Alex uśmiecha się krzywo jak zawsze ma w zwyczaju i Derek nie potrafi nie zerkać w stronę zesztywniałego Reida. Spencer nie rusza się i trwają, jakby w zawieszeniu, dopóki Cruz nie odchrząkuje.
- To jest ściśle tajne – przypomina agent.
- Och, powiedz im wreszcie – mówi Garcia z ekranu i wciska swoją twarz w kamerę.
Derek nie jest pewien czy te słowa kieruje do niego czy Spencera. Jednak, gdy otwiera usta, Reid przenosi ciężar z prawej nogi na lewą i przygryza wargę.
- Jeśli do tej pory się nie zorientowali to są naprawdę fatalną jednostką analizy behawioralnej – stwierdza Reid i Derek nie może się nie uśmiechnąć.
Hotch nie jest pod wrażeniem.
- Jak długo ze sobą sypiacie? – pyta wprost Aaron i oczy Rossiego robią się większe, gdy nareszcie do niego dociera o czym mówią.
- Moje prywatne życie nie było i nie będzie przedyskutowywane na tym forum – mówi z naciskiem Spencer. – Nasz związek nie ma wpływu na naszą pracę, a ścieżki kariery przecięły się czysto przypadkowo.
Derek nie może się powstrzymać przed przewróceniem oczami.
- Spokojnie, śliczny chłopcze. To pytania standardowe – rzuca, żeby uspokoić kochanka, ale Spencer unosi jedną brew wyżej.
- Nie możesz mnie tak nazywać. To molestowanie seksualne – informuje go Reid i Derek nie może wyszczerzyć się tylko szerzej, gdy Emily parska otwarcie śmiechem.
Cruz wzdycha i zaczyna przecierać zmęczone oczy. Atmosfera jakoś się oczyszcza w ciągu tych kilku minut i kąciki Spencera zaczynają lekko drgać jak zawsze, gdy stara się nie uśmiechnąć.
- A więc to jest wszystkowiedząca dziewczyna? – pyta w końcu retorycznie Rossi. – Czy nie mówiłeś czasem o jakimś kocie…
- Mój kot bił jego psa – rzuca Reid krótko wyjaśniając.
Rossi patrzy na niego zdezorientowany.
- To trudne do wyjaśnienia – dodaje Derek. – Nazwał kota Machiavelli. Chodziliśmy do tego samego parku wyprowadzać zwierzęta.
- Wyprowadzasz kota do parku? – zdziwił się Rossi.
- Nie dziwię mu się. Szara wredota jest nie do wytrzymania, gdy zostaje uwięziona na zbyt długo na zamkniętej powierzchni. Pogryzł Clooneya! – mówi Derek i doskonale wie jaką otrzyma reakcję.
Spencer patrzy na niego z ustami zbitymi w wąską kreskę.
- Masz urojenia – stwierdza Reid. – Wierz mi na słowo, mam tytuł doktora – dodaje.
Derek właśnie ma odpowiedzieć, gdy odzywa się telefon Cruza. Mężczyzna patrzy na komórkę podejrzliwie, nie rozpoznając najwyraźniej numeru, bo marszczy brwi w dość specyficzny sposób.
- Agent Cruz – przedstawia się, wychodząc z biura.
Odrobina prywatności jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła.
- Utknęliśmy w martwym punkcie – stwierdza Emily i nikt nie zaprzecza.
Przyznanie się do tego nie jest przyjemne, ale to też stanowi jakiś punkt startowy.
- Możemy jeszcze raz przejrzeć co mamy – proponuje Hotch. – Zobaczyć czy coś przeoczyliśmy – mówi, ale ewidentnie nie sądzi, że coś takiego jest.
Zazwyczaj w przypadku porwań dzieci pierwsze trzy godziny są najważniejsze i ich jednostka jest tak wytrenowana, by nie pomijać nawet najdrobniejszych śladów. Kiedy zaczynają wracać po swoich krokach, wiedzą, że nie jest dobrze.
Spencer marszczy brwi przez szybę obserwując jak Cruz rozmawia przez telefon.
- Wszystko na pewno będzie dobrze – mówi do niego JJ, ale Reid patrzy na nią z dość dziwną emocją w oczach.
- Nie masz danych, aby to stwierdzić – odpowiada Spencer.
- To powiedzenie – wtrąca się Derek, bo cholera, ale JJ mimo wszystko przeżywa to na równi ze Spencerem.
