ROZDZIAŁ 7.
Siedzę na kanapie w salonie, trzymając w ręce pilot od telewizora i przeskakując szybko przez kolejne kanały. Kreskówka, prognoza pogody, program kulinarny... Moją uwagę przykuwa „Śniadanie u Tiffany'ego" nadawane na jednej z tych stacji, które cały czas puszczają stare, amerykańskie filmy. Słyszę, jak Finn i Puck rozmawiają cicho w kuchni. Co jakiś czas udaje mi się wyłapać moje imię, a także Rachel, Sama, Santany i innych członków chóru - najwyraźniej nie tylko dziewczyny lubią plotkować.
Finn przychodzi co chwilę do pokoju dziennego sprawdzić, co oglądam, po czym zmienia układ misek i półmisków na stole, przygląda się uważnie i z powrotem ustawia naczynia tak, jak stały wcześniej.
- Uspokój się nareszcie, wszystko wygląda perfekcyjnie - rzucam, nie odrywając wzroku od telewizora. Chłopak mamrocze coś pod nosem i przesuwa jeden z talerzy o kilka centymetrów, po czym uśmiecha się z zadowoleniem.
- Mówiłeś coś? - pyta.
- Powinieneś jeszcze przesunąć tamtą szklankę - rzucam sarkastycznie.
- Jaką? - Ma śmiertelny wyraz twarzy. - Tą? W którą stronę? W lewo - mamrocze, nie czekając na moją odpowiedź.
Szklanka wędruje kilka milimetrów i Finn przygląda się uważnie końcowemu efektowi.
- Teraz powinno być w porządku.
- Nareszcie - komentuję.
Rzuca mi rozbawione spojrzenie. Po domu rozchodzi się głośny dźwięk domofonu i Finn biegnie otworzyć drzwi pierwszym gościom.
Podnoszę się powoli z sofy i zmierzam w kierunku przedpokoju, z którego dochodzą okrzyki ekscytacji, głośne przywitania i śmiechy. Wchodzę do pomieszczenia i kilka osób rzuca się na mnie z krzykiem. Wśród nich rozpoznaję Mecedes, Rachel i Tinę. Pozostali goście to Mike, Artie, Lauren oraz Blaine.
Blaine.
Jego czekoladowe oczy śmieją się uroczo, kiedy mnie widzi. Przeczesuje ręką wilgotne loczki, ponieważ na dworze pada, a on jak zwykle nie wziął ze sobą parasola. Wykrzywia usta w najpiękniejszy na świecie uśmiech, który ukazuje rząd prostych, białych zębów.
Podchodzi do mnie i wymieniamy uściski dłoni. Uderza mnie formalność tego przywitania - utrzymujemy dystans, udajemy, że nie znaczymy dla siebie tak wiele. Mimo to staram się ignorować przyjemne uczucie ciepła, które odczuwam, gdy nasze ręce się dotykają.
Przyjaciele składają Finnowi życzenia i wręczają mu prezenty, czemu znów towarzyszy mnóstwo śmiechu. Prowadzę ich dalej, do salonu, gdzie czeka już na nas Puck, powitany gorącymi okrzykami entuzjazmu.
- To co? Wyciągamy alkohol! - proponuje od razu.
- Heeej, spokojnie, może dasz czas przyjść reszcie gości, co? - oponuje Lauren. Chłopak ma rozczarowaną minę, ale nie sprzecza się już dalej.
Potem przychodzą Azimio, Sam, Karofsky i kilku innych członków drużyny. Dave rzuca mi ukradkowe spojrzenia - jakby przepraszające, ale nie smutne, bardziej wstydliwe i pokorne. Uśmiecham się do niego przyjaźnie. Mam wrażenie, że chłopak wzdycha z ulgą.
Po kilku minutach przychodzą Quinn, Santana i Brittany i zaczyna się impreza. Włączamy głośno muzykę, wszyscy tańczą i dobrze się bawią. Mike skacze wesoło po całym pokoju; wygląda, jakby już za dużo wypił. Zastanawiam się jak to możliwe, w końcu dopiero zaczęliśmy.
Nie myśląc już dłużej, postanawiam wprawić się w taki sam stan jak on - przestać się wszystkim przejmować i po prostu żyć chwilą.
Muzyka gra stanowczo zbyt głośno; dźwięki obijają się nieprzyjemnie o moją czaszkę, uciążliwie zagłuszając próby rozmów ze znajomymi. Powieki robią się coraz cięższe, ale to zdecydowanie nie jest czas, żeby iść spać. Zabawa trwa w najlepsze.
