Od razu zapraszam Blaine'a do środka, po czym okazuje się, że przyszedł umówić się ze mną.

- Skoro mamy próbować odbudować nasz związek, chyba musimy zacząć się spotykać, nie uważasz? - pyta z uśmiechem.

- No tak, masz rację - odpowiadam, chichocząc. Po spotkaniu Jareda jestem w nadzwyczaj dobrym humorze. Blaine przygląda mi się zaciekawiony. Marszczy zabawnie czoło, zapewne zastanawiając się, czy spytać o co chodzi.

- Jesteś bardzo wesoły. Coś się stało? - pyta niepewnie.

- Ah, nic takiego - szybko zastanawiam się, czy powiedzieć mu o moim spotkaniu z chłopakiem. - Po prostu spędziłem wczoraj świetny wieczór z dziewczynami.

- Rachel i Mercedes - bardziej stwierdza, niż pyta. Kiwam powoli głową. - Co u nich słychać? Dawno się nie widzieliśmy.

- Dobrze. - Zastanawiam się, co by powiedział o ich wczorajszej reakcji na fakt, że znowu się z nim spotykam. Szybko szukam jakiegoś neutralnego faktu, o którym się niedawno dowiedziałem. - Rachel podobno ma nowego chłopaka, ale na razie nikomu z nas go nie przedstawiła.

- Serio? To... ciekawe - komentuje niepewnie. Przypomina mi się pewna nieszczęsna impreza, na której Blaine i Rachel cokolwiek za bardzo się do siebie zbliżyli, śpiewając razem duety, całując się i flirtując, a ja siedziałem sam, obserwując przebieg wydarzeń ze złamanym sercem. Te czasy wydawały się tak odległe, jakbym przeżywał je w innym wcieleniu.

Czuję, jak mój telefon wibruje w kieszeni, więc sięgam po niego. Patrząc na wyświetlające się na ekranie imię, unoszę brwi ze zdziwienia. Blaine zerka na mnie ciekawie, ale ja tylko kiwam głową przecząco. Naciskam zieloną słuchawkę.

- Cześć, Puck. Co u ciebie? - bawię się nerwowo kluczami do drzwi wejściowych, które nadal trzymam w ręce. Zaciskam rękę na breloku w kształcie litery „B". Mam nadzieję, że Blaine nie zauważy, że dalej noszę ten mały prezent od niego przy sobie.

- Siemasz, Kurt. Sorry, ale nie dzwonię, żeby pogadać o nowej kolekcji Marca Jansona. - Wydaję z siebie ciche prychnięcie.

- Więc po co? - pytam.

- Jedno słowo - impreza.

- Co „impreza"? - otwieram szeroko oczy. Czyżby Puckerman miał telepatyczne zdolności do czytania mi w myślach? I to z dystansu?

- Impreza urodzinowa dla Finna. Nie pamiętasz, że za tydzień o tej porze twój brat będzie już mieć 17 lat?

Moja ręka w ekspresowym tempie wędruje do czoła. Przez całe to zamieszanie z powrotem Blaine'a urodziny Finna całkiem wypadły mi z głowy.

- Kompletnie zapomniałem! Co teraz zrobimy? - panikuję.

- Nie wyraziłem się jeszcze wystarczająco jasno? Organizujemy IM-PRE-ZĘ. W waszym domu. Za tydzień. Skombinuję coś mocniejszego do picia.

- Chyba nikt nie będzie mieć nic przeciwko - wsruszam ramionami. - Zaczekaj, kogo zapraszamy?

- Wszystkich z chóru, oczywiście, no i może kilku znajomych z drużyny footballowej? - proponuje chłopak. Klucze wypadają mi z ręki i nieprzyjemny dźwięk metalu uderzającego o blat kuchni rozchodzi się po pokoju. Wzdrygam się, sam nie wiedząc, czy to reakcja na uciążliwy dźwięk, czy wspomnienie mojego byłego prześladowcy.

- Drużyna footballowa? Masz na myśli także Karofskiego? - pytam podejrzliwie.

Blaine otwiera szeroko oczy i znowu posyła mi ciekawskie spojrzenie. Lekceważę go.