Sama w końcu jest matką i te sprawy z dziećmi są dla niej najcięższe. Już po tym co mówiła Emily, Derek przypuszczał, że Spencer jest emocjonalnie zaangażowany, ale nie sądził, że do tego stopnia, by te uczucia tak przesiąkały przez jego profesjonalizm.
Reid nagle ponownie się zawiesza i Cruz na korytarzu opiera głowę o szybę. Kiedy agent wchodzi z powrotem do biura, Spencer przygryza wargę.
- Wisal jest w ambasadzie Libijskiej, prawda? – pyta chłopak niepewnie.
Cruz kiwa tylko głową na potwierdzenie jego słów.
Hotch sztywnieje, najwyraźniej nie nadążając i Derek również chciałby poznać odpowiedzi.
- Jeszcze przed chwilą nie mieliśmy nic, a teraz wiemy gdzie jest dziewczynka? – zdziwi się JJ. – Czy nie powinniśmy się cieszyć?
- 'Bij żonę swoją codziennie. Jeśli nie wiesz za co, nie szkodzi, ona będzie wiedziała' – cytuje nagle Spencer. – To powiedzenie arabskie – wyjaśnia.
- Na którym się zawiesiłeś – podpowiada Garcia.
- W Islamie zdrada małżeńska jest karana śmiercią, gdy czterech świadków potwierdzi, że do takowej doszło. Lub jeśli pojawi się owoc gwałtu – wyjaśnia Spencer. – Dzieci natomiast po rozwodzie zawsze należą do mężczyzny. Zostają przy nim.
- Co nam to daje? – pyta Alex.
- Wisal jest prawnie córką Hadada. Dlatego miał prawo ją odebrać i znajduje się ona w ambasadzie Libii. Rzecznik poinformował nas o tym kilka minut temu, gdy podobno zobaczył zdjęcie dziewczynki w wiadomościach – mówi przez zęby Cruz. – Wisal nie jest porwana. Jest bezpieczna na ziemi jej przodków, jeśli mam cytować rzecznika ambasady.
- Gówno prawda – wyrywa się Derekowi nim zdąża się powstrzymać.
Hotch spogląda na każdego z nich i zaczyna marszczyć brwi jak zawsze, gdy głęboko się nad czymś zastanawia. W biurze jest tak cicho, że niemal słychać elektryczność przepływającą przez kable.
- Czego nam nie mówicie? – pyta w końcu Hotch. – Jeśli wiemy, gdzie jest dziewczynka, możemy ją odebrać…
- Ich prawo różni się od naszego. A umowy między naszymi krajami zmuszają nas do postępowania zgodnie z ich regułami – wtrąca Spencer. – Wisal nie jest biologiczną córką Hadada. Afaf zawsze może to przyznać i wtedy nasz rząd może zmusić ich do oddania dziecka. Zrobią to, ale Afaf jednocześnie przyzna się do zdrady, a my przyznamy, że ukrywamy ją na terenie Stanów Zjednoczonych. Zostanie wydalona z naszego kraju – tłumaczy Spencer. – W chwili, gdy jej stopy dotkną libijskiej pustyni, zostanie stracona za zdradę – dodaje całkiem niepotrzebnie.
- Możemy nadać jej chyba obywatelstwo? – zaczyna niepewnie JJ.
- Afaf wraz z córkami jest w antyterrorystycznym programie ochrony świadków – wtrąca Cruz. – Departament Stanu nie zgodzi się na wydaje jej Libijczykom nawet za cenę dziecka. Już teraz dzięki tylko jej informacjom nie doszło do trzech zamachów w samym tylko Waszyngtonie.
Spencer przygryza wargę i odwraca wzrok. Derek nie bardzo wie co o tym myśleć, ale nie cierpi tych polityczno-prawnych kwestii, które utrudniają im życie. Nigdy nie był dobrym dyplomatą, ale też nigdy nie musiał być.
Z największą chęcią zaplanowałby szturm na cholerną ambasadę i wyciągnął dziewczynkę, ale Hotch patrzy na niego tak, jakby doskonale zdawał sobie sprawę co mu chodzi po głowie. I tyle z planowania ataku.
- Szach i mat – wzdycha Emily i głowa Spencera podskakuje.
- Co powiedziałaś? – pyta chłopak, chociaż na pewno dokładnie słyszał.
- Szach i mat – powtarza Emily.
- Co ci chodzi po głowie? – zaciekawia się Cruz. – Mów do mnie chłopcze, bo wiesz, że słabo czytam w myślach w tych czasach.
