Dziękuję Nessi, Rozamundzie i Loonce za komentarze, wena została podkarmiona :).

Oczywiście dalej zachęcam wszystkich do komentowania. Dla mnie to szalenie interesujące, jak czytelnicy interpretują przedstawione w opowiadaniu sytuacje czy postrzegają dane zachowania bohaterów.

Nessi: Tom wygląda jak jego własna starsza wersja z Komnaty Tajemnic (broń borze szumiący nie jest jednak tu nastoletnim chłopcem, to już dorosły mężczyzna), ale ze szkarłatnymi tęczówkami o pionowych źrenicach. Było o tym wspomniane w prologu, a on był już dosyć dawno, to mogło to umknąć :) .

Zapraszam serdecznie na kolejny rozdział, tym razem nie pisany z perspektywy Harry'ego!

Smacznego! ;)


Rozdział VI

Severus Snape z napięciem obserwował otwierające się powoli ogromne mahoniowe drzwi. Instynkt podpowiadał mu, że to właśnie dzisiaj nadejdzie przełom w poszukiwaniach tego nieznośnego bachora, którego nieobecność wpędzała Mistrza Eliksirów w chroniczną bezsenność. Od czasu ucieczki Czarnego Pana z Potterem z Ministerstwa, minęły blisko dwa tygodnie. Dokładniej mówiąc jedenaście pieprzonych dni podczas których musiał oglądać łzy prawie każdego z członków Zakonu Feniksa. Osobiście uważał takie niepohamowane uzewnętrznianie bolesnych uczuć za wysoce obrzydliwe. To ich cierpienie wystawione na publiczny widok… Severus wiedział, że on nie mógłby się tak odsłonić – nienawidził, kiedy jego emocje były obnażone, ukazujące światu głęboko skrywane słabości. Jedynym uczuciem, którego nie krępował się uzewnętrzniać była złość, a przez ostatnie dni to głównie właśnie ona napędzała go do działania. Intensywność tego uczucia była tak ogromna, że mężczyzna sprawiał momentami wrażenie, jakby w żyłach zamiast krwi płynęła mu czysta nienawiść do tego świata.

Severus nie znał słów, które oddałoby jego wściekłość na wszystko co się ostatnio stało. Nie dość, że ten kompletny kretyn, krew z krwi bezmyślnego Pottera Seniora, dał się nabrać na sztuczkę Voldemorta, to dodatkowo Albus nie zdołał go w porę odbić. Za każdym razem, gdy myśli Mistrza Eliksirów zahaczały o postać dyrektora, potwór wewnątrz niego budził się z rykiem do życia, żądając bezzwłocznie złożenia mu u stóp krwawej ofiary z serca tego zniedołężniałego starca.

Dumbledore zdradził jego zaufanie.

Severus w głębi duszy wiedział, że te słowa były podszyte naprawdę dużą dozą niesprawiedliwości, bo to przecież nie tak, że dyrektor oddał chłopaka dobrowolnie w ręce tego szaleńca, prawda? Walczył z Czarnym Panem, ale okazał się zbyt słaby, czy też może po prostu już zbyt posunięty wiekiem, by dorównać przeciwnikowi i ocalić Pottera. Snape dobrze wiedział, że nie każda walka przynosi zwycięstwo. Mimo to nie potrafił mu wybaczyć, że nie odbił syna Lily z rąk tego psychopaty.

Albus obiecywał go przecież chronić.

Snape również sam sobie przyrzekł strzec chłopca i na Merlina narażał dla tego bezmyślnego bachora swoje życie praktycznie od samego początku, gdy ta chuderlawa kopia jego szkolnego antagonisty przekroczyła próg Hogwartu! I aż do tego momentu wychodziło mu to całkiem przyzwoicie, mimo napotkanych po drodze przeszkód. Niestety, wszystko ma swój kres.

Aż do dzisiaj nie było żadnej wieści o dzieciaku.