Zastanawiam się, kto siedzi obok mnie. Obracam powoli głowę i chwilę zajmuje mi skojarzenie faktów. Czy ten chłopak to nie jest ta sama osoba, która zrobiła z mojego życia piekło? Jak mu tam było... Karofsky! Tak właśnie. To na pewno on.
Zbyt szybko przekręcam głowę i czuję dziwne zawirowania w okolicach żołądka. Oj, niedobrze. Zamykam oczy chcąc opanować odruch wymiotny. Podnoszę jedną powiekę i spoglądam na mojego drugiego towarzysza. Z radością odkrywam, że jest to Blaine.
- Więc o co ci do cholery chodzi?
- Słucham? - odpowiada ze śmiechem.
- Dlaczego ty - kładę dłoń na jego ramieniu - i ja nie jesteśmy już, no wiesz, wielce słodką, kochającą się parą i te inne pierdoły?
Ma zdezorientowany wyraz twarzy.
- Kurt, jesteś pijany - stwierdza.
- Nie masz na to żadnych dowodów - unoszę palec wskazujący i macham mu przed oczami.
- Śmierdzi od ciebie wódką, masz problemy z koncentracją i gadasz głupoty. Tak, totalnie pijany - powtarza.
- Jak tam sobie chcesz - mówię, udając obrażonego. - Ale mógłbyś chociaż odpowiedzieć na moje pytanie.
- Przecież wiesz dlaczego. Nie wracaj znowu do tego tematu. To sprawia, że czuję się jak najgorsze gówno na świecie.
Mam ochotę odpowiedzieć: „Może jesteś najgorszym gównem na świecie", ale zatrzymuję ten komentarz dla siebie i w duchu chwalę się za resztki racjonalnego myślenia.
Naszą rozmowę przerywa wesoły okrzyk Rachel.
- Kto ma ochotę na karaoke! - pyta, stając na ławie i trzymając w ręce drinka.
- Boże, dlaczego ona zawsze po kilku głębszych musi śpiewać? - komentuje Santana. Dziewczyna posyła jej zirytowane spojrzenie i wyciąga mikrofon. Zastanawiam się, skąd go wzięła, w końcu w domu nie mieliśmy takiego sprzętu. Chcę wrócić do mojej rozmowy z Blainem, ale kiedy odwracam się w jego stronę, chłopaka już tam nie ma. Zdezorientowany, zastanawiam się, gdzie mógł pójść, kiedy nagle zauważam, że kłóci się on z Rachel o to, kto powinien teraz zaśpiewać. Moją uwagę przyciąga jednak coś innego - do salonu wchodzi Finn z nowym gościem.
Jared.
Dlaczego o nim zapomniałem? Gdzie on był tyle czasu? Przecież powiedziałem mu, że zaczynamy o osiemnastej. Najwyraźniej chłopak lubi robić wielkie wejścia. Wołam go przez cały pokój. Uśmiecha się szeroko na mój widok i rusza w moim kierunku. Wstaję z kanapy, chcąc przesunąć się i zrobić mu trochę miejsca. Czuję, jakby moja głowa odbywała przejażdżkę swojego życia na rollercoasterze i omal nie upadam, kiedy przed poniżającym spotkaniem z podłogą ratuje mnie para silnych rąk.
- Dzięki - mamroczę.
Jared usadza mnie wygodnie na kanapie obok siebie.
- Nie ma za co. Najwyraźniej wyśmienicie się bawisz.
- Właściwie to przeżywam wieczór swojego życia. Hej, gdzie byłeś do tej pory? - pytam, chyba odrobinę za głośno. Jared otwiera usta, chcąc już zacząć wyjaśniać, ale obejmuję go za szyję, chichoczę i przerywam mu. - Nieważne. Pocałuj mnie.
Nasze usta łączą się w nieporadnym pocałunku. Nie wiem czego jest to wina - poziomu alkoholu w mojej krwi czy niedoskonałych umiejętności Jareda - ale nie czuję tego czegoś.
Tego czegoś, co czułem, kiedy całowałem się z Blainem.
Fajerwerki.
Kiedy przerywam pocałunek, Jared ma głupkowaty, rozmarzony wyraz twarzy. Po kilku sekundach chce mnie znowu przyciągnąć do siebie, ale zauważam coś ważniejszego.
Blaine stoi na środku pokoju z mikrofonem w dłoni i przygląda nam się. Najwyraźniej udało mu się wygrać bitwę z Rachel. Jego oczy mają przerażająco smutny wyraz twarzy, a ciało jest nieruchome jak betonowy posąg. Nasze spojrzenia spotykają się na krótką chwilę i ktoś krzyczy z drugiego końca pokoju (podejrzewam, że jest to Rachel, nie mogąca się doczekać swojej kolejki do śpiewania):
- Hej! Zaczynaj nareszcie!
