Rozdział niebetowany


Część 3


Break down, ya really want it?

Wanna make a scene?

Show me what ya mean

Let's get it started

Let me see whatcha got

Can ya take it up a knotch?

Don't think you got it

Can't handle the pressure?

Get, off, stop talkin' about it

Gotta make this count, let's go


Severus odmierzył w cylindrze potrzebną objętość gotowego eliksiru, przelał go do dwóch flakoników i zaczął sprzątać pracownię, myśląc o wszelkich możliwych konsekwencjach tego, co się dziś wydarzyło. Miał wielką nadzieję, że Harry dogadał się jakoś z Mrocznym Panem po tym jak zostawił ich samych na dwie godziny. Może razem będą w stanie równoważyć się nawzajem i uda się im stworzyć prawdziwie kwitnące magiczne społeczeństwo. Większa część czarodziei i czarownic, a już praktycznie wszyscy po jasnej stronie, uważali, że po zakończeniu pierwszej wojny z Mrocznym Panem weszli w nową erę świetności, podczas gdy tak naprawdę z każdym rokiem gnuśnieli coraz bardziej, swoimi decyzjami niszcząc powoli wszystko, co było esencją tego świata.

Nie popierał części metod używanych przez Mrocznego Pana, tak samo jak był przeciwny idyllicznej wizji Dumbledore'a, w której wszyscy kochają się i żyją w pokoju. I oczywiście są jasnymi czarodziejami. Magiczne społeczeństwo Brytanii było tak małe, że potrzebowało nowej krwi z zewnątrz jeżeli nie chcieli zostać zredukowani do upośledzonych szaleńców. Niestety członkowie magicznych rodzin innych państw nie byli zbyt skorzy do „krzyżowania" narodowości. Znacznie wygodniej było znaleźć sobie kogoś w swoim własnym kraju i nie przejmować się problemami prawnymi jakie tworzyły zazwyczaj skłócone Ministerstwa.

Jednak z obecną polityką Mrocznego Pana nigdy nie dostaną zastrzyku świeżej krwi. Z drugiej strony Dumbledore i Knot byli jak najbardziej za propagowaniem mieszanych małżeństw, zupełnie ignorując problem dzikiej magii mugolaków. Jeżeli mieli przetrwać, to potrzebowali trzeciej opcji i Severus miał wielką nadzieję, że będzie nią właśnie Harry.

Chłopak był młody i potężny. Nie bał się zmian, widział potrzebę ich wprowadzenia i jeżeli zostanie odpowiednio poprowadzony, to nawet nie zrobi tego w jakiś idiotyczny sposób. Posiadał tez wielką siłę charakteru, która razem z jego magią sprawiała, że ludzie automatycznie patrzyli na niego jak na przywódcę. Chociaż Severus starał się to zmienić, Harry wciąż nie znał się zbytnio na polityce i nie był nią zainteresowany, w przeciwieństwie do Dumbledore'a i Mrocznego Pana. Jeżeli chłopak zdecyduje się stanąć po stronie dyrektora… Mistrz Eliksirów pokręcił głową. Nie, nigdy do tego nie dojdzie. Pomiędzy nimi było zbyt wiele różnic w poglądach i starzec nigdy nie zgodziłby się na ustępstwa i zmiany gdyby jego kluczowy pionek ich zażądał. Stary Mroczny Pan był zbyt pogrążony w swoim szaleństwie by to zrobić, jednak ten nowy, odmieniony…

Severus uśmiechnął się nieco pod nosem, czując rosnącą nadzieję. Nawet jeżeli Mroczny Pan będzie uważał ideę oszczędzenia mugolaków za idiotyczną, to i tak się na nią zgodzi chociażby po to, by później rzucić chłopakowi w twarz, że to jednak on miał rację. W końcu jaka to różnica czy zabije ich teraz, czy za dwadzieścia lat, jeżeli dzięki drobnemu ustępstwu uda mu się szybko wygrać tę ciągnącą się wojnę. A te dwadzieścia lat zwłoki może być właśnie tym, czego Harry by potrzebował by pokazać Mrocznemu Panu, że jednak ludobójstwo wcale nie jest konieczne.

Zamknął za sobą drzwi pracowni i ruszył w stronę schodów. Lepiej, żeby byli już gotowi na wypicie tego eliksiru, bo nie mieli już za dużo czasu do zmarnowania.

oOo

Harry patrzył w czerwone tęczówki, widząc jednocześnie swoje własne, zielone. Nie był pewny, czy dobrze zrozumiał znaczenie słów Voldemorta i im dłużej je analizował, tym bardziej czuł (i widział) jak jego policzki stają się czerwone. Również na twarzy czarnoksiężnika pojawił się lekki rumieniec, jednak chłopak wiedział, że w porównaniu z jego był praktycznie niezauważalny. I jeszcze ten uśmieszek. Gdyby nie on, pewnie odrzuciłby te natrętne myśli jako całkowicie niedorzeczne. Rozmawiali jeszcze o wielu rzeczach, jednak ten temat ciągle powracał i wiedział, że nie będzie mógł już zbyt długo od niego uciekać. Odchrząknął.

= Już kilka razy to zasugerowałeś i nie wiem, czy dobrze rozumiem = powiedział, słysząc w ich głosach nerwowość.

= Och, jestem pewien, że zrozumiałeś dobrze, Harry. = Znowu ten uśmieszek pełen jakiejś przewrotnej satysfakcji. = Jeżeli zgodzisz się na przymierze ze mną, to zrobimy to starym, dobrym, średniowiecznym sposobem. Przez małżeństwo.

Harry przełknął, widząc jak jednocześnie poruszyło się jabłko Adama u Toma i odwrócił wzrok. Mężczyzna mógł bez problemu czytać jego myśli, co wykorzystał już nie jeden raz w czasie ich rozmowy, gdy chłopak nie chciał udzielić mu jakiejś odpowiedzi. Nie chciał się teraz nad tym zastanawiać, jednak… Utworzenie przymierza z Mrocznym Panem i scementowanie go więzią małżeńską byłoby naprawdę najbezpieczniejszym wyjściem dla nich obu. Magiczne więzi miały to do siebie, że zapewniały lojalność i uczciwość współmałżonków. W prawdzie wciąż gdzieś tam na dnie umysłu miał to wielkie marzenie rodziny utworzonej z miłości, jednak przypuszczał, że po takiej politycznej unii mógł zawsze wziąć przykład z Dumbledore'a i zacząć traktować uczniów swojej szkoły dla mugolaków tak, jakby byli jego własnymi dziećmi. Chociaż to nie byłoby tym samym, to wydawało mu się, że mogłoby stać się wystarczającym.

