SAVANNAH
Sarah gotowała, John naprawiał żelazko, a mnie powierzono jakże odpowiedzialne zadanie pokrojenia jabłek. Na początku, krótko po moim przeniesieniu w czasie, czułam się dziwnie, robiąc takie zwyczajne rzeczy; teraz nie miałam z tym żadnego problemu.
Przez okno wpadły rozedrgane światła samochodu i czarny dodge zatrzymał się na podjeździe. Po chwili drzwi wejściowe otworzyły się z głośnym trzaskiem i do kuchni wpadł Derek. Był mokry od padającego deszczu.
- Erica. Chodź – syknął; na jego twarzy malowała się wściekłość. Odłożyłam nóż.
- Co się stało? – zapytał John.
- Dużo. – Padła nerwowa odpowiedź.
Zarzuciłam na siebie skórzaną kurtkę i poszłam za mężczyzną bez słowa. W progu minęłam się z Cameron, która obejrzała się za mną. Jej włosy były wilgotne od deszczu. Wsiadłam do dodge'a i ruszyliśmy. Jechaliśmy w milczeniu dosyć długo. Wreszcie Derek zjechał na pobocze i zgasił silnik.
- Mów – syknął.
- Co?
- Wszystko, Williams, wszystko!
Milczałam.
- Co chcesz wiedzieć? – zapytałam po chwili.
- Jesse była w ciąży. Ze mną. To prawda?
- Tak. Skąd wiesz?
- A ty?
- Powiedziała mi – odparłam ostrożnie.
- Zanim ją zabiłaś?
- Nie zabiłam jej.
- Ale nie żyje.
- Nie żyje – przytaknęłam, marszcząc brwi.
- Słucham więc, co masz mi jeszcze do powiedzenia w tej sprawie.
- Jesse nie żyje, więc sprawa zamknięta.
Uśmiechnął się nerwowo; deszcz bębnił o dach auta.
- Straciła dziecko przez blaszaka. Nasze dziecko. – W jego głosie pobrzmiała gorycz.
- Cameron ci powiedziała?
- Powiedziała, bo ty wolisz się bawić w te swoje tajemnice.
- Robię to dla waszego dobra.
Prychnął, zaciskając dłonie na kierownicy. Kłykcie jego palców zbielały.
- Urodziłaby mi dziecko – powiedział słabo. Poczułam ukłucie w sercu.
- Chciała mieć z tobą dziecko, bo była zazdrosna.
- Zazdrosna o co? – Spojrzał na mnie kątem oka. – O kogo?...
- O kobietę ze zdjęcia, które ci zabrała.
Wbił oczy w moją twarz.
- Zabrała zdjęcie Sary, które podrzucił ci John.
- Po co to zrobił? – zapytał powoli.
- Żebyś ją pokochał tak, jak wcześniej Kyle.
Przez chwilę milczeliśmy. Derek miał zacięty wyraz twarzy.
- Dlaczego chciał, żebym ją pokochał?...
- Żebyś ją chronił, pomagał i miał z nią dziecko. – Usłyszałam, jak głośno wciągnął powietrze. – Miałeś dziecko, Derek. Z Sarą. Widziałeś go. To Damien.
- Wysiadaj.
- Co? – Spojrzałam na niego zdumiona, kiedy nachylił się nade mną i otworzył drzwi.
- Wysiadaj – powtórzył twardo.
- Przecież pada!
Rozpiął mój pas bezpieczeństwa.
- Wysiadaj.
Tym razem zmarszczyłam brwi i wyszłam z samochodu, który po chwili ruszył, żeby szybko zniknąć za zakrętem. Przeklęłam, stojąc na deszczu. Mózg łaskawie poinformował mnie, że do domu Connorów było sześć kilometrów.
Nie miałam pojęcia, dlaczego Derek tak zareagował. Myślałam, że on i Sarah są razem. O co mu więc chodziło? Chciał wiedzieć, więc mu powiedziałam!
Szłam ulicą, rozglądając się za jakimś samochodem, żeby złapać stopa, ale jak na złość nic nie jechało.
Byłam cała mokra, czułam chłód przemoczonych ubrań. Drzwi otworzył mi John.
- Rozbieraj się – powiedział szybko. – Przyniosę ci coś suchego.
Zastanawiałam się nad jakąś dwuznaczną odpowiedzią, ale zamiast tego zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania, zostając w samej bieliźnie i usiadłam na stole. John podał mi ręcznik i wziął moje przemoczone rzeczy. Po chwili wrócił do kuchni i nastawił czajnik.
- Co się stało? – zapytał, patrząc na ręcznik, który nadal trzymałam w dłoniach. – Przeziębisz się – ofuknął mnie, podchodząc bliżej. Wziął go i zaczął mnie wycierać.