Ta cisza w Czarnym Dworze była złowróżbna. Nic, kompletnie nic nie wskazywało na to, że chłopak ciągle żyje i jest tu przetrzymywany. Czarny Pan nie uznał za stosowne podzielić się ze swoimi sługami tym, co takiego zrobił z Potterem, kiedy ten już dostał się w jego brudne łapy. Co więcej, nawet Bella milczała jak grób, mimo bycia obecną przy porwaniu. Severus wolał nie wiedzieć jakiej perswazji użył na tej bezmyślnej suce, że ta pohamowała swój wiecznie niewyparzony język.

Aż do dzisiaj nie było cienia szansy by się dowiedzieć, co się stało z Potterem. Żadne z dotychczasowych spotkań tego co zostało z Wewnętrznego Kręgu nie udzieliło Severusowi odpowiedzi na to pytanie. Dwa dni temu Voldemort wezwał ich, aby wydać rozkazy, a dzisiaj ponowił wezwanie, co było bardzo niespodziewanie. Dlatego Severus oczekiwał z nerwami napiętymi jak postronki na otwarcie się do końca tych cholernych drzwi, starając zdusić w sobie nikły płomyk nadziei. Wolał się nie rozczarować.

W progu ukazał się Czarny Pan, a obok niego niska, wątła postać z twarzą ukrytą w cieniu kaptura. Snape poczuł jak z ramion spada mu niewyobrażalny ciężar. Poznałby tą kościstą sylwetkę nawet na końcu świata.

Potter żył.

Pytanie tylko, jak długo?

Najbardziej zaskakujące dla mężczyzny było to, że chłopak nie był w żaden sposób skrępowany. Czujnym czarnym oczom nie umknęło lekkie zachwianie się gryfona w progu, ale chłopak zaraz się opanował i już wyprostowany wkroczył tuż obok Voldemortem do sali pełnej obserwujących ich, w nagle zapadłej ciszy, śmierciożerców.

- Witajcie moi wierni sprzymierzeńcy. Dzisiaj nadeszła dla nas wszystkich ważna chwila, powiedziałbym: wręcz rozpoczęcie nowej, ekscytującej epoki. Zanim jednak wszystko wyjaśnię zdejmijcie proszę maski. Jesteście w końcu wśród przyjaciół, czyż nie?

Rząd czarnych postaci zafalował lekko, wyraźnie poruszonych słowami powitalnymi, jak i wydanym rozkazem, ale posłusznie opuścili białe maski. Przybyła postać mogła spokojnie przyjrzeć się wszystkim zebranym tu poplecznikom Czarnego Pana. Co mądrzejsi z nich przybierali beznamiętny wyraz twarzy, kryjąc swoje emocje, ale niektórzy spoglądali na niespodziewanego gościa z wyraźnym zaintrygowaniem. Jedna Bella wydawała się z trudem trzymać nerwy na wodzy, zagryzając mocno wargi, podczas gdy jej ciemne oczy ciskały błyskawice.

Lord Voldemort odwrócił się w stronę zakapturzonej postaci. Przyglądał jej się chwilę, nie kryjąc zadowolenia. Wyglądem przypominał węża, któremu udało się upolować wyjątkowo tłustą zdobycz.

- Oto stoi po mojej prawicy ktoś, kogo obecność tutaj jest nawet dla mnie samego sporym zaskoczeniem. Nazwałbym to przewrotną niespodzianką od losu... Oto wróg, który nigdy już nie spróbuje unieść przeciwko mnie różdżki. Ktoś, kto d dawna był mi nieświadomym sojusznikiem w mojej drodze ku potędze. Szanowni panowie i ty droga Bello, oto stoi przed wami – w tym momencie zerwał kaptur teatralnym ruchem – Harry Potter.

Severus wpatrywał się w chłopaka intensywnie, nie dając po sobie poznać nawet drgnięciem powieki zdezorientowania, jakie odczuwał po tych słowach. Nieświadomy sojusznik? Cóż to może znaczyć w ustach Czarnego Pana?