= Myślę, że powinniśmy porozmawiać o szczegółach przy naszym następnym spotkaniu = Voldemort niespodziewanie powiedział i przyjął bardziej władczą pozę. = Severus zaraz tu będzie. Proponuję tydzień na spisanie wszystkich punktów naszego sojuszu i omówimy je wtedy.

= W porządku. = Harry przytaknął. Po chwili drzwi się otworzyły i do gabinetu wkroczył mistrz eliksirów, niosąc dwa flakoniki z eliksirami o kolorze malinowego budyniu. Podał im je i chłopak wypił zawartość duszkiem, powodując tym wypicie mikstury też przez Voldemorta. Przez chwilę poczuł jego niezadowolenie dość boleśnie, jednak zaraz po tym zaczęło mu się kręcić w głowie.

– Nie mamy dużo czasu. – Severus podciągnął go do pozycji stojącej i Harry zachwiał się, widząc jak świat wiruje mu przed oczami. Oparł się ciężko na mistrzu eliksirów i ten spróbował poprowadzić go do drzwi. – No dalej.

– Nie… mogę… – wydusił z siebie i osunął się nieprzytomny w ramionach Severusa, który przeklął. Mógł się spodziewać tego, że chłopak zareaguje gwałtownie na tak nagłą utratę magii. Położył go na podłodze i zerknął na Mrocznego Pana, który ciężko oddychał na kanapie, jednak wciąż był przytomny i obserwował jego zmagania. Skupił się na swoim podopiecznym, wykonując kilka szybkich zaklęć skanujących, by się upewnić, że nic gorszego niż utrata przytomności się nie stanie, a następnie czym prędzej wylewitował go z gabinetu. Opuszczenie posiadłości Mrocznego Pana zajęło im mniej czasu, ponieważ nie mieli niepotrzebnych przestojów, gdy Potter wpadał w trans. Tuż za bramą Severus objął bezwładne ciało i aportował ich do salonu domu na Spinner's End. Położył chłopaka na kanapie i popatrzył na stojący na gzymsie zegar. Za jakieś siedem minut powinien zacząć odzyskiwać magię, więc mężczyzna miał akurat wystarczająco dużo czasu by ustawić wokół niego kilka kamuflujących sygnaturę zaklęć. Nie chciał aby Ministerstwo namierzyło ich po nagłym zapłonięciu magii. Jeszcze odczytaliby to jako zaklęcie rzucone przez nieletniego i obaj mieliby kłopoty. Zadowolony z zabezpieczeń ustawionych wokół Gryfona i kanapy, Severus udał się do swojego laboratorium, żeby przygotować kilka składników do wzięcia do Hogwartu. Był niemal pewny tego, że zaraz po powrocie do szkoły będzie ich czekała konfrontacja z Dumbledorem. Już nie raz wymykali się na Spinner's End, jednak to był pierwszy raz, gdy nie skorzystali z sieci Fiuu i ktoś musiał zauważyć ich zniknięcie.

oOo

Harry ocknął się, czując się tak, jakby całe jego ciało było naszpikowane igłami. W głowie mu dudniło i znów miał wrażenie, że brakuje w nim jakiejś ważnej części. Sam nie wiedział, co było gorsze: tęsknota czy fizyczny ból. Leżał przez chwilę, próbując pozbierać się w sobie. Znajdował się w domu Severusa, a to znaczyło, że udało się im bezpiecznie opuścić siedzibę Mrocznego Pana. Jednak jak długo już tu byli? Po kilku minutach mistrz eliksirów pojawił się u jego boku z ulgą widząc, że już się obudził.

– Jak się czujesz?

– Obolały. I znowu czuję tą… tęsknotę. – Harry spróbował usiąść i dopiero wtedy zauważył, że kanapa na której leżał miała mocno nadpaloną tapicerkę wszędzie dookoła niego. Mężczyzna wmusił w niego kilka eliksirów, z których chłopak rozpoznał przeciwbólowy i wzmacniający.

– Byłeś nieprzytomny prawie godzinę. Musimy jak najszybciej wracać do Hogwartu – powiedział Severus, naprawiając machnięciem różdżki zniszczenie dokonane przez uwalniającą się magię Gryfona. Harry przytaknął siadając. Mikstury profesora jak zwykle szybko zdziałały cuda i po niedawnym dyskomforcie nie pozostał już prawie żaden ślad. Severus wskazał na dwa pudła składników stojące w pobliżu kominka. – To nasze usprawiedliwienie. Nie mogą być zmniejszone, więc musieliśmy przetransportować je normalnie przez kominek. Chciałeś poczuć jak to jest być aportowanym, więc wybraliśmy ten sposób na dostanie się tutaj.

– Okej. – Harry wstał, czując się już zupełnie normalnie i podszedł do jednego z pudeł by je podnieść. – Są zabezpieczone, prawda?

– Oczywiście. – Mężczyzna wziął drugie pudło i razem zniknęli w zielonych płomieniach Fiuu.

Powrót do Hogwartu odbył się bardzo antyklimatycznie. Nikt nie czekał na nich z pytaniami w komnatach Severusa, czy w jego gabinecie. Żadnych prześladowców na korytarzu, czy notek od dyrektora. Wszystko wyglądało tak, jakby nikt nie zauważył ich zniknięcia, co trochę ich zaniepokoiło. Zanieśli ingrediencje do pracowni i zostawili je tam. Nowy dzień miał się już niedługo rozpocząć i musieli złapać chociaż kilka godzin snu. Harry pożegnał się z Severusem i opuścił jego kwatery ukryty pod peleryną niewidką. Droga do wieży Gryfonów przypomniała mu o zdarzeniu z Ronem i zmarszczył brwi w złości, zastanawiając się, czy powinien ukarać rudzielca teraz, czy później. Był już zmęczony, więc może lepiej będzie poczekać i zająć się nim w następną noc. Nie chciał przecież przez przypadek go zabić tylko dlatego, że omsknęła mu się różdżka. Przytaknął sobie podejmując decyzję i wśliznął się do pokoju wspólnego bez nudzenia Grubej Damy. Wszyscy już dawno spali i Harry wkrótce do nich dołączył, opróżniając umysł ze wszystkich myśli. Zastanowi się nad nimi jutro.

Dumbledore wezwał ich do siebie dopiero po obiedzie. Harry spędził cały dzień myśląc nad rozmową z Tomem i próbując ułożyć sobie w głowie jakiś schemat napisania umowy między nimi. Nie był aż tak przeciwny przypieczętowaniu jej małżeństwem o ile uda się im ominąć problem tego całkowitego połączenia. Wezwanie do gabinetu dyrektora przyszło do nich gdy pracowali w pracowni Severusa nad kolejnymi eliksirami leczącymi i ochronnymi. Mistrz eliksirów próbował utworzyć mieszankę, która znacznie osłabiałaby działanie dementorów na czarodziejów. Obecna formuła za bardzo przytępiała proces myślowy by mieć jakieś realne zastosowanie i mężczyzna naprawdę nie rozumiał jak ktoś mógł za coś takiego dostać nagrodę.

