Kiedy siwobrody starzec odszedł, pozostawił za sobą trzy problemy. Pierwszy - Potter zniknął, na domiar złego z Weasleyem. Niech go szlag trafi, nie wiadomo jak to zrobił, dlaczego i gdzie teraz się idioci szwędali. W każdym razie, jego bezpieczeństwo było poważnie zagrożone. Sprawa druga - dyrektor w kolejnym napadzie swojego starczego szaleństwa nakazał mu obudzić Granger, bo podobno „ona mogła coś wiedzieć". Co do tego nie mógł się spierać, dziewczyna w końcu się z nim przyjaźniła, ale jak do jasnej cholery ma ją obudzić?! To budziło największy - trzeci problem - jak ma się dostać do Wieży Griffindoru? No jak?! Nie chodziło przecież o tak prozaiczną czynność, jak przejście przez portret. Hasło znał, drogę do dormitoriów również. Chodziło o coś o wiele bardziej błahego z perspektywy każdego normalnego człowieka, ale nie było tak w jego przypadku – Severusa Snape'a. Dumbledore nie mógł przecież wiedzieć, że obiecał sobie nigdy nie postawić nogi w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, a już tym bardziej w dormitorium dziewcząt!
Mamrocząc pod nosem wszystkie znane mu inwektywy skierowane pod adresem dyrektora i słowa, które brzmiały „jakby Minerwa nie mogła tego zrobić", stanął kilka minut później przed portretem Grubej Damy, która głośno sapała przez sen. Severus przewrócił oczami, po raz kolejny zadając sobie pytanie, za jakie grzechy?
Już miał odchrząknąć, żeby zbudzić potężną kobietę z obrazu, gdy coś innego przyszło mu do głowy – alternatywa. Patronus, że też wcześniej o tym nie pomyślał!
Ale chwila… Miał tak po prostu odkryć się ze swoim patronusem? Do tej pory widział go jedynie Dumbledore i to nie bez powodu. Łania symbolizowała jego wewnętrzną zmianę, jaką przeszedł po śmierci swojej przyjaciółki - Lily Potter. Ale nie sądził, by ktokolwiek musiał o tym wiedzieć. Po pierwsze, była dla niego zbyt… prywatną, wręcz intymną sprawą. Jedynie dyrekor wiedział, z jaką wiązało się to historią. Po drugie, po doświadczeniu z Huncwotami, dobrze wiedział, że mógłby się przez to stać przedmiotem drwin. Łania był symbolem niewinności i bezbronności, a przynajmniej dla niego. Nie ważne, że z tamtych przeżył tylko Lupin. Kto raz był obiektem drwin, ten zawsze będzie przeczulony na tym punkcie. Dlatego, więc jego godność musiała zostać nadszarpnięta i osobiście musiał się udać po pannę Granger, wolał to - niżby dziewczyna poznała jego sekret.
Obudził zatem, w niezbyt miły sposób, Grubą Damę, która nie omieszkała tego nie skomentować, po czym podał hasło i wszedł do pomieszczenia. Dzięki Merlinowi, było ciemno i wszechobecna, królewska czerwień i złoto, nie mogły razić go w oczy. Jedynym źródłem światła był dogasający ogień w kominku. Nikogo nie było, więc Severus musiał się sam pofatygować na górę. Panował półmrok, który umożliwił mu namierzenie schodów. Rzucił odpowiednie zaklęcie, które nie pozwalało schodom złożyć się i zrzucić go na dół. Słyszał o nim od Lily, gdy opowiadała, jak to słynny James Potter chciał nocą zakraść się do jej dormitorium. Co prawda wtedy go wyśmiała, ale w końcu kilka lat później i tak go poślubiła. Severus naprawdę nie chciał sobie tego wszystkiego teraz przypominać, więc idąc bezszelestnie po schodach miał kwaśną minę i jeszcze gorszy humor, jeśli to oczywiście było tylko możliwe po tym, co ostatnio się działo.
Stanął przed drzwiami, które powinny prowadzić do sypialni dziewcząt z siódmego roku. Otworzył je i znalazł się w zalanym ciemnością pomieszczeniu. Słychać było tylko odgłosy miarowych oddechów, co oznaczało, że wszystkie dziewczęta spały. Miał dosyć jasne przeczucie, że w Slytherinie siódmoklasiści zabawiają się w nocy nieco dłużej i inaczej… Westchnął i skupił się bardziej na otaczającej go względnej ciszy.