Przesunął wzrokiem po twarzy Pottera. Miał on przeraźliwie zapadnięte policzki, tak jak by od dawna chorował, a ich bladość w niczym nie ustępowała kolorem alabastrowej skórze Czarnego Pana. Jego włosy zdawały się być jeszcze bardziej potargane niż zwykle, jakby dopiero co przeszedł przez nie huragan. Ale tak naprawdę to nie zaniedbanie chłopaka przyciągało wzrok Mistrza Eliksirów, a oczy którymi toczył nerwowo po pomieszczeniu.

Snape mógł się spodziewać ujrzeć w nich wiele różnych emocji: obrzydzenie, wściekłość i chęć zemsty. Był przygotowany też na to, że ujrzy chłopca złamanego, a w jego oczach będzie się odbijało przerażenie, bezradność czy osamotnienie. Nigdy jednak, nawet w najgorszych koszmarach, nie spodziewał się ujrzeć ukochanych zielonych tęczówek jego Lily, jak przepełnione ekscytacją przeskakują od twarzy do twarzy każdego śmierciożercy, błyszcząc dziwnym, odrobinę obłąkanym wewnętrznym światłem. Kiedy zaś ich spojrzenia się skrzyżowały, ujrzał w nich błysk satysfakcji. Zupełnie jakby chłopak kpił sobie z całej tej sytuacji i miał niezły ubaw z tego, że wzbudził taką konsternację wśród śmierciożerców.

Snape poczuł jak wzdłuż kręgosłupa spływa mu kropla zimnego potu. Na Merlina, to nie może być prawda. On…on wydawał się być naprawdę podekscytowany tym wszystkim. Więc słowa Czarnego Pana są prawdziwe? Chłopiec-Który-Przeżył okazał się być… Chłopcem-Który-Zdradził?

Voldemort zignorował szum podnieconych szeptów i kontynuował, zmieniając płynnie intonację głosu na niższą, brzmiącą bardziej groźnie.

- To dla was zapewne duże zaskoczenie moi drodzy jednak nie przesłyszeliście się. – Szmery momentalnie ucichły. – Od dzisiaj Harry Potter jest dla po naszej stronie, a co za tym idzie jest dla was nietykalny. Każdy kto przeciwstawi się mojemu rozkazowi… Obiecuję, że będzie bardzo długo cierpiał, zanim w końcu wybłaga upragnioną śmierć – teraz mężczyzna cedził już słowa, będąc na granicy wściekłego syku, jakby sama myśl o śmierci Pottera budziła w nim niekontrolowaną złość.

Atmosfera w pomieszczeniu stała się dużo cięższa. Nawet cienie zalegające w kątach komnaty wydawały się jakby mroczniejsze. Voldemort bez skrępowania pokazał przedsmak mocy, która obróci się przeciwko nim, jeśli zignorują jego rozkaz. Każdy z obecnych poczuły dotkliwie jak przytłaczająca może być potęgą bijącą od ich mistrza. Ten krótki pokaz siły nie zostawiał dużego pola do interpretacji: nie należy drażnić groźnej bestii, nie jeśli chce się pozostać przy życiu.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie tknie Pottera.

W ciszy, która nastała po tej groźbie, wręcz szokujące wydały się słowa rzucone lekkim tonem przez smarkacza:

-No naprawdę, to takie wzruszające Tom… Ta twoja bezinteresowna troska o moje życie… No naprawdę!

Snape nie mógł uwierzyć własnym uszom. Ten chłopak kpił z Czarnego Pana patrząc mu prosto w oczy. O Merlinie…

Voldemort spojrzał pobłażliwie na młodzieńca, a usta wykrzywił mu drapieżny uśmieszek. Pyskówka bachora zdawała się go szczerze bawić.

- Cieszę się, że doceniasz te wysiłki, mój cenny chłopcze.

Potter prychnął cicho, spuszczając jednocześnie wzrok na swoje buty.