Blaine spuszcza wzrok, odwraca się na pięcie w stronę odtwarzacza i muzyka zaczyna grać.
My whole life,
Waiting for the right time,
To tell you how I feel.
I know I tried to,
Tell you that I need you,
Here I am without you.
I feel so lost, but what can I do?
Because I know this love seems real,
But I don't know how to feel.
Nie nie nie. Niedobrze. To nie jest piosenka, którą śpiewa się na imprezie.
Blaine patrzy na mnie smutnym wzrokiem i ciągnie dalej. Mam dziwne przeczucie, że naprawdę ma na myśli to, co śpiewa.
We say goodbye in the pouring rain,
And I break down as you walk away.
Stay, stay!
'Cause all my life I've felt this way,
But I could never find the words to say.
Stay, stay!
Jest naprawdę dobry. Wszyscy siedzą jak zamurowani, słuchając jego pięknego, głębokiego głosu. Chłopak nie przerywa naszego kontaktu wzrokowego, ale stoi nieruchomo.
Alright, everything is alright,
Since you came along.
And before you,
I had nowhere to run to
And nothing to hold on to.
I came so close to giving it up.
And I wonder if you know
How it feels to let you go?
Czuję, jakby powietrze było przeszyte naszymi uczuciami. Smutek. Niepewność. Ból rozstania, ale i chęć powrotu.
Jared łapie moją dłoń i przygląda mi się uważnie. Lekceważę go. Kontynuuję wpatrywanie się w oczy Blaine'a.
We say goodbye in the pouring rain,
And I break down as you walk away.
Stay, stay!
'Cause all my life I've felt this way,
But I could never find the words to say.
Stay, stay!
Kiedy odwraca wzrok, decyduję się zrobić to samo. Rozglądam się po pokoju. Moją uwagę przyciąga jedna para - Rachel i Finn. Chłopak siedzi na kanapie, a Rachel leży obok niego z głową spoczywającą na jego udach. Jedna ręka Finna głaszcze dziewczynę po włosach, druga obejmuje ją w okolicach brzucha. Po chwili Finn pochyla się i ich usta łączą się w pocałunku.
Uśmiecham się sam do siebie. To dobrze, że się zeszli. Pewnie za kilka miesięcy czeka nas kolejny dramat, ale cóż - pewnie już takie piękno ich związku. Zastanawia mnie tylko jedno - Rachel twierdziła przecież, że znalazła kogoś innego. Czyżby nas okłamała? Odganiam od siebie tą myśl - nawet jeśli tak było, to nie mogę jej winić. Była po prostu zraniona, chciała, by Finn myślał, że o nim zapomniała.
Nie przestając się uśmiechać, znów odwracam głowę stronę Blaine'a.
So change your mind and say your mine
Don't leave tonight. Stay!
We say goodbye in the pouring rain,
And I break down as you walk away.
Stay, stay!
'Cause all my life I've felt this way,
But I could never find the words to say.
Stay, stay!
Stay with me...Stay with me...
Stay with me...Stay with me...
Stay... Stay... Stay... Stay with me.
Chłopak kończy już śpiewać. Nie mogę stwierdzić na pewno, ale wydaje mi się, że w jego oczach dostrzegam łzy. Niczego tak bardzo nie pragnę w tym momencie jak podejść do niego i go przytulić, w jakiś sposób pocieszyć
- Teraz moja kolej! - krzyczy Rachel. Podbiega do Blaine'a i chłopak oddaje jej mikrofon. Siada pomiędzy innymi ludźmi, na drugim końcu pokoju, tyłem do mnie. Mogę przysięgnąć, że widzę, jak podnosi dłoń i ociera łzy z twarzy.
- Kurt? - słyszę głos Jareda. Chłopak chce mnie objąć, ale ja odpycham go.
-Nie, po prostu nie. Zostaw mnie.
Wymykam się na chwilę z imprezy. Nikt nie zauważa, że znikam, ponieważ wszyscy są w środku szampańskiej zabawy i w ich żyłach krąży zbyt dużo alkoholu, a Jared wyszedł jakieś pół godziny temu. Wątpię, żeby dobrze się bawił - nie, żeby mnie to w chociaż najmniejszym stopniu obchodziło. Jakoś straciłem do niego wszelkie uczucia. Narzucam kurtkę na ramiona i wychodzę na podwórko.
Przez kilka minut po prostu obserwuję rozgwieżdżone niebo i głęboko oddycham świeżym powietrzem, próbując wytrzeźwieć. Słyszę dźwięk otwierających się drzwi i nagle pojawia się Blaine. Milczę, zakładając, że pewnie on będzie chciał coś powiedzieć, skoro do mnie dołączył.