Harry wciąż mu nie powiedział o szczegółach dyskusji z Voldemortem, tylko tyle, że doszli do pewnego porozumienia i teraz musieli popracować nad jego detalami. Poinformował go też o tym, że kolejne spotkanie z Mrocznym Panem będą mieli za tydzień i wtedy najprawdopodobniej zapadnie ostateczna decyzja. Harry nie chciał mówić na razie nic więcej. Czuł, że jeżeli teraz sam sobie nie poradzi z postawionymi przed nim wyborami, to później będzie z tym jeszcze gorzej. Tak, zapyta o zdanie Severusa, gdy już wszystko sobie poukłada, jednak nie wcześniej. Zawsze istniała możliwość, że mężczyzna zauważy coś, na co on nie zwróci uwagi.

Gdy weszli do gabinetu, zastali zgromadzony w nim prawie cały „wewnętrzny kręg" Zakonu Feniksa. Organizacja Dumbledore'a nie miała aż tak dokładnie zdefiniowanych poziomów jak to było u Voldemorta, jednak wyraźnie było widać komu dyrektor ufał bardziej niż zwykłym członkom. Harry skrzywił się wewnętrznie, widząc patrzące się na niego osoby. Naprawdę nie chciał mieć z nimi niczego wspólnego. Dumbledore siedział na swoim zwyczajnym miejscu za masywnym biurkiem. Oprócz niego byli tu starsi Weasleyowie, McGonagall, Tonks, Remus i czterech aurorów, których Harry widział kilka razy przez te wszystkie lata, jednak nigdy nie poznał ich imion. I oczywiście Moody. Wielką niespodzianką była obecność Hermiony, która najwyraźniej właśnie została do Zakonu wcielona. Dyrektor zawsze wzbraniał się przed przyjmowaniem niepełnoletnich osób, jednak najwyraźniej postanowił zrobić wyjątek dla niej ze względu na jej niesamowitą inteligencję. Nawet jeżeli nie wolno jej będzie walczyć, to i tak będzie mu bardzo przydatna. Przynajmniej wciąż nie było tu Ronalda.

Harry skrzyżował ręce na piersi i popatrzył twardo po zgromadzonych, wyraźnie czekając aż sami zaczną rozmowę. Severus stał oparty o ścianę nieopodal niego, obserwując czujnie wszystkich.

– Harry, mój drogi chłopcze, gdzie byłeś z Severusem w nocy? – Dumbledore przeszedł od razu do rzeczy i Potter zdusił w sobie chęć przemeblowania mu twarzy za nazwanie go „jego chłopcem". Ciekawe jak wyglądała by jego srebrzystobiała broda z kropelkami czerwonej krwi…

Harry otrząsnął się z tych myśli i popatrzył na dyrektora, upewniając się, że bariery wokół jego umysłu stoją pewnie.

– Profesor Snape potrzebował kilku składników do eliksirów, których nie można było zmniejszyć, więc pomogłem mu z przeniesieniem ich przez kominek – powiedział wyraźnie, a jego ton wskazywał na to, że to naprawdę nie było sprawą Dumbledore'a. Zarobił sobie tym kilka dezaprobujących spojrzeń, jednak większość osób była już przyzwyczajona do tego, że mistrz eliksirów zdawał się być jednym człowiekiem, którego traktował z prawdziwym szacunkiem.

– Więc dlaczego nie skorzystaliście z Fiuu tak jak zwykle? – pytanie zostało zadane przez jednego z aurorów. Jego czerwony uniform trochę raził Harry'ego po oczach i chłopak zdecydował się nie patrzeć na niego w ogóle. Lubił czerwień, naprawdę, jednak preferował głębsze, bardziej… krwiste odcienie.

– Potter chciał zobaczyć czy aportacja jest lepszym środkiem komunikacji niż świstokliki i Fiuu. Niestety okazało się, że również do niej ma awersję – Severus powiedział drwiąco i ci, którzy pamiętali jak kiedyś wypadał z kominka uśmiechnęli się nico, jednak znów szybko przybrali poważniejsze miny. Prawdę mówiąc Harry był dość zaskoczony tym, że nie wypytują go o to wszystko pod Veritaserum. Na ich miejscu już dawno wcisnąłby w podejrzaną osobę ten eliksir i wyciągnął z niej wszystkie informacje jakie były do uzyskania. Nie spodziewał się tego, że wciąż darzą go aż tak wielkim zaufaniem by liczyć na to, że ich nie okłamie. Chociaż z drugiej strony miał wsparcie Severusa, a jemu Dumbledore ufał bez zastrzeżeń, ponieważ mężczyzna wiele lat temu przysiągł chronić syna Lily.

– Rozumiem. – Dumbledore pokiwał lekko głową i odchrząknął. – Jednak to nie jest jedynym powodem wezwania cię tutaj, Harry.

Atmosfera w gabinecie zmieniła się, gdy dyrektor wypowiedział te słowa. Do tej pory była dość napięta, jednak nagle zdała się rozluźnić i zgromadzeni w nim członkowie Zakonu patrzyli teraz na chłopaka z czymś w rodzaju radosnego oczekiwania. Może oprócz Molly Weasley, która nie wydawała się być tak do końca zadowolona, jednak wyraźnie się już pogodziła z tym, co zaraz Dumbledore miał powiedzieć. Harry uniósł brew, zdając sobie sprawę, że był to wybitnie Snape'owy gest.

– Jak zapewne zauważyłeś przyjęliśmy dziś do Zakonu pannę Granger. – Harry mrugnął, dusząc w sobie niedowierzanie. Wiedział już dobrze do czego dyrektor zmierzał. Staruszek miał niesamowite wyczucie czasu, to musiał mu przyznać. – Przez ostatnie miesiące znacznie spoważniałeś i Zakon zagłosował, że jesteś już wystarczająco dojrzały by również stać się jego częścią.

Myśli chłopaka gnały z prędkością światła. Czy powinien zgodzić się na dołączenie do Zakonu? Już dawno przestało mu na tym zależeć, a teraz planował zawarcie przymierza z Tomem. Owszem, potrzebowali szpiegów w Zakonie, ponieważ Severus chociaż bardzo dobry, to jednak często był wykluczany ze spotkań dla swojego własnego dobra. Jednak czy Harry mógłby stać się takim dodatkowym źródłem informacji dla Mrocznego Pana? Wątpił w to. Nawet jeżeli go przyjmą, to i tak wciąż będą go traktować jako Złotą Broń, a nie prawdziwego członka i będą zatajać informacje. Przekrzywił lekko głowę na prawą stronę, nieświadomie naśladując tym zachowanie Voldemorta.