Dla Severusa było to zbyt dużo. Ta swobodna rozmowa między, jak mu się dotąd zdawało, śmiertelnymi wrogami przelała czarę goryczy. Nie chciał wierzyć w to co widzi, zmysły musiały go oszukiwać. Potter-Pieprzony-Wybawca-Czarodziejskiego-Świata nie mógł przecież przejść na Ciemną Stronę, do cholery! Severus musiał poznać prawdę.

Wtedy właśnie Snape zrobił jedną z największych głupot w swoim życiu, a trzeba przyznać, że miał już ich na swoim koncie całkiem pokaźną ilość. Gdzieś na obrzeżach świadomości zamajaczyła mu myśl, że podejmowanie nieprzemyślanych, impulsywnych decyzji zawsze kończyło się dla niego źle, ale skutecznie ją zignorował. Czuł palącą potrzebę zrozumienia. Musiał wiedzieć, czy to o co dotąd walczył było tak naprawdę kłamstwem.

Wypowiedział w myślach zaklęcie i dotknął mentalnie umysłu Pottera, zdeterminowany, aby dowiedzieć się u samego źródła, co jest prawdą, a co tylko wyrachowaną grą. Chciał to zrobić najdelikatniej jak tylko potrafił, tak aby chłopak nawet się nie zorientował, że jest inwigilowany, jednak ledwie go dosięgnął, poczuł jak coś obcego chwyta jego umysł w zimne, silne szpony. Bolesny nacisk na jaźń zmusił go do pospiesznego wycofania się z głowy chłopaka. Zachwiał się od tej niespodziewanej napaści, trącając niechcący ramieniem stojącego obok Yaxleya, który posłał mu zaskoczone spojrzenie. Snape nie widział tego jednak, ponieważ jego rozszerzone ze strachu onyksowe tęczówki przyszpilała właśnie para szkarłatnych, okrutnych oczu.

Poczuł jak Voldemort wdziera się do jego zdezorientowanego brutalnym atakiem umysłu, zanim zdążył pomyśleć choćby o umocnieniu naruszonych mentalnych barier. Czarny Lord bez trudu dosięgnął do jego wątpliwości o Potterze, węsząc wśród emocji i z łatwością się w nich zagłębiając. W ciągu kilku sekund dowiedział się o całej niepewności i niedowierzaniu swojego szpiega, odczuł całą złość podszytą goryczą, że Potter zdaje się być zdrajcą Jasnej Strony. Widząc już dość, aby wyciągnąć odpowiednie wnioski, Riddle opuścił umysł Severusa.

Lord Voldemort odkrył właśnie w swoich szeregach szpiega.

Mężczyzna poczuł, jak cała krew odpływa mu z twarzy, kiedy stojący przed nim czarnoksiężnik zmrużył oczy. Jestem zgubiony, pomyślał i zadrżał gwałtownie.

- Snape, co ty odpierdalasz? – Ledwie do niego doszedł zirytowany szept Yaxleya, kiedy drżąc znowu trącił sąsiednie ciało. Strach wypełnił mu serce i czuł jak maska jego opanowania drży w posadach.

- Tak jak mówiłem – ku zdziwieniu Snape'a Voldemort przemówił tak jakby nic się nie stało, jakby ingerencja w umysł jego domniemanego sojusznika sprzed chwili nie miała w ogóle miejsca – nikt z was nie może go zabić, nie poświęcając jednocześnie własnego życia. Muszę jednak z przykrością stwierdzić, że mimo bycia naszym sprzymierzeńcem, pan Potter nie wykazuje ani szczególnego szacunku dla mojej osoby, ani też chociaż odrobiny potulności. Pomyślałem więc, że przydałaby mu się krótka lekcja pokory, a nie wyobrażam sobie lepszych nauczycieli posłuszeństwa niż wy, moi drodzy śmierciożercy.

Snape zauważył, że chłopak zamarł na te słowa. Wśród śmierciożerców dało się słyszeć najpierw pełen zaskoczony pomruk, który płynnie przeszedł w szum podnieconych szeptów. Snape nie mógł się poruszyć. Czyżby Czarny Pan naprawdę…?

