Dziękuję wszystkim za komentarze! :)
Co do głosów, że opowiadanie jest nieprzewidywalne - no cóż, cieszę się, że się z nim nie nudzicie. Zauważcie jednak proszę, że akcja dzieje się aktualnie w 11 dniu pobytu Harry'ego w Czarnym Dworze, a dzisiejszy rozdział jest już VII rozdziałem. Akcja toczy się więc wolno (mam nadzieję, że nie za wolno ;) ), stąd niektóre sytuacje i zachowania bohaterów wydają się być teraz niezrozumiałe. Pocieszę Was, że nie jesteście sami w zastanawianiu się co będzie dalej - Harry też tego nie ogarnia ;).
Rozamunda - nie bez przyczyny mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy i w tym przypadku jest tak dosłownie. Riddle co prawda zmienił swój wygląd (przyczyna okaże się banalna i zostanie wspomniana w przyszłości), ale są rzeczy których nawet magia nie będzie potrafiła całkowicie zamaskować, a jedną z tych rzeczy jest jego okaleczona dusza. Co prawda jest on w stanie zmienić wygląd swoich oczy na jakiś określony czas za pomocą magii, ale nie byłby to permanentny efekt. Ot takie ograniczenie, bo nawet Voldemort jest tylko człowiekiem, nawet ze swoją minimalną ilością człowieczeństwa.
Co do pozostałych pytań od gości: kontakty Harry'ego ze śmierciożercami będą, ale raczej serwowane stopniowo. Tortury... Hmm z góry przepraszam wielbicieli takich ostrzejszych scen ponieważ, hmmm no cóż - nie umiem robić opisów tortur, więc bardzo przepraszam, ale raczej nie będą one przesadnie rozbudowane czy fantazyjne.
Nessi: Co do dalszych losów Snape'a... Zapraszam do lektury poniższego rozdziału :)
(rozdział niebetowany)
Voldemort popatrzył obojętnie na nieprzytomnego chłopaka, po czym zwrócił się do ciągle dyszącej ze złości Bellatrix.
- Bello, zbliż się do mnie.
Kobieta rzuciła w stronę wściekłego Rowla różdżkę i bezzwłocznie podeszła do swojego mistrza. Spojrzała na niego z obawą, nie była bowiem pewna, czy atak na Pottera zostanie odebrany jeszcze jako „nauka", czy już jako naruszenie jego nietykalności.
- Bez różdżki jesteś kompletnie bezużyteczna, ułomna niczym zwykły mugol. – Kobiet na te słowa zapadła się w sobie, lecz nie miała śmiałości przerywać Czarnemu Panu i narazić się na jego jeszcze większą złość. – Moje szeregi zostały już dostatecznie uszczuplone w ministerstwie, nie potrzebuję dodatkowych strat. Na następne spotkanie masz być już uzbrojona w różdżkę i nie obchodzi mnie, jak to zrobisz. Nie zawiedź mnie po raz kolejny, Bello.
- Nie sprawię ci więcej zawodu, mój panie, przyrzekam!
Voldemort odwrócił się do reszty zgromadzonych postaci.
- Wygląda na to, że dzisiejsza lekcja pana Pottera musi zostać przełożona, jednak nie martwcie się, moi przyjaciele, każdy z was będzie miał jeszcze okazję podjąć się jego nauki. Sprawdzimy czy będziecie równie rozczarowujący, jak nasza droga Bellatrix…
Upokorzona kobieta spłonęła rumieńcem ze wstydu i złości. W duchu zaś poprzysięgła sobie, że to ostatni raz, kiedy sprowadziła na siebie niezadowolenie Czarnego Pana.
Syknęła wściekle na Selwyna, kiedy z jego strony dobiegł ją zduszony, złośliwy chichot. Ucichła jednak natychmiast, kiedy jej pan przemówił ponownie:
- Na dzisiaj to wszystko, możecie odejść. Snape, ty zostań.
