Derek wchodzi do biura akurat w chwili, gdy Hotch zaplata dłonie na piersi, obserwując nie całkiem małą grupkę nowoprzybyłych. JJ marszczy brwi na widok niewysokiego mężczyzny, który stoi najbliżej białej tablicy. Najwyraźniej go zna, ale nie mówi nic, więc o nic też nie pytają.
- To jest agent specjalny Matt Cruz, który wprowadzi was w sprawę – mówi Erin Strauss, wskazując na mężczyznę, którego rozpoznała JJ.
- Rozumiem, że mam przed sobą agenta specjalnego Aarona Hotchnera oraz jego zespół z BAU – zaczyna mężczyzna.
Musi wiedzieć o nich odrobinę więcej, bo nie prosi o przedstawienie się, ale spogląda na twarze każdego z nich, jakby dopasowywał nazwiska. Hotch wydaje się spokojny, ale mięsień pod jego lewym okiem drga, co oznacza, że nie podoba mu się to przedstawienie.
- Agencie Cruz, cieszy nas zainteresowanie CIA, ale czas ucieka – rzuca Hotch.
Cruz uśmiecha się jakby niczego innego się nie spodziewał. Ktoś odchrząkuje przepychając się do przodu i Derek czuje, że jego oczy robią się wielkie jak spodki. Ze wszystkich ludzi, Spencer we własnej osobie uśmiechając się nerwowo, ściska w dłoni zapisaną ręką JJ żółtą karteczkę.
- Tego nie wolno ruszać – karci go Alex i chłopak czerwieni się lekko.
- Nie mamy czasu jak zauważył agent Hotchner, a wasze wnioski są błędne przez niedoinformowanie. To nasi agenci odebrali Afaf z posterunku. Nie sądziliśmy, że tak szybko otrzymacie informacje o porwaniu – mówi Spencer.
Wszystkie oczy zwracają się w kierunku chłopaka, który odkłada na biurko karteczkę i zostawia tablicę pustą.
- Nasi agenci – wtrąca Derek.
Najchętniej wyprowadziłby teraz Spencera na zewnątrz, ale faktycznie nie mają czasu. Słowa chłopaka sprzed kilku godzin nagle nabierają sensu. Spencer nie mówił o jego tajemnicach, ale swoich. To wcale nie poprawia mu humoru i zastanawia się jakim cudem szybciej na to nie wpadł. Chłopak nigdy jednak nie wyciągał portfela tak, aby widać było legitymację. Ani słowem nie wspominał o pracy. W zasadzie zawsze traktowali ten temat zdawkowo, ale teraz przynajmniej komentarz Garcii sprzed kilku miesięcy zaczyna mieć sens. Spencer pracuje w CIA.
- Może agent Cruz przedstawi nam swój zespół odkąd tak dobrze zna nasz – wtrąca Rossi z lekką irytacją w głosie.
- Oczywiście – rzuca mężczyzna wcale nie speszony. – Po mojej prawej Emily Prentiss, nasz łącznik z Interpolem – przedstawia wysoką szatynkę. – A to jest doktor Spencer Reid. Nasz analityk Penelope Garcia jest w tej chwili zajęta uwspólnianiem naszych plików – wyjaśnia.
I to jakoś Dereka już nie dziwi. W ciągu tych kilku miesięcy zdążył zorientować się, że Garcia i Spencer pracują razem. Sądził jednak, że to jakiś uniwersytet dla geniuszy.
- W czym zatem możemy pomóc? – pyta Hotch.
- Spencer? – prosi Cruz.
Chłopak robił głębszy wdech i poprawia przekrzywiony krawat. Wciąż ma na sobie ubranie, które założył, gdy wychodzili wcześnie rano. To nagle też zaczyna mieć sens. Te telefony, wyjazdy i zrozumienie, gdy omijali pewne tematy. Spencer pewnie miał jeszcze więcej utajnionych spraw od niego. Możliwe, że nawet wszystkie.
- Afaf Haddad jest żoną Abdula Barra Haddada, który odgrywał bardzo ważną rolę w Dżamahirijjii Muammara Kaddafiego – mówi Spencer.
- Dżamahirijja to okres rządów Kaddafiego – wtrąca Emily dzięki Bogu.
Spencer uśmiecha się przepraszająco.