Mijają kolejne minuty i chłopak dalej się nie odzywa. Zastanawiam się, po co tutaj przyszedł. Kiedy już zamierzam coś powiedzieć, słyszę jego cichy głos.
- Jared już wyszedł.
Kiwam powoli głową. W mojej głowie tkwi wspomnienie Blaine'a śpiewającego „Stay" i już wiem, co mam zrobić.
- On mnie nie obchodzi.
- Kurt... mogę zadać ci pewne pytanie?
Odpowiadam skinieniem. Zauważam, że jego oczy pięknie błyszczą w świetle księżyca a rzęsy rzucają długie cienie na jego twarzy.
- Co tak naprawdę do niego czujesz? Do Jareda?
Nie odpowiadam przez chwilę.
- Bo mam wrażenie, że zrobiłeś z niego coś... - kręci przecząco głową, zastanawiając się nad dalszymi słowami - że chciałeś wykorzystać go, podobnie jak ja na początku wykorzystałem ciebie.
Zaciskam zęby. Blaine zna mnie tak dobrze. Ja sam nie chciałem tego przed sobą przyznać, ale taka była prawda. Jared miał być niczym więcej niż pocieszycielem.
Gorące łzy spływają po moich policzkach i pociągam nosem, odpowiadając:
- Tak, chyba... chyba masz rację. Niestety. Byłem na ciebie zły, tak cholernie zły, a sam zrobiłem to samo.
Blaine patrzy mi prosto w oczy pierwszy raz, odkąd śpiewał „Stay". W lekkim świetle księżyca dostrzega, że płaczę i zanim zdążam się zorientować, jego ręka spoczywa na moim policzku, ocierając łzy. Widzę, że waha się przez chwilę, jakby czekając na moje pozwolenie, jednak po chwili przyciąga mnie do siebie i tonę w jego objęciach; trzęsę się i płaczę jak małe dziecko. Chłopak uspokaja mnie i ściska coraz mocniej. Przypomina mi się sytuacja sprzed tygodnia, kiedy Blaine tak samo mnie przytulał, a ja płakałem. Tyle że już wiem, że tym razem inaczej się to zakończy.
- Zaśpiewałeś mi piosenkę - mamroczę w jego ramię.
- O którym razie mówisz? - zapytał, uroczo się śmiejąc.
- Nie udawaj. Teraz, na imprezie. „Stay". „A ja załamuję się kiedy odchodzisz"?
- To mniej więcej miałem na myśli - przyznał.
Czuję, że jeśli zaraz go nie pocałuję, to chyba eksploduję. Nie czekając dłużej, pochylam się i całuję go namiętnie w usta. Ich dotyk na moich wargach jest jak woda dla spragnionego. Na początku jest chyba bardzo zszokowany, bo nie w ogóle nie reaguje, jednak po chwili zatapiamy się cali w pocałunku. Kiedy, po bardzo długim momencie, nasze usta rozłączają się, Blaine oddycha ciężko.
- Uwierzysz mi, jeśli tym razem to powiem? Kocham cię. Jesteś najlepszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkałem. Nigdy cię nie zostawię. Nigdy cię nie zranię. Kocham cię.
Kiwnąłem lekko głową.
- Kocham cię jeszcze bardziej.
Sięga po moją dłoń i czuję, że to jest to. Tu jest moje miejsce - przy jego boku. Już na zawsze.
Kurt Hummel i Blaine Anderson wzięli ślub 25 kwietnia 2017 roku. Była to skromna, lecz przepiękna ceremonia z udziałem rodziny, przyjaciół i najbliższych osób. Wesele odbyło się w malowniczym ogrodzie przy domu Andersonów, w ogromnym, białym namiocie, ozdobionego liliami. Piękne widoki zielonego ogrodu i malowniczego stawu urozmaicały gościom tą wspaniałą scenerię. Rodzicie obojga wygłosili piękne przemówienia, które wzruszyły uczestników imprezy.
Kurt Hummel-Anderson został gwiazdą Broadwayu.
Blaine Anderson-Hummel pracuje dla New York Times. Jest znanym i jednym z najlepszych fotografów.
Rok po ślubie para zamieszkała w przytulnym, urządzonym przez Kurta mieszkaniu na Manhattanie.
Na pytanie, czy zamierzają zaadoptować dziecko, uśmiechają się lekko i wymieniają tajemnicze spojrzenia, jednak nie odpowiadają.
Wieczorami można ich spotkać spacerujących po oświetlonych ulicach Nowego Yorku, trzymających się za ręce oraz śmiejących się i mimo iż całe miasto gdzieś się śpieszy, gdzieś biegnie, ta dwójka zawsze znajdzie czas tylko dla siebie.