Śmierciożercy po kolei wychodzili z pomieszczenia, aby deportować się z innego miejsca, które celowo nie było objęte barierami antyteleportacyjnymi, aż w końcu Snape pozostał z Voldemortem sam na sam, nie licząc nieprzytomnego Pottera. Riddle zbliżył się nieśpiesznie do leżącego po czym kucnął, przyglądając się przez chwilę chłopakowi bez słowa, zadumany. Severus patrzył jak blade palce sięgają w stronę blizny w kształcie błyskawicy, obrysowując jej kontur w parodii czułej pieszczoty.
- Powiedz mi, mój niewierny przyjacielu, czy naprawdę warto jest umrzeć dla kogoś takiego jak on? Osobiście uważam, że to wielkie marnotrawstwo poświęcać życie dla głupiutkiego piętnastolatka.
- Mój panie, nadal jestem twoim wiernym sługą, mogę wszystko wyjaśnić…
- Oszczędź mi słuchania tych bzdur.
- Panie…
- Powiedziałem, abyś zamilkł!
Voldemort skierował końcówkę różdżki na serce chłopaka, na co Severus zamarł, jednocześnie posłusznie milknąc. Oddychał miarowo, starając się uspokoić i nie dać się ponieść zbędnej panice, tak jak to zrobił kilka minut wcześniej.
Z niezadowoleniem stwierdził, że był to idealny moment na wcielenie w życie planu awaryjnego.
Będąc świadomym tego, że mimo niezawodnych (przynajmniej jak dotąd) mentalnych osłon, jego podwójna tożsamość może zostać kiedyś wykryta, dla własnego bezpieczeństwa zawsze miał przy sobie świstoklik w postaci srebrnego łańcuszka z malutką zawieszką w kształcie zapieczętowanej fiolki. Świstoklik ten został osobiście przygotowany przez Dumbledora tak, by był niewykrywalny żadnym standardowym czarem demaskującym, a aktywować go mógł jedynie sam Mistrz Eliksirów.
Wiedział, że powinien w tej chwili wypowiedzieć hasło i ewakuować się z Czarnego Dworu, póki Voldemort wydawał się być bardziej zainteresowany Potterem niż nim samym, ale nie mógł tak po prostu zostawić tutaj chłopaka, nawet mimo swoich wątpliwości co do jego lojalności. W głębi serca wiedział, że zachowywał się w tym momencie, jak zwykły bezmyślny gryfon, ale nic na to nie mógł poradzić – musiał chociaż spróbować odbić chłopaka.
Dla Lily.
- Kiedy Potter dostał się w moje ręce, jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobiłem było dostanie się do jego umysłu. Oczywiście uczyniłem to kiedy był nieprzytomny, oszczędziło mi to niepotrzebnego oporu z jego strony. We wspomnieniach znalazłem kilka przydatnych informacji i nazwisk oraz lokalizację kilku ciekawych miejsc. Swoją drogą, przeglądanie jego wspomnień było dosyć nużące ze względu na towarzyszącą im dużą dawkę emocji. Chłopak ma bardzo ognisty temperament, nie sądzisz?
Snape milczał. To co mówił Voldemort stawiało w zupełnie innym świetle sprawę zdemaskowania siedziby kwatery Zakonu Feniksa na Grimmauld Place z tamtego tygodnia. Winę za to przypisano bardziej zniknięciu Mundungusa, niż porwaniu Harry'ego, a domysły te potwierdzało poniekąd znalezienie zmasakrowanych zwłok Dunga w jednym z rynsztoków Nokturnu.
- Właśnie ze względu na tą irytującą, nadmierną emocjonalność musiałem podjąć odpowiednie kroki ku zabezpieczeniu jego umysłu. Zapewne doskonale zdajesz sobie sprawę, że ktoś, kto nie jest w stanie opanować własnych emocji, nie zajdzie daleko na ścieżce nauki oklumencji. Dlatego teraz, kiedy jest moim sojusznikiem, naturalne wydawało mi się to, że nie mogłem pozwolić, aby jakakolwiek niewygodna dla mnie informacja wyciekła z jego bezbronnego umysłu. Nie sądziłem jednak, że ustawione przeze mnie bariery zostaną tak szybko naruszone. I tak oto wracam do kwestii twojej zdrady, Severusie.
