Scena w kinie ma dwie wersje, bo nie mogłam się zdecydować, która lepsza;).
OCHRONA
Stałam obok Sary, czekając na Ellisona. Po chwili zjawił się razem z Cameron. Spojrzał na mnie zdumiony. Skrzyżowałam ramiona na piersiach.
- Gdzie jest Savannah? – zapytał niemal od razu.
- Co robisz w Zeira Corp.? – Sarah spojrzała na niego wyczekująco.
- Pracuję. A ty co robiłaś w domu Weaver? I czemu zabrałaś dziewczynkę?
- Żeby ją chronić.
- Chronić? Przed kim?
- Przed nimi. – Spojrzała kątem oka na Cameron. – Maszynami. Jedna z nich była w domu.
- Dlaczego chcieli zabić sześciolatkę?
- Nie wiem. Może chcieli dorwać jej matkę?
- Dlaczego?
- Mała widywała się z doktorem Shermanem. Pracował w Zeira Corp. i tam zginął.
- To był wypadek.
- Dziewczynka jest w niebezpieczeństwie. Jej matka tak samo. I ty też.
- Oddaj mi małą, a ja poradzę sobie z tym wszystkim.
- Posłuchaj mnie: Derek nie żyje.
- Derek? – powtórzył Ellison, wpatrując się w kobietę.
- Kilka lat temu myślałeś, że jestem wariatką i znowu wylądowałam w psychiatryku. Ale widziałeś ich i wiesz, że to prawda. Mają jakiś plan i nie porzucą go. Pozwól mi porozmawiać z Weaver.
- Oddaj mi Savannę.
- Nie jest z tobą bezpieczna.
- Nie mam czasu na wyjaśnienia.
- Ja mam i pozwól mi wyjaśnić wszystko Weaver.
Przez chwilę milczeli.
- Mówiłam, żebyś trzymał się od tego z daleka.
- Próbowałem. Ale za każdym razem, kiedy się obejrzę, ty tam jesteś.
Cofnął się, idąc w stronę samochodu. Spojrzał na mnie.
- Alex nic nie będzie – powiedziałam, wytrzymując jego stalowe spojrzenie.
- Lepiej, żeby naprawdę tak było – odparł.
Spacerowałam po magazynie, wsłuchując się w rozmowę Johna z Savanną.
- Kim jest John Henry? – zapytał ją chłopak.
- Moim przyjacielem u mamy w pracy.
- Co tam robi?
- Mieszka w piwnicy.
- Mieszka w piwnicy? – powtórzył John.
- Mama mówi, że ludzie nie zrozumieją.
- Ja rozumiem. Też miałem zmyślonego przyjaciela, jak byłem w twoim wieku.
- On jest prawdziwy. Mówi. I uczę go śpiewać.
- Więc dlaczego mieszka w piwnicy?
- Nie może stamtąd wyjść. Ma kabel z tyłu głowy.
Drgnęłam i spojrzałam na Johna. Wyglądał na poruszonego.
- Kabel? – powtórzył słabo.
- Tak. Ma go z tyłu głowy.
- Ktoś jeszcze rozmawia z Johnem Henry'm?
- Pan Ellison.
- Pan Ellison?
- Pracuje dla mojej mamy. Uczy Johna Henry'ego różnych rzeczy.
- Jakich rzeczy?
Wyszłam z pomieszczenia; wyciągnęłam telefon, czując jego wibracje. SMS od Alex. Jest tutaj Ellison. Co mam mówić? Że nic nie wiem? Odpisałam jej jednym słowem. Tak.
- Zniszczyłam tamten chip – powiedziała ostro Sarah, wpatrując się w Johna.
- Zniszczyłaś tamten chip – powtórzyła z naciskiem Cameron.
- To nie jest Cromartie – rzucił John. – To coś innego. Coś... większego. Gorszego.
Wsłuchiwałam się w ich wymianę zdań, czekając, aż będą chcieli wciągnąć mnie do rozmowy. Dlaczego zachowywali się tak, jakby ten pieprzony terminator był teraz najważniejszy? Bo był, odpowiedziałam sama sobie. Ale Derek nie żył, co było ważniejsze. Przynajmniej dla mnie.
- Nikt nie zginie! – krzyknęła wreszcie Sarah, patrząc na Cameron. – Nikt nie zginie – powtórzyła, tym razem patrząc na Savannę. John wziął dziewczynkę za rękę.