- Ale ty chyba go nie chcesz? Jeśli będzie ci przeszkadzać, nie mam zamiaru go zapraszać. Poza tym, to bardziej twoja impreza niż moja - upokaja mnie szybko. Podnoszę klucze z blatu i przyglądam się uważniej breloczkowi. Jest już trochę zniszczony. Na brzuszkach litery widać małe zarysowania, jednak dalej ma w sobie pewien urok, którym oczarował mnie, jak go dostałem. Jest jakby symbolem miłości Blaine'a - zawsze wiernie mi towarzyszy, bo nigdy nie odpiąłem go od kluczy. Zawsze, gdy na niego patrzę, przypominają mi się liczne chwile, które spędziliśmy wspólnie i tym samym wiem, że Blaine o mnie myślał. Myśli. Cholera, jakiego czasu użyć w tym wypadku?

- Jeśli nie będę musiał z nim rozmawiać, to chyba może przyjść... - kończę moje rozmyślania. Odkąd wróciłem do McKinley, Karofsky ani razu nie powiedział nic obraźliwego na mój temat. Spotykałem go czasami na korytarzu, ale oprócz spojrzeń i krótkiego „cześć" (chociaż nawet samo przywitanie było dziwne - zachowywał się tak, jakby tamte lata, kiedy się nade mną znęcał, nigdy nie miały miejsca. Chyba naprawdę się zmienił i żałował) nic więcej się między nami nie wydarzyło.

- Odlot. No to do zobaczenia, Hummel.

- Do zobaczenia w szkole - żegnam się, wzdychając głęboko.

Odkładam telefon na blat w kuchni i podnoszę wzrok na Blaine'a. Jego wyraz twarzy aż krzyczy o szczegóły. Nie trzymając go dłużej w niepewności, zaczynam wyjaśniać.

- Dzwonił Puck. Organizujemy przyjęcie urodzinowe dla Finna za tydzień w sobotę. Czuj się zaproszony - mrugam do niego.

- Ale co z Karofsky'm? On też przyjdzie? - jego brwi wędrują w górę.

- Skoro on i Finn są razem w drużynie, zakładam, że pewnie tak... - przekrzywiam głowę i mrużę oczy.

- A jak TY się z tym czujesz? - pyta troskliwie.

- Dave się naprawdę zmienił. - Odkładam klucze na stół i podchodzę bliżej Blaine'a - Jak wiesz, jeszcze nie ujawnił się ze swoją orientacją, ale przestał mnie prześladować. Kilka razy był nawet dla mnie miły - Blaine jest pozytywnie zaskoczony - więc jeśli chce przyjść, raczej nie powinienem mieć nic przeciwko.

- W takim razie w porządku - kiwa głową z zamyśleniem. - Z chęcią wpadnę.

Uśmiecham się szeroko.

- W takim razie nie mogę się doczekać.


- Więc, jak wiecie, zawody zbliżają się wielkimi krokami. Zostały nam tylko trzy tygodnie na dokładne opracowanie naszych numerów - ciągnie pan Shue. - Proponuję, żebyśmy dzisiaj na początek zajęli się piosenką Mercedes. - Wzdycham.

Naprawdę, nie mogę zaprzeczyć, że niezmiernie się cieszę, iż moja najlepsza przyjaciółka dostała własną piosenkę na zawody regionalne, chociaż sam liczyłem na jakieś małe solo. Nie mam do niej żadnych pretensji - wręcz przeciwnie, przecież to nie była jej wina, że pan Shuester znowu mnie nie docenia. Ale najwidoczniej nie da się zadowolić wszystkich za jednym razem, prawda? Zastanawiam się, czy Warblersi dalej biorą udział w zabawie. Nie słyszałem żadnych wieści o tym, jak im poszło na zawodach stanowych, a zapomniałem spytać o to Blaine'a.

Mercedes wychodzi przed nas, towarzyszą jej Quinn, Rachel, Brittany, Santana i Tina, które śpiewają w chórkach. My, chłopcy, nie bierzemy udziału w tym numerze. Dziewczyna daje znak muzykom i po chwili z jej ust wydobywają się wspaniałe dźwięki. Głos jest niesamowity, mocny i przeszywający, a zarazem delikatny i kobiecy.

