Rating: K

Postaci: Aizen Sousuke, Kuchiki Byakuya, Kurosaki Ichigo, OC'ki (rodzina Hashimoto)

Uwagi: Po przeczytaniu 621 chapteru (więc uwaga spoilery) wizja się pojawiła i zniszczyła mi mózg. W ramach wprowadzenia proponuję przeczytać rozdział trzeci z "Niepasujących puzzli"


Umarł król, niech żyje...

Nad Seireitei zapadła ciemność, przez którą ciężko było przebić się wzrokiem, z której wypełzała żywa czarna maź. Jednak spokojny głos był słyszalny doskonale dla wszystkich zgromadzonych w laboratorium. Doskonale rozpoznawalny.

– Dlaczego wymachujecie bezmyślnie mieczami, skoro wystarczy je zmiażdżyć za jednym zamachem zwykłym reiatsu.

Wszyscy odwrócili się w stronę Aizena siedzącego, chociaż wciąż skrępowanego, to siedzącego dumnie niczym na tronie. Kilka ust otwierało się, by zadać oczywiste pytania. Nikt nie zdążył się odezwać. Do pomieszczenia wpłynęła nowa porcja żywej ciemności, inna niż maź, która spłynęła z nieba. Ta miała postać kilkudziesięciu ludzkich cieni, cieni trupów z obnażonymi zębami, pustymi oczodołami i w zniszczonych zbrojach. Atakowała maź, zgniatając i rozrąbując. Każdy shinigami, koło którego przeszli martwi żołnierze, mógł poczuć chłód jeżący włosy na karku i usłyszeć złowieszczy chichot i klekot. Żołnierze oczyścili pomieszczenie, a potem wspięli się na dach, rozstawiając się dookoła dziury, niczym straż honorowa.

– Pięknie powiedziane, Aizenie Sousuke – odezwał się leniwy głos z ciemności.

Zza tronu wyszła kobieta w pięknym, szlachetnym kimonie z czarnym buzdyganem w dłoni. Siwe włosy, poprzetykane gdzieniegdzie czarnymi pasmami miała upięte w staranny kok. Po obu stronach głowy, przy uszach wisiały siateczki ze srebrnych łańcuszków.

– Ty... – zaczął Hisagi, rozpoznając w kobietę, którą miał okazję poznać, gdy kapitan Muguruma przejął dowodzenie dziewiątką.

Wszyscy przyglądali się Hashimoto Kimiko, poprzedniej głowie jednego z Wielkich Rodów Seireitei i byłej kapitan dziewiątej kompanii.

– Hashimoto-san, czemu zawdzięczamy wizytę? – zapytał Byakuya, przyglądając się swojej ciotce uważnie.
Hashimoto spojrzała po zebranych na nikim nie zatrzymując wzroku, ani nikogo nie obdarzając jakąkolwiek emocją.

– Król umarł – oświadczyła obojętnie, ignorując pytanie kapitana siostrzeńca. – Jego pierwszy minister chciał skorzystać z okazji i przejąć władzę. – Zerknęła w stronę nieprzytomnego kapitana Ukitake. – On również zginął, jak na uzurpatora przystało. – Przymknęła na chwile oczy, znowu spojrzała po zebranych. – Soul Society zawsze będzie miało króla – powiedziała mocniejszym głosem. Obwieszczała. – Na mocy prawa nadanego przez Króla rodzinie Hashimoto najstarsza córka rodu przejmuje regencję do czasu wybrania spośród własnych męskich potomków nowego Króla. – Z kilku stron dało się słyszeć zdziwione pytania, żądanie wyjaśnienia. Tylko Aizen Sousuke uśmiechał się lekko, jakby nie był w ogóle zaskoczony czymkolwiek. – Czy przedstawiciel rodziny Kuchiki potwierdza nasze prawo? – Spojrzała na Byakuyę.

Wzrok wszystkich przeniósł się na kapitana Kuchiki.

– Potwierdzam – powiedział po chwili namysłu. – Chcesz z niego skorzystać, Hashimoto-san?

– Nie. – Na ustach Kimiko zagościł przelotny uśmiech. – Ja przyszłam jedynie przejąć na prawie
starszeństwa dowodzenie nad dziewiątą kompanią. Prawo regencji wyraźnie mówi o najstarszej córce Rodu.