Kobieta odebrała telefon. Poszłam za jej synem.
- Powiedz mi, Erica. – Spojrzał na mnie przez ramię.
- Wiem, że John Henry opiera się na AI Turka – powiedziałam. – I...
- Nie o to mi chodziło.
Zmarszczył brwi. Puścił dłoń Savanny; mała wzięła żyrafę i usiadła na starej kanapie.
- On nie żyje, prawda? – zapytał słabo; od razu znalazł się w moich ramionach. Rozpłakał się.
Głaskałam go po plecach, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
- Co teraz będzie?
- Nie wiem, John.
- Już go nie spotkasz. Nie spotkasz już Damiena, bo się nie urodzi...
Nie odpowiedziałam, obejmując go mocniej.
- Odejdziesz? – Usłyszałam przy uchu.
- Nigdy – zapewniłam go twardym głosem.
- Przykro mi – wyszeptał. – Tak mi przykro.
- Mnie też – odparłam cicho. - Mnie też, John.
Cameron przyglądała nam się bez słowa.
Chłopak zasnął z głową na moich kolanach; czuwałam. Savannah długo nie mogła zasnąć. Chciała, żebym jej pośpiewała.
- Mama mi kiedyś śpiewała bardzo dużo – powiedziała. – Teraz już nie. A twoja mama?
- Tak samo – skłamałam, głaszcząc ją po miękkich włosach.
Rano zjawiła się Sarah. Długo wpatrywała się mnie bez słowa.
- Musimy iść – oznajmiła wreszcie Cameron. Kiwnęłam głową.
WERSJA PIERWSZA
Siedziałam na fotelu w sali kinowej. Ostatni raz byłam w kinie z Johnem. Całowaliśmy się na trailerach. Spojrzałam na chłopaka; siedział kilka rzędów niżej.
Wreszcie zjawił się Ellison. Wstałam i wyszłam z sali. Korytarz przy bufecie i kasach był pusty. Spojrzałam na rozkład seansów. Kolejny zaczynał się za piętnaście minut? Nikt nie chciał zobaczyć Piratów z Karaibów IV: Drzewo życia? To mnie zdziwiło. Nagle z toalety wyszedł mężczyzna, po czym podszedł do lady. Zmierzył mnie uważnym wzrokiem. Oko znalazło broń. Drgnęłam, a potem spojrzałam przez mleczne szkło drzwi na zewnątrz. Policja.
- Powinna pani się ukryć. – Usłyszałam.
- S.W.A.T., głupku – syknęłam. – Biorę udział w tej akcji.
Moja złota odznaka zrobiła na nim wrażenie. Wróciłam do sali. Niemal od razu wpadłam na Sarę.
- To zasadzka – powiedziałam, wciskając jej moją broń. – Weź mnie jako zakładnika. Uciekniemy.
Spojrzała na mnie uważnie, biorąc pistolet. Po chwili wypchnęła mnie z sali, przyciskając lufę do moich pleców. Tajniak przy ladzie od razu wyjął pistolet.
- Zabiję ją! – syknęła Sarah. – Rzuć broń!
Policjant zawahał się.
- Nie żartuję! – krzyknęła. – Na ziemię!
Wreszcie kopnął broń w naszą stronę.
- Tylnym wyjściem – szepnęłam. Sarah pociągnęła mnie w boczny korytarz.
Pobiegłyśmy przed siebie.
WERSJA DRUGA
Odebrałam telefon.
- Kapitan Williams, róg June Street i Micheal Bay's Avenue – powiedziała dyspozytorka. Czyli miałam akcję.
- Przyjęłam – odparłam szybko, rozłączając się.
Przez chwilę rozmawiałam z Sarą.
- Poradzicie sobie? – zapytałam.
- Oczywiście. To tylko spotkanie – zapewniła mnie Sarah. Była taka pewna siebie.
Odpaliłam silnik. Po kilku minutach byłam na miejscu. Dostałam szczegóły.
Moje serce drgnęło. Priorytetem akcji było schwytanie Sary Connor.
Zapięłam hełm pod szyją i założyłam okulary ochronne.
- W porządku, pani kapitan? – zapytała Ruby.
- Jasne – oparłam. Dalsze losy Sary zależały teraz ode mnie.
Rozstawiłam moich ludzi na zewnątrz. Sama weszłam do budynku. Szybko wyjęłam telefon i napisałam do Sary. Zasadzka. Wyjdź na korytarz i idź w stronę biur. Czekam.