Siedziałam nieruchomo, myśląc o Dereku i Jesse. A co, jeśli naprawdę ją kochał? Może historia, która już raz się wydarzyła, nie powtórzy się znowu? Poczułam łzy. John wycierał mi włosy; czajnik bulgotał gdzieś w tle. Objęłam chłopaka. Z twarzą w jego koszulce czułam przyjemne ciepło i zapach jego ciała.
- Jesteś zimna – mruknął, uśmiechając się.
- To mnie rozgrzej – szepnęłam, sięgając dłonią na plecy i rozpinając stanik.
Ściągnęłam go z siebie i spojrzałam na Johna. Poczułam rosnące podniecenie. Zaczęliśmy się całować. Miałam gęsią skórkę na ramionach. Moje dłonie były dosyć niecierpliwe, jego niepewne i chyba zawstydzone; role się więc odwróciły. Przez chwilę trzymał palce na moim opatrunku.
- Masz gumkę? – zapytałam z dłońmi pod jego koszulką, czując, jak pieści ustami moją szyję.
- Nie.
- Ja mam w aucie. Skoczę...
- Nie puszczę cię znowu na ten deszcz. – Usłyszałam tuż przy uchu.
- Będziesz musiał.
- Nic nie będę musiał. – Pocałował mnie w czoło i odsunął się, podając mi suche spodnie od dresu i t-shirt. Wyłączył czajnik.
- Uciekasz? – zapytałam, czując rozczarowanie.
- Nie. – Posłał mi uśmiech. – Nie mamy gumki.
- Mamy! – Szybko wciągnęłam na siebie jego rzeczy.
- Przeziębisz się – powiedział łagodnie, wciskając mi w dłonie gorący kubek. Odstawiłam go na blat.
- A zresztą, pieprzyć gumkę – rzuciłam, znowu go obejmując. Łagodnie ściągnął moje ramiona ze swojego karku i pociągnął mnie za rękę na krzesło. Usiadłam niechętnie; znowu podał mi kubek. Zmarszczyłam brwi.
- Czego się boisz?
- Nie boję się – przyznał ze śmiechem.
- Chodzi o Damiena, prawda? – zapytałam, patrząc na niego uważnie.
- Nie, dlaczego?
- Wybrałam ciebie – powiedziałam twardo.
- Bo wybór był między mną a mną?
Znowu zmarszczyłam brwi. Usłyszałam kroki na schodach, więc umilkłam. Sarah zajrzała do kuchni.
- Wszystko w porządku? – zapytała.
- Tak, mamo.
- O co chodziło Derekowi? – Spojrzała na mnie.
- A bo ja wiem? – mruknęłam. Zmierzyła mnie wzrokiem.
- Sądzę, że wiesz – rzuciła krótko; nic nie odpowiedziałam.
Nie chciało mi się wracać do siebie. Przykryłam się kocem, czując złość. Na siebie, na Johna, na Dereka, na Matta.
Matt! Wybrałam przecież między nim a Johnem. Zaraz mu to powiem!
Wstałam i wyszłam na korytarz, ruszając w stronę schodów. Zatrzymałam się jednak po kilku krokach. Gumka. Wróciłam do kuchni po kluczyki i wyszłam na zewnątrz. Na podjeździe zobaczyłam dodge'a Reese'a. Mężczyzna szedł w moją stronę. Zatrzymałam się.
- To prawda? – zapytał tylko, patrząc mi prosto w twarz. Na szczęście już nie padało. Kiwnęłam głową.
Chciał usłyszeć resztę, więc poszliśmy na taras. Zaczęłam mówić.
- Poznałeś Damiena, chociaż pewnie nie pamiętasz. Świętowałeś z Johnem jego urodziny.
- Byłem pijany jak sto pięćdziesiąt – mruknął nieco zażenowany.
- Wiem, powiedział mi. – Uśmiechnęłam się.
- Co się ze mną stało? – zapytał poważnym tonem.
- Zginąłeś, ratując Sarę i Damiena.
- Kiedy?
- Jak miał dwa lata.
Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało.
- To wszystko powtórzy się znowu? – zapytał wreszcie.
- Nie musi – zapewniłam go; uśmiechnął się gorzko.
- Bo ty zmienisz bieg historii?
- Dokładnie – przytaknęłam. – Ale wszystkim dobrym rzeczom pomogę wydarzyć się jeszcze raz.
Pokiwał głową. Objęłam się ramionami, bo zrobiło się chłodniej.
- Więc mam się po prostu trzymać scenariusza, który masz tam w głowie?