– Przysięgacie mówienie mi o wszystkim i koniec z zatajaniem informacji? – zapytał, chociaż już znał odpowiedź tak dobrze, jak swoją decyzję odnośnie przyłączenia się do Zakonu. I tak planował ich zdradzić, więc dlaczego miał jeszcze bardziej pogłębiać się w tej zdradzie? Tak chociaż będzie mógł im powiedzieć, że wybrał lepsze rozwiązanie i nigdy tak naprawdę nie był po ich stronie.

– Harry – westchnął starszy czarodziej. – Myślałem, że rozumiesz, że niektóre rzeczy muszą być zachowane w tajemnicy dla twojego własnego dobra.

– Wobec tego odmawiam przyłączenia się do was. – Harry wzruszył ramionami, widząc zaskoczenie i niedowierzanie na twarzach zgromadzonych. Naprawdę myśleli, że z radością przyjmie ich ofertę gdy tylko ją złożą? Po tym jak już ponad rok trzymał się z dala od spraw Zakonu i nie wykazywał nawet najmniejszej ochoty do przyłączenia się do nich?

– Harry, znacznie łatwiej będzie nam cię chronić jeżeli przyłączysz się do Zakonu. – Dumbledore zmarszczył brwi, obserwując go uważnie. Wyraźnie również nie wiedział co myśleć o jego odmowie.

– Nie widzę co jedno ma z drugim wspólnego. – Harry postanowił oprzeć się o ścianę obok Severusa. Miał już dość samotnego stania przed wszystkimi.

– Bycie członkiem Zakonu oznacza utworzenie się więzi, dzięki której dyrektor zawsze będzie wiedział gdzie jesteś i czy jesteś w niebezpieczeństwie. Zakon będzie w stanie aportować się tak blisko ciebie jak pozwolą na to ewentualne zaklęcia ochronne zawsze, gdy będziesz tego potrzebował – Severus odpowiedział mu na pytanie, gdy pozostali wydawali się niezbyt skorzy do podzielenia się tymi informacjami.

– Och. – Wobec tego jakim cudem Dumbledore uwierzył w ich bajkę o ingrediencjach? Musiał wiedzieć, że najpierw udali się w inne miejsce niż Spinner's End, chyba, że mistrz eliksirów znalazł sposób na oszukanie połączenia. Nawet jeżeli mu się to udało i tak nie miał zamiaru pakować się w taką sieć monitorującą. Nie zgadzał się z poglądami Dumbledore'a, zamierzał przyłączyć się do Toma i tańczenie wokół pęt Zakonu nie było warte ewentualnych korzyści. Popatrzył twardo na dyrektora. – Nie przyłączę się do Zakonu i to jest moja ostateczna decyzja. Czy to już wszystko?

Dumbledore przytaknął głową, wyglądając na bardzo starego i zmęczonego. Harry jeszcze raz popatrzył po zgromadzonych czarodziejach i czarownicach, przez chwilę zastanawiając się nad tym co się z nimi stanie gdy już wejdzie w przymierze z Voldemortem. Staną się wtedy jego progami, prawda? Nie, nie miał niczego przeciwko spotkaniu ich na polu bitwy i walce z nimi, jednak zastanowił się nad tym, czy po pokonaniu będą potrafili odnaleźć się w nowym czarodziejskim świecie. O ile przeżyją, rzecz jasna. Będzie musiał ich obserwować, ponieważ należeli do ludzi, którzy byliby w stanie szkodzić nowo kształtującemu się porządkowi poprzez jakieś idiotyczne rebelie i zamachy. Odsunął się od ściany i podszedł do drzwi, mając nadzieję, że to spotkanie skończy się dość szybko i Severus wróci zanim będzie musiał się zabrać za te gorsze ingrediencje. Może skorzysta z okazji i wykorzysta ten czas na rozprawienie się z Ronaldem…?

– Harry?

Chłopak odwrócił się, by popatrzeć na dyrektora, który przerwał jego rozmyślania.

– Tak?

– Chcę tylko żebyś wiedział, że ta oferta będzie cały czas aktualna w razie gdybyś jednak zmienił zdanie, mój drogi chłopcze. – Dumbledore wpatrywał się w niego uważnie i z cieniem nadziei, jakby myśląc, że może jednak Gryfon zmieni zdanie po paru minutach od podjęcia swojej „ostatecznej decyzji". Harry skinął głową dając znać, że rozumie, następnie posłał Severusowi znaczące spojrzenie i wyszedł z gabinetu. Zanim zamknął za sobą drzwi, jeszcze usłyszał głos Hermiony.

– To nie było zbyt grzeczne z jego strony…

Harry uśmiechnął się, a w jego oczach przez chwilę zabłysły czerwone iskierki. Pora zapolować na rudzielca.

oOo

W pokoju wspólnym Gryfonów wciąż jeszcze było sporo uczniów, chociaż do ciszy nocnej pozostało tylko pół godziny. Harry siedział w fotelu pod oknem i obserwował spod grzywki siedzącego po drugiej stronie pomieszczenia rudzielca. Rona właśnie grał z Deanem w czarodziejskie szachy i wyglądało na to, że zaraz zakończy tę rozgrywkę, oczywiście zwycięstwem. Jak na tak genialnego stratega w szachach, najmłodszy syn Weasleyów był wybitnie krótkowzroczny jeżeli chodziło o prawdziwe życie. Harry spędził ostatnie dziesięć minut na obserwowaniu go, czekając aż zakończy grę. Tak, chciał jak najszybciej pokazać rudzielcowi co myśli o złodziejach, jednak nie chciał by ktoś zwrócił uwagę na jego nieobecność. Najlepiej będzie jeżeli to co teraz robił zakończy naturalnie… i wtedy zupełnie przypadkowo zdecyduje pójść do biblioteki po Hermionę.

Harry uśmiechnął się pod nosem, gdy zobaczył szach i mat oraz jęk Deana, gdy ten zorientował się, że przegrał. Skupił w sobie magię i posłał ją delikatnym strumieniem prosto do niczego nie spodziewającego się rudzielca. Uśmiech zwycięstwa nawet nie zadrżał na jego ustach, gdy niewidzialne pęta zacisnęły się wokół jego umysłu i nagle poczuł przemożną ochotę wyjścia z pokoju wspólnego. Ron wstał i otrzepał dłonie o spodnie.