Wyjrzałam zza rogu, czując rosnące zdenerwowanie. Wtedy ją zobaczyłam. Biegła w moją stronę. Wychyliłam się i chwyciłam mnie za rękę. Zaatakowała mnie potężnym kopnięciem.
- To ja! – krzyknęła, zrywając z twarzy okulary. – Chodź!
Pobiegłyśmy przed siebie.
- Samej łatwiej będzie ci od teraz uciekać! – powiedziałam szybko, kiedy poprowadziłam ją do jakiegoś biura i otworzyłam okno; usiadła na parapecie. – Musisz mnie postrzelić.
- Co? – zapytała słabo.
- Postrzel mnie w bok. Zajmą się najpierw rannym policjantem. To da ci trochę czasu!
Wpatrywała się we mnie.
- Postrzel mnie, Saro! – krzyknęłam. – No dalej! Nic mi nie będzie!
- Nie mogę. – Upuściła broń. – Nie mogę.
W jej oczach zalśniły łzy.
- Ile wy jesteście w stanie dla nas poświęcić?! – załkała. – Derek poświęcił swoje życie!
- Nie pora na... – zaczęłam.
- Ręce do góry! – W drzwiach stał policjant z kinowego hollu.
Był sam. Mogłam go załatwić.
Nagle Sarah cofnęła się z parapetu i zaatakowała mnie. Pistolet kopnęła gdzieś pod meble.
- Cofnij się! – krzyknął mężczyzna. Słyszałam już kroki na korytarzu.
- Walcz! – syknęła Sarah, szarpiąc mnie za włosy. – Walcz! Musisz zająć się moim synem!
Miała rację. Zepchnęłam ją z siebie. Dwóch S.W.A.T.-ciarzy chwyciło ją błyskawicznie. Szybko rozcięłam ostrzem wargę i łuk brwiowy, żeby mieć na sobie ślady walki. Rozmazałam krew na szyi i koszulce. To musi wystarczyć.
- Ça va? – Usłyszałam znajomy głos. Jean-Pierre pomógł mi wstać. – W porządku?
- Ça va – odpowiedziałam słabo.
Wyprowadzili Sarę. Szłam za oddziałem S.W.A.T., moim oddziałem, i policjantami. Nic nie mogłam zrobić. Z sali kinowej wyszli John i Cameron. Dostrzegłam strach na twarzy chłopaka. Minęłam go bez słowa. Musiałam.
Udzielono mi pierwszej pomocy. I wtedy zjawiła się Natalie Gordon, uśmiechając się drapieżnie.
- Czysta jak łza, co? – mruknęła, podając mi palmtopa.
- Postrzel mnie, Saro! – Usłyszałam. – No dalej! Nic mi nie będzie!
Miała nagranie z kamer. To koniec?... Rozejrzałam się dookoła. Nie byłyśmy jednak w centrum uwagi.
- Panno Gordon, proszę za mną. – Usłyszałam. Policjantka obejrzała się, a ja znieruchomiałam.
Chris Land machnął jej przed oczami ID federalnego.
- Natychmiast – dodał szybko.
Natalie zmierzyła go wzrokiem.
- Miejcie ją na oku – rozkazała dwójce policjantów. – Jest podejrzana o współpracę z Sarą Connor.
- Tak jest.
Głos poznałam od razu. Keira poprawiła policyjną czapkę. Gabriel podszedł bliżej.
- Zająłem się kamerami – powiedział cicho.
- Co będzie z Natalie?
- Coś wymyślimy. Spadaj do Johna.
Spotkaliśmy się w domu Connorów. Szybko spakowaliśmy co ważniejsze rzeczy i pojechaliśmy do mojego mieszkania.
- To koniec – powiedział John, chodząc po mojej kuchni. – Koniec!
Było źle, ale zawsze mogłoby być gorzej i w końcu John nadal żył. Nie powiedziałam jednak tego na głos.
Alex włączyła CNN. O Sarze mówili na każdym kanale.
Ukryłam twarz w dłoniach, zmuszając się do myślenia. Zaczęła mnie boleć głowa.
W kieszeni zawibrował mój telefon. Obcy numer. Odebrałam.
- Erica.
Głos poznałam od razu; serce podeszło mi do gardła. O mało nie upuściłam komórki.
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
To nie był koniec. Jeszcze nie.
3:0.
C.D.N.
KONIEC CZĘŚCI PIĘTNASTEJ
