotkalismy i tak już zostanie. Nagle słyszę ciche dźwięki gitary i Blaine zaczyna śpiewać.
-I can tell by your eyes that you've probably been cryin' forever,
and the stars in the sky don't mean nothin' to you, they're a mirror.
Patrzy na mnie niepewnie i w jego oczach znów widzę żal i smutek. Znam tą piosenkę. Jest to kawałek, który chłopak śpiewał wcześniej, czekając na mnie. Umiem tekst i wiem, że teraz moja kolej na śpiewanie.
-I don't want to talk about it, how you broke my heart.
If I stay here just a little bit longer,
If I stay here, won't you listen to my heart, my heart?
Patrzę na niego z gorzkim wyrazem twarzy. Tekst tak idealnie pasuje do naszej sytuacji, że wydaje się to aż niemożliwe. Jakby piosenka była napisana specjalnie dla nas.
-If I stand all alone, will the shadow hide the color of my heart;
blue for the tears, black for the night's fears.
The stars in the sky don't mean nothin' to you, they're a mirror.
Przychodzi moja kolej. Zdaję sobie sprawę, jak łatwo wciągnął mnie w duet. Znowu zaczynając swoją część, patrzę prosto w oczy Blaine'a. Przypominam sobie wszystkie te momenty, kiedy śpiewaliśmy razem, a było ich naprawdę sporo. Po raz kolejny zastanawiam się, jak duże szanse ma nasz związek. Najwidoczniej miłość nie wystarcza, by być zdolnym do związania się z kimś.
-I don't want to talk about it, how you broke my heart.
If I stay here just a little bit longer,
If I stay here, won't you listen to my heart, my heart?
I don't want to talk about it, how you broke this ol' heart.
Pod koniec utworu Blaine dołącza się do mnie i wspólnie śpiewamy końcówkę piosenki. Jakimś cudem powstrzymuję się, by nie podejść bliżej niego i złapać go za rękę. Nie chcę wysyłać sprzecznych sygnałów.
-If I stay here just a little bit longer,
If I stay here, won't you listen to my heart, my heart?
My heart.
Chłopak opuszcza gitarę i ze zmieszaniem patrzy mi w oczy. Przygryza wargę, zastanawiając się nad tym, co powiedzieć.
-Tak, to prawda. Na początku, kiedy się poznaliśmy, chciałem tylko kogoś, kto odciągnąłby moje myśli od Matta. Było mi obojętne, kim będzie ta osoba. Padło na ciebie. Ale potem zaczęliśmy spędzać więcej czasu i naprawdę się w tobie zakochałem. Kurt, musisz mi uwierzyć. Kocham cię, zależy mi na tobie. Pozwól mi odbudować zaufanie, daj mi chociaż szansę. Spróbuj. - Coś w jego oczach zmusza mnie do pójścia za głosem pierwszej części mojego serca. Zerkam na zegarek, sprawdzając, ile czasu zostało do rozpoczęcia lekcji.
-Chodźmy na kawę - proponuję. Nie zamierzam mu jeszcze wybaczyć, ale na razie spróbować dać szansę. Zasługuje chociaż na to.
Uśmiech i ulga na jego twarzy są najpiękniejszymi rzeczami, jakie zobaczyłem tego dnia.
Siedzimy w kawiarni, rozmowa niby toczy się bez problemów, jednak oddziela nas mur tak wysoki, że nie jesteśmy w stanie go przeskoczyć. Rozmawiamy o błahostkach - o pogodzie, wydarzeniach ostatnich dni, filmach, które niedawno weszły do kin. Starannie omijamy temat Matthew i wydarzeń związanych z jego osobą.
Wdycham głęboko. Cała ta sprawa „przebaczenia i dania drugiej szansy" zdaje się mnie przerastać. Ale coś w środku nie pozwala mi się poddać. Chcę dać nam szansę. Może to głupie - ja jestem zraniony, jemu zależy cokolwiek za bardzo, ale naprawdę jakaś mała część mnie chce spróbować.
-Coś nie tak? - pyta. Zauważa moje wahanie.
-Blaine... a co, jeśli nie będę w stanie zapomnieć? Co, jeśli ja zrobię ci to samo, co ty zrobiłeś mi? Co, jeśli ja cię skrzywdzę?
Patrzy na mnie niezrozumiale.
-Jak to mnie skrzywdzisz?
-Jeśli nie będę w stanie ci wybaczyć i, dajmy na to, zakocham się... w kimś innym.
-Kurt, ja pierwszy złamałem ci serce. Nie przejmuj się, jeśli przy całym tym „próbowaniu" nieźle mi się oberwie. Zasługuję na to. Nie miałem nawet najmniejszej nadziei, że uda mi się namówić ciebie do dania mi szansy. Nie przejmuj się mną. To ja powinienem cierpieć - marszczy czoło, a potem uśmiecha się niepewnie.