Gałki oczne Spencera przemieszczają się na boki z taką szybkością, jakby Reid czytał coś w powietrzu. Nie jest to dla Dereka całkiem obcy widok. Spencer ma podobne reakcje, gdy wychodzą wspólnie na zakupy lub do kina. Chociaż w tym drugim nie byli już od wieków, od czasu, gdy wyrzucono ich, bo Spencer komentował niedociągnięcia w filmie.
Potem Reid oczywiście bardzo długo i efektywnie przepraszał, i ta sytuacja w kinie była tak zabawna, że Derek nie mógł mu mieć tego za złe.
- Musimy doprowadzić do pata – stwierdza Spencer. – Musimy zabrać im coś, na czym im zależy.
- To Stany Zjednoczone. Nie możemy porywać… - zaczyna Hotch.
- My nie, ale mamy Ethana – przypomina im Reid.
I faktycznie to zaczyna układać się w całkiem logiczną całość.
- Jak to sobie wyobrażasz? – pyta Cruz. – Nie możemy się z nim skontaktować tak po prostu.
- Oczywiście, że możemy – stwierdza Spencer. – Myślisz, że prowadzę program tego typu i nie zrobiłem kilku bezpiecznych furtek? – pyta retorycznie i jest tak obrażony, że Garcia parska rozbawiona.
Ethan w zasadzie może z łatwością stać się mieczem obusiecznym. Oficjalnie nie jest agentem, jest zdrajcą, więc za jego działania nie odpowiada rząd Stanów Zjednoczonych. Jeśli udałoby się przeprowadzić całą akcję tak, aby komórka islamskich terrorystów w Waszyngtonie nie dowiedziała się o tym, tym lepiej.
Ethan dodatkowo faktycznie ma możliwości odnalezienia kogoś naprawdę interesującego, kogo życie i wolność będą równoważne z zemstą Hadada. O nic innego im w końcu w tej chwili nie chodzi.
- Sanders będzie w stanie nam pomóc – dorzuca Emily. – To wyjdzie nawet logiczniej, jeśli on niby odnajdzie Ethana.
- Skąd w ogóle pomysł, że wasz agent wciąż znajduje się w Waszyngtonie? – pyta Hotchner.
Cruz drapie się po okrągłym policzku i luzuje krawat.
- Obserwowaliśmy ambasadę od kilku dni, żeby zobaczyć czy aktywność wzrośnie. Widziano tam mężczyznę, który odpowiada opisowi Ethana, wchodzącego do środka wraz z niewielkim pakunkiem dzisiaj. Nasi agenci przeoczyli to, ponieważ sądziliśmy, że celem wciąż jest Sanders.
- Hadad bardzo szybko dostosowuje się do sytuacji – stwierdza Spencer. – Kiedy wstępnie go profilowaliśmy, byliśmy pewni, że najpierw organizacja, a potem rodzina. Potwierdza to jego początkowy plan porwania Sandersa i wymuszenia na nim współpracy za pomocą córki. Obecnie wie, że Wisal przyda mu się wyłącznie do zemsty na rodzinie.
- Musimy odciąć Afaf od wiadomości – stwierdza Emily.
- Musimy wywieźć ją z miasta wraz z dwiema pozostałymi córkami – uściśla Cruz.
- Nie możemy tego zrobić dopóki Wisal nie będzie bezpieczna. Musimy mieć plan B – protestuje Spencer.
- Nie oddamy kobiety w zamian za dziecko. Stany Zjednoczone nie negocjują z terrorystami – przypomina mu sucho Cruz i Reid przygryza wargę.
- Negocjacje będą konieczne tak czy siak – wtrąca Hotch. – Kogo Ethan mógłby nam dostarczyć? Rozumiem, że ludzie, których oficjalnie nie mamy w naszych tajnych więzieniach nie interesują Hadada.
- W oczach siatki są straceni. Siedzą za kratami tak długo, że na pewno wyśpiewali już wszystko, co było do wyśpiewania – mówi z pewnością w głosie Cruz.
Derek nie potrafi powstrzymać myśli, że zespół, w którym pracuje Spencer zajmuje się czymś więcej. Reid nie byłby zdolny do pewnych rzeczy. Derek wątpi, czy chłopak kiedykolwiek strzelał z rewolweru, który nosi. Ale w końcu jak wiele o nim wie na pewno? Jeszcze dobę temu nie wiedział nawet, ze obaj pracują dla rządu.