Riddle popchnął niczego nie spodziewającego się chłopaka bliżej śmierciożerców, powodując, że dzieciak z krótkim okrzykiem zaskoczenia upadł na kamienną podłogę. Poderwał się błyskawicznie, spięty i czujny jak osaczone przez drapieżniki zwierzę, przeskakując wzrokiem od śmierciożerców do Voldemorta i z powrotem.

- Snape, mój najwierniejszy sługo, czy byłbyś tak uprzejmy i rozpoczął? – Zielone oczy przeniosły się momentalnie na Mistrza Eliksirów, lśniąc strachem. – Czyż to nie będzie odpowiedni początek nauki? Jesteś przecież, o ironio, jego profesorem.

Severus stał uwięziony, mając wokół siebie zgraję śmierciożerców, przed sobą bezbronne dziecko, a naprzeciwko niewzruszonego sadystę, patrzącego na niego kpiąco. Sukinsyn, doskonale zdawał sobie sprawę jak bardzo Snape czuł się bezradny.

Rozumiał, że jest to rodzaj kary. Czarny Pan dobrze wiedział o jego zdradzie oraz o tym, że ostatnią rzeczą na jaką by się teraz poważył było torturowanie Pottera. Kiedy nie poruszył różdżką ani o milimetr Riddle zasyczał:

- Czyżby to było dla ciebie zbyt wiele Severusie? Czyżbyś… zżył się z tym chłopcem?

- Panie… - zdążył tylko tyle wyszeptać pobielałym wargami, kiedy bezceremonialnie mu przerwano:

- Przestań pieprzyć Tom! – krzyk Pottera zaskoczył nawet Riddla.

Zielone tęczówki błyszczały wściekłością. Chłopak oddychał ciężko i zaciskał pięści z taką siłą, że aż pobielały mu knykcie. Riddle tymczasem, mimo powagi wypisanej na twarzy, zdawał się być bardziej zaintrygowanym niż wściekłym za ten nagły wybuch.

- Jak śmiesz zwracać się tak do naszego pana! – Niespodziewanie z szeregu śmierciożerców wyrwała się rozwścieczona Bellatrix. – Crucio!

Potter krzyknął głośno i upadł na kolana, obejmując się ramionami i drżąc konwulsyjnie. Snape nie mógł oderwać spojrzenia od zgiętego w pół drobnego ciała. Riddle również przyglądał się torturom z widocznym zaciekawieniem, najwyraźniej nie mając zamiaru przerywać Lestrange w zabawie.

Snape otrząsnął się już po pierwszym szoku po tym niespodziewanym mentalnym ataku. Dzieciak kupił mu najwyraźniej jeszcze kilka minut życia, krótkich minut jeśli Severus nie unormuje swoich reakcji i nie zacznie zachowywać się tak jak przystało prawdziwemu śmierciożercy. Zawsze istniała nikła szansa, że Czarny Pan uwierzy w zapewnienia, że ta złość i gorycz którą czuł z powodu zmiany stron przez Pottera, to tylko wynik żalu za zmarnowaniem czasu poświęconego na złapanie Pottera, który i tak był po ich stronie. Szanse, że Voldemort da wiarę tak naciąganym zapewnieniom były bliskie zeru, ale na jego korzyść przemawiał fakt, że dotąd nie próbował uciec z Czarnego Dworu po swoim rzekomym zdemaskowaniu. Wszystko zależy teraz od tego, czy tym razem dobrze odegra swoją rolę i czy jego bariery wokół umysłu nie zawiodą.

Po jakiś dwudziestu sekundach trwania zaklęcia coś zmieniło się w postawie Pottera, jak zauważył ze zdziwieniem Mistrz Eliksirów. Zgięte dotąd plecy rozprostowywały się powoli i chłopak, mimo nieustających dreszczy, zaczął wstawać z kolan. Szarpnął opuszczoną dotąd głową i ukazał wszystkim swoją wykrzywioną bólem twarz oraz rozbiegane spojrzenie. Ale na Merlina – chłopak wstał mimo wciąż trwającego cruciatusa! Snape w całym swoim życiu nigdy nie wdział czegoś takiego.