Snape mocniej ścisnął opuszczoną wciąż różdżkę, gotowy w każdej chwili, aby zacząć się bronić. Szanse na dostania się do Pottera były na daną chwilę zerowe, a wraz z przeniesieniem zainteresowania Czarnego Pana na postać Severusa, również jego szanse na ucieczkę zaczęły drastycznie maleć.
- Zobaczenie chłopaka tak chętnie stojącego u mojego boku musiało cię mocno zszokować, mój podwójny szpiegu? Prawda? – Szkarłatne tęczówki zdawały sięgać aż do samego dna duszy Snape'a, nawet bez uciekania się do leglimencji. – Czułem twoje rozgoryczenie, całą złość na zachowanie chłopaka. Jeśli mam być szczery nie sądziłem, że nasz zawsze opanowany Mistrz Eliksirów jest zdolny do tak gwałtownych emocji, zachowując przy tym jednocześnie idealnie niewzruszony wyraz twarzy. Trzeba przyznać, że dotąd nie doceniałem poziomu twojego aktorskiego talentu. Zdrada pozostaje jednak zdrad, Severusie. Mimo wszystko zastanawia mnie powód twojej zmiany stron. Wytłumacz mi to.
Zapadła przytłaczająca cisza wśród której mężczyźni mierzyli się jedynie spojrzeniami. Severus wiedział, że niedługo zginie – skoro więc dzisiejszy dzień miał być jego ostatnim, to Merlin mu światkiem, że zanim umrze pokaże całą pogardę, jaką odczuwał do tej pochylonej nad bachorem gadziny. Zamiast odpowiedzieć, uniósł jedynie opuszczoną dotąd różdżkę i pozwolił, aby w jego oczach zapłonęła cała długo skrywana nienawiść. Tłumaczenie swoich pobudek pozbawionemu ludzkich uczuć potworowi nie przeszło mu nawet przez myśl.
- Widzę, że postanowiłeś całkowicie odrzucić maskę posłusznego sługi. Co popchnęło cię do tak głupiego czynu? Nie wierzysz chyba w to, że Harry Potter włada mocą zdolną do pokonania mojej osoby? Że może zaproponować ci więcej niż ja?
Severus pozwolił, aby drwiący grymas wykrzywił na moment jego wargi.
- Nigdy podobna myśl nie przyszłaby mi do głowy.
- Interesujące.
To jedno słowo sprawiło, że Snape poczuł się kompletnie skonfundowany. Cała zaistniała sytuacja całkowicie odbiegała od tego, jak wyobrażał sobie dzień w którym zostanie zdemaskowany. Ta przedłużająca się rozmowa była, w jego mniemaniu, czymś wręcz nie na miejscu. Czarny Pan specjalnie się z nim drażnił, nieśpiesznie prowadząc tą dziwnie uprzejmą rozmowę. Prowokował go? Chciał, aby to Snape pierwszy zaatakował? On nie śmiał jednak rzucić pierwszemu żadnego zaklęcia, nie kiedy koniec różdżki Czarnego Pana wciąż był skierowany na smarkacza.
