- 2 -

Zielone piekło. To pierwsze i jedyne określenie jakie przychodzi na myśl każdemu, kto trafił na służbę do Wietnamu. Wszechobecna zieleń dżungli nie koiła, lecz przerażała – za każdym krzakiem mogli czaić się żołnierze Vietkongu, fanatyczni wojownicy gotowi oddać swoje życie w samobójczym ataku na wroga. Do tego ten nieustający upał. Żołnierze gotowali się w swoich mundurach, mózgi bulgotały im pod rozpalonymi hełmami.

Do tego sprawy przybrały zły obrót.

Jakimś sposobem Wietnamczycy wiedzieli, że się zbliżają. Szczęście w nieszczęściu, że nie znali ich dokładnej pozycji – wówczas czekaliby na nich kupą w jednym miejscu, a tak musieli rozstawić czujki dookoła całego obozu. Dobrze zakamuflowane czujki, rzecz jasna. Tylko swojemu ciężkiemu treningowi i doskonałym zdolnościom przywódczym sierżanta Kubusia zawdzięczali fakt ujścia z życiem.

Dosięgnął ich jednak dotkliwy cios – stracili Tygrysa.

Wycofywali się właśnie tyralierą, kładąc na Wietnamczyków ogień zaporowy. Vulcan Prosiaczka siał istny zamęt w oddziałach Vietcongu, reszta oddziału też nie próżnowała. Już się wydawało, że uda im się wycofać za szczyt wzgórza, kiedy nieopodal grupy eksplodował granat zaczepny. Gdyby wietnamski żołnierz miał możliwość dokładniejszego wycelowania, wszyscy żołnierze ze Stumilowego Lasu byliby już martwi, ale ponieważ ciągły ostrzał wydatnie to utrudniał, musiał rzucić z grubsza we właściwym kierunku. W efekcie eksplozja nikogo nie zabiła, ale spowodowała osunięcie się części zbocza – właśnie tej, na której stał Tygrys. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył Królik zanim został zaciągnięty przez Kubusia za załom terenu, był poraniony odłamkami Tygrys, osuwający się wraz z zakrwawionymi liśćmi w dół zbocza, prosto w ręce Wietnamczyków. Sami oszołomieni wybuchem, nie mogli zrobić nic żeby mu pomóc.

Udało im się wycofać, odnosząc tylko nieco ran od kul i odłamków granatu, który rozdzielił ich z Tygrysem, jednakże ich towarzysz dostał się w ręce wroga.

– Kurwa mać!!! – wrzasnął Królik, kopiąc wściekle jakiś kopczyk liści. – Wszystko się spierdoliło!!!

– Spokojnie, Króliku – mruknął Kłapouchy, ściskając w dłoni swój niezawodny karabin snajperski, modląc się w duchu za pojmanego przyjaciela. – Krzykiem mu nie pomożemy. Lepiej pomyślmy na spokojnie, co robić.

– A co tu kurwa myśleć?! Trzeba tam wpaść i ich kurwa rozstrzelać i tyle!

– Z takim podejściem to sam zostaniesz rozstrzelany, Króliku – zauważył Prosiaczek, opierając się o swoje potężne działo. – Trzeba mieć jakiś plan.

– Prosiak, czarnuchu jebany, stul pysk, dobra?! – Królik wciąż nie mógł się uspokoić.

– Odpierdol się, Królik! Zawsze się kurwa musisz dopierdolić, że jestem czarny! A ciebie kurwa stary marchewką zrobił i teraz kurwa jebiesz kapustę!

– Coś ty kurwa powiedział???!!!

– Dosyć!!! – sierżant Kubuś niemalże siłą rozdzielił Królika i Prosiaczka, którzy jeszcze trochę, a rzuciliby się sobie do gardeł. – Zamknąć się, siadać na dupach i słuchać! Natychmiast!

Z wyraźną niechęcią i ociąganiem, ale żołnierze wypełnili rozkaz sierżanta. Kubuś nie zamierzając czekać, aż znowu rozpoczną się jakieś kłótnie, przeszedł natychmiast do rzeczy.

– Dobra, panowie, sytuacja wygląda następująco. Tygrys jest w rękach wroga. Wróg jest w obozie i ma całkiem solidną liczebność i wyposażenie. Do tego jakimś sposobem wiedzieli, że się zbliżamy.

– Znają tę dżunglę na wylot, to i wiedzą gdzie się schować żeby ich nikt nie wyczaił. Stąd wiedzieli, że na nich leziemy – pan Sowa dał po sobie znać chłodnego racjonalistę.

Kłapouchy podrapał się z zafrasowaną miną za uchem.

– Kiepska sprawa... To jak ich mamy podejść, żeby ich zaskoczyć?

– Po pierwsze w nocy, po drugie w kamuflażu – stwierdził pan Sowa autorytatywnym tonem. – A po trzecie, z zupełnie innej strony niż ostatnim razem.

Sierżant Kubuś zamyślił się, trąc brodę.

– W sumie niegłupia koncepcja, Sowo. Nadłożymy drogi, ale zyskamy większą szansę. Ale przede wszystkim musimy skontaktować się z generałem Krzysiem i przedstawić sytuację.

– Hm, no tak... – bąknął Sowa zmieszany. Widać głupio mu było, że taki racjonalista jak on nie wpadł na to pierwszy. Czym prędzej ściągnął z pleców radiostację. Sprzęt nieco ucierpiał podczas strzelaniny, ale powinien być jeszcze zdatny do użytku.

Sowa rozłożył antenę, przytknął słuchawkę do ucha i zakręcił korbą. Po paru chwilach rozległy się szumy i trzaski, przez które z niejaką trudnością przebijał się głos generała.

...ować sytuację...!

– Generale! Wpadliśmy w zasadzkę. Tygrys znajduje się w niewoli wroga.

...ą sza......i ra.....ej...?

– Proszę powtórzyć, proszę powtórzyć, nie słyszę pana!

...kie są szanse ...cji ratun... ej?

– Jesteśmy w stanie go odbić, sir!

...elam pozwolenia na akcję ratun....!

– Dziękujemy, generale! Bez odbioru!

Sowa odłożył słuchawkę i otarł czoło rękawem munduru. Cholerny gorąc.

– Mamy pozwolenie na przeprowadzenie akcji ratunkowej – zdał krótko relację ze swojej rozmowy z generałem.

– Świetnie! – Królik klasnął w dłonie, podrywając się na równe nogi. – Trzymaj się, Tygrys! Idziemy po ciebie!

– Idziemy! – zawołała reszta oddziału, wstając i wznosząc broń nad głowy, w geście spodziewanego zwycięstwa.