Chcę spróbować.
Wychodząc z kawiarni, żegnamy się może nie oschle, ale i nie tak, jak mieliśmy w zwyczaju się żegnać. Zwykle nie mogliśmy się rozstać, zawsze było tyle tematów do obgadania. Mam nadzieję, że kiedyś odzyskamy tą więź.
Nadchodzi weekend, na który czekałem przez cały tydzień. Szkoła stała się strasznie męcząca ostatnimi dniami. Ja, Rachel i Mercedes pod wpływem emocji postanowiliśmy urządzić kolejne piżama party, tym razem w domu murzynki. Zamierzam opowiedzieć im całą historię związaną z Mattem i Blainem. Uważam, że skoro zdecydowałem spróbować wybaczyć chłopakowi, moje przyjaciółki powinny być w pełni wtajemniczone, w razie jeśli znowu potrzebowałbym pocieszenia. Tym bardziej, że bardzo długo trzymałem je w niepewności. Doceniam to, że nie naciskały, ale nadszedł czas, w którym naprawdę muszą znać całą prawdę. Nie zamierzam niczego przed nimi ukrywać - same fakty.
-Więc po co to całe zwoływanie piżama party w trybie ekspresowym, tak nagle? - pyta Rachel.
-Nagle? - oburzam się. - Po prostu chciałem z wami spędzić weekend. To tyle.
-Aha. Oczywiście - mówi sarkastycznie Mercedes.
Siedzimy na jej łóżku i jemy pizzę, a z głośników lecą piosenki naszych ulubionych wykonawców. Czekałem na odpowiedni moment, by podjąć temat Blaine'a, a okazuje się, że Rachel mi to bardzo ułatwia.
-No dobra, poddaję się. Rozgryzłyście mnie. Więc wiecie, że ja i Blaine byliśmy jakby parą, gdy chodziłem do Dalton... - zaczynam.
-"Jakby parą"? Byliście totalnie w sobie zakochani. Nawet nie odrywaliście od siebie wzroku! „Jakby para" to stanowczo za mało powiedziane - uściśla Mercedes. Rzucam jej pełne irytacji spojrzenie.
-No właśnie. I wiecie też, że coś się między nami zmieniło. Blaine mnie zranił i nie mogłem z nim dłużej być.
-To wiemy, kontynuuj - pogania Rachel i wymienia z Mercedes ciekawskie spojrzenie.
-Więc ostatnio spędzałem trochę czasu z Blainem...
-Co? Rozmawiałeś z nim i nam nie powiedziałeś? - pyta zdziwiona Mercedes. - Kurt, trzeba było od razu nas poinformować. Może nie znamy szczegółów sprawy, ale takie rzeczy powinnyśmy wiedzieć - udaje naburmuszoną.
-No to już wiecie - ucinam niecierpliwie. Stresuję się przed opowiedzeniem im całej historii i takie uwagi tylko pogarszają sytuację. - Kontynuując, ostatnio spędzaliśmy razem trochę czasu. Blaine błagał mnie, żebym spróbował mu wybaczyć i dał mu szansę na odzyskanie mojego zaufania.
-Oczywiście się nie zgodziłeś? - wcina się Rachel. Jestem zdezorientowany.
-Ja... dlaczego nie? Warto spróbować - bronię się.
-Kurt! Tak nie można! Nawet jeśli nie wiemy, co on ci zrobił...
-Właśnie do tego zmierzam, Rachel.
- ...to i tak uważamy, że nie powinieneć był mu znowu zaufać - kończy Mercedes. Grymas na jej twarzy oznacza coś pomiędzy troską a niezrozumieniem.