– Może następnym razem ci się uda, kumplu. Idę do biblioteki po Hermionę, bo wydaje mi się, że znowu straciła poczucie czasu pomiędzy tymi wszystkimi książkami. – Skrzywił się żartobliwie i Dean roześmiał się, obiecując mu dogrywkę następnego dnia. Harry patrzył jak Ronald wychodzi przez dziurę za portretem, a następnie udał się do dormitorium. Neville już smacznie spał, podczas gdy Seamus był w łazience. Potter ułożył poduszkę i pościel na swoim łóżku tak, by na pierwszy rzut oka wydawało się, że w nim śpi, zasunął zasłony i narzucił na siebie pelerynę-niewidkę. Nie korzystał z niej aż tak często dobrze wiedząc, że kilka osób w zamku oraz część portretów potrafiła wyczuć jego obecność pod nią, a nawet widzieć przez zaczarowany materiał. Już nic nie wspominając o duchach i skrzatach domowych. Zaklęcia niewidzialności, które poznał dzięki wiedzy od Mrocznego Pana oraz pomysłowości Severusa były znacznie bardziej praktyczne. Jednak tym razem najprościej w świecie nie był w nastroju na takie zabawy i nie miało za bardzo znaczenia jeżeli ktoś go zauważył pod peleryną. Dobrze wiedzieli, że pomagał Snape'owi w warzeniu eliksirów i w razie czego mógł powiedzieć, że szedł do jego pracowni. Lub do Zakazanego Lasu po nocną miętę, która rosła na obrzeżach i była znacznie skuteczniejsza w niektórych eliksirach niż jej dzienne gatunki.

Harry wyszedł z zamku południowym wyjściem i udał się na polanę, na którą kazał pójść swojemu byłemu przyjacielowi. Noc była chłodna, a gwiazdy i księżyc oświetlały mu drogę. Szedł z werwą, której już dawno nie było w jego krokach i czuł rosnącą ekscytacje. Ostatni raz dał ujście swojej mroczniejszej stronie, gdy pokazywał Vernonowi dlaczego bicie czarodzieja nie jest takim dobrym pomysłem. Teraz znów to czuł, a na jego ustach błąkał się uśmiech. Nawet tęsknota zdawała się nie doskwierać mu tak bardzo jak zwykle.

Ron czekał na niego na polanie. Stał spokojnie, nie do końca świadomy tego, że znajdował się w miejscu, do którego nawet nie miał zamiaru się zbliżać. Harry otoczył polanę kilkoma ochronnymi zaklęciami i uwolnił rudzielca spod swojego wpływu. W końcu musiał wiedzieć za co w jaki sposób został ukarany.

– Co…? – Weasley zdezorientowany rozejrzał się dookoła, zanim się odwrócił i zobaczył stojącego za sobą młodego mężczyznę. Z zaskoczeniem rozpoznał w nim jednego ze swoich współlokatorów w dormitorium Gryffindoru. – Harry? Co my tu robimy?

– Słyszałem, że ukradłeś cos mojego, Ron, a ja bardzo nie lubię złodziei – powiedział Harry spokojnie, podchodząc bliżej do marszczącego brwi rudzielca. – Na dodatek próbowałeś mnie wkopać przy ratowaniu swojej własnej skóry. To nie jest zbyt grzeczne i obawiam się, że będziemy musieli popracować nad tymi brakami w twoim wychowaniu.

– O czym ty mówisz do cholery? – Weasley wyglądał teraz na podenerwowanego. – Jeżeli chodzi o twoją pelerynę-niewidkę, to przepraszam, że wziąłem ją bez pytania. Jakoś do tej pory nigdy nie miałeś problemu z pożyczaniem rzeczy…

Harry uśmiechnął się krzywo.

– Przestaliśmy być przyjaciółmi rok temu, Ron, gdy zdecydowałeś, że nie chcesz przyjaźnić się z kimś, kto z uśmiechem śni o wypruwaniu komuś wnętrzności, pamiętasz? – Potter pogładził swoją różdżkę, z satysfakcją obserwując powoli pojawiający się na twarzy rudzielca strach, gdy zaczynał rozumieć w jak nieciekawym położeniu się znajdował. – Straciłeś wtedy wszelkie prawo do pożyczania ode mnie czegokolwiek, a tym bardziej peleryny-niewidki, którą darzę takim sentymentem. Rozumiesz więc, dlaczego muszę cię ukarać, prawda?

Weasley odsunął się od niego kilka kroków, patrząc wielkimi oczami na młodzieńca.

– Oszalałeś… zupełnie, całkowicie oszalałeś… – wyszeptał i spróbował uciec, jednak zaklęcia ochronne nie pozwoliły mu na opuszczenie polany. Nikt spoza niej nie będzie też w stanie ich zobaczyć czy usłyszeć, więc Harry był pewien, że ta lekcja nie zostanie przerwana.

– Zaczynamy?

oOo

Gdy tylko Potter pojawił się w jego pracowni, Severus wiedział, że coś się wydarzyło. Chłopak niemalże wibrował samozadowoleniem, a jego oczy błyszczały jakby wziął jakiś mugolski narkotyk. Na dodatek ciemniejsza strona jego magii była znacznie bardziej wyczuwalna. W przeciwieństwie do udręczenia wywołanego „tęsknotą", którego w ogóle nie było widać w zielonych oczach. Po kilku minutach cichej obserwacji zdecydował, że mroczne spojrzenia, które posyłał chłopakowi nie były wystarczającą zachętą do rozmowy.

– Mów – powiedział, rozcinając marynowanego węża wzdłuż napuchniętego ciała. Harry zamrugał, patrząc na niego, jakby został oderwany od czegoś znacznie bardziej absorbującego niż krojenie żabich oczu w ósemki.

– O czym?

– Co takiego się wydarzyło, gdy opuściłeś gabinet Dumbledore'a?

Gryfon uśmiechnął się w sposób, jaki mężczyzna widział do tej pory tylko na twarzy Mrocznego Pana i ciarki przeszły mu po plecach. Cokolwiek chłopak zrobił, nie było to czymś miłym i bezbolesnym. Przynajmniej nie dla osoby, która stała się jego ofiarą. Mistrz eliksirów miał wielką nadzieję, że krwawe metody Voldemorta nie wejdą do repertuaru również Pottera, ponieważ wtedy jego nadzieje odnośnie pięknej przyszłości magicznego społeczeństwa mogły okazać się płonne.

– Nic specjalnego. – Harry wzruszył ramionami, trochę za późno decydując się udawać nonszalancję. – Byłem w wieży Gryffindoru, porozmawiałem z Ronaldem i pokazałem mu, że kradzież jest zła. Myślę, że już nigdy ponownie tego nie zrobi.