Nie może przestać przyglądać się mężczyźnie o wyglądzie akademika, którego przydługa grzywka opada mu na twarz. Spencer poprawia ją swoimi szczupłymi palcami, ale to nie ma sensu, bo włosy i tak nie zostają za uchem.
W zasadzie wszystkie te konferencyjne wyjazdy w ostatniej chwili nagle nabierają sensu. I dlaczego obaj tak bardzo trzymali pracę z dala od domu.
- Kiedy skontaktujesz się z Ethanem? – pyta Hotch krótko.
- Gdy nadamy komunikat, że poszukiwania zostają odwołane. Musimy odblokować drogi i autostrady. Lotniska i dworce muszą być czynne, ale w pełnej cichej gotowości – mówi Spencer. – Umówię niby przypadkowe spotkanie pomiędzy Ethanem, a Sandersem i Ethan pozbędzie się Sandersa, a nam przekaże informacje o tym kogo i gdzie dostarczy.
- Sanders i tak jest spalony – stwierdza Cruz.
- Zmiana tożsamości i wcześniejsza emerytura – mówi Emily i kiwa głową, jakby ten plan jej się podobał.
- Jak to pozbędzie się Sandersa? – pyta Hotch.
Prentiss przyklęka i podwija nogawkę spodni. Do jej kostki przypięty jest niewielki pistolet i równie niepozorny nóż. Kiedy wyjmuje ostrze z pochwy obraca je tak, aby wszyscy widzieli jak zbudowany jest trzonek.
- Nasz dział badawczy postanowił wyposażyć w takie wszystkich, którzy mają kontakt z agentami typu 007 – zaczyna Emily.
- Dział badawczy kazał się nazywać 'Q' – wtrąca Cruz grobowym tonem, jakby wcale mu się nie podobały żarty na temat Bonda.
- Nóż jest normalną bronią – ciągnie dalej Emily, a potem naciska kciukiem na prawie niewidoczny przycisk na trzonku. – W ostrzu ukryte jest jeszcze jedno – mówi i przykłada okładkę notatnika do czubka noża.
Ostrze cofa się do wnętrza trzonka, a potem nagle otwiera, a stamtąd wychyla się najwyżej dwu centymetrowy szpikulec. I tutaj też czeka na nich niespodzianka, bo on z kolei pod jeszcze większym naciskiem rozkłada się. Derek może sobie wyobrazić z łatwością, jak metal wkrada się pod warstwę skórną i przy uderzeniu o żebra blokuje. Z daleka musi to wyglądać groźnie. Pewnie jest nawet cholernie bolesne, ale nie śmiertelne.
I przypomina sobie też jedną z blizn na klatce piersiowej Spencera, która wyglądała naprawdę dziwnie. Reid nigdy o niej nie mówił, ale zawsze dotykał jej bardzo ostrożnie. Tuż nad lewą piersią, co oznacza tylko, że ktokolwiek się na niego zamierzał – starał się ugodzić w serce.
Mimowolnie patrzy na Spencera, a ten stara się zachować całkiem neutralny wyraz twarzy, ale nie udaje mu się to.
- Ethan ma podobny. Użyje go do zaatakowania Sandersa i to będzie wiarygodne, bo Sanders wie, że to Ethan ma Wisal. Mogą się pokłócić. Dojdzie do szamotaniny. Nasi ludzie zabiorą go w czarnym worku, ponieważ to musi wyglądać wiarygodnie – mówi dalej Emily. – Sanders docelowo może zająć się ochroną bezpośrednią Afaf. I tak będą musieli zniknąć z celownika na jakiś czas.
Cruz wydaje się zadowolony i nagle wstępuje w nich całkiem nowe życie. Spencer obejmuje rękami swoją klatkę piersiową i zaczyna pocierać ramię przez wzorzystą koszulę, którą ma na sobie.
- Co tam, śliczny chłopcze? – pyta Derek, bo wszyscy rozchodzą się do swoich zajęć, a oni dwaj zostają sami w biurze.
- A co jeśli się mylimy? – pyta Spencer tak po prostu.
- W stosunku do Ethana? – upewnia się Derek. – Czy nie profilowaliście go? – Spencer kiwa twierdząco głową. – Więc musisz zaufać profilowi. Masz wątpliwości? – pyta jeszcze.
Reid przygryza wargę i patrzy na niego przez dłuższą chwilę.
- Gdyby nie wątpliwości, nigdy nie doszlibyśmy w żadnej dziedzinie tak daleko – stwierdza jak zawsze filozoficznie Spencer.
Na to Derek nie ma już odpowiedzi.