- To naprawdę intrygujące – kontynuował spokojnie mężczyzna, rysując jednocześnie od niechcenia różdżką asymetryczne wzory na klatce piersiowej Pottera, podczas gdy jego wzrok utkwiony był niezmiennie w Mistrzu Eliksirów. – Moja mała wizyta w twoim umyśle potwierdziła, to co wiem od dawna: nie znosisz tego dzieciaka. Mimo to poświęcasz dla niego swoje bezpieczeństwo, nie czerpiąc z tego właściwie żadnych korzyści, a wręcz ponosząc przy tym straty... I pomyśleć, że mowa jest o tej samej osobie, która tuż po skończeniu szkoły przyszła do mnie z własnej woli. Pamiętam dobrze twój głód wiedzy o czarnej magii, kiedy wstępowałeś w moje szeregi. Twoja wierność była w tamtym czasie naprawdę godna podziwu, dzisiaj zaś jesteś godny jedyne pożałowania. Powiedz mi Snape, czym dla ciebie były tamte czasy?
Szczęka czarnookiego zacisnęła się na chwilę mocniej, zanim wypluł z siebie odpowiedz:
- Błędami młodości.
- Nazywasz tamten czas błędem? A jednak wtedy gorliwie przynosiłeś mi każdą zdobytą przez siebie informację. Wśród nich była również ta o przepowiedni. Dzięki niej pośrednio jesteśmy dzisiaj w takim, a nie innym miejscu. Można więc powiedzieć, że to poniekąd twoja zasługa, Severusie.
Snape poczuł jak ogarniają go mdłości na słowa Voldemorta, który właśnie rzucił mu prosto w twarz, że to on jest odpowiedzialny za śmierć Lily. Tak jakby nie był tego wystarczająco świadomy za każdym razem, gdy patrzył prosto w oczy jej osieroconego syna, który odziedziczył po niej ich kolor.
- Poczuj na swojej własnej skórze wdzięczność Czarnego Pana za doprowadzenie nas aż tutaj, zdrajco.
Lord Voldemort wstał błyskawicznie, a z końca jego różdżki błysnęło czerwone światło niewerbalnego cruciatusa. Snape był jednak przygotowany i zdążył się uchylić. Umykając jednocześnie przed kolejnym czarem, machnął zbyt gwałtownie różdżką, sycząc:
- Sectumsempra!
Zaklęcie chybiło celu, a on z trudem uniknął zmierzającego ku niemu następnemu niewybaczalnemu.
Rozpoczęła się zacięta walka.
Czarny Pan spokojnie posyłał w jego stronę kolejne klątwy, nie wkładając w walkę całej swojej siły. Snape tymczasem był zmuszony do ciągłego ruchu, próbując jednocześnie umknąć trafieniu i zbliżyć się do chłopaka. Mimo niewątpliwej gracji z którą omijał lecące w jego kierunku klątwy, jasnym było, że ponosi sromotną klęskę. Nie miał odpowiednio dużo czasu na kontratak, Riddle był dla niego zbyt szybki. Snape specjalnie też ograniczał się do lżejszych zaklęć, obawiał się użyć jakiegokolwiek czaru o większej sile rażenia, ze względu na wciąż nieprzytomnego Pottera. Wiedział, że troska o chłopaka go ogranicza, nie pozwalając zaprezentować Riddle'owi całego swojego potencjału. Z trudem ignorował buzującą w nim adrenalinę i wzburzoną magia, która wręcz prosiła o wysadzenie połowy komnaty w powietrze.
Po chwili na twarzy Voldemorta pojawił się grymas zniecierpliwienia i zaklęcie spowalniające ruchy już bez trudu dosięgnęło Mistrza Eliksirów.
Część umysłu Snape'a była porażona faktem, że najwidoczniej dotąd podczas walki zaledwie bawiono się z nim. Wiedział, że nie dorównuje swoim poziomem mocy Czarnemu Panu, jednak nie spodziewał się aż tak dużej różnicy. Ponad mężczyźnie ciężko było pogodzić się z faktem, że pomimo bycia dorosłym, wprawionym w pojedynkach czarodziejem, został unieruchomiony zwykłym immobilusem*, który potrafią rzucić już drugoroczni uczniowie Hogwartu. To celowe lekceważenie jego osoby było upokarzające.
Tymczasem druga część jego mózgu skupiała się na mentalnym przygotowywaniu na ból, jaki zaraz doświadczy z rąk sadystycznego psychopaty.