- Od wydarzeń jedenastego września podejrzewaliśmy, że Haddad wspiera islamskich ekstremistów w tamtym regionie, jednak zamknięty ustrój jaki wprowadził Kaddafi po obaleniu monarchii uniemożliwiał nam stworzenie siatki, która przeniknęłaby do wewnątrz. Interpol dzięki włoskim kontaktom miał tam swoich ludzi, ale z bardzo niskim dostępem do informacji. Kiedy w 2012 po wojnie domowej Libijskie Zgromadzenie Narodowe przejęło oficjalnie rządy, kontakty ze światem nieislamskim zacieśniły się – mówi Spencer.
Cruz wskazuje pytająco na krzesło i Hotch kiwa twierdząco głową. Rozsiadają się, gdy chłopak zaczyna powoli uzupełniać braki na ich tablicy.
- Musicie zrozumieć, że to informacje o najwyższym stopniu tajności – dodaje Cruz niepotrzebnie.
Tyle zdążyli się zorientować.
- Nasi agenci z biegiem czasu zaczęli interesować się coraz bardziej rodziną Haddada, aż trzy lata temu Afaf zgodziła się w zamian za azyl i bezpieczeństwo dla niej i jej trzech córek, dostarczyć nam informacje, których potrzebowaliśmy – ciągnie dalej Spencer. – Wszystko szło dobrze. Afaf oraz dwie córki zostały przetransportowane do Egiptu, gdzie w tym czasie również panowały niepokoje i dzięki całemu zamieszaniu wywieźliśmy ją bezpiecznie do Stanów. Została ukryta w Waszyngtonie, ponieważ stanowiła źródło informacji, które głównie wspierało prace FBI – tłumaczy Spencer.
- To nie wyjaśnia waszej obecności tutaj – wtrąca Hotch. – I kwestii zaginionego dziecka.
- Afaf urodziła trzecią córkę na terenie Stanów Zjednoczonych. Abdul nie wiedział o dziecku – wyjaśnia Emily.
- Macie przeciek – stwierdza Derek, bo to oczywiste i powinni byli się tego domyśleć.
Cruz wygląda, jakby połknął cytrynę, ale spogląda wyczekująco na Spencera, który zaczyna nerwowo pocierać twarz. Derek podchwyca spojrzenie Rossiego i marszczy brwi. Dave wędruje po nie całkiem włożonej do spodni koszuli o dziwnym wzorze, aż do poluzowanego krawata. Spencer nie ukrywa broni.
Kabura jest jedną z tych, które trzymają się na biodrach, a rękojeść półautomatycznego pistoletu wystaje spod kamizelki, przez którą wygląda na asystenta wykładowcy, a nie agenta.
- Jednocześnie z działaniami w Afryce prowadziliśmy projekt, który miał umożliwić nam wsteczne przeniknięcie do islamskich ekstremistów – wyjaśnia Spencer.
Derek marszczy brwi, bo słyszy o tym pierwszy raz. Sądząc po minie reszty zespołu są równie zdezorientowani.
- Stworzyliśmy agentów typu 007, którzy są członkami jednostek rządowych z historią życia i stanowiskami, które mogłyby zainteresować organizacje terrorystyczne – ciągnie dalej Spencer.
- Zamiast wciskać na siłę swoich ludzi, czekacie, aż sami do was przyjdą – mówi Rossi i jest pod wrażeniem.
Derek sam nie wie za bardzo co powiedzieć, ale do głowy przychodzi mu jedno.
- I jeden z nich porwał córkę Afaf? – pyta.
Spencer ucieka przed nim wzrokiem.
- Tak – odpowiada krótko chłopak. – Mamy trzydzieści sześć godzin na odnalezienie jej zanim zostanie wywieziona do Libii.
- Ważne jest, aby przy tym nie odkryć działań naszego agenta, ale jednoznacznie utwierdzić ekstremistów o tym, że jest po ich stronie – wtrąca Cruz.
- Chcemy podać oficjalnie do wiadomości, że jest islamskim szpiegiem. Wtedy będą musieli wywieźć go ze Stanów – dodaje Emily.
Spencer niespokojnie przestępuje z nogi na nogę i zaplata dłonie na piersi. Najwyraźniej nic z tego co powiedzieli jego koledzy nie jest jego priorytetem i Derek czuje się z tą wiedzą odrobinę lepiej.
- Musimy odnaleźć dziewczynkę – przypomina Hotch. – I na niej się skupimy. Reszta leży w waszej gestii – dodaje.
Cruz nie sprzeciwia się, ale wyciąga telefon i zerka na zegarek.
- Garcia powinna wam już przesłać wszystkie nasze pliki – informuje ich mężczyzna. – Od czego zaczniemy? – pyta ewidentnie czekając na decyzję Hotcha.