Znów ten uśmieszek. Severus zaczął mieć bardzo złe przeczucie. Nie żeby jakoś zależało mu na najmłodszym synu Weasleyów, jednak jeżeli nagle okaże się, że chłopak zaginął, albo jeżeli rudzielec zostanie znaleziony w stanie wskazującym na bliskie spotkanie ze Śmierciożercami… torturowany lub martwy… Konsekwencje takiego wydarzenia bardzo utrudniły by i jemu, i Potterowi życie. Dumbledore na pewno wprowadziłby dodatkowe zasady i zaklęcia zabezpieczające, może nawet zabroniłby opuszczania terenu Hogwartu bez jego pisemnego zezwolenia. Na pewno zacząłby monitorować Harry'ego jeszcze bardziej niż robił to do tej pory.

– Powiedz mi, że nie zrobiłeś niczego głupiego.

– Co masz na myśli? – Harry popatrzył na niego marszcząc brwi, po czym zrobił wielkie oczy, gdy uświadomił sobie jak bardzo poważny był w tej chwili jego profesor. – Nie zabiłem go ani nic z tych rzeczy. Tylko trochę poturbowałem i zostawiłem w lesie z przekonaniem, że spotkał akromantule i odrazą do brania czegokolwiek bez pytania.

Severus przytaknął, czując jak kamień spadł mu z serca. Był pewny, że chłopak zadbał o to, by nikt nie powiązał go z niebezpiecznym spacerem Weasleya po Zakazanym Lesie, a tak długo jak winą nie zostaną obarczeni zwolennicy Mrocznego Pana, Albus nie będzie miał powodu do zwiększenia zabezpieczeń wokół zamku. Miał tylko nadzieję, że Weasley nie był na tyle głupi, by zabłądzić w lesie i napatoczyć się na jakieś niebezpieczne stworzenia naprawdę. Potter musiał zostawić go w miejscu blisko błoni i ścieżek jeżeli nie martwił się niemożnością rudzielca do powrotu do zamku.

Pracowali w ciszy i pomału podekscytowanie Gryfona znikało, zastępowane jego zwyczajną już maską spokoju i zamyślenia. Jego ruchy były automatyczne, gdy przygotowywał składniki i warzył bardzo dobrze znane sobie mieszanki. Nie było ich wiele, jednak wystarczająco dużo, by mógł bez problemów pomagać mistrzowi eliksirów, gdy ten był tak bardzo zawalony pracą. Harry mieszał eliksir obniżający temperaturę, myśląc nad rozmową z Tomem. Tydzień wydawał się być dość długim czasem na napisanie kontraktów, jednak im dłużej się nad zawartością takiego pisma zastanawiał, tym wyraźniej widział, że nie miał zielonego pojęcia od której strony miał się za niego zabrać. Wiedział czego chciał, jednak zapisanie tego wszystkiego w sposób odpowiedni do oficjalnego pisma nawet z jego rozbudowaną wiedzą będzie dość problematyczne. Musiał też zrobić projekt społeczności mugolaków i mieszańców. W mugolskiej szkole nie interesował się zbytnio geografią, jednak wiedział, że na północy istniało wiele bezludnych wysp przekształconych w rezerwaty przyrody, więc znalezienie odpowiedniego miejsca nie powinno stanowić większego problemu. Nawet jeżeli będzie tam jeszcze zimniej niż w Hogwarcie i Hogsmeade.

oOo

Harry siedział w bibliotece studiując mapy Wielkiej Brytanii. Czarodzieje nie przywiązywali zbyt wielkiej wagi do odległości, czy czegoś tak fundamentalnego jak skala, więc większość z nich była dla niego bezwartościowa. Zwłaszcza, że spora ich część została wykonana w siedemnastym lub osiemnastym wieku. Jednak ktoś wpadł na genialny pomysł kupienia map samochodowych do działu mugoloznawstwa i dzięki nim chłopak mógł mniej więcej ocenić które z wysp powinien wziąć pod uwagę. Nie chciał by znajdowały się zbyt daleko na północy. Myślał raczej o jakiejś mniej więcej na wysokości Hogwartu. Był pewien, że chciał swoją szkołę i społeczność umieścić na wyspie. Były one znacznie łatwiejsze do ukrycia przed mugolami niż kawałki lądu stałego oraz stanowiły naturalną formę izolacji, a przecież właśnie o to tu chodziło. Miał już nawet wypisanych kilka propozycji, przy czym jakoś skłaniał się ku wyspom Monach. Były to trzy wyspy połączone ze sobą, które według map samochodowych stanowiły rezerwat przyrody. Z jakiegoś powodu mapy czarodziejskie przedstawiały albo jedną większą wyspę, albo pięć mniejszych, jednak zawsze były na nich narysowane podobne zabudowania przypominające trochę klasztor. Wszystkie jednak były zgodne co do tego, że nie było na nich nawet jednego drzewa.

Gryfon w zamyśleniu popukał piórem w pergamin, tworząc kleksa. Nawet jeżeli były małe i niezamieszkałe, z rezerwatem przyrody, istniało niebezpieczeństwo tego, że jednak mugole do czegoś je wykorzystywali. Może lepiej by było poszukać jakiejś wyspy dalej od lądu? Może nawet gdzieś daleko na północy, gdzie panowały wieczne śniegi… zadrżał, odrzucając tę myśl. Nie popadajmy w przesadę. Nawet jeżeli mugole nawiedzali Monach od czasu do czasu, nic nie stało na przeszkodzie wmówieniu im, że w czasie jakiegoś wielkiego sztormu wyspy zostały praktycznie całkowicie pochłonięte przez morze. Z tego co widział, zawsze były rysowane dość płasko, może poza tym wzgórzem najbardziej na zachód, na którym według mapy samochodowej znajdowały się aż dwie latarnie morskie.

Tylko czy istniały odpowiednio silne zaklęcia ochronne, które zabezpieczyłyby ich przed zmyciem w czasie sztormu naprawdę?

Jego rozmyślania przerwała Hermiona, która pospiesznie podeszła do stolika, który zajmował. Wyglądała na bardzo czymś poruszoną i Harry doszedł do wniosku, że chyba w końcu Ronald się odnalazł. Najwyższy czas, w końcu mijał już drugi dzień od ich zabawy. Dziewczyna rzuciła okiem na mapy i Wielką Historię Wielkiej Brytanii, która nawiasem mówiąc nie zawierała praktycznie niczego o wyspach Monach, jednak szybko odrzuciła pytania, decydując, że jej wieści są znacznie ważniejsze.