Mężczyzna zbliżył się powoli do obezwładnionego zaklęciem Snape'a, z uśmiechem mówiąc:
- Crucio.
Wciąż zamroczony Harry, budził się powoli. Wręcz czuł, jak rośnie mu guz w miejscu, gdzie jego głowa miała nieprzyjemne spotkanie z kamienną ścianą. Do uszu dochodził mu jakiś nieprzyjemny, powtarzający się dźwięk, przypominający zduszone skomlenie. Chłopiec uchylił z trudem powieki, zamrugał kilka razy, oślepiony światłem. Poprawił przekrzywione okulary i podniósł odrobinę głowę, odwracając ją w stronę tych przeszywających jęków.
Oczy rozszerzyły mu się z przerażenia, kiedy zobaczył Severusa Snape'a wijącego się na podłodze w bolesnych konwulsjach. To on był źródłem tych niepokojących odgłosów. Momentalnie zapominając o własnym bólu, Harry podniósł się prędko, potykając jednocześnie o własne nogi. Nie zważając na protest obolałych mięśni, wbiegł między Snape'a a Voldemorta.
- Nie! Przestań! Zostaw go!
Rozpostarł szeroko ręce, odgradzając własnym ciałem swojego profesora od atakującego go mężczyzny. Riddle był zmuszony przerwać zaklęcie. Popatrzył niechętnie na swojego horkruksa.
- Przeszkadzasz mi w zemście.
Za plecami chłopaka, Snape próbował klęknąć, oddychając z trudem. Nigdy jeszcze nie został potraktowany tak potężnym cruciatusem, a nie można powiedzieć, żeby wcześniej Czarny Pan był zbyt delikatny, kiedy okazywał niezadowolenie swoim sługom. Nie był w stanie zapanować nas swoim ciałem, rozedrganym po minionym ataku.
- Nie pozwolę Ci, nie możesz przecież…!
- Mój drogi, a ty jak zwykle przeceniasz swoje możliwości. Jak niby bezbronny dzieciak może przeszkodzić mi w moich zamiarach?
- P-potter… - rozbrzmiał zachrypnięty głos, zanim chłopak zdążył cokolwiek odpowiedzieć Voldemortowi. – Potter, chodź, m-musimy uciekać.
Harry obejrzał się z niedowierzaniem na swojego profesora. Nigdy w swoim życiu nie słyszał, aby słowa wypowiadane tak osłabionym głosem nosiły w sobie jednocześnie tyle stanowczości. Mimo tego, że mężczyzna z trudem klęczał na jednym kolanie i musiał podpierać się lewą ręką o posadzkę, aby utrzymać równowagę, to w prawej dzierżył wycelowaną prosto w Voldemorta różdżkę.
- N-nie mamy czasu, Potter, s-szybko!
Wizja ucieczki od Voldemorta była tak kusząca, że Harry bezwiednie zrobił krok w stronę Mistrza Eliksirów. Wtedy dobiegł go zimny głos:
- Dumbledore na pewno przyjmie cię z otwartymi ramionami, Potter.
Chłopak skamieniał. Spojrzał ponownie na Voldemorta, patrzącego na niego z jawną drwiną. Przełknął głośno ślinę.
Spotkanie z dyrektorem oznaczało pewną śmierć, a teraz unicestwienie zamkniętej w nim duszy Riddla miało dodatkowe konsekwencje – pociągało za sobą śmierć piętnastu osób, w tym niczego nie spodziewającego się, klęczącego obok mężczyzny.
Harry nie mógł dać się zabić. Nie mógł uciec.
Odwrócił się w stronę Mistrza Eliksirów i pokręcił bezradnie głową.
- Snape… - zaczął cicho, ale mężczyzna przerwał mu.
- Potter do c-cholery, to tylko d-dwa kroki! Mam świstoklik, rozumiesz?! Uciekniemy stąd – w miarę mówienia jego głos stawał się coraz silniejszy.