To tyle jeśli chodziło o to, kto faktycznie dowodzi całą akcją. Niechęć do współpracy między agencjami była znana już od dawna, ale w nielicznych przypadkach kiedy sytuacja tego wymagała CIA dzieliło się informacjami. Czasami granice uprawnień były bardzo cienkie, nachodziły na siebie jak w tym przypadku i jurysdykcje nakładały się na siebie.
- Normalnie w takich warunkach analizujemy miejsce zbrodni – zaczyna Hotch.
Cruz kiwa głową.
- Agent Morgan oraz agent Rossi pojadą na miejsce zdarzenia – mówi dalej Hotch.
- Sugerowałabym zabranie doktora Reida ze sobą – wtrąca Emily Prentiss. – To on utrzymywał kontakt z Afaf najdłużej i jeśli cokolwiek zostało ukryte w domu…
- On ma uprawnienia do działania w terenie? – pyta Rossi wprost.
Spencer marszczy brwi tak bardzo, że poprzeczna zmarszczka pojawia się na jego czole.
- Doktor oraz owszem – mówi chłopak zanim ktokolwiek reaguje.
Derek siłą powstrzymuje uśmieszek, który wkrada mu się na usta. Prentiss i Cruz
wyglądają jednak na zaskoczonych reakcją kolegi. To akurat Dereka nie dziwi. Spencer należy do tych pokojowo nastawionych ludzi, którzy rzadko odnoszą się do kogokolwiek agresywnie. Napięcie jednak zmienia każdego.
- Tracimy czas na biurokratyczny bełkot i nietrafione ambicje, a zostało nam niecałe trzydzieści cztery godziny i pięćdziesiąt dwie minuty – przypomina chłopak sucho.
- Musimy też przesłuchać Afaf – kontynuuje Hotch.
Spencer kiwa głową, jakby niczego innego się nie spodziewał.
- Potrzebny nam wasz tłumacz – wyjaśnia dalej Hotch.
- Emily pojedzie z agentami Morganem oraz Rossim. Mamy zdjęcia i staraliśmy się niczego nie ruszać, ale musieliśmy ewakuować rodzinę oraz rannych agentów – tłumaczy Cruz. – Kto zajmie się rozmową z Afaf? – pyta.
- JJ, agent Jareau – poprawia się Hotch.
- Doktor Reid będzie tłumaczył. Afaf ufa mu – wyjaśnia Cruz.
Derek patrzy na Spencera, ale ten wgapia się tępo w przestrzeń. JJ zaczyna zbierać swoje notatki, gdy Emily ustala szczegóły z Rossim.
- Znasz arabski? – pyta Derek.
Spencer uśmiecha się nieśmiało, w końcu skupiając wzrok na nim. Derek orientuje się dopiero, że chłopak nie chciał się najwyraźniej narzucać z tym, że się znają.
- Nauczyłem się podstaw, gdy byłem tydzień w Libii – rzuca Reid, jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie.
- Potrzebujemy biegłego tłumacza – wtrąca Hotch i marszczy brwi.
- Spencer ma pamięć ejdetyczną i czyta dwadzieścia tysięcy słów na minutę. Kiedy tutaj jechaliśmy, przeczytał jedną z książek doktor Blake, gdy usłyszał, że pracuje w tym zespole – wyjaśnia Emily. – W tydzień nauczył się nie tylko arabskiego, ale też narzecza, które jest popularne w Libii tylko poprzez rozmowę na targu. Gdyby nie był tak biały i cenny, zostałby jednym z naszych agentów w przebraniu.
W biurze robi się bardzo cicho i wszyscy patrzą nagle na Spencera, który stara się założyć zbuntowany kosmyk włosów za ucho.
- Jestem fanem – rzuca chłopak w ramach komentarza i Alex uśmiecha się krzywo.
ooo
Emily Prentiss mogłaby pracować w BAU. Kobieta wprowadza ich w ciągu drogi do domku w sytuację Afaf. Dwie starsze córki kobiety mają kolejno dwanaście i piętnaście lat. Samah i Nadia. Najmłodsza Wisal ma dopiero trzy latka i to ona jest zaginiona.
Parkują pod niewielkim niczym nie wyróżniającym się domkiem i Derek zauważa od razu kilka rzeczy. Są na końcu ulicy, więc ktokolwiek zaplanował porwanie musiał liczyć się z tym, że jego droga ucieczki może zostać odcięta.