Łóżko po prawej stronie. Cięższy oddech, większa masa, jednym słowem: Brown. Hm, idźmy dalej. Po lewej stronie mógł dosłyszeć jedynie cichy szmer, który pasował bezdyskusyjnie do panny Patil. Pozostawało mu już tylko posłanie pośrodku, na którym ktoś co chwila się wiercił i mamrotał. No proszę, nie wiedział że Granger ma taki niespokojny sen.
Podszedł ostrożnie do łóżka i różdżką zapalił świecę znajdującą się na nocnej szafce. Dziewczyna spała naprawdę niespokojnie. Najwyraźniej coś ją musiało dręczyć. Rozkopała pościel na tyle, że mógł zobaczyć jej nagie, szczupłe nogi niezakryte kusą, różowawą koszulką. Snape przełknął głośno ślinę i po raz pierwszy od wejścia tutaj poczuł się dziwnie. Nie wiązało się to absolutnie z przebywaniem w Królestwie Gryffindoru. Poczuł jakiś dziwny uścisk, którego odczuwać zdecydownie nie powinien. Zwykła dziewczyna, taka jak każde. To tylko osiemnastoletnia dziewczyna, Snape. Opanuj się – powiedział sobie w myślach. Naprawdę upadłeś tak nisko, żeby pragnąć jakiejś młodej, głupiej panny? Odrobinę przesadził, kto jak kto, ale Granger głupia nie była, przynajmniej nie tak bardzo jak reszta jej rówieśników. Ale młoda była na pewno. Tak, najlepiej już ją obudzi, zanim jego myśli znów obiorą niechciany tor. Spojrzał na nią ponownie i ruchem różdżki nakrył ją kołdrą, żeby uniknąć żenującej sytuacji. Wescthnął, po czym utwierdził sam siebie w przekonaniu, że jego twarz wygląda odpowiednio nieprzyjaźnie i wyszeptał.
- Panno Granger.
Dziewczyna nie zareagowała, musiała spać mocniej, niż przypuszczał. Jedynie lekko przekręciła się na prawy bok i wymamrotała coś niezrozumiałego.
- Panno Granger – powtórzył nieco głośniej, rzucając jednocześnie Muffliato, żeby pozostałe lokatorki się nie obudziły. Wolał nie mieć zbyt wielu świadków swojego życiowego upokorzenia. – Obudź się – warknął.
- Lavender? – wymamrotała sennie, na co Snape wywrócił oczami.
- Śmiem wątpić. Wstawaj.
Hermiona otworzyła oczy zastanawiając się czy to aby na pewno nie jest sen. Jednak widok stojącego nad nią profesora od razu ją rozbudził.
- Profesor Snape?!
Severusowi ta sytuacja wydawała się irracjonalnie idiotyczna. Był środek nocy, znajdował się w Wieży Gryffindoru, a dokładniej stał nad swoją pół-nagą uczennicą, która patrzyła się na niego dziwnie wilgotnym wzrokiem. To było co najmniej niestosowne. Najgorsze było jednak to, że pościel ponownie się z niej zsunęła i musiał walczyć ze sobą, by nie przyglądać się odkrytemu ciału swojej uczennicy. Właśnie, Snape, uczennicy!
- Miło, że wreszcie zauważyłaś. Nie mamy czasu. Ubieraj się. Szybko – zakomenderował stanowczo, przypominając sobie po co tu tak właściwie przyszedł.
- Coś się stało? – spytała dziewczyna, zsuwając nogi wzłuż łóżka najwyraźniej w poszukiwaniu kapci.
- Nie, Granger. Zjawiam się w środku nocy w twoim dormitorium, które, zapewniam cię, nie jest na liście moich ulubionych miejsc do egzystencjalnej zadumy, bo bułki się skończyły w kuchni. Jazda, szybko! Dyrektor chce cię widzieć.
Dziewczyna szybko skoczyła na nogi i już po chwili sięgała do szafy i założyła na siebie błękitny szlafrok, który był mu już znany, śmiał twierdzić, że zbyt dobrze, niżby tego chciał. Po kilkunastu sekundach dołączyła do niego, gdy stał już przy drzwiach i oboje przeszli przez pokój wspólny, by wreszcie znaleźć się na chłodnawym korytarzu.
- Powie mi pan, o co chodzi? – spytała, kiedy maszerowali szybko w kierunku gabinetu dyrektora.
- Szczerze mówiąc, mamy nadzieję, że to ty nam to wyjaśnisz – odpowiedział, kiedy stanęli już przed kamienną chimerą.
Zignorował pytające spojrzenie swojej uczennicy i podał hasło. Po chwili byli już przed drzwiami do gabinetu, z którego dochodziły dosyć wzburzone i nerwowe głosy.