- Nie mogę – wykrztusił chłopak, cofając się o krok. – Snape, ja nie mogę wrócić.
- Potter, przestań bredzić!
Mężczyzna wychylił się do przodu, próbując złapać chłopaka za szatę. Zielonooki odskoczył jak oparzony. Był przerażony. Snape prawie go miał, a wtedy przeniósłby się z nim prosto w ręce Dumbledora. Musiał być ostrożniejszy.
- Ty nic nie rozumiesz, Snape. – Harry odsuwał się od niego coraz bardziej, bardzo blady. – Nie mogę z tobą wrócić, to zbyt niebezpieczne, ja teraz…
- Jesteś pewny, że chcesz dokończyć, to co miałeś zamiar powiedzieć? – rozbrzmiał niespodziewanie cichy głos. – Czyżbyś nie przekonał się na własnej skórze, że wiedza bywa… śmiertelnie niebezpieczna?
Następne słowa Lord Voldemort wysyczał już w mowie węży, zadziwiając tym Snape'a i jednocześnie wywołując przerażenie u Pottera, który doskonale rozumiał ich treść.
- Dumbledore nie bez przyczyny skrzętnie ukrywał przed światem to, że jesteś moim horkruksem. A ty chcesz tak po prostu odkryć tą tajemnicę pierwszej lepszej osobie? Pomyśl, Potter. Skoro nie wahał się poświecić ciebie, to myślisz, że nie jest zdolny do poniesienia dalszych strat, jedynie w imię realizacji planu? Uświadomiony Snape nie będzie mu na rękę, to pewne.
Chłopiec był skołowany. Nie chciał tu pozostać, ale nie mógł też narażać nikogo na niebezpieczeństwo związane z jego powrotem, nawet jeśli był to jego znienawidzony nauczyciel eliksirów, który koniec końców, okazał się być jednak po Jasnej Stronie. Nie, Snape mimo wszystko nie mógł dowiedzieć się prawdy. Z ciężkim sercem zdał sobie sprawę, że tak naprawdę to nikt nie mógł się jej dowiedzieć. Ta wiedza była zbyt niebezpieczna dla postronnych osób. W końcu dyrektor patrzył na wojnę ze znacznie szerszej perspektywy – dla niego poświęcenie kilku jednostek dla dobra ogółu było ofiarą jaką był w stanie złożyć. Nie mógł z tego powodu nikogo niepotrzebnie narażać.
I nawet jeśli miało to oznaczać zgadzanie się z Voldemortem, Harry podjął nieodwracalną decyzję.
- Cokolwiek ci naopowiadał, nie wierz mu, do cholery! - Mistrz Eliksirów podźwignął się na nogi i zrobił chwiejny krok w stronę gryfona, chcąc chociażby siłą zmusić go do wspólnej ucieczki. Jego obsydianowe tęczówki lśniły szaleństwem.
Harry zaczął się gwałtownie cofać, aż natrafił plecami na tors Riddla. Drgnął na ten niespodziewany fizyczny kontakt, ale z rozmysłem nie próbował się wyrwać. Pozwolił bladym dłoniom czarnoksiężnika opleść się wokół niego: jedną z dłoni czuł w pasie, natomiast druga, ta z różdżką, przerzucona była przez jego klatkę piersiową. Jedyną reakcją na jaką sobie pozwolił był jego przyspieszony oddech. Podniósł wzrok na swojego byłego profesora.
Snape wyglądał komicznie z rozchylonymi ustami i oczami wielkości galeonów. Harry doszedł w myślach do wniosku, że właściwie Snape wygląda tak głupio, jakby dopiero co dostał w twarz od pierwszorocznej puchonki. Stłumił cisnący mu się na usta chichot. Zdążył jeszcze pomyśleć, że to chyba początek histerii, skoro tak głupie myśli przychodzą mu do głowy, kiedy Riddle przemówił:
- Nie ma potrzeby się tak unosić, Severusie. Harry, mój przyjacielu, czy chcesz udać się do Hogwartu z naszym uroczym zdrajcą? – jego głos był tak obrzydliwie aksamitny w brzmieniu, że Harry'ego zemdliło oraz miał ochotę roześmiać się na głos. Jednocześnie.