– Hagrid znalazł Rona w Zakazanym Lesie – wypaliła bez zbędnych uprzejmości. – Zabrali go do pani Pomfrey. Był ledwo żywy… – W oczach Gryfonki pojawiły się łzy. Nie odzywała się do niego od spotkania w gabinecie Dumbledore'a, zbyt zajęta szkołą i projektami dla Zakonu, a może nawet i obrażona z powodu jego niezbyt grzecznej odmowy. Chłopak sam nie wiedział, jednak nie zależało mu jakoś specjalnie na rozwiązaniu tej zagadki. Tak jak ona, miał ważniejsze rzeczy na głowie niż rozpadające się przyjaźnie.

– Dobrze wiedzieć. Przeżyje? – Harry przyjrzał się krytycznie mapie. Jeżeli już miał udawać zatopienie jakiejś wyspy, to może coś większego? Lub bliżej lądu? Nie… większe wyspy na pewno były zamieszkane, tak samo jak te znajdujące się blisko stałego lądu. Pewnie Voldemort nie miałby nic przeciwko pozbyciu się mugoli z wybranego przez niego kawałka ziemi, jednak Harry nawet teraz nie czułby się z tym dobrze. Lepiej było budować wszystko od zera niż usuwać te wszystkie nie magiczne śmiecie. Tylko, że on naprawdę nie przepadał za zimnem. Kiedyś na historii mówiono coś o kolonizacji… ciekawe, czy brytyjskie kolonie mugoli też podlegają pod magiczną Brytanię.

– Mógłbyś być trochę bardziej współczujący, wiesz? To w końcu też twój przyjaciel. Ale tak, przeżyje. – Hermiona patrzyła na niego z wyrzutem, jednak odpowiedziała na pytanie, gdy popatrzył na nią spojrzeniem, którego nauczył się od Snape'a. W końcu to, że stał się bardziej nieczuły było jednym z powodów przez które ich przyjaźń zaczęła podupadać. – Profesor Dumbledore powiedział, że możemy go odwiedzić później, gdy już pani Pomfrey doprowadzi go do porządku. Nie rozumiem tylko dlaczego poszedł do Zakazanego Lasu. Podejrzewam i dyrektor się ze mną zgadza – powiedziała bardzo cicho, nachylając się nad nim, by nikt nie usłyszał tej części rozmowy, która najwyraźniej miała pozostać tajemnicą – że to mogła być robota Śmierciożerców.

Harry westchnął, przeczesując dłonią włosy. Lepiej, żeby rudzielec szybko wyprowadził dyrektora z błędu, zanim ten zdecyduje się na jakieś drastyczne kroki.

– Dowiemy się, gdy już się obudzi, a na razie nie ma sensu dramatyzować. – Zdecydował się wzruszyć ramionami i swoją obojętnością dać jej do zrozumienia co myśli o takim wyciąganiu wniosków. Mało to razy jakiś uczeń zabłądził w Zakazanym Lesie i później musiał dochodzić do siebie w skrzydle szpitalnym? Oczywiście, że nie. Zwłaszcza, że Gryfoni byli wręcz znani z łamania wszelkich zasad i chodzenia w miejsca, które z definicji cała reszta populacji uważała za zakazane. Jednak tym razem przydarzyło się to Ronaldowi Weasleyowi, który był uważany za bliskiego przyjaciela Harry'ego Pottera, a to mogło wskazywać tylko na robotę Śmierciożerców, a nie głupotę rudzielca. Harry skrzywił się lekko w duchu, gdy Hermiona przybrała minę złej McGonagall.

– Harry, ja naprawdę staram się zaakceptować zmiany, które w tobie nastąpiły, ale wcale mi tego nie ułatwiasz. Ron jest w ciężkim stanie w szpitalu, a ty zachowujesz się tak, jakby to cię w ogóle nie obchodziło. Profesor Dumbledore chce ciebie chronić, a ty go obrażasz. Chcę być twoją przyjaciółką, naprawdę chcę. Chcę żebyśmy byli tak blisko jak dawniej, ale sama tego nie dokonam, jeżeli ty też nie będziesz próbował. Nie oddalaj się od nas, Harry… – Pod koniec przemowy Hermiona znów miała łzy w oczach. Harry popatrzył na nią poważnie, oceniając prawdziwość uczuć, które przez dziewczynę przemawiały. Tak, była szczera i lojalna, inteligentna jeżeli chodziło o książkową wiedzę i rozwiązywanie zagadek. Była dobrym materiałem na zaufanego przyjaciela, jednak nawet tak uczciwa i wyrozumiała wobec niego, wciąż miała pewną istotną wadę, przez którą ich przyjaźń naprawdę była skazana na śmierć.

– Hermiono, jeżeli miałabyś wybrać między moją stroną, a stroną Dumbledore'a, to po której byś się opowiedziała? – zapytał po prostu, po raz pierwszy w czasie całej ich rozmowy skupiając na niej całą uwagę. Gryfonka nagle poczuła się bardzo niepewnie pod tak intensywnym zielonym spojrzeniem.

– Przecież to nie ma znaczenia. Możecie mieć swoje nieporozumienia, jednak wciąż stoicie po tej samej. – Pokręciła głową, jednak jeżeli spodziewała się, że się z nią zgodzi, to cisza bardzo ją rozczarowała. W końcu chłopak zdecydował się odpowiedzieć za nią, nie mając ochoty na wyciąganie z niej prawdy kolejnymi pytaniami.

– Stanęłabyś po stronie Dumbledore'a i to ma znacznie, ponieważ pokazuje mi, że tak naprawdę nie mogę ci ufać. I nawet nie próbuj zaprzeczać. – Harry powrócił spojrzeniem do map, uznając rozmowę za zakończoną. Hermiona zrobiła wielkie oczy i kilka razy otworzyła i zamknęła usta, wyglądając niczym wyjęta z wody ryba. Przez kilka chwil stała przy nim w niezręcznej ciszy, zanim zmarszczyła brwi, odwróciła się na pięcie i wymaszerowała z biblioteki. Gdyby ta rozmowa odbyła się kilka miesięcy temu, pewnie nie dałaby tak szybko za wygraną, jednak teraz byli już wystarczająco od siebie oddaleni, by nie miała w sobie wystarczająco dużo siły do walki z jego upartością. Na dodatek jeszcze ta sprawa z Ronem musiała bardzo jej leżeć na sercu. Harry nakreślił zarys wysp na pergaminie, przypominając sobie wiele chwil spędzonych z dwójką Gryfonów, w których był szczęśliwy. Miał nadzieję, że chociaż Hermiona będzie wystarczająco inteligentna by nie narazić się zbytnio ani jemu, ani Voldemortowi. Jeżeli uda się jej przeżyć to był pewien, że z chęcią wykorzysta jej wiedzę do utworzenia i zapanowania nad nową szkołą i miastem. Jeżeli nie… nie był już z nią wystarczająco związany by płakać, jednak był pewny, że poczuje ukłucie smutku związane z utratą tak wielkiego potencjału i osoby, która kiedyś była mu bliska.