- Nie. To twoje życie. Ty podejmujesz decyzje. Ty i Sarah.
- Ale ty nam pomożesz, co? Powiesz czasem: „nie, ma być inaczej" lub coś w tym stylu?
- Nie, jesteście dorośli. Poradzicie sobie. To wasze życie.
- Masz tam dokładną datę mojej śmierci? – zapytał, przez chwilę wpatrując się w bok mojej głowy.
- Yhm. Ale ty nie musisz jej znać, bo ja będę w pobliżu, żeby nie pozwolić cię zabić. To znaczy, jeśli wytrzymam z wami tyle czasu.
- Taa – mruknął, uśmiechając się pod nosem. – Przepraszam za twój spacer.
- Nie było tak źle. – Posłałam mu uśmiech i klepnęłam w ramię, wstając.
***
Jako Malcolm Smith poszłam ze Zbieraczami do strefy D-23. Zabawne było to, jak Oko szybko znalazło na niebie patrol komarów. Kiedy Mózg analizował otoczenie, ja byłam myślami w bazie.
- Dlaczego mnie chcesz? – zapytałam Johna, kiedy wreszcie weszłam do jego pracowni, zrzucając górę munduru.
Obejrzał się na mnie krótko, po czym wrócił do komputera.
- Przecież widzę samą siebie – powiedziałam, rozbierając się do bielizny. – Jestem chuda, wychodzą mi wszystkie żebra. – Usiadłam, patrząc na swoje dłonie; przez skórę lewej niemal widać było biel kości. – Nie mam piersi i pięknych, długich włosów jak kiedyś. Jestem wrakiem. Chyba nawet dosłownie, bo mam w sobie sporo metalu, nie? Dlaczego mnie więc chcesz?
- Bo jesteś zabawną gadułą.
- No, dzięki wielkie! – prychnęłam, kładąc się na posłaniu plecami do niego.
Usłyszałam, jak wstał i usiadł obok mnie.
- Znowu będziesz piękna jak kiedyś – powiedział łagodnym głosem, który do niego nie pasował.
Milczałam.
- Miałaś włosy jak moja mama.
Drgnęłam. Spojrzałam na niego znad ramienia.
- Naprawdę?
- Naprawdę – odparł; poczułam wzruszenie. Rzadko ze mną rozmawiał; jeśli już, zwykle ograniczał się do pytań o moje mechaniczne części i Mózg, ale przy nim czułam się bezpieczna. W jego szerokich ramionach znajdowałam za każdym razem na krótko schronienie przed złym światem.
Usiadłam i pocałowałam go w kark.
***
- Pamiętam ją – powiedziałam, wpatrując się w zdjęcie rudowłosej dziewczynki, które Gabriel właśnie przesłał nam drogą elektroniczną. – Była u Shermana.
John pokiwał głową.
- To córka właścicielki Zeira Corp. Ma na imię Savannah – wyjaśnił cyborg, którego twarz pojawiła się w okienku kamery internetowej na ekranie obok. – Ona i John Henry spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. Podobnie jak John Henry i agent Ellison.
- Skąd to wiesz? – zapytała Sarah.
- Gabe, a co z projektem Babylon? – zapytałam szybko.
Na ekranie wyświetliły się zdjęcia. Kilka twarzy należało do „żywych trupów" z fabryki.
- Wiesz, że nazywa mnie swoim bratem? – Gabriel spojrzał na mnie uważnie.
- Chyba należą nam się wyjaśnienia. – Sarah zmarszczyła brwi.
- Teraz nie mamy czasu. – Gabe obejrzał się przez ramię; siedział na fotelu pasażera. Za jego plecami klapa bagażnika zamknęła się z trzaskiem i Chris zarzucił na siebie ciężki plecak. – Tą małą ktoś chce porwać. Jest mało czasu. My mamy coś do roboty. – Zamknął swój laptop, kończąc rozmowę.
- Idziemy – powiedziałam szybko.
Ostrożnie ruszyłam w górę trawiastym wzgórzem; w dłoni miałam pistolet. Nagle usłyszałam strzały. Pobiegłam w stronę domu Weaver. Derek był zaraz za mną.
- Sprawdź od przodu! – krzyknęłam do niego. Rozdzieliśmy się.
Strzeliłam w szybę i wpadłam do środka. Przeskanowałam dom Okiem.
Nowy terminator.
Pobiegłam w stronę garażu, wpadając na Johna biegnącego za rękę z dziewczynką i Sarę.
- Cameron walczy z blaszakiem! – krzyknął do mnie; zawahałam się, ale szybko ruszyłam za nimi.
