Tytuł: Zrozumienie na wyciągnięcie ręki
Raiting: K
Rodzaj: Friendship/Drama
Postaci: Ulquiorra Cifer, Inoue Orihime
Uwagi: zainspirowane obrazkiem na deviantArt'cie "white bat" od ananovik (link na profilu)
Zrozumienie na wyciągnięcie ręki
Na czarnym, bezgwiezdnym niebie wisi samotny sierp księżyca. Wszystko – kolumny, piasek, postaci – zalane jest jego chłodnym światłem.
- Boisz się mnie, kobieto? - Pytanie zadane tylko z daleką sugestią nadziei na odpowiedź odmowną.
- Nie boję się. - Odpowiedź prosta, wypowiedziana łagodnym, ciepłym tonem. Łzy w oczach. - Nie boję się.
- Ach tak.
Ramię wyciągnięte w stronę tej jasnej postaci, która zniszczyła tak misternie budowany przez niego obraz świata i ludzi. Wzbudziła jego zainteresowanie. Dzięki niej niemalże zdołał zrozumieć czym jest dusza. Ona również dłoń w jego stronę, niemalże dotyka jego palców. Gdyby dano mu jeszcze chwilę dosięgnąłby jej. Zrozumiałby. Zrozumieliby się nawzajem. Jednak teraz jest już na to późno.
Pozostał po nim jedynie popiół.
A może niezupełnie...
Był pogodny wiosenny dzień. Słońce wisioło już całkiem wysoko na niebie, sprawiając, że żyło się lżej, przyjemniej. Człowiek miał ochotę nucić sobie pod nosem wesołe melodyjki... cóż przynajmniej Orihime miała taką ochotę. Chciała też tańczyć i piec ciasta dla wszystkich. Właśnie w związku z tym ostatnim musiała wyjść do sklepu po składniki, po kokos, białą czekoladę i marmoladę żurawinową. Już nie mogła się doczekać.
- Tadaima – zawołała wesoło, przekraczając próg własnego mieszkania.
Jak zwykle odpowiedziała jej cisza, ale nie przejmowała się tym. Pewnie jej mały współlokator zaszył się gdzieś w ciemnym kącie. Poszła do kuchni i wypakowywała zakupy nucąc radośnie, chyba była to melodia jakieś piosenki, ale pewnie i tak źle ją pamiętała. Nie miało to jednak większego znaczenia.
Jak już wszystko było na miejscu rozejrzała się i nieco zaniepokojona zauważyła, że wciąż jest sama. Zazwyczaj przylatywał chwilę po tym wchodziła do mieszkania. Ruszyła więc na poszukiwania, zajrzała pod półki, podniosła jakieś ubranie. W końcu zajrzała do szafy i uśmiechnęła się niczym nad słodkim zwierzątkiem, którym w końcu był. Chociaż doskonale potrafiła sobie wyobrazić głos Tsubakiego, który zaraz by na nią krzyczał, że to wciąż jest zwykły potwór a ona jest głupią kobietą. Może faktycznie była. Nie miała zamiaru się nad tym zastanawiać, zwłaszcza że podjęła decyzję już dawno, na dachach Las Noches.
Wyciągnęła dłoń i pogładziła małe białe ciałko nietoperza, który zwisał z jednego z wieszaków. Nie było to futerko, ale raczej kość, ale i tak lubiła je dotykać. Doskonale pamiętała, gdy zobaczyła je po raz pierwszy zagrzebane w popiołach, które kiedyś były ciałem przerażającego Arrancara. Wydawał się taki bezbronny, gdy wzięła go na dłonie. Przytuliła go do piersi matczynym odruchem, była w tamtym momencie po prostu szczęśliwa. Zaraz jednak spojrzała w górę na stojącego nad nim Ichigo i Ishidę. Przez chwilę przestraszyła się, że może będą chcieli... Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć.
- Jak na moje to czwarty Espada umarł – powiedział Ishida.
- Jesteś pewna? - zapytał Ichigo.
Kiwnęła tylko głową. Zdawała sobie sprawę, że nie będzie to łatwe. W końcu, jak niewielki by teraz nie był jest Pustym, który żeruje na ludzkich duszach. Jednak w tamtym momencie pomyślała sobie, że może gdyby trzymała w swojej duszy, specjalnie dla niego, tyle ciepła i miłości ile tylko by zdołała, to może żerując na takich uczuciach, zamiast na samotności, strachu i pustce, może byłby inny, może bardziej bliższy człowieczeństwa niż wcześniej, może łatwiej byłoby zrozumieć.
Nietoperz przebudził się i spojrzał na nią intensywnie zielonymi, inteligentnymi oczami, a potem wszedł na jej dłoń – był większy niż na samym początku. Posadziła go sobie na ramieniu, w które wczepił się pazurkami na skrzydłach. Wróciła do kuchni nucąc kolejną melodię i przygotowując rzeczy do ciasta.
Czasami zastanawiała się ile to stworzenie pamięta, ile wspólnego miało z Ulquiorrą Arrancarem i czy gdy podrośnie będzie pamiętał ją, ich rozmowy. Miała nadzieję, że tak. Miała nadzieję, że będą kontynuować tam gdzie skończyli. Bo przecież tak niewiele im brakowało by się wzajemnie zrozumieć. A gdyby w końcu się zrozumieli, może nie musieliby się wzajemnie zabijać.
Potrzebowali na powrót możliwości wyciągnięcia do siebie ramion.
Nidgy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek wpadnę na cokolwiek związanego z Orihime i Ulquiorrą, ale może trzeba dać im szansę.