- Fineasie, sprawdź jeszcze raz Grimmaud Place. Flores wysłałem do… Och, Severusie – powiedział, kiedy Snape otworzył drzwi. - Przyprowadziłeś pannę Granger. Bardzo dobrze, nie mamy wiele czasu.
Podszedł szybko do Hermiony i objął ramieniem, nie dając jej nawet czasu na zadanie żadnego pytania, by szybko zaprowadzić do krzesła przy biurku. Sam zajął miejsce po drugiej stronie, zaś Severus stanął w kilkumetrowej odległości od nich obojga, obserwując całe zajście spod drzwi.
- Nie wiem, czy Severus wyjaśnił ci o co chodzi – rzucił jej szybkie spojrzenie znad okularów połówek. O co tu, do diaska, chodziło? W samym środku nocy budzi ją Snape, który nie fatygowałby by się przecież bez przyczyny i oczekują, że coś wie. Idiotyzm.
Hermiona pokiwała przecząco głową, patrząc nieco zdezorientowana na dyrektora.
- Hermiono, Harry i Ron zniknęli.
Hermiona wpatrywała się w dyrektora przez kilka sekund, przetwarzając informację, a szczególnie starając się odnieść ją do rzeczywistości. Harry miałby gdzieś sobie… pójść? Razem z Ronem? I to bez konsultacji z nią?
- Ale… jak to? – spytała przerażona. - To znaczy, sprawdził pan cały zamek? Może po prostu zgłodnieli i… - starała się jakoś wyjaśnić, szczególnie sobie, całą sytuację.
- Niestety, Hermiono. Nie ma ich na terenie Hogwartu, osobiście sprawdziłem wszystkie możliwości.
Hermiona posłała mu pytające spojrzenie. Niby jak jeden człowiek mógłby przeszukać cały zamek, Zakazny Las i błonia w tak krótkim czasie, przecież normalnemu człowiekowi zajęłoby to tydzień! Nawet Dumbleodre'owi pomimo jego wielkości, powinno zająć to trochę więcej czasu!
Dyrektor jakby znał jej wątpliwości, bo skinął z lekkim uśmiechem głową na przedmiot leżący między nimi na biurku, któremu Hermiona nie poświęciła wcześniej większej uwagi.
Przed nią stała miniaturowa plansza całego Hogwartu. Z chodzącymi postaciami. Taka jakby… Mapa Huncwotów w trójwymiarze. Hermiona przyjrzała się bliżej tajemniczemu przedmiotowi. Tak samo uczynił Snape, który teraz stał prostopadle między nią, a dyrektorem, nachylając się swoim dużym nosem nad konstrukcją.
- A więc to stąd zawsze wiesz, do której pracuję – powiedział, rzucając kwaśne spojrzenie w stronę siwobrodego czarodzieja, w którego oczach na chwilę pojawiły się wesołe iskierki.
- Nie tylko Huncwoci mają swoją mapę – mrugnął do Hermiony. – Ale do rzeczy. Hermiono, czy wiesz coś może o tym zniknięciu? – spytał, obdarzając ją kolejnym przeszywającym spojrzeniem niebieskich oczu.
- Nie… To znaczy, nic mi nie mówili. A przecież… - urwała, nagle przypominając sobie ich kłótnię z ostatniego dnia, kiedy nie chciała im powiedzieć, co się stało. Na samą myśl zarumieniła się lekko.
- Tak, panno Granger? Coś sobie przypomniałaś? – sarknął młodszy mężczyzna widząc reakcję uczennicy.
- Hmmm, bo… Bo my pokłóciliśmy się dzisiaj, panie profesorze – powiedziała cicho Hermiona, czując się coraz bardziej winna. A jeśli to przez tą kłótnię? Jeśli przez nią jej przyjaciele postanowili zrobić coś głupiego i uciekli? Z ponurych myśli wyrwał ją głos dyrektora.
- Czy będę zbyt niedelikatny, jeśli spytam, o co? – Popatrzyła na niego i od razu zrobiło się jej głupio. Pewnie teraz pomyślą, że to przez nią.
- Nie chciałam im powiedzieć, co się stało ostatniej nocy, kiedy Neville został zaatakowany…
Severus rzucił jej uważne spojrzenie, jakby coś oceniając. Hermiona patrzyła niego, kiedy dyrektor zadał kolejne pytanie.
- Dlaczego? Przecież mogłaś to zrobić bez problemu.
- Nie do końca – szepnęła Hermiona przełknęła głośno ślinę i spuszciła wzrok. – Profesor Snape prosił, żebym nikomu nie mówiła.