Wybiegliśmy na zewnątrz. Savannah potknęła się, ale John szybko pomógł jej wstać, biorąc na ręce. Gdzieś we wnętrzu domu usłyszałam pojedynczy strzał, a potem już nic.
Serce podeszło mi do gardła. Derek!
Nagle na balkonie pojawił się blaszak. Wycelował w naszą trójkę; Sarah otworzyła ogień. Na szczęście pojawiła się Cameron i zaatakowała maszynę.
- Szybko! – krzyknęła Sarah. Obejrzałam się na Cameron, a potem na dom. – Erica!
Wsiedliśmy do auta. Kobieta od razu ruszyła. Savannah rozpłakała się w ramionach Johna. Potrzebowali mnie. Zacisnęłam mocno wargi, czując wzbierający we mnie żal.
Miałam złe przeczucia. Jeden strzał. Tylko jeden strzał padł wtedy we wnętrzu domu, zanim cyborg zjawił się na tarasie. Jeden strzał. Nikt z nas nie strzelał tylko raz do blaszaka. Nikt. To one strzelały jeden raz. Zawsze ze stuprocentową celnością.
Chciałam kazać Sarze zatrzymać dodge'a i sprawdzić... i wrócić po Dereka, ale czułam, że nie mogę zostawić ich teraz samych. Wybacz mi, Damien! Zacisnęłam powieki, żeby się nie rozpłakać. John i Sarah żyli. 2:1. Tylko że to nie był wynik meczu. Raczej ponura statystyka. Dwie osoby przeżyły, jedna... jedna...
Muszę być twarda. Przybrałam kamienny wyraz twarzy, ale moja dusza płakała głośno i rzewnie.
Zabrałam włosy z twarzy i związałam je w warkocz. Savannah wpatrywała się we mnie uważnie, ściskając pluszową żyrafę. Ostrożnie usiadłam obok niej.
- Jak ma na imię? – zapytałam, dotykając głowy zwierzątka.
- Nie ma imienia. Mama mówi, że nie wolno nazywać przedmiotów – odparła rezolutnie.
Spuściłam wzrok i wbiłam oczy w buty.
- Jesteś smutna – powiedziała łagodnie i wcisnęła mi pod ramię pluszaka. Uśmiechnęłam się blado, biorąc maskotkę. Znowu zebrało mi się na płacz. Zacisnęłam mocno powieki; niewiele pomogło.
Ta historia już drugi raz się nie powtórzy. Już jej nie pomogę.
Nagle podniosłam oczy i zobaczyłam Cameron.
- Wróciłaś – powiedziałam. – A Derek?
- Nie wiem, gdzie jest Derek – odrzekła, kiedy minął ją John, podchodząc do mnie. – Walczyłam z tamtym terminatorem, ale mój system się wyłączył. Kiedy się aktywowałam, maszyny nie było.
Wstałam, oddając dziewczynce żyrafę.
- Do ciebie. – Usłyszałam nagle. Sarah podała mi telefon.
Wzięłam komórkę, wychodząc z pomieszczenia.
- Williams – powiedziałam do słuchawki.
- Erica, witaj. – Głos poznałam od razu. Charlie.
- Miałeś nie dzwonić więcej do Connorów!
- Wiem, ale twojego numeru nie znam. Chcę ci podziękować.
- Za co?
- Za wszystko. I oddać ci kartę.
- Zatrzymaj ją – mruknęłam słabo. On żył. Derek nie.
- Odeślę ją pocztą. Podasz mi numer konta i oddamy ci pieniądze co do centa.
- Nie musicie. Mam dużo forsy. Wygrałam w lotto. Osiem razy. – Nie kłamałam.
- Uratowałaś nas – zaczął.
- Was tak! – krzyknęłam, czując łzy na policzku. – Jego nie!
- John nie żyje?...
- Nie, zabili Dereka.
Przez chwilę w komórce panowało milczenie.
- Przykro mi – powiedział wreszcie; rozłączyłam się.
Drogę pilnowałam tylko Okiem; drugie było zasnute mgiełką łez. Pojechałam do domu Weaver. Zastałam na miejscu policjantów i dużo żółtej taśmy. Pokazałam odznakę i weszłam do środka.
Czułam, jak drżą mi nogi. Wreszcie przykucnęłam nad plamą krwi. Krwi Dereka, jak ustaliło Oko.
- Ciało zabrali kwadrans temu. – Usłyszałam. – Rana postrzałowa głowy. Śmierć na miejscu.
Wstałam, nawet nie patrząc na policjanta i wyszłam na zewnątrz.
Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Siedziałam w samochodzie, patrząc na śledczych zbierających ślady.
W mojej kieszeni zadzwonił telefon.
- Erica, wracaj do nas – powiedział John. Od razu odpaliłam silnik.