Być może, gdyby ktoś w tym momencie przyglądał się Aizenowi, dostrzegłby coś, jakby cień... zaskoczenia, który przemknął po jego twarzy. Może udałoby mu się dojrzeć mieszaninę uczuć w zwykle zimnych, kalkujących oczach. Drgnięcie pewnego siebie uśmieszku. Jednak nikt nie patrzył na niego, wszyscy patrzyli w ciemność za jego tronem, skąd dochodziły kroki.

– Dokładnie – powiedziała nowo przybyła kobieta rozbawionym głosem. Stanęła przy tronie Aizena, może odrobinę za nim, tak że siedzący na nim mężczyzna nie mógł jej dostrzec.

Pozostali mogli jej się za to przyjrzeć dokładnie. Była na swój sposób podobna do Kimiko, jednak wszystko w niej było ostrzejsze, bardziej wyraziste niż u młodszej siostry. Bardziej majestatyczne. Srebrne pasemka wśród granatowych, upiętych kunsztownie włosów, wyglądały niczym smugi po spadających gwiazdach. Siateczka ze srebrnych łańcuszków była przypięta z przodu, opadając na białe czoło i ciemne brwi, ponad szarozielonymi oczami, w którym szalał sztorm. Stała przed nimi Hashimoto Akemi, najstarsza córka Hashimoto Akane, która zniknęła prawie dwieście lat temu.

– Nii-sama, co się dzieje? – szepnęła Rukia.

– To, co ma się dziać, smarkulo – odpowiedziała za Byakuyę Akemi. – To, do czego ród Hashimoto został przeznaczony już wieki temu. Prezent, jaki otrzymałyśmy od Króla – mówiąc, przeszła za oparciem krzesła na prawą stronę. Uwaga zebranych była skupiona wyłącznie na niej. – Spełnienie przepowiedni. W naszym rodzie miał się narodzić ten, który zniszczy stary porządek i ten, który go odbuduje, stając się nowym Królem. Razem z tą przepowiednią otrzymałyśmy również prawo, by zadecydować, który z naszych męskich potomków będzie którym. Przez wieki trzymałyśmy się tradycji, by kobiety Hashimoto nie rodziły synów, by przepowiednia się nie spełniła. Przynajmniej w głównym rodzie. A tych, którzy się rodzili w liniach pobocznych, trzymałyśmy pod ścisłą kontrolą. Jednak miałam dość czekania. – Pochyliła nad ramieniem Aizena, niczym doradca do swojego króla. – Pięknie wyrosłeś, synu – powiedziała.

Mógł dojrzeć jedynie jej profil, ale to wystarczyło by zobaczyć ten uśmiech skrywający wiele tajemnic, który tak dobrze zapamiętał z czasów dziecięcych u jej boku w Rukongai.

– A ty się nic, a nic nie zmieniłaś, matko – powiedział, mając ten sam uśmiech, co ona.

Wybuchła wrzawa. Shinigami jeden przez drugiego próbowali się dowiedzieć, co się właściwie dzieje. Ktoś rzucił oskarżeniem, że obecna sytuacja to wyłączna wina Akemi.

– Król umarł, bo był stary i niedołężny – odezwała się spokojnie Kimiko, uciszając wszystkich. – Za długo zwlekałyśmy, uznając, że obecny porządek jest dobry. Jednak zapomniałyśmy, że brak zmian prowadzi do marazmu, a marazm do śmierci. Powinnyśmy się domyślić, w jak opłakanym jest stanie, gdy zaczął zbierać wokół siebie dywizję zero. Teraz Juha Bah będzie próbował siłą zdobyć tron, który mu się nie należy. Jednak nie ma to znaczenia. Władza Króla, to nie tron, to potęga poddanych mu dusz, a tych Juha Bah nigdy nie zdobędzie. Ta potęga będzie się należała nowemu władcy.

Akemi prychnęła ni to rozbawiona ni to zniecierpliwiona.

– Jak zwykle za dużo mówisz, smarkulo – powiedziała. Zerknęła w górę, gdzie cieniści żołnierze odganiali wciąż atakującą maź.

– Była mowa o wyborze spomiędzy męskich potomków rodziny Hashimoto – odezwał się racjonalnym tonem Urahara. – Zatem jaki jest ten wybór?