-Dajcie mi dokończyć. Nie znacie nawet całej historii - zauważam, lekko zdenerwowany. Obie już się nie odzywają. - Więc, pewnego dnia przed próbą The Warblers, chciałem sobie pośpiewać, ot tak, dla siebie. Udałem się wcześniej do naszej sali prób, ale zanim do niej wszedłem, usłyszałem, że ktoś jest w środku - przygryzam wargę. - Nie wiem dlaczego postanowiłem podsłuchać, o czym rozmawiają owe bliżej niezidentyfikowane postacie - zarumieniam się trochę ze wstydu. - Gdy wyłapałem kilka razy imię moje i Blaine'a zrobiłem się naprawdę ciekawy, ale chłopcy rozmawiali zbyt cicho, żebym mógł usłyszeć dokładnie. Kiedy udało mi się ich rozpoznać - okazało się, że byli to Wes i David - zdecydowałem, że bez problemu mogę ich po prostu spytać, o co chodzi. W końcu mieliśmy dość dobry kontakt. Wszedłem do środka, a oni ucichli. Nie domyślili się, że ich podsłuchiwałem. Spytałem więc, o czym rozmawiali, na co zarumienili się i odburknęli coś o szkole. Coraz bardziej ciekawy, zacząłem przesłuchiwanie. Szybko wpadłem na trop poprzedniego chłopaka Blaine'a. Nie musiałem długo błagać ich o ujawnienie szczegółów tego związku. Wtedy pierwszy raz usłyszałem więcej o Matthew - Blaine oczywiście rzadko kiedy o nim nie wspomniał. Wiedziałem tylko, że nie byłem jego pierwszym chłopakiem. Nie przeszkadzało mi to. Ale jako dobrzy przyjaciele, Wes i David nie chcieli mi za dużo wyjawić - wzdycham. - Dowiedziałem się głównie tego, że jako para, Blaine i Matt byli ze sobą bardzo blisko. Nie chciałem znać więcej szczegółów dotyczących ich miłości. Nie pragnąłem wiedzieć, jak się poznali i w jaki sposób spędzali wspólnie czas. Chciałem tylko poznać powód, dla którego zerwali. Nie wiem, dlaczego tak mnie to intrygowało. Zrobiłem małe śledztwo. Kilka osób puściło farbę i okazało się, że chłopak grał na perkusji w pewnym zespole. Otrzymali propozycję nagrania płyty i wyruszenia w międzynarodową trasę koncertową. Matthew rzucił szkołę, kiedy wraz z pozostałymi członkami zdecydował się przyjąć ofertę. Wyjechał bez słowa pożegnania. Blaine próbował dodzwonić się do niego miesiącami, szukał przeróżnych sposobów kontaktu. Na marne. Z niewiadomych powodów chłopak nie chciał mieć więcej z nim nic wspólnego. Chyba zaczął nowe życie gwiazdy rocka czy coś w tym stylu - wzruszam ramionami. - Po tak bolesnym zerwaniu Blaine był bardzo zdołowany. Przez tygodnie nie mógł się pozbierać. Dowiedziałem się nawet, że przez miesiąc nie chodził do Dalton. Podobno opuścił granice stanu, możliwe, że udał się do Californii. Nie wiem, co tam robił i z kim. Jednak wrócił do szkoły. Kiedy przeszedł przez etap „chcę-umrzeć-dajcie-mi-spokój", chciał znaleźć sobie kogoś tylko na pocieszenie - wzdycham głęboko i przewracam oczami. - Wtedy napatoczyłem się ja. Ale dla mnie wszystko było pięknie i kolorowo. Chciałem, żeby było tak zawsze. No i chyba wracamy do punktu wyjścia - dowiedziałem się o historii Matta i powodzie, dla którego Blaine się mną zainteresował. Nie mogłem mu wybaczyć. Mimo iż go kochałem - chyba nadal go kocham - nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie o tym zapomnieć. Upokorzył mnie przed wszystkimi uczniami Dalton, bo oczywiście każdy z nich znał historię największej miłości w historii szkoły, historię Matthew i Blaine'a. Potrafię sobie wyobrazić, jak wszyscy naśmiewali się ze mnie za moimi plecami. A ja nie miałem o tym zielonego pojęcia. Ale oczywiście najgorsze jest to, że Blaine mnie wykorzystał. Tak naprawdę go nie interesowałem. Okazał się być kompletnym egoistą - kończę.
Dziewczyny siedzą jak zamurowane. Widzę, jak Rachel ukradkiem ociera łzę, a Mercedes pociąga nosem. Podnoszę rękę do twarzy i czuję, że jest cała mokra. Nie zauważyłem, kiedy emocje stały się zbyt przytłaczające i kiedy znowu zacząłem płakać. Rachel podaje mi pudełko chusteczek. Wyciągam jedną i ocieram policzki. Po długiej chwili ciszy, Rachel zabiera głos.
-Kto chce wysłuchać mojej teorii „Jak Rachel Berry zostanie gwiazdą Broadway'u"! - proponuje z udawanym entuzjazmem dziewczyna. Wraz z Mercedes wybuchamy śmiechem i droczymy się krótko z przyjaciółką. Po chwili decydujemy się jednak na oglądnięcie naszego ulubionego filmu. Siadamy w trójkę przed telewizorem, przykryci kocami i z miskami pełnymi popcornu.
Jest to dokładnie to, czego potrzebuję dzisiejszego wieczora - odciągnięcie uwagi od wspomnień i rozważań.