Odpowiedziało jej tym razem głośne prychnięcie, a potem zjadliwy głos Mistrza Eliksirów:
- Jakbyś kiedykolwiek brała sobie do serca to, co powiem.
Hermiona nie odpowiedziała, tylko spojrzała w oczy dyrektora, starając się ocenić, czy jest na nią zły.
- Trudno, widzę więc, że nic więcej na to nie poradzimy. Severusie – skinął na swojego młodszego kolegę, który odpowiedziawszy mu tym samym, po czym wstał z krzesła i przeszedł przez pomieszczenie, by na odchodnym powiedzieć – Dziękuję, panno Granger i przepraszam za niepokojenie o tej porze, ale sama pani rozumie. Profesor Snape… poruszy jeszcze z panią ten temat teraz, jeśli nie ma pani nic przeciwko. Muszę iść pomóc profesor McGonagall - posłał znaczące spojrzenie Snape'owi, po czym opuścił swój gabinet. Mistrz Eliksirów zajał jego miejsce i po chwili Hermiona siedziała naprzeciwko niego, tak samo jak ubiegłej nocy, tyle że teraz otoczenie było o wiele jaśniejsze i przyjemniejsze.
- Jak już wspomniał dyrektor, muszę jeszcze… dowiedzieć się od ciebie kilku rzeczy…
- Ale powiedziałam już wszystko, co wiem! Czyli prawie nic… - popatrzyła na niego zasmucona, wyobrażając sobie, gdzie teraz może być Harry i Ron i co złego może im się przytrafić.
- Nie o takie dowiadywanie mi chodzi – westchnął zirytowany. – Być może wiesz coś, co może nas naprowadzić. Znasz ich najlepiej, wiesz, gdzie mogliby pójść i po co. Nawet, jeśli sama nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Hermiona w lot zrozumiała, co Snape chce zrobić.
- Tylko tym razem mnie nie blokuj, bo może zaboleć – ostrzegł, po czym popatrzył jej prosto w oczy i uniósł lekko dłoń z różdżką. - Gotowa?
Kiwnęła głową, starając się nie myśleć, co profesor może odkryć o swojej własnej osobie, kiedy już zajrzy do jej umysłu. Przełknęła głośniej ślinę w oczekiwaniu na jego ruch.
Po chwili jego wargi poruszyły się prawie niezauważalnie, wypowiadając „Legilimens".
Zaczęło się. Korowód obrazów, myśli, uczuć, wspomnień. Przykrych, wesołych, szczęśliwych, przepełnionych strachem, ciekawością, fascynacją. Tych ostatnich Hermiona bała się najbardziej. Za nic w świecie nie mogła pozwolić by na powierzchnię wypłynęły sny, w których ostatnio zaczął gościć profesor.
Kiedy Severus uniósł różdżkę i wypowiedział zaklęcie, zauważył, że Granger przymknęła powieki, jakby bojąc się czegoś. Po chwili był już w głębi jej umysłu i zaczęły zalewać go obrazy, mnóstwo wizji i emocji dziewczyny. Zaczął szukać tego, co go interesowało, to znaczy interesowało go to w tej chwili – w innej, normalnej sytuacji, nie było to coś co mogłoby dla niego coś znaczyć.
Udało mu się odnaleźć ich dzisiejszą kłótnię, spośród setek innych sytuacji. Zobaczył, jak siedzą blisko siebie przed kominkiem w pokoju wspólnym, najwidoczniej Gryfoni musieli przynieśli jej śniadanie – kąciki jego ust uniosły się w ironicznym uśmieszku. Potem ujrzał ich spór, dziewczyna definitywnie nie chciała im tego zdradzić. Tylko dlaczego?, zastanawiał się. Nie wierzył w powód podany przed chwilą dyrektorowi. Więc o co chodziło? Podążył w kierunku tamtych myśli, starając się znaleźć odpowiedź… Głuche uderzenie. Bariera.
Snape westchął ciężko, starając się nie tracić cierpliwości.
- Granger, chyba mówiłem coś o tym, że może zaboleć.
Nic się nie zmieniło.
- Rób jak chcesz, ostrzegałem. Jak będę musiał złamać twoje bariery, zrobię to.
Dziewczyna nieco się skrzywiła, ale po chwili opór zaczynał słabnąć. Co takiego ona ukrywała?
Kiedy jednak blokada całkiem zwolniła, zalała go fala obrazów, których zupełnie nie spodziewał się zobaczyć. Zobaczył w nich… siebie.