Akemi spojrzała na młodszą siostrę, która wyciągnęła z kieszeni w szerokim rękawie kimono papier.

– Męscy potomkowie, którzy żyją i których miejsce pobytu jest nam znane – zaczęła czytać. – Aizen Sousuke z matki Hashimoto Akemi. Kuchiki Byakuya z matki Hashimoto Tamiko...

– Wiesz, że miałeś być dziewczynką – wtrąciła się rozbawiona Akemi, zwracając się do Byakuyi. – Tamiko tak bardzo marzyła o córeczce. Zostałeś chłopcem tylko ze względu na przepowiednię.

Byakuya wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, jednak w tej chwili uwagę wszystkich przyciągnął hałas z góry. Jakieś krzyki, wizg, światło. Kimiko uniosła buzdygan, cieniści żołnierze rozstąpili się. W środek pomieszczenia wpadła postać, która zaraz się podniosła i wyglądała, jakby chciała wrócić tam skąd spadła.

– Oraz Kurosaki Ichigo z rodziny Shiba z babki Hashimoto Miyako – dokończyła Kimiko, opuszczając buzdygan. Żołnierze zagrodzili ewentualnie przejście dla stojącego pośrodku Ichigo, który zaraz spojrzał w stronę kobiety, która o nim mówiła.

– Hę? – zapytał mało inteligentnie, rozglądając się i w końcu dostrzegając Aizena. Jego twarz przybrała od razu wyraz wściekłości. – Aizen – syknął przez zaciśnięte zęby. – Co tu robisz?

Ruszył w kierunku uśmiechniętego pewnie zdrajcy. Na jego drodze stanęła Akemi.

– Nie masz prawa głosu, dzieciaku – powiedziała chłodno.

Nim Ichigo miał szansę cokolwiek powiedzieć, położyła mu dłoń na ramieniu. Po raz kolejny w bardzo krótkim czasie ciało Ichigo odmówiło mu posłuszeństwa. Upadł na kolana wśród zaściełającego podłogę gruzu.

– Ichigo! – zawołała Rukia i rzuciła się w stronę chłopaka w naturalnym odruchu obronnym. Jednak została powstrzymana przez Byakuyę, który chwycił ją za ramię i pokręcił oszczędnie głową. Spojrzała tylko na niego zrozpaczona.

– Zatem spośród tych trzech kandydatów – odezwał się Urahara – jeden wszystko zniszczy, a drugi wszystko odbuduje?

– Dokładnie – odpowiedziała Akemi, nie patrząc na Uraharę. – Chociaż tak naprawdę kandydatów jest dwóch. – Spojrzała na Byakuyę. – Ciebie smarku nie biorę w ogóle pod uwagę. Miałeś urodzić się dziewczyną i przeznaczenie o tym doskonale wie.

Nie przejęła się zbytnio wyrazem nieco urażonej dumy, który przemknął pod twarzy Kuchiki. Chwyciła w dłoń podbródek Ichigo, uniosła go, by móc spojrzeć mu w oczy.

– To w takim wypadku wybór jest oczywisty – odezwał się Renji, a kilka głosów go poparło. – Aizen nie jest w stanie niczego stworzyć.

Aizen się nie odezwał, z uśmiechem patrzył na plecy swojej matki, które teraz drżały od szczerego śmiechu. Dobrze pamiętał ten śmiech, jak również tą jedyną rzecz, która była w stanie ten śmiech wywołać.

Naiwna głupota.

– Macie rację – powiedziała Akemi rozbawiona. – Ten wybór jest oczywisty.

Puściła Ichigo i odwróciła się do Aizena. Ten w końcu mógł spojrzeć swojej matce prosto w twarz. Wyłowić z zatartej pamięci jej obraz i powiedzieć sobie, że tak, to była kobieta z tych najwcześniejszych lat, której tak wiele z tego, kim był zawdzięczał. To była ta kobieta, która zaszczepiła w nim własne marzenie.

Marzenie, które właśnie się spełniało.

– Umarł król – powiedziała z czystą satysfakcją w głosie i miłością w spojrzeniu. – Niech żyje bóg.


Jakby co, odpowiedzi na pytanie, gdzie podziewała się Akemi przez te wszystkie lata będzie można szukać w "Pokoleniach" w czasie bliżej nieokreślonym :P