Dopiero przypadkowe muśnięcie, jakie poczuł na skroni, kiedy otarł się o nią podbródek Voldemorta, podziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Ten dotyk był całkowicie realny, podobnie jak cała ta chora sytuacja.
Musiał się skupić i skłonić Snape'a do ucieczki. To stanowczo nie był odpowiedni czas na popadanie w szaleństwo.
- Nie mogę z tobą wrócić. Za tymi murami nie ma już dla mnie miejsca. Zostaw mnie i uciekaj! Snape! Uciekaj, póki on ci na to pozwala! Szybko!
Snape przeniósł wzrok na Voldemorta, którego wargi wyginał drapieżny uśmieszek, a oczy błyszczały. Ich wyraz obiecywał cierpienie, dużo cierpienia. Snape zadrżał. Odruchowo przeniósł spojrzenie na chłopaka. Był bardzo blady i wyraźnie przestraszony, ale stał spokojnie w objęciach bestii, zupełnie jakby tam było jego prawowite miejsce.
Severus zrozumiał, że nic nie może już zrobić w tej sytuacji. To był koniec. Przeciąganie pobytu tutaj nic już nie pomoże i byłoby tylko czystym szaleństwem. Niepowstrzymywany przez nikogo wypowiedział drżącymi wargami hasło, ledwie wydobywając z siebie głos. Poczuł znajome szarpnięcie w okolicach pępka i dwie przytulone do siebie postacie znikły mu z oczu.
Kiedy wylądował w bezpiecznym miejscu, Snape pozwolił opaść wszystkim utrzymywanym dotąd maskom. Był głęboko zszokowany. Wszystko co dotychczas widział w swoim życiu nie było nawet w połowie tak absurdalne, jak rozgrywająca się przed paroma chwilami na jego oczach scena.
Voldemort był opleciony wokół Pottera, niczym trujący bluszcz, a dzieciak nie pisnął na to nawet słowa protestu. Zupełnie tak, jakby to było w porządku. Za tymi murami nie ma już dla mnie miejsca. Więc Potter jest zdrajcą? Na daną chwilę patrząc na jego zachowanie, to wydawało się być pewne. Tylko na Merlina, czy to w ogóle ma jakikolwiek sens?
Świat oszalał.
- Severusie, mój chłopcze, co się stało? – Albus pochylał się nad nim z zatroskanym wyrazem twarzy. Snape z pewnym roztargnieniem zauważył, że świstoklik zaprowadził go wprost do gabinetu dyrektora. Nie był do końca pewny, jak to się stało, że siedzi teraz w fotelu dla interesantów. Musiał zadziałać odruch, albo po ostatnich przeżyciach po prostu nogi odmówiły mu posłuszeństwa.
Niepokój w oczach pochylonego nad nim dyrektora sygnalizował, że musiał wyglądać co najmniej źle.
- Świat oszalał, Albusie.
Niebieskie oczy zabłysły znad okularów połówek, kiedy starzec poprosił cicho:
- Mów, Severusie.
I mężczyzna opowiedział wszystko co zobaczył.
*Immobilus- zaklęcie spowalniające ofiarę
N/A:
Jesteście zdziwieni, że Czarny Pan wypuścił ze swoich łap Severusa? Myślicie, że to dziwne i nielogiczne zagranie? A może uważacie, że to tylko jeszcze bardziej gmatwa i tak już skomplikowaną sytuację?
Jeśli tak sądzicie, to wiedzcie, że poczuliście się dokładnie tak, jak chciałby Czarny Pan abyście się poczuli. W końcu jest on mistrzem siania zamętu, czyż nie?