Bella wydawała się tym faktem równie zszokowana. Zdekoncentrowana opuściła odrobinę różdżkę, przerywając jednocześnie zaklęcie.

Uwolniony spod mocy klątwy, Potter zrobił kolejną zaskakującą rzecz: rzucił się w stronę niespodziewającej się takiego obrotu sprawy śmierciożerczyni i spróbował sięgnąć po jej różdżkę. Atakując użył jednak całego ciężaru ciała, przez co oboje stracili równowagę i runęli na podłogę. Różdżka potoczyła się po kamiennej posadzce, a Potter i Lestrange walczyli zaciekle o dostanie się do niej. Nikt z pozostałych śmierciożerców nie poruszył się nawet o krok, aby pomóc, ograniczając się jedynie do obserwacji tego nieoczekiwanego pokazu mugolskiej bijatyki.

Bellatrix wrzeszczała, gryzła i drapała i już po chwili zakrwawiony Potter wyglądał, jakby zaatakował go rozwścieczony nieśmiałek, ale nie zważając na powstające ranki próbował ją odepchnąć jak najdalej od różdżki, jednocześnie samemu próbując ją dosięgnąć. Za każdym razem kiedy wyciągał przed siebie dłoń, paznokcie śmierciożerczyni próbowały wydrapać mu oczy, przez co musiał ponownie się osłaniać, tracąc po raz kolejny szansę na zyskanie przewagi. W pewnym momencie szamotaniny kobieta przetoczyła się nad Harry'm i kiedy wydawało się już, że to ona zdobędzie różdżkę, Harry resztką sił popchnął ją barkiem. Bella straciła przez to równowagę i upadła bokiem na podłogę. Jednocześnie rozległ się głośny trzask na który oboje walczących zamarło.

Snape widział ten moment tak wyraźnie, jakby oglądał go w zwolnionym tempie: Bellatrix spoglądająca w dół, gdzie pod jej łokciem leżała różdżka. Podniosła ją powoli do oczu i Snape aż wstrzymał oddech widząc jak jej końcówka zwisa smętnie, trzymając się jedynie na cienkim włókienku ze smoczego serca. Z upływem każdej sekundy oczy śmierciożerczyni robiły się coraz większe, a usta otworzyła jak do krzyku, po czym jej wzrok padł na zastygłego chłopaka. Na widok furii w jej oczach Potter zaczął się pośpiesznie odczołgiwać od kobiety, która w tym momencie wyglądała na obłąkaną. Wycelowała złamaną różdżką w odsuwającego się w panice chłopaka, ale zanim zdołała cokolwiek powiedzieć rozległ się ostrzegawczy syk Voldemorta:

- Bello, chyba nie chcesz rzucić zaklęcia swoją różdżką?

Głos Czarnego Pana podziałał na nią jak kubeł zimnej wody sprawiając, że jej spojrzenie straciło ten szaleńczy wyraz. Kobieta przez kilka sekund wyglądała, jakby walczyła z samą sobą, jednak w końcu bez słowa sprzeciwu opuściła broń, wstała i odmaszerowała dumnie do reszty śmierciożerców, ale zamiast zająć swoje miejsce w szeregu, podeszła do Rowla i wyrwała mu jego trzymaną w pogotowiu różdżkę. Oburzony mężczyzna nie zdążył nawet odpowiednio zareagować na tą zniewagę, kiedy Bella odwróciła się na pięcie i wycelowawszy w przestraszonego chłopaka, warknęła:

- Depulso!

Odrzucony zaklęciem Potter z nieprzyjemnym chrupnięciem uderzył plecami o przeciwległą ścianę i osunął się podłogę, tracąc jednocześnie przytomność.