- Musicie zrozumieć, że Spencer pomimo młodego wieku ma spore doświadczenie. Jest naszym łącznikiem z Afaf i prawdę powiedziawszy nie dziwi mnie, że jest zdenerwowany – zaczyna Prentiss, gdy zdejmuje taśmę.
- Bardziej niż atakowanie go, liczyła się dla mnie jego reakcja – wyjaśnia Rossi.
- Na pewno o tym wie, dlatego wybrał najkrótszą drogę ucięcia tej dyskusji – dodaje Emily. – Jesteście profilerami i oczekujemy od was pomocy właśnie w tym wymiarze – ciągnie dalej kobieta. – On był też pomysłodawcą agentów typu 007.
- To szachowe zagranie – zauważa Rossi. – Sprowokowanie wroga, by sam się wystawił.
Emily uśmiecha się ukontentowana.
- Szczycę się tym, że wygrywam z nim, ale z każdą partią jest coraz trudniej – przyznaje kobieta.
Jej odpowiedź jest idealnym połączeniem enigmatyczności i sugestii. Mówi im na tyle dużo na ile pozwala jej klauzula tajności. Rossi też wie jak grać w tę grę, bo szybko zmienia temat.
- Nie ma śladów włamania – zauważa Dave.
- Weszli przez okno – stwierdza Derek, gdy w końcu docierają na piętro.
Okiennice jednak wyglądają na nienaruszone.
- Porwania dokonał agent, który miał opiekować się rodziną – informuje ich Emily.
- Dlaczego nie powiedzieliście nam o tym wcześniej? – pyta Derek.
- Bo chcemy, żebyście traktowali to jako normalne dochodzenie w sprawie porwania – wyjaśnia kobieta. – Musimy znaleźć dowody na zdradę – przypomina im.
Rossi kiwa głową, że rozumie i podnosi jedną z fotografii. Kobieta – Afaf trzyma na dłoniach niemowlę, gdy dwie pozostałe dziewczynki stoją obok. Wyglądają na szczęśliwe, ale zdjęcia nie zrobiono przed tym domem.
Oględziny trwają prawię godzinę. Technicy CIA faktycznie niczego nie ruszali i Derek szybko zauważa brak śladów krwi.
- Nie doszło do szamotaniny – mówi, pochylając się nad jedynym śladem buta, który odcisnął się w dywanie.
- Obiekt zabił drugiego agenta – rzuca Emily i kiwa przecząco głową.
Rossi marszczy brwi i uśmiecha się krzywo. Wniosek wypływa z tego taki, że jak zawsze podczas takich akcji, agent, który zostaje uznany za zmarłego, jest przesuwany na jakąś zagraniczną placówkę pod zmienionym nazwiskiem.
- Wyjął dziecko z łóżka. Dziewczynka nie płakała, ponieważ go znała. Telefonu w tym domu nie ma, więc matka, która obudziła się bardziej wiedziona instynktem, pobiegła na posterunek – mówi dalej Emily.
Derek mimowolnie dotyka jednego z misiów i odkłada go na miejsce. Zabawka jest często używana, przetarta, ale relatywnie nowa. Gdyby nie wiedział od początku i tak nasunęłoby mu się na myśl, że ma do czynienia z jednym z chronionych przez agencję domów.
Atmosfera w takich budynkach jest po prostu inna. Wciąż domowa, ale podszyta czymś jeszcze. Strachem. Z jednej strony to świadomość, że nareszcie komuś udało się uciec od panującego w ojczyźnie reżimu, a z drugiej, że ma się celownik na karku.
Ta myśl pozwala mu na chwilę odpłynąć i dopiero delikatne dotknięcie Emily pozwala mu wrócić do rzeczywistości.
- Czy to wczorajsze ciuchy? – pyta Rossi i ma na ustach ten krzywy uśmieszek.
- Odmawiam komentarza – rzuca Derek, co jest też przyznaniem się do winy.
To nie tak, że Rossi nie wie.
- Nie dotarłeś nawet do domu – ciągnie dalej Dave.
Emily uśmiecha się krzywo i Derek przez bardzo krótki moment zastanawia się czy ktokolwiek z zespołu Reida wie o nich. Nie wydaje mu się to prawdopodobne, bo nie widział na ich twarzach niczego w tym stylu. Spencer też jest bardzo prywatną osobą, ale Garcia jest bardzo gadatliwa. Na pewno drażniła się z chłopakiem, tak jak drażni się zawsze z nim.