Palącego, wydmuchującego dym, który ponoć tak bardzo ją denerwował, prowadzącego lekcje, uśmiechającego się ironicznie, ratującego Longbottoma, wpatrującego się w wschód słońca, znów ten dym, dłonie… Przewracającą się z boku na bok dziewczynę, jej pomruki, sny z nim w roli głównej… Stop. Gwałtownie cofnął się z tak bardzo nieznanego sobie obszaru. Na jego twarzy malował się głęboki szok. Granger otworzyła oczy, jednakże nie odważyła się na niego spojrzeć.
- Jesteś wolna – zdołał jedynie rzucić, z czego dziewczyna skrzętnie skorzystała i po chwili już jej nie było – niemalże wybiegła z pomieszczenia.
Severus starał się przetrawić to, co przed chwilą zobaczył. Nie wierzył w to, nie mógł. To było niemożliwe! Dziewczyna musiała idealnie sfabrykować wspomnienia i emocje. Chociaż nigdzie nie wyczuł fałszu, to nie mógł uwierzyć, żeby ktoś się o nim myślał… I to jeszcze w taki sposób. Nie starał się mimo wszystko nazywać tych uczuć, choć wyszło to samo z siebie.
Szacunek. Ciekawość. Sympatię. Troskę. Uznanie. Znów ciekawość. Fascynacja…
Potrząsnął głową. To nie mogła być prawda.
I do tego wszędzie ten kolor… Wszędzie heban. Dobrze wiedział, co oznaczał i z czym mu się kojarzył. Jego matka zawsze podkreślała, że odziedziczył jej oczy, z czego była szalenie dumna. Hebanowe oczy.
Będąc dalej w lekkim szoku, skontaktował się z dyrektorem przez specjalne lusterko, które mieli najważniejsi członkowie Zakonu. Kiedy ujrzał w nim starą twarz dyrektora, powiedział, wciąż lekko wyprowadzony z równowagi.
- Dziewczyna nic więcej nie wie. Potter z Weasleyem nic nie planowali.
- Czyli tak jak się spodziewałem – westchnął dyrektor. – Tutaj też nic. Minerwa wysłała najbardziej zaufanych do tropienia śladów aportacji, ale nic nie znaleźli. Pozostaje nam czekanie… - rzekł zasmucony, jednakże po chwili Severus ujrzał bliżej jego niebieskie oko. – Severusie, wszystko w porządku? Wyglądasz na wstrząśniętego. Na pewno dziewczyna nic ci nie pokazała?
- Nie, Albusie – zaklął w myślach. Dawno nie stracił takiej kontroli nad ukazywaniem swoich emocji. Skupił się i przywdział swoją zwykłą maskę obojętnośći. – Nic mi nie pokazała.
- W takim razie musimy udawać w szkole, że wszystko jest w porządku. Trzeba znaleźć dwie osoby, które podszyją się za chłopców. Chętni są bliźniacy, ale są za bardzo charakterystyczni i ktoś mógłby się zorientować, dlatego Bill podszyje się pod Rona, a co do Harry'ego jeszcze zobaczymy. Mógłbyś zająć się elikirem wielkosowym? Obawiam się, że teraz przydadzą się olbrzymie nakłady.
Snape kiwnął głową, po czym zerwał połączenie, zostawiając nieco zdezorientowanego dyrektora trzymającego drugie lusterko kilkadziesiąt kilometrów dalej.
Udał się tam, gdzie zawsze, gdy potrzebował się uspokoić. Teraz waliło się wszystko. Jego kilkuletnia podwójna służba, wymuszona przyjaźń z Lucjuszem, branie udział w spotkaniach Wewnętrznego Kręgu… A ten idiota ot tak sobie zniknął! W dodatku narażając jego życie. Nie, żeby kiedykolwiek bardziej mu na nim zależało, ale niekoniecznie chciał zginąć w wymyślnych torturach, którymi niewątpliwie uraczył go Czarny Pan gdy tylko zorientuje się, że Potter był niepilnowany i zbiegł ze szkoły, a on zapomniał go o tym poinformować.
Ale było coś jeszcze gorszego. Obawiał się, że znalazł odpowiedź na to, co dziewczyna ukrywała. A teraz będzie musiał przeszukać samego siebie, żeby się upewnić, że nie zapleniło się w nim nic podobnego. Severusowi Snape'owi nie zależało na nikim. Nigdy. I to nie mogło się zmienić.
I chociaż jego reakcje świadczyły o czymś zupełnie innym, to kiedy świt zapowiedział nastanie nowego dnia, udało mu się okłamać samego siebie. Udało mu się wmówić samemu sobie, że w ogóle nie dba. O nikogo. A już na pewno nie o upartą Hermionę Granger.