oOo

Harry warzył eliksiry w pracowni Severusa zamiast tracić czas na Historii Magii. A może było już Zielarstwo? Nie przejmował się za bardzo opuszczeniem zajęć, na których i tak nie mógłby się wystarczająco skoncentrować nawet, gdyby nie znał materiału. Przynajmniej w ten sposób mógł myśleć nad kontraktem i jednocześnie robić coś pożytecznego. Kolejna porcja maści na siniaki i otarcia już stygła na blacie obok, podczas gdy eliksir zasklepiający rany bulgotał czekając na rozpoczęcie drugiej fazy warzenia. Chłopak popatrzył na długą listę eliksirów potrzebnych do skrzydła szpitalnego, przyczepioną do jednej z wiszących szafek. Ponad połowa była w rzeczywistości przeznaczona na użytek Zakonu, co Severus oznaczył niewielkimi krzyżykami przy nazwach, jednak aby nikt niczego nie podejrzewał były dopisywane do jego zwyczajnych zamówień. Oczywiście tylko te legalne. Nielegalne zlecenia Dumbledore przekazywał mu osobiście na prywatnych spotkaniach. Nawet Zakon o nich nie wiedział.

Wzrok młodzieńca przesunął się na zegar. Miał jeszcze dziesięć minut czekania i wszystkie składniki ładnie przygotowane czekały ułożone na blacie w odpowiedniej kolejności. Chcąc nie chcąc powrócił myślami do zarysu kontraktu, który obecnie leżał ukryty w jego torbie rzuconej niedbale obok drzwi pracowni. Nie znalazł w bibliotece przykładowych kontraktów małżeńskich, a jedynie wycinki tych podpisanych przez znane osobistości. Były dość dużą pomocą w sposobie formułowania zdań i wypunktowywania, jednak stanowiły głównie o majątku lub magicznych artefaktach a nie bardziej… codziennych rzeczach. Harry nie wiedział, czy jego zapisy o równości współmałżonków i wolności w pewnych sferach były konieczne i zgodne z zasadami pisania tego typu kontraktów. Do spotkania z Tomem zostały mu już niecałe trzy dni i zdecydował, że ma już za mało czasu na improwizację i pora poradzić się Severusa. Mężczyzna musiał wiedzieć znacznie więcej od niego na takie tematy.

Półtora godziny później do pracowni wkroczył profesor eliksirów we własnej osobie.

– Dobrze wiesz, że nie popieram opuszczania zajęć – zaczął już po przekroczeniu progu. – Poza tym po zaginięciu Weasleya wszyscy są przewrażliwieni na nieuzasadnione nieobecności. Masz szczęście, że zaklęcie poinformowało mnie o twojej obecności tutaj. W przeciwnym razie cały zamek już by cię szukał.

– Zostawiłem notkę Binnsowi do przekazania również Sprout. – Harry wzruszył ramionami i delikatnie posypał eliksir odkażający płatkami rumianku. Poczekał aż znikną pod powierzchnią i zaczął równie delikatnie mieszać, wykonując srebrną łyżką ósemki. – Poza tym mam problem, z którym potrzebuję pomocy.

– Słucham. – Severus rzucił przez ramię, zdejmując kociołek z półki, którą nazywał leżakownią. Postawił go na blacie i uniósł pokrywkę, by przyjrzeć się dojrzewającemu od tygodnia eliksirowi. Powinien być już wystarczająco żółty, by można było rozpocząć kolejną fazę warzenia. Po pracowni rozniósł się smród palonych włosów – kolejny wskaźnik oznaczający koniec leżakowania. Akurat ten eliksir został zamówiony przez Uzdrowiciela Umysłu ze Świętego Mungo. Bardzo pomagał w stabilizacji części zaburzeń umysłowych wywoływanych magicznymi urazami.

Harry odchrząknął, mając nadzieję, że jednak mężczyzna nie będzie zbyt zajęty tej nocy i znajdzie chwilę na popracowanie nad kontraktem.

– W czasie tamtego spotkania doszliśmy do pewnego porozumienia – powiedział i Severus na chwilę przerwał swoje ruchy, zaskoczony. Do tej pory Potter jeszcze ani razu nie poruszał tematu samego porozumienia z Voldemortem, pomijając sugestie, że do jakiegoś jednak doszli nawet jeżeli szczegóły miały zostać omówione dopiero w tę sobotę. – Zdecydowaliśmy się na przymierze przypieczętowane małżeństwem. Mam już zarys kontraktu, jednak chciałbym żebyś go przejrzał i powiedział co o nim myślisz i co powinienem w nim zmienić.

Gdyby Snape nie był mistrzem najwyższej klasy, ta wiadomość na pewno spowodowałaby, że ponad tydzień pracy nad eliksirem zostałby zmarnowany. Jednak należał do najlepszych i w porę opanował się na tyle, by pyłek kamienia księżycowego nie wsypał mu się zbyt gwałtownie. Cieszył się z sojuszu, jednak miał mieszane uczucia odnośnie małżeństwa. Lord Voldemort i Harry Potter na zawsze razem? Polityczne małżeństwa nie były niczym nowym w czarodziejskim świecie. Były popularne zwłaszcza wśród czystokrwistych rodów. Jednak nigdy nie podejrzewał, że Harry byłby w stanie się na coś takiego zgodzić. Nawet po tych wszystkich zmianach wciąż miał to marzenie małżeństwa z miłości i szczęśliwej dużej rodziny mieszkającej w domku z ogródkiem. Rozmawiali raz o tym przy herbacie.

– Zostaw mi go i później przeczytam – obiecał, zastanawiając się, czy nie powinien znowu przeprowadzić z młodzieńcem rozmowy od serca na temat marzeń i przyszłości. Może gdy już będą omawiać zawartość samego kontraktu.

oOo

Następnego dnia Severus został wezwany przez Mrocznego Pana, który przekazał mu jeden z amuletów, które miały pomóc w zapanowaniu nad więzią między dwoma czarodziejami. Prosty naszyjnik pełen białej substancji o srebrnym połysku, wokół której wyryto znaki runiczne i słowa w języku, którego Snape nie rozpoznawał. Potter miał umieścić na nim trzy krople swojej krwi przed nałożeniem i przybyciem do siedziby Voldemorta.

Wszystko pomału się układało, przyjmując nowy tor i Severus wiedział, że wojna nie będzie już trwała długo. Po zawarciu sojuszu i podpisaniu kontraktu to będzie kwestia czasu zanim wydarzenia potoczą się tak szybko, że jasna strona nie będzie nawet wiedziała co i kiedy w nią uderzyło.