To the left, To the left

to the left, to the left

to the left, to the left

Everything you own in the box to the left

In the closet, that's my stuff

Yes, if I bought it, then please don't touch

And keep talking that mess that's fine

But could you walk and talk at the same time

It's my name that's on that jag

So go move your bags, let me call you a cab.

Choreografia do tej piosenki nie jest zbytnio skomplikowania. Dziewczyny radzą sobie doskonale. Jeśli na zawodach pójdzie im jeszcze lepiej, a i kolejne utowry wykonamy w takiej jakości, wygraną mamy jak w garści.

Standing in the front yard, telling me how I'm such a fool

Talking about how I'll never ever find a man like you

You got me twisted

You must not know about me

You must not know about me

I can have another you in a minute

Matter fact he'll be here in a minute, baby

You must not know about me

You must not know about me

I can have another you by tomorrow

So don't you ever for a second get to thinking

Irreplaceable.

Chłopcy kołyszą się na krzesłach w rytm muzyki. Mimo różnic w obu występach, przypomina mi się występ dziewczyn sprzed zawodów stanowych w tamtym roku - mash up Start me up i Livin' on a Prayer. Nasze artystki są naprawdę niesamowite, wszystkie mają ogromny talent i cieszę się, że na zawody dostają piosenkę, którą wykonują tylko one, bez chłopców. Niech porządnie skopią tyłki konkurencji.

Go ahead and get grown

Call up that chick and see if she's home

Oops I bet you thought that I didn't know

What did you think I was putting you out for

Cause you was untrue

Rolling her around in the car that I bought you

Baby drop them keys

Hurry up before your taxi leaves

So since I'm not your everything...

How about I'll be nothing

Nothing at all to you

Baby I wont shed a tear for you

I won't lose a wink of sleep

Cause the truth of the matter is

Replaceing you is so easy.

Diewczyny przestają śpiewać i melodia powoli dobiega końca. Zapada krótka cisza, a po sekundzie wszyscy wstajemy, bijemy brawo i krzyczymy z ekscytacji. Ich występ był niesamowity. Dały z siebie wszystko i wyszło im idealnie.

- Świetnie, dziewczyny! Spisałyście się perfekcyjnie - chwali je pan Shuester. Wybucha śmiechem, patrząc, jak wszyscy przybijamy sobie piątki i przytulamy się.

Podchodzę Mercedes i obejmuję ją mocno. Uśmiecha się szeroko i odwzajemnia uścick. Całuję ją w czubek głowy, a dziewczyna przytula się do mnie z jeszcze większą mocą. Patrzę na drzwi i zauważam coś dziwnego - zza małego okienka całą naszą grupę obserwuje Blaine. Wypuszczam Mercedes z objęć i wychodzę z sali. Zastanawiam się, po co chłopak tu przyszedł. Jestem na opustoszałym korytarzu - większość uczniów wróciła już do swoich domów, zostali tylko ci, którzy uczęszczają na dodatkowe zajęcia w naszej szkole.

- Co tu robisz? - pytam podjerzliwie. W odpowiedzi Blaine rzuca mi tajemnicze spojrzenie zza zasłony czarnych rzęs.

- Zastanawiam się, jakby to było, jeśli przepisałbym się do twojej szkoły - wyznaje.

Otwieram szeroko oczy ze zdziwienia. Blaine w McKinley? Blaine w nie-daltonowskich ubraniach? Blaine śpiewający duety ze mną przed całym chórem? Blaine znowu towarzyszący mi w praktycznie każdej minucie mojego dnia w szkole? Sam nie wiem co o tym myśleć, więc ciągle milczę.

„Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałem. Nigdy cię nie zostawię. Nigdy cię nie zranię. Kocham cię."

- Co o tym sądzisz? - pyta podekscytowany.

- Ja... Blaine... Szczerze? - kiwa entuzjastycznie głową, wyglądem przypominając radosnego szczeniaka. - Nie wiem, czy to dobry pomysł - chce mi przerwać, ale od razu kontynuuję. - To, że dałem ci szansę, nie znaczy, że... po prostu nie wiem, czy to wszystko nie dzieje się za szybko.