Rankiem nienawidzę samego siebie. Jakim cudem znowu nie opowiedziałem im wszystkiego? Dlaczego staram się bronić Blaine'a? Czyżby moja miłość była aż tak ślepa? Praktycznie uciekam z domu Mercedes. Czuję się winny - jakby dziewczyny mogły czytać mi w myślach i wiedziały, że nie powiedziałem im całej prawdy. Tłumacząc się obowiązkami w domu, szybko żegnam się i wychodzę. Gdy tylko znajduję się poza zasięgiem wzroku i słuchu przyjaciółek, sprawdzam, czy nie mam nowych wiadomości w telefonie. Ku mojemu zdziwieniu, na ekranie nie wyświetlają się żadne informacje o nieodebranych połączeniach lub nieprzeczytanych wiadomościach. Wzdycham, rozczarowany. Ciągle trzymając komórkę w dłoni, nie patrzę, dokąd idę. Wlepiam oczy w telefon, jakby chcąc sprowokować go do odebrania sms'a od Blaine'a. Nagle na drodze napotykam przeszkodę - wpadam na kogoś, kto idzie z naprzeciwka. Wyrwany z rozmyślań mamroczę coś niewyraźnie, nawet nie zwracając uwagi na osobę.
-Wszystko w porządku? - pyta cicho delikatnym, melodyjnym głosem.
Zainteresowany i mile zaskoczony, podnoszę głowę znad telefonu. Mój wzrok napotyka chłopaka mniej więcej w tym samym wieku, co ja, o pięknych, ciemnozielonych oczach, które okalają długie, gęste rzęsy. Jasnokasztanowe loczki opadają mu uroczo na czoło, przysłaniając nieco powieki. Jest wyższy ode mnie o głowę. Uśmiecha się lekko i zauważam rząd prostych, białych zębów. Jego ubiór bardzo mi się podoba. Ma na sobie grafitową marynarkę, a pod nią T-shirt w biało-czarne pasy. Do tego ubrał ciemne, obcisłe rurki i czerwone trampki. Na ramieniu zawieszoną ma czarną listonoszkę. Unoszę brwi i odwzajemniam uśmiech.
-Tak, jak najbardziej w porządku - potwierdzam. Wydaje śmieszny, cichy dźwięk, jakby stłumiony chichot. - Przepraszam za tamto.
-Nieważne. Czyją wiadomość tak uważnie studiowałeś? Jeśli można wiedzieć - mruga jednym okiem. - Tak w ogóle mam na imię Jared - przedstawia się.
-Niczyją, właściwie. W tym problem - marszczę czoło. - Jestem Kurt. Miło mi cię poznać - wyciągam do niego rękę, a on potrząsa nią lekko.
-Kurt? Jak Kurt Cobain? Jesteś fanem Nirvany? - otwiera szeroko oczy z ekscytacji.
-Nie, niezupełnie. Nie mój rodzaj muzyki. Strzelam, że w przeciwieństwie do ciebie - śmieję się.
-Zgadłeś. Uwielbiam Nirvanę. No i wiele innych rockowych zespołów, głównie brytyjskich. Chociaż amerykańskie też są świetne. Na przykład Kings of Leon czy 30 Seconds to Mars. To jedne z licznych teraźniejszych kapel, które uwielbiam.
-Zaczekaj... czy do obu tych zespołów nie należą faceci o imieniach „Jared"? - zauważam ze śmiechem.
-Tak, to jest najzabawniejsze, jeśli o mnie chodzi - uśmiecha się jeszcze szerzej. Przyglądam mu się uważnie. - Słuchaj, Kurt - nachyla się nade mną i łapie za ramię. Gwałtowność jego ruchów trochę mnie onieśmiela. - Świetnie mi się z tobą rozmawia. Chciałbyś czasem, może, no nie wiem - kładzie rękę na szyi i szybko pociera sobie kark, marszcząc przy tym czoło. Zauważam, że wygląda słodko, kiedy się denerwuje. - wyjść do kina czy gdzieś? - kończy pytanie nieśmiało. W środku krzyczę z radości, jednak na zewnątrz muszę się opanować.
-To bardzo miłe z twojej strony, Jared. Z chęcią bym się zgodził, ale jestem teraz w dość dziwnej sytuacji i sam nie wiem co z tym całym bałaganiem zrobić - ekscytacja i nieśmiałość malujące się na jego twarzy z wolna ustępują rozczarowaniu. - Naprawdę przepraszam - czuję się potwornie, musząc mu odmówić. Właściwie nie uzgadniałem z Blainem żadnych szczegółów relacji, które nas teraz łączyły, ale czułem, że byłoby to nie fair i wobec niego, i wobec Jareda.
-Oh... okej. Rozumiem - kiwa powoli głową. - Więc... mógłbym dać ci mój numer i kiedy już posprzątasz ten bałagan i gdybyś chciał gdzieś wyjść, po prostu do mnie zadzwonisz. Dobrze?
Taki układ wydaje się być jak najbardziej w porządku. Chłopak uśmiecha się szeroko i wymieniamy numery telefonów. Rozmawiamy jeszcze trochę i po chwili żegnamy się serdecznie.
Dochodząc do domu, pod drzwiami spotykam nikogo innego, niż czekającego na mnie Blaine'a.
