Doktor, Elaine i ktoś, kto nie dołączy do nich jeszcze długo, na sopockiej plaży. To miała być głęboka dyskusja o estetyce, słowo daję ;)
Szare fale rozbijały się na szarym brzegu pod szarym wojłokiem nieba. Tomasz roztarł ręce i wcisnął je do kieszeni.
- I czego się gapisz, hmm? - zapytał mewę, która rzuciła mu jeszcze jedno wyniosłe spojrzenie, zanim pokicała dalej po burym piasku, w stronę wywróconego kosza ze śmieciami, w którym buszowało już kilka jej koleżanek. Trochę dalej, za szarym kamiennym murkiem, w cieniu czarnych gałęzi jakiegoś drzewa, stała TARDIS, kobaltowa plama pośród szarości.
Tomasz wypluł pasmo włosów, które wiatr z uporem wciskał mu do ust. Po prawej, daleko we mgle, majaczyły zarysy portu i wież miasta.
- Czemu tam nie wylądowaliśmy? - rzucił głośno, ale Doktor, jeśli nawet usłyszał, nie okazał tego. Stał, wpatrując się w horyzont, jak portret lorda Byrona z rozwianymi na wietrze włosami, łopocząc połami brązowej marynarki.
- Jeśli cię to pocieszy – stęknęła Elaine – ja też mam dosyć.
Obcasy ze zgrzytem zagłębiły się w piasku, kiedy obrócił się do niej, skulonej i zabijającej ręce. Miała na sobie sporo za duży płaszcz, najwyraźniej produkt sprzątania w pracowni krawca, tęczowy szydełkowy beret wciśnięty na włosy i kolorowe rękawiczki. Wyglądała, jakby zebrała wszystkie kolory z okolicy, ale nie sprawiło jej to większej przyjemności.
- Zamarzam – wyznała.
- Mhm. Te, Mickiewicz! - zawołał Tomasz. - Długo jeszcze będziesz tam kontemplował?
Doktor nie odpowiedział, zatopiony w myślach. Tomasz pokręcił głową.
- Latem na pewno jest tutaj pięknie – głos Elaine wyraźnie drżał.
- Na pewno – Tomasz zauważył na murku trochę brudnego śniegu. Mewy zerwały się z krzykiem, złe, że im przerwał rozwlekanie śmietnika.
- Ale nie liczyłbym, że trafimy tu latem.
Śnieg był paląco zimny, chociaż mokry. Drapał lodową kaszą, przeciekał między palcami i zupełnie nie chciał dać się ugnieść w przyzwoitą pigułę.
Ale zdławiony wrzask Doktora był tego wart.
- He-ej! Za co?
Elaine wybuchnęła głośnym śmiechem, a Tomasz wyszczerzył zęby.
- Teraz wszystkim nam zimno. Cel osiągnięty! Możemy iść?
- Zmarzliście? Dlaczego nic nie mówicie? - Towarzysze Doktora wymienili znaczące spojrzenia, kiedy on wygarniał śnieg zza kołnierza.
- Brr!
- Naprawdę, nie mogliśmy wylądować w mieście? Gdzie można się napić czegoś ciepłego?
- Czekolady! - poparła Tomasza Elaine.
Doktor roztarł kark, uśmiechając się z zakłopotaniem – Przepraszam. Tu jest tak pięknie, że trochę zapomniałem.
- Pięknie?
Elaine otuliła się szczelniej pstrokatym płaszczem. - Jest zima. Wszystko szare i martwe.
- Chodź tu – Doktor otoczył Elaine ramieniem i podepchnął leciutko w stronę pluskających o brzeg fal.
- Zobacz. Tak naprawdę.
- Naprawdę jest szare. I groźne, jakby warczało, żebyś nie podchodził.
- Tak uważasz?
Tomasz prychnął – Romantyk. Daj sobie spokój, mała.
Elaine pokazała mu język ponad doktorowym ramieniem.
- Powiem ci, co ja widzę, kiedy patrzę na to morze – wyjaśnił Doktor.
- Widzę coś, co było tutaj na długo przede mną, co będzie długo po mnie. Jestem przy nim zupełnym dzieckiem. Tyle jeszcze nie wiem!
- Romantyk – mruknął Tomasz, stając obok nich z rękami w kieszeniach.
- A ono cały czas się zmienia. Odbija chmury, promienie słońca prześwietlają fale, widzisz? Jak bursztyn. Mewy i łabędzie mącą powierzchnię, a każda z nich ma własną historię. Mógłbym całe życie obserwować ten kawałeczek Atlantyku, a chociaż pożyję dłużej, niż wy, nigdy by mi nie zabrakło nowych rzeczy do oglądania.
- Trochę to… straszne – wymamrotała Elaine, przytulając się do niego.
- Wiesz, ten ogrom.
- Mhm.
- Bez sensu – pokręcił głową Tomasz. - Co za pożytek z gapienia się w wodę?
Doktor obejrzał się na niego, spojrzał Tomaszowi poważnie w oczy – Gdybyś tego nie rozumiał, nie podróżowałbyś z nami.
- Może nie.
- A jednocześnie mnóstwa rzeczy nigdy nie zobaczę – podjął Władca Czasu. - Choćbym nie wiem jak się spieszył. A dzięki temu, co jest najprzyjemniejsze, nie muszę się spieszyć. Mogę wszystkiemu poświęcić tyle czasu, ile chcę.
- Romantyk.
- No, chodźmy – powiedział Doktor. - Morze nie ucieknie, a ktoś tu miał ochotę na czekoladę, zdaje się?
Trzymając Elaine pod rękę ruszył w stronę szarego murku odgradzającego plażę od budynków. Tomasz spojrzał jeszcze na szare niebo, zanim poszedł za nimi przez skrzypiące pod butami piaski.