Wyraz jego twarzy zmienia się momentalnie - z ekscytacji, podobnej do tej na twarzy dziecka, kiedy dostaje nową, błyszczącą zabawkę, do rozczarowania, jak podczas oglądania filmu, nie jest do końca zadowolony z przebiegu wydarzeń. Chcę go pocieszyć, więc podchodzę bliżej i kładę rękę na jego ramieniu. Patrzę mu głęboko w oczy i mówię cicho:

- Nie martw się. Odzyskamy to z powrotem. Potrzeba mi tylko trochę czasu i... i muszę zapomnieć... - marszczę brwi. - Ale kiedyś będzie tak, jak dawniej - mówię pewniej.

Uśmiecha się nieśmiało. Patrzę na jego usta i wiem, co muszę zrobić, by bardziej go przekonać. Pochylam się powoli i zatrzymując się w minimalnej odległości, szepczę powoli:

- Zróbmy coś, żeby było tak jak dawniej.

Czuję, jak Blaine wstrzymuje oddech. Nasze usta łączą się na stosunkowo krótką, acz idealną chwilę. Ten pocałunek jest inny niż wszystkie, które odbyliśmy dotychczas - pełen żalu, rozpaczy i jakby prośby o wybaczenie, ale też przepełniony silnym, pozytywnym uczuciem, miłością. Blaine łapie mnie za ramię i przyciąga bliżej do siebie, po czym obejmuje mnie mocno, jakby chciał już zawsze trzymać mnie w swoich objęciach. Kiedy nasze usta rozdzielają się, kładę dłoń na jego policzku i patrzę mu głęboko w oczy.

- Chcę chodzić z tobą do McKinley - upiera się przy swoim.

- Ale ja nie chcę! Blaine, musimy dać sobie czas, ja chyba nie jestem...

- Jeszcze gotowy - kończy za mnie. - Wiem. Ale w ten sposób nigdy nie będziesz. Wyobraź sobie, znowu spędzalibyśmy ze sobą całe dnie. Czy to nie byłoby wspaniałe?

- Ja... nie wiem. - Kiwam przecząco głową. - Nie wiem, co o tym myśleć - powtarzam.

- Jak chcesz. - Wzrusza ramionami - Jeśli tak ci na nas zależy, nie będę dłużej naciskał. - Dodaje, po czym odwraca się na pięcie i szybko odchodzi, zostawiając mnie z rosnącym poczuciem winy.


- Słuchaj, Kurt - zaczyna Finn - chętnie bym ci doradził w sprawie Blaine'a, ale sam nie wiem, co zrobić w takim wypadku. Nawet jeśli chodziłoby o dziewczynę. - Rzucam mu pełne irytacji spojrzenie. Jakim cudem dalej nie przyzwyczaił się do mojej orientacji? Oczywiście akceptuje mnie i rozumie, ale dalej czuje się nieswojo, rozmawiając o tym. - No co? Nie patrz tak na mnie. To naprawdę skomplikowana sprawa. Jemu chyba naprawdę na tobie zależy, ale jeśli mu nie wybaczysz... nic z tego nie będzie.

- Już mu wybaczyłem.

- Wmawiasz to sobie.

- Nie, naprawdę. Zapomniałem już o tamtym... incydencie. To był... moment słabości ze strony Blaine'a i nie jestem już na niego zły.

- Incydent? Moment słabości? Posłuchaj samego siebie, Kurt. Nawet nie możesz nazwać rzeczy po imieniu. Najwyraźniej dalej cię to boli.

Marszczę czoło, przygryzając wargę. Wzdycham i kiwam powoli głową. Rozglądam się po pokoju. Siedzimy na łóżku Finna, który przed sobą ma rozłożone kilka podręczników. Jest późne popołudnie, a promienie zachodzącego słońca leniwie przelewają się przez okno. Staramy się odrabiać zadania domowe i przygotowywać na jutrzejsze lekcje, jednak zamiast tego rozmawiamy na wszystkie tematy, o jakich tylko pomyślimy.

- Może masz rację? Sam już nie wiem. Tak bardzo chciałbym, żebyśmy po prostu mogli być razem, wiesz? Ale z drugiej strony... boję się mu zaufać. - Wzruszam ramionami. - Co, jeśli historia się powtórzy? - Przecieram oczy dłonią. - Może... dlaczego to jest takie trudne! - zaciskam pięści na pościeli. - Chyba muszę podjąć ostateczną decyzję - uśmiecham się sztucznie. - Dzięki za wspólną naukę. Teraz, jeśli pozwolisz, chyba pójdę się położyć. Jestem bardzo zmęczony. - Wstaję z łóżka i podchodzę do drzwi.

- Nie ma sprawy, braciszku. Słodkich snów czy... czegośtam.

Wydaję z siebie dziwny dźwięk podobny do zduszonego śmiechu i wychodzę na korytarz. Słyszę, jak Finn mamrocze pod nosem definicje przeróżnych pojęć biologicznych. Z ulgą zamykam drzwi od swojego pokoju i rzucam się na łóżko, nie dbając nawet o przykrycie się kołdrą lub kocem. Długo nie mogę zasnąć, a kiedy wreszcie udaje mi się odlecieć w kolorową krainę snu, męczą mnie bardzo nieprzyjemne sny. Przeżywam na nowo wydarzenia, które miały miejsce w Dalton kilka miesięcy temu, tylko tym razem z innej perspektywy - jestem w ciele Blaine'a.

Idę krętą parkową alejką, która prowadzi do małego jeziorka na terenie szkoły. Park jest opustoszały o tej porze dnia - wszyscy uczniowie są w swoich pokojach, zajmują się zadaniami domowymi lub spędzają wspólnie czas. Słońce zachodzi powoli, malując otoczenie wspaniałymi, pastelowymi kolorami - woda zdaje się być nie niebieska, lecz pomarańczowa, niebo jest jakby różowawe, a liście drzew czerwone i brązowe.

Czuję, jakby w środku mnie znajdowały się tysiące motyli, latających niespokojnie i obijających się o ściany brzucha. Jestem lekko zdenerwowany i niesamowicie podekscytowany jednocześnie - tak dawno nie widziałem się z Mattem. Straciłem wszelką nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek uda nam się choćby porozmawiać, a co dopiero spotkać. Nie mogłem się doczekać, by znów bo objąć i wyznać, jak bardzo go kocham i że tęskniłem. Kiedy jego sylwetka maluje się na horyzoncie, przyśpieszam krok. Niemalże biegnę. Docieram do małego pomostu, na którym stoi chłopak. Odwraca się w moją stronę i jesteśmy już blisko siebie. Zatrzymuję się gwałtownie, nie wiedząc, co dalej robić. Jego twarz nie zmieniła się ani trochę - wydoroślał, ale dalej wygląda tak samo. Ileż to razy, zasypiając, wspominałem te piękne, zielone oczy, ciepły uśmiech, idealnie zarysowaną linię szczęki. Tym razem znowu się do mnie uśmiecha, ale nie tak sympatycznie, jak miał w zwyczaju. Bardziej przepraszająco. Żałuje, że zostawił mnie, wyjeżdżając z zespołem. Momentalnie mu wybaczam. Wybaczyłem mu już wtedy, jak tylko zadzwonił do mnie z prośbą o spotkanie. Nie wahając się dłużej, wpadamy sobie w objęcia. Trzyma mnie mocno w ramionach, pocierając dłońmi moje plecy. Słyszę, jak mamrocze coś cicho. Przez moment przypomina mi się Kurt i to, że umówiliśmy się na dzisiejsze popołudnie, ale odsuwam wyrzuty sumienia na bok. Jestem tutaj z Mattem i to się teraz liczy najbardziej.

- Wybaczysz mi? - pyta pokornie.

- Nie przejmuj się tym - odpowiadam natychmiast. - Najważniejsze, że znowu jesteśmy razem. Tylko to ma teraz znaczenie. Więc wróciłeś? Znowu będzie tak jak dawniej?

- Wróciłem i dalej cię kocham. Już nie wyjeżdżam. Nigdy.

Budzę się zalany potem. Ręce mi się trzęsą i nie mogę wciągnąć powietrza. Podciągam kolana pod brodę i staram się uspokoić. Łzy leją się po moich policzkach, a zęby są mocno zaciśnięte. Zaczynam czuć metalowy smak krwi w ustach. Kiedy mój oddech jest już trochę spokojniejszy, otwieram oczy i rozglądam się po pokoju w poszukiwaniu chusteczek. Przy biurku siedzi Blaine i przygląda mi się troskliwie.